wtorek, 4 czerwca 2013

Epilog.

*osiem miesięcy później*
Właśnie kończyłam mierzyć sukienkę na jutrzejszą galę. Uśmiechnęłam się do Simona. On odwzajemnił uśmiech. Czyli wyglądałam przyzwolicie. Złapałam swoje czarne włosy (nie pytajcie, znowu przefarbowałam) i związałam je w wysoki kucyk. Zdjęłam kremowa sukienkę i powiesiłam ją na wieszaku. Naciągnęłam na nogi jeansowe rurki, założyłam białą bokserkę i koszulę w granatową kratę. Pożegnałam się z mentorem i poszłam do podziemnego garażu. Wyciągnęłam z torebki kluczyki od mojego tymczasowego auta. Oparłam głowę na zagłówku. ‘Już jutro.’ od dwóch miesięcy siedziałam w studiu nagraniowym i przygotowywałam nowe kawałki. Znaczy się ćwiczyłam głos. Nocowałam u Simona. Okazał się bardzo łaskawy odkąd wróciłam. Jest dla mnie jak ojciec. Ale dzisiaj postanowiłam się od niego wyprowadzić. Jechałam doskonale znaną mi drogą. To tu kiedyś, osiem miesięcy temu mieszkałam. Zatrzymałam się przed domem Tay. Wolałam najpierw pójść do niej. Przez chwilę się zawahałam. Wyjęłam kluczyk ze stacyjki i wysiadłam z samochodu. Zaczęłam bawić się kluczami. W celu kamuflażu rozpuściłam włosy i ukryłam za nimi twarz. Podeszłam chodniczkiem do drzwi. Zaczęłam chwiać się do przodu i do tyłu. Głośno westchnęłam. Zapukałam do drzwi. Tay krzyknęła. ‘Chwileczka!’ Uśmiechnęłam się gdy usłyszałam jej głos. Cieszyłam się, że wracam. Energicznie szarpnęła drzwi. Na początku miała szeroki uśmiech na twarzy. Zamarła gdy mnie zobaczyła. Posłałam jej nieśmiały uśmiech. Uśmiechnęła się również do mnie i zaczęła mnie dusić. Wciągnęła mnie do środka. Wtedy dopiero zaczęła krzyczeć.
- Cam! Jak ja cię dawno nie widziałam! Opowiadaj co u ciebie!
- Moment, może usiądę. – Odpowiedziałam śmiejąc się.
- Spoko, spoko. Chodź do salonu. – Pociągnęła mnie za sobą. Usiadłyśmy na jej kanapie. – Opowiadaj. Gdzie pojechałaś?
- Byłam w Port Angeles. Na początku dwa tygodnie zatrzymałam się u Jake’a a potem wprowadziłam się do mamy.
- To dlatego Lou cię nie znalazł. Wiesz, że cię szukał?
- Wiem. Mama mi mówiła, że był u niej. – Zrobiło mi się trochę smutno.
- Ale.. Pogodziłaś się z tym? – Zadała mi to pytanie jakby się trochę wstydziła.
- Tak. Musiałam. Przecież nie rzucę się z mostu. – Zaśmiałam się. – Co u chłopaków?
- Zayn zszedł się z Perrie. Harry i Miles są razem, Liam i Abby oni…
- Nie gadaj, że się rozeszli! – Krzyknęłam przestraszona.
- Nie! Coś ty! Pojechali razem na wakacje. A Niall. Hmm. Poznał Demi i zostali przyjaciółmi.
- A Lou? Co u Lou? – Byłam ciekawa, nie ukrywam.
- Nic. Pogodził się z tym, ze ciebie nie było. Daje radę.
- Chyba niepotrzebnie wróciłam. Ma kogoś?
- Nie ma nikogo. El za tobą bardzo tęskni.
- Rozmawiałam z nią pół roku temu, złożyłam jej życzenia. – Wróciłam pamięcią do tego momentu. Odwiesiłam się. – Mam do ciebie małą prośbę. Mogę się u ciebie zatrzymać na jakiś czas? Kupię coś za kilka dni. Nie chciało mi się niczego szukać, a jutro gala..
- Idziesz na galę?
- Tak, Simon mi kazał. Muszę znowu pojawić się w mediach. Nie było mnie osiem miesięcy.
- Ja też idę. Zabierzemy się razem. I oczywiście, że możesz zatrzymać się u mnie. Limuzyna podjedzie jutro o siedemnastej. Mam nadzieję, że zdążysz.
- Tak, muszę załatwić dzisiaj jeszcze tylko kilka spraw. Wrócę przed północą.
- Spoko, nie będę patrzała na zegarek.
Przez chwilę wahałam się. Znowu. Nie było mnie tak długo i teraz postanowiłam sobie wrócić jak gdyby nigdy nic. Chodziłam w tą i z powrotem pod drzwiami mojego starego domu. Bałam się zapukać. A co jeśli mnie zwyzywa? Nie, ona taka nie jest. Na pewno. Dasz radę Cam. Musisz wrócić do normalności. Mój palec spoczął na dzwonku. W środku rozbrzmiał dźwięk. Stoję chwilę nikt nie otwiera. Odwróciłam się tyłem do wejścia. Może jej nie ma już miałam iść gdy za mną odezwał się męski głos.
- Słucham panią? – Podskoczyłam ze strachu. Nie wierzę. Odwróciłam się gwałtownie.
- Niall?!
- Cam?! Co ty tutaj robisz?
- No wróciłam. Obiecałam, że wrócę. Jak chcesz to mogę odejść. Chyba przeszkodziłam. – No tak. Chłopak był w jeansach bez koszulki.
- Kochanie kto przyszedł. – Usłyszałam za blondynkiem głos El.
- Cam... – Odpowiedział zszokowany chłopak.
- Jak to Cam? – Eleanor nie mogła mu uwierzyć i wyjrzała mu przez ramię.
- Ale ja już idę. Chyba przeszkadzam. – Powiedziałam i się odwróciłam.
- Nie! – Poczułam na ramieniu dłoń mojej przyjaciółki. Odwróciłam się do niej przodem. Miała na sobie satynowy szlafroczek. – Wejdź do środka. Tak bardzo tęskniłam. – Przytuliła mnie. Paparazzi, jarajcie się, wróciłam.
