środa, 6 marca 2013

Rozdział 31.


*Cam*
 Siedziałam w łóżku. Dzisiaj miał się odbyć koncert chłopaków. Nie chciałam tam jechać. Stwierdziłam jednak, ze chcę zobaczyć moich przyjaciół (odejmij Louisa). Ręce miałam pokaleczone, nie dało się już tego ukryć. No i nie miałam zamiary niczego ukrywać. Chłopcy dobrze wiedzieli co robiłam no i Louis tez powinien widzieć do jakiego stanu mnie doprowadził. Jeśli chciałam zdążyć musiałam wyjechać za dwie godziny. Zadzwoniłam do Jake’a ażeby zapytać się go czy jedzie ze mną. Zgodził się. No i właśnie w taki sposób chciałam utrzeć nosa Louisowi. Pojawiając się z chłopakiem, którego on wręcz nienawidzi. Nie zamierzałam maskować swoich rąk. Od kilku dni układałam też na dzisiaj plan. Ubrałam się w czarne rurki i bokserkę całą w cekinach. Do tego doszły czarne szpilki, makijaż maskujący moje worki pod oczami.
Podjechałam właśnie po Jake’a. Chłopak wsiadł, spojrzał na moje ręce. Powiedział.
- To przez niego?
- Nie przejmuj się, u mnie wszystko okej. – Odpowiedziałam z promiennym uśmiechem.
- Cam, to co masz na rękach nie jest normalne.
- Zamkniesz się czy mam jechać po Miles?
- Aż tyle dla ciebie znaczy?
- Can't love you more than this. (Nie mogę Cię kochać bardziej niż teraz,..).
- Mnie? – Zapytał rozśmieszony mój przyjaciel.
- Cytat z piosenki. – Odpowiedziałam smutno.
- Nie chmurz się, kiedyś będzie lepiej. – Powiedział.
I ruszyliśmy w stronę Seattle. Dojechaliśmy tam dwadzieścia minut przed wpuszczaniem. Staliśmy grzecznie w kolejce. Weszliśmy jako jedni z pierwszych, także mieliśmy miejsce niedaleko sceny. I o to chodziło, miałam być widoczna. Zaczął się koncert. Chłopcy wyszli na scenę. Było widać dystans pomiędzy nimi, a Louisem. Czyżbym to ja była tego powodem? Sam Louis nie wygląda za dobrze. Zaczęli piosenką What makes you beautiful. Ja oczywiście udawałam, ze się świetnie bawię i śpiewałam, tańczyłam razem z tłumem. No dobra przyznam się, bawiłam się dobrze. Zaśpiewali wszystkie piosenki ze swojego albumu oprócz jednej. Na koniec zaśpiewali Moments. Lou gdy śpiewał swoją solówkę w oczach miał łzy. Nie wiem czy tylko ja to zauważyłam.
No i poszliśmy za kulisy. Stanęliśmy gdzieś w środku. Kolejka przenosiła się powoli. Miałam na ustach uśmiech, może sztuczny, ale uśmiech. Jake wydawał się obojątny, jednak wiedziaalm, że jak zobaczy Louisa zacznie wrzeć. Kolejka nieubłagalnie się zbliżała do naszego celu. Mój plan był taki gadać z chłopakami, ale nie zwracać uwagi na Louisa. Mogło się udać. No i doszliśmy. Przedstawilam chłopakom Jake’a i zaczęłam z nimi gadać.
- Co u was?
- W zasadzie dobrze. – Niall zwrócił wzrok na Harrego siedzącego daleko od Louisa.
- U mnie tez. – Zaczęłam teatralnie machać rękoma.
- Właśnie widzę. –Powiedział Zayn patrząc na moje ręce. Poczułam na nich wzrok Louisa.
- Oj tam, oj tam. Wydaje ci się Zayn. – Powiedziałam śmiejąc się. Louis chciał coś powiedzieć gdy ja się wtrąciłam. – Mama się już lepiej czuje.
- To niedługo wrócisz? – Zapytał rozweselony już Harry.
- Nie sądzę Hazza. Dobrze mi tutaj.
- Nie wracasz? – Zapytał zaskoczony Liam.
- Nie martw się, odwiedzę was kiedyś. A tymczasem muszę spadać. Pa.
- Cześć! – Odpowiedzieli chórem, nie usłyszałam tylko melodyjnego głosu Louisa.

*Louis*
No i skończyły się te pieprzone wywiady. Poszedłem do garderoby, oparłem się o ścianę i ukryłem twarz w dłoniach. Nareszcie mogłem zacząć płakać. Harry nie chce ze mną gadać od dnia gdy wróciłem do Eleanor. Ktoś wszedł do garderoby. Zapewne Liam, tylko on był na tyle wyrozumiały i odezwał się do mnie raz na jakiś czas. Przez tą głupią decyzję straciłem dziewczynę, którą ciągle kocham i przyjaciół. Odsłoniłem oczy. Stał przede mną Niall. Pokręcił głową gdy mnie zobaczył i klęknął przede mną. Uśmiechnął się lekko i powiedział.
- Louis, nie możesz siedzieć w dzień koncertu sam w garderobie, chodź z nami na imprezę.
- Wybacz, nie mam ochoty na imprezę.
- Co się z tobą dzieje?
- Załamany jestem, nie widać?
- Właśnie aż za bardzo.
- O co chodzi?
- Ja nie wiem czego chcę.
- Boski Louis Tomlinson nie jest pewny siebie?
- Tak.
- To czemu dzisiaj z nią nie pogadałeś?
- Bo się bałem.
- Czego?
- Ja ją ciągle kocham!
- To dlaczego ją zostawiłeś?
- Niall, to nie jest takie proste jak ci się wydaje.
- Tommo, to jest aż za proste.
- Pomyślałem, że jeśli mam na nią czekać nie wiadomo ile to mogę znowu być szczęśliwy.
- A nie byłeś wcześniej?
- Byłem i to aż za bardzo. Ale dzisiaj zobaczyłem ją z nim, jeszcze taką szczęśliwą i stwierdziłem, że chyba dobrze zrobiłem.
- Louis! Człowieku weź ty się ogarnij! I zrozum ona nie jest szczęśliwa! Pomyśl sobie chociażby dlaczego nie chce wracać do Londynu. Bo ty! Ja z nią gadałem i sam widziałeś..
- Jej ręce..
- To przez ciebie.
- Wiem, myślisz pewnie, że nie żałuję. Niczego teraz bardziej nie pragnę jak cofnięcia tego pieprzonego czasu. – Mówiłem płacząc.
- Louis, to się stało, nie zmienisz tego.
- Wie, ale to boli, tak cholernie boli. I jeszcze nie mam oparcia, Harry ze mną nie gada.
- Dziwisz mu się?
- Nie. Sam pewnie też bym tak zrobił.
- A teraz, ty Louis Tomlinson, zajebisty facet zbierzesz tą swoja zapłakaną dupę w troki i pojedziesz z nami na imprezę. A co do twojego problemu to coś wymyślimy.
- Tu się nie da nic wymyślić, bo ja spieprzyłem całą sprawę. Obiecuję ci, jeszcze nie wszystko stracone.
- Ale my zaczynamy trasę.
- Zerwij z El.
- Słucham?! Ja nie mogę jej zranić, ona mnie kocha.
- Ale zadaj sobie podstawowe pytanie, czy ty ją kochasz?
- Nie. Nasze uczucie się wypaliło.
- Więc po co do niej wróciłeś?
- Czułem się samotny, Cam nie było, czułem się samotny.
- I właśnie przez swoją samotność wszystko spieprzyłeś. Teraz ja Niall Horan będę musiał wszystko naprawiać. Czaisz Lou?
- Czaję. El będzie załamana.
- Nie myślałeś o załamaniu Cam gdy prowadzałeś się za rękę w parku z El. – Pojechał mi.
- Nie pomyślałem, myślałem, że ona będzie tam sobie szczęśliwa z Jake’m.
- Ale uwierz mi, gadałem z nią i nie jest.
- Nie chciała nawet ze mną dzisiaj gadać.
- Dziwisz się jej?
- Znając życie pewnie też bym tak zrobił. To idziemy na tą imprezę?
- Skoro chcesz. – Niall objął mnie ramieniem i uśmiechnięci wyszliśmy z garderoby.
Chłopacy rzucili się na mnie. Wszyscy oprócz Harrego. Wiedziałem, że szybko mi nie wybaczy. Wolałem poczekać. Co do Cam jeszcze jej sobie nie odpuściłem, zamierzałem walczyć. Za kilka miesięcy mieliśmy skończyć trasę. Wtedy będę gotowy na to aby się do niej odezwać. Będę gotowy aby się z nią spotkać. I wtedy pomoże mi Niall. Obiecał mi to. Jeszcze kiedyś będzie dobrze. Mam taką nadzieję.

Wybaczcie mi, że rozdział jest aż taki krótki. Postaram się poprawić. Obiecuję. No i jak podoba się?
Zostaw po sobie ślad! CZYTASZ=KOMENTUJESZ DLA CIEBIE TO TYLKO CHWILA, DLA MNIE MOTYWACJA!

2 komentarze:

  1. A już myślałam, że zrobisz z niego bez dusznego huja, i nie zrobiłaś ...
    Od początku opowiadania miałam złe zdanie o Lou(w tej roli), a ty z niego robisz takiego ... Debila?
    Zamiast bezdusznego, bezuczuciowego chama, ale to twój blog, twoi bohaterowie, ty decyduj jak się potoczy akcja ,a ja będę czytać, świetnie jest!

    Zapraszam na : http://give-a-chance-to-feeling.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. To jest świetne!! Mam nadziej, że Lou będzie z Cam.:) Pisz dalej bo masz naprawdę ogromny talent!!♥♥ Czekam. ;*
    K.

    OdpowiedzUsuń