sobota, 2 marca 2013

Rozdział 27.


*Cam*
Zeszłam na dół. Przy stole w kuchni siedziała już moja mama zajadając kanapkę z szynką. Wyglądała lepiej niż wczoraj. Czyżby moja obecność aż tak jej pomogła? Chyba tak. Wyjęłam z lodówki mleko i postawiłam je w garnku na gazie. Postanowiłam zrobić sobie kakao. Z chłopakami nie raz piłam rano kakao. To był nasz taki rytuał. Na fejsie z telefonu dodałam posta. Niall, Louis, Liam, Abb, Harry, Zayn jak tam kakao beze mnie? Ja swoje właśnie gotuję. I spowrotem zabrałam się za robienie mojego ulubionego napoju. Zagadałam mamę.
- Mamo, ja zaraz wychodzę na godzinę, dwie.
- Dobrze kochanie. – Brzmiała tez już lepiej. – Nie będziesz się kisiła w domu jak jest taka piękna pogoda.
Fakt to fakt, dzisiejszy dzień był niesamowity. Słońce świeciło, a to rzadki widok w tych stronach. Wypiłam kakao i ruszyłam w stronę parku. Miałam do niego rzut beretem, ale wolałam wyjść wcześniej. Jak się później okazało nie tylko ja. Jake siedział już na ławce, naszej ławce, ławce, na której oświadczyłam im, że wyjeżdżam. Podeszłam usiadłam obok niego i powiedziałam.
- Cześć. – powiedziałam przyjaźnie.
- Hej. - Chłopak zmierzył mnie wzrokiem. Fakt, to fakt wyglądałam dziwnie. Miałam na sobie Jedną z pasiastych koszulek Louisa włożoną w spodnie.
- Nie przyglądaj mi się tak tylko coś gadaj. – Śmiałam się sama z siebie wymachując rękoma. Jake zatrzymał wzrok na moim palcu. – Co? – Zapytałam zdziwiona. Wiedziałam jednak, że chodzi mu o tatuaż.
- Masz nowe tatuaże.
- Ach, tak. Piórko. – Pokazałam zakryty stary tatuaż. – I Lou. – Pokazałam palec.
- Kim jest Lou?
- Pytasz się jakbyś nie przeglądał fejsa. – Zaśmiałam się, a chłopak ze mną. – Mój chłopak głuptasie. – Walnęłam Jake’a porozumiewawczo w ramię.
- Tak się składa, że czytam. – Udawał obrażonego.
- A co u ciebie? – Zapytałam spokojnie.
- Stara nuda, nic ciekawego.
- Ale nie po to przyszłam. Chciałam cię przeprosić za tą sytuację w kręgielni, zachowałam się jak dziecko. Przepraszam.
- Powiedzmy, że ci wybaczę. Co będę z tego miał?
- Niedługo będę miała wejściówki na koncert, koncert moich znajomych. Pójdziesz ze mną?
- Bardzo chętnie. – No i nareszcie Jake zaczął się śmiać.
Przesiedziałam z nim całe dwie godziny gadając o byle bzdetach. A jednak przyznam się brakowało mi tego kretyna. Tego kretyna, który kiedyś udawał ze mną związek. I zaczęliśmy się śmiać z naszysz starych czasów. Nie wiedziała, że byłam aż tak głupia. Nigdy więcej nie zgodziłabym się na taki związek. I wtedy dostałam SMS’a.
‘Mogę przyjechać? Jutro? xxLou.’ – Uśmiechnęłam się i zarazem ucieszyłam.
‘Jasne! Poznasz moją mamusię!’ – Odpisałam jeszcze bardziej ucieszona.
‘To widzimy się jutro kociaku’
‘A co się stało, że tak nagle możesz przyjechać?’
‘Paul dał nam kilka dni wolnego, w zasadzie trzy to przyjadę na ten jeden dzionek.’
Nie odpisywałam już. Jake widział znając życie moją niezmiernie ucieszoną twarz. Spoglądał na mnie pytającym wzrokiem. Powiedziałam mu.
- Lou napisał.
- A cóż takiego, że cię to aż tak ucieszyło.
- Przyjeżdża do mnie jutro.
- Och, to wspaniale.
- Taaak.. – Rozmarzyłam się i spojrzałam na zegarek. – Boże, która już godzina! Muszę spadać. Pa Jake!
I pobiegłam w stronę domu. Wleciałam z impetem do domu. Zatrzasnęłam drzwi. Stanęłam przestraszona. Co we mnie wstąpiło? Mama stanęła w przedpokoju i spojrzała na mnie pytającym wzrokiem. Uśmiechnęłam się do niej tylko głupkowato. Musiałam ją jeszcze jakoś poinformować, że jutro przyleci sobie do mnie mój chłopak z Londynu. Tylko jak? Poszłyśmy do salonu i usiadłyśmy na kanapie. Złapałam mamę za ręce i zaczęłam.
- Mamo no bo wiesz, ja będę miała do ciebie pytanko.
- Wal prosto z mostu a nie podchodzisz jak nie wiadomo do czego. – W jej głosie słyszałam poprawę od samego rana.
- No bo pisał do mnie kolega z Londynu..
- Kolega?
- Chłopak.
- Ach, chłopak.
- I pytał się czy może jutro, tak sobie do mnie przylecieć.
- Tak sobie do ciebie przylecieć. Zakładam, ze jest z Londynu?
- Tak. – Odpowiedziałam przestraszona.
- I zakładam, że to dla niego masz ten tatuaż na paluszku. – pomachała teatralnie palcem.
- Tak mamo. – Czułam, że się nie zgodzi.
- I zakładam, ze znając życie chciałabyś z nim spać?
- Niekoniecznie..
- I powiem ci córko tyle. Robcie sobie co tylko chcecie byleby nie za głośno.
- Dziękuję! – Rzuciłam się mamie na szyję. – może przyjść do nas Miles? – Zapytałam mamę w uścisku.
- Miles, zawsze. – Zaczęła się śmiać.
Zadzwoniłam po moją przyjaciółkę, która zjawiła się u mnie niecałe poł godziny później. Siedziałyśmy w kuchni z dwoma kubkami cappuccino. Atmosfera była drętwa. Musiałam zarzucić jakiś temat. Tylko jaki miałam jej tyle do powiedzenia. Nie wiedziałam od czego zacząć.
- Wiesz co? – Zaczęłam.
- Zamieniam się w słuch.
- Pogodziłam się z Jake’m.
- No nareszcie dałaś mu się przeprosić.
- Raczej ja go przeprosiłam.
- Dlaczego? Przecież ty nigdy nie wyciągasz pierwsza ręki.. – Miles wyglądała na zszokowaną.
- Tak jakoś, pomyślałam, że tak wypada.
- Kim jesteś i co zrobiłaś z moją Cam.
- Głuptasie to ciągle ja! Tylko odmieniona przez Louisa. – Zaczęłam się śmiać.
- Ten Louis dobrze na ciebie działa.
- Jesteśmy jak ogień i ogień. Wzajemnie się wzmacniamy.
- Matko, jak ty dziwnie mówisz… Jak nie ty.
- Oj się czepisz, to Louis!
- Koszulka też Louisa?
- Taak. Ale nie o tym mowa, nie zmieniaj ty mi tu tematu!
- Dobrze.. A jak tam twoja mama?
- Na pewno lepiej niż wczoraj, chyba polepszyło jej się dzięki mojej obecności. Widzisz. Działam cuda.
- Zamierzasz jeszcze wracać do Londynu?
- Tak, jak mama wyzdrowieje.
- Sądzisz, że wasz związek, twój i Louisa przetrwa taką odległość?
- Tak, Lou będzie mnie odwiedzał.
- Coś mi się to nie widzi. Myślisz, że będzie kursował między Londynem a Port Angeles?
- Tak, jutro przyjeżdża.
- Jutro?! – Miles wyglądała na zdziwioną.
- Nie mówiłam ci jeszcze? To już wiesz. Lou do mnie jutro przyjeżdża.
- Matko, ale z was wariaci.
- Bo się kochamy. Jak to Lou mówi. Prawdziwa miłość przetrwa wszystko.
- Ty się na serio zakochałaś!
- Nie, tylko żartowałam!- Zażartowałam. - No wiesz ty co żeby we mnie nie wierzyć..
- Będę się już zbierała.
- Tak szybko?
- Noo. Już 21 kochaniutka.
- Już?!
- Tak. No to pa.
- Pa.
Miles wyszła a ja zostałam sama. Cieszyłam się, że jutro przyjedzie do mnie mój Lou. Już jutro się zobaczymy. Nie widziałam go od wczoraj, a tak bardzo się stęskniłam. Brakowało mi jego pięknych oczu, niesamowitego głosu. Wszystkiego. Brakowało mi Louisa. Zasnęłam z myślą, że już jutro będziemy razem.

Nie miałam pomysłu na ten rozdział, wybaczcie ;p Ale mimo wszystko mam nadzieję, że się podoba ;D
Zostaw po sobie ślad! CZYTASZ=KOMENTUJESZ DLA CIEBIE TO TYLKO CHWILA, DLA MNIE MOTYWACJA.

1 komentarz:

  1. czekam na dalsze losy kochaniutka, zajebiste opowiadanko . . . *.*
    A.S. ;P

    OdpowiedzUsuń