Byla zimna noc. Przestaraszona wstałam i podeszłam do okna. Za ulicą stał on - mój ukochany Riley. Nie wiem jak mogłam go kiedyś nie kochać. Zawsze powtarza mi: "Byliśmy tak blisko a jednak tak daleko". Nigdy nie pojmowałam jego ekscentrycznej miłości. Nasze uczucie mnie przeraża. Nie wiem czy dalej jestem w stanie go kochać. Przeraża mnie jego egoizm, natura i wszystko. To jest chore. Nie potrafimy bez siebie żyć.
Do mojego pokoju wszedł tato. zapalił nocną lampkę. nagły błysk światła zdezornientował mnie i upadłaam. Kolejne wspomnienie sala szpitalna. Wielki reflektor świecił mi prosto w oczy. Napływ wspomnień. Kokaina, Riley, samochód. powrót do rzeczywistości - igła w ciele. Znów wspomnienia - krew. Nagle zemdlałam.
Riley leżał nieprzytomny obok mnie w swoim fordzie. Cała szyba była we krwi. Zaczęłam krzyczeć i bić Rileya po twarzy. Znalazłam mój telefon. Zadzwonilam po karetkę. Było już za póżno. Riley umarł. Zginął mój chłopak. Mój ukachany Riley.
Przebudziłam się. Chiałam wstać jednak podtrzymały mnie pasy. Pasy? W lewej ręce poczułam .. poczułam igłe. Kroplówka. Znów jestem w tym przerażajacym szpitalu. Dlatego napłynęło tyle wspomnień. Riley. Kocham Cię. Zawsze będę o Tobie pamiętała. Zawsze będziesz Tym, który roztopił moje serce. Twoja Camila.