Siedziałam już w aucie Louisa. Nie odzywałam się do
niego. Nie wiedziałam co powiedzieć. Czy go przepraszać czy co? Postanowiłam
milczeć. Siedziałam z niezidentyfikowaną miną.
Powoli dojeżdżaliśmy do domu. Do domu chłopaków. Zatrzymaliśmy się.
Louis wysiadł bez słowa i ruszył do budynku. Czyli był obrażony. Genialnie.
Wysiadłam, trzasnęłam drzwiami. Zdjęłam szpilki, wzięłam je do ręki i ruszyłam
za chłopakiem. Czułam, że czeka mnie niezła afera. Zamknęłam cicho drzwi. No i
zaczęło się darcie mordy.
- Co ty sobie pomyślałaś?! – Stałam ze spuszczonym
wzrokiem. – Camila! Czasami mnie rozwalasz! Boże co ty sobie myślałaś?! Że z
nim pogadam i będzie dobrze?!
- Wychodzę. – Powiedziałam i skierowałam się w stronę
drzwi.
- Czekaj. – Powiedział błagalnym głosem. – Możemy
porozmawiać?
- Nie, ty już swoje powiedziałeś, mnie nie warto słuchać.
Wyszłam i trzasnęłam drzwiami. Do klubu miałam jakiś
kilometr. Założyłam buty i ruszyłam w jego stronę. Teraz to ja miałam powody do
złości na Louisa. Szłam, po moich policzkach płynęły strumienie łez. I po co
wyszłam.. Mogłam z nim porozmawiać. Jednak on mógł tak nie zaczynać. Postąpiłam
dobrze. Doszłam do klubu. Byli przed nimi moi przyjaciele. Z Liamem. Podszedł
do mnie Zayn. Zauważył jak wyglądam i mnie przytulił. Zapytał się.
- Co się stało?
- Pokłóciłam się z Louisem.
- Ale jak to.. Ostatnio było pomiędzy wami spokojnie.
Myślałem, że nareszcie znowu będziecie razem.
- No to widzisz, myliłeś się. Louis nie potrafi opanować
swoich emocji więc niech się pieprzy.
Powiedziałam i ruszyłam w stronę mojego auta. Byłam po
jednym drinku więc nie widziałam przeciwskazań. Mogłam jechać. Nie, nie mogłam.
Byłam mega wkurzona. Weszłam do budynku i kupiłam sobie butelkę wódki. Wróciłam
do auta. Otworzyłam flaszkę i wzięłam łyka. Odpaliłam gaz. Ruszyłam przed
siebie. Nie wiedziałam gdzie się kierować. Jak najdalej Londynu. Jak najdalej
Louisa. Dawałam mu szanse na naprawienie wszystkiego, ale on ja zmarnował.
Popijałam trunek prosto z butelki. Czułam się coraz bardziej odległa od
problemów. Droga zaczęła się rozmazywać. Czyżby zaczął padać deszcz? Chciałam
wziąć kolejny łyk z butelki, ale okazała się ona pusta. Zrezygnowana rzuciłam
ją do tyłu. I wtedy poczułam uderzenie. Poduszka powietrzna wybuchła. Zaczęłam
manewrować kierownicą, wpadłam na barierkę. Zarzuciło mną. Zaczęłam dachować.
Jakimś cudem leżałam na dachu. Ach, tak zapomniałam zapiąć pasy. Złapałam się
za głowę. Poczułam, że moje ręce są ciepłe. Spojrzałam na nie. Ostatni widok,
widok krwi. I zapadłam w głęboki sen.
*Zayn*
Zdenerwowałem się reakcją Cam. Była zapłakana. Ostatni
raz ją widzieliśmy gdy wchodziła do klubu. Może i dobrze, że to zrobiła.
Chociaż nie martwiliśmy się o nią aż tak bardzo. Ehh, co ten Louis znowu
wykombinował. Jechaliśmy właśnie do domu. Odwieźliśmy Liama. Może i dobrze, że
Cam zrobiła co zrobiła. Znowu żyliśmy z nim w zgodzie. Na razie było ok.
Zbliżaliśmy się do naszego domu. Nasze auto się zatrzymało. Wysiedliśmy po
kolei. Otworzyliśmy drzwi naszego domu. Louisa nie byo w salonie. Tak, zawsze
jak był wkurwiony zamykał się u siebie. Nie było co z nim gadać. Trzeba było
poczekać do rana. Poszliśmy spać.
Następnego dnia obudziły mnie krzyki. Chłopaki wyrwali
mnie z objęć Morfeusza. Genialnie. Założyłem jakiś t-shirt i dresy i zwlokłem
się na dół. Louis siedział już dzisiaj na kanapie. Jego mina nie wyrażała
jednak dobrych uczuć. Czyli lepiej było z nim nie gadać. Poszedłem do chłopaków
do kuchni. Oni też bali się siedzieć z Lou. I pewnie o to szła kłótnia. Kto z
nim pogada. Harry zaczął.
- No Zayn, jak się spało?
- Wyśmienicie, gdybyście mnie nie obudzili kretyni. O co
się tak kłóciliście?
- O to kto pogada z panem nieszczęśliwym. – Odpowiedział
z przekąsem Niall.
- Czyli, że ja mam iść?
- Jakbyś mógł.. – Momentalnie dopadł mnie Harry, zaczął
ściskać.
- Jak mnie puścisz to pójdę.
