piątek, 29 marca 2013

Rozdział 54.


*Trzy miesiące później*
Stałam na tej pieprzonej scenie i kolejny raz śpiewałam tą samą piosenkę. Look after you. Aż mi zbrzydła. Simon stał z niezadowoloną miną, choć przed chwilą powiedział, że świetnie mi idzie. Jak jest taki mądry to niech sam wbije na scenę i zacznie śpiewać. Zobaczymy kto wtedy będzie niezadowolony. Stałam z naburmuszoną mina. Jutro 24 grudnia. Genialny Simon na jutro ustalił finał. I oczywiście stwierdził, że w ciągu dnia nie mogę wyjść. Jutro były urodziny Lou i doszły mnie słuchy, że ma wolne. Więc zapewne był w domu. Zajebiście. Nie będę mogła świętować urodzin mojego chłopaka z nim. Skończyłam śpiewać. Stałam z obrażoną miną. W końcu Simon się odezwał.
- To, że Justin stwierdził, że jesteś zajebista nie oznacza, że nie musisz ćwiczyć. Nie interesuje mnie, że masz ochotę jutrzejszy dzień spędzić z Louisem, bo ma urodziny. Ja też chciałbym zjeść kolację z rodziną, ale wspólnie ustaliliśmy, że jutro przyciągniemy przed ekrany telewizorów dużo ludzi. Masz być jutro perfekcyjna. Widzimy się rano na próbie.
Wyszłam z pomieszczenia głośno trzaskając drzwiami. Nie wiem za co polubiłam tego człowieka na przesłuchaniu. Myliłam się co do jego charakteru. Wcale nie był miły. Okazał się osobą wymagającą. Oczekiwał ode mnie więcej  niż sama mogłam. Zaczesałam swoje rude włosy palcami do tyłu. Tak, rude. Simon (no bo któżby inny) wymyślił, że przyciągniemy uwagę widzów na mnie dzięki zmianie wizerunku. Na jeden odcinek, ostatni odcinek przefarbowałam moje długie pukle ponownie na marchewkowy rudy. Gdy szłam korytarzem do swojego pokoju wszyscy swe oczy zwracali na mnie. Wzięłam z biurka gumkę do włosów i zrobiłam wysokiego kucyka. Zatrzasnęłam za sobą drzwi i ruszyłam do kuchni. Z szafki chwyciłam paczkę żelków. Dołączyłam do Alexa siedzącego na kanapie w salonie. Poczęstowałam go przysmakiem. Ten się wtedy odezwał.
- Jutro święta.
- Dopiero wigilia.
- Ty jutro powinnaś obchodzić inne święto. Co na to Simon?
- Nie chce mnie wypuścić.
- Oj Marchewa, Marchewa.
- Ależ słucham ciebie ja.
- Co zrobisz jak wygrasz?
- Zapewne nagram płytę, poczekam te trzy lata i ucieknę od Simona gdzie pieprz rośnie. – Alex się zaśmiał. Oparłam głowę na jego torsie. Wdychałam zapach jego perfum. – A ty co zrobisz?
- Nie wiem. Jedyne pewne to to, że podpiszę kontrakt. – Objął mnie swoim wielkim ramieniem. – Tęsknisz za nim? Za Louisem?
- No pewnie, że tak. Nie widzieliśmy się od trzech miesięcy. On jest osobą, którą kocham. Nie zostawiłabym go samego za żadne skarby. Chyba, że by mnie zdradził. Ale i taką sytuację da się wybaczyć, uwierz mi.
- To jak było na próbie?
- Daj spokój. Simon ciągle powtarza mi, że nie mogę spoczywać na laurach. Talent jest po to aby go kształcić. I takie duperele. Wkurza mnie.
- Cam znowu dostała ochrzan! – Zaczął się ze mnie wyśmiewać mój przyjaciel. Zmrużyłam oczy. – No co? Mówię tylko prawdę, nie kłamię.
- A idź ty. – Powiedziałam i poszłam do pokoju, którego nikt ze mną już nie dzielił. Byłam sama.

*Louis*
Siedziałem z Katie na jakimś rusztowaniu za sceną. Od samego rana z chłopakami mieliśmy próby. Jutro miał odbyć się finał X Factora, na który dostaliśmy zaproszenie. Oczywiście je przyjęliśmy. Mieliśmy akurat tygodniową przerwę w trasie. Wczoraj przyjechaliśmy do Londynu, aby jutro dać występ. Fioletowo włosa machała nogami. Uśmiechała się pod nosem. Zaprzyjaźniliśmy się od czasu poznania przed naszym pierwszym koncertem trasy koncertowej. Spędzałem z nią swój wolny czas. Potrafiła mnie rozśmieszyć. Pocieszyć. Zaczęła temat.
- Nie możesz się doczekać jutrzejszego spotkania z Camilą?
- Jasne. Nie widzieliśmy się trzy miesiące. Stęskniłem się.
- Przecież gadasz z nią codziennie.
- No gadam, ale to nie to samo co spotykanie w cztery oczy. Można się dotknąć, pocałować. Czujesz tą magię. Ciepło jej dotyku. – Zacząłem się uśmiechać jak idiota.
- Weź Tomlinson ogarnij! Zachowujesz się już jak najarany nastolatek!
- Czy nie mówiłem co nigdy, że nie chcę dorosnąć?
- Ehh.. Louis i jego motto życiowe. Być wiecznym dzieckiem. – Oboje się zaśmialiśmy.

*Harry*
Stałem na dole i obserwowałem tą dwójkę. Czy Lou nie myśli o tym jak zrani Cam? Znowu? Ten człowiek był nieogarnięty. Jedziemy w trasę a on sobie panny znajduje. Wypomnę mu to. Jutro jego urodziny. Zarezerwowaliśmy stolik dla dwóch osób. Tak, dwóch. To ma być taka romantyczna niespodzianka dla Lou i Camili. Tak długo się nie widzieli! Usiadłem na głośniku. Starym niedziałającym głośniku. Co do mnie i Miles. Piszemy ze sobą i tyle. Jesteśmy przyjaciółmi.

*następnego dnia, Cam*
Ktoś ściągnął ze mnie kołdrę. Doskonale wiedziałam kto. Alex. Schowałam głowę pod poduszkę. Nie chciałam wstawać. Dzisiaj finał. Dzisiaj urodziny Louisa. Usiadłam na łóżku i zaczęłam szukać telefonu. Okazało się, że na nim siedzę. Napisałam do mojego chłopaka SMS’a. Wszystkiego najlepszego kochanie! Mam nadzieję, że niedługo się spotkamy. XX Cam. Odłożyłam urządzenie i poszłam do Alexa do kuchni. Wszyscy od rana byli na próbach. Cholera! Dziesiąta! Ja tez powinnam być na próbie. Simon mnie zabije. Wciągnęłam na siebie jakieś rozciągnięte dresy i podkoszulek. Pognałam do Sali. Stał tu już delikatnie mówiąc wkurzony Simon. Uśmiechnęłam się przepraszająco i powiedziałam.
- Zaspałam.
- Cam. Pogadam z tobą dzisiaj inaczej. Jestem twoim mentorem. –Ta, jasne. – Chcę dla ciebie jak najlepiej. I pamiętaj, że nawet jeśli nie wygrasz to będę z ciebie dumny. Doszłaś bardzo daleko. W końcu to jest finał. I nie ma sensu kłócenie się dzisiaj. Zaśpiewaj najlepiej jak potrafisz. – Stałam z rozdziawioną mordą. Ten człowiek pierwszy raz tak ze mną gadał.
Stanęłam na scenie i zaczęłam śpiewać. Dzisiaj szło mi jakoś mniej opornie. Słowa leciały z moich ust czysto i w ogóle. Simon się uśmiechał. Rozumiecie? On się cieszył. Nie podejrzewałam go o to. Nie podejrzewałam tego człowieka, że może być dzisiaj niewymagający. Stał wyluzowany, oparty o ścianę i się uśmiechał. Byłam zadowolona, że choć raz mnie docenił. Chyba. Skończyłam śpiewać. Podeszłam do mojego mentora. Podrapałam się po karku, odgarnęłam włosy i zapytałam się.
- Jak było?
- Rewelacyjnie.
- Pierwszy raz mi to mówisz. Rewelacyjnie?
- Dokładnie. Cam, nie mogłem pozwolić ci spocząć na laurach. To jest moja metoda szkolenia. Wymagam, nigdy nie chwalę. Wydaje się wam wówczas, że za mało umiecie i dajecie z siebie więcej.
- Matko, a myślałam, że mnie nie lubisz. Bo Louis. Wydawało mi się, że postrzegasz mnie jako osobę, która chce coś osiągnąć dzięki sławie swojego faceta. Myliłam się. Nie mam jednak intuicji co do ludzi. – Zaśmiałam się głośno.
- Mam nadzieję, że pójdzie ci rewelacyjnie. Wszystkie piosenki poszły ci bardzo dobrze. I mamy dla was dzisiaj niespodziankę.
- Nienawidzę niespodzianek. Simon! Zlituj się!
- Zmykaj się szykować. Stylistki już na sto procent czekają. Ubierzesz się w strój i przećwiczymy piosenkę jeszcze raz.
- Okej.
Wyszłam z Sali i pokierowałam się do swojego pokoju. Ubrałam się w coś bardziej cywilizowanego. Wybrałam rurki i zieloną bluzę. Miętowe conversy, nieogarnięty kok i byłam gotowa do wyjścia. Pokierowałam się za kulisy. Tam czekała na mnie już stylistka. Mieliśmy całe show zacząć od piosenki Last Christmas. Blondwłosa dziewczyna umyła mi włosy. Z mokrą głową usiadłam na fotelu. Kobieta zaczęła suszyć moje włosy. Lekko wilgotne nawinęła na grube wałki. Siedziałam dalej na fotelu stylistki. Zrobiła mi delikatny makijaż. Oczy podkreślone miałam kreską i tuszem do rzęs. Na powiekach srebrzyste cienie. Wstałam. Podeszłyśmy do wieszaków. Ubrałam przygotowaną dla mnie sukienkę. Była biała, bez ramiączek. Materiał to chyba jedwab. Delikatnie lała się po moim ciele. No dosłownie! Wyglądałam jakby ktoś oblał mnie mlekiem. Do tego doszły czerwone szpilki. Musiałam mieć jakiś akcent. Spowrotem zgarnęli mnie na fotel. Dla podkreślenia wszystkiego pomalowali mi jeszcze paznokcie czerwonym lakierem. Z wałkami na głowie wyszłam zza kulis. Simon już na mnie czekał. Rozmawiał z Cheryl. Gdy ta mnie zobaczyła usta jej się otworzyły. Stała z rozdziawioną buzią. Uśmiechnęłam się i wzniosłam oczy ku górze. Podeszłam do mentora. Ten uśmiechnął się dzisiaj, po raz kolejny i powiedział do Cheryl.
- Mówiłem, że będzie wyglądała niesamowicie.
- Ano mówiłeś. Nie myliłeś się. – Kobieta odpowiedziała mu ze zszokowaną miną. Ja chyba oblałam się rumieńcem.
- To co mogę śpiewać?
- W zasadzie nie ma już czasu. Za piętnaście minut wchodzimy.
Dopiero zauważyłam, że naokoło wszyscy się kręcą. Nagle poczułam się słabo. Zdjęłam szpilki i chwiejnym krokiem udałam się za kulisy. Stylistki ściągały mi wałki, nie zwracałam na to uwagi. Stanęłam przed lustrem. Wyglądałam olśniewająco. Nie poznałam sama siebie. Przełknęłam głośno ślinę. Piosenkę na początku miał zaśpiewać z nami gość specjalny. Simon nie chciał nam powiedzieć kto to. Mieliśmy dowiedzieć się w swoim czasie. Dermot zaczął coś tam gadać. Ja miałam zacząć całe show. Stałam przed drzwiami. Moje nogi były jak z galarety ciągle się trzęsły. Szpilki ciągle się chwiały. Rozbrzmiały pierwsze nuty piosenki. Drzwi zaczęły się rozsuwać. Po raz pierwszy podczas tego programu nie wiedziałam co robić. A ćwiczyliśmy to tyle razy! Tak, teraz miałam ruszyć do przodu. Za chwilę zaczynała się moja solówka. Teraz. Słowa same płynęły z moich ust, choć nie wiedziałam o czym śpiewam. Nawet się chyba uśmiechałam. Skończyłam, drugą część miał śpiewać nasz tajemniczy gość. Sekundy dłużyły się nieubłagalnie. Wtedy usłyszałam znajomy mi głos. Delikatny męski głos. Stałam jak zahipnotyzowana, choć powinnam zacząć zbliżać się do krawędzi sceny. Simon patrzał się na mnie i błagał abym się ruszyła. Nie mogłam. Ten ktoś, kto właśnie skończył śpiewać swoją kwestię podszedł do mnie. Splótł swoje palce z moimi i pociągnął ku krawędzi sceny. Widziałam jak Simon wzrokiem podziękował chłopakowi. Ja nadal byłam zahipnotyzowana. Złapałam tylko moment, gdy śpiewaliśmy wspólnie ostatni refren. Dermot pogadał z chłopakami i zostaliśmy zaproszeni za kulisy. Gdyby on nie trzymał mnie za rękę pomyślałabym, że to sen. Gdy byliśmy już za sceną stanęłam naprzeciwko niego i zaczęłam się wpatrywać w jego niebieskie tęczówki. To naprawdę był on! Wyswobodziłam swoją dłoń z jego uścisku. Spojrzał na mnie zdezorientowany. W tej chwili zdążyłam tylko pisnąć i rzuciłam mu się na szyję. Chyba go dusiłam. On objął mnie mocno w talii. Wiedziałam, że wszyscy się na nas gapią. Odsunęłam się. Ujęłam jego twarz w swoje dłonie i złożyłam na jego miękkich wargach delikatny pocałunek. Znowu poczułam tysiące motyli w brzuchu. Pomiędzy kolejnymi pocałunkami uśmiechałam się. Gdy się od siebie w końcu oderwaliśmy szepnęłam.
- Tak bardzo tęskniłam Tomlinson.
- Ja też Gier. Mamy jeszcze kilka dni dla siebie. A teraz zmykaj. Finał przed tobą. A my za chwilę mamy występ.
- Oj ja też mam chwilę do swojego, a zmieniam tylko sukienkę i buty. – Odwróciłam się w stronę chłopaków, którzy stali ze zdziwionymi minami. Koło blondynka stała fioletowo włosa dziewczyna. Na moje oko dwadzieścia lat. – Hej chłopcy, może przedstawicie mnie swojej koleżance?
- Kate, dla przyjaciół Katie. – Dziewczyna ich uprzedziła.
- Lou? To jest ta Katie? Twoja przyjaciółka oświetleniowiec? – Zapytałam. Mój chłopak tylko skinął głową w potwierdzeniu. – Dużo o tobie słyszałam. – Zwróciłam się do dziewczyny. Znaczy się czytałam.
- Ja o tobie również. – Odparła z nieszczerym uśmiechem Kate. Nie powiem do przyjaciół jej zaliczyć nie mogłam.
- Idę się przebrać. Idziesz ze mną Misiu? – Zapytałam się.
- Z tobą zawsze. – Powiedział ucieszony Hazza i już ruszał w kierunku garderoby.
- Nie do ciebie mówiłam baranie, chodziło mi o Louisa.
- Idę, idę. – Powiedział szeroko uśmiechnięty chłopak i ruszył za mną.

