piątek, 9 listopada 2012

Rozdział 5

- Mnie sie tak nie traktuje! - Wydarłam się za Jake'm.
Miley spojrzał się na mnie wielkimi oczami. Byłam zirytowana. Poszłam na fajkę. Wyjełam z torebki paczkę moich ulubionych czekoladowych black devili. Zaraz zaraz.. Gdzie jest zapalniczka?! Ja to mam szczęście do tych moich zapalniczek. Usiadłam zrezygnowana na molo zwieszając nogi w dół. Trzymałam mojego ukochanego czarnego papierosa w palcach gdy usłyszałam za sobą niski męski głos. Ucieszyłam się Riley.! Odwróciłam się. Stał za mną piękny facet.. Facet ideał.. Cały ubrany na czarno.. Chcę Ci powiedzieć .. Jake przy nim już nie istniejesz.! Odezwał się do mnie:
- Lalusiu zapomniałaś zapalniczki?
- Taaaak.. - odpowiedziałam zszokowana.
- Patch. I możesz mnie poczęstować.
- Camila. Cam.
- Więc co powoduje, że taka dziewczyna jak ty siedzi SAMA na ogromnym molo.
- Facet mnie rzucił.
- Yhhym. To może dla odstresowania przejedziesz się ze mną ?
- Ale...
- Ale mnie się nie odmawia.
Złapał mnie pod brodę i spojrzał w oczy. Urzekł mnie. Bez zastanowienia wstałam i poszłam z nim. Napisałam do Miley, że wrócę sama i poszłam z nim do jego... zaraz zaraz.. na jego motor.. Czy ja z nim pojechałam dlatego, że przypomnina mi Rileya? Nie. Po prostu ufam dziwnym facetom w czarnych ramoneskach. Z drugiej strony miałam okazję na to aby ukrócić nosa Jake'owi.
Ruszyliśmy. Znowu poczułam wiatr we włosach. Riley nie raz mnie woził motorem. Było wspaniale rozpostarłam ręce i poczułam wiatr. Kocham to uczucie. Chciałabym zginąć na motorze. Byłoby wspaniale wmrzeć z wiatrem we włosach, z uczuciem, że umrę tak jak chciałam. Zatrzymaliśmy się. Stanął koło ogromnej łąki. Nawet nie wiedziałam że jesteśmy w lesie .! Wiem co to za łąka. Jeździłam tutaj z Rileyem. Ukłucie bólu. I nagły męski, niski głos:
- Jak tam?
- Wspaniale. Czuję się jak kiedyś. Zapach drzew, szum wiatru.
- Tak jak z Rileyem?
- Skąd o nim wiesz?
- Widziałem was tu kilka razy.
- Czyli mnie tutaj chciałeś zabrać od dawna?
- Nie, po prostu zobaczyłem Ciebie samą na molo. I pomyślałem. Ona za nim tęskni. Ona go potrzebuje. Ale on nie wróci. Nie wróci i ona musi się pozbierać.
- Ale będąc tu nie zapomną.
- Więc skojarz to sobie jako ostatnią chwilę spędzoną z nim. Nigdy więcej Cię tu nie zabiorę. Pożegnaj się z nim. On chciały żebyś ułożyła sobie życie na nowo. Chciałby abyś żyła swoim życiem, a nie nim.
- Żegnaj Riley. - Szepnęłam i rozpłakałam się.

_____________________________________________


Poniżej zdjęcie Patcha ;D





wtorek, 4 września 2012

Rozdzial 4

Nie ma to jak cała noc przy kiblu. Nigdy więcej.. Choć z jednej strony mam to czego chciałam. Udowodniłam Miley że ja też jeszcze mogę kogoś wyrwać. Szpilki szpilkami, ale liczy się to, że Miley nie miała racji. Teraz już tylko trochę sie z nim polansuję po szkole i z głowy. wrócę do świata żywych. Do świata wiecznie młodych zaćpanych nastolatków. Tylko pytanie czy tego chcę? Czy chcę być wiecznie żywym trupem? Czy nie przeszkadza mi ten wiecznie zły wzrok Miley? Musze stać się normalna. Normalna..
Usłyszałam pod domem klakson. Znałam ten dźwięk. Klakson porshe. Wychyliłam głowę przez okno i zawołałam Miley do domu. Weszła do mojego pokoju.
- Jak ty kochana wyglądasz?
- Noo..
- Jak żywy trup. Idź coś ze sobą zrób. I umyj włosy. Jedziemy na plażę.
- Ale nie będziemy się kąpać?
- No chybaś oszalała. muszę się idealnie opalić.
- Ja też.
Weszlam do łazienki. Umyłam włosy moim ulubionym malinowym szamponem. Wysuszyłam je. Założyłam mój przepiękny prawie, że nowy strój z triumpha. Na wierzch poleciała jedna z moich jeansowych sukienek. oczywiście założyłam moje sandały na koturnach i pomalowałam oczy tuszem. wzięłam jedne z moich przyciemnianych nerdów i ruszyłam z Miley w świat.
Plaza jak zwykle byla zatłoczona. Nie mogłyśmy znaleźć na parkingu ani jednego miejsca. Wspaniałomyślna Miley stanęła na miejscu dla inwalidow wyciągając ze schowka kartę swojej babci. Stary trik na brak miejsc.Uśmiechnęłam się do niej i wysiadłyśmy z samochodu.
- Rozkładmay się tam gdzie zawsze?
- No pewnie - odpowiedziałam bez wachania.
Poszłyśmy na sam skraj plaży. Przy skałach. Widoki tutaj było o wiele bardziej malownicze niż w innych częściach wybrzeża. Fale delikatnie odbijały się od kamieni tworząc orzeźwiającą mgiełkę. Rozkoszowałam się chwilą. Pamiętam jeszcze jak przychodziliśmy tutaj z Rileyem. Przytulaliśmy się na brzegu plaży. Rozkoszowaliśmy się chwilą. Chciałabym aby te stare chwile wróciły. Nie wrócą. Muszę żyć życiem takim jakie jest tu i teraz. Riley nie chciałby abym całymi dniami płakała po kątach.
Nagle usłyszałam pisk Miley. Odwróciłam się. To szedł on. Jake. Nie miał zbyt zadowolonej miny. Miałam złe przeczucia. Jego mina prezentowała wyraz .. zrywam z tobą. Czyli moja ukochana para szpilek poleci do Miley.! Stanął przede mną złapał mnie za rece i powiedział:
- Hej.
- Hej.. Chcesz mi coś powiedzieć?
- W zasadzie... Wczoraj dużo wypiliśmy .. i ..
- Popelniliśmy błąd.. to nie powinno się zdarzyć.
- Czyli nie będziesz miała mi za złe jeśli Ci powiem, że chciałbym zerwać?
- Niee. Jasne, że nie.
- No to spoko.. Przykro mi Cam, że tak wyszło.
- Nic się nie stalo.
I poszedł, a ja w glębi duszy poczułam, że znowu jest źle. Czy podczas jednej imprezy można się zakochać ?!

sobota, 1 września 2012

Rozdział 3

Stanęłyśmy przed wielkim domem Connora. Nagle nogi miałam jak z waty. Nie mogłam tam wejść. Nie bez Rileya. Nie w takim stanie. W głębi dusz powtarzałam sobie 'jesteś silna, dasz radę', ale tak nie było. Nagle usłyszałam głos Miley.
- Kochaniutka wychodzimy z tego auta?
- Miley, ja nie dam rady.
- A gdzie ta entuzjastycznie nastawiona, pogodna Cam, którą spotkałam dzisaj rano?
- Musze tam wejść, bo stracę szansę na powrót do rzeczywistości.
- Dokładnie. Skarbie, życie nie kończy się na jednym Rileyu.
- Wchodzimy .
Wysiadłam z auta. Weszłam do domu Connora. Tłum ludzi, tak to ujmę. Moja ulubiona nuta Davida Guetty w tle. Naokoło zapach alkoholu i .. ganji. Nie dam rady się nie naćpać. Miley mnie mocno złapała za rękę i szepnęła do ucha : 'nawet nie próbuj ćpać'. Wiedziałam, że jest to niemożliwe. Poszlam w swoją stronę, a Miley w swoją. Podeszlam do Connora i wzięłam od niego kilka skrętów. Poszłam na taras. Genialnie, nie wzięlam ze sobą zapalniczki. Nagle za sobausłyszałam głos.
- Wybierasz się na imprezę bez zapalniczki?
- Nie tak się podrywa dziewczynę - podał mi zapalniczkę, a ja zapaliłam skręta.
- Jake, a ty?
- Camila.
- Ty się tu niedawno wprowadziłaś no nie?
- Mieszkam tu dużo dłużej niż ty.
- Kolejna gafa ?
- Na to wygląda.
- Więc dlaczego dopiero teraz ujawniłas się spośród tłumu?
- Mój chłopak zginął jakiś czas temu. Zamknęłam się w sobie.
- Przeprowadziłem się tu bo zabiłem swoją dziewczynę.
- Dlaczego akurat mi to mówisz?
- Wydajesz się godna zaufania.
- Pieprzysz głupoty.
- Wcale, że nie.
- Skręta? - Podałam mu jednego z moich i paliliśmy w najlepsze obgadując co tylko się mogło.
Pół godziny później Jake przyniósł flaszkę. Rozwalilismy ją bez trudu. Pod koniec naszej zabawy Jake oblał moją sukienkę piwem, a ja jego cudną białą koszulkę ponczem. Przed domem Connora czekała na mnie Miley. Jake wybiegł za mną i pocałował mnie na pożegnanie. Uśmiechnęłam się i pocałowałam go po raz drugi. Miley wybałuszyła oczy. Wśiadłam szybko do auta i powiedziałam.
- Wygrałam, szpilki są moje.
- Zobaczymy moja droga jak będzie na trzeźwo/

poniedziałek, 2 lipca 2012

Rozdział 2


Wysiadłam z auta Miley. Patrzyła na mnie zza okna wystraszonym wzrokiem. Podczas stawiania pierwszego kroku lekko się zachwiałam. Pomyślałam: "Cam nie miałaś na sobie szpilek od pół roku, nic dziwnego". Kolejne kroki posszły już plynnie. Postanowilam wejść do szkoły na lajcie nie zwarzając na uwagę innych. A jednak tylko weszłam do szkoły, wszystkie oczy na mnie. Pożałowałam tego, że się założyłam z Miley. Mój wzrok zatrzymał się na Annie. Jej mina przedstawiała wyraz wow. Bez kitu. Weszłam do klasy, w której zaczynaliśmy zajęcia. siedziałam na niej z Connorem, jednym z przyjaciół Riley'a.
- Impreza dzisiaj. - Szepnął do Erick'a.
- Connor czy się przesłyszałam?
- Cam?! Jak ty wyglądasz?
- Normalnie trochę makijarzu nie zaszkodzi raz na jakiś czas. Robicie dzisiaj imprezę?
- No tak.. Ale nie chciałem nic mówić, bo ty w takim stanie..
- W jakim?
- No wiesz Riley ..
- Connor.. Trzeba żyć dalej.
- Też racja.. To co przyjdziesz?
- A mam takie dyskretne pytanie.
- No dawaj.
- Będzie Jake?
- Jak mogłoby go nie być. To przyjdziesz.
- No pewnie. O której?
- O 20 u mnie.
Reszta lekcji minęła spokojnie. Siedziałam usmiechnięta. Wyszlam na korytarz, na którym czekała już na mnnie Miley. Wyjęłam z torebki mój portfel i zapalniczke. W portfelu było zdjęcie Riley'a. Wyjęłam je i spaliłam nad koszem. Wyciągnęłam mojego i-phona i wykasowałam numer mojego ukochnego. Miley patrzyła na mnie tylko zdziwioną miną. Uśmiechnęłam się do niej i powiedziałam:
- Idziemy dzisiaj na imprezę.
- Że co?! Że gdzie?!
- Że do Connora. 
- Ale ty na imprezie?
- Tak ja na imprezie.. I będzie bosko jeśli o to ci chodzi. 
- Nie no spoko..
Wrociłam zmęczona do domu. Pierwsze co zrobilam to rzuciłam pozyczone szpilki Miley na komodę. Weszłam po schodach i zaczęłam się zastanawiać co ubrać. Ubrałam granatową rosrzerzaną sukienkę na szerokich ramiączkach, do tego granatowe zamszowe szpilki i srebrną kopertówkę. Włosy sobie pokręcilam na delikatne fale. Usta pomalowałam jak zwykle na czerwono, na powieki zarzuciłam granatowy cień z brokatem i oczywiście mascara. Wyglądałam niczym stara ja. 
Zeszłam na dół gdzie czekała już na mnie Miley. Znowu zaprezentowała minę wow i pojechałyśmy na imprezę. Moją pierwszą imprezę od pół roku.. 