Powiedziałem i chłopak momentalnie mnie puścił. Wziąłem
kubek kawy, którą zrobił mi Niall i poszedłem do salonu. Usiadłem obok Louisa.
Ten spojrzał się na mnie morderczym wzrokiem. Zacząłem z nim gadać.
- No Lou, przestań się tak denerwować.
- Jak mam przestać się denerwować jak wkurzyłem moją
najlepszą przyjaciółkę.
- Przyjaciółkę?- Spojrzałem się na niego dziwnie.
- Tak.
- Więc co wczoraj takiego powiedziałeś, że zirytowałeś
Cam?
- Wydarłem się na nią za Liama, za to, ze zmusiła mnie do
rozmowy z nim.
- To dlatego wczoraj tak wyglądała..
- Jak wyglądała?
- Była zapłakana. Ale teraz to nieważne. Powiedz mi, czy
nie powinieneś jej podziękować za rozmowę z Liamem?
- No może i powinienem. Ale teraz ona nie chce ze mną
gadać.
- Nie dziwię się jej Lou. Też bym się tak zachował.
- To co mam robić?
- Jedź do niej i z nią pogadaj.
- Okej, gdzie mamy klucze?
- Nie. Musisz jechać i ona musi sama cię wpuścić do
mieszkania. Wtedy będziesz wiedział, że masz szansę na wybaczenie. Kobiety są skomplikowane.
– Poklepałem mojego przyjaciela po ramieniu.
*Louis*
Wsiadłem do mojego auta i skierowałem się w stronę domu
mojej najlepszej przyjaciółki. I co teraz miałem jej powiedzieć? A już było tak
dobrze. Byłem coraz bliżej niej i musiałem wszystko spieprzyć. Dojeżdżałem.
Wysiadłem z auta, stanąłem pod jej drzwiami. Zapukałem. Nikt nie odpowiadał,
ponowiłem czynność. Dalej nic. Szarpnąłem za klamkę. Drzwi były zamknięte. Jej
auta nie było na podjeździe. Postanowiłem sprawdzić czy nie ma jej w klubie, w
którym wczoraj byliśmy. Niestety, nie było jej tam. Nie wiedziałem gdzie jej
szukać. Nie zostało mi nic innego do roboty, tylko wracać do domu. Szukanie
jednej Cam w całym Londynie było jak szukanie igły w stogu siana. Wszedłem
zrezygnowany do domu i rzuciłem się na kanapę. Zaraz dopadł mnie Zayn.
- I co?
- Nie było jej w domu.
- Achh.
Sięgnąłem po pilota. Włączyłem telewizor. Leciały akurat
informacje. Jedna z nich wbiła mnie w fotel, nie tylko mnie.
Redaktorka:
Dzisiejszej nocy doszło do wypadku. Niecałe trzydzieści kilometrów od Londynu
dziewczyna jadąca porsche zaczęła dachować. Dodamy, ze cały samochód jest
zmasakrowany. Tapicerka w środku zakrwawiona. Nieznane jest nam nazwisko ani
stan kobiety, która siedziała za
kółkiem. Możemy tylko dodać, że w najbliższych godzinach spróbujemy dowiedzieć
się kim jest. Jeśli żyje znajduje się prawdopodobnie w londyńskim szpitalu.
Moja pierwsza myśl, Cam. Dlaczego? Bo porsche. I wtedy
wiedziałem co robić. Wziąłem kurtkę i ruszyłem do auta. Zaraz za mną wylecieli
chłopaki. Abby u nas nie było. Napisałem do Liama żeby ją przywiózł do
szpitala. Nie będzie ona z tego za szczęśliwa, ale nie ma innego wyboru.
Jechałem szybko, nie przejmowałem się tym, ze mogę dostać mandat. Nie
rozmawialiśmy. Atmosfera była między nami napięta. Dojechaliśmy na miejsce.
Wysiadłem szybko i dosłownie biegłem do budynku szpitala. Podszedłem do
recepcji.
- Proszę panią, szukam kogoś.
- Słucham kim pan jest dla tej osoby.
- Chłopak, dziewczyna z wypadku, dzisiaj w nocy, Camila
Gier.
- Ach, tak. Mamy ją.
- Jaki jest jej stan?
- Stabilny, odzyskała już przytomność.
- Możemy do niej pójść?
- Tak, ciągle o panu mówi. Tylko nie wystraszcie jej za
bardzo.
- Okej, zaraz zapomniałbym, numer sali?
- 75.
Machnąłem ręka do chłopaków i biegiem ruszyliśmy w stronę
wskazanej Sali. Przez szybę faktycznie widziałem ją. Wyglądała praktycznie
normalnie, podpięli do niej dużo kroplówek i krew. Pewnie dużo jej straciła. W
moich oczach zaczęły tańczyć łzy. Wbiegliśmy do jej Sali i grupowo ją
przytuliliśmy. Wyglądała na zaskoczoną. Gdy ją puściliśmy spojrzała na każdego
nas po kolei.
Wybaczcie, ze taki krótki, ale niedługo chyba czas
skończyć tą historię nie sądzicie? A tak to jak się podoba rozdział?
Zostaw po sobie ślad! CZYTASZ=KOMENTUJESZ DLA CIEBIE TO TYLKOCHWILA, DLA MNIE MOTYWACJA!
weź przestań nawet nie mów że to jest zwalone, bo to jest świetne, nie mogę się doczekać kiedy następny i prosze cię nie kończ tego . .
OdpowiedzUsuńA.S. ;P