*osiem miesięcy później*
Właśnie kończyłam mierzyć sukienkę na jutrzejszą galę.
Uśmiechnęłam się do Simona. On odwzajemnił uśmiech. Czyli wyglądałam
przyzwolicie. Złapałam swoje czarne włosy (nie pytajcie, znowu przefarbowałam)
i związałam je w wysoki kucyk. Zdjęłam kremowa sukienkę i powiesiłam ją na
wieszaku. Naciągnęłam na nogi jeansowe rurki, założyłam białą bokserkę i
koszulę w granatową kratę. Pożegnałam się z mentorem i poszłam do podziemnego
garażu. Wyciągnęłam z torebki kluczyki od mojego tymczasowego auta. Oparłam
głowę na zagłówku. ‘Już jutro.’ od dwóch miesięcy siedziałam w studiu
nagraniowym i przygotowywałam nowe kawałki. Znaczy się ćwiczyłam głos.
Nocowałam u Simona. Okazał się bardzo łaskawy odkąd wróciłam. Jest dla mnie jak
ojciec. Ale dzisiaj postanowiłam się od niego wyprowadzić. Jechałam doskonale
znaną mi drogą. To tu kiedyś, osiem miesięcy temu mieszkałam. Zatrzymałam się
przed domem Tay. Wolałam najpierw pójść do niej. Przez chwilę się zawahałam.
Wyjęłam kluczyk ze stacyjki i wysiadłam z samochodu. Zaczęłam bawić się
kluczami. W celu kamuflażu rozpuściłam włosy i ukryłam za nimi twarz. Podeszłam
chodniczkiem do drzwi. Zaczęłam chwiać się do przodu i do tyłu. Głośno
westchnęłam. Zapukałam do drzwi. Tay krzyknęła. ‘Chwileczka!’ Uśmiechnęłam się
gdy usłyszałam jej głos. Cieszyłam się, że wracam. Energicznie szarpnęła drzwi.
Na początku miała szeroki uśmiech na twarzy. Zamarła gdy mnie zobaczyła.
Posłałam jej nieśmiały uśmiech. Uśmiechnęła się również do mnie i zaczęła mnie
dusić. Wciągnęła mnie do środka. Wtedy dopiero zaczęła krzyczeć.
- Cam! Jak ja cię dawno nie widziałam! Opowiadaj co u
ciebie!
- Moment, może usiądę. – Odpowiedziałam śmiejąc się.
- Spoko, spoko. Chodź do salonu. – Pociągnęła mnie za
sobą. Usiadłyśmy na jej kanapie. – Opowiadaj. Gdzie pojechałaś?
- Byłam w Port Angeles. Na początku dwa tygodnie
zatrzymałam się u Jake’a a potem wprowadziłam się do mamy.
- To dlatego Lou cię nie znalazł. Wiesz, że cię szukał?
- Wiem. Mama mi mówiła, że był u niej. – Zrobiło mi się trochę
smutno.
- Ale.. Pogodziłaś się z tym? – Zadała mi to pytanie
jakby się trochę wstydziła.
- Tak. Musiałam. Przecież nie rzucę się z mostu. –
Zaśmiałam się. – Co u chłopaków?
- Zayn zszedł się z Perrie. Harry i Miles są razem, Liam
i Abby oni…
- Nie gadaj, że się rozeszli! – Krzyknęłam przestraszona.
- Nie! Coś ty! Pojechali razem na wakacje. A Niall. Hmm.
Poznał Demi i zostali przyjaciółmi.
- A Lou? Co u Lou? – Byłam ciekawa, nie ukrywam.
- Nic. Pogodził się z tym, ze ciebie nie było. Daje radę.
- Chyba niepotrzebnie wróciłam. Ma kogoś?
- Nie ma nikogo. El za tobą bardzo tęskni.
- Rozmawiałam z nią pół roku temu, złożyłam jej życzenia.
– Wróciłam pamięcią do tego momentu. Odwiesiłam się. – Mam do ciebie małą
prośbę. Mogę się u ciebie zatrzymać na jakiś czas? Kupię coś za kilka dni. Nie
chciało mi się niczego szukać, a jutro gala..
- Idziesz na galę?
- Tak, Simon mi kazał. Muszę znowu pojawić się w mediach.
Nie było mnie osiem miesięcy.
- Ja też idę. Zabierzemy się razem. I oczywiście, że
możesz zatrzymać się u mnie. Limuzyna podjedzie jutro o siedemnastej. Mam
nadzieję, że zdążysz.
- Tak, muszę załatwić dzisiaj jeszcze tylko kilka spraw.
Wrócę przed północą.
- Spoko, nie będę patrzała na zegarek.
Przez chwilę wahałam się. Znowu. Nie było mnie tak długo
i teraz postanowiłam sobie wrócić jak gdyby nigdy nic. Chodziłam w tą i z
powrotem pod drzwiami mojego starego domu. Bałam się zapukać. A co jeśli mnie
zwyzywa? Nie, ona taka nie jest. Na pewno. Dasz radę Cam. Musisz wrócić do
normalności. Mój palec spoczął na dzwonku. W środku rozbrzmiał dźwięk. Stoję
chwilę nikt nie otwiera. Odwróciłam się tyłem do wejścia. Może jej nie ma już
miałam iść gdy za mną odezwał się męski głos.
- Słucham panią? – Podskoczyłam ze strachu. Nie wierzę.
Odwróciłam się gwałtownie.
- Niall?!
- Cam?! Co ty tutaj robisz?
- No wróciłam. Obiecałam, że wrócę. Jak chcesz to mogę
odejść. Chyba przeszkodziłam. – No tak. Chłopak był w jeansach bez koszulki.
- Kochanie kto przyszedł. – Usłyszałam za blondynkiem
głos El.
- Cam... – Odpowiedział zszokowany chłopak.
- Jak to Cam? – Eleanor nie mogła mu uwierzyć i wyjrzała
mu przez ramię.
- Ale ja już idę. Chyba przeszkadzam. – Powiedziałam i
się odwróciłam.
- Nie! – Poczułam na ramieniu dłoń mojej przyjaciółki.
Odwróciłam się do niej przodem. Miała na sobie satynowy szlafroczek. – Wejdź do
środka. Tak bardzo tęskniłam. – Przytuliła mnie. Paparazzi, jarajcie się,
wróciłam.
Weszłam do środka już nie mojego domu. Dałam go w
prezencie dla El. Nie odstępowała mnie ona na krok. Usiadłyśmy razem w salonie.
Ona wygoniła Nialla aby zrobił herbatę. Patrzyła się na mnie i się uśmiechała.
Zagarnęła mój niesforny kosmyk włosów za ucho. Uśmiechnęłam się. Nie wiedziałam
o czym z nią rozmawiać. Ale jej widocznie wystarczało patrzenie się na mnie i
cieszenie się z mojej obecności. nie powiem, że mnie to nie cieszyło. Nawet
bardzo. Nareszcie ją miałam przy sobie. Miałam przy sobie część moich
przyjaciół. Jeszcze Nialler. Oby nie powiedział Louisowi, że wróciłam. Nie chcę
mu komplikować życia. Już nie. Nauczyliśmy się żyć bez siebie. No to i
wytrzymamy bez siebie. Może i lepiej dla nas po takim rozstaniu. Nasze
wgapiwanie się w siebie przerwał blondynek.
- Może porozmawiamy dziewczyny? Nie będziemy tak chyba
ciągle siedzieli. – Przez ten cały czas nie zauważyłam jego obecności.
- Ach, tak. – Odparła swoim rozkosznym głosem Eleanor.
- Gdzie byłaś Cam przez ten cały czas? – Zapytał się mnie
Niall.
- W Port Angeles. – Powiedziałam krótko.
- I myślisz, ze wracasz tak po prostu jak gdyby nigdy
nic? Wiesz ile wszyscy włożyliśmy wysiłku żeby ciebie znaleźć? Louis był
załamany. I myślisz, że jak wróciłaś to wszystko znowu będzie okej? – Trafił w
mój czuły punkt.
- Niall! Mógłbyś być trochę milszy! Postaw się w jej
sytuacji. Prosiła nas żebyśmy jej nie szukali! Ale my się nie posłuchaliśmy!
Nie obwiniaj jej o to! Nie wiesz co się działo z jej psychiką, bo nie jesteś
kobietą! Czasami zachowujesz się jak bachor! Mam ciebie dość!
- Nie El. Skoro chce wyjaśnień to je otrzyma. Nie, nie
myślę, że wszystko będzie okej. Wiem, ze ułożyliście sobie życie na nowo. Nie
mam zamiaru zaraz jechać do Louisa. Najwidoczniej nawet z El nie mogę pogadać,
bo ty zaraz knujesz w tym jakiś podstęp. Nie takiego Nialla znałam. Nie taki
Niall był moim przyjacielem. – Zranił mnie i to mocno.
- Był? Przepraszam Cam.. – Powiedział ledwo słyszalnie.
- Kurwa Niall! I co narobiłeś?! Zepsułeś wszystko idioto!
Musisz mi ją denerwować? Nie możecie porozmawiać spokojnie? – El wkroczyła do
akcji.
- Przeprosiłem. Wybuchłem, bo dawno jej nie widziałem. Przepraszam
Cam. Porozmawiajmy normalnie.
- Dobra. Ostatni raz ci wybaczam farbowana dupo. –
Powiedziałam do Niallera i wybuchłam śmiechem. El odetchnęła z ulgą.
- A wracając do tematu to jakim cudem byłaś w Port
Angeles? Louis cię tam szukał? – dziewczyna zadała mi pytanie.
- Wiedziałam, że będzie mnie szukał. Ukryłam się na dwa
tygodnie.
- To tak to zaplanowałaś. – Powiedział blondynek. – Czemu
zmieniłaś kolor włosów?
- Odwaliło mi coś. Może przez depresję.
- Byłaś w depresji? –El wyglądała na przestraszoną.
- Tylko cztery miesiące. Spokojnie już daję radę. Wracam
do świata żywych.
- A propos świata żywych ja muszę uciekać dziewczyny, bo
jutro gala. Muszę się ogarnąć.
- Okej. Pa kochanie. – Pocałowała Nialla w policzek.
- Do zobaczenia Cam. – Blondynek mnie przytulił.
- Nie powiesz im, że wróciłam? – Zapytałam niepewnie.
- Nie powiem. – Odparł, a ja się uśmiechnęłam.
Całe popołudnie spędziłam z El. Opowiadała mi co się
działo przez ten cały czas jak mnie nie było. Przez jakiś czas mieszkała z
dziewczynami w Londynie. Była z nimi tam gdy mnie szukali. Miały one jutro
przyjechać. Matko, to takie trudne. Zmierzyć się z przeszłością. Takie bolesne.
Ale nie mogę całe życie się ukrywać. Pożegnałam się z nią i poszłam do Tay.
*następnego dnia, koło godziny dwunastej*
Siedziałam właśnie na krześle. Jakaś fryzjerka robiła mi
fryzurę. Ja ciągle pisałam SMS’y z El i Tay. Ta pierwsza też miała dzisiaj się
zjawić na gali. Spojrzałam na siebie w lustrze. Miałam upiętego jakiegoś
luźnego koka. Kolejna babka właśnie zajmowała się moim makijażem. A tak w ogóle
to Simon nie zgodził się abym jechała z Tay. On miał dla mnie podobno już jakąś
wypasioną limuzynę. Otwarcie zapowiedziałam mu, że chcę przyjechać jako jedna z
pierwszych. Chcę uniknąć spotkania z chłopakami. O 15:30 zakładałam sukienkę.
Była to kremowa koronkowa suknia bez ramiączek. Wyglądałam dzisiaj dość blado.
Godzinę później mentor kazał mi iść do garażu gdzie czekał szofer. Jak się
okazało wynajął dla mnie białą terenowa limuzynę. Młody mężczyzna w garniturze
otworzył mi drzwi. Ten młody mężczyzna to mój ochroniarz. Czy na takich
imprezach każdy potrzebuje ochroniarza? Siedziałam sama. Dopiero teraz zdałam
sobie sprawę co się dzisiaj stanie. Znowu będą o mnie gadać. Chodzi mi o media.
No i nie da się ukryć, że chłopaki dowiedzą się, że wróciłam. Żołądek zaczął mi
podchodzić do gardła. Do miejsca gdzie odbywa się gala mieliśmy pół godziny
drogi. Nie dam rady. Co się ze mną dzieje? Zaczynam tchórzyć? Co to to nie ja.
Musze temu podołać, sama się w to wkopałam. Z barku wyjęłam butelkę wody.
Odkręciłam ją i upiłam łyk. Na gwincie zostały ślady mojej czerwonej szminki.
Wyjęłam ją z torebki i poprawiłam makijaż. Przejrzałam się w lusterku. Na tle
całej mojej twarzy, która była dzisiaj niesamowicie blada wyróżniały się
wyraźnie zaznaczone czerwoną szminką usta. Uśmiechnęłam się delikatnie.
Limuzyna zahamowała. Przestraszyłam się. Drzwi od limuzyny uchyliły się. Na
zewnątrz ciągle błyskały flesze. Przełknęłam głośno ślinę. Ochroniarz zapytał
się czy jestem gotowa. W odpowiedzi podałam mu dłoń. Pomógł mi wysiąść. Wokół
mnie słyszałam zdziwione głosy, piski. Uśmiechnęłam się sztucznie. Zrobiłam
sobie przy barierkach zdjęcie z kilkoma ludźmi. Ruszyłam prosto czerwonym
dywanem. Kilkakrotnie stawałam pozując fotoreporterom. Potem stałam dłuższą
chwilkę na ściance. Aż w końcu mogłam pójść usiąść. Jakiś mały mężczyzna
prowadził mnie do mojego miejsca. Mimo, że była dopiero siedemnasta jakaś część
celebrytów była już obecna. Doszliśmy na miejsce. Mężczyzna odezwał się do
mnie.
- Będzie miała pani przyjemność siedzieć pomiędzy
zespołem One Direction, a panią Taylor Swift.
- Że co?! Ja nie mogę tutaj siedzieć. Nie ma pan jakiegoś
innego miejsca? – Zapytałam zrozpaczona.
- Niestety nie. Musi pani przeżyć tą jedną galę. Milo
było panią poznać pani Gier.
- Zajebiście. – Wymruczałam gdy odszedł kawałek.
Usiadłam na moje boskie miejsce. Odchyliłam głowę do
tyłu. Obym nie rozwaliła włosów. No nie byłam nominowana w żadnej kategorii,
ale miałam zaszczyt tutaj być. Głośno westchnęłam. Na scenie mieli próby
dźwięku. Wyjęłam swój telefon. Zaczęłam grać w jakąś grę bez sensu. Klikałam na
kolorowe kuliki i coś się działo. Zachowuję się jak dzieciak. Nawet nie
zauważyłam gdy obok zjawiła się jakaś osoba. Osoba po mojej lewej stronie. Gdy
przeszłam kolejny poziom odwróciłam w jej stronę głowę. Na szczęście tą osobą
okazała się Taylor. Odetchnęłam z ulgą. Mam plan. Spojrzałam na nią oczami kota
ze Shreka.
- Tay, mam do ciebie maleńką prośbę.
- Gadaj, a nie owijasz w bawełnę.
- No bo mi trafiło się przewalone miejsce. – Dziewczyna
wyjrzała mi przez ramię i przeczytała co jest napisanego na rezerwacji.
- Nie ma mowy kochana. Musisz się z tym zmierzyć. –
przybrała wyraz twarzy surowej matki.
- No ej. Tay, a jak będę musiała siedzieć koło Louisa?
Nie chcę się z nim pokłócić w środku gali. No proszę cię.
- No dobra, ale robię to tylko dlatego, że nie chcę
słyszeć krzyków w środku gali.
- Jesteś kochana. – Ucałowałam blondynę w policzek i
zamieniłyśmy się miejscami.
O szit. Zostawiłam Tay czerwone usta na policzku. Była
ona na szczęście ubezpieczona. Wyjęła z torebki podkład i puder. Zmazałyśmy
buziaka i zakryłyśmy go jakimś cudem. Zaczęło się schodzić coraz więcej ludzi.
Miejsce obok mnie zajął Justin Bieber. Tay była zapatrzona w swój telefon. Ja
postanowiłam sobie uciąć pogawędkę z Justinem. Okazał się bardzo miłym
człowiekiem. W pewnym momencie przewał naszą rozmowę. Powiedział, że musi się
przywitać ze znajomymi. Odruchowo odwróciłam się w stronę miejsca, do którego zmierzał.
Od razu tego pożałowałam. Na miejscu zjawiło się legendarne One Direction. Schowałam
się za Tay. Nie miałam rozpuszczonych włosów, nie mogłam się pod nimi ukryć.
Obok blondynki usiadł Niall. Dała mu dyskretne znaki, że ja tu siedzę. Nie no
genialnie.. Wszyscy zajęli swoje miejsca. Ja znowu zaczęłam gadać z Jusem. Może
to trochę nieprofesjonalne, ale co tam. Na scenie właśnie występowała Adele.
Piosenkę śpiewała niesamowicie. Zawsze podobał mi się jej głos. Usłyszałam
ciche westchnienie. Co jak co, ale to westchnienie poznałabym wszędzie. Lou.
Moje serce zaczęło bić szybciej. Zawiesiłam się na chwile. Justin zaczął mi
machać ręką przed oczyma.
- Przepraszam, zawiesiłam się. – Wyszeptałam do niego.
- Idziesz dzisiaj na after party? – Zapytał zaciekawiony.
- Chyba nie. Nie mam ochoty.
- Dlaczego?
- Nie chciałabym spotkać pewnych osób. Nie jestem na to
jeszcze gotowa. – Odruchowo spojrzałam w stronę gdzie siedział Lou.
- Masz na myśli Louisa? Czy całe One Direction?
- Raczej całe One Direction. – Ta nazwa ledwo przeszła mi
przez gardło.
- Jeśli to prawdziwi przyjaciele to zrozumieją. –
Powiedział i puknął mnie w ramię.
- Skąd wiesz?
- Nie da się ukryć, że gazety huczały o tym, że
zniknęłaś, a oni porozjeżdżali się po całym kraju. Teraz siedzisz tutaj. Czyli
wróciłaś, ale boisz się z nimi porozmawiać.
- Idź na psychologa Jus. – Powiedziałam i cicho się
zaśmiałam.
- To jak pójdziesz? Dla mnie? – Zrobił słodkie oczka.
- Pójdę. Simon i tak przygotował mi jakąś sukienkę. –
Wywróciłam oczami.
No i nagle zamilkłam. Usłyszałam nuty doskonale znanej mi
piosenki. Mój wzrok automatycznie powędrował na scenę. Stali na niej chłopcy.
Czyli teraz występowali oni. Nuty piosenki Over
Again. Nie mogli lepiej wybrać. Uwielbiałam
tą piosenkę. Ostatnio otrzymała miano mojego dzwonka w telefonie. A teraz
mogłam ich posłuchać na żywo. Nuciłam piosenkę pod nosem. Taylor i Justin
uśmiechnęli się do mnie kilkakrotnie. Czy aż tak bardzo widać, że tęsknię i, że
mi ciężko. Nadeszła pora na solówkę Louisa. Wstrzymałam oddech. Jego wzrok
wodził po zebranych w Sali ludziach. Ominął mnie na szczęście. Wypuściłam
powietrze dopiero pod koniec jego solówki. Uśmiechnął się pod nosem wiem, że
uwielbiał to co robi. Uwielbiał śpiewać. Skończyli występ. Wszyscy zaczęli bić
brawa. Ja siedziałam jak zaczarowana. Justin mnie szturchnął. I w porę, bo
chłopcy właśnie zmierzali na swoje miejsca. Utkwiłam swój wzrok w czubkach
moich butów. Mój kolega z lewej poszedł dać występ. A co jeśli i Tay daje
dzisiaj występ? O tym nie pomyślałam. Trudno dam radę.
Gala się skończyła. Wszyscy zaczęli wychodzić. Justin
zapytał się czy zabiorę się z nimi. Po konsultacji i Simonem, który się zgodził
i ja się zgodziłam. Poszłam tylko do swojej limuzyny zmienić ubranie. Założyłam
czarną rozkloszowaną sukienkę na pół uda z dekoltem na plecach. Odsłaniała ona
mój nowy tatuaż. I will never forget. Miałam
go na łopatce. No znowu zrobiłam tatuaż po pijaku. Nie czepiać mi się tu. Było
to tydzień przed moim powrotem tutaj. Na stopy założyłam czarne szpilki z
czerwoną podeszwą. Wysiadłam z limuzyny. Czekał tutaj na mnie Justin. Złapałam
go pod ramię. Szliśmy i śmialiśmy się z byle głupoty. Jego limuzyna stała
niedaleko. Była ona czarna i klasyczna. Wsiedliśmy do środka. Zaproponował mi
kieliszek wina. Nie odmówiłam. Dobrze czułam się w jego towarzystwie. Chociaż
on nie poruszał tematu Louisa i reszty. Starał się zagadywać mnie tak, abym
była od tego jak najdalej. No i udawało mu się. Na chwilę odwróciłam się tyłem.
Przejechał palcem po mojej łopatce. Podskoczyłam jak oparzona.
- Przepraszam. Po prostu fascynuje mnie to, że masz tyle
tatuaży.
- Aż trzy. Spotkałam dziewczyny, które miały więcej.
- Ale.. Jeden jest do Louisa. – Ujął moją rękę i
przejechał palcem po napisie na palcu. – A dwa kolejne?
- Pod piórkiem było imię mojego przyjaciela. Przespałam
się z nim kiedyś i wytatuowałam jego imię. Potem pokryłam je innym tatuażem. Na
łopatce tez zrobiłam po pijaku. Wydaje mi się, że myślałam wtedy o Louisie.
Jest zapewne do niego skierowany.
- Ej! Ty go kochasz.
- Proszę nie zagłębiajmy się w ten temat. – Zrobiłam
smutną minę.
- Nawet nie będziemy mieli kiedy. Właśnie dojechaliśmy.
Chłopak wesoło się do mnie uśmiechnął. Otworzył drzwi
limuzyny i z niej wyskoczył. Nie wiedziałam co zrobić. Wsadził głowę do środka
i podał mi dłoń. Ujęłam ją i wysiadłam za nim. Zaczęto nam robić zdjęcia. Po
raz kolejny dzisiaj. Chłopak szybko wepchnął mnie do restauracji? Tak mi się
wydaje. Na środku stał szwedzki stół. Okna wyły pozasłaniane roletami. W tle
grała muzyka. Wokół słychać było szmer rozmów. Justin zostawił mnie i pognał do
Seleny. Zobaczył ją gdzieś w tłumie. Ciekawe jak jej wytłumaczy dzisiejszą
sytuację. Nie czułam się tutaj swoja. Nie wiedziałam gdzie jest Louis i reszta
chłopaków. W oddali widziałam tylko Taylor. Ona najwidoczniej i mnie zobaczyła.
Stała na barze. Pomachała mi i zeskoczyła. Zaczęła się przepychać w moją
stronę. Stwierdziłam, że przemierzę część dystansu dzielącego nas. Zatrzymałam
się nagle. Omal nie wpadłam na Liama. Odwróciłam się w drugą stronę. Odeszłam
kawałek. I właśnie wtedy dopadła mnie Tay. Wyściskała. Czułam już od niej
trochę alkoholu. Zaczęła mi śpiewać jakąś swoją piosenkę. Usłyszałam wtedy ten
śmiech. Śmiech mojej Abby. Słyszałam jak wymawia imię Taylor. Tay odwróciła się
do mnie tyłem. Przytuliła Abb ukrywając jej twarz w swoich lokach.
- Może przedstawisz mnie swojej koleżance? – Powiedziała
Abb uwalniając się z uścisku blondynki. Tay posłała mi przepraszające
spojrzenie. Brunetka posłała mi zdziwione spojrzenie. – Camila?
- Przepraszam Cam. Dałam dupy. – Paplała Taylor.
- Nie dałaś Tay. Ja tak za nią tęskniłam! – Krzyknęła
Abby i zaczęła mnie dusić.
- Abb.. Mogłabyś trochę mniej teatralnie? Nie chciałabym
tutaj spotkać niektórych osób. Nie jestem jeszcze na to gotowa. – Wyszeptałam
jej do ucha.
- Ach, wybacz. Co tam u ciebie kochana?
- Wszystko okej, tak mi się wydaje. – Powiedziałam i
delikatnie się uśmiechnęłam.
- A teraz pytanie za sto punktów. Jak przyjechałaś? Nie
widziałam nigdzie twojej limuzyny. – Zapytała Taylor.
- Zabrałam się z Justinem. Zgadaliśmy się trochę. –
Odpowiedziałam lekko zawstydzona.
- Nie no szalejesz kochana. Ale pamiętaj, on jest zajęty.
– Powiedziała Tay i poszła w kierunku baru. Ja i Abb zaśmiałyśmy się.
Pogadałyśmy chwilę. Potem ona poszła do Liama. Znowu
zostałam sama. Nie wiedziałam gdzie się ukryć aby nikt mnie nie zauważył. Nikt
mam na myśli One Direction. No może za wyjątkiem Nialla. Tylko on wiedział, że
wróciłam. Poszłam do baru i zamówiłam sobie jakiegoś mocnego drinka. Sączyłam
go powoli przez słomkę. Siedziałam na wysokim krześle. Jeździłam palcem po
brzegu szklanki. Miejsce przy jednym ze stolików zwolniło się. Postanowiłam tam
pójść. Ze szklanką w ręce odwróciłam się energicznym ruchem. Wpadłam na kogoś i
oblałam go niebieskim trunkiem. Zaczęłam wycierać jego białą koszulę rękoma.
Nawet nie wiedziałam kto to. Bałam mu się spojrzeć w oczy. Miał założone
szelki. Tyle pamiętam.
- Tak bardzo pana przepraszam. Ja naprawdę nie chciałam.
– Ostatnie słowo wypowiedziałam ciszej, bo spojrzałam w jego twarz.
- Nic się nie stało. – Odparł z szerokim uśmiechem.
Spojrzał na mnie. – Cam?
- L-L-Louis.. – Nie wiedziałam co powiedzieć. Przepraszać
go czy co.
- Dawno cię nie widziałem. Co u ciebie? – Zapytał z
obojętnością w głosie.
- Wszystko okej. A u ciebie? – Nie powiem, jego
obojętność sprawiła mi w pewnym sensie ból. Ale czego oczekiwałam? Że rzuci mi
się w ramiona?
- Tez okej. – Trzymał ręce w kieszeniach.
- Ja już idę. Jeszcze raz przepraszam za koszulę. –
Wyminęłam go i już chciałam ruszyć na parkiet.
- Cam! – Odwróciłam się. Wyglądał na zakłopotanego. Drapał
się po karku. – Może dołączysz do nas?
- Nie, dzięki. Nie będę wam przeszkadzała.
Odwróciłam się. Głupia decyzja, jesteś głupia Cam! No ale
co? Muszę przecież sobie jakoś utrudniać życie. Nie byłabym sobą gdyby wszystko
było takie łatwe. Nie denerwuj się, nie denerwuj. Chciałam jak najszybciej dojść
do tego pieprzonego stolik. Jednak ktoś mi nie pozwolił. Złapał mnie za
nadgarstek ciągnąc w swoją stronę. Odwróciłam się w stronę tego osobnika.
Louis. Znowu się do mnie odezwał.
- Nalegam Cam. Chodź do nas. – W jego głosie słyszałam
błaganie.
- Nie wiem jak oni to przyjmą. – Prawie wyszeptałam.
- Na pewno dobrze, stęsknili się za tobą.
- Okeej. – Uległam mu.
Ciągle trzymał mnie za nadgarstek. Po moim ciele
przechodziły przyjemne dreszcze. Ogarnij.. Denerwowałam się trochę. A jak mnie
wyklną? Wygonią? Poćwiartują? No z tym ostatnim może przesadziłam. Szczerze nie
liczyło się teraz znowu nic. Czułam jego dotyk. Jego palce. Rozkoszowałam się
tą chwilą, bo najprawdopodobniej była to ostatnia taka chwila. Nie będę miała
więcej okazji poczuć jego ciepłego dotyku. Minęliśmy Justina. Spojrzał on na nasze
ręce i się szeroko uśmiechnął. Nie no to chłopak sobie pomyślał. Wyjrzałam
przez ramię Louisa. Staliśmy przed chłopakami i Miles. Eleanor z Abb pewnie
gdzieś szalały. Moje kochane. Lou starannie ukrył mnie za sobą. Puścił moją
rękę. Usłyszałam głos Zayna.
- Stary.. Kto cię tak załatwił? No bo sam się raczej nie
oblałeś.
- Nie oblałem się sam. Mam dla was niespodziankę. –
Wiedziałam, że teraz uśmiechnął się szeroko.
- Uwielbiam niespodzianki. – Harry zaczął klaskać. Ja
wywróciłam oczami. Jak dziecko.
- Ale wiecie, nie zejdźcie na zawał. Taratatatam! –
Odsłonił mnie. Nie wiedziałam co robić. Uśmiechnęłam się tylko delikatnie. Ich
miny były zszokowane. No tak, czego oczekiwałam.
- Cam! – Krzyknął jako pierwszy loczek i skoczył na mnie.
Zaczął mnie przytulać. Prawie się przewróciliśmy. Chwilę później dołączyła do
nas cała reszta. Nie powiem to musiało dziwnie wyglądać. Grupka idiotów robiąca
grupowego miśka. Wypytywali mnie o wszystko. Cicho siedzieli tylko Lou i Niall.
Usiadłam na kanapie. Oni odwalali jakieś tańce czy co go wie to było. Obok mnie
usiadł Lou. Spojrzałam się na niego i delikatnie uśmiechnęłam.
- Tęskniłem. – Wyszeptał mi do ucha. Spaliłam pewnie
właśnie buraka.
- Ja też. – Powiedziałam cicho. Motyle zaczęły mi latać w
brzuchu.
- Cam. Musze ci coś powiedzieć. Kocham..
- Lou? Jesteś pewny tego co mówisz?
- W stu procentach. Zdałem sobie z tego sprawę jak ciebie
nie było. Ja po prostu nie mogłem…
- Louis.. Zamknij się. – Chłopak zrobił zszokowaną minę.
Uśmiechnęłam się. – Wiesz jakie są konsekwencje tego co próbowałeś przed chwilą
powiedzieć? – Pokiwał przecząco głową. – A takie kochany. – Patrząc mu głęboko
w oczy złożyłam na jego ustach najdelikatniejszy pocałunek jaki tylko umiałam. Uśmiechaliśmy
się. On ujął moją twarz w swoje dłonie. Odruchowo usiadłam mu na kolanach. Zaczęliśmy
się całować. Namiętnie całować. Znowu czułam zniewalający smak jego ust.
- Ej, ale tu się nie gwałćcie! – Krzyknął Zayn. W
odpowiedzi pokazałam mu tylko środkowy palec.
Tak się kończy, a raczej zaczyna nasza historia.
No dobra, napisałam wam długaaaaśny epilog. Jestem z niego dość zadowolona. Mam nadzieję, że podoba wam sie takie zakończenie tej historii. Nowy rozdział na drugim blogu będzie dopiero w sobotę, albo niedzielę. W tygodniu się nie wyrobię, bo mam masę popraw. No i dziękuję wam za każdy najmniejszy komentarz. Mam nadzieję, że nowy blog równiez wam przypadnie do gustu. Może kiedyś mi coś odwali i napiszę drugą część tego, ale to kiedyś,.