wtorek, 19 marca 2013

Rozdział 44.


*Cam*
Leżałam jeszcze w łóżku. Spałam z Abby. Została u mnie na noc. Wyglądała tak niewinnie. Nie chciało mi się już leżeć. Wyszłam po cichutku z łóżka i spojrzałam jeszcze raz na moją przyjaciółkę. A jednak pozory mylą. Zeszłam po schodach. Miałam zamiar iść do kuchni. Byłam zszokowana. Siedzieli w niej moi przyjaciele. Niall, Miles i Jake. Weszłam do niech, a oni się na mnie rzucili. Przeraziłam się. Byłam duszona. Gdy mnie puścili zapytałam się Nialla.
- Co tu robicie?
- Przyjechaliśmy po was.
- Jak weszliście.
- No bo wiesz, dałaś nam kiedyś klucz od mieszkania.
- Nie wiem, możliwe. A po co ja wam tam?
- No wiesz impreza na twoją cześć się nie odbędzie bez ciebie.
- Boże, dzisiaj moje urodziny. Na śmierć zapomniałam.
- No to budź Abby i się zbierajcie, za godzinę jedziemy.
Jak mi Nialler kazał tak też uczyniłam. Obudziłam Abby i poszłam się zbierać. Ubrałam czarną koronkową sukienkę z dekoltem na plecach i czarne szpilki. Rzęsy pomalowałam tuszem do rzęs a włosy rozczesałam. Byłam gotowa. Zeszłam na dół gdzie siedziała już ubrana Abb. Pojechaliśmy do domu chłopców. Byłam tam setki razy, a nadal nie wiedziałam gdzie jadę. Dla mnie było to nowe miejsce. Byliśmy tak po dwudziestu pięciu minutach. Budynek był duży, willa. Cóż byłam przyzwyczajona do tego typu domów, w Port Angeles sama w takim mieszkałam. Na dzień dobrzy wyściskali mnie wszyscy chłopcy, przyzwyczaiłam się już do tego. Louis rzucił mi tylko krótkie ‘Cześć’ i poszedł na górę. Zapewne do swojego pokoju. Chłopacy posadzili mnie na kanapie i włączyli projektor. Że ja go dopiero teraz zauważyłam. Oglądaliśmy wszelkie filmy i zdjęcia z ostatniego pół roku. Zaczęło mi się nudzić, bo nie widziałam w nich przeszłości, siebie. Wyszłam z domu, a zaraz za mną Jake. Lubiłam z nim spędzać czas. Był taki swój. Znałam go, w porównaniu z bandą tych idiotów siedzących tam. Szedł koło mnie nie odzywając się. Zdecydowaliśmy się na spacer. Wybrałam jakiś park, choć nie wiem skąd wiedziałam, ze tu jest. Wywalone na ten park, liczy się chwila. Zaczęłam gadać z moim przyjacielem.
- Jake, jakie są nasze stosunki teraz?
- Takie jakie widzisz.
- Nie o to mi chodzi. Jakie są nasze stosunki ze mną teraz, znaczy po tym pół roku od mojego wyjazdu.
- Raczej dobre, nawet byliśmy parą.
- Parą? – Zapytałam zaskoczona, o tym mi nikt nie powiedział.
- Tak, przez krótki czas. Jak zerwał z tobą Louis.
- To my nie jesteśmy parą? Ja z Louisem?
- Nie, nie przepadacie za byciem z sobą.
- Dziwne. To dlaczego on chodzi taki przybity?
- Wszyscy chcą to wiedzieć. Podobno dałaś mu kosza.
- Ja kosza Louisowi? Toć ja nawet nie chciałabym z nim być.
- Ale byłaś. Spójrz na nagłówki sprzed kilku miesięcy, tatuaż na palcu. Wszystko wskazuje na to, ze byliście razem.
- A może prasa to sfingowała?
- Nie wiem, nic mi o tym nie mówiłaś.
- Chcę sobie wszystko przypomnieć, zacząć żyć od tamtego momentu. Nasuwają mi się kolejne pytania, dlaczego jechałam pijana? Nie chciałabym zaczynać niczego nowego, chcę żyć od wtedy. Skończyć to co zaczęłam.
- Pokłóciłaś się z Louisem.
- Słucham?