Weszłam do środka już nie mojego domu. Dałam go w prezencie dla El. Nie odstępowała mnie ona na krok. Usiadłyśmy razem w salonie. Ona wygoniła Nialla aby zrobił herbatę. Patrzyła się na mnie i się uśmiechała. Zagarnęła mój niesforny kosmyk włosów za ucho. Uśmiechnęłam się. Nie wiedziałam o czym z nią rozmawiać. Ale jej widocznie wystarczało patrzenie się na mnie i cieszenie się z mojej obecności. nie powiem, że mnie to nie cieszyło. Nawet bardzo. Nareszcie ją miałam przy sobie. Miałam przy sobie część moich przyjaciół. Jeszcze Nialler. Oby nie powiedział Louisowi, że wróciłam. Nie chcę mu komplikować życia. Już nie. Nauczyliśmy się żyć bez siebie. No to i wytrzymamy bez siebie. Może i lepiej dla nas po takim rozstaniu. Nasze wgapiwanie się w siebie przerwał blondynek.
- Może porozmawiamy dziewczyny? Nie będziemy tak chyba ciągle siedzieli. – Przez ten cały czas nie zauważyłam jego obecności.
- Ach, tak. – Odparła swoim rozkosznym głosem Eleanor.
- Gdzie byłaś Cam przez ten cały czas? – Zapytał się mnie Niall.
- W Port Angeles. – Powiedziałam krótko.
- I myślisz, ze wracasz tak po prostu jak gdyby nigdy nic? Wiesz ile wszyscy włożyliśmy wysiłku żeby ciebie znaleźć? Louis był załamany. I myślisz, że jak wróciłaś to wszystko znowu będzie okej? – Trafił w mój czuły punkt.
- Niall! Mógłbyś być trochę milszy! Postaw się w jej sytuacji. Prosiła nas żebyśmy jej nie szukali! Ale my się nie posłuchaliśmy! Nie obwiniaj jej o to! Nie wiesz co się działo z jej psychiką, bo nie jesteś kobietą! Czasami zachowujesz się jak bachor! Mam ciebie dość!
- Nie El. Skoro chce wyjaśnień to je otrzyma. Nie, nie myślę, że wszystko będzie okej. Wiem, ze ułożyliście sobie życie na nowo. Nie mam zamiaru zaraz jechać do Louisa. Najwidoczniej nawet z El nie mogę pogadać, bo ty zaraz knujesz w tym jakiś podstęp. Nie takiego Nialla znałam. Nie taki Niall był moim przyjacielem. – Zranił mnie i to mocno.
- Był? Przepraszam Cam.. – Powiedział ledwo słyszalnie.
- Kurwa Niall! I co narobiłeś?! Zepsułeś wszystko idioto! Musisz mi ją denerwować? Nie możecie porozmawiać spokojnie? – El wkroczyła do akcji.
- Przeprosiłem. Wybuchłem, bo dawno jej nie widziałem. Przepraszam Cam. Porozmawiajmy normalnie.
- Dobra. Ostatni raz ci wybaczam farbowana dupo. – Powiedziałam do Niallera i wybuchłam śmiechem. El odetchnęła z ulgą.
- A wracając do tematu to jakim cudem byłaś w Port Angeles? Louis cię tam szukał? – dziewczyna zadała mi pytanie.
- Wiedziałam, że będzie mnie szukał. Ukryłam się na dwa tygodnie.
- To tak to zaplanowałaś. – Powiedział blondynek. – Czemu zmieniłaś kolor włosów?
- Odwaliło mi coś. Może przez depresję.
- Byłaś w depresji? –El wyglądała na przestraszoną.
- Tylko cztery miesiące. Spokojnie już daję radę. Wracam do świata żywych.
- A propos świata żywych ja muszę uciekać dziewczyny, bo jutro gala. Muszę się ogarnąć.
- Okej. Pa kochanie. – Pocałowała Nialla w policzek.
- Do zobaczenia Cam. – Blondynek mnie przytulił.
- Nie powiesz im, że wróciłam? – Zapytałam niepewnie.
- Nie powiem. – Odparł, a ja się uśmiechnęłam.
Całe popołudnie spędziłam z El. Opowiadała mi co się działo przez ten cały czas jak mnie nie było. Przez jakiś czas mieszkała z dziewczynami w Londynie. Była z nimi tam gdy mnie szukali. Miały one jutro przyjechać. Matko, to takie trudne. Zmierzyć się z przeszłością. Takie bolesne. Ale nie mogę całe życie się ukrywać. Pożegnałam się z nią i poszłam do Tay.

*następnego dnia, koło godziny dwunastej*
Siedziałam właśnie na krześle. Jakaś fryzjerka robiła mi fryzurę. Ja ciągle pisałam SMS’y z El i Tay. Ta pierwsza też miała dzisiaj się zjawić na gali. Spojrzałam na siebie w lustrze. Miałam upiętego jakiegoś luźnego koka. Kolejna babka właśnie zajmowała się moim makijażem. A tak w ogóle to Simon nie zgodził się abym jechała z Tay. On miał dla mnie podobno już jakąś wypasioną limuzynę. Otwarcie zapowiedziałam mu, że chcę przyjechać jako jedna z pierwszych. Chcę uniknąć spotkania z chłopakami. O 15:30 zakładałam sukienkę. Była to kremowa koronkowa suknia bez ramiączek. Wyglądałam dzisiaj dość blado. Godzinę później mentor kazał mi iść do garażu gdzie czekał szofer. Jak się okazało wynajął dla mnie białą terenowa limuzynę. Młody mężczyzna w garniturze otworzył mi drzwi. Ten młody mężczyzna to mój ochroniarz. Czy na takich imprezach każdy potrzebuje ochroniarza? Siedziałam sama. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę co się dzisiaj stanie. Znowu będą o mnie gadać. Chodzi mi o media. No i nie da się ukryć, że chłopaki dowiedzą się, że wróciłam. Żołądek zaczął mi podchodzić do gardła. Do miejsca gdzie odbywa się gala mieliśmy pół godziny drogi. Nie dam rady. Co się ze mną dzieje? Zaczynam tchórzyć? Co to to nie ja. Musze temu podołać, sama się w to wkopałam. Z barku wyjęłam butelkę wody. Odkręciłam ją i upiłam łyk. Na gwincie zostały ślady mojej czerwonej szminki. Wyjęłam ją z torebki i poprawiłam makijaż. Przejrzałam się w lusterku. Na tle całej mojej twarzy, która była dzisiaj niesamowicie blada wyróżniały się wyraźnie zaznaczone czerwoną szminką usta. Uśmiechnęłam się delikatnie. Limuzyna zahamowała. Przestraszyłam się. Drzwi od limuzyny uchyliły się. Na zewnątrz ciągle błyskały flesze. Przełknęłam głośno ślinę. Ochroniarz zapytał się czy jestem gotowa. W odpowiedzi podałam mu dłoń. Pomógł mi wysiąść. Wokół mnie słyszałam zdziwione głosy, piski. Uśmiechnęłam się sztucznie. Zrobiłam sobie przy barierkach zdjęcie z kilkoma ludźmi. Ruszyłam prosto czerwonym dywanem. Kilkakrotnie stawałam pozując fotoreporterom. Potem stałam dłuższą chwilkę na ściance. Aż w końcu mogłam pójść usiąść. Jakiś mały mężczyzna prowadził mnie do mojego miejsca. Mimo, że była dopiero siedemnasta jakaś część celebrytów była już obecna. Doszliśmy na miejsce. Mężczyzna odezwał się do mnie.
