czwartek, 14 marca 2013

Rozdział 39.


Nadszedł dzień naszego wyjazdu na biwak. Była sobota. Mama nie była za bardzo zadowolona, że jedziemy sami. Znając życie chłopaki zrobili już zapas czegoś mocniejszego. I znowu będzie chlanie. Mieliśmy zabrać się na dwa samochody. Ja swojego nie wzięłam więc do dyspozycji mieliśmy auta Jake’a i Miles. Ja, Lou i Abb jechaliśmy z moja przyjaciółką. Wolałam nie zostawiać Louisa samego, bo ani jedno, ani drugie za nim nie przepadali. Kolejna genialna informacja. W domku cioci Miles mieliśmy do dyspozycji tylko trzy pokoje i dwie kanapy w salonie. No i się już podzieliliśmy. Jako, że ani abb, ani Miles nie chciały spać z chłopakami pójdą do pokoju razem. Ja jestem skazana na spanie z Louisem, Harry z Niallem, a Jake i Zayn na kanapach. Nawet im nie przeszkadzał ten pomysł. I wtedy usłyszeliśmy klakson. Miles i Jake już czekali. Wskoczyliśmy do aut i ruszyliśmy w drogę. Nie było to za daleko. Tylko 50 kilometrów. Na miejsce dotarliśmy po około godzinie. Dzisiaj mieliśmy zrobić balangę na początek dobrej zabawy. Ale to później. Teraz poszliśmy do siebie do pokoi się rozpakować. Ja, Louis i rozpakowywanie równa się mega bajzer w pokoju, ale to nam nie przeszkadzało. A dlaczego bałagan? Bo zaczęliśmy się obrzucać ubraniami.
Po południu Miles zabrała nas na wycieczkę po okolicy. Ale powiedzcie wy mi co tu oglądać? Las? Jak się później okazało w środku buszu był staw. Aha, to do jakiegoś bajorka zapierdzielaliśmy bite dwie godziny? Pocieszenie było jedno, wracamy do domu zaczynamy imprezę. Jak chcecie się pośmiać to powiem wam, że mi i Lou zebrało się na wyznania.
- Wiesz, że jesteś piękna?
- A ty przystojny? I dobry w łóżku. – To drugie zdanie szepnęłam mu na ucho.
- No coś ty. – Louis się zaczerwienił i zaczął śmiać. Wszyscy patrzyli się na nas jak na idiotów.
- I lubię gdy jesteś o mnie zazdrosny. Jesteś wtedy taki męski.
- To będę zazdrosny częściej.
- To wy do cholery jasnej w końcu jesteście parą czy nie?! – Wydarła się z przodu Miley.
- Nie! – Krzyknęłam równocześnie z Louisem i zanieśliśmy się śmiechem.
Po jakimś czasie zaczął padać deszcz. Genialnie, cała zmoknę. Niby Louis oddał mi swoją bluzę, ale dalej mi mokro. On, biedak szedł na krótki rękawek. A do domku jeszcze daleko. Szliśmy. Zmarźlak Lou przytulił się do mnie i szliśmy takie dwa przytulańce. Spojrzał na nas zazdrosny Jake. O co mu do cholery chodziło. Chyba jasno mu wytłumaczyłam, że go nie kocham. Jak coś do mnie czuł powinien zaakceptować moją decyzję, a on co? Ciągle łaził jakiś dziwny. No tak, spójrzcie na Louisa. Zaakceptował to, że chcę czasu. Gdy doszliśmy do domu większość z nas kichała. Zarządziliśmy zbiórkę na dole za poł godziny. Ja pobiegłam na górę się przebrać i wysuszyć włosy. Gdy tylko usłyszałam, ze Lou zatrzasnął drzwi zaczęłam się przebierać. Rozebrałam się do bielizny i zaczęłam po podłodze szukać czegoś do ubrania. Skończyło się na tym, że nie mogłam znaleźć żadnej swojej bluzki i zmuszona byłam ubrać koszulkę w paski Louisa, która ledwo zakrywała mi pośladki. No i doszły zielone rurki. Bosko. Chłopak włożył dresy i podkoszulkę. Zeszliśmy na dół. Wyglądało na to, ze wszyscy już na nas czekali. Usiedliśmy przy stole w kuchni. Zayn poda nam kubki z herbatą. Z prądem. Abby zaczęła gadać.
- A ty Cam znowu w koszulce Louisa?
- Wolałabyś nie wchodzić do naszego pokoju. – Sprostowałam.
- Teraz czy w nocy? Bo w nocy to nie ma zamiaru nikt próbować. – Zaczął się śmiać Zayn.
- Oj uwierz, że wolelibyście nie wchodzić. O ile w ogóle damy wam zasnąć. – Zażartowałam a Jake opluł się herbatą.
- Cam jest dość głośna. – Zaczął się śmiać Louis o przybiliśmy żółwika.
- Ostraa. – Powiedziała Miles.
- Się wie. Tylko o kluczyk bym poprosiła. – Powiedziałam i wyciągnęłam teatralnie rękę.
- A masz. – Miles mi go rzuciła, a ja schowałam go sobie w stanik. Wszyscy wybuchli śmiechem. Wiedzieli, ze ja z Lou robiliśmy sobie jajca. Wiedzieli wszyscy oprócz Jake’a, który nadal siedział z posępną miną.
- Macie ktoś fajki? – Błagalnie spojrzałam na Malika.
- Nie wziąłem. – Smutno odpowiedział.
- Fajki tylko po seksie! – Powiedział Lou i puścił do mnie oczko.
- To ty mi zabrałeś szlugi! – Wydarłam się i rzuciłam się na mojego przyjaciela.
Zaczęliśmy się tarzać po ziemi. Doskonale wiedzieliśmy, że panujemy nad sytuacją. Wszystko było przez nas grane. Łaskotałam Louisa. Wiedziałam, że mnie za to zabije ale miałam w tym momencie wywalone. Zdecydowałam się na bardziej drastyczne kroki. Niebezpiecznie zbliżyłam swoją twarz do twarzy Louisa. Zmyliłam go. Przyssałam mu się do szyi. Ten wariat się śmiał, wiedziałam, ze tak będzie. Odkleiłam się od niego i teatralnie przetarłam usta. Zeszłam i się ukłoniłam. Pomogłam wstać Louisowi. Patrzeliśmy sobie w oczy. On się odezwał.
- Ty zrobiłaś mi malinkę..
- Tak. I jestem z tego bardzo zadowolona.
- Jak ja ci się odpłacę.
- Pocałuj mnie. – Powiedziałam z zacieszniętą miną i spojrzałam na resztę. Siedzieli z minami typu WTF?!
- Chyba śnisz. – Powiedział mega uśmiechnięty.
Wróciliśmy do świata żywych. Usiedliśmy przy stole i zaczęliśmy się śmiać. Wszyscy nadal patrzyli się na nas z minami wtf. Po chwili jednak nas olali i zaczęli o czymś dyskutować. A mi zaczynało się nudzić. Stukałam paznokciami o blat. Obok siedział zasypiający Louis. Ruszyłam do kuchni i przyniosłam flaszkę. Zaczęłam pić prosto z butelki. Wszyscy powtórzyli tą czynność. Stwierdziliśmy, że pora zagrać w prawda czy wyzwanie. Butelka była już opróżniona. Pierwsza kręciłam ja. Trafiło na Abby.
- Prawda czy wyzwanie?
- Prawda.
- Czy gdyby Liam dzisiaj przyleciał tutaj, mówił jak cię kocha i wgl wybaczyłabyś mu?
- Tak, kocham go. – Zakręciła i wypadło na Jake’a. – Hmm?
- Prawda.
- Czemu jesteś zazdrosny o naszą Cam?
- Bo ją kurde kocham. – Zrobiłam minę wow, a on zakręcił. Wypadło na Louisa.
- Prawda.
- Ehh, Dlaczego mnie nie lubisz?
- Patrz wyżej, twoja odpowiedź. – No i Louis zakręcił. Nialler.
- Wyzwanie.
- Wytrzymaj trzy godziny bez jedzenia.
- Da się zrobić. – No i zakręcił. Wypadło na mnie.
- Prawdę poproszę.
- Dlaczego zachowujecie się z Louisem tak swobodnie? Przecież cię zdradził. – Po wyrazie twarzy Louisa widziałam, ze zabolało go pytanie Nialla.
- Bo go do cholery jasnej kocham! Proste no nie? – I zakręciłam. Wszyscy byli zszokowani. Ja trafiłam Zayna.
- Wyzwanie.
- Oddawaj lusterka.
- Oh, niee..  – Wyciągnął jednak z kieszeni błyszczące przedmioty i mi je oddał. Zakręcił. Louis.
- Wyzwanie panie Malik.
- Pocałuj Cam, ale chcę widzieć chemie, tak jak ostatnio u nas!
- No dobra. – Lou spojrzał się na mnie z pytająca miną. Ja zawołałam go tylko palcem. No i złączyliśmy nasze usta w miękki pocałunek. Nasze języki tańczyły. I, że Louis to przerwał. Uśmiechał się jednak głupkowato. Zakręcił. Wypadło na Abb.
- Prawda.
- Kontaktowałaś się z Liamem podczas tych kilku dni?
- Tak. – Odpowiedziała dziewczyna ze skruszoną miną. Zakręciła, Malik.
- Prawda.
- Byłeś kiedyś zakochany?
- Tak, teraz. – Wszyscy się zdziwiliśmy. Zayn był w kimś zakochany. Zakręcił, Miles.
- Prawda.
- Największy sekret?
- Miałam romans z facetem mojej przyjaciółki. – Spojrzała na mnie przepraszającym wzrokiem, a ja mrugnęłam tylko porozumiewawczo, że wybaczam. Riley’a już dawno nie było więc nie miałam za kogo się wściekać. Zakręciła, ja.
- Wyzwanie.
- Pocałuj Jake’a.
- Nie! – Wydarłam się. - Nie będę całowała kogoś kogo nie kocham przy osobie, na której mi zależy.
- Cam, pozwalam ci. – Powiedział Lou, a ja wykonałam zadanie. Nasz pocałunek był krótki, w zasadzie to było tylko cmoknięcie. Zakręciłam. Abby.
- Prawda.
- O czym pisałaś czy gadałaś z Liamem?
- Przepraszał mnie, że tak głupio wyszło.
- Ale mi go kurwa szkoda.. – Powiedziałam udając płacz.
- Cam, chyba wystarczy ci już alkoholu na dzisiaj. – Powiedział Lou i spojrzał mi się w twarz.
- Masz rację, zabierz mnie ze sobą na górę.
Objął mnie w pasie i podniósł z krzesła. Kuśtykałam. Po jednej, dwóch flaszkach? Chłopaki załatwili mocny towar. Lou miał problem przy wprowadzaniu mnie po schodach. W końcu dał za wygraną i wziął mnie na ręce. Byłam teraz jego księżniczką. Niósł mnie jakbym była jego największym skarbem. No bo byłam. Uśmiechnęłam się szeroko. Tylko ja wiedziałam na szczęście o czym myślę. Louis by mnie wyśmiał. Walnęłam się na łóżko. Słyszałam, ze Lou wychodził z pokoju. Wydarłam się.
- A pan gdzie się wybiera?
- No idę na dół jeszcze posiedzieć.
- No weź zostań ze mną. Nie umiem sama zasnąć.
- To zawołam ci kogoś.
- Nie chcę kogoś, chcę ciebie.
- No dobra.
Położył się koło mnie i poszliśmy spać.

Tak, nie musicie mi tego mówić. Rozdział dno!
Zostaw po sobie ślad! CZYTASZ=KOMENTUJESZ DLA CIEBIE TO TYLKO CHWILA, DLA MNIE MOTYWACJA!

2 komentarze:

  1. jakie kurwa dno, to jest zajebiście niesamowite . . czekam kiedy następny . .
    A.S. ;P

    OdpowiedzUsuń