Wpadłam z impetem do domu. Za rękę trzymałam wystraszoną
Miles. Za pół godziny musiałyśmy być na lotnisku co graniczyło z cudem.
Genialnie, auto zostawiłam wczoraj niedaleko miejsca koncertu. Wzięłam z szafki
pierwsze lepsze kluczyki. Miles chwyciła walizkę i zbiegłyśmy na dół do garażu.
Chłopaki się do nas dobijali, ale my oczywiście nie odbierałyśmy. Tak! Mieć w
dupie facetów i cieszyć się sobą. Kliknęłam przycisk na kluczykach. Moja
ostatnia myśl to ‘Harry mnie zabije’. Wskoczyłam jednak szybko to tego pieprzonego
auta. Otworzyłam drzwi od garażu i skupiłam się. Nie mogłam rozwalić ulubionego
auta Hazzy. Nie jego jaguara. Nie miałam teraz czasu na szukanie kluczyków od
auta Louisa. Były one zapewne pod stertą ubrań. Nacisnęłam delikatnie gaz i
ruszyłam. Bałam się jeździć tym samochodem. Chłopaki opowiadali mi jak kiedyś wsiadł
do niego Liam.. Przez tydzień nie gadał z Hazzą. O jedną głupią przejażdżkę
autem. Byłyśmy niedaleko lotniska. Piętnaście minut do wylotu! Dojechałyśmy.
Miles złapała za walizkę. Rzuciłam szpilki gdzieś na bok. Zamknęłam auto
Harrego i zaczęłyśmy biec w kierunku odprawy. Chłopaki żegnali się właśnie z
Jake’em. Pożegnaliśmy się. Chłopaki spojrzeli na mnie pytająco.
- No co zagadałyśmy się. Pogadać już nie można?
- No można, można.. A czym przyjechałyście? – Zapytał
Liam, a ja rzuciłam w Harrego kluczykami. Spojrzał na nie.
- Zabiję cię Cam! – Wysyczał i już chciał się na mnie
rzucić jednak zasłonił mnie Loueh.
- Jeśli ją tkniesz będziesz miał do czynienia ze mną. –
Powiedział.
- Chłopcy uspokójcie się. To tylko.. – Liam spojrzał na
kluczyki. – Jaguar Harrego. – przełknął głośno ślinę. Wywinęłam oczami.
- Dobra, tłucz mnie ile chcesz. Zabij mnie.. to tylko
auto. – Wyszłam sprzed Louisa. – Najwidoczniej dla niektórych tutaj rzeczy
materialne są ważniejsze od przyjaciół. – Harry zacisnął pięści i ruszył w
stronę parkingu. Westchnęłam głośno.
- Nie martw się Cam, przejdzie mu, to tylko samochód. –
Powiedział do mnie Lou obejmując mnie.
- A czy ja się martwię? Myślisz, że będę to przezywała
jak mrówka okres? O to się mój drogi mylisz. A ten loczek niech się cieszy, że
nie rozwaliłam się tym czymś na ścianie. Niedużo mi brakowało.
- Oj biedna Cam. O mało nie zginęła. – Powiedział mój
chłopak i dam sobie rękę uciąć, że wystawił język.
- Śpię dzisiaj u siebie! Sam tego chciałeś! –
postanowiłam trochę poudawać obrażoną. Ruszyłam przed siebie wyswobadzając się
z jego uścisku. Byłam bez butów, ale za to z bardzo elegancką torebką.
Usiadłam na przystanku autobusowym. Zaraz dopadli mnie ci
wariaci z Abb. Usiadł koło mnie Lou i zaczął mnie przepraszać. Z trudem
utrzymywałam kamienną twarz. Chłopcy mnie otoczyli. Stworzyli barierę. W końcu
nie wytrzymałam i wybuchłam śmiechem. Lou patrzył się na mnie zdziwiony.
Walnęłam go w ramię. Zaczął się śmiać. Wstałam i poszliśmy do auta chłopców.
Przyjechali dzisiaj swoim czarnym busem. Chociaż nie będę się musiała gnieździć
z kimś na siedzeniach. Odetchnęłam z ulgą. Usiadłam jak zwykle koło Lou.
Słuchaliśmy muzyki. Było nudno. Po jakichś piętnastu minutach dojechaliśmy na
miejsce. Postanowiliśmy sobie dzisiaj zrobić dzień lenia. Ja z Lou i z miską
marchewek udaliśmy się do jego pokoju. Usiadłam zrezygnowana na łóżku. Przede
mną ukląkł Lou. Spojrzał się w moje oczy.
- Nie martw się tak Marchewo, będzie dobrze.. I co się
martwisz tym kretynem.
- Bo jest właśnie kretynem! Nie lubię się kłócić z
ludźmi! A jeśli dalej będziesz drążył temat to pokłócę się i z tobą..
- Dobra, kończę. Siedzę cicho. – Wydawał się obrażony.
- Przepraszam Lou! Na twe boskie marchewki przepraszam!
Chłopak uśmiechnął się promiennie. Tak uwielbiałam jego
zaciesz. Wpatrywałam się w sufit, nie wiedziałam co robić. Tommo oparł swoją
głowę na moim ramieniu. Westchnęłam ze szczęścia. Czułam się teraz wyjątkowa.
Zaśmiałam się. Znowu, sama z siebie. Ale ze mnie geniusz… Lou spojrzał się na
mnie zdziwiony. Pokiwałam tylko głową. Miałam ochotę na coś szalonego. Wiedząc,
że miałam teraz Tommo tylko dla siebie rzuciłam się na niego. Zaczęłam go
namiętnie całować. Obudziłam w sobie tygrysicę. Chyba za bardzo się wczułam. Po
moim ciele rozchodziło się niesamowite ciepło. Wzdrygnęłam się. Louis jeździł
swoimi dłońmi po moich plecach. Rysował jakieś nieziemskie kształty. Agresywnie
zdjęłam z niego koszulkę, która wylądowała na klamce od drzwi. On nerwowo ściągnął
ze mnie swoją koszulkę. Byłam już tylko w szortach i bieliźnie. Rozpinałam
właśnie jego pasek. On sięgnął do szuflady aby cos wyjąć. Tym czymś okazała się
gumka. Olałam spodnie i wzięłam się za paczuszkę. Lou sam zaczął ściągać
portki. Siedziałam z prezerwatywą w zębach gdy ktoś agresywnie szarpnął klamkę.
Louis w trakcie sciągania Spodni, ja w szortach i staniku siedziałam na nim. W
zębach miałam paczkę z prezerwatywą, którą właśnie zaczynałam otwierać. Oboje
byliśmy zszokowani. W drzwiach stał Nialler ze zdziwioną miną. Moja mina musiał
być wściekła. Blondynek powiedział tylko ‘sorki’. Wybiegł z pokoju zamykając
cicho drzwi. Zerwałam się z Louisa i ruszyłam za farbowanym. Biegłam po
korytarzu. Nie było go w jego pokoju. Na dole słyszałam głosy. To tam uciekł.
Zbiegłam po schodach. Raptownie zahamowałam i się wywaliłam. Na kanapie
siedziała jakaś laska z różowymi włosami. Fuck. Niestety wszyscy usłyszeli
walnięcie i się odwrócili. Niall chował się w fotelu. Spojrzałam na niego
morderczym wzrokiem. Liam walnął się w głowę, a Zayn wyglądał na zawstydzonego.
Podszedł do mnie, pomógł mi wstać i powiedział.
- Cam, chciałbym wam przedstawić Perrie. To moja
dziewczyna. – Podrapał się po karku i spojrzał przepraszającym wzrokiem na
różowowłosą.
- Hej, jestem Cam. Wybacz mi mój strój.. – Podeszłam do
dziewczyny i wyciągnęłam rękę.
- Milo mi cię poznać. Nie przejmuj się, każdy ma ochotę
na chwilę relaksu. – Powiedziała z promiennym uśmiechem i puściła do mnie
oczko.
- Ale są tacy, którzy potrafią ja przerwać, bo nie umieją
pukać. – Powiedziałam i wtedy na dół zszedł Lou bez koszulki z rozpiętym
paskiem. Stanął zszokowany gdy zobaczył Perrie i zaczął zapinać spodnie co mu
nie wychodziło. Zaśmialiśmy się. Podeszłam do niego i powiedziałam. – Chodź na
górę, pomogę ci.
- Jasne, „pomożesz”. – Powiedział Zayn i zaczął śmiesznie
ruszać brwiami.
- Pezz, bo mogę tak do ciebie mówić.. Prawda? –
Dziewczyna pokiwała tylko znacząco głową. – Zayn opowiadał ci już jak zasnął z
Harrym..
- To może idź już pomórz Louisowi.. – Powiedział
zawstydzony mulat.
Złapałam marchewkożercę za rękę i pociągnęłam go za sobą
na górę. Weszliśmy do jego pokoju. Zaczęłam zapinać jego spodnie. Śmialiśmy się
przy tym jak jacyś idioci, nie wiadomo z czego. Wiem, z tego, że Niall nas
przyłapał. Lou chwycił swoją koszulkę i ją na siebie naciągnął. To samo ja
uczyniłam z również jego koszulką. Tommo chwycił w palce małą paczuszkę leżącą
na łóżku i wrzucił ją spowrotem do szuflady, tam gdzie kiedyś leżała.
Złapaliśmy się za ręce i zeszliśmy na dół. Poszliśmy do kuchni. Wstawiłam wodę
na herbatę. Chłopacy geniusze oczywiście nie zaproponowali Perrie nic do picia.
Tego mogłam się po nich spodziewać. Do kuchni wlazł Niall z przepraszająca
mina. Zachciało mi się śmiać gdy na niego spojrzałam. Louis już wybuchł swoim
cudnym śmiechem. Farbowany się odezwał.
- Przepraszam, że wam przerwałem. Nauczę się pukać Cam. Obiecuję.
- No to się naucz, bo kiedyś ja wbiję ci do pokoju jak
będziesz siedział na swojej dziewczynie z gołym fiutem. – Louis parsknął
śmiechem gdy mnie usłyszał.
- No okej. Ale wy nie byliście nadzy.
- Jeszcze nie byliśmy, ale właśnie miałam zamiar zakładać
gumkę na…
- Czy moglibyście nie rozmawiać o tym teraz? – Zapytał
się Liam wpadając do kuchni.
- Spoko. Wytrzymam. – Powiedziałam.
Zalałam herbatę i poszłam z nią do salonu. Louis pomagał
mi wszystko nosić. Loczkowatego i Abb z nami nie było. Hazza zapewne obrażał
się gdzieś na mieście, albo w swoim pokoju, a Abb była w domu. U siebie. Bo
jakby nie była to by tu siedziała. Pezz okazała się bardzo miłą osobą. To już
wiedziałam dlaczego Malik ostatnio łaził taki rozmarzony. Mimo, że dziewczyna
wyglądała jak landryna to miała pazur. Może przytemperuje różki naszego
kochanego mulatka. Wtedy w przedpokoju usłyszeliśmy huk. Zerwałam się szybko i
pobiegłam zobaczyć co się stało. Na podłodze leżał zalany Hazza. Zawołałam
chłopaków, aby zanieśli go na górę. Gdy to robili oświadczyłam Pezz, że muszę
już wracać do domu. Wyszłam z budynku, bez butów i przypomniałam sobie, że auto
jest na drugim końcu miasta. Masakra. Stanęłam zrezygnowana przed furtką. Już
miałam wracać gdy poczułam, że ktoś mnie obejmuje w pasie. Odwróciłam się z
uśmiechem i złożyłam na ustach owego osobnika soczystego buziaka. Lou
uśmiechnął się pod nosem. Powiedział.
- Chyba nie masz zamiaru wracać na nogach do domu?
- Właśnie zamierzałam po ciebie pójść.
- To chodź, idziemy do auta. Zawiozę cię. – Pociągnął
mnie za rękę i poszliśmy do garażu.
- Co Hazz zrobił z jaguarem? – Zapytałam z przekąsem gdy
wyjeżdżaliśmy z budynku.
- Rozwalił na drzewie. – Powiedział Lou i ledwo ukrywał
uśmiech.
- No weź przestań! To jest zabawne! Genialny kierowca
jednak zawodzi! – Krzyknęłam, a chłopak wybuchł śmiechem.
- Musimy do ciebie jechać? Nie możemy wyskoczyć do kina?
– Zapytał z błagalną miną.
- Abby siedzi sama. Potowarzyszymy jej.
- Powinnyście się do nas wprowadzić.
- Chyba sobie żartujesz, Lou? – Powiedziałam zdziwiona.
- Nie, mówię poważnie. Nie musielibyśmy tak kursować
pomiędzy dwoma domami.
- Zastanowimy się nad tym. A co do przeprowadzek. Liam
się do was nie wprowadza?
- Na razie na to nic nie wskazuje. Nikt mu jeszcze tego
nie zaproponował.
- Bo to tak trochę dziwnie wygląda. Wy wszyscy razem, a
on sam. Jesteście jednym zespołem.
- Zaproponuje mu to przy najbliższej okazji.
- A wracając do mojej przeprowadzki..
- Czyli się zgadzasz?
- Jeszcze tego nie powiedziałam. Wracając, jeślibym się
do ciebie przeprowadziła sądzisz, że twoja szafa pomieści nasze ubrania?
- Zawsze można kupić większą. Co za problem.
- No może i masz rację.. Ale co wtedy z moim domem?
- Boże, Cam dom zawsze można komuś wynająć! W Londynie
pełno chętnych.. Zachowujesz się jakbyś nie chciała.
- Chcę, ale się boję..
- Czego?
- Może dla ciebie to nie jest nic wielkiego, ale dla mnie
to rewolucja. Nigdy nie mieszkałam jeszcze z facetem.
- Z piątką facetów. – Uśmiechnął się szeroko.
- Z czwórką. Liam jeszcze z wami nie mieszka o ile
pamiętam. Dla mnie to coś nowego..
- W zasadzie mieszkasz już u nas. Zobacz ile czasu
spędzasz u siebie a ile z nami. Już tak jakby się do nas wprowadziłaś, ale bez
ubrań.
- Pogadamy o tym jeszcze w domu ok?
- No dobra..
Dojechaliśmy do miejsca, w które zmierzaliśmy. Lou wyłączył auto i poszliśmy
do środka. Grał telewizor. Tyle słyszałam. Abb zapewne coś oglądała. Nie
musiałam ściągać butów. Czekałam aż Lou to zrobi. Ruszał się jak mucha w smole.
Postanowiliśmy wystraszyć moja przyjaciółkę, która zajadała popcorn na kanapie.
Wbiegliśmy do pokoju drąc się i skacząc. W wyniku tego wszystkiego zawartość
miski została rozsypana po całym pokoju. Abb wybuchła panicznym śmiechem. Gdy
się uspokoiliśmy usiedliśmy we trójkę na kanapie. Mina mojej przyjaciółki nagle
zrzedła. Lou się jej zapytał.
- Co się stało siostro mojego przyjaciela?
- Pokłóciłam się z.. – Brunetka nie dokończyła.
- Z kim? – Zapytałam.
- Z Liamem.
- O co znowu mu chodziło? – Zapytał znudzony powtarzającą
się sytuacją Lou.
- No bo niby do siebie wróciliśmy. – Zrobiłam zaskoczoną minę.
– Ale, nie układa się tak jak kiedyś. No i Liam powiedział mi jeszcze o tej
waszej trasie.. – Louis zaczął wysyłać Abb jakieś sygnały. – Ups..
- Jakiej trasie Lou? – Zapytałam słodko.
- Kochanie, tylko się nie denerwuj. To tylko pół roku..
- Pół roku?! – Wydarłam się.
- Tak samo zareagowałam. Louis wiej gdzie pieprz rośnie.
– Powiedziała moja przyjaciółka bez wyrazu.
- Ale kiedy jedziecie? – Zapytałam łapiąc się za głowę.
- Za miesiąc. – Powiedział zdezorientowany chłopak.
- Jak ty to sobie wyobrażasz? Już raz nie wytrzymaliśmy
próby odległości. Sądzisz, że tym razem się nam uda?
- Cam, mam silną wole. Poza tym chłopaki już wpadli na
pomysł co będziesz robiła przez te poł roku.
- Genialnie! Nawet podejmują za mnie decyzje!
- W zasadzie wysłaliśmy już zgłoszenie. Będziesz musiała
tylko zaśpiewać.
- Że co?! Że gdzie?!
- I właśnie za to też opieprzyłam Liama, że daje
podejmować chłopakom decyzje za ciebie. – Wtrąciła swoje pięć groszy Abby.
- Jakie zgłoszenie? I gdzie? – Zapytałam słodkim
głosikiem. Takim dość udawanym.
- Do X Factora… - Chłopak wyglądał na przestraszonego.
- Zajebie was! Kurwa dajcie mi wiatrówkę! – Już
podchodziłam do Louisa z zaciśniętymi pięśćmi.
- Cam, uspokój się. Macie jeszcze wspólny miesiąc, a nie
chcesz się znowu kłócić z Louisem. – Mówiła moja przyjaciółka przytrzymując
mnie. – Oboje cierpicie jak jesteście pokłóceni. Będziesz później tego
żałowała. – Chyba przemówiła mi do rozsądku.
- Czyj to był pomysł? – Zapytałam już normalnie.
- Zayna, Nialla, Liama, Harrego. Słyszeli jak śpiewasz.
Jak byli u ciebie jak wróciliśmy z trasy. – powiedział już uspokojony mój
chłopak.
- A ty nie odezwałeś się w tej sprawie?
- Stwierdziłem, że to dobry pomysł. Czas ci szybciej
zleci. Zobaczysz. Wyjedziemy ty pójdziesz do programu i czas szybko poleci.
Znowu się spotkamy.
- A ta cała przeprowadzka po co?
- Bo chcę mieć cię przy sobie. Kocham cię Cam i chcę
dzielić z tobą każdą moją chwilę.
- Aww.. rzygam tęczą. – Powiedziała Abb, a my się
zaśmialiśmy. – Ale co do przeprowadzki jestem za! Mam dość kursowania między
dwoma domami.
- A twoi rodzice Abb? – Zapytałam.
- Nialler wszystko załatwi. O to się nie martwię.
- Zapeszacie, bo mówicie, że się dostanę. – Powiedziałam
zdenerwowana. Lou złapał mnie za rękę.
- Kochanie, jesteś niesamowita, powalisz ich na kolana.
Co do tego jestem pewny.
- Poł roku.. – Wyszeptałam, a po moich policzkach
spłynęły łzy. Momentalnie je wytarłam. – No i o co dalej poszło w waszej
kłótni? – Walnęłam z zupełnie innej beczki do Abb.
- No to kłóciliśmy się o tą sytuację z tobą, że on nie
pilnuje chłopaków, a powinien, przecież jest Daddy Direction. No a on
stwierdził, że skoro tak się kłócimy to może nie powinniśmy dalej tego ciągnąć.
– Po policzku dziewczyny popłynęły łzy. Przytuliłam ją z Lou.
- On na pewno tak nie myśli. To w przypływie emocji. Liam
taki jest. Jak zaczyna się kłócić to nie wie co gada. – Pocieszał moją
przyjaciółkę Lou.
- Dokładnie. Co powiecie na ciasto czekoladowe? Tak na
pocieszenie? – Zapytałam.
- Jestem za. – Powiedział Lou.
- Chętnie spożyję trochę kalorii. – Moja przyjaciółka się
uśmiechnęła.
- To zamawiamy? – Zapytałam. – Nie mamy nic w lodówce.
- Nawet marchewek.. – Powiedziała Abb.
- Ukradli marchewki! – Wydarł się Louis. My wybuchłyśmy śmiechem.
Usiedliśmy przed laptopem i zamówiliśmy na sklepie
internetowym ciasto czekoladowe z dostawą do domu. Włączyliśmy telewizor.
Pogrążyłam się w rozmyślaniach. Muszę później przemówić Daddiemu do rozsądku.
Pogadam z nim sobie jak dwoje odpowiedzialnych ludzi. W zasadzie patrząc na
nasze zachowanie moglibyśmy być rodzeństwem. Oboje byliśmy ogarnięci. Znaczy on
bardzo, a ja w miarę. On lubił wypić na imprezie, a ja i Lou zawsze ich
pilnowaliśmy. Może jednak nie moglibyśmy być tym rodzeństwem.. Różniliśmy się.
Bardzo. Inna sprawa bałam się tej trasy koncertowej. Bałam się, że znowu
oddalimy się z Lou. Że znowu zostanę zraniona, tak jak kiedyś. Jak jakiś czas
temu. Obiecałam sobie, że tym razem nie zaniedbam kontaktu z moim chłopakiem.
Będę częściej dzwoniła i takie tam. Zależało mi na tym dupku! No przyznam się.
To prawda, kłóciliśmy się, ale łączyło nas coś niesamowitego. Miłość. I oby tak
zostało.
Zaczynam się rozpisywać
;D Pasują wam takie długie rozdziały? Mi tam się fajnie je pisze. I
kolejne pytanie do was, na które proszę abyście odpowiedzieli. Chcielibyście
czytać moje kolejne opowiadanie? Bądź co bądź, ale mam już je troszkę
rozpisane. Kilka rozdziałów jest. Nie byłyby one na początku tak długie jak
ten, ale byłyby. Co wy na to?
Zostaw po sobie ślad! CZYTASZ=KOMENTUJESZ DLA CIEBIE TO TYLKO CHWILA, DLA MNIE MOTYWACJA!
zajebiste, wspaniałe, po prostu nie do opisania .. . . czekam . ..
OdpowiedzUsuńA.D. ;P
Jaa uwielbiam takie długie rozdziały a ten.... No po prostu zajebisty! Wena ci dopisuje widzę :)
OdpowiedzUsuńNie zapominaj o : fame-took-her-love.blogspot.com :*
nie zapomniałam ;) i z niecierpliwością oczekuję next ;D
UsuńZajebisty rozdział :) w 3 dni nadrobiłam wszystko do tyłu :)
OdpowiedzUsuń