sobota, 23 marca 2013

Rozdział 48


Noc minęła. Pora była wstać. Nie chciałam się jeszcze budzić. Nie chciałam stykać się z rzeczywistością. Przewróciłam się z boku na bok i naciągnęłam kołdrę na głowę. Próbowałam zasnąć. Nie mogłam się jednak skupić. Ponownie się przewróciłam. Nie mogłam zasnąć. Masakra. W pokoju panowała cisza. Przytłaczająca cisza. Ciągle ukrywałam się pod moim nakryciem. Najwidoczniej nie było mi dane dzisiaj odpocząć. Wczorajszy dzień mnie niesamowicie zmęczył. Położyłam się na plecach. Zaczynało mi się robić gorąco. Znów przewróciłam się na bok. Zdjęłam z siebie kołdrę i otworzyłam oczy. Przy moim łóżku klęczał Louis. Wyglądał strasznie, jakby zarwał noc. Czego on teraz tutaj chciał? Usiadłam na łóżku. Zeszłam drugą stroną. Poszłam do łazienki. Zamknęłam się. Nie chciałam na niego aktualnie patrzeć. Usiadłam na szafce i zaczęłam płakać. Na szczęście nie miałam na sobie ani grama makijażu. Oparłam się o zimną ścianę. Usłyszałam kroki pod drzwiami. Schowałam twarz w dłoniach. Stanęłam przed lustrem. Wszystko zaparowało. Na serio aż tak emanowałam ciepłem? Przetarłam ręką lustro. Nareszcie mogłam zobaczyć siebie. Wyglądałam strasznie. Podkrążone oczy, czerwone policzki. Normalnie idź stąd i nie wracaj. Ktoś otworzył drzwi łazienki. Nie musiałam zgadywać kto to był. Jedynym niepodważalnym faktem było to, że przez niego wyglądałam strasznie. Objął mnie od tyłu. Odwróciłam się do niego twarzą. Oparłam głowę na jego torsie. Przytuliłam się również. Wtedy on powiedział.
- Przepraszam, że tak wybuchłem. Nie pomyślałem o ty, że ty nie pamiętasz o nas.
- Zamknij się Tomlinson i przytulaj.
- Wybaczyłaś mi?
- Nie kurde, nie rozmawiasz ze mną, nie dałam ci się przytulić i nie przytulam ciebie. Choć raz mógłbyś ruszyć tą swoja pustą mózgownicą. ‘
- Prze..
- Zamknij się.
Przytuliliśmy się tak przez chwilę. Wyswobodziłam się z uścisku chłopaka. Podeszłam do umywalki i przepłukałam sobie twarz zimną wodą. Aż mną wstrząsnęło. Poszłam do pokoju. Wzięłam z szafy jakieś dresy i koszulkę. Nie miałam zamiaru się dzisiaj stroić. Nigdzie się nie wybierałam. Wygoniłam Lou z łazienki i się przebrałam. Włosy złapałam w jakiegoś nieogarniętego kucyka. Trochę tuszu na rzęsy i wyszłam z łazienki. Louis siedział na moim łóżku. Przyglądał się drzwiom. Podeszłam do niego i walnęłam go w głowę. Obudził się. Posłał mi ‘groźne’ spojrzenie. Wywróciłam tylko oczami. Zaczęłam się śmiać. Wyciągnęłam do niego dłoń. Wstał i splótł moje palce ze swoimi. Wyciągnęłam go z pokoju. Schodziliśmy ze schodów. Z kuchni dobiegały kłótnie na temat tego co jemy na śniadanie. Puściłam Louisa i oparłam się o wysepkę w kuchni. Louis Objął mnie od tyłu. Oparł swoją głowę na moim ramieniu. Westchnęłam ze szczęścia. Nikt nie zauważył jeszcze, że weszliśmy. Matko, jacy oni sa ślepi.. Wsłuchałam się w fascynującą kłótnię.
- Naleśniki! – Krzyczał Hazza.
- Owsiaaaanka! – Wydarł się Zayn.
- Jajecznica.. – Powiedział zaspany Liam.
- Cokolwiek. – Sprostował Niall.
- A może tak nic? – Spytałam się. Wszyscy przenieśli wzrok na mnie.
- Dlaczego? – Skierował do mnie pytanie Nialler.
- Bo lodówka jest pusta. – Odpowiedziałam z szerokim uśmiechem.
- Niee.. – Powiedział głodomór.
- Zawsze możemy zamówić pizzę. – Zaproponował Lou.
Wszyscy się zgodzili. Pizzę wybierał oczywiście Nialler. Zdaliśmy się na jego gust. Nikt jeszcze nie zwrócił uwagi na to, że ja i Lou się pogodziliśmy. A może to i lepiej. Będziemy mieli chociaż święty spokój. Pizzę przywieźli godzinę po naszym zamówieniu. Nie dziwne blondynek wybrał ich aż pięć. Postanowiliśmy zaszaleć i usiedliśmy w salonie. Nasza dziewiątka ledwo się tu zmieściła. Muszę pomyśleć o kupnie większej kanapy. Ale to może później. Siedzieliśmy w ciszy. Denerwowało mnie to. Nie byłam do niej przyzwyczajona, nie przy tych wariatach. Nagle Miles się odezwała.
- Słuchajcie, fajnie spędziliśmy ten czas, ale ja z Jake’em mamy na dzisiaj zabukowane bilety. Lot wieczorny.
- To niemożliwe! Nie możecie dzisiaj jechać! Mamy koncert! – Powiedział Hazza.
- Przebukujcie bilety! Tu i teraz! – Dodał Zayn.
- Okej. Jake, zadzwonisz? – Zapytała się chłopaka Miles.
- Jasne. – Ten poszedł do innego pokoju.
- I wy nam dopiero teraz mówicie.. A kiedy my kupimy sobie coś na ten wasz występ? – Zapytałam.
- Spokojnie, znajdziecie coś. – Powiedział Lou.
Po około godzinie chłopcy się ulotnili. Pojechali na próby. Zostali z nami tylko Jake i Liam. Siedziałam właśnie w kuchni z tym pierwszym. Reszta była w salonie i oglądali jakiś film. Wyglądał na podłamanego. No nie dziwię się. Dziewczyna, którą kocha niedawno prawie wskoczyła mu do łóżka a dzisiaj obściskuje się już z innym. Musiałam z nim o tym porozmawiać. Ale jak zacząć? Siedziałam i się nad tym zastanawiałam. Przyglądałam się jego smutnym oczom. Wyglądał.. na załamanego. No tak. Jak nie ma innego powodu to jestem ja. Przytłaczające. Przysunęłam swoje krzesło do jego i oparłam swoją głowę na jego ramieniu. On swoją oparł na mojej. Siedzieliśmy tak przez chwilę. W końcu zebrałam się na odwagę i powiedziałam.
- Musimy chyba porozmawiać.
- Już o tym rozmawialiśmy, po co wykopywać stare sprawy?
- Nie chodzi mi o nasz pocałunek, chodzi mi o ciebie.
- Mną się nie przejmuj, dam sobie radę.
- Jak mam się tobą nie przejmować?! Jesteś moim przyjacielem, a przyjaciół się wspiera w trudnych chwilach, pociesza się.
- Nie, gdy osoba pocieszająca jest przyczyną załamania.
- Wydaje mi się, że już kiedyś rozmawialiśmy o tym.
- Tak, wiem wyraziłaś się jasno, że kochasz go a nie mnie.
- Więc co się stało?
- Miałem nadzieję, że nie odzyskasz tej pamięci, że będziesz ze mną. Wszystko na to wskazywało. Jeszcze raz przepraszam, nie powinienem. Zachowałem się jak dupek.
- Nie chodzi o to jak się zachowałeś! Tak nie może być! Ugh.. Jake! Zrozum, ja jestem tylko i wyłącznie Louisa.. To się nie zmieni. Przykro mi, że narobiłam ci nadziei. Zapomnij o mnie.. proszę. Nie rań już siebie.