- Jechałaś pijana, bo pokłóciłaś się z Louisem. Ale na co ci ten alkohol to nie skumałem do tej chwili.
- Czemu nikt mi nie powiedział, ze kłóciłam się z Louisem?
- Może chcieli cię uchronić od faktów.
- Możliwe. Ale dobijające. Skoro nic mnie z nim nie wiąże, a sugeruje to ta kłótnia to mogę go olać?
- Chyba tak. Ale nie wiem w jakim sensie.
- No nie muszę uważać żeby go nie zranić. O to mi chodzi. Bo jakby coś nas łączyło, a zrobiłabym coś głupiego to zapewne później bym tego żałowała.
- Zapewne tak. Miejmy nadzieję, że nic takiego nie zrobisz. Że nikogo nie zranisz.
- Wracamy? Dochodzi osiemnasta, a ci kretyni coś dla mnie szykowali.
- No to trzeba wrócić.
Powolnym spacerkiem wracaliśmy do domu chłopaków. Odruchowo złapałam Jake’a za rękę. Potrzebowałam czyjejś bliskości. Cieszyłam się, że go mam. Chociaż on nie próbował przede mną niczego ukrywać. I to się nazywa prawdziwy przyjaciel. Osoba, która cię nie okłamuje nawet jeśli od tego zależy wasz dalszy byt. Nawet Miles nie chciała mi wszystkiego mówić. Ani Abb. Nie mogłam na nie liczyć. I to było denne. Wracaliśmy do domu, w którym czekało na mnie kilka osób. Części z nich nie znałam. Znaczy znałam, ale przed amnezją. Teraz nie wiedziałam jak się do nich odezwać, czy co z nimi robić. Po prostu nie wiedziałam co lubią. Znałam tylko ich imiona. No i Nialla i Abby. Oni mi pomagali wtoczyć się w to towarzystwo. Dzisiaj nawet usiłowali mi coś przypomnieć. Oglądałam masę zdjęć i nic.. A może po prostu tak ma być, a ja mam zacząć od nowa? Nie byłam tego pewna. Lekarz kazał być cierpliwym, a ja myślałam, że skoro pierwsze pół roku tak szybko mi się przypomniało to drugie też będzie takim pstryknięciem palcami. Myliłam się. Weszliśmy do domu. Wszyscy nas doskoczyli (z wyjątkiem Louisa). Martwili się, zaczęli się przekrzykiwać jeden przez drugiego. Nie rozumiałam ich. Puściłam dłoń Jake’a i powiedziałam.
- Byliśmy na spacerze, lubię spacery. Coś jeszcze?
- Następnym razem mów gdzie idziesz. – Powiedział Liam.
- Jakbyś nie zauważył nie znam tej części miasta! Zapomniałam jak wygląda! – Wydarłam się sfrustrowana.
- Przepraszam. – Odpowiedział.
- Więc co robimy? Miała być impreza i ja czekam. Może pod wpływem alkoholu coś mi się przypomni. – Zaśmiałam się.
- Może. – Powiedział Niall i zaczął się śmiać, reszta też zaczęła.
- To co zaczynamy? – Zapytałam.
- Chodźcie. – Zabrał nas do salonu. Na stole stały przekąski i alkohol. Nie no zajebista osiemnastka.
- Louis z nami nie pije? – Skierowałam pytanie do Nialla.
- Nie, powiedział, ze nie ma ochoty.
- Okej, jego wybór.
Zaczęliśmy pić i tańczyć. Przyznam, że mimo tak cienkiego wystroju i ogólnie cienkiego wszystkiego nieźle się bawiłam. A może oni jednak byli moimi przyjaciółmi? Czułam się w ich gronie jak swoja. Nie mam ochoty się teraz tym zadręczać. Chłopaki geniusze, zapomnieli mi chyba kupić prezent, bo nic nie dostałam. Jake dał mi zwykłą złotą bransoletkę, Abby również bransoletkę, z serduszkiem i wygrawerowanym na nim napisie Friends Forever, Miles oprawiła nasze zdjęcie, duże zdjęcie w ramę do powieszenia na ścianę. Mówiąc nasze miałam na myśli zdjęcie skądś gdzie byliśmy w ósemkę. Ja, Niall, Abb, Zayn, Hazza, Louis, Jake i Miles. Wyglądaliśmy na zadowolonych. Miałam zamiar jutro zapytać się mojej przyjaciółki gdzie byliśmy. I wtedy zadzwonił mój telefon. Odebrałam.
