wtorek, 4 września 2012

Rozdzial 4

Nie ma to jak cała noc przy kiblu. Nigdy więcej.. Choć z jednej strony mam to czego chciałam. Udowodniłam Miley że ja też jeszcze mogę kogoś wyrwać. Szpilki szpilkami, ale liczy się to, że Miley nie miała racji. Teraz już tylko trochę sie z nim polansuję po szkole i z głowy. wrócę do świata żywych. Do świata wiecznie młodych zaćpanych nastolatków. Tylko pytanie czy tego chcę? Czy chcę być wiecznie żywym trupem? Czy nie przeszkadza mi ten wiecznie zły wzrok Miley? Musze stać się normalna. Normalna..
Usłyszałam pod domem klakson. Znałam ten dźwięk. Klakson porshe. Wychyliłam głowę przez okno i zawołałam Miley do domu. Weszła do mojego pokoju.
- Jak ty kochana wyglądasz?
- Noo..
- Jak żywy trup. Idź coś ze sobą zrób. I umyj włosy. Jedziemy na plażę.
- Ale nie będziemy się kąpać?
- No chybaś oszalała. muszę się idealnie opalić.
- Ja też.
Weszlam do łazienki. Umyłam włosy moim ulubionym malinowym szamponem. Wysuszyłam je. Założyłam mój przepiękny prawie, że nowy strój z triumpha. Na wierzch poleciała jedna z moich jeansowych sukienek. oczywiście założyłam moje sandały na koturnach i pomalowałam oczy tuszem. wzięłam jedne z moich przyciemnianych nerdów i ruszyłam z Miley w świat.
Plaza jak zwykle byla zatłoczona. Nie mogłyśmy znaleźć na parkingu ani jednego miejsca. Wspaniałomyślna Miley stanęła na miejscu dla inwalidow wyciągając ze schowka kartę swojej babci. Stary trik na brak miejsc.Uśmiechnęłam się do niej i wysiadłyśmy z samochodu.
- Rozkładmay się tam gdzie zawsze?
- No pewnie - odpowiedziałam bez wachania.
Poszłyśmy na sam skraj plaży. Przy skałach. Widoki tutaj było o wiele bardziej malownicze niż w innych częściach wybrzeża. Fale delikatnie odbijały się od kamieni tworząc orzeźwiającą mgiełkę. Rozkoszowałam się chwilą. Pamiętam jeszcze jak przychodziliśmy tutaj z Rileyem. Przytulaliśmy się na brzegu plaży. Rozkoszowaliśmy się chwilą. Chciałabym aby te stare chwile wróciły. Nie wrócą. Muszę żyć życiem takim jakie jest tu i teraz. Riley nie chciałby abym całymi dniami płakała po kątach.
Nagle usłyszałam pisk Miley. Odwróciłam się. To szedł on. Jake. Nie miał zbyt zadowolonej miny. Miałam złe przeczucia. Jego mina prezentowała wyraz .. zrywam z tobą. Czyli moja ukochana para szpilek poleci do Miley.! Stanął przede mną złapał mnie za rece i powiedział:
- Hej.
- Hej.. Chcesz mi coś powiedzieć?
- W zasadzie... Wczoraj dużo wypiliśmy .. i ..
- Popelniliśmy błąd.. to nie powinno się zdarzyć.
- Czyli nie będziesz miała mi za złe jeśli Ci powiem, że chciałbym zerwać?
- Niee. Jasne, że nie.
- No to spoko.. Przykro mi Cam, że tak wyszło.
- Nic się nie stalo.
I poszedł, a ja w glębi duszy poczułam, że znowu jest źle. Czy podczas jednej imprezy można się zakochać ?!

sobota, 1 września 2012

Rozdział 3

Stanęłyśmy przed wielkim domem Connora. Nagle nogi miałam jak z waty. Nie mogłam tam wejść. Nie bez Rileya. Nie w takim stanie. W głębi dusz powtarzałam sobie 'jesteś silna, dasz radę', ale tak nie było. Nagle usłyszałam głos Miley.
- Kochaniutka wychodzimy z tego auta?
- Miley, ja nie dam rady.
- A gdzie ta entuzjastycznie nastawiona, pogodna Cam, którą spotkałam dzisaj rano?
- Musze tam wejść, bo stracę szansę na powrót do rzeczywistości.
- Dokładnie. Skarbie, życie nie kończy się na jednym Rileyu.
- Wchodzimy .
Wysiadłam z auta. Weszłam do domu Connora. Tłum ludzi, tak to ujmę. Moja ulubiona nuta Davida Guetty w tle. Naokoło zapach alkoholu i .. ganji. Nie dam rady się nie naćpać. Miley mnie mocno złapała za rękę i szepnęła do ucha : 'nawet nie próbuj ćpać'. Wiedziałam, że jest to niemożliwe. Poszlam w swoją stronę, a Miley w swoją. Podeszlam do Connora i wzięłam od niego kilka skrętów. Poszłam na taras. Genialnie, nie wzięlam ze sobą zapalniczki. Nagle za sobausłyszałam głos.
- Wybierasz się na imprezę bez zapalniczki?
- Nie tak się podrywa dziewczynę - podał mi zapalniczkę, a ja zapaliłam skręta.
- Jake, a ty?
- Camila.
- Ty się tu niedawno wprowadziłaś no nie?
- Mieszkam tu dużo dłużej niż ty.
- Kolejna gafa ?
- Na to wygląda.
- Więc dlaczego dopiero teraz ujawniłas się spośród tłumu?
- Mój chłopak zginął jakiś czas temu. Zamknęłam się w sobie.
- Przeprowadziłem się tu bo zabiłem swoją dziewczynę.
- Dlaczego akurat mi to mówisz?
- Wydajesz się godna zaufania.
- Pieprzysz głupoty.
- Wcale, że nie.
- Skręta? - Podałam mu jednego z moich i paliliśmy w najlepsze obgadując co tylko się mogło.
Pół godziny później Jake przyniósł flaszkę. Rozwalilismy ją bez trudu. Pod koniec naszej zabawy Jake oblał moją sukienkę piwem, a ja jego cudną białą koszulkę ponczem. Przed domem Connora czekała na mnie Miley. Jake wybiegł za mną i pocałował mnie na pożegnanie. Uśmiechnęłam się i pocałowałam go po raz drugi. Miley wybałuszyła oczy. Wśiadłam szybko do auta i powiedziałam.
- Wygrałam, szpilki są moje.
- Zobaczymy moja droga jak będzie na trzeźwo/