*Katie*
Ze sceny wparowali chłopacy. Louis szedł za rękę z jakąś dziewczyną. Zapewne Camila. Chwilę później stali twarzami odwróconymi do siebie i wpatrywali się sobie intensywnie w oczy. Louis miał tak piękne niebieskie oczy. Nie raz i nie dwa sama w nich zatonęłam. Ona rzuciła się na niego i zaczeli się przytulać. Potem całować. Awww.. nie no normalnie rzygam tęczą. Chłopcy stali ze zdziwionymi minami. Zakochani chwilę później coś do siebie szeptali. Usłyszałam tylko jak Lou mówi.
- … Finał przed tobą. A my za chwilę mamy występ.
- Oj ja też mam chwilę do swojego, a zmieniam tylko sukienkę i buty. –Dziewczyna zapewne chciała spędzić z nim jak najwięcej czasu. Za chwilę, za kilka dni znowu mieli się rozstać. Odwróciła się w naszą stronę. Zaczęła mi się uważnie przyglądać. W końcu zwróciła się do chłopaków. – Hej chłopcy, może przedstawicie mnie swojej koleżance?
- Kate, dla przyjaciół Katie. –Powiedziałam. Wiedziałam, że oni nie są w stanie nic z siebie wydusić. Akurat teraz.
- Lou? To jest ta Katie? Twoja przyjaciółka oświetleniowiec? –Zapytała rudowłosa. Tak, pierwsze co mi się rzuciło w oczy w jej wyglądzie to marchewkowo rude włosy. – Dużo o tobie słyszałam. – Zwróciła się do mnie ze szczerym uśmiechem.
- Ja o tobie również. – Odparłam. Nie wyglądałam chyba zbyt przyjaźnie
- Idę się przebrać. Idziesz ze mną Misiu? – Zapytała się.
- Z tobą zawsze. – Powiedział ucieszony Hazza i już ruszał w kierunku garderoby.
- Nie do ciebie mówiłam baranie, chodziło mi o Louisa. – Rudowłosa zaśmiała się.
- Idę, idę. – Powiedział szeroko uśmiechnięty chłopak i ruszył za nią.
- Oni tak zawsze? – Zapytałam gdy wystarczająco się oddalili.
- Nie, dzisiaj mają jakiś wyjątek. Zwykle się tak do siebie nie kleją. – Odparł zdziwiony jeszcze Hazza.
- Urzekła mnie ta historia.
- A jak ci się podoba nasza Cam? – Zapytał się mnie mulat.
- Wydaje się nudna. Bardzo nudna.
- Wspomnę ci twoje słowa. Gdy zamkniemy ją w jednym domu z Louisem.
Stałam i się śmiałam. Rudowłosej najwidoczniej nie przeszkadzał fakt, że przyjaźnię się z jej facetem. Nie była o niego zazdrosna? Dziwne. Ja to bym była zazdrosna o takiego faceta jak Lou.. Katie ogarnij się i przestań myśleć o Louise jak o swoim facecie! Już raz o tym rozmawialiśmy! Że ja ze swoim sumieniem. Ty i Louis to tylko przyjaciele. I niech tak zostanie. Miłość niszczy przyjaźń. Tak. I zostańmy przy tym. Chwilę później zjawiła się ubrana w czerwone rurki, bluzkę w paski i białe conversy Cam wraz z Louisem. Miała przewieszoną gitarę, chyba akustyczną. Pogadała chwilę z chłopakami i poszła na scenę. Siedziała na wysokim stołku. Zaczęła grać melodię. Do instrumentu miała przytknięty mikrofon. Louis ucieszył się na dźwięki piosenki. Krzyknął na całe kulisy ‘Look after you’. Przybiłam tylko facepalma. Chłopacy zaczęli się śmiać z mojego przyjaciela. On patrzył jak zaczarowany w ekran małego telewizora, na którym była dziewczyna. W jego oczach widziałam miłość. Chciałabym aby takim wzrokiem patrzał na mnie. Wybij go sobie z głowy. Tylko tyle byłam w stanie pomyśleć. I blado się uśmiechnęłam.



Wybaczcie mi, że nie dodałam tego rozdziału wczoraj, ale późno wróciłam do domu i nie miałam czasu go skończyć. Wybaczcie mi też, że jest on troszkę krótszy.. Jest zbyt słodko nie sądzicie? 
Zostaw po sobie ślad! CZYTASZ=KOMENTUJESZ DLA CIEBIE TO TYLKO CHWILA, DLA MNIE MOTYWACJA!

czwartek, 28 marca 2013

Rozdział 53.



Siedziałam już w samolocie. Dochodziła północ. Padałam na twarz, a jednak nie mogłam zasnąć. Czuwałam. Czemu port Angeles było aż tak daleko ja się pytam. Oparłam głowę na zagłówku. Abby spała praktycznie od początku lotu. No tak, to mi się musiało nudzić. Włączyłam sobie wi-fi w telefonie i zaczęłam przeglądać neta. Na początku twitter. Od razu rzuciło mi się w oczy zdjęcie Louisa, które kilka minut temu wrzucił Zayn. Marchewkożerca siedział ze swoim przysmakiem w zębach i z laptopem na kolanach. Wstawiłam na tablicę twitta:.
J (Ja):‘One Direction! A wy co jeszcze nie spicie? Do łóżek! Jutro pierwszy koncert!’
Od razu odpowiedział mi Loueh.
Lo (Louis): ‘A ty co tak późno siedzisz? My tu ćwiczymy. Wzmacniamy głosy.’
J: ‘Ta, już ja widzę te wasze wzmacnianie. To kto przegrywa w Fifę?’
N (Niall): ‘Zayn!’
Lo: ‘Nialler siedź cicho bo się wyda! A ty mi jeszcze nie odpowiedziałaś co robisz tak późną pora.’
J: ‘Lecę.’
Z (Zayn): ‘Gdzie? Do nas?’
J: ‘Do mamy. Odwiedzam ją.’
Lo: ‘To życzę miłego pobytu. Może i nas odwiedzisz..’
J: ‘Jak się nie dostanę wsiadam w pierwszy lepszy samolot i lecę do was!’
Z: ‘O jaka napalona! Lou nie zadowoliłeś jej tej ostatniej nocy chyba..’
N: ‘Hahaha.. Zayn.. Szczere. Louis się obraził.’
J: ‘Loueh, odezwij się! Tak tu pusto bez ciebie.’
Lo: ‘Odzywam się. ‘
J: ‘Loueh.. Nie zostawiaj mnie na ich pastwę!’
Li (Liam): ‘Dołączam!’
J: ‘O matko.. To gdzie Hazza?’
Li: ‘Śpi. Miał dzisiaj bliskie spotkanie z fanką.’
J: ‘Co się stało?’
Lo: ‘Nasza fanka pobiła Hazzę! Rzuciła się na niego krzycząc: On jest mój!’
J: ‘Loueh wrócił!’
Li: ‘Ale bardzo nam przykro. Musimy zwijać. Dzisiaj pierwszy koncert.’
J: ‘No to dobranoc chłopaki. XOXO.’
Lo: ‘Pa kochanie. XOXO.’
N: ‘Dobranoc Cam.’
Z: ‘Dobranoc.’
Li: ‘Pa. Ucałuj ode mnie Abby.’
Skończyliśmy pisać. Oni zapewne poszli spać. Znowu zaczęłam się nudzić. Pisałam z nimi godzinę. Jeszcze trzy do końca lotu. Byłam zmęczona, ale nie mogłam zasnąć. Włączyłam sobie muzykę. Ze słuchawek leciało The Fray – Look after you. Nawet nie wiem kiedy zaczęłam śpiewać. Uśmiechnęłam się pod nosem. Może ją spróbuję zaśpiewać. W zasadzie umiałam grać na gitarze. Jednak leżała ona już bardzo długo w domu mojej mamy. Musiałabym sobie przypomnieć chwyty. No trudno, trzeba to zrobić. Siedziałam i nudziłam się kolejne godziny. Nareszcie stewardessa poinformowała nas, że zaraz lądujemy. Zapięłam pasy. Kilkanaście minut później czekałyśmy już na swoje bagaże. Byłam padnięta. Zasnę w samochodzie. Walizki do nas dojechały. Poszłyśmy szukać mojej mamy. Nie mogłam jednak spokojnie przejść przez lotnisko. Podbiegło do mnie kilka dziewczynek w wieku 12-15 lat. Poprosiły o autograf. Resztką sił coś tam im nabazgrałam na kawałku kartki. Widziałam, że to samo uczyniła moja przyjaciółka. O tej godzinie nie było za dużo ludzi na lotnisku. Moja mama zaczęła nam machać jak wariatka. Podbiegła do nas i mocno uścisnęła. Oczy wyskoczyły mi na wierzch. Pobiegłyśmy, dosłownie, do auta mojej mamy. Ja walnęłam się na tylnie siedzenie, a Abb usiadła z przodu. Ona chociaż trochę spała! No tak, nie moja wina, że nie mogłam zasnąć. Podciągnęłam kolana pod brodę i zasnęłam.
- Cammie! Wstawaj! – Obudziło mnie szturchanie mojej przyjaciółki.
- Co? Gdzie? Jak?
- Już dojechałyśmy. Chodź, wyśpisz się w łóżku.
- Okej.. Nie wyspałam się.
Poszłyśmy do domu. Od razu, bez sciągania butów skierowałam się do swojego pokoju. Położyłam się chyba nawet w nich. Masakra. Zasnęłam jednak momentalnie. Śnił mi się bootcamp. Nie umiałam tańczyć.. Nie umiałam śpiewać. Tak nagle straciłam głos. Masakra. Simon się na mnie dziwnie patrzył, jakby czegoś oczekiwał. Wróciłam do domu. Nie chciałam z nikim rozmawiać. Miałam depresję. Nikt nie mógł do mnie dotrzeć. Ciągle płakałam. Czy to mnie czekało jeśli się nie dostanę? Przecież jestem świetna. Za wysoka samoocena Cam. Chyba jestem świetna. Zerwałam się przerażona. Byłam w ubraniach. Zrzuciłam je z siebie i poszłam do łazienki. Wzięłam zimny prysznic. Skutecznie mnie obudził. W łazience nadal wisiał mój ulubiony satynowy szlafroczek. Wróciłam do pokoju. Stanęłam przed oknem. Pogoda dzisiaj była straszna. Jak zwykle pochmurno. Dobrze, że nie padał deszcz. Wysuszyłam włosy i zaczęłam szukać czegoś do ubrania. Granatowe rurki i jedyna bluza, którą wzięłam w pośpiechu. Czerwona bluza z napisem KEEP CALM AND LOVE LOUIS TOMLINSON. No spoko, naciągnęłam ją na siebie i zeszłam na dół. Wstawiłam wodę na kawę i usiadłam na blacie. Była godzina dziesiąta. Mama w pracy, a Abby jeszcze śpi. Faktycznie na stole leżała kartka, na której napisane było: Cam, ja jestem w pracy. Jedzenie macie w lodówce, pieniądze na komodzie. Chata wolna do 19! Całuski. Mama. Genialnie. Czyli wbijamy dzisiaj na do Miles. Na pewno się ucieszy. Woda się zagotowała. Zalałam kawę. Zrobiłam od razu dwie, bo wiedziałam, że i Abb za chwilę do mnie dołączy. Machałam nogami, które nie sięgały podłogi. Chwile później usłyszałam kroki mojej przyjaciółki. Uśmiechnięta podałam jej kubek kawy. Wzięła go i wypiła jednym duszkiem. Oparła się o blat i zapytała się mnie.
- To co dziś robimy? Jakieś plany? Kino? Kręgle? Teatr?
- Nic z tych rzeczy, mam ciekawszą propozycję.
- Mianowicie?
- Wbijamy do Miles.
- Ona o tym wie?
- Nie, ale się dowie. Spokojnie ma czas.
Godzinę później wyszłyśmy z domu. Musiałyśmy całą drogę przemierzyć spacerkiem. No bo nie będę ciągała za każdym razem swojego samochodu tutaj. A nie było dzisiaj znowu aż tak zimno. Delikatny wiaterek rozwiewał moje włosy. Założyłam kaptur. To samo uczyniła Abby. Kilka minut później byłyśmy pod domem mojej przyjaciółki. Stanęłyśmy przed drzwiami i głośno zapukałyśmy. Chwilę później zjawiła się Miles. Była zaspana. Gdy nas zobaczyła zrobiła wielkie oczy i zaczęła piszczeć. Rzuciła nam się w objęcia i zaczęłyśmy skakać. Zaprosiła nas do domu.

*Miles*
Nie mogłam uwierzyć, że to Cam i Abby. Przecież one powinny być w Londynie i przygotowywać moją przyjaciółkę do X Factora. Mimo wszystko cieszyłam się, że są tutaj. Skakałam jak jakaś wariatka. Nie widziałyśmy się zaledwie miesiąc. Właśnie dostałam SMS’a od Hazziego. ‘Już wstałaś? Jakie plany na dzisiaj? XOXO. H.’ Odpisałam mu. ‘Na razie siedzą u mnie dziewczyny, a potem nie mam pojęcia co będę robiła. XOXO. M.’ Siedziałyśmy u mnie w pokoju, na moim łóżku. No w końcu się odezwałam.
- Co wy mi taką nagłą niespodziankę zrobiłyście? – One tylko wzruszyły ramionami. – Co was sprowadza do Port Angeles?
- Nuda. – Powiedziała krótko Abby.
- A no zapomniałam, że chłopaki są w trasie. – Doskonale o tym wiedziałam.
- Jestem na pół roku skazana na samotność. – Powiedziała pokręcona.
- Miles, bo ja miałabym dla ciebie propozycję, ale nie wiem czy ty chcesz. – Zaczęła Cam.
- Zamieniam się w słuch.
- Wiesz, Abb zostałaby sama te pół roku. Mama nie pozwoli jej się tu przeprowadzić.
- Ale po co miałaby się tu przeprowadzać?
- Aby spędzić więcej czasu z tobą. – Nie ogarniam. – Dobra walnę prosto z mostu. Nie chciałabyś zamieszkać w Londynie?
- Ja.. Nie wiem. Daj mi to przemyśleć. – Powiedziałam zszokowana.
- Okej. – Moja przyjaciółka wyglądała na rozczarowaną.

*Lou*
Siedziałem z chłopakami w Tourbusie. Nudziło mi się. Próby mieliśmy zacząć dopiero za kilka godzin. Do Cam nie zadzwonię, bo znając życie jest czymś akurat zajęta. Postanowiłem się przejść po Sali, na której dziś mamy zagrać nasz pierwszy koncert. Telebimy i wszystko jechało w ciężarówkach wraz z monterami, oświetleniowcami i w ogóle. Budynek był wielki. Wszędzie kręcili się jacyś ludzie. Scena już dawno była rozstawiona. Reflektory zawieszone. Telebimy postawione. Więc dlaczego nie mogliśmy zacząć próby? Na schodach, części naszej scenografii dostrzegłem młodą dziewczynę. Wyróżniała się spośród tłumu. Miała fioletowe włosy, które lekko zakrywała niebieska smerfetka. Ubrana była w oliwkowe bojówki, biały obcisły t-shirt. Na stopach miała czarne vansy. Wyglądała dziwnie. Nagle schowała twarz w dłoniach jakby zaraz miała się popłakać. Widziałem ją pierwszy raz. Podszedłem do niej i usiadłem obok. Słyszałem jej szlochanie. Czyli się czymś smuciła. Dotknąłem ręką jej ramienia i zapytałem się.
- Co się stało?
- No bo do cholery jasnej nic nie działa! Żadna lampka nie chce się zapalić! A dlaczego? Bo te barany porwały kable na ostatnim koncercie. Zapasowych nie mamy.. – Twarz wciąż miała ukrytą.
- Jakie barany? Widzę tylko ludzi.
- No poprzedni oświetleniowcy! Nie dość, że pierwszy raz jestem w trasie z jakimś zespołem to jeszcze wszystko się jebie! Zwolnią mnie jak nic! Powinnam sprawdzić to okablowanie przed wyjazdem.
- Nie zwolnią cię, oni tacy nie są. To też ludzie.
- Tak! Pójdę do sławnego na cały świat One Direction i powiem: No wiecie co tak przez przypadek nie sprawdziłam kabli przed trasą. I teraz koncert nie może się odbyć!
- Trzeba zadzwonić do kogoś. Mamy do koncertu jeszcze kilka godzin.
- Łatwo ci mówić. Ty nie jesteś za to wszystko odpowiedzialny. – Podniosła głowę i spojrzała na mnie. Miała zszokowaną minę. – O kurwa..
- Miło mi, Louis jestem.
- K-k-k-k-k-katie. – Powiedziała łamiącym się głosem.
- Jak to się stało, że taka młoda osoba jak ty dostała taką pracę. Bo ile ty masz lat?
- Dwadzieścia. Skończyłam szkołę energetyczną. Mam doświadczenie. Robiłam za oświetleniowca w teatrze.
- Teatr, jak to staro brzmi. Teraz wszyscy chodzą do kina. Magia wystawania spektaklu na scenie zniknęła. Nie czujesz tego, bo nie widzisz tych emocji, dynamiki. Filmy są coraz sztuczniejsze. – Wyjąłem z portfela wizytówkę znajomego z okolicy. – Zadzwoń do niego. Pomoże ci.
- Ale jak?
- No normalnie. Załatwi ci te kable. Nie ma za co!
- Dzięki!
Wróciłem do Tourbusa. Chłopacy siedzieli jak wcześniej. Nic nie robili, ale to u nich standard.  Wszyscy byliśmy zmęczeni. Dzisiaj pierwszy koncert. Nienawidziłem tras koncertowych, ale decydując się na tę karierę musiałem być o tym świadomy. Lubiłem gdy fanki piszczały na mój widok.  Nie ukrywam, że wówczas ledwo słyszałem, ale miałem satysfakcję z tego, że komuś podoba się to co robię. Trasy koncertowe miały być zwieńczeniem tego wszystkiego, ale również czas rozstania z rodziną, bliskimi. Niby miałem przy sobie chłopaków, ale tam została Camila. Moja piękna. Nagle Hazza przerwał moje głębokie rozmyślania.
- To wreszcie się stanie! Nie będą nas dzieliły tysiące mil. – Chłopak wykonał taniec szczęścia i dopiero zauważył, że gapimy się na niego jak na idiotę. Usiadł i się zapytał. – No co?
- Kto jest pechową wybranką? – Zapytał się go Zayn wystawiając przy tym język.
- Nie muszę wam o niczym mówić! Dowiecie się w swoim czasie.
- No Hazzie nie bądź taki wredny! Zdradź nam te pikantne szczegóły twojego nowego romansu! – Mówiłem do niego błagalnym głosem.
- Nie!
- Haroldzie. No prosimy ciebie bardzo. Zdradź nam chociaż kiedy się poznaliście! – Do akcji wkroczył Liam.
- Jak byliśmy z dziewczynami w Port Angeles.
- Miles?! – Krzyknąłem zdziwiony.
- Nie no! A miałem nikomu nie mówić!
- Lokers! Zacznij myśleć! Ile razy byliśmy w Port Angeles? Ile dziewczyn tam poznałeś? No tak, jedną. To co jesteście razem? – Dopytywał się Zayn.
- Nie, jesteśmy przyjaciółmi. – Odpowiedział smutny Harry.
- Na razie. A teraz zejdźcie z Hazzy. Louis tłumacz się gdzie byłeś.
- Odwiedziłem naszych pracowników na Sali. Mieli małe usterki, ale im pomogłem.
- Jest w tym roku ktoś ciekawy wśród tego towarzystwa? – Zapytał znudzony Niall.
- Tak. Wiecie, że nasz oświetleniowiec ma fioletowe włosy?
- Jaki kretyn.. Ja bym swoich nigdy tak nie pomalował. – Zaczął się śmiać Zayn.
- To ona. Ona ma fioletowe włosy.
- Babka oświetleniowiec, ostro.
Pokręciłem tylko głową i walnąłem się na łóżko. Chłopcy zaczęli spekulować na temat tego jaka ona jest. Czy ostra, czy słodka, czy też zabawna. Wszyscy ciągle gadali, oprócz Nialla, który non stop coś jadł. Katie wydawała się być miła. Uśmiechnąłem się na wspomnienie spotkania z nią. Pierwszego spotkania z naszym nowym oświetleniowcem. Musiała być też szalona. Te jej włosy. Fiolet. Nie każdy odważyłby się na taką zmianę wizerunku. Ona najwyraźniej lubiła się wyróżniać z tłumu. Była na swój sposób piękna. Inna. Louis o czym ty myślisz! Ty masz dziewczynę! Kobietę, z którą jesteś szczęśliwy! Camilę, która jest od ciebie tysiące kilometrów. Tak daleko. A dlaczego by nie spróbować? Mały romans jeszcze nikomu nie zaszkodził, chyba. Ogarnij się Louis! Masz być wierny. Nie ma szansy na skok w bok. Już cię Liam przypilnuje. Chyba. Albo lepiej poprosić o przypilnowanie Hazzę? Liam jest już też osobą wątpliwą. On zdradził Abby. Tak. Hazza to lepszy wybór.

*Camila*
Wracałyśmy do domu. Chciałam napisać do Lou, ale dziewczyny nie dały mi na to ani chwili. Ciągle mnie ciągały, zagadywały. Kilka razy nawet dostrzegłam błysk fleszy. Jeszcze nie dostałam się do X Factora, a już o mnie głośno. Nie z powodu programu, a statusu związku. Dziewczyna Louisa Tomlinsona. Już widzę jutrzejsze nagłówki. Daleko od siebie, a jednak blisko. Camila Gier w bluzie od Louisa. Tak, nawet o tym brukowce skądś wiedzą. Doszłyśmy do mojego domu. Byłam zmęczona. Rzuciłam się na kanapę, nawet nie ściągając butów. Wzięłam do ręki pilota i zaczęłam szukać czegoś ciekawego. Standard. Mimo dziewięciuset programów, nawet na tych muzycznych nic nie było. Odchyliłam głowę do tyłu. Zaczęłam wpatrywać się w sufit. Był niesamowicie biały. Śnieżno biały. Zaśmiałam się zauważając o czym myślę. W telewizji zaczęła lecieć na żywo audycja z koncertu chłopaków. Poszłam do kuchni po kilka marchewek i wróciłam do dziewczyn. Zaczęłam z zainteresowaniem patrzyć się w ekran telewizora. Nie tylko ja. Chłopcy zaczęli od piosenki Live while we’re young. Ja żałowałam, że nie mogę tam być.

Wybaczcie mi, że rozdział taki krótki, ale nie miałam pomysłu jak to opisać. Powiem wam jedynie tyle, że pomiędzy tym a następnym będzie dość spory przeskok czasu. Jak wam się podoba Katie? W zakładce 'Bohaterowie' pojawiła się nowa, a w zasadzie dwie nowe postacie.
Zostaw po sobie ślad! CZYTASZ=KOMENTUJESZ DLA CIEBIE TO TYLKO CHWILA, DLA MNIE MOTYWACJA!

środa, 27 marca 2013

Rozdział 52.


*Cam*
Tourbus właśnie podjechał pod ich dom. W końcu nie zdecydowaliśmy się na przeprowadzkę, coc i tak większość czasu spędzałam tu. W oczach zaczęły mi się kręcić łzy. Nie mogłam się opanować. Oni wyjeżdżali na całe pół roku. To tak dużo czasu. Czułam jak łzy spływają po moich policzkach. Na dodatek miałam dzisiaj casting do X Factora. Był piąta rano jakbyście nie wiedzieli i musiałam zaraz się zbierać. Odwróciłam się na pięcie aby nie patrzeć na pojazd. Louis też nie wyglądał najlepiej. Już nie mówię o Abb i Liamie. Mój chłopak podszedł do mnie i przytulił mocno. Wbiłam palce w jego plecy. Nie chciałam się z nim rozstawać. Ale takie uroki bycia piosenkarzem. Być może i mnie będzie to niedługo dotyczyło. Przytulaliśmy się jeszcze mocniej. Wiedziałam, że musi już wychodzić. Spojrzałam w jego piękne niebieskie oczy. Były zapełnione łzami. Pierwszy raz widziałam płaczącego Louisa. Podniosłam rękę i przetarłam ciecz z jego policzka. Uśmiechnął się lekko. Złączył nasze usta w pocałunek. Jego usta były miękkie. Smak słodki. Zapamiętywałam wszystko jak tylko mogłam. Gdy się od siebie oderwaliśmy to tylko po to, aby zaczerpnąć powietrza. Chłopcy patrzeli na nas i wywracali oczami. Louis spojrzał na mnie i szepnął.
- Nie płacz Marchewo, niedługo się zobaczymy. Obiecuję. Mamy zaproszenie do X Factora. Spotkamy się.
- Ale, to tak dużo czasu. Będę tęskniła.
- Ja też. Będę dzwonił, pisał. Obiecuję.
- Trzymam cię za słowo.
- Idź się pożegnaj z resztą bo nie darują ci, że pożegnałaś się tylko z 1/5 One Direction.
- Nialler, czyść lodówkę codziennie! – Powiedziałam i przytuliłam chłopaka.
- Liam, Opiekuj się nimi.
- Zayn, nie stłucz żadnego lusterka.
- Hazza, zadzwoń do Miles.
- Ale po co? – Zapytał się pokręcony.
- Zrób co mówię. Najlepiej jak będziecie w stanach. Ona przyjedzie do was choćbyście mieli być setki mil dalej.
Zrobiliśmy jeszcze grupowy uścisk i chłopcy wyszli. Uśmiechnęłam się przez łzy i poszłam na górę. Usiadłam na łóżku Louisa, a obok mnie Abby. Oparła swoja głowę na moim ramieniu. Siedziałyśmy tak chwile, gdy przypomniałam sobie o dzisiejszym przesłuchaniu. Pobiegłam do łazienki zrobiłam delikatny makijaż. Ubrałam zielone rurki, bluzkę w czarne paski, miętową marynarkę i czarne szpilki. Przygotowałam sobie te ciuch już wczoraj i tu przywiozłam. Wiedziałam, że nie będę nocowała w domu. Uśmiechnęłam się pod nosem wspominając wczorajszy wieczór.

Loueh siedział z Hazzą i walczyli na spojrzenia. Wszyscy naokoło pękali ze śmiechu. W końcu Hazza nie wytrzymał i zaczął mrugać. Przegrał zakład. Złożył na ustach Liama namiętny pocałunek. Abby siedziała zszokowana całym zajściem. Chwilę później zaczęła się śmiać. Nie podejrzewałam, ze nasz loczek jest do tego zdolny. Następnego wyzwania podjął się Niall i nie kto inny jak znowu Louis. Ten to nie miał dość. Założyli się o tydzień robienia śniadania. Ich wyzwaniem było zjedzenie jak największej ilości marchewek. Żarłok i marchewkożerca się spotkali. Postawiliśmy przed nimi dwie miski pełne przysmaku mojego chłopaka. Zaczęli jeść. Trwało to dziesięć minut, nie dłużej. Wygrał nie kto inny jak Nialler. Louis biedak musiał robić śniadania. Cały wieczór przesiedzieliśmy żartując.

Ubrana już wyszłam do mojej przyjaciółki. Była również gotowa. Zapakowałyśmy się do mojego auta i ruszyłyśmy w drogę. Przypomniało mi się jak kilka miesięcy temu jechałyśmy tak z Niallerem, zaśmiałam się w duszy. Już wiedziałam jakiego stresa wtedy miał mój przyjaciel. Zacisnęłam kurczowo dłonie na kierownicy mojego auta. Aż żałuję, że Abby nie ma prawa jazdy. Zabiję nas jak się będę tak stresowała.. Bądź spokojna Cam, bądź spokojna. Dojechałyśmy na miejsce przesłuchań. Kolejka była długaśna. Kilka dobrych godzin stania. Na szczęście było w miarę ciepło. Zamknęłyśmy auto i stanęłyśmy na końcu kolejki. Nudziło się nam. Abby była przygnębiona.
- Kochanie, co się stało? – Zapytałam.
- Się jeszcze głupio pytasz, chłopaki pojechali. Zostałyśmy same. A ja to w ogóle zaraz będę zupełnie samotna.
- Nie będzie mnie ewentualnie tylko kilka miesięcy.
- A ja będę sama.
-Będę dzwoniła, obiecuję. O ile się dzisiaj dostanę.
- Potem czeka cię jeszcze bootcamp i wizyta w domu jurorów. No i występy na żywo..
- Weź nie strasz, bo zaraz zrezygnuję.
Zaśmiałyśmy się, kolejka się ruszyła. Skróciła się o jednego uczestnika. Czułam się jak na koncercie chłopców. Jednakże ta kolejka była dziesięć razy taka od tamtej. Zaśmiałam się pod nosem. Po pięciu godzinach weszłyśmy do budynku. Byłam setna w kolejce. Genialnie. Wszyscy ćwiczyli piosenki. Zauważyłam, że moja i Abby osoba budzą spore kontrowersje wśród tutaj obecnych. No tak dziewczyna Louisa i dziewczyna Liama. Tak, tych z One Direction. Chcecie autografy? Spoko. Już wyciągam długopis. Będę pisała dopóki ręka mi nie odpadnie, a potem wejdę tam na scenę i zaśpiewam. Mijały godziny, aż nareszcie ktoś wyczytał moje nazwisko. Zdenerwowana podniosłam się i stanęłam przy owej osobie. Zaprowadził mnie gdzieś dalej. Stałam koło Dermota. Zaczęli mi montować jakieś kabelki, słuchawki. Gdy ta osoba skończyła odezwał się do mnie Dermot.
- Hej, Camila. Jak się czujesz przed występem?
- Jestem zestresowana. – Powiedziałam. Wiedziałam, że mnie nagrywają.
- Jesteś zestresowana jakimś tam występem w telewizji? Przecież na co dzień prowadzasz się z One Direction. Nie jest dla ciebie stresem to, że następnego dnia pojawisz się na okładce gazety?
- Przyzwyczaiłam się do obserwowania przez paparazzi.
- Za 30 sekund wchodzisz! – Krzyknął ktoś zza kurtyny. Moje tętno momentalnie podskoczyło.
- Camila Gier, dziewczyna, która notorycznie pojawia się w prasie, a boi się występu przed jurorami i tysiącem osób. – Zaśmiałam się nerwowo. – Powodzenia.
- Nie dziękuję.
Podeszłam do faceta, który przed chwilą krzyczał, że zostało mi tylko 30 sekund.  Chwilę później pchnął mnie na scenę. Żeby nie było musiałam sprawić dobre wrażenie. Uśmiechnęłam szeroko i spojrzałam na widownię. Potem na jurorów. Zarzuciłam swoimi długimi włosami do tyłu. Mój krok był pewny. Mimo tego jak to wszystko wyglądało byłam w głębi duszy przerażona. Kurczowo zaciskałam pięści. Stanęłam na wyznaczonym miejscu i podniosłam wzrok ze swoich butów na jurorów. Louis Walsh się odezwał.
- Przedstaw nam się.
- Nazywam się Camila Gier, mam osiemnaście lat, mieszkam w Londynie.
- Czym się zajmujesz? – Zapytała Cheryl.
- W zasadzie nic nie robię. Można ująć, że jestem uczniem na wcześniejszej emeryturze.
- Emerytura na osiemnastkę, też tak chcę. – Powiedział ze śmiechem Simon.
- Powiedz nam może jeszcze cos o sobie. Od kiedy śpiewasz? – Zapytała z zaciekawieniem Cheryl.
- Śpiewam od zawsze.
- A co cię zmotywowało żeby przyjść do programu? – Ta kobieta była na serio ciekawska.
- Mój chłopak i jego przyjaciele.
- A któż jest twoim chłopakiem? – Zapytał z bananem na twarzy Simon. Ja znając życie oblałam się rumieńcem.
- Louis Tomlinson! – Wydarł się ktoś z widowni. Dziękowałam mu za to głęboko w sercu, nie musiałam odpowiadać.
- W takim razie ja nie oceniam! – Powiedział Simon krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Dlaczego? – Zapytała się go Cheryl.
- To jasne, że będę na tak. Jest dziewczyną jednego z moich chłopców. – Wszyscy na Sali wybuchli śmiechem.
- Więc Cam, bo mogę tak do ciebie mówić? – Pokiwałam tylko głową jako potwierdzenie. – Co nam zaśpiewasz?
- Adelle – Make you feel my love.
- Adele.. Trudny repertuar. Proszę bardzo. – Powiedział Louis.
Nie miałam podkładu. Louis będzie szczęśliwy, że wreszcie postawił na swoim. Śpiewam piosenkę, którą on wybrał. Nabrałam powietrza do płuc i zaczęłam śpiewać. Na Sali była cisza. Aby nie widzieć reakcji jurorów, widowni zamknęłam oczy. Jednak nie mogłam się opanować i chwilę później je otworzyłam. Simon siedział z szerokim uśmiechem na twarzy. Czy ten człowiek kiedykolwiek siedzi poważny? Widownia cierpliwie mnie słuchała. Cheryl i Louis wpatrywali się we mnie zaciekawieni. Śpiewałam dalej, teraz już z otwartymi oczami. Włożyłam w to wykonanie tyle uczucia. Louis uciszył mnie ręką, a ja palcami wolnej ręki przeczesałam sobie włosy. Zaczęła Cheryl.
- Kto cię uczył śpiewać?
- Śpiewam sama z siebie, a tak ogółem to przygotować pomógł mi się Lou. – Powiedziałam lekko skrępowana.
- Simon! Pisz do Louisa, że pomógł się przygotować do programu najprawdopodobniej jednej z najlepszych wokalistek jakie kiedykolwiek słyszałam. – Teraz skierowała się do mnie. – Piosenka wykonana perfekcyjnie. Sama Adelle poszczyciłaby się takim wykonaniem. Nie żartuję. Wokal czysty, głos nieziemski co tu więcej mówić.. Louis?
- Jedno z najlepszych wykonań tej piosenki jakie słyszałem. Tylko martwię się o jedno. Czy dasz radę w branży.
- Co ty Louie gadasz! Dziewczyna na co dzień daje radę z brukowcami a nie dałaby radu u nas? – Cheryl się z nim kłóciła.
- Wy się tutaj nie sprzeczajcie tylko głosujcie. – Wtrącił się Simon.
- Ja jestem na tak. – Odezwała się kobieta. – Louie?
- Tak. Simon?
- Powiedziałem, że nie głosuję!
- Więc moja droga, widzimy się na bootcampie. – Powiedziała Cheryl.
- Dzięki! – Krzyknęłam i pobiegłam za kulisy. Tu stał już Dermot.
- Ona umie śpiewać. – Powiedział z szerokim uśmiechem.
- Zdziwiłbyś się pewnie jakbym nie umiała. – Wybuchłam gromkim śmiechem. 
- Dostałaś przepustkę na bootcamp! Zobaczymy się jeszcze.
- No i prawidłowo.
- Wiedziałaś, ze się dostaniesz?
- Nie. Myślałam, że w ogóle mi nie wyjdzie. Przewidywałam wielką klapę.
- Ale wyszło i widzimy się niedługo!
Pożegnałam się z nim, rozebrali mnie z całego sprzętu. Zaczęłam szukać mojej przyjaciółki. Zdjęłam szpilki i wlazłam na jakiś głośnik. Od razu zauważyłam jej pokręcone włosy. Zaczęłam się przepychać między ludźmi. Wystraszyłam ją przytulając ją od tyłu. Spojrzała na mnie z pytającą miną. Na jej twarzy widziałam strach. Bała się tego, że nie przeszłam? W końcu odezwałam się do niej.
- Bootcamp kochaniutka. Mówi ci to coś?
- Tak! Że idziemy do kawiarni na wielkie lody z bitą śmietaną.
- O tak! Ale chodź najpierw na zewnątrz, muszę zadzwonić do Louisa.
Wyszłyśmy z budynku. Od razu chwyciłam mój telefon i wybrałam numer ukochanego.
- Halo? – Usłyszałam głos. Ten piękny, aksamitny głos.
- Loueh! Dostałam się!
- To bosko! Zaraz zadzwonię do Simona! Właśnie jak cię ocenili?
- Simon nie chciał mnie ocenić po tym jak się dowiedział, że jesteśmy razem. Znaczy wydaje mi się, że wiedział to wcześniej, ale się ze mną droczył. Cheryl była zachwycona, a Louie miał wątpliwości.
- Ale się dostałaś! Jedziesz na bootcamp! Kto cię teraz przygotuje?! Mnie nie ma..
- Louis, dam radę. Śpiewałam jeszcze jedną piosenkę.
- Właśnie, którą piosenkę im zaśpiewałaś?
- Twoja, wygrałeś.
- Wiedziałem, że w ostateczności ją wybierzesz.
- Oj ty zawsze wszystko wiesz. Pan wszechwiedzący.
- Kevin mi to zdradził.
- Od kiedy Kevin jest jasnowidzem? Powiesz ty mi to czy też nie?
- Niestety nie znam odpowiedzi na to pytanie. – Zaśmiałam się.
- Wiesz, że już tęsknię?
- Ja też tęsknię.
- Rzygamy tęczą! – Usłyszałam krzyk w tle. Zaśmiałam się tylko.
- Będę kończyła, bo idę z Abby na ciastko.
- Ja idę grać z chłopakami w Fife. Kocham cię. Pa.
- Też cię kocham. Pa.
Poszłyśmy z Abby do jakiejś kawiarenki. Usiadłyśmy przy stoliku i zaczęłyśmy przeglądać menu. Mnie naszła ochota na ambasadora i caffe latte. Na co miałam ochotę to zamówiłam. Moja przyjaciółka wybrała lody z bitą śmietaną i gorącą czekoladę. Siedziałyśmy w milczeniu. Nie wiedziałam o czym z nią gadać. Wyglądała na lekko smutną. Nie wiedziałam jak ją pocieszyć. Najpierw w trasę wyjechali chłopcy, a teraz ja trafiłam do programu. W końcu do niej powiedziałam.
- Nosek do góry.
- Ale ty wyjeżdżasz.. Znaczy się jak odejdziesz do X Factora. Będę sama.
- Kochana, będę dzwoniła. Bootcamp dopiero za tydzień. Mamy trochę czasu.
- Co mówił Loueh?
- Cieszy się. Ehh, co my bez nich będziemy robiły?
- Może dzisiaj wieczorek filmowy?
- Horror?
- Nie, bo nie będziemy miały się z kogo śmiać. Niallera nie ma.
- To.. Hmm.. Jedziemy do centrum handlowego na zakupy?
- Niedawno byłyśmy. A może zrobimy pizzę?
- Same całej nie zjemy. Nie mamy co bez nich robić.
- Zawsze możemy zrobić coś do czego ich nigdy nie potrzebowałyśmy.
- Oświeć mnie Abby!
- Lecimy do Port Angeles.
- Proszę cię, muszę przygotować piosenkę. Nie wiem czy to dobry pomysł.
- Tylko trzy dni! Damy radę! Wierzę w ciebie! Twoja mama się ucieszy. Zrobimy niespodziankę dla Miles i Jake’a.
- Poczekaj, zadzwonię do mamy czy ma wolne. – Wyjęłam telefon i wybrałam numer.
- Halo? Co się stało Cam? – Usłyszałam zatroskany głos rodzicielki.
- Wiesz wszystko ok. Dawno nie dzwoniłam.
- Faktycznie, trzy dni temu to dawno. O co chodzi? Już po przesłuchaniu?
- Tak. Już po. I ja z Abby chciałybyśmy wpaść na kilka dni.
- Ale co się stało? Nie dostałaś się?
- Dostałam się mamo! Mam tydzień do bootcampu. I my chcemy cię odwiedzić.
- Chłopaki też? Bo nie wiem czy mam lodówkę uzupełnić.
- Chłopaki są w trasie, pojechali dzisiaj.
- I wam tak z nudów chce się tutaj przyjeżdżać?
- No mamy kilka dni. Spokojnie. Ja mamo muszę wrócić do domu się spakować. Złapiemy wieczorny samolot i jutro rano będziemy.
- Napiszę ci później wiadomość, o której jutro będziemy. Ok?
- Okej. To pa, kocham cię córciu.
- Pa mamo. – Rozłączyłam się i powiedziałam do mojej przyjaciółki. – Idziemy się pakować.
Zapłaciłyśmy za zamówienie i pognałyśmy do domu. Po drodze sprawdziłam godziny odlotów. Ten wieczorny miałyśmy o osiemnastej. Na miejscu miałyśmy być o czwartej rano. No to sciągnę mamuśkę z wyrka. Dojechałyśmy do naszego domu i od razu pognałyśmy do swoich pokoi. Miałyśmy zaledwie godzinę. Wrzucałam byle jakie ciuchy. Z zapakowana walizką pobiegłam do auta gdzie czekała na mnie już Abby.

Rozdział ot taki z nudów. Jak wam się podoba?
Zostaw po sobie ślad! CZYTASZ=KOMENTUJESZ DLA CIEBIE TO TYLKO CHWILA, DLA MNIE MOTYWACJA! 

wtorek, 26 marca 2013

Rozdział 51.


Minęło kilka dni odkąd dowiedziałam się, że mam wziąć udział w X Factorze. Siedziałam po turecku na kanapie w swoim mieszkaniu. Zajadałam chipsy. Byłam skazana na siedzenie w samotności. Abby jeszcze spała, a chłopcy pomagali Daddiemu się przeprowadzić. Nasza kochana parka jeszcze się nie pogodziła. Przyjeżdżał do nas tylko Lou. Tak to siedziałyśmy same. Leciały powtórki X Factora z zeszłego roku. Bałam się występu. Może potraktują mnie ulgowo, bo jestem dziewczyną jednego z członków One Direction? Tak, ta informacja już zdążyła rozbiec się po prasie. Wszyscy wiedzieli, że znowu jesteśmy razem. Ale skąd ja się pytam?! Czy zdjęcia gdy razem jedziemy samochodem są wystarczającym dowodem? No i zdjęcia zza kulis koncertu? No może. Publika łyka wszystko jak młode pelikany. Naiwne i głupie. Wracając do X Factora. Louis próbował mnie od kilku dni przygotować. Wybrał jakąś piosenkę Adelle, a ja ciągle stawiałam na Avril Lavigne. Nie doszliśmy na razie do porozumienia. Tą jego piosenkę stale fałszuję, natomiast swoją śpiewam czysto. Powoli traci do mnie cierpliwość. Jestem z siebie dumna. I tak stanie na moim. Uśmiechnęłam się przypominając sobie nasze kłótnie. Zabawne kłótnie. Na schodach usłyszałam kroki, a chwile później za szyję obejmowała mnie Abb. Mruknęłam jakoś tak dziwnie i powiedziałam.
- Dzień doberek!
- Hej Cammie.
- Nie mówiłaś tak do mnie od kilku lat.. Cóż masz za interes?
- Zrobisz śniadanie?
- Od tego jestem. – Powiedziałam uśmiechając się szeroko. – Ale teraz?
- Nie, za jakąś godzinkę. Co dzisiaj robimy?
- Może pojedziemy do chłopaków?
- Jedź sama, ja zostanę w domu. – Powiedziała i poszła do łazienki. Zawibrował mi telefon.
- Halo? – Powiedziałam odbierając.
- Cześć Marchewko! – Nie musiałam zgadywać kto to. Tylko on zwracał się do mnie ‘Marchewko’.
- Co tam potworku?
- W zasadzie nie mam za dużo czasu na gadanie. Mamy do ciebie interes złotko.
- Zamieniam się w słuch.
- Liam wymyślił za moją namową, że zabierze Abby na randkę dzisiaj, tylko wątpię, iż ona zgodziłaby się pójść. Więc wyślę ci później SMS’a z adresem miejsca, w którym się zjawicie. Okej?
- Spoko. Dam radę.
- Muszę kończyć, bo rozniosą mi dom. Liam wariuje! A i przyjdziesz dzisiaj na noc? Nie masz sensu wracać.
- Zostanę. Kocham cię. Pa.
- Też cię kocham. Do wieczora. – Powiedział i się rozłączył. Z łazienki wyszła Abb.
- Kto dzwonił? – Zapytała.
- Louis.
- Co chciał?
- Zaprosił nas dzisiaj wieczorem na imprezę gdzieś. Idziemy?
- Nie, nie chce mi się siedzieć z chłopakami.
- Ale tylko my i Louie.
- Będę wam przeszkadzała.
- Nie gadaj głupot! Idziemy wieczorem na imprezę, nie będziemy się ciągle kisiły w tym domu.
- No dobra. Ale to ostatni raz!
Skakałam z radości jak małe dziecko. Klaskałam w ręce. W końcu Abb wstała i z szerokim uśmiechem złapała mnie za ramiona. Obie wybuchłyśmy śmiechem.  Postanowiłyśmy, że poćwiczymy piosenki. No tak śpiewałam dwie, bo tak. Po raz pierwszy zaśpiewałam Make you feel my love bez fałszu. Zdecydowałam, że może to jednak tą wybiorę na przesłuchania.. Adelle jest trudna do zaśpiewania, zaimponowałabym jurorom. Miałam jeszcze trochę czasu. Dochodziło południe. Zaczęłyśmy się szykować. Louis już mi wysłał SMS’a z adresem miejsca. Było to gdzieś nad Tamizą.  Pociągnełam moją przyjaciółkę na górę.

*Abby*
Cam była na serio szalona. Zabierała mnie na imprezę ze swoim chłopakiem, a ja nie chciałam być piątym kołem u wozu. Odkąd pokłóciłam się z Liamem, od kilku dni unikamy siebie wzajemnie. Co równa się z tym, że rzadziej widuję się z chłopakami. Co równa się z tym, iż moje życie stało się nudniejsze. Od kilku dni wciąż ta sama rutyna. Wstaję, jem, idę spać. Masakra. Tylko tyle mam do powiedzenia. Wyglądałam zapewne jak zombie. Podążałam za Cam. Stanęłyśmy przed szafą. Wyciągnęła ona od siebie Czerwoną, dopasowaną, koronkową sukienkę przed na pół uda. Na plecach miała dość głęboki dekolt. Sięgał prawie do kości ogonowej. Zrobiłam wielkie oczy z miną ‘Że ja mam to ubrać?!’ Nie no w końcu po piętnastu minutach nalegań zgodziłam się. Moja przyjaciółka posadziła mnie na obrotowym fotelu u siebie w pokoju. Zaczęła mi robić make up. Bałam się tego co wyjdzie. Gdy skończyła złapała za prostownicę. Rzadko jej używała, ale wyglądałam dobrze z prostymi włosami. Kręcone sięgały połowy pleców, natomiast wyprostowane prawie pasa. Dała mi jeszcze parę czarnych szpilek z odkrytym palcem. Pozwoliła mi stanąć przed lustrem. Nie poznałam sama siebie. Wyglądałam.. Rewelacyjnie? Miałam delikatny makijaż i krwiście czerwone usta. Przytuliłam przyjaciółkę dziękując jej. Zbliżała się godzina naszego wyjścia, a ona jeszcze nie gotowa! Wepchnęłam ją siłą do łazienki aby się przyszykowała. Ona miała cekinową, szarą sukienkę i czarne lity. Na boku miała zaplecionego kłosa. Wyglądała jak zwykle pięknie.
Zeszłyśmy na dół, zamknęłyśmy dom. Wsiadłyśmy do auta. No dobra, cieszyłam się, że jadę na imprezę i wyglądam jak jakieś bóstwo. Będzie zarywanie! Jupi! Nie, nie mogłam.. Liam. Zapomniałam. Kochałam tego chłopaka, ale ciągle się wzajemnie raniliśmy. Ten związek chyba nie miał sensu. Ehh.. Czym ja się zadręczam. Dopiero teraz zauważyłam, że moja przyjaciółka, zwolenniczka młych torebek ciągnęła dzisiaj ze sobą wielki pakunek. Dziwne, zmienia się. Uśmiechnęłam się pod nosem. Cam zauważyła moja reakcję i się zapytała.
- O co chodzi?
- A o nic, tak tylko zauważyłam, że polubiłaś duże torebki.
- Raz na jakiś czas zdarza mi się taką wziąć.
- To gdzie ten klub?
- Louis wysłał mi adres, jakiś nowy, nad Tamizą.
- Nie słyszałam jeszcze o nim. Dziwne.
- Ja też nie, na sto procent będziesz się świetnie bawić. Masz moje słowo.
- Więc polegam na nim. – Uśmiechnęłam się szeroko. – Smutno ci, że chłopcy jada niedługo w trasę?
- Tak, nawet bardzo. Dopiero co wróciłam, a oni już uciekają. Chciałabym spędzić więcej czasu z Lou, z chłopcami. Ostatnio nie mamy do tego sposobności. Zauważyłaś?
- Tak. Też chciałabym spędzić z Liamaem więcej czasu, ale nasze spotkania zawsze kończą się kłótnią.
- Będzie jeszcze dobrze kochana. Masz moje słowo.
- Już drugie. – Powiedziałam i ponownie się uśmiechnęłam.
- Niedługo nie będziesz ich w stanie policzyć, tyle ci ich nadaję. Jesteśmy na miejscu. – Powiedziała, a ja wysiadłam z auta.
Nie było to jakieś niesamowite miejsce. Śmiało mogę stwierdzić, ze jest to jedna z najbrzydszych części Londynu. Stała tu jakaś stara szopa, no i była trawa, w sumie tyle. Sorki, zapomniałam o drzewach otaczających mnie. Cam stanęła koło mnie i pociągnęła kawałek za rękę. Znalazłyśmy się w ładniejszym już miejscu. Była tu wysypana płatkami róż ścieżka, którą wyznaczały również świeczki. Wszystko tworzyło magiczną atmosferę, ponieważ było już ciemnawo. Cam spojrzała na mnie z uśmiechem. Ma się rozumieć mam iść tą ścieżka? Pożegnałam przyjaciółkę dłonią i ruszyłam dróżką. Wiodła ona wzdłuż rzeki. Woda o tej godzinie była czarna.. Doszłam do miejsca, do którego prowadziła mnie ścieżka. Była ty stara, porośnięta bluszczem altana, którą oświetlały dziś świeczki. Na trawie rozłożony był niewielki koc. Stał nad nim on. Tak myślałam, że jest za to wszystko odpowiedzialny. Podszedł do mnie, złapał w objęcia i złożył delikatny pocałunek na moich ustach. Na chwilę straciłam dech w piersiach. W moim brzuchu wariowało stado motyli. Uwielbiałam to uczucie. Teraz to ja musnęłam delikatnie jego wargi. Uwielbiałam ich smak. Chwilę droczyliśmy się takimi pocałunkami, aż w końcu połączyliśmy je w jeden przepełniony namiętnością. Nasze języki współgrały ze sobą. Cieszyłam się. Oderwaliśmy się od siebie. Chłopak spojrzał na mnie swoimi cudnymi czekoladowymi oczami. Zagłębiłam się w nich. Chwilę później powiedział.
- Przepraszam, czasami za dużo mówię. Nie chciałem żeby tak wyszło. Jestem nieodpowiedzialny, wiem o tym. Wybaczysz mi po raz kolejny?
- Jasne głuptasie! Nie mogę bez ciebie wytrzymać!
- Miałem podobnie. – Uśmiechnęliśmy się do siebie. – Chodź, kolacja stygnie.
Jak się okazało ta bardzo romantyczna kolacja to moja ulubiona pizza. Ucieszyłam się na myśl, że nie będę musiała jeść nic niskokalorycznego. Siedzieliśmy na kocyku na trawie zażerając się przysmakiem. Gdy skończyliśmy położyliśmy się na trawie i zaczęliśmy obserwować niebo. Gwiazdy były takie piękne. Chciałabym kiedyś być blisko jednej z nich. W zasadzie moja ukochana gwiazda leży koło mnie. Wtuliłam się w niego. Kochałam czuć ciepło jego ciała. Przytulił mnie do siebie. Zaczęłam gadać.
- Liam, jak to będzie jak wy pojedziecie? Nie będzie was aż pół roku.
- Damy radę kochanie. Paul nie pozwolił nam was ze sobą zabrać. Przykro mi. Idź z Cam do X Factora.
- Ja nie umiem śpiewać. Ona jest do tego stworzona.
- Wymyślimy coś. Będę przylatywał jak tylko dostaniemy wolne. A poza tym po dwóch miesiącach mamy tygodniową przerwę. Już zostaliśmy zaproszeni do X Factora. Zobaczymy się. Jest jeszcze skype, SMS’y. Będziemy w kontakcie.
- Boję się, że będzie z nami jak z Lou i Cam. Rozstali się wtedy, bo się nie widywali.
- Ta miłość jest silniejsza od wszystkiego. Zobacz. Wybaczyłaś mi moją zdradę.
- I zaczęliśmy się kłócić. Tak jak kiedyś.
- Związek dzięki kłótniom się umacnia. Poznajemy nawzajem siebie. Wiemy co nam nie leży na sercu. Jesteśmy sobie bliżsi. Znamy się lepiej.
- Damy radę. Będziemy silni. Masz rację Liam. Szkoda poświęcać naszą miłość na straty.
- Tak bardzo cię kocham Abby. Byłem taki głupi gdy odszedłem do Danielle. Ciągle nie mogę sobie tego wybaczyć. Wydaje mi się, że na ciebie nie zasługuję.
- Gadasz głupoty. Nikt inny nie zasługuje na mnie bardziej niż ty. A wiesz dlaczego? Bo jesteś wyjątkowy. Jedyny w swoim rodzaju. Nikt mi ciebie nie zastąpi. Powinniśmy wracać.
- Dlaczego?
- Bo te wariaty zaraz zdemolują ci dom!
- Na śmierć zapomniałem, że znowu z nimi mieszkam!
Chłopak objął mnie w pasie i zaczęliśmy zmierzać różaną ścieżką na miejsce, w którym zostawiła mnie moja przyjaciółka. Jak się okazało jeszcze kawałek dalej Auto zostawił Liam. Wsiedliśmy a ja od razu zrzuciłam ze stóp szpilki. Rzuciłam buty na tylnie siedzenie. Moje stopy nareszcie odpoczywały. Nienawidziłam chodzić w szpilkach. Wiem, że wyglądałam w nich dobrze, ale są to najbardziej niewygodnie buty jakie kiedykolwiek nosiłam. E tam buty. Spędziłam boski dzień. Najpiękniejszy wieczór mojego życia. Nie spodziewałam się tego, ze Liam zorganizuje dla mnie coś takiego. Jechaliśmy właśnie do domu. Nie chciałam wracać, ale mus to mus. I tak zostanę dzisiaj na noc u chłopaków. Cam na sto procent siedzi z Lou. Dojechaliśmy pod dom. Światła były pogaszone. Paliło się tylko to w salonie. Wysiadłam z auta. Poczekałam na Liama. Złapał mnie za rękę i ruszyliśmy i stronę domu. Gdy tylko przekroczyliśmy próg usłyszeliśmy krzyki. Przestraszyłam się.
- Louis! Mocniej! Co cię ojciec nie nauczył?!
- Cam! Staram się!
- No pchaj! Pchaj!
- Camila! Nie ucz ojca dzieci robić!
- Jak na razie to my dzieci nie mamy! Chyba, że ja o czymś nie wiem!
- Wiesz o wszystkim kochanie.
- No szybciej Lou! Chcesz żebym tu się na śmierć zanudziła?!
- Camila to jest najszybciej jak potrafię!
- To słabo cię nauczyli!
Spojrzałam z Liamem po sobie zdziwieni. Nasze miny przedstawiały to samo uczucie. Szok. Nie wiem czy chciałam tam wchodzić. Przytuliłam się do niego przestraszona. Nie podejrzewałam mojej przyjaciółki, że może być aż tak głośna podczas gdy jej koledzy śpią na górze. Przecież mogła ich obudzić. Nie miałam pojęcia co robić. Stałam sparaliżowana. Z Liamem usłyszeliśmy szuranie dochodzące z salonu. Wtuliłam się w chłopaka jeszcze mocniej. Wtem naszym oczom ukazała się Cam jadąca na fotelu. Pchał go zdyszany Louis. Gdy zobaczyli nasze miny zaczęli się głośno śmiać. My nadal staliśmy sparaliżowani. Czułam się w jakimś kiepskim reality show. Byłam wkręcona. Camila zeskoczyła z siedzenia, podeszła do nas i się zapytała.
- A wy co macie miny jakbyście ducha zobaczyli?
- Nieważne. A co wy tak w ogóle robiliście? – Zapytałam się.
- Cam chciała pojeździć. Na fotelu. A on stawiał opory. – Odpowiedział zdyszany Lou.
- Zostawić was samych w domu. – Liam pokręcił głową i wybuchł gromkim śmiechem.
- No co? Każdy ma ochotę zaszaleć. – Powiedziała moja przyjaciółka. – A ty moja droga chodź i mi opowiedz jak było na randce.
- Wybacz Cam, ale porywam moją księżniczkę na górę.
- Ej! Ja chciałam poznać szczegóły! Pikantne!
Zdążyła krzyknąć za nami moja przyjaciółka. Chciałam z nią zostać, ale Liam mi nie pozwolił.

*Cam*
- Widzisz jakie chamstwo! Organizujemy im randkę, a oni nawet pikantnych szczegółów nie chcą zdradzić!
- Marchewo nie denerwuj się, jutro nam opowiedzą.
- A odkąd ty mówisz na mnie Marchewo?
- Od dziś. Bo jesteś moją kochaną marcheweczką.
- Jakbym jeszcze miała rude włosy.
- Nie masz, ale jesteś. Chyba musimy odstawić fotel.
- Czyli, że idziemy też spać?
- A chce ci się?
- Nie?
- To odstawiamy fotel i idziemy oglądać film.
Popchnęliśmy fotel na jego miejsce i usiedliśmy przed szafką z filmami. Zaczęliśmy szukać tego odpowiedniego. Nie musiałam się przebierać, bo zrobiłam to kilka godzin temu, aby nam się wygodniej wariowało. Wybraliśmy w końcu film Wpadka. Mieliśmy ochotę na komedię. Rozsiedliśmy się wygodnie na kanapie zakładając nogi na stół. Louis objął mnie swoim ramieniem, a ja się w niego wtuliłam. Zaczęliśmy oglądać. Oczywiście śmialiśmy się do rozpuku. Choć nie wiem z czego. Nawet nie pamiętam kiedy zasnęłam.

*Niall*
Było grubo po północy. Zgłodniałem. Zwlekłam się z łóżka no i miałem deja vu. Wszyscy sterczeli przy schodach i gapili się na coś w salonie. Podszedłem do nich aby zobaczyć o co chodzi. Na kanapie słodko spała nasza kochana parka. Nie chcecie zostać z nimi sami w domu. Bo nie będziecie mogli złapać oddechu. Dziś najpierw smażyliśmy placki w wyniku czego cała kuchnia jest w cieście, potem kąpaliśmy się w basenie, następnie graliśmy w rozbieranego pokera (oczywiście Cam z Louisem nas ograli, na pewno mieli lewe karty), do tego dochodzi jeszcze wojna na spojrzenia, czesanie Harrego, malowanie paznokci. My, czyli ja, Hazza i Zayn zrezygnowaliśmy z siedzenia ze słodką parką gdy padło hasło ‘rajdy na fotelach’. Zszedłem do kuchni. Wziąłem paczkę żelków. Liam się załamie jak tu wejdzie. Przykryłem naszych słodzików kocem i wróciłem do łóżka.

Zbliżamy się nieubłagalnie do wielkiego rozstania! Ciągle zastanawiam się jak to rozegrać. A i jak wam się podoba rozdział?
Zostaw po sobie ślad! CZYTASZ=KOMENTUJESZ DLA CIEBIE TO TYLKO CHWILA, DLA MNIE MOTYWACJA!

poniedziałek, 25 marca 2013

Rozdział 50.


Wpadłam z impetem do domu. Za rękę trzymałam wystraszoną Miles. Za pół godziny musiałyśmy być na lotnisku co graniczyło z cudem. Genialnie, auto zostawiłam wczoraj niedaleko miejsca koncertu. Wzięłam z szafki pierwsze lepsze kluczyki. Miles chwyciła walizkę i zbiegłyśmy na dół do garażu. Chłopaki się do nas dobijali, ale my oczywiście nie odbierałyśmy. Tak! Mieć w dupie facetów i cieszyć się sobą. Kliknęłam przycisk na kluczykach. Moja ostatnia myśl to ‘Harry mnie zabije’. Wskoczyłam jednak szybko to tego pieprzonego auta. Otworzyłam drzwi od garażu i skupiłam się. Nie mogłam rozwalić ulubionego auta Hazzy. Nie jego jaguara. Nie miałam teraz czasu na szukanie kluczyków od auta Louisa. Były one zapewne pod stertą ubrań. Nacisnęłam delikatnie gaz i ruszyłam. Bałam się jeździć tym samochodem. Chłopaki opowiadali mi jak kiedyś wsiadł do niego Liam.. Przez tydzień nie gadał z Hazzą. O jedną głupią przejażdżkę autem. Byłyśmy niedaleko lotniska. Piętnaście minut do wylotu! Dojechałyśmy. Miles złapała za walizkę. Rzuciłam szpilki gdzieś na bok. Zamknęłam auto Harrego i zaczęłyśmy biec w kierunku odprawy. Chłopaki żegnali się właśnie z Jake’em. Pożegnaliśmy się. Chłopaki spojrzeli na mnie pytająco.
- No co zagadałyśmy się. Pogadać już nie można?
- No można, można.. A czym przyjechałyście? – Zapytał Liam, a ja rzuciłam w Harrego kluczykami. Spojrzał na nie.
- Zabiję cię Cam! – Wysyczał i już chciał się na mnie rzucić jednak zasłonił mnie Loueh.
- Jeśli ją tkniesz będziesz miał do czynienia ze mną. – Powiedział.
- Chłopcy uspokójcie się. To tylko.. – Liam spojrzał na kluczyki. – Jaguar Harrego. – przełknął głośno ślinę. Wywinęłam oczami.
- Dobra, tłucz mnie ile chcesz. Zabij mnie.. to tylko auto. – Wyszłam sprzed Louisa. – Najwidoczniej dla niektórych tutaj rzeczy materialne są ważniejsze od przyjaciół. – Harry zacisnął pięści i ruszył w stronę parkingu. Westchnęłam głośno.
- Nie martw się Cam, przejdzie mu, to tylko samochód. – Powiedział do mnie  Lou obejmując mnie.
- A czy ja się martwię? Myślisz, że będę to przezywała jak mrówka okres? O to się mój drogi mylisz. A ten loczek niech się cieszy, że nie rozwaliłam się tym czymś na ścianie. Niedużo mi brakowało.
- Oj biedna Cam. O mało nie zginęła. – Powiedział mój chłopak i dam sobie rękę uciąć, że wystawił język.
- Śpię dzisiaj u siebie! Sam tego chciałeś! – postanowiłam trochę poudawać obrażoną. Ruszyłam przed siebie wyswobadzając się z jego uścisku. Byłam bez butów, ale za to z bardzo elegancką torebką.
Usiadłam na przystanku autobusowym. Zaraz dopadli mnie ci wariaci z Abb. Usiadł koło mnie Lou i zaczął mnie przepraszać. Z trudem utrzymywałam kamienną twarz. Chłopcy mnie otoczyli. Stworzyli barierę. W końcu nie wytrzymałam i wybuchłam śmiechem. Lou patrzył się na mnie zdziwiony. Walnęłam go w ramię. Zaczął się śmiać. Wstałam i poszliśmy do auta chłopców. Przyjechali dzisiaj swoim czarnym busem. Chociaż nie będę się musiała gnieździć z kimś na siedzeniach. Odetchnęłam z ulgą. Usiadłam jak zwykle koło Lou. Słuchaliśmy muzyki. Było nudno. Po jakichś piętnastu minutach dojechaliśmy na miejsce. Postanowiliśmy sobie dzisiaj zrobić dzień lenia. Ja z Lou i z miską marchewek udaliśmy się do jego pokoju. Usiadłam zrezygnowana na łóżku. Przede mną ukląkł Lou. Spojrzał się w moje oczy.
- Nie martw się tak Marchewo, będzie dobrze.. I co się martwisz tym kretynem.
- Bo jest właśnie kretynem! Nie lubię się kłócić z ludźmi! A jeśli dalej będziesz drążył temat to pokłócę się i z tobą..
- Dobra, kończę. Siedzę cicho. – Wydawał się obrażony.
- Przepraszam Lou! Na twe boskie marchewki przepraszam!
Chłopak uśmiechnął się promiennie. Tak uwielbiałam jego zaciesz. Wpatrywałam się w sufit, nie wiedziałam co robić. Tommo oparł swoją głowę na moim ramieniu. Westchnęłam ze szczęścia. Czułam się teraz wyjątkowa. Zaśmiałam się. Znowu, sama z siebie. Ale ze mnie geniusz… Lou spojrzał się na mnie zdziwiony. Pokiwałam tylko głową. Miałam ochotę na coś szalonego. Wiedząc, że miałam teraz Tommo tylko dla siebie rzuciłam się na niego. Zaczęłam go namiętnie całować. Obudziłam w sobie tygrysicę. Chyba za bardzo się wczułam. Po moim ciele rozchodziło się niesamowite ciepło. Wzdrygnęłam się. Louis jeździł swoimi dłońmi po moich plecach. Rysował jakieś nieziemskie kształty. Agresywnie zdjęłam z niego koszulkę, która wylądowała na klamce od drzwi. On nerwowo ściągnął ze mnie swoją koszulkę. Byłam już tylko w szortach i bieliźnie. Rozpinałam właśnie jego pasek. On sięgnął do szuflady aby cos wyjąć. Tym czymś okazała się gumka. Olałam spodnie i wzięłam się za paczuszkę. Lou sam zaczął ściągać portki. Siedziałam z prezerwatywą w zębach gdy ktoś agresywnie szarpnął klamkę. Louis w trakcie sciągania Spodni, ja w szortach i staniku siedziałam na nim. W zębach miałam paczkę z prezerwatywą, którą właśnie zaczynałam otwierać. Oboje byliśmy zszokowani. W drzwiach stał Nialler ze zdziwioną miną. Moja mina musiał być wściekła. Blondynek powiedział tylko ‘sorki’. Wybiegł z pokoju zamykając cicho drzwi. Zerwałam się z Louisa i ruszyłam za farbowanym. Biegłam po korytarzu. Nie było go w jego pokoju. Na dole słyszałam głosy. To tam uciekł. Zbiegłam po schodach. Raptownie zahamowałam i się wywaliłam. Na kanapie siedziała jakaś laska z różowymi włosami. Fuck. Niestety wszyscy usłyszeli walnięcie i się odwrócili. Niall chował się w fotelu. Spojrzałam na niego morderczym wzrokiem. Liam walnął się w głowę, a Zayn wyglądał na zawstydzonego. Podszedł do mnie, pomógł mi wstać i powiedział.
- Cam, chciałbym wam przedstawić Perrie. To moja dziewczyna. – Podrapał się po karku i spojrzał przepraszającym wzrokiem na różowowłosą.
- Hej, jestem Cam. Wybacz mi mój strój.. – Podeszłam do dziewczyny i wyciągnęłam rękę.
- Milo mi cię poznać. Nie przejmuj się, każdy ma ochotę na chwilę relaksu. – Powiedziała z promiennym uśmiechem i puściła do mnie oczko.
- Ale są tacy, którzy potrafią ja przerwać, bo nie umieją pukać. – Powiedziałam i wtedy na dół zszedł Lou bez koszulki z rozpiętym paskiem. Stanął zszokowany gdy zobaczył Perrie i zaczął zapinać spodnie co mu nie wychodziło. Zaśmialiśmy się. Podeszłam do niego i powiedziałam. – Chodź na górę, pomogę ci.
- Jasne, „pomożesz”. – Powiedział Zayn i zaczął śmiesznie ruszać brwiami.
- Pezz, bo mogę tak do ciebie mówić.. Prawda? – Dziewczyna pokiwała tylko znacząco głową. – Zayn opowiadał ci już jak zasnął z Harrym..
- To może idź już pomórz Louisowi.. – Powiedział zawstydzony mulat.
Złapałam marchewkożercę za rękę i pociągnęłam go za sobą na górę. Weszliśmy do jego pokoju. Zaczęłam zapinać jego spodnie. Śmialiśmy się przy tym jak jacyś idioci, nie wiadomo z czego. Wiem, z tego, że Niall nas przyłapał. Lou chwycił swoją koszulkę i ją na siebie naciągnął. To samo ja uczyniłam z również jego koszulką. Tommo chwycił w palce małą paczuszkę leżącą na łóżku i wrzucił ją spowrotem do szuflady, tam gdzie kiedyś leżała. Złapaliśmy się za ręce i zeszliśmy na dół. Poszliśmy do kuchni. Wstawiłam wodę na herbatę. Chłopacy geniusze oczywiście nie zaproponowali Perrie nic do picia. Tego mogłam się po nich spodziewać. Do kuchni wlazł Niall z przepraszająca mina. Zachciało mi się śmiać gdy na niego spojrzałam. Louis już wybuchł swoim cudnym śmiechem. Farbowany się odezwał.
- Przepraszam, że wam przerwałem. Nauczę się pukać Cam. Obiecuję.
- No to się naucz, bo kiedyś ja wbiję ci do pokoju jak będziesz siedział na swojej dziewczynie z gołym fiutem. – Louis parsknął śmiechem gdy mnie usłyszał.
- No okej. Ale wy nie byliście nadzy.
- Jeszcze nie byliśmy, ale właśnie miałam zamiar zakładać gumkę na…
- Czy moglibyście nie rozmawiać o tym teraz? – Zapytał się Liam wpadając do kuchni.
- Spoko. Wytrzymam. – Powiedziałam.
Zalałam herbatę i poszłam z nią do salonu. Louis pomagał mi wszystko nosić. Loczkowatego i Abb z nami nie było. Hazza zapewne obrażał się gdzieś na mieście, albo w swoim pokoju, a Abb była w domu. U siebie. Bo jakby nie była to by tu siedziała. Pezz okazała się bardzo miłą osobą. To już wiedziałam dlaczego Malik ostatnio łaził taki rozmarzony. Mimo, że dziewczyna wyglądała jak landryna to miała pazur. Może przytemperuje różki naszego kochanego mulatka. Wtedy w przedpokoju usłyszeliśmy huk. Zerwałam się szybko i pobiegłam zobaczyć co się stało. Na podłodze leżał zalany Hazza. Zawołałam chłopaków, aby zanieśli go na górę. Gdy to robili oświadczyłam Pezz, że muszę już wracać do domu. Wyszłam z budynku, bez butów i przypomniałam sobie, że auto jest na drugim końcu miasta. Masakra. Stanęłam zrezygnowana przed furtką. Już miałam wracać gdy poczułam, że ktoś mnie obejmuje w pasie. Odwróciłam się z uśmiechem i złożyłam na ustach owego osobnika soczystego buziaka. Lou uśmiechnął się pod nosem. Powiedział.
- Chyba nie masz zamiaru wracać na nogach do domu?
- Właśnie zamierzałam po ciebie pójść.
- To chodź, idziemy do auta. Zawiozę cię. – Pociągnął mnie za rękę i poszliśmy do garażu.
- Co Hazz zrobił z jaguarem? – Zapytałam z przekąsem gdy wyjeżdżaliśmy z budynku.
- Rozwalił na drzewie. – Powiedział Lou i ledwo ukrywał uśmiech.
- No weź przestań! To jest zabawne! Genialny kierowca jednak zawodzi! – Krzyknęłam, a chłopak wybuchł śmiechem.
- Musimy do ciebie jechać? Nie możemy wyskoczyć do kina? – Zapytał z błagalną miną.
- Abby siedzi sama. Potowarzyszymy jej.
- Powinnyście się do nas wprowadzić.
- Chyba sobie żartujesz, Lou? – Powiedziałam zdziwiona.
- Nie, mówię poważnie. Nie musielibyśmy tak kursować pomiędzy dwoma domami.
- Zastanowimy się nad tym. A co do przeprowadzek. Liam się do was nie wprowadza?
- Na razie na to nic nie wskazuje. Nikt mu jeszcze tego nie zaproponował.
- Bo to tak trochę dziwnie wygląda. Wy wszyscy razem, a on sam. Jesteście jednym zespołem.
- Zaproponuje mu to przy najbliższej okazji.
- A wracając do mojej przeprowadzki..
- Czyli się zgadzasz?
- Jeszcze tego nie powiedziałam. Wracając, jeślibym się do ciebie przeprowadziła sądzisz, że twoja szafa pomieści nasze ubrania?
- Zawsze można kupić większą. Co za problem.
- No może i masz rację.. Ale co wtedy z moim domem?
- Boże, Cam dom zawsze można komuś wynająć! W Londynie pełno chętnych.. Zachowujesz się jakbyś nie chciała.
- Chcę, ale się boję..
- Czego?
- Może dla ciebie to nie jest nic wielkiego, ale dla mnie to rewolucja. Nigdy nie mieszkałam jeszcze z facetem.
- Z piątką facetów. – Uśmiechnął się szeroko.
- Z czwórką. Liam jeszcze z wami nie mieszka o ile pamiętam. Dla mnie to coś nowego..
- W zasadzie mieszkasz już u nas. Zobacz ile czasu spędzasz u siebie a ile z nami. Już tak jakby się do nas wprowadziłaś, ale bez ubrań.
- Pogadamy o tym jeszcze w domu ok?
- No dobra..
Dojechaliśmy do miejsca, w  które zmierzaliśmy. Lou wyłączył auto i poszliśmy do środka. Grał telewizor. Tyle słyszałam. Abb zapewne coś oglądała. Nie musiałam ściągać butów. Czekałam aż Lou to zrobi. Ruszał się jak mucha w smole. Postanowiliśmy wystraszyć moja przyjaciółkę, która zajadała popcorn na kanapie. Wbiegliśmy do pokoju drąc się i skacząc. W wyniku tego wszystkiego zawartość miski została rozsypana po całym pokoju. Abb wybuchła panicznym śmiechem. Gdy się uspokoiliśmy usiedliśmy we trójkę na kanapie. Mina mojej przyjaciółki nagle zrzedła. Lou się jej zapytał.
- Co się stało siostro mojego przyjaciela?
- Pokłóciłam się z.. – Brunetka nie dokończyła.
- Z kim? – Zapytałam.
- Z Liamem.
- O co znowu mu chodziło? – Zapytał znudzony powtarzającą się sytuacją Lou.
- No bo niby do siebie wróciliśmy. – Zrobiłam zaskoczoną minę. – Ale, nie układa się tak jak kiedyś. No i Liam powiedział mi jeszcze o tej waszej trasie.. – Louis zaczął wysyłać Abb jakieś sygnały. – Ups..
- Jakiej trasie Lou? – Zapytałam słodko.
- Kochanie, tylko się nie denerwuj. To tylko pół roku..
- Pół roku?! – Wydarłam się.
- Tak samo zareagowałam. Louis wiej gdzie pieprz rośnie. – Powiedziała moja przyjaciółka bez wyrazu.
- Ale kiedy jedziecie? – Zapytałam łapiąc się za głowę.
- Za miesiąc. – Powiedział zdezorientowany chłopak.
- Jak ty to sobie wyobrażasz? Już raz nie wytrzymaliśmy próby odległości. Sądzisz, że tym razem się nam uda?
- Cam, mam silną wole. Poza tym chłopaki już wpadli na pomysł co będziesz robiła przez te poł roku.
- Genialnie! Nawet podejmują za mnie decyzje!
- W zasadzie wysłaliśmy już zgłoszenie. Będziesz musiała tylko zaśpiewać.
- Że co?! Że gdzie?!
- I właśnie za to też opieprzyłam Liama, że daje podejmować chłopakom decyzje za ciebie. – Wtrąciła swoje pięć groszy Abby.
- Jakie zgłoszenie? I gdzie? – Zapytałam słodkim głosikiem. Takim dość udawanym.
- Do X Factora… - Chłopak wyglądał na przestraszonego.
- Zajebie was! Kurwa dajcie mi wiatrówkę! – Już podchodziłam do Louisa z zaciśniętymi pięśćmi.
- Cam, uspokój się. Macie jeszcze wspólny miesiąc, a nie chcesz się znowu kłócić z Louisem. – Mówiła moja przyjaciółka przytrzymując mnie. – Oboje cierpicie jak jesteście pokłóceni. Będziesz później tego żałowała. – Chyba przemówiła mi do rozsądku.
- Czyj to był pomysł? – Zapytałam już normalnie.
- Zayna, Nialla, Liama, Harrego. Słyszeli jak śpiewasz. Jak byli u ciebie jak wróciliśmy z trasy. – powiedział już uspokojony mój chłopak.
- A ty nie odezwałeś się w tej sprawie?
- Stwierdziłem, że to dobry pomysł. Czas ci szybciej zleci. Zobaczysz. Wyjedziemy ty pójdziesz do programu i czas szybko poleci. Znowu się spotkamy.
- A ta cała przeprowadzka po co?
- Bo chcę mieć cię przy sobie. Kocham cię Cam i chcę dzielić z tobą każdą moją chwilę.
- Aww.. rzygam tęczą. – Powiedziała Abb, a my się zaśmialiśmy. – Ale co do przeprowadzki jestem za! Mam dość kursowania między dwoma domami.
- A twoi rodzice Abb? – Zapytałam.
- Nialler wszystko załatwi. O to się nie martwię.
- Zapeszacie, bo mówicie, że się dostanę. – Powiedziałam zdenerwowana. Lou złapał mnie za rękę.
- Kochanie, jesteś niesamowita, powalisz ich na kolana. Co do tego jestem pewny.
- Poł roku.. – Wyszeptałam, a po moich policzkach spłynęły łzy. Momentalnie je wytarłam. – No i o co dalej poszło w waszej kłótni? – Walnęłam z zupełnie innej beczki do Abb.
- No to kłóciliśmy się o tą sytuację z tobą, że on nie pilnuje chłopaków, a powinien, przecież jest Daddy Direction. No a on stwierdził, że skoro tak się kłócimy to może nie powinniśmy dalej tego ciągnąć. – Po policzku dziewczyny popłynęły łzy. Przytuliłam ją z Lou.
- On na pewno tak nie myśli. To w przypływie emocji. Liam taki jest. Jak zaczyna się kłócić to nie wie co gada. – Pocieszał moją przyjaciółkę Lou.
- Dokładnie. Co powiecie na ciasto czekoladowe? Tak na pocieszenie? – Zapytałam.
- Jestem za. – Powiedział Lou.
- Chętnie spożyję trochę kalorii. – Moja przyjaciółka się uśmiechnęła.
- To zamawiamy? – Zapytałam. – Nie mamy nic w lodówce.
- Nawet marchewek.. – Powiedziała Abb.
- Ukradli marchewki! – Wydarł się Louis.  My wybuchłyśmy śmiechem.
Usiedliśmy przed laptopem i zamówiliśmy na sklepie internetowym ciasto czekoladowe z dostawą do domu. Włączyliśmy telewizor. Pogrążyłam się w rozmyślaniach. Muszę później przemówić Daddiemu do rozsądku. Pogadam z nim sobie jak dwoje odpowiedzialnych ludzi. W zasadzie patrząc na nasze zachowanie moglibyśmy być rodzeństwem. Oboje byliśmy ogarnięci. Znaczy on bardzo, a ja w miarę. On lubił wypić na imprezie, a ja i Lou zawsze ich pilnowaliśmy. Może jednak nie moglibyśmy być tym rodzeństwem.. Różniliśmy się. Bardzo. Inna sprawa bałam się tej trasy koncertowej. Bałam się, że znowu oddalimy się z Lou. Że znowu zostanę zraniona, tak jak kiedyś. Jak jakiś czas temu. Obiecałam sobie, że tym razem nie zaniedbam kontaktu z moim chłopakiem. Będę częściej dzwoniła i takie tam. Zależało mi na tym dupku! No przyznam się. To prawda, kłóciliśmy się, ale łączyło nas coś niesamowitego. Miłość. I oby tak zostało.

Zaczynam się rozpisywać  ;D Pasują wam takie długie rozdziały? Mi tam się fajnie je pisze. I kolejne pytanie do was, na które proszę abyście odpowiedzieli. Chcielibyście czytać moje kolejne opowiadanie? Bądź co bądź, ale mam już je troszkę rozpisane. Kilka rozdziałów jest. Nie byłyby one na początku tak długie jak ten, ale byłyby. Co wy na to?
Zostaw po sobie ślad! CZYTASZ=KOMENTUJESZ DLA CIEBIE TO TYLKO CHWILA, DLA MNIE MOTYWACJA!