- Halo?
- Cześć córciu! Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin.
- Dzięki mamo. Miło, że dzwonisz.
- Tak mi przykro z powodu tej amnezji.
- Kiedyś z tego wyjdę mamo, nie martw się.
- Wracając do twoich urodzin, idź do Nialla, on cię zaprowadzi do mojego prezentu.
- Okej, z góry dziękuję.
- Baw się dobrze córciu. Całuski.
- Pa mamo. – I się rozłączyłam.
Podeszłam do Nialla, on już najwidoczniej wiedział o co chodzi. Zawiązał mi na oczach czarną chustkę, nie wiem do tej pory skąd ją wytrzasnął. Prowadził mnie nie wiem gdzie. Widziałam tylko czarną opaskę. Byłam cholernie ciekawa co kupiła mi mama. Skoro mi zawiązał oczy to musi być to coś dużego. Odwiązał mi oczy i powiedział ‘Niespodzianka od mamusi’. A ja stałam jak wryta. Przede mną stał nowy czarny Land Rover. Owszem nie było to moje kochane porsche, ale ono nadawało się tylko do kasacji. Bosko, mama kupiła mi nowe auto. Gdy nacieszyłam się swoim cudeńkiem wróciliśmy na górę, jak się okazało garaż był w piwnicy.
Było grubo po północy. Wszyscy, nadal z wyjątkiem Louisa siedzieli w salonie i śpiewali. Śmiałam się z nich. Namówili mnie na zaśpiewanie jednej piosenki. No zgodziłam się. Kazali mi zaśpiewać When you’re gone. No dobra co mi wadzi. Ale czułam, ze już kiedyś to robiłam. Zlewam na to. Siedzieliśmy tak nudząc się. Jake pociągnął mnie ze sobą gdzieś na górę. Poszłam za nim bez wahania. Weszliśmy do jakiegoś pokoju. Było w nim ciemno, bardzo ciemno. W świetle księżyca wpadającym przez okno wpatrywałam się w brązowe oczy chłopaka. No dobra powiem to inaczej, jaraliśmy się swoim widokiem. Byliśmy sami. Zagłębiałam się coraz bardziej w jego oczy. Zaczęliśmy się do siebie zbliżać. Dzieliły nas już tylko milimetry. Nie mogłam wytrzymać tego napięcia między nami, wplotłam swoje palce w jego włosy i zaczęłam go namiętnie całować. Nie obchodziło mnie, że ktoś zaraz może wejść. Jake przyparł mnie do ściany i zaczął składać pocałunki na szyi, biuście. Delektowałam się tym. Zaczęłam rozpinać jego koszulę. Ściągałam swoją bluzkę. Znowu wpoiłam się w jego usta. I wtedy poczułam potężne uderzenie w głowę.


No, przepraszam za coraz gorsze rozdziały, a z reszta sami oceńcie jakie są ;D
Zostaw po sobie ślad! CZYTASZ=KOMENTUJESZ DLA CIEBIE TO TYLKO CHWILA, DLA MNIE MOTYWACJA!

2 komentarze:

  1. Boskie!! Zresztą jak zawsze. Pisz dalej, jestem strasznie ciekawa co się stało. Mam pytanie: Czy Cam będzie z Lou?
    Całuski!
    Kate XXX

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem ci, że to czy z nim będzie czy nie rozstrzygnie się w ciągu najbliższych rozdziałów, a w zasadzie dwóch? I mam dla was niespodziankę normalnie! 49 rozdział rozpisałam się i normalnie ma 4 strony w wordzie! I jestem z niego bardzo dumna ;D

      P.S. Niedługo, jakieś kilka, może dziesięć może mniej rozdziałów planuję takie rozdzielenie wszystkich. Wiecie obowiązki wzywają ;D

      Usuń