Rozdział 1

Otworzyłam oczy. Znowu byłam w moim domu. Tsaa.. Dzisiaj poniedziałek, kolejny dzień w szkole. Kolejny dzień patrzenia na znajomych Riley'a. Wstałam z łóżka. Rozczesałam moje długie rude włosy. zaczesalam je do tylu i związałam gumką w koński ogon. Ubralam moje ukochane porwane rurki i biały top z napisem 'I hate love'. Doszła do tego za duża bluza Nike i adidasy. Poszlam do łazienki i pomalowałam oczy tuszem do rzęs. To byla już najlepsza wersja mnie.
Szybko zbiegłam ze schodow i wyszłam przed dom. Na podjeździe czekała już Miley. Uśmiechnęła się lekko i pokręciła głowa.
- O co ci znowu chodzi? - zapytałam.
- O nic tylko o to, że znowu ubierasz się jak jakaś Violetta.
- Czemu mnie do niej porównujesz?
- Cam. Kiedy ty w końcu się pozbierasz?
- Szczerze?
- No.
- Po Riley'u - nigdy.
- Chodź jedziemy juz.
Wsiadłam do jej czerwonego Porsche. Ruszyła pełnym gazem. Kolejny dzień zmagania się z wzrokiem tylu ludzi. Kolejny dzień zmagania się z sobą. Dojechałyśmy pod szkołę. I znów wzroki skierowane w moją stronę. Podciągnęłam rękawy mojej bluzy. Na lewej ręce był duży siniak w okolicach żyły.
- Obciągnij rękaw w dół. - Powiedziała Miley.
- Dlaczego?
- Znowu dawałaś sobie w żyłę?
- Co robimy dzisiaj po szkole?
- Siedzimy u ciebie w domu? Ty nie masz życia toważyskiego dziewczyno.. Zalożę się, że nie wyrwałabyś juz nawet żadnego faceta..
- Dałabym radę!
- Założymy się?
- Spoko.
- To wyrwij jego.. - Wskazała na najprzystojniejszego ziomka w szkole. Nazywa się Jake i chodzi do naszej szkoły od miesiąca. Także ominęła go sytuacja z Riley'em.
- Dobra. - Odpowiedziałam bez zastanowienia. - Masz zapasową parę szpilek w bagażniku?
- Oczywiście.
Zrzuciłam bluzę. Korektorem zakryłam mojego siniaka, zdjelam gumkę z włosów, przejechałam usta czerwoną szminką Miley. Poszlam do bagażnika i założyłam jej czarne szpilki. Bylam dumna ze swojego wyglądu..
- Cam, wyglądasz jak Cam sprzed wypadku.
- O co się zakładamy?
- Jak ja wygram dajesz mi te boskie szpilki od Armaniego, te w kwiaty. A jak ty wygrasz dam ci moje szpilki Sergio Rossi, te brązowe.
- Stoi. Spadam. Mam faceta do wyrwania.



________________________________________


Dzisiaj dodam jak wyglądają moje postacie.


                                            Camila, główna bohaterka ( dajcie poprawke, że w pierwszym rozdziale ma rude włosy . Później zmieni na właśnie takie)


                                        Miley, przyjaciółka Camili


                                       Riley, zmarły chłopak Camili.



                                    Jake, chłopak do wyrwania xD


                                       Annie, odwieczny wróg Cam i Miley.

sobota, 30 czerwca 2012

Prolog

Byla zimna noc. Przestaraszona wstałam i podeszłam do okna. Za ulicą stał on - mój ukochany Riley. Nie wiem jak mogłam go kiedyś nie kochać. Zawsze powtarza mi: "Byliśmy tak blisko a jednak tak daleko". Nigdy nie pojmowałam jego ekscentrycznej miłości. Nasze uczucie mnie przeraża. Nie wiem czy dalej jestem w stanie go kochać. Przeraża mnie jego egoizm, natura i wszystko. To jest chore. Nie potrafimy bez siebie żyć.
Do mojego pokoju wszedł tato. zapalił nocną lampkę. nagły błysk światła zdezornientował mnie i upadłaam. Kolejne wspomnienie sala szpitalna. Wielki reflektor świecił mi prosto w oczy. Napływ wspomnień. Kokaina, Riley, samochód. powrót do rzeczywistości - igła w ciele. Znów wspomnienia - krew. Nagle zemdlałam.
Riley leżał nieprzytomny obok mnie w swoim fordzie. Cała szyba była we krwi. Zaczęłam krzyczeć i bić Rileya po twarzy. Znalazłam mój telefon. Zadzwonilam po karetkę. Było już za póżno. Riley umarł. Zginął mój chłopak. Mój ukachany Riley.
Przebudziłam się. Chiałam wstać jednak podtrzymały mnie pasy. Pasy? W lewej ręce poczułam .. poczułam igłe. Kroplówka. Znów jestem w tym przerażajacym szpitalu. Dlatego napłynęło tyle wspomnień. Riley. Kocham Cię. Zawsze będę o Tobie pamiętała. Zawsze będziesz Tym, który roztopił moje serce. Twoja Camila.