wtorek, 4 czerwca 2013

Epilog.

*osiem miesięcy później*
Właśnie kończyłam mierzyć sukienkę na jutrzejszą galę. Uśmiechnęłam się do Simona. On odwzajemnił uśmiech. Czyli wyglądałam przyzwolicie. Złapałam swoje czarne włosy (nie pytajcie, znowu przefarbowałam) i związałam je w wysoki kucyk. Zdjęłam kremowa sukienkę i powiesiłam ją na wieszaku. Naciągnęłam na nogi jeansowe rurki, założyłam białą bokserkę i koszulę w granatową kratę. Pożegnałam się z mentorem i poszłam do podziemnego garażu. Wyciągnęłam z torebki kluczyki od mojego tymczasowego auta. Oparłam głowę na zagłówku. ‘Już jutro.’ od dwóch miesięcy siedziałam w studiu nagraniowym i przygotowywałam nowe kawałki. Znaczy się ćwiczyłam głos. Nocowałam u Simona. Okazał się bardzo łaskawy odkąd wróciłam. Jest dla mnie jak ojciec. Ale dzisiaj postanowiłam się od niego wyprowadzić. Jechałam doskonale znaną mi drogą. To tu kiedyś, osiem miesięcy temu mieszkałam. Zatrzymałam się przed domem Tay. Wolałam najpierw pójść do niej. Przez chwilę się zawahałam. Wyjęłam kluczyk ze stacyjki i wysiadłam z samochodu. Zaczęłam bawić się kluczami. W celu kamuflażu rozpuściłam włosy i ukryłam za nimi twarz. Podeszłam chodniczkiem do drzwi. Zaczęłam chwiać się do przodu i do tyłu. Głośno westchnęłam. Zapukałam do drzwi. Tay krzyknęła. ‘Chwileczka!’ Uśmiechnęłam się gdy usłyszałam jej głos. Cieszyłam się, że wracam. Energicznie szarpnęła drzwi. Na początku miała szeroki uśmiech na twarzy. Zamarła gdy mnie zobaczyła. Posłałam jej nieśmiały uśmiech. Uśmiechnęła się również do mnie i zaczęła mnie dusić. Wciągnęła mnie do środka. Wtedy dopiero zaczęła krzyczeć.
- Cam! Jak ja cię dawno nie widziałam! Opowiadaj co u ciebie!
- Moment, może usiądę. – Odpowiedziałam śmiejąc się.
- Spoko, spoko. Chodź do salonu. – Pociągnęła mnie za sobą. Usiadłyśmy na jej kanapie. – Opowiadaj. Gdzie pojechałaś?
- Byłam w Port Angeles. Na początku dwa tygodnie zatrzymałam się u Jake’a a potem wprowadziłam się do mamy.
- To dlatego Lou cię nie znalazł. Wiesz, że cię szukał?
- Wiem. Mama mi mówiła, że był u niej. – Zrobiło mi się trochę smutno.
- Ale.. Pogodziłaś się z tym? – Zadała mi to pytanie jakby się trochę wstydziła.
- Tak. Musiałam. Przecież nie rzucę się z mostu. – Zaśmiałam się. – Co u chłopaków?
- Zayn zszedł się z Perrie. Harry i Miles są razem, Liam i Abby oni…
- Nie gadaj, że się rozeszli! – Krzyknęłam przestraszona.
- Nie! Coś ty! Pojechali razem na wakacje. A Niall. Hmm. Poznał Demi i zostali przyjaciółmi.
- A Lou? Co u Lou? – Byłam ciekawa, nie ukrywam.
- Nic. Pogodził się z tym, ze ciebie nie było. Daje radę.
- Chyba niepotrzebnie wróciłam. Ma kogoś?
- Nie ma nikogo. El za tobą bardzo tęskni.
- Rozmawiałam z nią pół roku temu, złożyłam jej życzenia. – Wróciłam pamięcią do tego momentu. Odwiesiłam się. – Mam do ciebie małą prośbę. Mogę się u ciebie zatrzymać na jakiś czas? Kupię coś za kilka dni. Nie chciało mi się niczego szukać, a jutro gala..
- Idziesz na galę?
- Tak, Simon mi kazał. Muszę znowu pojawić się w mediach. Nie było mnie osiem miesięcy.
- Ja też idę. Zabierzemy się razem. I oczywiście, że możesz zatrzymać się u mnie. Limuzyna podjedzie jutro o siedemnastej. Mam nadzieję, że zdążysz.
- Tak, muszę załatwić dzisiaj jeszcze tylko kilka spraw. Wrócę przed północą.
- Spoko, nie będę patrzała na zegarek.
Przez chwilę wahałam się. Znowu. Nie było mnie tak długo i teraz postanowiłam sobie wrócić jak gdyby nigdy nic. Chodziłam w tą i z powrotem pod drzwiami mojego starego domu. Bałam się zapukać. A co jeśli mnie zwyzywa? Nie, ona taka nie jest. Na pewno. Dasz radę Cam. Musisz wrócić do normalności. Mój palec spoczął na dzwonku. W środku rozbrzmiał dźwięk. Stoję chwilę nikt nie otwiera. Odwróciłam się tyłem do wejścia. Może jej nie ma już miałam iść gdy za mną odezwał się męski głos.
- Słucham panią? – Podskoczyłam ze strachu. Nie wierzę. Odwróciłam się gwałtownie.
- Niall?!
- Cam?! Co ty tutaj robisz?
- No wróciłam. Obiecałam, że wrócę. Jak chcesz to mogę odejść. Chyba przeszkodziłam. – No tak. Chłopak był w jeansach bez koszulki.
- Kochanie kto przyszedł. – Usłyszałam za blondynkiem głos El.
- Cam... – Odpowiedział zszokowany chłopak.
- Jak to Cam? – Eleanor nie mogła mu uwierzyć i wyjrzała mu przez ramię.
- Ale ja już idę. Chyba przeszkadzam. – Powiedziałam i się odwróciłam.
- Nie! – Poczułam na ramieniu dłoń mojej przyjaciółki. Odwróciłam się do niej przodem. Miała na sobie satynowy szlafroczek. – Wejdź do środka. Tak bardzo tęskniłam. – Przytuliła mnie. Paparazzi, jarajcie się, wróciłam.
Weszłam do środka już nie mojego domu. Dałam go w prezencie dla El. Nie odstępowała mnie ona na krok. Usiadłyśmy razem w salonie. Ona wygoniła Nialla aby zrobił herbatę. Patrzyła się na mnie i się uśmiechała. Zagarnęła mój niesforny kosmyk włosów za ucho. Uśmiechnęłam się. Nie wiedziałam o czym z nią rozmawiać. Ale jej widocznie wystarczało patrzenie się na mnie i cieszenie się z mojej obecności. nie powiem, że mnie to nie cieszyło. Nawet bardzo. Nareszcie ją miałam przy sobie. Miałam przy sobie część moich przyjaciół. Jeszcze Nialler. Oby nie powiedział Louisowi, że wróciłam. Nie chcę mu komplikować życia. Już nie. Nauczyliśmy się żyć bez siebie. No to i wytrzymamy bez siebie. Może i lepiej dla nas po takim rozstaniu. Nasze wgapiwanie się w siebie przerwał blondynek.
- Może porozmawiamy dziewczyny? Nie będziemy tak chyba ciągle siedzieli. – Przez ten cały czas nie zauważyłam jego obecności.
- Ach, tak. – Odparła swoim rozkosznym głosem Eleanor.
- Gdzie byłaś Cam przez ten cały czas? – Zapytał się mnie Niall.
- W Port Angeles. – Powiedziałam krótko.
- I myślisz, ze wracasz tak po prostu jak gdyby nigdy nic? Wiesz ile wszyscy włożyliśmy wysiłku żeby ciebie znaleźć? Louis był załamany. I myślisz, że jak wróciłaś to wszystko znowu będzie okej? – Trafił w mój czuły punkt.
- Niall! Mógłbyś być trochę milszy! Postaw się w jej sytuacji. Prosiła nas żebyśmy jej nie szukali! Ale my się nie posłuchaliśmy! Nie obwiniaj jej o to! Nie wiesz co się działo z jej psychiką, bo nie jesteś kobietą! Czasami zachowujesz się jak bachor! Mam ciebie dość!
- Nie El. Skoro chce wyjaśnień to je otrzyma. Nie, nie myślę, że wszystko będzie okej. Wiem, ze ułożyliście sobie życie na nowo. Nie mam zamiaru zaraz jechać do Louisa. Najwidoczniej nawet z El nie mogę pogadać, bo ty zaraz knujesz w tym jakiś podstęp. Nie takiego Nialla znałam. Nie taki Niall był moim przyjacielem. – Zranił mnie i to mocno.
- Był? Przepraszam Cam.. – Powiedział ledwo słyszalnie.
- Kurwa Niall! I co narobiłeś?! Zepsułeś wszystko idioto! Musisz mi ją denerwować? Nie możecie porozmawiać spokojnie? – El wkroczyła do akcji.
- Przeprosiłem. Wybuchłem, bo dawno jej nie widziałem. Przepraszam Cam. Porozmawiajmy normalnie.
- Dobra. Ostatni raz ci wybaczam farbowana dupo. – Powiedziałam do Niallera i wybuchłam śmiechem. El odetchnęła z ulgą.
- A wracając do tematu to jakim cudem byłaś w Port Angeles? Louis cię tam szukał? – dziewczyna zadała mi pytanie.
- Wiedziałam, że będzie mnie szukał. Ukryłam się na dwa tygodnie.
- To tak to zaplanowałaś. – Powiedział blondynek. – Czemu zmieniłaś kolor włosów?
- Odwaliło mi coś. Może przez depresję.
- Byłaś w depresji? –El wyglądała na przestraszoną.
- Tylko cztery miesiące. Spokojnie już daję radę. Wracam do świata żywych.
- A propos świata żywych ja muszę uciekać dziewczyny, bo jutro gala. Muszę się ogarnąć.
- Okej. Pa kochanie. – Pocałowała Nialla w policzek.
- Do zobaczenia Cam. – Blondynek mnie przytulił.
- Nie powiesz im, że wróciłam? – Zapytałam niepewnie.
- Nie powiem. – Odparł, a ja się uśmiechnęłam.
Całe popołudnie spędziłam z El. Opowiadała mi co się działo przez ten cały czas jak mnie nie było. Przez jakiś czas mieszkała z dziewczynami w Londynie. Była z nimi tam gdy mnie szukali. Miały one jutro przyjechać. Matko, to takie trudne. Zmierzyć się z przeszłością. Takie bolesne. Ale nie mogę całe życie się ukrywać. Pożegnałam się z nią i poszłam do Tay.

*następnego dnia, koło godziny dwunastej*
Siedziałam właśnie na krześle. Jakaś fryzjerka robiła mi fryzurę. Ja ciągle pisałam SMS’y z El i Tay. Ta pierwsza też miała dzisiaj się zjawić na gali. Spojrzałam na siebie w lustrze. Miałam upiętego jakiegoś luźnego koka. Kolejna babka właśnie zajmowała się moim makijażem. A tak w ogóle to Simon nie zgodził się abym jechała z Tay. On miał dla mnie podobno już jakąś wypasioną limuzynę. Otwarcie zapowiedziałam mu, że chcę przyjechać jako jedna z pierwszych. Chcę uniknąć spotkania z chłopakami. O 15:30 zakładałam sukienkę. Była to kremowa koronkowa suknia bez ramiączek. Wyglądałam dzisiaj dość blado. Godzinę później mentor kazał mi iść do garażu gdzie czekał szofer. Jak się okazało wynajął dla mnie białą terenowa limuzynę. Młody mężczyzna w garniturze otworzył mi drzwi. Ten młody mężczyzna to mój ochroniarz. Czy na takich imprezach każdy potrzebuje ochroniarza? Siedziałam sama. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę co się dzisiaj stanie. Znowu będą o mnie gadać. Chodzi mi o media. No i nie da się ukryć, że chłopaki dowiedzą się, że wróciłam. Żołądek zaczął mi podchodzić do gardła. Do miejsca gdzie odbywa się gala mieliśmy pół godziny drogi. Nie dam rady. Co się ze mną dzieje? Zaczynam tchórzyć? Co to to nie ja. Musze temu podołać, sama się w to wkopałam. Z barku wyjęłam butelkę wody. Odkręciłam ją i upiłam łyk. Na gwincie zostały ślady mojej czerwonej szminki. Wyjęłam ją z torebki i poprawiłam makijaż. Przejrzałam się w lusterku. Na tle całej mojej twarzy, która była dzisiaj niesamowicie blada wyróżniały się wyraźnie zaznaczone czerwoną szminką usta. Uśmiechnęłam się delikatnie. Limuzyna zahamowała. Przestraszyłam się. Drzwi od limuzyny uchyliły się. Na zewnątrz ciągle błyskały flesze. Przełknęłam głośno ślinę. Ochroniarz zapytał się czy jestem gotowa. W odpowiedzi podałam mu dłoń. Pomógł mi wysiąść. Wokół mnie słyszałam zdziwione głosy, piski. Uśmiechnęłam się sztucznie. Zrobiłam sobie przy barierkach zdjęcie z kilkoma ludźmi. Ruszyłam prosto czerwonym dywanem. Kilkakrotnie stawałam pozując fotoreporterom. Potem stałam dłuższą chwilkę na ściance. Aż w końcu mogłam pójść usiąść. Jakiś mały mężczyzna prowadził mnie do mojego miejsca. Mimo, że była dopiero siedemnasta jakaś część celebrytów była już obecna. Doszliśmy na miejsce. Mężczyzna odezwał się do mnie.
- Będzie miała pani przyjemność siedzieć pomiędzy zespołem One Direction, a panią Taylor Swift.
- Że co?! Ja nie mogę tutaj siedzieć. Nie ma pan jakiegoś innego miejsca? – Zapytałam zrozpaczona.
- Niestety nie. Musi pani przeżyć tą jedną galę. Milo było panią poznać pani Gier.
- Zajebiście. – Wymruczałam gdy odszedł kawałek.
Usiadłam na moje boskie miejsce. Odchyliłam głowę do tyłu. Obym nie rozwaliła włosów. No nie byłam nominowana w żadnej kategorii, ale miałam zaszczyt tutaj być. Głośno westchnęłam. Na scenie mieli próby dźwięku. Wyjęłam swój telefon. Zaczęłam grać w jakąś grę bez sensu. Klikałam na kolorowe kuliki i coś się działo. Zachowuję się jak dzieciak. Nawet nie zauważyłam gdy obok zjawiła się jakaś osoba. Osoba po mojej lewej stronie. Gdy przeszłam kolejny poziom odwróciłam w jej stronę głowę. Na szczęście tą osobą okazała się Taylor. Odetchnęłam z ulgą. Mam plan. Spojrzałam na nią oczami kota ze Shreka.
- Tay, mam do ciebie maleńką prośbę.
- Gadaj, a nie owijasz w bawełnę.
- No bo mi trafiło się przewalone miejsce. – Dziewczyna wyjrzała mi przez ramię i przeczytała co jest napisanego na rezerwacji.
- Nie ma mowy kochana. Musisz się z tym zmierzyć. – przybrała wyraz twarzy surowej matki.
- No ej. Tay, a jak będę musiała siedzieć koło Louisa? Nie chcę się z nim pokłócić w środku gali. No proszę cię.
- No dobra, ale robię to tylko dlatego, że nie chcę słyszeć krzyków w środku gali.
- Jesteś kochana. – Ucałowałam blondynę w policzek i zamieniłyśmy się miejscami.
O szit. Zostawiłam Tay czerwone usta na policzku. Była ona na szczęście ubezpieczona. Wyjęła z torebki podkład i puder. Zmazałyśmy buziaka i zakryłyśmy go jakimś cudem. Zaczęło się schodzić coraz więcej ludzi. Miejsce obok mnie zajął Justin Bieber. Tay była zapatrzona w swój telefon. Ja postanowiłam sobie uciąć pogawędkę z Justinem. Okazał się bardzo miłym człowiekiem. W pewnym momencie przewał naszą rozmowę. Powiedział, że musi się przywitać ze znajomymi. Odruchowo odwróciłam się w stronę miejsca, do którego zmierzał. Od razu tego pożałowałam. Na miejscu zjawiło się legendarne One Direction. Schowałam się za Tay. Nie miałam rozpuszczonych włosów, nie mogłam się pod nimi ukryć. Obok blondynki usiadł Niall. Dała mu dyskretne znaki, że ja tu siedzę. Nie no genialnie.. Wszyscy zajęli swoje miejsca. Ja znowu zaczęłam gadać z Jusem. Może to trochę nieprofesjonalne, ale co tam. Na scenie właśnie występowała Adele. Piosenkę śpiewała niesamowicie. Zawsze podobał mi się jej głos. Usłyszałam ciche westchnienie. Co jak co, ale to westchnienie poznałabym wszędzie. Lou. Moje serce zaczęło bić szybciej. Zawiesiłam się na chwile. Justin zaczął mi machać ręką przed oczyma.
- Przepraszam, zawiesiłam się. – Wyszeptałam do niego.
- Idziesz dzisiaj na after party? – Zapytał zaciekawiony.
- Chyba nie. Nie mam ochoty.
- Dlaczego?
- Nie chciałabym spotkać pewnych osób. Nie jestem na to jeszcze gotowa. – Odruchowo spojrzałam w stronę gdzie siedział Lou.
- Masz na myśli Louisa? Czy całe One Direction?
- Raczej całe One Direction. – Ta nazwa ledwo przeszła mi przez gardło.
- Jeśli to prawdziwi przyjaciele to zrozumieją. – Powiedział i puknął mnie w ramię.
- Skąd wiesz?
- Nie da się ukryć, że gazety huczały o tym, że zniknęłaś, a oni porozjeżdżali się po całym kraju. Teraz siedzisz tutaj. Czyli wróciłaś, ale boisz się z nimi porozmawiać.
- Idź na psychologa Jus. – Powiedziałam i cicho się zaśmiałam.
- To jak pójdziesz? Dla mnie? – Zrobił słodkie oczka.
- Pójdę. Simon i tak przygotował mi jakąś sukienkę. – Wywróciłam oczami.
No i nagle zamilkłam. Usłyszałam nuty doskonale znanej mi piosenki. Mój wzrok automatycznie powędrował na scenę. Stali na niej chłopcy. Czyli teraz występowali oni. Nuty piosenki Over Again. Nie mogli lepiej wybrać. Uwielbiałam tą piosenkę. Ostatnio otrzymała miano mojego dzwonka w telefonie. A teraz mogłam ich posłuchać na żywo. Nuciłam piosenkę pod nosem. Taylor i Justin uśmiechnęli się do mnie kilkakrotnie. Czy aż tak bardzo widać, że tęsknię i, że mi ciężko. Nadeszła pora na solówkę Louisa. Wstrzymałam oddech. Jego wzrok wodził po zebranych w Sali ludziach. Ominął mnie na szczęście. Wypuściłam powietrze dopiero pod koniec jego solówki. Uśmiechnął się pod nosem wiem, że uwielbiał to co robi. Uwielbiał śpiewać. Skończyli występ. Wszyscy zaczęli bić brawa. Ja siedziałam jak zaczarowana. Justin mnie szturchnął. I w porę, bo chłopcy właśnie zmierzali na swoje miejsca. Utkwiłam swój wzrok w czubkach moich butów. Mój kolega z lewej poszedł dać występ. A co jeśli i Tay daje dzisiaj występ? O tym nie pomyślałam. Trudno dam radę.
Gala się skończyła. Wszyscy zaczęli wychodzić. Justin zapytał się czy zabiorę się z nimi. Po konsultacji i Simonem, który się zgodził i ja się zgodziłam. Poszłam tylko do swojej limuzyny zmienić ubranie. Założyłam czarną rozkloszowaną sukienkę na pół uda z dekoltem na plecach. Odsłaniała ona mój nowy tatuaż. I will never forget. Miałam go na łopatce. No znowu zrobiłam tatuaż po pijaku. Nie czepiać mi się tu. Było to tydzień przed moim powrotem tutaj. Na stopy założyłam czarne szpilki z czerwoną podeszwą. Wysiadłam z limuzyny. Czekał tutaj na mnie Justin. Złapałam go pod ramię. Szliśmy i śmialiśmy się z byle głupoty. Jego limuzyna stała niedaleko. Była ona czarna i klasyczna. Wsiedliśmy do środka. Zaproponował mi kieliszek wina. Nie odmówiłam. Dobrze czułam się w jego towarzystwie. Chociaż on nie poruszał tematu Louisa i reszty. Starał się zagadywać mnie tak, abym była od tego jak najdalej. No i udawało mu się. Na chwilę odwróciłam się tyłem. Przejechał palcem po mojej łopatce. Podskoczyłam jak oparzona.
- Przepraszam. Po prostu fascynuje mnie to, że masz tyle tatuaży.
- Aż trzy. Spotkałam dziewczyny, które miały więcej.
- Ale.. Jeden jest do Louisa. – Ujął moją rękę i przejechał palcem po napisie na palcu. – A dwa kolejne?
- Pod piórkiem było imię mojego przyjaciela. Przespałam się z nim kiedyś i wytatuowałam jego imię. Potem pokryłam je innym tatuażem. Na łopatce tez zrobiłam po pijaku. Wydaje mi się, że myślałam wtedy o Louisie. Jest zapewne do niego skierowany.
- Ej! Ty go kochasz.
- Proszę nie zagłębiajmy się w ten temat. – Zrobiłam smutną minę.
- Nawet nie będziemy mieli kiedy. Właśnie dojechaliśmy.
Chłopak wesoło się do mnie uśmiechnął. Otworzył drzwi limuzyny i z niej wyskoczył. Nie wiedziałam co zrobić. Wsadził głowę do środka i podał mi dłoń. Ujęłam ją i wysiadłam za nim. Zaczęto nam robić zdjęcia. Po raz kolejny dzisiaj. Chłopak szybko wepchnął mnie do restauracji? Tak mi się wydaje. Na środku stał szwedzki stół. Okna wyły pozasłaniane roletami. W tle grała muzyka. Wokół słychać było szmer rozmów. Justin zostawił mnie i pognał do Seleny. Zobaczył ją gdzieś w tłumie. Ciekawe jak jej wytłumaczy dzisiejszą sytuację. Nie czułam się tutaj swoja. Nie wiedziałam gdzie jest Louis i reszta chłopaków. W oddali widziałam tylko Taylor. Ona najwidoczniej i mnie zobaczyła. Stała na barze. Pomachała mi i zeskoczyła. Zaczęła się przepychać w moją stronę. Stwierdziłam, że przemierzę część dystansu dzielącego nas. Zatrzymałam się nagle. Omal nie wpadłam na Liama. Odwróciłam się w drugą stronę. Odeszłam kawałek. I właśnie wtedy dopadła mnie Tay. Wyściskała. Czułam już od niej trochę alkoholu. Zaczęła mi śpiewać jakąś swoją piosenkę. Usłyszałam wtedy ten śmiech. Śmiech mojej Abby. Słyszałam jak wymawia imię Taylor. Tay odwróciła się do mnie tyłem. Przytuliła Abb ukrywając jej twarz w swoich lokach.
- Może przedstawisz mnie swojej koleżance? – Powiedziała Abb uwalniając się z uścisku blondynki. Tay posłała mi przepraszające spojrzenie. Brunetka posłała mi zdziwione spojrzenie. – Camila?
- Przepraszam Cam. Dałam dupy. – Paplała Taylor.
- Nie dałaś Tay. Ja tak za nią tęskniłam! – Krzyknęła Abby i zaczęła mnie dusić.
- Abb.. Mogłabyś trochę mniej teatralnie? Nie chciałabym tutaj spotkać niektórych osób. Nie jestem jeszcze na to gotowa. – Wyszeptałam jej do ucha.
- Ach, wybacz. Co tam u ciebie kochana?
- Wszystko okej, tak mi się wydaje. – Powiedziałam i delikatnie się uśmiechnęłam.
- A teraz pytanie za sto punktów. Jak przyjechałaś? Nie widziałam nigdzie twojej limuzyny. – Zapytała Taylor.
- Zabrałam się z Justinem. Zgadaliśmy się trochę. – Odpowiedziałam lekko zawstydzona.
- Nie no szalejesz kochana. Ale pamiętaj, on jest zajęty. – Powiedziała Tay i poszła w kierunku baru. Ja i Abb zaśmiałyśmy się.
Pogadałyśmy chwilę. Potem ona poszła do Liama. Znowu zostałam sama. Nie wiedziałam gdzie się ukryć aby nikt mnie nie zauważył. Nikt mam na myśli One Direction. No może za wyjątkiem Nialla. Tylko on wiedział, że wróciłam. Poszłam do baru i zamówiłam sobie jakiegoś mocnego drinka. Sączyłam go powoli przez słomkę. Siedziałam na wysokim krześle. Jeździłam palcem po brzegu szklanki. Miejsce przy jednym ze stolików zwolniło się. Postanowiłam tam pójść. Ze szklanką w ręce odwróciłam się energicznym ruchem. Wpadłam na kogoś i oblałam go niebieskim trunkiem. Zaczęłam wycierać jego białą koszulę rękoma. Nawet nie wiedziałam kto to. Bałam mu się spojrzeć w oczy. Miał założone szelki. Tyle pamiętam.
- Tak bardzo pana przepraszam. Ja naprawdę nie chciałam. – Ostatnie słowo wypowiedziałam ciszej, bo spojrzałam w jego twarz.
- Nic się nie stało. – Odparł z szerokim uśmiechem. Spojrzał na mnie. – Cam?
- L-L-Louis.. – Nie wiedziałam co powiedzieć. Przepraszać go czy co.
- Dawno cię nie widziałem. Co u ciebie? – Zapytał z obojętnością w głosie.
- Wszystko okej. A u ciebie? – Nie powiem, jego obojętność sprawiła mi w pewnym sensie ból. Ale czego oczekiwałam? Że rzuci mi się w ramiona?
- Tez okej. – Trzymał ręce w kieszeniach.
- Ja już idę. Jeszcze raz przepraszam za koszulę. – Wyminęłam go i już chciałam ruszyć na parkiet.
- Cam! – Odwróciłam się. Wyglądał na zakłopotanego. Drapał się po karku. – Może dołączysz do nas?
- Nie, dzięki. Nie będę wam przeszkadzała.
Odwróciłam się. Głupia decyzja, jesteś głupia Cam! No ale co? Muszę przecież sobie jakoś utrudniać życie. Nie byłabym sobą gdyby wszystko było takie łatwe. Nie denerwuj się, nie denerwuj. Chciałam jak najszybciej dojść do tego pieprzonego stolik. Jednak ktoś mi nie pozwolił. Złapał mnie za nadgarstek ciągnąc w swoją stronę. Odwróciłam się w stronę tego osobnika. Louis. Znowu się do mnie odezwał.
- Nalegam Cam. Chodź do nas. – W jego głosie słyszałam błaganie.
- Nie wiem jak oni to przyjmą. – Prawie wyszeptałam.
- Na pewno dobrze, stęsknili się za tobą.
- Okeej. – Uległam mu.
Ciągle trzymał mnie za nadgarstek. Po moim ciele przechodziły przyjemne dreszcze. Ogarnij.. Denerwowałam się trochę. A jak mnie wyklną? Wygonią? Poćwiartują? No z tym ostatnim może przesadziłam. Szczerze nie liczyło się teraz znowu nic. Czułam jego dotyk. Jego palce. Rozkoszowałam się tą chwilą, bo najprawdopodobniej była to ostatnia taka chwila. Nie będę miała więcej okazji poczuć jego ciepłego dotyku. Minęliśmy Justina. Spojrzał on na nasze ręce i się szeroko uśmiechnął. Nie no to chłopak sobie pomyślał. Wyjrzałam przez ramię Louisa. Staliśmy przed chłopakami i Miles. Eleanor z Abb pewnie gdzieś szalały. Moje kochane. Lou starannie ukrył mnie za sobą. Puścił moją rękę. Usłyszałam głos Zayna.
- Stary.. Kto cię tak załatwił? No bo sam się raczej nie oblałeś.
- Nie oblałem się sam. Mam dla was niespodziankę. – Wiedziałam, że teraz uśmiechnął się szeroko.
- Uwielbiam niespodzianki. – Harry zaczął klaskać. Ja wywróciłam oczami. Jak dziecko.
- Ale wiecie, nie zejdźcie na zawał. Taratatatam! – Odsłonił mnie. Nie wiedziałam co robić. Uśmiechnęłam się tylko delikatnie. Ich miny były zszokowane. No tak, czego oczekiwałam.
- Cam! – Krzyknął jako pierwszy loczek i skoczył na mnie. Zaczął mnie przytulać. Prawie się przewróciliśmy. Chwilę później dołączyła do nas cała reszta. Nie powiem to musiało dziwnie wyglądać. Grupka idiotów robiąca grupowego miśka. Wypytywali mnie o wszystko. Cicho siedzieli tylko Lou i Niall. Usiadłam na kanapie. Oni odwalali jakieś tańce czy co go wie to było. Obok mnie usiadł Lou. Spojrzałam się na niego i delikatnie uśmiechnęłam.
- Tęskniłem. – Wyszeptał mi do ucha. Spaliłam pewnie właśnie buraka.
- Ja też. – Powiedziałam cicho. Motyle zaczęły mi latać w brzuchu.
- Cam. Musze ci coś powiedzieć. Kocham..
- Lou? Jesteś pewny tego co mówisz?
- W stu procentach. Zdałem sobie z tego sprawę jak ciebie nie było. Ja po prostu nie mogłem…
- Louis.. Zamknij się. – Chłopak zrobił zszokowaną minę. Uśmiechnęłam się. – Wiesz jakie są konsekwencje tego co próbowałeś przed chwilą powiedzieć? – Pokiwał przecząco głową. – A takie kochany. – Patrząc mu głęboko w oczy złożyłam na jego ustach najdelikatniejszy pocałunek jaki tylko umiałam. Uśmiechaliśmy się. On ujął moją twarz w swoje dłonie. Odruchowo usiadłam mu na kolanach. Zaczęliśmy się całować. Namiętnie całować. Znowu czułam zniewalający smak jego ust.
- Ej, ale tu się nie gwałćcie! – Krzyknął Zayn. W odpowiedzi pokazałam mu tylko środkowy palec.

Tak się kończy, a raczej zaczyna nasza historia. 



No dobra, napisałam wam długaaaaśny epilog. Jestem z niego dość zadowolona. Mam nadzieję, że podoba wam sie takie zakończenie tej historii. Nowy rozdział na drugim blogu będzie dopiero w sobotę, albo niedzielę. W tygodniu się nie wyrobię, bo mam masę popraw. No i dziękuję wam za każdy najmniejszy komentarz. Mam nadzieję, że nowy blog równiez wam przypadnie do gustu. Może kiedyś mi coś odwali i napiszę drugą część tego, ale to kiedyś,. 

sobota, 1 czerwca 2013

Rozdział 70.

*następnego dnia*
Obudziłam się w łóżku szpitalnym. Zaczęłam szybko mrugać oczami. Doskonale wiedziałam czemu tu jestem. Katie zepchnęła mnie ze schodów. Bolały mnie mięśnie. Odwróciłam głowę. Leżała tu torba. Najprawdopodobniej z moimi rzeczami. Ktoś mi ją tu chyba przywiózł. Chciałam wstać, ale w nadgarstku miałam podłączoną kroplówkę. Wkurzyłam się. Nacisnęłam czerwony przycisk znajdujący się nieopodal mojej dłoni. Jeden dzwonek, drugi, trzeci. Po jakimś czasie do mojej Sali wleciał mężczyzna w białym kitlu. Zgaduję, że to lekarz. Usiadłam i czekałam aż zacznie mówić. Po chwili usłyszałam jego niski głos.
- Jak się pani czuje?
- Wydaje mi się, że dobrze. – Odparłam zachrypniętym głosem. – Powie mi pan ajki jest stan mojego zdrowia? Nic mi się nie stało?
- Pani stan jest stabilny. Doznała pani tylko lekkiego wstrząsu mózgu. Mam dla pani jeszcze jedną informację.
- Jaką? – W moim głosie zabrzmiał niepokój.
- Niestety złą. W skutek upadku poroniła pani.
- Chcę wyjść. – W moich oczach zakręciły się łzy.
- Za dwa dni panią wypiszemy.
- Chcę wyjść teraz. – Powiedziałam zdecydowanym głosem.
- Za jakąś godzinę przyjadą pani bliscy, może poczeka pani.
- Nie, chcę wyjść sama. Teraz. Proszę przygotować papiery, mają być gotowe za dziesięć minut.
Mężczyzna wyszedł, a ja wybuchłam płaczem. Energicznie wyrwałam rurkę, którą miałam w nadgarstku i wstałam. Miejsce po kroplówce nieubłagalnie piekło. Wyjęłam z torby ubrania, które przywieźli mi chłopcy, na pewno chłopcy. Pospiesznie je na siebie ubrałam. Włosy zebrałam w byle jakiego kucyka. Nie miałam makijażu. Zdecydowanym krokiem ruszyłam w stronę recepcji. Z moich oczu ciągle płynęły łzy. Odpisałam jakieś papiery i wyszłam. Nie miałam ze sobą pieniędzy. Wsiadłam do autobusu. Jechałam na gapę. Teraz nie obchodziło mnie nic. Liczyło się tylko to, że musze jak najszybciej dojechać tam gdzie chciałam. Udało mi się dojechać bez kontroli kanarów. Dwa auta stały przed moim domem. Ukryłam się pod kapturem i poszłam w stronę domu Tay. Zadzwoniłam dzwonkiem. Otworzyłam mi promiennie uśmiechnięta blondynka. Gdy mnie zobaczyła jej mina zrzedła. Wciągnęła mnie do środka i mocno przytuliła. Zaczęłam płakać w jej bluzkę. Gładziła mnie po włosach. Tak bardzo zabolała mnie strata mojego maleństwa. Musiałam gdzieś uciec. I wiedziałam gdzie. Otarłam łzy z policzków i powiedziałam.
- Tay, musisz mi pomóc.
- Ale ty najpierw powiesz mi co się stało. Inaczej nic nie zdziałam.
- Poroniłam.. – Wyszeptałam i znowu zaczęłam płakać. Tay mnie przytuliła.
- Tak bardzo mi przykro.. Co mogę dla ciebie zrobić?
- Pomórz mi się dostać do domu tak, aby nikt mnie nie zauważył.
- Zgoda. Od momentu mojego wyjścia masz godzinę.
- Tay, potrzebuję samochodu. A mój jest dość rozpoznawalny.
- To.. hmm. Pojedź do Simona on ci pomoże.
- Ale mnie nie zrozumie.
- Musisz mu powiedzieć, że chcesz zniknąć na jakiś czas.
Tay wyszła pół godziny później. Jakimś cudem dała mi klucze od mojego domu. Chwilę później wszyscy wyszli i wsiedli do dwóch aut. Gdy tylko odjechali wyszłam z domu Tay i dosłownie pobiegłam do swojego. Pospiesznie otworzyłam drzwi i ruszyłam pędem do swojego pokoju. Do czerwonej walizki zaczęłam wrzucać byle jakie ubrania. Po zapakowaniu walizki usiadłam na brzegu łóżka z kartką papieru. Musiałam napisać kilka słów, dlaczego odchodzę. Zgięłam ją w pół i skierowałam się na dół. Z szuflady wyjęłam portfel i paszport. Kartkę postawiłam tak aby była widoczna. Wyszłam z domu i zamknęłam drzwi na klucz. Zamówiłam sobie taksówkę. Pojechałam prosto pod budynek wytwórni. Zapłaciłam kierowcy i ze swoją wielką czerwoną walizką poszłam do środka. Podeszłam do recepcji. Kobieta na początku mnie nie poznała, ale później zaprowadziła mnie pod doskonale znane mi szklane drzwi. Zapukałam w nie i uchyliłam je. Były dość ciężkie. Wciągnęłam za sobą do pomieszczenia walizkę. Simon patrzał się na mnie zdziwiony. Nie wiedział o co chodzi. Usiadłam na krześle przed nim. Otarłam łzy z policzków. Ten się zapytał.
- Co się stało Cam? Mogę Ci jakoś pomóc?
- Tak, jak muszę na jakiś czas znikną Simon. Muszę. – Z moich oczu ciągle leciały łzy.
- Powiedz mi dlaczego. Może będę mógł coś na to poradzić.
- Zginął Alex. Byłam w ciąży, ale poroniłam. – Prawie wyszeptałam.
- Ale jak to byłaś?! Ile to trwało? I z kim?
- Trzy miesiące. Ojcem był Louis. Ja muszę uciec.
- Ale wiesz, że ucieczka nie jest sposobem?
- Wiem, ale muszę. Wszystko muszę przemyśleć, zrozumieć. Obiecuję, że wrócę. Daj mi tylko trochę czasu.
- Pół roku musi ci starczyć. Pewnie potrzebujesz samochodu? – Pokiwałam tylko głową. – Marcie pokaże ci gdzie jeden z takich stoi. Nie jest rozpoznawalny, nie martw się.
- Dziękuję.. – Powiedziałam i przytuliłam mocno mentora.
- No leć już, bo znając życie Louis zaraz tu przyleci.
Poszłam z Marcie do podziemnego garażu. Zaprowadziła mnie ona do czarnego opla vectry. Dała kluczyki. Wpakowałam walizkę do bagażnika. Po raz ostatni przetarłam łzy i wyjechałam z garażu. Niezbyt znałam drogę więc włączyłam GPS’a. Kierunek Port Angeles. Nie mam już o co walczyć. Straciłam wszystko. Zaczynając od tego, że zostawiłam Louisa, potem zginął Alex przez moją głupotę i dziecko. Utrata tego ostatniego zabolała najbardziej. Gdy byłam jeszcze w ciąży czułam jakby część Lou była przy mnie. Miałam jeszcze jakieś szanse na odzyskanie jego, ale nie, ja musiałam wszystko spieprzyć. Kolejna dawka łez. Przetarłam je wierzchem dłoni.
Przez całą drogę stawałam tylko jakieś cztery razy aby zatankować.  Olewałam to, że jestem zmęczona. Prawie zasypiałam za kierownicą. Nagle samochód delikatnie skręcił. Szybko jakoś zareagowałam. Wyprostowałam auto. Nawierzchnia zaczynała być śliska. Dojeżdżam na miejsce. Powoli dojeżdżam na miejsce. Jadę już siedemnaście godzin. Nic dziwnego. Moim celem było jedno miejsce. Musiałam tam przesiedzieć kilka dni zanim wszystko ucichnie. Zanim Louis zdąży przyjechać do Port Angeles i z niego wyjechać. Po godzinie dojechałam na miejsce. Stanęłam przed owym domem. Wysiadłam i podeszłam do drzwi. Wahałam się czy to zrobić, czy też nie pójść jednak do mamy. Zapukałam. Usłyszałam na schodach kroki. Chwile później drzwi otworzył mi on, Jake. Nie wiedziałam co zrobić. Powiedziałam tylko.
- Musisz mi pomóc.
- Ale co się stało?
- Pomórz mi schować samochód, a resztę ci opowiem później.

*dzień wcześniej, Eleanor*
Dzisiaj wszyscy postanowiliśmy odwiedzić Cam. Od rana siedziałam w kuchni i robiłam śniadanie. Dołączyły do mnie Abb i Miles. Pomogły mi robić śniadanie dla bandy tych idiotów. Nikt nie miał ochoty na śmiech. Wszyscy od wczoraj byli poważni. No tak, nie co dzień jedna z naszych przyjaciółek zaraz po śmierci ukochanego traci dziecko. Około dwunastej wszyscy zlecieli się do kuchni. Usiedliśmy przy stole. W milczeniu jedliśmy kanapki, które zrobiłyśmy. Ja dzisiaj nawet się nie malowałam. Po moich policzkach notorycznie płynęły łzy. Siedzieliśmy tak i siedzieliśmy. Nagle ktoś z impetem otworzył drzwi. W drzwiach stanęła Tay. Na twarzy miała promienny uśmiech, który wyglądał dość sztucznie. Jest gwiazdą musi umieć udawać.
- Jedziemy do szpitala. Teraz. – Wydyszała.
- Poczekaj skończymy śniadanie. – Powiedziałam do niej.
- Ale ja chce zobaczyć Cam. – Zatupała nogami jak małe dziecko.
- Ja też. Zbieramy dupy ludzie. – Dodał Louis i wstał od stołu. – Sprzątniemy jak wrócimy. Chodźcie.
Ubraliśmy buty i zapakowaliśmy się do dwóch samochodów. Droga dłużyła się. Nie powiem ja też chciałam zobaczyć się z Cam. Ktoś musiał ją pocieszyć, a najlepiej zrobi to Lou. Przecież oni się kochają. Powinni być razem. No bo to chore, że dwie osoby darzą się uczuciem i nie są razem. Z drugiej strony wiem jak to wygląda z punktu widzenia Cam. On ją zranił i to już dwa razy. Ciężko mi było o tym słuchać bo raz stało się to przeze mnie. Ale nie mogę się o wszystko obwiniać. To wina Katie. Gdyby nie ona byłoby zupełnie inaczej. Pewnie nie zaprzyjaźniłabym się z Cam. Kilka razy z nią rozmawiałam. Ona mi wszystko wybaczyła. Nie ma już do mnie żalu o to, że wtedy odbiłam jej Louisa. Z rozmyślań obudził mnie zatrzymujący się samochód. Wysiadłam z niego szybko. Wszyscy spotkaliśmy się w jednym miejscu. Ruszyliśmy do budynku szpitala. Od razu poszliśmy na oddział, na którym leżała Cam. Przed nami stał lekarz dziewczyny. Lou podbiegł do niego.
- Dzień dobry proszę pana. Czy możemy już się z nią zobaczyć? – Zapytał się.
- Niestety nie jest to możliwe. – Odparł lekarz z powagą.
- Dlaczego?! Coś jej się stało?! – Chłopak prawie płakał.
- Wręcz przeciwnie. Jest cała i zdrowa. Jednakże nie ma takiej możliwości aby pan się z nią zobaczył. Pani Camila Gier wyszła dzisiaj na własne życzenie. –Widziałam w oczach Louisa smutek. Podeszłam do niego i go przytuliłam.
- Jedziemy do domu. – Wyszeptał.
Dosłownie wybiegł z budynku. Ledwo za nim nadążałam. Zdjęłam swoje szpilki. Również zaczęłam biec. Chłopak chciał usiąść za kółkiem. Nie pozwoliłam mu na to. Był zbyt roztrzęsiony. Nie mógł prowadzić. W jego oczach ciągle widziałam łzy. Znowu ją stracił. Ciągle sobie powtarzał. ‘Muszę ją złapać, muszę.’ Popadał powoli w jakąś paranoję. Starałam się go jakoś pocieszyć, ale nie kontaktował on ze światem. Nie dziwię mu się. Ona właśnie mu ucieka. Znam trochę Cam. Właśnie chce uciec od problemów. Ale to nie jest rozwiązanie. Ucieka, ale sobie nie pomaga. Ciągle dusi to w sobie. Nie rozumiem jej decyzji. Jest głupia. Przed problemami nie da rady uciec. One są jak cień, idą za nami. I nic na to nie poradzisz.

*Louis*
Siedziałem w tym samochodzie i cierpiałem. Olewałem totalnie to, że kilku ludzi, nawet nie wiem kto widzi jak płaczę. Znowu ja tracę. Znowu. Z nerwów zacząłem obgryzać paznokcie. Widziałem, że El spojrzała na mnie przerażonym wzrokiem. Nikt nie wiedział co się ze mną dzieje. Gdy dojechaliśmy pod domu wyskoczyłem jak oparzony z auta. Drzwi były otwarte. Pobiegłem na górę. Sprawdzałem po kolei każde pomieszczenie. Nigdzie jej nie było. Zbiegłem na dół. Nic. Osunąłem się po ścianie i ukryłem twarz w dłoniach. Ktoś wszedł do domu. El trzymała w ręku jakąś kartkę. Zakryła usta dłonią i zaczęła płakać. Co się stało? Byłem zaniepokojony. Zaczęła czytać.

Kochani.
Przepraszam, to nie tak miało wyjść. Nie chciałam was zostawiać. Ale to była moja głębsza potrzeba. Teraz potrzebuję samotności. Muszę wszystko przemyśleć. Po pierwsze. El, nie wyprowadzaj się stąd. Potraktuj ten dom jako prezent urodzinowy. Masz je już za miesiąc. Nie martw się, złożę Ci życzenia. Po drugie. Nie szukajcie mnie. To nie ma sensu. Muszę odpocząć. Ostatnie sytuacje mnie przerosły. Cały ten świat stał się taki przytłaczający. Nie martwcie się, nie zabiję się. Przepraszam Cię Louis, że zostawiam Cię samego. Wiem, ze i dla Ciebie strata naszego dziecka była dość dotkliwa. Chce żebyś wiedział, że dla mnie znaczyło ono równie wiele. Czułam, że mam przy sobie cząstkę Ciebie. Przepraszam Was Miles i Abb za to, ze tak Was ostatnio zaniedbałam. Miłość. Rozumiecie? Jak wrócę obiecuję to naprawić. Niall. Za Tobą będę tęskniła szczególnie wariacie. Jedz za mnie, bo cos czuję, że niedługo schudnę. Nie wierzcie w to co będą o mnie mówili w mediach. Będę przez jakiś czas MIA. Dziękuję Ci Tay za to, że mimo, że tak krótko mnie znałaś to udzieliłaś mi wsparcia. Będę Ci za to wdzięczna bardzo długo. Całej reszcie również dziękuję za to wsparcie. Potraktujcie ten list jako pewnego rodzaju pożegnanie. Ja żegnam się z tym wszystkim co zostawiam za sobą. Nie mogę jednak zniknąć. Obowiązuje mnie kontrakt i zamierzam się z niego wywiązać. Przede mną długa i kręta droga. Będę za wami tęskniła. Nie szukajcie mnie, dajcie mi pogodzić się z tym wszystkim. Ja obiecuję, ze o Was nie zapomnę. Zawsze będziecie w moim sercu. Zawsze będziecie moimi zwariowanymi przyjaciółmi, dzięki którym nawet w najbardziej pochmurny dzień potrafiłam się uśmiechnąć. A mam coś do powiedzenia dla Ciebie Zayn. Zostaw przeszłość z tyłu i walcz o Pezz. Ona Ciebie na serio kocha. Lou, nie patrz na mnie. Ułóż sobie życie od nowa. Potraktuj mnie jako skończony rozdział. Harry! Dla Ciebie powinnam spuścić największe lanie. Walcz o uczucia. Tak mówię o niej i wiem, ze właśnie się na nią spojrzałeś. Liam i Abby. Pielęgnujcie swoje uczucie. Mam nadzieję, że jak wrócę to dostanę zaproszenie na ślub. A Ty Niall nie zmieniaj się. Gdzieś tam na Ciebie czeka twoja księżniczka. El, zacznij wierzyć w uczucia. Wiem, że u Ciebie to wątpliwa kwestia, ale musisz zacząć czuć. Bo jeśli nie zaczniesz to złoję Ci tą twoją piękną dupę. Dziękuję Wam za ten wspólnie spędzony czas. Kiedyś się jeszcze spotkamy. Cam.

Siedziałem w osłupieniu. Nie wiedziałem co zrobić. Czyli uciekła. Po raz kolejny ją straciłem. El uklękła obok i mnie mocno przytuliła. Zacząłem płakać w jej bluzkę. Czułem jej łzy spływające na moje włosy. Usiadłem prosto i otarłem łzy. Gdzie mogła pojechać? Wiem. Energicznym ruchem wstałem. Złapałem El za nadgarstek i pociągnąłem ją za sobą. Z komody wziąłem kluczyki od samochodu. Wyszliśmy z domu. Otworzyłem drzwi od strony kierowcy. Wcisnąłem tam El i dałem jej kluczyki. Wyglądała na przestraszoną. Nie dziwię się jej, tez bym się bał. Usiadłem ze strony pasażera. Spojrzała się na mnie pytająco. Przewróciłem oczami i powiedziałem.
- Pod wytwórnię.
- Ale po co Lou? – Zapytała płaczliwym głosem.
- Proszę.. Zawieź mnie tam.
- Lou? Jest jakiś sens? Przecież to nic nie da.
- El. Kontrakt. Cam obowiązuje kontrakt. Musiała powiedzieć Simonowi gdzie jedzie. Nie może sobie ot tak nagle zniknąć. Może stracić kontrakt.
- Rozumiem. – Dziewczyna odpaliła silnik. Ruszyła. – Kochasz ją.
- To było stwierdzenie.
- Widzę jak wyglądasz. Jesteś na granicy załamania nerwowego.
- Zrozumiesz jak się w kimś zakochasz do tego stopnia, że gdy odejdzie stracisz chęć do życia.
- Byłam już tak zakochana. – Zrobiła smutną minę. W jej oczach zakręciły się oczy.
- W kim? – Byłem tego ciekawy.
- W tobie Lou. – Odpowiedziała mi ledwo słyszalnie.
- Więc czemu się rozstaliśmy?
- Bo ty przestałeś kochać. – Samochód się zatrzymał. – Dojechaliśmy. Leć do Simona. Ja tu poczekam.
Wysiadłem z auta i pobiegłem w stronę wejścia. Poprosiłem recepcjonistkę aby zaprowadziła mnie do Simona. Szła bardzo wolno. Ja tu się spieszę! Szukam miłości swojego życia! Jeden schodek, dwa, trzy. Wielkie drzwi. Mała brunetka uchyliła je i zapowiedziała moją wizytę. Wszedłem za nią do pomieszczenia. Stała szeroko uśmiechnięta obok mnie. Zmroziłem ją wzrokiem. Uśmiechnęła się blado i wyszła. Usiadłem na krześle przed Simonem. Przybrałem poważny wyraz twarzy. Mężczyzna się odezwał.
- Co cię do mnie sprowadza Lou? – Na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
- Camila. Co z nią?
- Mogę ci powiedzieć jedynie tyle, ze przyszła do mnie dzisiaj i poprosiła o przerwę.
- Proszę powiedz mi gdzie ona jest. – Prawie płakałem.
- Louis. Chciałbym ci powiedzieć, ale nie wiem. I daj jej trochę czasu. Ona wróci. Musi wrócić. Obiecał mi to.
- Ile czasu? Ile czasu jej nie będzie?
- Niedługo. Zanim się obejrzysz, a ona wróci.
- Dzięki.

Wyszedłem z pokoju. Czułem się bezradny. Nie mogłem już nic zrobić. Mogłem. Mogłem zrobić to o co mnie prosiła. Nie szukać jej. Ona kiedyś wróci. Skoro Simon mówi, ze niedługo. Dam radę. Ale jej nie ma. Ja cierpię. Louis, wszystko zaczyna się od nowa. Zostaw wszystko co jest za tobą. Zacznij od nowa. 



Hej. Ciężko mi pisać te słowa, ale to ostatni rozdzial. jeszcze nie płaczę. Został mi epilog. Epilog, którego postaram się nie spaprać. Aż ciężko mi się pożegnać z tymi bohaterami. Co sadzicie o tym rozdziale? Dobra, jednak zaczynam plakać. To koniec tej historii. wolałam skończyć tutaj niż zrobić z niej Modę na sukces. Nie sądzicie? Dzięki wam za wsparcie, którego mi udzieliliście. No i zapraszam na nowe opowiadanie : http://idontwannalive-ijustwannadream.blogspot.com/

sobota, 25 maja 2013

Rozdział 69.



*kilka dni później*
Siedziałam w kuchni jedząc kanapkę. Tępo wpatrywałam się w stół. Miałam na sobie niewygodną czarną sukienkę. Tak, dzisiaj pogrzeb Alexa. Wszyscy moi przyjaciele bez wyjątków starają się mnie wspierać. Tak jakby odosobniona teraz jest tylko Kat. Za każdym razem gdy Lou przychodzi ze mną posiedzieć staram się go wygonić. Zwykle na marne. Widziałam, że ta dziewczyna patrzy na mnie z jakąś nienawiścią. Nikomu jeszcze nie udało się mnie pocieszyć. Siedziałam sama. Nie chciałam nikogo dobijać swoim humorem. Na schodach usłyszałam kroki. Szybko wstałam i zaczęłam sprzątać ze stołu. Nikomu nie mogę psuć humoru.. nie pozwalam sobie na to. Ktoś przytulił mnie od tyłu. Poczułam zapach jego perfum. Louis. Mimo woli się uśmiechnęłam. Chyba to wyczuł. Pocałował mnie w skroń. Odsunęłam się. Już chciałam wychodzić z pomieszczenia. Złapał mnie za nadgarstek i pociągnął w swoją stronę. Wyszeptał mi do ucha.
- Zostań ze mną, nie chce mi się samemu siedzieć.
- Nie Lou. Nie chcę psuć ci humoru. – Powiedziałam bardzo cicho.
- Psujesz mi go gdy uciekasz. Zostań. – Głośno westchnęłam i usiadłam na krześle. – Jak się czujesz Marcheweczko?
- Chodzi ci o stan psychiczny czy fizyczny?
- O fizyczny. Kochana.. O psychikę się nie pytam bo wszystko widzę.
- Więc.. Ostatnio jeśli chodzi ci o to jak się czuję.. Jest wręcz zajebiście. Oprócz tego, że dolega mi ciągle głód.
- A jak tam nasza mała Marchewa?
- Byłeś ze mną ostatnio na badaniu, a od tamtego czasu nic się nie zmieniło. – Wstałam. – Wybacz, ale muszę się zbierać. Za dwie godziny musimy wyjechać.
- Odpowiesz mi na jedno pytanie? – Skierował do mnie nieśmiało pytanie.
- Tak?
- Kochałaś go?
- Oczywiście, że tak. Ale to i tak już nic nie znaczy. Go już nie ma.
W moich oczach stanęły łzy i pobiegłam na górę. Usiadłam na podłodze i objęłam kolana swoimi rękoma. Od kiedy go nie ma wszystko wydaje się takie puste.. Takie.. smutne. Przeraza mnie sama myśl, że więcej go nie zobaczę. Spojrzałam na zdjęcie stojące na stoliku nocnym. Nasze wspólne zdjęcie. Byliśmy tacy szczęśliwi. I to ja wszystko zniszczyłam. Gdybym go nie zdradziła on dalej by żył. Nie byłby teraz na mnie wściekły. Tak bardzo chciałam go za wszystko przeprosić. Nie mogłam jednak. Już nie mogłam. Cały świat wydawał się taki przytłaczający. Płakałam, ciągle płakałam. Nawet dzisiaj się nie malowałam. I tak wszystko by ze mnie spłynęło.
Dwie i pół godziny później stałam już na cmentarzu. Było upalnie. Lał się ze mnie pot, ale to olewałam. Po moich policzkach ciągle toczyły się łzy. Całe moje ciało trzęsło się. Ksiądz coś gadał. Nie wsłuchałam się za szczególnie w jego paplaninę. Przyglądałam się uważnie rodzicom i siostrze Alexa. Stali zapłakani. To wszystko przeze mnie. Gdyby nie ja to.. Nie działoby się to dzisiaj. Złapałam się za ramiona. Miałam ochotę klęknąć, ale mi nie wypadało. Nie teraz. Ciągle z drugiej strony przyglądał mi się Lou. Żegnałam dzisiaj tak ważną dla mnie osobę. Ceremonia się skończyła. Ludzie zaczęli składać mi kondolencje. Większości nie znałam. Na kocu stanął Boo. Otworzył w zachęcającym geście ramiona. Wtuliłam się w niego mocno. Głośno płakałam. Za mną był grób Alexa. Nie chciałam się odwracać, bałam się rzeczywistości. Mogłabym się w końcu obudzić, ten zły sen mógłby się skończyć. Chłopak objął mnie w pasie i zaczął prowadzić do samochodu. Usiadłam na miejscu pasażera w jednym z dwóch pojazdów. Tutaj prowadziła El. Uśmiechnęła się do mnie delikatnie. Nie jechaliśmy na żadną stypę, nie miałam na to siły. Z tyłu ktoś usiadł. Była to Miles i Abby. El odezwała się do mnie.
- Kochanie nie możesz już płakać. To ci go nie zwróci. Nic się nie zmieni. Przykro mi.
- Ty nigdy nie spotkałaś się ze śmiercią tak bliskiej osoby? – Pokiwała przecząco głową. – Ja właśnie straciłam drugą. I  wiesz co? Nawet jakbym nie płakało bolałoby bardziej. I znowu wszystko przeze mnie! Ja zawsze wszystko chrzanię! To przeze mnie zginął Riley! I Alex też! A wszystko przeze mnie. Gdybym się z nimi nie kłóciła.. Byliby tu dzisiaj.. – Z moich oczu popłynęła kolejna fala łez.
- Cam, nie obwiniaj się już. Czasu nie cofniesz. – Powiedziała Miles. – Los często komplikuje nam życie. Zawsze coś nam je psuje w najlepszym momencie. Nie mamy na to wpływu. Tylko sam Bóg wie co będzie jutro.
- Ale ja tak za nim tęsknię! To moja wina. Nie dość, że spieprzyłam życie Louisowi to przez to jeszcze zginął Alex.
- Jakby był mądrzejszy to by się rozejrzał. – Burknęła Abby.
- Abb! Nie powinno się tak mówić. – Upomniała ją czerwonowłosa.

*Katie*
Siedziałam. Byłam wściekła. Wściekał mnie każdy uścisk Lou i Cam. Nie mogłam na nich patrzeć. Miałam dość tego wszystkiego, ale nie mogłam odmówić przecież przylotu na czyjś pogrzeb. Przez te kilka dni Louis ciągle jest jakiś niezadowolony. Mimo, że zapewnił mnie o swoich uczuciach i w ogóle ja niczego nie jestem pewna. No bo teraz Alex nie żyje. Nie mam pewności, że tej nie odwali i znowu nie będzie chciała z nim być. I dziwcie się mi, że ledwo wytrzymuję. Muszę się jeszcze do niej uśmiechać, bo ona nie może się denerwować. Absurdalne. Dojechaliśmy. Wysiadłam trzaskając głośno drzwiami. Pobiegłam na górę do pokoju, który z Lou dzieliliśmy. Zdjęłam z siebie szybko czarną sukienkę. Nie przepadałam za chodzeniem w sukienkach. Naciągnęłam na siebie moje ulubione oliwkowe bojówki i biały podkoszulek. Do pokoju wszedł Lou. Przytulił mnie i powiedział.
- Przepraszam, że tak się zachowałem na tym pogrzebie, ale musiałem jakoś ją wesprzeć.
- Nic się nie stało. – Skłamałam.
- Zaraz z chłopakami jedziemy udzielić jakiegoś tam wywiadu. Paul nam kazał. Chcesz jechać z nami?
- Nie, zostanę. Muszę troszkę odpocząć.
- Jak chcesz jechać to nie problem.
- Niee. Spoko. Jedźcie sami.
Godzinę później już siedziałam sama. Zeszłam do kuchni aby napić się kawy. Wszystko mnie już męczyło. Za oknem takie piękne słońce, a ja taka przygnębiona. Dlaczego płacze przez faceta? Przecież kiedyś obiecywałam sobie, że nigdy żaden mnie nie skrzywdzi. I w tym momencie złamałam dane samej sobie słowo. Dałam się omotać i skrzywdzić facetowi. Nie dość, że to zrobiłam to jeszcze nie mogę spokojnie wyjść na ulicę. Przewalona sprawa. Nie próbujcie tego w praktyce. To na serio boli. I to cholernie. Niby powinnam mieć satysfakcję z tego, że udało mi się go odbić. No i co z tego? On i tak mnie nie kocha. Do kuchni weszła Eleanor. Ona też przez kilka dni grała skrzypce tej, która odbiła Louisa. I to tej samej lasce. Zauważyła, że płakałam. Usiadła obok mnie i powiedziała.
- Co się stało Katie? Dlaczego płaczesz?
- Nic.. Eleanor.. Ty wiesz jak to jest grać tą drugą. Wiesz jak się czuję.
- Wiem. O nie przestanie jej kochać. Musisz się do tego przyzwyczaić. Zawsze będzie ich łączyło dziecko.
- Wiem, ale on mnie tak zaczął olewać odkąd jesteśmy u was. Ciągle siedzi z Cam. I co ja na to mogę poradzić? Nic. Nie mogę walczyć.
- Zawsze możesz. Trzeba tylko chcieć. Ja muszę lecieć do Tay, bo obiecałam jej, że wpadnę. Jakby Cam się obudziła powiesz jej gdzie jestem?
- Jasne. Oczywiście, że przekażę.
Siedziałam w kuchni jeszcze ponad godzinę. Musiałam wyglądać strasznie więc skierowałam się do pokoju. Moim celem było poprawienie makijażu, który znając życie wyglądał strasznie. Nie byłam jego wielką fanką. Ale czego nie robi się żeby wyglądać lepiej. Czego nie robi się żeby zakryć wory pod oczami. Jednym słowem, wyglądam strasznie. Zapłakana ja. Po poprawieniu ‘tapety’ chciałam pójść znowu do kuchni. Po schodach akurat wchodziła Cam. Idealna sytuacja do rozmowy z nią. Chciała mnie wyminąć, ale zatorowałam jej drogę. Spojrzała się na mnie zdziwiona. Głośno westchnęłam.
- Chciałam z tobą pogadać. – Mój głos brzmiał płaczliwie.
- To chodź do mnie do pokoju. – Odezwała się cichutko.
- Nie. Wolę tutaj. Nie potrwa to długo.
- Więc o co chodzi Kate?
- Chodzi o to, że chcę abyś odwaliła się od Louisa. Wiem, że będziecie mieli razem dziecko, ale proszę cię, ogranicz swoje kontakty z nim do minimum. Niszczysz nas. – Starałam się być spokojna.
- Ja na serio go nie potrzebuję. Prosiłam go.. Ale on jest uparty, chce mi pomóc.
- To zrób coś żeby nie chciał! Ja nie chcę go stracić! Jest dla mnie wszystkim!
- Kat, uspokój się. Fakt, kocham go, ale on ma ciebie i w tym wypadku to nic pomiędzy nami nie zmienia. Rozeszliśmy się.
- Co ty powiedziałaś?! Kochasz go?!
- Tttaak.. – Powiedziała łamiącym się głosem.
- Pożałujesz tych słów. – Wycedziłam przez zęby. Popchnęłam ją. Trochę za mocno. Straciła równowagę. Wyciągnęłam przestraszona do niej rękę. Chciałam ją złapać. Nie zdążyłam. Dziewczyna z hukiem spadła ze schodów. Byłam zszokowana. Ona leżała na dole nieprzytomna. I co ja zrobiłam? Podbiegłam do niej. Z rany na jej głowie sączyła się krew. Co ja narobiłam.. Nie oddychała. Matko.

*Louis*
Siedzieliśmy na wizji i odpowiadaliśmy na jakieś pytania. Kilka było o Katie, ale wcześniej z Paulem ustaliłem co mogę mówić, a co nie. Chciałem już wracać. Byłem zmęczony tym całym dniem. Chłopcy odpowiadali na coś tam, a ja zasypiałem. Zayn puknął mnie w bok i się zerwałem. Reporter spojrzał się na mnie badawczo. Uśmiechnął się chytrze. Wiedziałem, ze kolejne pytanie skieruje do mnie. Oparłem się i czekałem na ten moment. Gdy Harry skończył gadać reporter odezwał się do mnie.
- Louis. Jesteś byłym chłopakiem Camili Gier. Ostatnio widziano was razem pod kliniką. Co to wszystko znaczy? – Tego z Paulem nie zaplanowaliśmy. Głośno przełknąłem ślinę.
- Camila czuła się gorzej i pojechałem z nią do lekarza. Okazało się, że to tylko grypa. – Wymyśliłem na poczekaniu. Chłopaki spojrzeli na mnie z ulgą.
- Niedawno zmarł jej chłopak, byliście na pogrzebie. Na zdjęciach wygląda tak jakby to Camilę i ciebie coś łączyło, a nie ciebie i Katie. Co powiesz na ten temat?
- Więc jesteśmy z Cam przyjaciółmi. Potrzebowała wsparcia więc chciałem ją jakoś pocieszyć. Kat nie poznała nigdy Alexa więc nie wiedziała co Cam przechodzi. W w związku jestem z Kat, a nie z Cam.
- Dziękujemy za to wyjaśnienie. Na pewno uspokoiłeś tych, którzy się nad tym zastanawiali. Dziękujemy za wywiad One Direction i mamy nadzieję, że jeszcze was tu zobaczymy.
Weszliśmy za kulisy. Kłamałem prosto do kamery. Schowałem twarz w dłoniach. Potrząsnąłem włosami i poszedłem się przebrać. Ubrałem szare dresy i czarny podkoszulek. Na stopach ciągle miałem czarne vansy. I nie zamierzałem butów zmieniać. Wsiadłem do naszego vana. Niall oczywiście uparł się, że musimy jeszcze zajechać gdzieś do sklepu. Ja zostałem wybrany na ochotnika żeby z nim iść. Masakra. Iść z Niallem do sklepu. Weszliśmy do środka w przyciemnianych okularach. Nie no i tak nas poznali. Daliśmy kilka autografów i ruszyliśmy do półek ze słodyczami. Nasz kochany blondynek miał zamiar nas zasłodzić. Pięć rodzajów czekolady?! Nie przesadza on troszkę? Żelki, pianki, ciastka.. Czego my nie wzięliśmy. Oczywiście Nialler wszystko nosił. Po dwudziestu minutach wyszliśmy ze sklepu i ruszyliśmy do domu. Dojechaliśmy dość szybko. Od razu wysiadłem i skierowałem się w stronę drzwi. Otworzyłem je powoli. Miałem zamiar iść spać. Właśnie ściągałem buty gdy usłyszałem cichy szloch. Przestraszyłem się. Nie wiedziałem kto to. Pobiegłem w stronę dźwięku. Zamarłem. Katie płakała.
- Ja przepraszam Lou.. Ja nie chciałam.. – Klęczała. Koło niej w kałuży krwi leżała Cam. Przeraziłem się. Upadłem koło dziewczyny na kolana. Sprawdziłem puls. Był. Nie oddychała.
- Co tak płaczesz?! Dzwon po karetkę! Dlaczego jeszcze tego nie zrobiłaś?!
- Przepraszam.. – Dalej płakała.
Nie było już nic. Wszystko wokół mnie zniknęło. Słyszałem, że to Liam dzwonił po karetkę, a nie Kat. Ta ciągle płakała. Niall pytał się jej spokojnie o to co się stało. Dowiedział się. Kat zepchnęła Cam ze schodów. Kłóciła się z nią o mnie. Trzymałem delikatną dłoń dziewczyny. Bałem się o nią. Nie przeżyłbym jej śmierci. Nosiła nasze dziecko. A co jeśli.. nie, tak się nie stanie. Kilkanaście minut później do domu weszli funkcjonariusze medyczni. Zabrali ją do szpitala. Nie pozwolili mi z nią jechać. Chwyciłem kluczyli od samochodu jednak Liam mnie zatrzymał. Kazał mi porozmawiać z Katie. Siedziała na górze jakaś zdołowana. Wszedłem powoli po schodach. Nacisnąłem klamkę od drzwi. Faktycznie. Siedziała na łóżku i płakała. Spojrzała na mnie i zaczęła gadać.
- Louis.. Ja przepraszam. Nie chciałam. Po prostu..
- Powtarzasz się. – Odparłem chłodno.
- Proszę cię, wysłuchaj mnie. – Powiedziała płaczliwym głosem.
- Masz pięć minut. Choć to i tak za dużo.
- Chciałam z nią porozmawiać. Zarzuciłam jej, że niszczy nasz związek. Ona coś tam mi odpowiedziała. Zdenerwowałam się i ją pchnęłam. To miało być takie o pchnięcie, ale użyłam za dużo siły.. Chciałam ją złapać, ale nie zdążyłam.. Przepraszam. Nie skreślaj nas..
- Jakich nas? Nas już nie ma Kat. Nie ma nas od momentu, gdy zrobiłaś co zrobiłaś. Wiesz, że być może przez ciebie życie straci dwója ludzi?! Dwójka niewinnych ludzi! Dziewczyna, którą kocham i nasze dziecko! Jesteś samolubna! Nie potrafiłaś docenić moich słów! A wiesz na czym polega związek? Na zaufaniu! U nas właśnie tego zabrakło. To ty nie darzyłaś mnie zaufaniem! Nie potrafiłaś! Nie no bo lepiej być tą, która wie wszystko lepiej! To ty oceniasz ludzi po okładce! Nie wiem jak mogłem z tobą być! I wiesz czego najbardziej żałuję? Tego, że przez ciebie rozwalił się mój związek. Gdyby nie ty byłbym dzisiaj szczęśliwy z Cam! Ty wszystko niszczysz! Ty! – W oczach dziewczyny zbierały się łzy.
- Chcę ci powiedzieć coś jeszcze. – Spojrzałem na nią z pogardą. – Nasz związek był od początku ustawiony. Paul zatrudnił mnie żebym cię odbiła. Miałam cię zaraz po tym zostawić, ale wiesz co? Zakochałam się w tobie.
- Jesteś najgorszym człowiekiem jakiego w życiu spotkałem. Wyjdź stąd. Nie mam ochoty na ciebie patrzeć. Pieniędzy na pewno starczy ci na bilet do Londynu. Spakuj się. Jak wrócę nie chcę już widzieć twoich rzeczy. Jesteś najgorszym co mi się przytrafiło.
Zszedłem na dół. Liam patrzał się na mnie pocieszająco. Rzuciłem mu kluczyki od auta Cam. Zrozumiał, ze chcę tam teraz jechać. Bez słowa ruszył do wyjścia. Byliśmy na miejscu po piętnastu minutach. Wysiadłem szybko z auta. Dosłownie biegłem do budynku. Liam ledwo nade mną nadążał. Z impetem otworzyłem drzwi. Pielęgniarka zaprowadziła nas pod salę Cam. Leżała nieruchomo na łóżku. Czyli żyła. Wpatrywałem się w nią przez szybę. Koło mnie stanął mężczyzna w białym kitlu. Jakiś młody lekarz. Przyglądał mi się badawczo. W końcu się do mnie odezwał.
- Jest pan kimś bliskim?
- Ojcem dziecka tej dziewczyny.
- Przykro mi. Już nie ma dziecka. Poroniła. Tak bardzo mi przykro. – W moich oczach pojawiły się łzy.
- A co z nią? Jaki jest jej stan? – Zapytał już Liam, ja nie byłem w stanie wydobyć z siebie ani słowa.
- Jej stan jest stabilny. Podaliśmy jej kilka leków. Jutro powinna się wybudzić. Mogliby panowie przywieźć jej jakieś rzeczy? Przyjechała z niczym.
- Jasne. – Odparł mój przyjaciel i pociągnął mnie w stronę wyjścia.
Kat zabiła moje dziecko. Nigdy jej tego nie wybaczę, nigdy. Jest moim koszmarem. Liam podał mi chusteczkę. Wytarłem oczy. Wiem, ze zrobił to aby brukowce nie miały pożywki. I tak ostatnio za dużo o nas huczą. W aucie wybuchłem żywnym płaczem. Nie mogłem ukryć swoich emocji. Mojego dziecka już nie było.. I co teraz będzie?



Hejka ludziska! Wiem, zrobiłam taki totalnie tragiczny rozdział. Powiem wam, że do końca został jeden rozdział i epilog. Ciężko mi kończyć to opowiadanie, ale nie chcę z niego zrobić Mody na sukces. Trudno. Zapraszam was na mojego nowego bloga. Rozdział postaram się dodać jutro. http://idontwannalive-ijustwannadream.blogspot.com/  

I jeszcze jedna prośba. dajcie mi na koniec jakiś znak, ze to czytaliście. Komentujcie. 

sobota, 18 maja 2013

Rozdział 68.


*następnego dnia na lotnisku**Lou*
Ciężko mi ją było tu zostawiać. Nie przyjechała z nami na lotnisko, była zbyt wykończona tym wszystkim. W mojej kieszeni zaczął wibrować telefon. Wyciągnąłem leniwie urządzenie i zerknąłem na wyświetlacz. Paul. A miałem taką szaloną ochotę z nim gadać.. Przesunąłem palcem po ekranie i przyłożyłem telefon do ucha.
- Halo? – Powiedziałem zmęczonym głosem.
- Czy to prawda? – Zapytał zdenerwowany mężczyzna.
- Ale co? O co chodzi Paul?
- Chodzi o to, że dzisiaj ujawnisz swój związek.
- Ale jak to? Katie przecież nie chciała..
- No to musiało jej się zachcieć. Niezłą manianę odwaliłeś w Los Angeles. Mam jedno pytanie. Czy to prawda? Czy ona naprawdę jest w ciąży?
- Tak. To jest prawda Paul.
- Sprawa musi ucichnąć. To źle wpływa na twoją, waszą karierę.
- Okej.
Kilka godzin później lądowaliśmy w Londynie. Byłem wściekły całą sprawą, bo po raz kolejny ktoś ustawiał mi życie. Bez zgody Paula nie mogłem nic zrobić. Zaczął mnie tak kontrolować po tym jak Cam ze mną zerwała. Był wściekły, bo twierdził, że ona dawała mi bardzo pozytywną opinię w mediach. Ale nie zauważył, że liczą się też uczucia. Cały lot byłem jakiś przygaszony, nie chciałem gadać z chłopakami. Szliśmy do wyjścia. Miał na nas ktoś tu czekać. W oddali zauważyłem fioletowe włosy. Nie, on tego nie zrobił. Mam się z nią ujawnić tutaj? Zauważyła nas. Sztucznie się uśmiechnęła i zaczęła zmierzać w naszą stronę. Wiedziałem, że muszę odegrać szopkę. Przytuliłem ją mocno do siebie i złożyłem na jej ustach pocałunek. Nie był on jednak przepełniony miłością. Nie był już taki jak kiedyś. Ona chyba to wyczuła, bo posłała mi tylko blady uśmiech. Wychodziłem z hangaru obejmując ją w pasie. Niedawno tak obejmowałem Cam.. Wyrzuć ją sobie z głowy! Niech ona wyjdzie z mojej głowy! Wsiedliśmy do busa. Kat usiadła obok mnie. Splotłem jej palce ze swoimi. Harry spojrzał się na nasze ręce i blado się uśmiechnął. Wlepiłem swój wzrok w widok za szybą. Nawet nie zauważyłem kiedy dojechaliśmy. Od razu skierowałem się do swojego pokoju. Zaraz za mną szła Kat. Usiadłem na parapecie i tępo patrzałem się w ścianę. Ona usiadła na łóżku naprzeciw mnie. Wyglądała na smutną. Zapytała się mnie cicho.
- Powiesz mi co się stało w Los Angeles? – Spuściłem głowę do dołu. – Louis, należą mi się wyjaśnienia. Co mają znaczyć te zdjęcia? I nie udawaj, że nie wiesz jakie. Musiałam dzisiaj się ujawnić, bo coś odwaliłeś. Wytłumacz mi dlaczego przez najbliższy czas nie będę miała spokoju na ulicy.
- Chcesz wiedzieć? Jesteś tego pewna? – Mój głos brzmiał jakbym przeżywał czyjąś śmierć.
- Wolę bolesną prawdę niż życie w kłamstwie.
- Skoro wolisz prawdę, to prawda jest taka, że cię zdradziłem.
- To dlatego.. Paul się dowiedział i..
- To nie było teraz. Zdradziłem cię na urodzinach Harrego. – W jej oczach pojawiły się łzy.
- To ona? Byłeś w Los Angeles i stwierdziłeś, że ją kochasz bardziej i chcesz do niej wrócić?! – Wydarła się.
- Nie. Ona nawet by mi na to nie pozwoliła.
- Więc dostałeś kosza i w tym problem..
- Nie. Katie.. – Podszedłem do niej i ująłem jej dłonie w swoje. – Wiem, ze mnie teraz zostawisz. Ale musisz o tym wiedzieć. Całą drogę zastanawiałem się jak to ci powiedzieć. Kocham cię, ale muszę tez pomóc Cam. Moje i jej losy już zawsze będą ze sobą splecione.
- Nie Louis! Nie chcę grać tej drugiej! Wybieraj albo ona albo ja!
- Nie mogę wybrać, bo..
- Dlaczego? Kochasz nas obie? Znowu mam to usłyszeć? Zapewniałeś mnie wcześniej, że nic was nie łączy! A ty gówno!
- Dasz mi skończyć?! Chciałem tylko ci powiedzieć, że nie mogę wybrać, bo ona jest w ciąży. I dlatego do internetu wyciekły zdjęcia! Byłem z nią w klinice! Widziałem swoje dziecko! Możesz mnie zostawić! Zrozumiem cię.
- Lou, ja nie.. – Dziewczynie odebrało mowę.
- Wybacz mi.. To prawda, że ją kocham bardziej, ale ty też jesteś ważna. Ciebie też kocham.
- Jaką mam gwarancję tego, że mnie nie zostawisz?
- Camila nie widzi już ze mną przyszłości. Nie po tym co jej zrobiłem.
- A skąd mam pewność, że nie zrobisz mi tego?
- Bo to ty zawróciłaś mi w głowie gdy to wszystko się działo.
- Lou.. Kocham cię.
- Ja ciebie też. Jakoś przez to przejdziemy. Muszę się wybrać do Los Angeles. Poleć ze mną.
- No nie wiem, nie przepadam za nią..
- Proszę cię. Będziesz miała pewność, że łączy nas już tylko dziecko. To co, że darze ją uczuciem skoro ona już nie..
- Ale obiecaj mi jedno.
- Co tylko chcesz.
- Ta sytuacja nie zmieni nic pomiędzy nami. Będzie jak dawniej.
- Obiecuję kochanie.
Pocałowałem ją delikatnie w czoło. Wziąłem się w garść i zszedłem na dół. Chłopcy siedzieli z laptopem i czytali plotki. Spojrzałem przez ramię Hazzy. Internet huczał na temat Katie. No to Paul ma to czego oczekiwał. Dziewczyna, która chciała pozostać anonimowa ujawniła się. Ehh. Teraz nawet nie będzie mogła spokojnie wyjść do sklepu po bułki. Usiadłem na blacie w kuchni. Po raz kolejny dzisiaj tępo wpatrywałem się w ścianę. Ostatnio polubiłem tą czynność. Ostatnio czyli dzisiaj. Do kuchni za mną przyszedł Harry. Usiadł obok i zapytał.
- Stary o co chodzi?
- Czuję się pusty. Nie wiem co się dzieje.
- Brakuje ci jej. To widać.
- Ciszej, Kat jest na górze. Zależy mi na obydwu. Z tym, że Cam i tak już nie daje nam szans.
- Kurna, ja bym walczył, bo jest o co.
- Nie rozumiesz.. Kat też kocham i pragnę aby była szczęśliwa.
- Więc ty podjąłeś już decyzję.
- Tak Harry. Wybacz, ale już nigdy nie będzie tak jak kiedyś. – W mojej kieszeni zaczął wibrować telefon. Eleanor dzwoni. Odebrałem. - Halo?
- Cześć Lou. – Dziewczyna miała zapłakany głos. Przestraszyłem się
- Coś się stało? Coś z Cam? – Zadałem szybko pytanie.

*Cam*
Od rana siedziałam z El i Tay na kanapie zajadając się ogórkami, popcornem. Tak, wiem.. nie powinnam go jeść. Byłam lekko przygnębiona faktem, iż Lou i chłopcy z dziewczynami wyjechali. Było tak zabawnie gdy miałam ich przy sobie. Nagle drzwi od mojego domu głośno się otworzyły. Przestraszyłam się i wtuliłam się w ramię Taylor. Obejrzałyśmy się do tyłu na schody. Przez moment czułam się jak w jakimś horrorze. Moja mina zrzedła gdy zobaczyłam kto jest tą tajemniczą postacią z horroru. Alex stał i smutnym wzrokiem wpatrywał się w naszą trójkę. Odwróciłam twarz i wybuchłam płaczem. Zdobyłam się na odwagę i poszłam za nim na górę. Pakował walizkę. Uważnie przyglądałam się temu co robi.
- Możemy porozmawiać? – Zapytałam cicho.
- Nie mamy o czym. – Odpowiedział mi chłodno.
- Alex, proszę cię.. Nie kończmy tego w ten sposób.
- To ty wszystko skończyłaś. Właśnie wtedy gdy zrobiłaś z siebie szmatę i się puściłaś.
- Byłam pijana..
- Alkohol jest na wytłumaczeniem na wszystko.. Jasne.. I przez przypadek wymieniałaś z nim dziesiątki SMS’ów dziennie.
- Skąd wiesz?
- Sprawdzałem twój telefon. Nic dosłownie o tej zdradzie nie powiedziałaś, a ja się łudziłem, że nic pomiędzy wami nie ma. Przecież jesteście tylko przyjaciółmi.
- Bo tak jest..
- I przez przypadek zaszłaś z nim w ciążę. I przez przypadek w dzień po naszej rozmowie pojawiłaś się uhahana z nim przed kliniką. I wiesz co? On cię zrobił w chuja. Ma inną dziunię. – Trochę zabolały mnie te słowa. – Wiesz, cieszę się, że on kogoś ma. Chociaż dostaniesz po dupie za swoje błędy.
- Nie możesz porozmawiać ze mną jak normalny człowiek?!
- Nie krzycz na mnie. Nie masz do tego prawa. Przez ten cały czas mnie oszukiwałaś! Kłamałaś mi prosto w oczy! Współczuję temu dziecku, że ma taką matkę. Ja nie chcę spędzić z tobą ani chwili dłużej.
- Spakuj się i wyjdź. – Powiedziałam przez łzy.
- Już to zrobiłem. Znikam ci z oczu.
- Czekaj!
- Jaką jeszcze bajeczkę chcesz mi wcisnąć?
- Twój pierścionek. – Zdjęłam go z palca i położyłam na jego dłoni.
Uśmiechnął się kpiąco i wyszedł. Widziałam w jego oczach ból. Słyszałam jak zbiega po schodach. Drzwi się zatrzasnęły. Usiadłam na podłodze i zaczęłam płakać. Zza okna usłyszałam wielki trzask. Przestraszyłam się. Zbiegłam po schodach. Dziewczyny siedziały równie wystraszone. Z impetem otworzyłam drzwi wejściowe. Podbiegłam. Opadłam na kolana. Widziałam tylko czerwone plamy, otaczały mnie naokoło. Dzisiejszy dzień zamienił się w prawdziwy horror. Nie miałam zielonego pojęcia co się dzieje. Łzy płynęły ciurkiem po moich policzkach. Szczęka trzęsła mi się ze strachu. Co miałam robić? Klęczałam sparaliżowana całym zdarzeniem. Chwilę później zjawiły się koło mnie dziewczyny. Trzęsłam się cała. Próbowały mnie uspokoić. Wyrywałam się. Nie chciałam żeby mnie uspokajały. Chciałam cierpieć, zasługiwałam na to. Tak miało być. Byłam na to skazana. Klęczałam na asfalcie mocząc kolana w czerwonej cieczy. Czułam jej charakterystyczny zapach. Moje łzy łączyły się z nią. El chciała odciągnąć mnie siłą, mówiła: ‘Cam, chodź to nic nie da. Uspokój się.’ Ja jednak krzyczałam i się wyrywałam. Płakałam drąc się. Chciałam teraz aby i ze mną stało się to samo. Taylor przytuliła mnie mocno. Widziałam, że jej śnieżnobiałe buty mają czerwone plamki. Wszędzie czerwień. Błysk fleszy. Jutro będę w gazetach, genialnie. W oddali usłyszałam syreny. Jechało pogotowie. Dopiero teraz zauważyłam, że trzymam ciało Alexa na kolanach. Cała byłam we krwi. Nie przerażało mnie teraz to uczucie. Dwójka mężczyzn odciągnęła mnie od niego. Siedziałam w ambulansie. Jakiś funkcjonariusz starał się mnie uspokoić. Nie dawałam się. Nie mogli mi podać nic na uspokojenie, byłam przecież w ciąży. Żałowałam słów, których przed chwilą do niego użyłam. Będę miała czas go przeprosić. On będzie żył. Przyjechał kolejny pojazd. Nie wiem dlaczego wstałam. Wyszłam z pojazdu mimo, że mężczyzna siedzący w nim razem ze mną próbował mnie zatrzymać. Na miejsce przyjechał wóz policyjny. Na pewno spisują protokół. Jeden z medyków rozmawiał z policjantem. Drugi z nich niósł czarny worek. Nie, to nie może być prawda. Na asfalcie koło ciała Alexa zaczęli rozwijać czarne coś. Uklękłam i złapałam się za kolana. Zaczęłam kiwać się do przodu i do tyłu. Mężczyźni podnieśli ciało Alexa i włożyli je do worka. Jeden z nich zapiął worek. Moje serce rozłamało się na pół. Już kiedyś to przeżyłam. Słyszałam skrawki rozmowy. ‘Zgon na miejscu. Nie mieliśmy kogo ratować. Nie miał szans na przeżycie.’ Już kiedyś tak było. Riley. Pamiętam.. Teraz czułam się jak szmata. Przeze mnie on zginął. Gdyby nie ja to by się nie stało. Policjant do mnie podszedł. Uklęknął obok mnie i zapytał się.
- Pani jest dziewczyną tego mężczyzny. – Pokiwałam tylko głową. – Bardzo nam przykro, ale pan Green nie miał szans na przeżycie. Zginął jeszcze zanim przyjechało pogotowie. Obrażenia były zbyt dotkliwe. Bardzo mi przykro.
I patrzyłam jak odjeżdża karetka z ciałem mojego byłego chłopaka. Eleanor objęła mnie. Dopiero teraz zauważyłam, że całe moje ręce są we krwi. Dziewczyny zaprowadziły mnie do domu. Od razu poszłam do łazienki. Stanęłam przed lustrem. Cała moja twarz była pokryta zaschniętą krwią. Wyglądałam jakbym wyszła z jakiegoś horroru. Rozebrałam się i wzięłam zimny prysznic. Chciałam zmyć z siebie dzisiejszy dzień, ale nawet zimna woda nie była w stanie mnie uspokoić, ani pobudzić. Byłam załamana.

*Eleanor*
Stałam z Tay w kuchni. Żadna z nas nie chciała się odzywać. Byłyśmy zszokowane dniem dzisiejszym. To było straszne. Pierwszy raz widziałam Cam w takim stanie. Nie mogłam też dopuścić do myśli, że ona nigdy więcej się z nim nie pokłóci, nie zobaczę go nigdy więcej. Nie darzyłam go nigdy zbyt wielką sympatia, ale już odczuwałam tą stratę. Wystarczyło mi, że musiałam patrzeć na moją przyjaciółkę. Wyglądała jak chodzące zombie. Ruszyłam w stronę tarasu. Wyciągnęłam swój telefon i wybrałam numer do Louisa. Pytajcie się czemu akurat do niego. Tylko przy nim Cam miała szansę na uśmiech. Jeden sygnał, dwa, trzy.. I odebrał.
- Halo?
- Cześć Lou. – Mój głos był dość smutny.
- Coś się stało? Coś z Cam?
- Nie, a w zasadzie tak. Musicie tu przyjechać.
- Powiedz mi co się stało, a wsiadam w następny samolot.
- Alex on.. Zginął dzisiaj pod kołami samochodu. Z Camilą nie jest najlepiej. Nie odzywa się odkąd to się stało.
- Matko.. Zaraz idę się pakować.
- Ona go trzymała na kolanach.. – Zaczęłam płakać. – Trzymała martwego Alexa na kolanach..
- El, spokojnie. Nie płacz. Powiem chłopakom i się pakujemy. Jutro u was będziemy.
- Dziękuję Lou..
Wcisnęłam czerwoną słuchawkę i zaczęłam płakać. Tay była w kuchni, a ja tu. Nie co dzień spotykałam się ze śmiercią. Nigdy nie było dla mnie to normalne zjawisko. Zawsze się jej bałam. Dziś ją widziałam. Ludzie przychodzą i tak szybko odchodzą. Wszystko wymyka się spod naszej kontroli. Miałam ochotę iść przytulić Cam, ale wiedziałam, że teraz mnie odtrąci. Drzwi skrzypnęły. To o dziwo była ona. Miała zapłakane oczy. Usiadła obok mnie i się przytuliła. Zaczęła cicho łkać. Przytuliłam ją mocno. Było mi jej tak bardzo żal. Zapytała się nie cicho.
- Po co dzwoniłaś do Louisa? Po co mu mówiłaś?
- Bo tylko przy nim będziesz w stanie się uśmiechnąć kochanie.
- Ale jego obecność będzie mnie bolała. To, że będę musiała na niego patrzeć.
- Wolałabyś żeby dowiedział się o tej sprawie z mediów?
- Nie, wolałabym żeby w ogóle nie wiedział.
- Ale do tego i tak by doszło. – Wtrąciła Tay, która właśnie do nas przyszła. – Jesteś osobą publiczną i wszystko co z tobą związane ujrzy światło dzienne. Uwierz mi. Siedzę w tym już trochę czasu. Przypisują mnie do każdego faceta, z którym mnie zobaczą. A to już jest przybijające.
- Ale ja nie chcę żeby on przyjeżdżał. Znowu zaboli. Znowu poczuję to co ostatnio. – Z oczu Cam wydobyła się spora dawka łez.
- Pamiętasz o co go prosiłaś? – Na moje pytanie pokiwała twierdząco głową. – Żeby był szczęśliwy z Kate. Chociaż on nie musi sobie niszczyć przez wasze błędy życia.
- I właśnie to robi. Nie niszczy sobie życia. Straciłam obie osoby, które kochałam. – Moja przyjaciółka naprawdę cierpiała.
- Przeżyłaś to już kiedyś. Dasz sobie z tym radę. Poza tym masz nas. My ci zawsze pomożemy. – Odezwała się Tay i promiennie uśmiechnęła.
- Dziękuję wam dziewczyny. – Powiedziała Cam i nas przytuliła. 



Tralalalala! Coraz bliżej koniec. Ehh. Już wiecie kto jest jedną z osób które umarły! Pytanie. Był to dla was w pewnym sensie szok? Zapraszam na moje nowe opowiadanie. http://idontwannalive-ijustwannadream.blogspot.com/ Mam nadzieję, że przypadnie wam do gustu. Pierwszy rozdział postaram się dodać jak najszybciej. Komentujcie ostatnie rozdziały, proszę..