- Myślisz, ze to takie łatwe. Z Riley’em było łatwo?  - Spuściłam głowę i pokręciłam przecząco. – No właśnie. Ale ty miałaś łatwiej, on nie żył. O tobie muszę czytać na portalach plotkarskich, odkąd wyprowadziłaś się do Londynu wszędzie cię pełno. I jak ja mam zapomnieć? Wszystko mi o tobie przypomina. Tatuaż. – Pomachał mi nim przed oczyma. – Ta jedna wspólnie spędzona noc. Czasami tak siedzę i mam ochotę podzielić los Amandy. Zapomniałem o niej, nie kocham już jej. A wiesz dlaczego? Bo ty. To nie jest takie proste! Tobie tylko się tak wydaje! Ty zapomniałaś o Louisie?! Nie! A chciałaś! Porównaj sobie, on zranił ciebie, ale go kochasz! Kochasz go jak jakaś wariatka! Ty mnie ranisz notorycznie! I ja ciebie kocham! Jak wariat!
- Nic sobie nie obiecywaliśmy! Nie składałam ci żadnej obietnicy! Wyznałam ci kiedykolwiek szczerze miłość?! Nie! Zawsze byłeś dla mnie tylko przyjacielem! Myślałeś, że coś może nas połączyć?! Sztuczny związek grany przed twoimi rodzicami! My nigdy nie byliśmy prawdą.. Nigdy..
- Przepraszam, że się tak uniosłem.. Ja nie chciałem.
- Jake, nie mam ochoty z tobą rozmawiać, wybacz.
Chłopak wyszedł do salonu. Dla odstresowania zaczęłam zmywać talerze po śniadaniu. Zdenerwowała mnie sytuacja z Jake’em. A chciałam z nim tylko spokojnie porozmawiać. Może my nie możemy być przyjaciółmi. Gdy myłam jeden z talerzy spadł mi na blat i się potłukł. Część potłuczonych elementów wpadła do pełnego wody zlewu. Lekkomyślna ja włożyłam rękę do cieczy. Zaczęłam szukać potłuczonych kawałków. Nagle poczułam ostre ukłucie na wewnętrznej części nadgarstka, tuż pod tatuażem. Wyjęłam rękę z wody. Okazało się, że w owym miejscu była dość duża rana. Wydarłam się z przerażenia. Krew leciała z niej ciurkiem. Włożyłam rękę pod wodę. Kto stąd zna się na pierwszej pomocy? Liam. Oczywiste. Zawołałam go. Przyszedł dość szybko. Z przerażeniem spojrzał na moją rękę. Od razu się zapytał.
- Robiłaś znowu to?! Cięłaś się?
- Nie! Skaleczyłam się!
- Akurat w to miejsce?
- Szukałam części talerza w zlewie.
- Stłukłaś talerz i się nim skaleczyłaś?
- Dokładnie. Pomożesz mi czy nie?
- Jasne.. – Chłopak wyjął z mojej apteczki opatrunki. – A tak poza tematem dlaczego Jake przyszedł taki wkurzony?
- Próbowałam mu uświadomić, że go nie kocham.
- I nie wyszło?
- Dokładnie.
- A ty i Abb? Wy..
- Tak. Wybaczyła mi i dała drugą szansę.
- Ty jedziesz z nami czy jak?
- Muszę jeszcze wrócić do domu się przebrać, znajdę was w tłumie pod sceną.
- No ja mam nadzieję.
Poszłam na górę się przebrać. Musiałam jeszcze podjechać z Abb do domu i podwieźć Jake’a i Miles do domu chłopaków, a potem jeszcze ich wszystkich zabrać na koncert. Lou napisał mi, ze wejściówki są na komodzie u nich w domu. Ja ubrałam czarną rozkloszowaną spódnicę, białą mgiełkę i czarne lity. Pojechaliśmy dalej. Dziewczyny i Jake szybko się zebrali. Dojechaliśmy na miejsce koncertu. Zaczął się..

Jesteście ciekawi co się dalej stanie? Obstawiajcie!
Zostaw po sobie ślad! CZYTASZ=KOMENTUJESZ DLA CIEBIE TO TYLKO CHWILA, DLA MNIE MOTYWACJA!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz