środa, 27 marca 2013

Rozdział 52.


*Cam*
Tourbus właśnie podjechał pod ich dom. W końcu nie zdecydowaliśmy się na przeprowadzkę, coc i tak większość czasu spędzałam tu. W oczach zaczęły mi się kręcić łzy. Nie mogłam się opanować. Oni wyjeżdżali na całe pół roku. To tak dużo czasu. Czułam jak łzy spływają po moich policzkach. Na dodatek miałam dzisiaj casting do X Factora. Był piąta rano jakbyście nie wiedzieli i musiałam zaraz się zbierać. Odwróciłam się na pięcie aby nie patrzeć na pojazd. Louis też nie wyglądał najlepiej. Już nie mówię o Abb i Liamie. Mój chłopak podszedł do mnie i przytulił mocno. Wbiłam palce w jego plecy. Nie chciałam się z nim rozstawać. Ale takie uroki bycia piosenkarzem. Być może i mnie będzie to niedługo dotyczyło. Przytulaliśmy się jeszcze mocniej. Wiedziałam, że musi już wychodzić. Spojrzałam w jego piękne niebieskie oczy. Były zapełnione łzami. Pierwszy raz widziałam płaczącego Louisa. Podniosłam rękę i przetarłam ciecz z jego policzka. Uśmiechnął się lekko. Złączył nasze usta w pocałunek. Jego usta były miękkie. Smak słodki. Zapamiętywałam wszystko jak tylko mogłam. Gdy się od siebie oderwaliśmy to tylko po to, aby zaczerpnąć powietrza. Chłopcy patrzeli na nas i wywracali oczami. Louis spojrzał na mnie i szepnął.
- Nie płacz Marchewo, niedługo się zobaczymy. Obiecuję. Mamy zaproszenie do X Factora. Spotkamy się.
- Ale, to tak dużo czasu. Będę tęskniła.
- Ja też. Będę dzwonił, pisał. Obiecuję.
- Trzymam cię za słowo.
- Idź się pożegnaj z resztą bo nie darują ci, że pożegnałaś się tylko z 1/5 One Direction.
- Nialler, czyść lodówkę codziennie! – Powiedziałam i przytuliłam chłopaka.
- Liam, Opiekuj się nimi.
- Zayn, nie stłucz żadnego lusterka.
- Hazza, zadzwoń do Miles.
- Ale po co? – Zapytał się pokręcony.
- Zrób co mówię. Najlepiej jak będziecie w stanach. Ona przyjedzie do was choćbyście mieli być setki mil dalej.
Zrobiliśmy jeszcze grupowy uścisk i chłopcy wyszli. Uśmiechnęłam się przez łzy i poszłam na górę. Usiadłam na łóżku Louisa, a obok mnie Abby. Oparła swoja głowę na moim ramieniu. Siedziałyśmy tak chwile, gdy przypomniałam sobie o dzisiejszym przesłuchaniu. Pobiegłam do łazienki zrobiłam delikatny makijaż. Ubrałam zielone rurki, bluzkę w czarne paski, miętową marynarkę i czarne szpilki. Przygotowałam sobie te ciuch już wczoraj i tu przywiozłam. Wiedziałam, że nie będę nocowała w domu. Uśmiechnęłam się pod nosem wspominając wczorajszy wieczór.

Loueh siedział z Hazzą i walczyli na spojrzenia. Wszyscy naokoło pękali ze śmiechu. W końcu Hazza nie wytrzymał i zaczął mrugać. Przegrał zakład. Złożył na ustach Liama namiętny pocałunek. Abby siedziała zszokowana całym zajściem. Chwilę później zaczęła się śmiać. Nie podejrzewałam, ze nasz loczek jest do tego zdolny. Następnego wyzwania podjął się Niall i nie kto inny jak znowu Louis. Ten to nie miał dość. Założyli się o tydzień robienia śniadania. Ich wyzwaniem było zjedzenie jak największej ilości marchewek. Żarłok i marchewkożerca się spotkali. Postawiliśmy przed nimi dwie miski pełne przysmaku mojego chłopaka. Zaczęli jeść. Trwało to dziesięć minut, nie dłużej. Wygrał nie kto inny jak Nialler. Louis biedak musiał robić śniadania. Cały wieczór przesiedzieliśmy żartując.

Ubrana już wyszłam do mojej przyjaciółki. Była również gotowa. Zapakowałyśmy się do mojego auta i ruszyłyśmy w drogę. Przypomniało mi się jak kilka miesięcy temu jechałyśmy tak z Niallerem, zaśmiałam się w duszy. Już wiedziałam jakiego stresa wtedy miał mój przyjaciel. Zacisnęłam kurczowo dłonie na kierownicy mojego auta. Aż żałuję, że Abby nie ma prawa jazdy. Zabiję nas jak się będę tak stresowała.. Bądź spokojna Cam, bądź spokojna. Dojechałyśmy na miejsce przesłuchań. Kolejka była długaśna. Kilka dobrych godzin stania. Na szczęście było w miarę ciepło. Zamknęłyśmy auto i stanęłyśmy na końcu kolejki. Nudziło się nam. Abby była przygnębiona.
- Kochanie, co się stało? – Zapytałam.
- Się jeszcze głupio pytasz, chłopaki pojechali. Zostałyśmy same. A ja to w ogóle zaraz będę zupełnie samotna.
- Nie będzie mnie ewentualnie tylko kilka miesięcy.
- A ja będę sama.
-Będę dzwoniła, obiecuję. O ile się dzisiaj dostanę.
- Potem czeka cię jeszcze bootcamp i wizyta w domu jurorów. No i występy na żywo..
- Weź nie strasz, bo zaraz zrezygnuję.
Zaśmiałyśmy się, kolejka się ruszyła. Skróciła się o jednego uczestnika. Czułam się jak na koncercie chłopców. Jednakże ta kolejka była dziesięć razy taka od tamtej. Zaśmiałam się pod nosem. Po pięciu godzinach weszłyśmy do budynku. Byłam setna w kolejce. Genialnie. Wszyscy ćwiczyli piosenki. Zauważyłam, że moja i Abby osoba budzą spore kontrowersje wśród tutaj obecnych. No tak dziewczyna Louisa i dziewczyna Liama. Tak, tych z One Direction. Chcecie autografy? Spoko. Już wyciągam długopis. Będę pisała dopóki ręka mi nie odpadnie, a potem wejdę tam na scenę i zaśpiewam. Mijały godziny, aż nareszcie ktoś wyczytał moje nazwisko. Zdenerwowana podniosłam się i stanęłam przy owej osobie. Zaprowadził mnie gdzieś dalej. Stałam koło Dermota. Zaczęli mi montować jakieś kabelki, słuchawki. Gdy ta osoba skończyła odezwał się do mnie Dermot.
- Hej, Camila. Jak się czujesz przed występem?
- Jestem zestresowana. – Powiedziałam. Wiedziałam, że mnie nagrywają.
- Jesteś zestresowana jakimś tam występem w telewizji? Przecież na co dzień prowadzasz się z One Direction. Nie jest dla ciebie stresem to, że następnego dnia pojawisz się na okładce gazety?
- Przyzwyczaiłam się do obserwowania przez paparazzi.
- Za 30 sekund wchodzisz! – Krzyknął ktoś zza kurtyny. Moje tętno momentalnie podskoczyło.
- Camila Gier, dziewczyna, która notorycznie pojawia się w prasie, a boi się występu przed jurorami i tysiącem osób. – Zaśmiałam się nerwowo. – Powodzenia.
- Nie dziękuję.
Podeszłam do faceta, który przed chwilą krzyczał, że zostało mi tylko 30 sekund.  Chwilę później pchnął mnie na scenę. Żeby nie było musiałam sprawić dobre wrażenie. Uśmiechnęłam szeroko i spojrzałam na widownię. Potem na jurorów. Zarzuciłam swoimi długimi włosami do tyłu. Mój krok był pewny. Mimo tego jak to wszystko wyglądało byłam w głębi duszy przerażona. Kurczowo zaciskałam pięści. Stanęłam na wyznaczonym miejscu i podniosłam wzrok ze swoich butów na jurorów. Louis Walsh się odezwał.
- Przedstaw nam się.
- Nazywam się Camila Gier, mam osiemnaście lat, mieszkam w Londynie.
- Czym się zajmujesz? – Zapytała Cheryl.
- W zasadzie nic nie robię. Można ująć, że jestem uczniem na wcześniejszej emeryturze.
- Emerytura na osiemnastkę, też tak chcę. – Powiedział ze śmiechem Simon.
- Powiedz nam może jeszcze cos o sobie. Od kiedy śpiewasz? – Zapytała z zaciekawieniem Cheryl.
- Śpiewam od zawsze.
- A co cię zmotywowało żeby przyjść do programu? – Ta kobieta była na serio ciekawska.
- Mój chłopak i jego przyjaciele.
- A któż jest twoim chłopakiem? – Zapytał z bananem na twarzy Simon. Ja znając życie oblałam się rumieńcem.
- Louis Tomlinson! – Wydarł się ktoś z widowni. Dziękowałam mu za to głęboko w sercu, nie musiałam odpowiadać.
- W takim razie ja nie oceniam! – Powiedział Simon krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Dlaczego? – Zapytała się go Cheryl.
- To jasne, że będę na tak. Jest dziewczyną jednego z moich chłopców. – Wszyscy na Sali wybuchli śmiechem.
- Więc Cam, bo mogę tak do ciebie mówić? – Pokiwałam tylko głową jako potwierdzenie. – Co nam zaśpiewasz?
- Adelle – Make you feel my love.
- Adele.. Trudny repertuar. Proszę bardzo. – Powiedział Louis.
Nie miałam podkładu. Louis będzie szczęśliwy, że wreszcie postawił na swoim. Śpiewam piosenkę, którą on wybrał. Nabrałam powietrza do płuc i zaczęłam śpiewać. Na Sali była cisza. Aby nie widzieć reakcji jurorów, widowni zamknęłam oczy. Jednak nie mogłam się opanować i chwilę później je otworzyłam. Simon siedział z szerokim uśmiechem na twarzy. Czy ten człowiek kiedykolwiek siedzi poważny? Widownia cierpliwie mnie słuchała. Cheryl i Louis wpatrywali się we mnie zaciekawieni. Śpiewałam dalej, teraz już z otwartymi oczami. Włożyłam w to wykonanie tyle uczucia. Louis uciszył mnie ręką, a ja palcami wolnej ręki przeczesałam sobie włosy. Zaczęła Cheryl.
- Kto cię uczył śpiewać?
- Śpiewam sama z siebie, a tak ogółem to przygotować pomógł mi się Lou. – Powiedziałam lekko skrępowana.
- Simon! Pisz do Louisa, że pomógł się przygotować do programu najprawdopodobniej jednej z najlepszych wokalistek jakie kiedykolwiek słyszałam. – Teraz skierowała się do mnie. – Piosenka wykonana perfekcyjnie. Sama Adelle poszczyciłaby się takim wykonaniem. Nie żartuję. Wokal czysty, głos nieziemski co tu więcej mówić.. Louis?
- Jedno z najlepszych wykonań tej piosenki jakie słyszałem. Tylko martwię się o jedno. Czy dasz radę w branży.
- Co ty Louie gadasz! Dziewczyna na co dzień daje radę z brukowcami a nie dałaby radu u nas? – Cheryl się z nim kłóciła.
- Wy się tutaj nie sprzeczajcie tylko głosujcie. – Wtrącił się Simon.
- Ja jestem na tak. – Odezwała się kobieta. – Louie?
- Tak. Simon?
- Powiedziałem, że nie głosuję!
- Więc moja droga, widzimy się na bootcampie. – Powiedziała Cheryl.
- Dzięki! – Krzyknęłam i pobiegłam za kulisy. Tu stał już Dermot.
- Ona umie śpiewać. – Powiedział z szerokim uśmiechem.
- Zdziwiłbyś się pewnie jakbym nie umiała. – Wybuchłam gromkim śmiechem. 
- Dostałaś przepustkę na bootcamp! Zobaczymy się jeszcze.
- No i prawidłowo.
- Wiedziałaś, ze się dostaniesz?
- Nie. Myślałam, że w ogóle mi nie wyjdzie. Przewidywałam wielką klapę.
- Ale wyszło i widzimy się niedługo!
Pożegnałam się z nim, rozebrali mnie z całego sprzętu. Zaczęłam szukać mojej przyjaciółki. Zdjęłam szpilki i wlazłam na jakiś głośnik. Od razu zauważyłam jej pokręcone włosy. Zaczęłam się przepychać między ludźmi. Wystraszyłam ją przytulając ją od tyłu. Spojrzała na mnie z pytającą miną. Na jej twarzy widziałam strach. Bała się tego, że nie przeszłam? W końcu odezwałam się do niej.
- Bootcamp kochaniutka. Mówi ci to coś?
- Tak! Że idziemy do kawiarni na wielkie lody z bitą śmietaną.
- O tak! Ale chodź najpierw na zewnątrz, muszę zadzwonić do Louisa.
Wyszłyśmy z budynku. Od razu chwyciłam mój telefon i wybrałam numer ukochanego.
- Halo? – Usłyszałam głos. Ten piękny, aksamitny głos.
- Loueh! Dostałam się!
- To bosko! Zaraz zadzwonię do Simona! Właśnie jak cię ocenili?
- Simon nie chciał mnie ocenić po tym jak się dowiedział, że jesteśmy razem. Znaczy wydaje mi się, że wiedział to wcześniej, ale się ze mną droczył. Cheryl była zachwycona, a Louie miał wątpliwości.
- Ale się dostałaś! Jedziesz na bootcamp! Kto cię teraz przygotuje?! Mnie nie ma..
- Louis, dam radę. Śpiewałam jeszcze jedną piosenkę.
- Właśnie, którą piosenkę im zaśpiewałaś?
- Twoja, wygrałeś.
- Wiedziałem, że w ostateczności ją wybierzesz.
- Oj ty zawsze wszystko wiesz. Pan wszechwiedzący.
- Kevin mi to zdradził.
- Od kiedy Kevin jest jasnowidzem? Powiesz ty mi to czy też nie?
- Niestety nie znam odpowiedzi na to pytanie. – Zaśmiałam się.
- Wiesz, że już tęsknię?
- Ja też tęsknię.
- Rzygamy tęczą! – Usłyszałam krzyk w tle. Zaśmiałam się tylko.
- Będę kończyła, bo idę z Abby na ciastko.
- Ja idę grać z chłopakami w Fife. Kocham cię. Pa.
- Też cię kocham. Pa.
Poszłyśmy z Abby do jakiejś kawiarenki. Usiadłyśmy przy stoliku i zaczęłyśmy przeglądać menu. Mnie naszła ochota na ambasadora i caffe latte. Na co miałam ochotę to zamówiłam. Moja przyjaciółka wybrała lody z bitą śmietaną i gorącą czekoladę. Siedziałyśmy w milczeniu. Nie wiedziałam o czym z nią gadać. Wyglądała na lekko smutną. Nie wiedziałam jak ją pocieszyć. Najpierw w trasę wyjechali chłopcy, a teraz ja trafiłam do programu. W końcu do niej powiedziałam.
- Nosek do góry.
- Ale ty wyjeżdżasz.. Znaczy się jak odejdziesz do X Factora. Będę sama.
- Kochana, będę dzwoniła. Bootcamp dopiero za tydzień. Mamy trochę czasu.
- Co mówił Loueh?
- Cieszy się. Ehh, co my bez nich będziemy robiły?
- Może dzisiaj wieczorek filmowy?
- Horror?
- Nie, bo nie będziemy miały się z kogo śmiać. Niallera nie ma.
- To.. Hmm.. Jedziemy do centrum handlowego na zakupy?
- Niedawno byłyśmy. A może zrobimy pizzę?
- Same całej nie zjemy. Nie mamy co bez nich robić.
- Zawsze możemy zrobić coś do czego ich nigdy nie potrzebowałyśmy.
- Oświeć mnie Abby!
- Lecimy do Port Angeles.
- Proszę cię, muszę przygotować piosenkę. Nie wiem czy to dobry pomysł.
- Tylko trzy dni! Damy radę! Wierzę w ciebie! Twoja mama się ucieszy. Zrobimy niespodziankę dla Miles i Jake’a.
- Poczekaj, zadzwonię do mamy czy ma wolne. – Wyjęłam telefon i wybrałam numer.
- Halo? Co się stało Cam? – Usłyszałam zatroskany głos rodzicielki.
- Wiesz wszystko ok. Dawno nie dzwoniłam.
- Faktycznie, trzy dni temu to dawno. O co chodzi? Już po przesłuchaniu?
- Tak. Już po. I ja z Abby chciałybyśmy wpaść na kilka dni.
- Ale co się stało? Nie dostałaś się?
- Dostałam się mamo! Mam tydzień do bootcampu. I my chcemy cię odwiedzić.
- Chłopaki też? Bo nie wiem czy mam lodówkę uzupełnić.
- Chłopaki są w trasie, pojechali dzisiaj.
- I wam tak z nudów chce się tutaj przyjeżdżać?
- No mamy kilka dni. Spokojnie. Ja mamo muszę wrócić do domu się spakować. Złapiemy wieczorny samolot i jutro rano będziemy.
- Napiszę ci później wiadomość, o której jutro będziemy. Ok?
- Okej. To pa, kocham cię córciu.
- Pa mamo. – Rozłączyłam się i powiedziałam do mojej przyjaciółki. – Idziemy się pakować.
Zapłaciłyśmy za zamówienie i pognałyśmy do domu. Po drodze sprawdziłam godziny odlotów. Ten wieczorny miałyśmy o osiemnastej. Na miejscu miałyśmy być o czwartej rano. No to sciągnę mamuśkę z wyrka. Dojechałyśmy do naszego domu i od razu pognałyśmy do swoich pokoi. Miałyśmy zaledwie godzinę. Wrzucałam byle jakie ciuchy. Z zapakowana walizką pobiegłam do auta gdzie czekała na mnie już Abby.

Rozdział ot taki z nudów. Jak wam się podoba?
Zostaw po sobie ślad! CZYTASZ=KOMENTUJESZ DLA CIEBIE TO TYLKO CHWILA, DLA MNIE MOTYWACJA! 

2 komentarze:

  1. Dziewczyno jesteś niesamowita, stwierdzam zakochanie w twoim blogu . . <3
    A.S. ;p

    OdpowiedzUsuń
  2. Swietny! Kocham to opowiadanie :D Weny :*

    OdpowiedzUsuń