- Będzie miała pani przyjemność siedzieć pomiędzy zespołem One Direction, a panią Taylor Swift.
- Że co?! Ja nie mogę tutaj siedzieć. Nie ma pan jakiegoś innego miejsca? – Zapytałam zrozpaczona.
- Niestety nie. Musi pani przeżyć tą jedną galę. Milo było panią poznać pani Gier.
- Zajebiście. – Wymruczałam gdy odszedł kawałek.
Usiadłam na moje boskie miejsce. Odchyliłam głowę do tyłu. Obym nie rozwaliła włosów. No nie byłam nominowana w żadnej kategorii, ale miałam zaszczyt tutaj być. Głośno westchnęłam. Na scenie mieli próby dźwięku. Wyjęłam swój telefon. Zaczęłam grać w jakąś grę bez sensu. Klikałam na kolorowe kuliki i coś się działo. Zachowuję się jak dzieciak. Nawet nie zauważyłam gdy obok zjawiła się jakaś osoba. Osoba po mojej lewej stronie. Gdy przeszłam kolejny poziom odwróciłam w jej stronę głowę. Na szczęście tą osobą okazała się Taylor. Odetchnęłam z ulgą. Mam plan. Spojrzałam na nią oczami kota ze Shreka.
- Tay, mam do ciebie maleńką prośbę.
- Gadaj, a nie owijasz w bawełnę.
- No bo mi trafiło się przewalone miejsce. – Dziewczyna wyjrzała mi przez ramię i przeczytała co jest napisanego na rezerwacji.
- Nie ma mowy kochana. Musisz się z tym zmierzyć. – przybrała wyraz twarzy surowej matki.
- No ej. Tay, a jak będę musiała siedzieć koło Louisa? Nie chcę się z nim pokłócić w środku gali. No proszę cię.
- No dobra, ale robię to tylko dlatego, że nie chcę słyszeć krzyków w środku gali.
- Jesteś kochana. – Ucałowałam blondynę w policzek i zamieniłyśmy się miejscami.
O szit. Zostawiłam Tay czerwone usta na policzku. Była ona na szczęście ubezpieczona. Wyjęła z torebki podkład i puder. Zmazałyśmy buziaka i zakryłyśmy go jakimś cudem. Zaczęło się schodzić coraz więcej ludzi. Miejsce obok mnie zajął Justin Bieber. Tay była zapatrzona w swój telefon. Ja postanowiłam sobie uciąć pogawędkę z Justinem. Okazał się bardzo miłym człowiekiem. W pewnym momencie przewał naszą rozmowę. Powiedział, że musi się przywitać ze znajomymi. Odruchowo odwróciłam się w stronę miejsca, do którego zmierzał. Od razu tego pożałowałam. Na miejscu zjawiło się legendarne One Direction. Schowałam się za Tay. Nie miałam rozpuszczonych włosów, nie mogłam się pod nimi ukryć. Obok blondynki usiadł Niall. Dała mu dyskretne znaki, że ja tu siedzę. Nie no genialnie.. Wszyscy zajęli swoje miejsca. Ja znowu zaczęłam gadać z Jusem. Może to trochę nieprofesjonalne, ale co tam. Na scenie właśnie występowała Adele. Piosenkę śpiewała niesamowicie. Zawsze podobał mi się jej głos. Usłyszałam ciche westchnienie. Co jak co, ale to westchnienie poznałabym wszędzie. Lou. Moje serce zaczęło bić szybciej. Zawiesiłam się na chwile. Justin zaczął mi machać ręką przed oczyma.
- Przepraszam, zawiesiłam się. – Wyszeptałam do niego.
- Idziesz dzisiaj na after party? – Zapytał zaciekawiony.
- Chyba nie. Nie mam ochoty.
- Dlaczego?
- Nie chciałabym spotkać pewnych osób. Nie jestem na to jeszcze gotowa. – Odruchowo spojrzałam w stronę gdzie siedział Lou.
- Masz na myśli Louisa? Czy całe One Direction?
- Raczej całe One Direction. – Ta nazwa ledwo przeszła mi przez gardło.
- Jeśli to prawdziwi przyjaciele to zrozumieją. – Powiedział i puknął mnie w ramię.
- Skąd wiesz?
- Nie da się ukryć, że gazety huczały o tym, że zniknęłaś, a oni porozjeżdżali się po całym kraju. Teraz siedzisz tutaj. Czyli wróciłaś, ale boisz się z nimi porozmawiać.
- Idź na psychologa Jus. – Powiedziałam i cicho się zaśmiałam.
- To jak pójdziesz? Dla mnie? – Zrobił słodkie oczka.
- Pójdę. Simon i tak przygotował mi jakąś sukienkę. – Wywróciłam oczami.
No i nagle zamilkłam. Usłyszałam nuty doskonale znanej mi piosenki. Mój wzrok automatycznie powędrował na scenę. Stali na niej chłopcy. Czyli teraz występowali oni. Nuty piosenki Over Again. Nie mogli lepiej wybrać. Uwielbiałam tą piosenkę. Ostatnio otrzymała miano mojego dzwonka w telefonie. A teraz mogłam ich posłuchać na żywo. Nuciłam piosenkę pod nosem. Taylor i Justin uśmiechnęli się do mnie kilkakrotnie. Czy aż tak bardzo widać, że tęsknię i, że mi ciężko. Nadeszła pora na solówkę Louisa. Wstrzymałam oddech. Jego wzrok wodził po zebranych w Sali ludziach. Ominął mnie na szczęście. Wypuściłam powietrze dopiero pod koniec jego solówki. Uśmiechnął się pod nosem wiem, że uwielbiał to co robi. Uwielbiał śpiewać. Skończyli występ. Wszyscy zaczęli bić brawa. Ja siedziałam jak zaczarowana. Justin mnie szturchnął. I w porę, bo chłopcy właśnie zmierzali na swoje miejsca. Utkwiłam swój wzrok w czubkach moich butów. Mój kolega z lewej poszedł dać występ. A co jeśli i Tay daje dzisiaj występ? O tym nie pomyślałam. Trudno dam radę.
Gala się skończyła. Wszyscy zaczęli wychodzić. Justin zapytał się czy zabiorę się z nimi. Po konsultacji i Simonem, który się zgodził i ja się zgodziłam. Poszłam tylko do swojej limuzyny zmienić ubranie. Założyłam czarną rozkloszowaną sukienkę na pół uda z dekoltem na plecach. Odsłaniała ona mój nowy tatuaż. I will never forget. Miałam go na łopatce. No znowu zrobiłam tatuaż po pijaku. Nie czepiać mi się tu. Było to tydzień przed moim powrotem tutaj. Na stopy założyłam czarne szpilki z czerwoną podeszwą. Wysiadłam z limuzyny. Czekał tutaj na mnie Justin. Złapałam go pod ramię. Szliśmy i śmialiśmy się z byle głupoty. Jego limuzyna stała niedaleko. Była ona czarna i klasyczna. Wsiedliśmy do środka. Zaproponował mi kieliszek wina. Nie odmówiłam. Dobrze czułam się w jego towarzystwie. Chociaż on nie poruszał tematu Louisa i reszty. Starał się zagadywać mnie tak, abym była od tego jak najdalej. No i udawało mu się. Na chwilę odwróciłam się tyłem. Przejechał palcem po mojej łopatce. Podskoczyłam jak oparzona.
- Przepraszam. Po prostu fascynuje mnie to, że masz tyle tatuaży.
- Aż trzy. Spotkałam dziewczyny, które miały więcej.
- Ale.. Jeden jest do Louisa. – Ujął moją rękę i przejechał palcem po napisie na palcu. – A dwa kolejne?
- Pod piórkiem było imię mojego przyjaciela. Przespałam się z nim kiedyś i wytatuowałam jego imię. Potem pokryłam je innym tatuażem. Na łopatce tez zrobiłam po pijaku. Wydaje mi się, że myślałam wtedy o Louisie. Jest zapewne do niego skierowany.
- Ej! Ty go kochasz.
- Proszę nie zagłębiajmy się w ten temat. – Zrobiłam smutną minę.
- Nawet nie będziemy mieli kiedy. Właśnie dojechaliśmy.
Chłopak wesoło się do mnie uśmiechnął. Otworzył drzwi limuzyny i z niej wyskoczył. Nie wiedziałam co zrobić. Wsadził głowę do środka i podał mi dłoń. Ujęłam ją i wysiadłam za nim. Zaczęto nam robić zdjęcia. Po raz kolejny dzisiaj. Chłopak szybko wepchnął mnie do restauracji? Tak mi się wydaje. Na środku stał szwedzki stół. Okna wyły pozasłaniane roletami. W tle grała muzyka. Wokół słychać było szmer rozmów. Justin zostawił mnie i pognał do Seleny. Zobaczył ją gdzieś w tłumie. Ciekawe jak jej wytłumaczy dzisiejszą sytuację. Nie czułam się tutaj swoja. Nie wiedziałam gdzie jest Louis i reszta chłopaków. W oddali widziałam tylko Taylor. Ona najwidoczniej i mnie zobaczyła. Stała na barze. Pomachała mi i zeskoczyła. Zaczęła się przepychać w moją stronę. Stwierdziłam, że przemierzę część dystansu dzielącego nas. Zatrzymałam się nagle. Omal nie wpadłam na Liama. Odwróciłam się w drugą stronę. Odeszłam kawałek. I właśnie wtedy dopadła mnie Tay. Wyściskała. Czułam już od niej trochę alkoholu. Zaczęła mi śpiewać jakąś swoją piosenkę. Usłyszałam wtedy ten śmiech. Śmiech mojej Abby. Słyszałam jak wymawia imię Taylor. Tay odwróciła się do mnie tyłem. Przytuliła Abb ukrywając jej twarz w swoich lokach.
- Może przedstawisz mnie swojej koleżance? – Powiedziała Abb uwalniając się z uścisku blondynki. Tay posłała mi przepraszające spojrzenie. Brunetka posłała mi zdziwione spojrzenie. – Camila?
- Przepraszam Cam. Dałam dupy. – Paplała Taylor.
- Nie dałaś Tay. Ja tak za nią tęskniłam! – Krzyknęła Abby i zaczęła mnie dusić.
- Abb.. Mogłabyś trochę mniej teatralnie? Nie chciałabym tutaj spotkać niektórych osób. Nie jestem jeszcze na to gotowa. – Wyszeptałam jej do ucha.
- Ach, wybacz. Co tam u ciebie kochana?
- Wszystko okej, tak mi się wydaje. – Powiedziałam i delikatnie się uśmiechnęłam.
- A teraz pytanie za sto punktów. Jak przyjechałaś? Nie widziałam nigdzie twojej limuzyny. – Zapytała Taylor.
- Zabrałam się z Justinem. Zgadaliśmy się trochę. – Odpowiedziałam lekko zawstydzona.
- Nie no szalejesz kochana. Ale pamiętaj, on jest zajęty. – Powiedziała Tay i poszła w kierunku baru. Ja i Abb zaśmiałyśmy się.
Pogadałyśmy chwilę. Potem ona poszła do Liama. Znowu zostałam sama. Nie wiedziałam gdzie się ukryć aby nikt mnie nie zauważył. Nikt mam na myśli One Direction. No może za wyjątkiem Nialla. Tylko on wiedział, że wróciłam. Poszłam do baru i zamówiłam sobie jakiegoś mocnego drinka. Sączyłam go powoli przez słomkę. Siedziałam na wysokim krześle. Jeździłam palcem po brzegu szklanki. Miejsce przy jednym ze stolików zwolniło się. Postanowiłam tam pójść. Ze szklanką w ręce odwróciłam się energicznym ruchem. Wpadłam na kogoś i oblałam go niebieskim trunkiem. Zaczęłam wycierać jego białą koszulę rękoma. Nawet nie wiedziałam kto to. Bałam mu się spojrzeć w oczy. Miał założone szelki. Tyle pamiętam.
- Tak bardzo pana przepraszam. Ja naprawdę nie chciałam. – Ostatnie słowo wypowiedziałam ciszej, bo spojrzałam w jego twarz.
- Nic się nie stało. – Odparł z szerokim uśmiechem. Spojrzał na mnie. – Cam?
- L-L-Louis.. – Nie wiedziałam co powiedzieć. Przepraszać go czy co.
- Dawno cię nie widziałem. Co u ciebie? – Zapytał z obojętnością w głosie.
- Wszystko okej. A u ciebie? – Nie powiem, jego obojętność sprawiła mi w pewnym sensie ból. Ale czego oczekiwałam? Że rzuci mi się w ramiona?
- Tez okej. – Trzymał ręce w kieszeniach.
- Ja już idę. Jeszcze raz przepraszam za koszulę. – Wyminęłam go i już chciałam ruszyć na parkiet.
- Cam! – Odwróciłam się. Wyglądał na zakłopotanego. Drapał się po karku. – Może dołączysz do nas?
- Nie, dzięki. Nie będę wam przeszkadzała.
Odwróciłam się. Głupia decyzja, jesteś głupia Cam! No ale co? Muszę przecież sobie jakoś utrudniać życie. Nie byłabym sobą gdyby wszystko było takie łatwe. Nie denerwuj się, nie denerwuj. Chciałam jak najszybciej dojść do tego pieprzonego stolik. Jednak ktoś mi nie pozwolił. Złapał mnie za nadgarstek ciągnąc w swoją stronę. Odwróciłam się w stronę tego osobnika. Louis. Znowu się do mnie odezwał.
- Nalegam Cam. Chodź do nas. – W jego głosie słyszałam błaganie.
- Nie wiem jak oni to przyjmą. – Prawie wyszeptałam.
- Na pewno dobrze, stęsknili się za tobą.
- Okeej. – Uległam mu.
Ciągle trzymał mnie za nadgarstek. Po moim ciele przechodziły przyjemne dreszcze. Ogarnij.. Denerwowałam się trochę. A jak mnie wyklną? Wygonią? Poćwiartują? No z tym ostatnim może przesadziłam. Szczerze nie liczyło się teraz znowu nic. Czułam jego dotyk. Jego palce. Rozkoszowałam się tą chwilą, bo najprawdopodobniej była to ostatnia taka chwila. Nie będę miała więcej okazji poczuć jego ciepłego dotyku. Minęliśmy Justina. Spojrzał on na nasze ręce i się szeroko uśmiechnął. Nie no to chłopak sobie pomyślał. Wyjrzałam przez ramię Louisa. Staliśmy przed chłopakami i Miles. Eleanor z Abb pewnie gdzieś szalały. Moje kochane. Lou starannie ukrył mnie za sobą. Puścił moją rękę. Usłyszałam głos Zayna.
- Stary.. Kto cię tak załatwił? No bo sam się raczej nie oblałeś.
- Nie oblałem się sam. Mam dla was niespodziankę. – Wiedziałam, że teraz uśmiechnął się szeroko.
- Uwielbiam niespodzianki. – Harry zaczął klaskać. Ja wywróciłam oczami. Jak dziecko.
- Ale wiecie, nie zejdźcie na zawał. Taratatatam! – Odsłonił mnie. Nie wiedziałam co robić. Uśmiechnęłam się tylko delikatnie. Ich miny były zszokowane. No tak, czego oczekiwałam.
- Cam! – Krzyknął jako pierwszy loczek i skoczył na mnie. Zaczął mnie przytulać. Prawie się przewróciliśmy. Chwilę później dołączyła do nas cała reszta. Nie powiem to musiało dziwnie wyglądać. Grupka idiotów robiąca grupowego miśka. Wypytywali mnie o wszystko. Cicho siedzieli tylko Lou i Niall. Usiadłam na kanapie. Oni odwalali jakieś tańce czy co go wie to było. Obok mnie usiadł Lou. Spojrzałam się na niego i delikatnie uśmiechnęłam.
- Tęskniłem. – Wyszeptał mi do ucha. Spaliłam pewnie właśnie buraka.
- Ja też. – Powiedziałam cicho. Motyle zaczęły mi latać w brzuchu.
- Cam. Musze ci coś powiedzieć. Kocham..
- Lou? Jesteś pewny tego co mówisz?
- W stu procentach. Zdałem sobie z tego sprawę jak ciebie nie było. Ja po prostu nie mogłem…
- Louis.. Zamknij się. – Chłopak zrobił zszokowaną minę. Uśmiechnęłam się. – Wiesz jakie są konsekwencje tego co próbowałeś przed chwilą powiedzieć? – Pokiwał przecząco głową. – A takie kochany. – Patrząc mu głęboko w oczy złożyłam na jego ustach najdelikatniejszy pocałunek jaki tylko umiałam. Uśmiechaliśmy się. On ujął moją twarz w swoje dłonie. Odruchowo usiadłam mu na kolanach. Zaczęliśmy się całować. Namiętnie całować. Znowu czułam zniewalający smak jego ust.
- Ej, ale tu się nie gwałćcie! – Krzyknął Zayn. W odpowiedzi pokazałam mu tylko środkowy palec.

Tak się kończy, a raczej zaczyna nasza historia. 



No dobra, napisałam wam długaaaaśny epilog. Jestem z niego dość zadowolona. Mam nadzieję, że podoba wam sie takie zakończenie tej historii. Nowy rozdział na drugim blogu będzie dopiero w sobotę, albo niedzielę. W tygodniu się nie wyrobię, bo mam masę popraw. No i dziękuję wam za każdy najmniejszy komentarz. Mam nadzieję, że nowy blog równiez wam przypadnie do gustu. Może kiedyś mi coś odwali i napiszę drugą część tego, ale to kiedyś,. 

sobota, 1 czerwca 2013

Rozdział 70.

*następnego dnia*
Obudziłam się w łóżku szpitalnym. Zaczęłam szybko mrugać oczami. Doskonale wiedziałam czemu tu jestem. Katie zepchnęła mnie ze schodów. Bolały mnie mięśnie. Odwróciłam głowę. Leżała tu torba. Najprawdopodobniej z moimi rzeczami. Ktoś mi ją tu chyba przywiózł. Chciałam wstać, ale w nadgarstku miałam podłączoną kroplówkę. Wkurzyłam się. Nacisnęłam czerwony przycisk znajdujący się nieopodal mojej dłoni. Jeden dzwonek, drugi, trzeci. Po jakimś czasie do mojej Sali wleciał mężczyzna w białym kitlu. Zgaduję, że to lekarz. Usiadłam i czekałam aż zacznie mówić. Po chwili usłyszałam jego niski głos.
- Jak się pani czuje?
- Wydaje mi się, że dobrze. – Odparłam zachrypniętym głosem. – Powie mi pan ajki jest stan mojego zdrowia? Nic mi się nie stało?
- Pani stan jest stabilny. Doznała pani tylko lekkiego wstrząsu mózgu. Mam dla pani jeszcze jedną informację.
- Jaką? – W moim głosie zabrzmiał niepokój.
- Niestety złą. W skutek upadku poroniła pani.
- Chcę wyjść. – W moich oczach zakręciły się łzy.
- Za dwa dni panią wypiszemy.
- Chcę wyjść teraz. – Powiedziałam zdecydowanym głosem.
- Za jakąś godzinę przyjadą pani bliscy, może poczeka pani.
- Nie, chcę wyjść sama. Teraz. Proszę przygotować papiery, mają być gotowe za dziesięć minut.
Mężczyzna wyszedł, a ja wybuchłam płaczem. Energicznie wyrwałam rurkę, którą miałam w nadgarstku i wstałam. Miejsce po kroplówce nieubłagalnie piekło. Wyjęłam z torby ubrania, które przywieźli mi chłopcy, na pewno chłopcy. Pospiesznie je na siebie ubrałam. Włosy zebrałam w byle jakiego kucyka. Nie miałam makijażu. Zdecydowanym krokiem ruszyłam w stronę recepcji. Z moich oczu ciągle płynęły łzy. Odpisałam jakieś papiery i wyszłam. Nie miałam ze sobą pieniędzy. Wsiadłam do autobusu. Jechałam na gapę. Teraz nie obchodziło mnie nic. Liczyło się tylko to, że musze jak najszybciej dojechać tam gdzie chciałam. Udało mi się dojechać bez kontroli kanarów. Dwa auta stały przed moim domem. Ukryłam się pod kapturem i poszłam w stronę domu Tay. Zadzwoniłam dzwonkiem. Otworzyłam mi promiennie uśmiechnięta blondynka. Gdy mnie zobaczyła jej mina zrzedła. Wciągnęła mnie do środka i mocno przytuliła. Zaczęłam płakać w jej bluzkę. Gładziła mnie po włosach. Tak bardzo zabolała mnie strata mojego maleństwa. Musiałam gdzieś uciec. I wiedziałam gdzie. Otarłam łzy z policzków i powiedziałam.
- Tay, musisz mi pomóc.
- Ale ty najpierw powiesz mi co się stało. Inaczej nic nie zdziałam.
- Poroniłam.. – Wyszeptałam i znowu zaczęłam płakać. Tay mnie przytuliła.
- Tak bardzo mi przykro.. Co mogę dla ciebie zrobić?
- Pomórz mi się dostać do domu tak, aby nikt mnie nie zauważył.
- Zgoda. Od momentu mojego wyjścia masz godzinę.
- Tay, potrzebuję samochodu. A mój jest dość rozpoznawalny.
- To.. hmm. Pojedź do Simona on ci pomoże.
- Ale mnie nie zrozumie.
- Musisz mu powiedzieć, że chcesz zniknąć na jakiś czas.
Tay wyszła pół godziny później. Jakimś cudem dała mi klucze od mojego domu. Chwilę później wszyscy wyszli i wsiedli do dwóch aut. Gdy tylko odjechali wyszłam z domu Tay i dosłownie pobiegłam do swojego. Pospiesznie otworzyłam drzwi i ruszyłam pędem do swojego pokoju. Do czerwonej walizki zaczęłam wrzucać byle jakie ubrania. Po zapakowaniu walizki usiadłam na brzegu łóżka z kartką papieru. Musiałam napisać kilka słów, dlaczego odchodzę. Zgięłam ją w pół i skierowałam się na dół. Z szuflady wyjęłam portfel i paszport. Kartkę postawiłam tak aby była widoczna. Wyszłam z domu i zamknęłam drzwi na klucz. Zamówiłam sobie taksówkę. Pojechałam prosto pod budynek wytwórni. Zapłaciłam kierowcy i ze swoją wielką czerwoną walizką poszłam do środka. Podeszłam do recepcji. Kobieta na początku mnie nie poznała, ale później zaprowadziła mnie pod doskonale znane mi szklane drzwi. Zapukałam w nie i uchyliłam je. Były dość ciężkie. Wciągnęłam za sobą do pomieszczenia walizkę. Simon patrzał się na mnie zdziwiony. Nie wiedział o co chodzi. Usiadłam na krześle przed nim. Otarłam łzy z policzków. Ten się zapytał.
- Co się stało Cam? Mogę Ci jakoś pomóc?
- Tak, jak muszę na jakiś czas znikną Simon. Muszę. – Z moich oczu ciągle leciały łzy.
- Powiedz mi dlaczego. Może będę mógł coś na to poradzić.
- Zginął Alex. Byłam w ciąży, ale poroniłam. – Prawie wyszeptałam.
- Ale jak to byłaś?! Ile to trwało? I z kim?
- Trzy miesiące. Ojcem był Louis. Ja muszę uciec.
- Ale wiesz, że ucieczka nie jest sposobem?
- Wiem, ale muszę. Wszystko muszę przemyśleć, zrozumieć. Obiecuję, że wrócę. Daj mi tylko trochę czasu.
- Pół roku musi ci starczyć. Pewnie potrzebujesz samochodu? – Pokiwałam tylko głową. – Marcie pokaże ci gdzie jeden z takich stoi. Nie jest rozpoznawalny, nie martw się.
- Dziękuję.. – Powiedziałam i przytuliłam mocno mentora.
- No leć już, bo znając życie Louis zaraz tu przyleci.
Poszłam z Marcie do podziemnego garażu. Zaprowadziła mnie ona do czarnego opla vectry. Dała kluczyki. Wpakowałam walizkę do bagażnika. Po raz ostatni przetarłam łzy i wyjechałam z garażu. Niezbyt znałam drogę więc włączyłam GPS’a. Kierunek Port Angeles. Nie mam już o co walczyć. Straciłam wszystko. Zaczynając od tego, że zostawiłam Louisa, potem zginął Alex przez moją głupotę i dziecko. Utrata tego ostatniego zabolała najbardziej. Gdy byłam jeszcze w ciąży czułam jakby część Lou była przy mnie. Miałam jeszcze jakieś szanse na odzyskanie jego, ale nie, ja musiałam wszystko spieprzyć. Kolejna dawka łez. Przetarłam je wierzchem dłoni.
Przez całą drogę stawałam tylko jakieś cztery razy aby zatankować.  Olewałam to, że jestem zmęczona. Prawie zasypiałam za kierownicą. Nagle samochód delikatnie skręcił. Szybko jakoś zareagowałam. Wyprostowałam auto. Nawierzchnia zaczynała być śliska. Dojeżdżam na miejsce. Powoli dojeżdżam na miejsce. Jadę już siedemnaście godzin. Nic dziwnego. Moim celem było jedno miejsce. Musiałam tam przesiedzieć kilka dni zanim wszystko ucichnie. Zanim Louis zdąży przyjechać do Port Angeles i z niego wyjechać. Po godzinie dojechałam na miejsce. Stanęłam przed owym domem. Wysiadłam i podeszłam do drzwi. Wahałam się czy to zrobić, czy też nie pójść jednak do mamy. Zapukałam. Usłyszałam na schodach kroki. Chwile później drzwi otworzył mi on, Jake. Nie wiedziałam co zrobić. Powiedziałam tylko.
- Musisz mi pomóc.
- Ale co się stało?
- Pomórz mi schować samochód, a resztę ci opowiem później.

*dzień wcześniej, Eleanor*
Dzisiaj wszyscy postanowiliśmy odwiedzić Cam. Od rana siedziałam w kuchni i robiłam śniadanie. Dołączyły do mnie Abb i Miles. Pomogły mi robić śniadanie dla bandy tych idiotów. Nikt nie miał ochoty na śmiech. Wszyscy od wczoraj byli poważni. No tak, nie co dzień jedna z naszych przyjaciółek zaraz po śmierci ukochanego traci dziecko. Około dwunastej wszyscy zlecieli się do kuchni. Usiedliśmy przy stole. W milczeniu jedliśmy kanapki, które zrobiłyśmy. Ja dzisiaj nawet się nie malowałam. Po moich policzkach notorycznie płynęły łzy. Siedzieliśmy tak i siedzieliśmy. Nagle ktoś z impetem otworzył drzwi. W drzwiach stanęła Tay. Na twarzy miała promienny uśmiech, który wyglądał dość sztucznie. Jest gwiazdą musi umieć udawać.
- Jedziemy do szpitala. Teraz. – Wydyszała.
- Poczekaj skończymy śniadanie. – Powiedziałam do niej.
- Ale ja chce zobaczyć Cam. – Zatupała nogami jak małe dziecko.
- Ja też. Zbieramy dupy ludzie. – Dodał Louis i wstał od stołu. – Sprzątniemy jak wrócimy. Chodźcie.
Ubraliśmy buty i zapakowaliśmy się do dwóch samochodów. Droga dłużyła się. Nie powiem ja też chciałam zobaczyć się z Cam. Ktoś musiał ją pocieszyć, a najlepiej zrobi to Lou. Przecież oni się kochają. Powinni być razem. No bo to chore, że dwie osoby darzą się uczuciem i nie są razem. Z drugiej strony wiem jak to wygląda z punktu widzenia Cam. On ją zranił i to już dwa razy. Ciężko mi było o tym słuchać bo raz stało się to przeze mnie. Ale nie mogę się o wszystko obwiniać. To wina Katie. Gdyby nie ona byłoby zupełnie inaczej. Pewnie nie zaprzyjaźniłabym się z Cam. Kilka razy z nią rozmawiałam. Ona mi wszystko wybaczyła. Nie ma już do mnie żalu o to, że wtedy odbiłam jej Louisa. Z rozmyślań obudził mnie zatrzymujący się samochód. Wysiadłam z niego szybko. Wszyscy spotkaliśmy się w jednym miejscu. Ruszyliśmy do budynku szpitala. Od razu poszliśmy na oddział, na którym leżała Cam. Przed nami stał lekarz dziewczyny. Lou podbiegł do niego.
- Dzień dobry proszę pana. Czy możemy już się z nią zobaczyć? – Zapytał się.
- Niestety nie jest to możliwe. – Odparł lekarz z powagą.
- Dlaczego?! Coś jej się stało?! – Chłopak prawie płakał.
- Wręcz przeciwnie. Jest cała i zdrowa. Jednakże nie ma takiej możliwości aby pan się z nią zobaczył. Pani Camila Gier wyszła dzisiaj na własne życzenie. –Widziałam w oczach Louisa smutek. Podeszłam do niego i go przytuliłam.
- Jedziemy do domu. – Wyszeptał.
Dosłownie wybiegł z budynku. Ledwo za nim nadążałam. Zdjęłam swoje szpilki. Również zaczęłam biec. Chłopak chciał usiąść za kółkiem. Nie pozwoliłam mu na to. Był zbyt roztrzęsiony. Nie mógł prowadzić. W jego oczach ciągle widziałam łzy. Znowu ją stracił. Ciągle sobie powtarzał. ‘Muszę ją złapać, muszę.’ Popadał powoli w jakąś paranoję. Starałam się go jakoś pocieszyć, ale nie kontaktował on ze światem. Nie dziwię mu się. Ona właśnie mu ucieka. Znam trochę Cam. Właśnie chce uciec od problemów. Ale to nie jest rozwiązanie. Ucieka, ale sobie nie pomaga. Ciągle dusi to w sobie. Nie rozumiem jej decyzji. Jest głupia. Przed problemami nie da rady uciec. One są jak cień, idą za nami. I nic na to nie poradzisz.

*Louis*
Siedziałem w tym samochodzie i cierpiałem. Olewałem totalnie to, że kilku ludzi, nawet nie wiem kto widzi jak płaczę. Znowu ja tracę. Znowu. Z nerwów zacząłem obgryzać paznokcie. Widziałem, że El spojrzała na mnie przerażonym wzrokiem. Nikt nie wiedział co się ze mną dzieje. Gdy dojechaliśmy pod domu wyskoczyłem jak oparzony z auta. Drzwi były otwarte. Pobiegłem na górę. Sprawdzałem po kolei każde pomieszczenie. Nigdzie jej nie było. Zbiegłem na dół. Nic. Osunąłem się po ścianie i ukryłem twarz w dłoniach. Ktoś wszedł do domu. El trzymała w ręku jakąś kartkę. Zakryła usta dłonią i zaczęła płakać. Co się stało? Byłem zaniepokojony. Zaczęła czytać.

Kochani.
Przepraszam, to nie tak miało wyjść. Nie chciałam was zostawiać. Ale to była moja głębsza potrzeba. Teraz potrzebuję samotności. Muszę wszystko przemyśleć. Po pierwsze. El, nie wyprowadzaj się stąd. Potraktuj ten dom jako prezent urodzinowy. Masz je już za miesiąc. Nie martw się, złożę Ci życzenia. Po drugie. Nie szukajcie mnie. To nie ma sensu. Muszę odpocząć. Ostatnie sytuacje mnie przerosły. Cały ten świat stał się taki przytłaczający. Nie martwcie się, nie zabiję się. Przepraszam Cię Louis, że zostawiam Cię samego. Wiem, ze i dla Ciebie strata naszego dziecka była dość dotkliwa. Chce żebyś wiedział, że dla mnie znaczyło ono równie wiele. Czułam, że mam przy sobie cząstkę Ciebie. Przepraszam Was Miles i Abb za to, ze tak Was ostatnio zaniedbałam. Miłość. Rozumiecie? Jak wrócę obiecuję to naprawić. Niall. Za Tobą będę tęskniła szczególnie wariacie. Jedz za mnie, bo cos czuję, że niedługo schudnę. Nie wierzcie w to co będą o mnie mówili w mediach. Będę przez jakiś czas MIA. Dziękuję Ci Tay za to, że mimo, że tak krótko mnie znałaś to udzieliłaś mi wsparcia. Będę Ci za to wdzięczna bardzo długo. Całej reszcie również dziękuję za to wsparcie. Potraktujcie ten list jako pewnego rodzaju pożegnanie. Ja żegnam się z tym wszystkim co zostawiam za sobą. Nie mogę jednak zniknąć. Obowiązuje mnie kontrakt i zamierzam się z niego wywiązać. Przede mną długa i kręta droga. Będę za wami tęskniła. Nie szukajcie mnie, dajcie mi pogodzić się z tym wszystkim. Ja obiecuję, ze o Was nie zapomnę. Zawsze będziecie w moim sercu. Zawsze będziecie moimi zwariowanymi przyjaciółmi, dzięki którym nawet w najbardziej pochmurny dzień potrafiłam się uśmiechnąć. A mam coś do powiedzenia dla Ciebie Zayn. Zostaw przeszłość z tyłu i walcz o Pezz. Ona Ciebie na serio kocha. Lou, nie patrz na mnie. Ułóż sobie życie od nowa. Potraktuj mnie jako skończony rozdział. Harry! Dla Ciebie powinnam spuścić największe lanie. Walcz o uczucia. Tak mówię o niej i wiem, ze właśnie się na nią spojrzałeś. Liam i Abby. Pielęgnujcie swoje uczucie. Mam nadzieję, że jak wrócę to dostanę zaproszenie na ślub. A Ty Niall nie zmieniaj się. Gdzieś tam na Ciebie czeka twoja księżniczka. El, zacznij wierzyć w uczucia. Wiem, że u Ciebie to wątpliwa kwestia, ale musisz zacząć czuć. Bo jeśli nie zaczniesz to złoję Ci tą twoją piękną dupę. Dziękuję Wam za ten wspólnie spędzony czas. Kiedyś się jeszcze spotkamy. Cam.

Siedziałem w osłupieniu. Nie wiedziałem co zrobić. Czyli uciekła. Po raz kolejny ją straciłem. El uklękła obok i mnie mocno przytuliła. Zacząłem płakać w jej bluzkę. Czułem jej łzy spływające na moje włosy. Usiadłem prosto i otarłem łzy. Gdzie mogła pojechać? Wiem. Energicznym ruchem wstałem. Złapałem El za nadgarstek i pociągnąłem ją za sobą. Z komody wziąłem kluczyki od samochodu. Wyszliśmy z domu. Otworzyłem drzwi od strony kierowcy. Wcisnąłem tam El i dałem jej kluczyki. Wyglądała na przestraszoną. Nie dziwię się jej, tez bym się bał. Usiadłem ze strony pasażera. Spojrzała się na mnie pytająco. Przewróciłem oczami i powiedziałem.
- Pod wytwórnię.
- Ale po co Lou? – Zapytała płaczliwym głosem.
- Proszę.. