sobota, 16 marca 2013

Rozdział 41.


Siedziałem i czekałem. Nie wiedziałem czego spodziewać się po Cam. Była nieobliczalna. Jednak to jej najbardziej ufałem z całej grupy. Ona była w zasadzie jednym z członków One Direction. Zadzwonił dzwonek. Podszedłem do drzwi. Otworzyłem je. Stała za nimi doskonale znana mi dziewczyna. Pociągnąłem ją za rękę, wciągnąłem do mieszkania i zatrzasnąłem drzwi. Dziewczyna rzuciła mi się na szyję. Zaczęła mnie dusić. Nie wiedziałem co robić. W końcu i ja ją przytuliłam. Oderwała się ode mnie i powiedziała.
- Liam, dzięki Bogu, ze zadzwoniłeś. Nie łatwo być matka One Direction.
- Powiadasz? – Zaśmiałem się.
- A teraz gadaj o co chodzi, nie mam za dużo czasu.
- Napijesz się czegoś?
- Nie, dzięki. Przejdźmy do rzeczy. O co chodzi.
- Może usiądziemy?
- Matko, Liam. Czy ty nie umiesz z siebie tego wydusić?
- No właśnie chcę to zrobić.
- Nie umiesz wydusić z siebie tego, ze żałujesz. Chcesz wrócić?
- Tęsknię za wami.
- No i nie można było tak od razu? Gdzie masz Danielle? – Zdjęła szpilki i w czerwonej sukience usiadła na mojej kanapie. Spojrzała w laptopa. Miałem otwarty artykuł o VMA.
- Danielle już ze mną nie mieszka.
- To co wolicie trochę luzu?
- Rzuciłem ją dzisiaj.
- A teraz siadaj. – Poklepała miejsce obok siebie. – I opowiedz mi wszystko od początku. Coś wymyślimy.
- Zaczęło się od występu w X Factorze. Występowaliśmy z wieloma tancerkami. Była wśród nich Danielle. Polubiliśmy się od samego początku. Zaczęlismy pisać dużo SMS’ów. I pewnego dnia się z nią spotkałem. Skończyło się w sypialni.
- Oszczędź mi tych szczegółów.
- Okej. Mieliśmy romans jakiś czas. No i któregoś dnia namówiła mnie na wywiad. Przez ten czas utwierdzała mnie w fakcie, że marnuję swój talent w zespole. No i dałem sobie to wmówić. Dokładnie znałem datę wyjścia wywiadu. Wyprowadziłem się tego dnia do tego mieszkania. Danielle była taka szczęśliwa. Na początku było dobrze. Cieszyliśmy się sobą. Po kilku dniach jednak zaczęliśmy się kłócić. Wszystko zaczęło się sypać. Poznałem prawdziwa Danielle. Dziewczynę rządna kasy i sławy. No i dzisiaj po VMA pękłem i z nią zerwałem.
- Czego oczekujesz ode mnie? – Zapytała z poważną miną.
- Że mi pomożesz się podnieść.
- Co może mam ci piosenki zacząć pisać?
- Nie. Pomóż mi znowu być sobą.
- Liam, ty chcesz być sobą. Jedyny ty to ty w zespole.
- Ale nie mogę tak po prostu wrócić! Rozwaliłem wszystko! Kumasz?
- Jak najbardziej. Pamiętasz jak Lou zostawił mnie dla Eleanore?
- Nie da się tego zapomnieć.
- Przez ponad tydzień nie schodziłam z okładek gazet. Uspokoiło się. Nie chciałam godzić się z Lou, a jednak. Nadal jesteśmy..
- Razem?
- Nie, przyjaciółmi.
- I co z tego mam wyciągnąć?
- Że teraz pakujesz swoją dupę i jedziesz ze mną na imprezę!
- Jaką imprezę?
- Chłopaki zaprosili mnie do klubu. Tylko się ubierz jakoś inaczej.
- I co masz zamiar zrobić?
- Skonfrontować cię z Louisem.
- Dlaczego z nim?
- Bo zachowa się najspokojniej.
- Nie. Nie jadę. Louis i spokojnie? To jest sprzeczne z prawami natury!
- Oj zdziwiłbyś się.
- Nie, to nie ma sensu.
- Decyduj się szybko, nie mam czasu!
- Okej.. Ale co będzie jak?
- Nic nie będzie jak. Louis mnie udusi, ale czego się nie robi dla przyjaciół.
- A Abby tam będzie?
- Podejrzewam, że tak. Nie boj się chłopie! Będzie dobrze. Czy boisz się tej malutkiej niwinnej dziewczynki?
- Tak? Ona mnie zabije, za to co jej zrobiłem.
- Z tego co wiem to na początku ze sobą pisaliście.
- Skąd?
- Nie pytaj. Mam swoje źródła. I nie pij tego czegoś w dużych butelkach, tego co serwuje Zayn. Grozi zgonem natychmiastowym.
- Okej..

*Cam*
Nie miałam jeszcze planu, ale wiozłam ze sobą Liama. Musiałam się jeszcze przebrać. Zajechałam do jakiegoś sklepu z ciuchami i kupiłam sukienkę w agrafki. Pasowały mi na szczęście buty. Dlaczego robiłam to dla Liama? Bo wiedziałam, że i jemu i chłopakom brak wspólnie spędzonych chwil. Wiedziałam też, że Louis mnie za to zabije. Właśnie podjeżdżaliśmy pod klub. Pojechałam od tyłu aby nikt mnie nie zauważył z Liamem. Weszłam do klubu i zaczęłam szukać chłopaków i Abb. Nie było w stanie ich nie zauważyć. Z Liamem byłam pod telefonem. Stale wymienialiśmy wiadomości. Dołączyłam do moich wariatów i zaczęłam tańczyć. Ciągle zastanawiałam się jak skonfrontować ze sobą chłopców. Nagle wpadłam na genialny pomysł. Napisałam tylko do Liama ‘Idź do schowka na miotły, nie pytaj się o co chodzi. Dowiesz się na miejscu.’ Pociągnęłam za sobą Louisa. Nie pytajcie, nasza relacja była skomplikowana. Podeszłam do baru i poprosiłam o kluczyk do schowka. Barman na szczęście był łaskawy i nam go dał. Udawałam, że otwieram drzwi. Lou stał do nich plecami. Popchnęłam go do pomieszczenia i zatrzasnęłam drzwi. Zamknęłam je na klucz i czekałam na reakcję Louisa. No i Liama.
- Cam! Zabiję cię! – Wydarł się Lou.
- Pamiętaj! Rozmowa pomaga! Tak było w moim i twoim przypadku! No weź z nim pogadaj! Już nie proszę cię ażebyś się z nim pogodził, ale chociaż pogadaj! Zrób to dla mnie! – Gadałam jak nakręcona.
Nie usłyszałam żadnych protestów. Wróciłam do moich przyjaciół. Jakoś nie pytali się o Lou. Zaczęłam znowu tańczyć. Wiedziałam, ze zrobiłam źle nie uprzedzając mojego przyjaciela o tym co go czeka, ale wtedy by nie poszedł. Siedziałam na kanapie, po godzinie dosiadła się do mnie Abby. Nie miałam pojęcia co jej powiedzieć.
- Co siedzisz sama? Gdzie masz Louisa?
- To trochę skomplikowane. – Powiedziałam z dziwnym wyrazem twarzy.
- Skomplikowane czyli?
- Louis właśnie prowadzi poważną rozmowę. Nie może teraz przyjść?
- Zamknęłaś Louisa?!
- Tak.. – Powiedziałam z miną niewiniątka.
- Z kim?
- Nieważne. On musi z tą osobą porozmawiać.
- Cam z kim zamknęłaś Louisa i gdzie?!
- Z przyjacielem?
- Gdzie? – Odparła spokojniej Abby.
- Schowek na miotły.
- Daj mi klucz.
- Nie!
- No daj!
Oddałam jej klucz i usiadłam zrezygnowana. Całej naszej rozmowie przysłuchiwali się chłopcy. Abby poszła w stronę schowka. Zayn chciał chyba żeby Louis mnie zabił. Zarzucił mnie sobie na ramię i zaczął zmierzać za dziewczyną. Jęknęłam zrezygnowana. Postawili mnie. Abby dopadła się dziurki od klucza. Otworzyła drzwi. Wszystkich zdziwił owy widok. Louis z Liamem siedzieli na podłodze i gadali o czymś tak zawzięcie, że nas nie zauważyli. Wszyscy oprócz owej dwójki skierowali na mnie mordercze wzroki. Nie miałam gdzie uciekać, niestety. Wtedy obudzili się panowie siedzący w kanciapie. Lou się dziwnie na mnie spojrzał. Nie wiedziałam czy mam się śmiać czy bać? Zaczęłam się wycofywać jednak trafiłam na ścianę. Lou zaczął się do mnie zbliżać. Powiedział tylko do wszystkich.
- Porozmawiajcie z nim ma wam coś do wyjaśnienia. – I szepnął do mnie. – Ja musze zająć się spełnianiem mojej obietnicy.
- Louis, ale to było dla waszego dobra.
- Ty zaraz zobaczysz co to znaczy dla waszego dobra. – Powiedział do wszystkich. – Dla waszego dobra zabieram ją stąd. – No i moi przyjaciele bez wyjątku zaczęli się śmiać.
Chłopak zarzucił mnie sobie na ramię i wyszedł z klubu.

Ostatnio piszę coraz gorsze rozdziały. Chyba pora to zakończyć. Nie sądzicie?
Zostaw po sobie ślad! CZYTASZ=KOMENTUJESZ DLA CIEBIE TO TYLKO CHWILA, DLA MNIE MOTYWACJA!

1 komentarz:

  1. Super rozdział:) mam nadzieję, że się pogodzą i wszystko będzie tak jak wcześniej.

    Wpadniesz?
    http://forever-young-forever-dreaming.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń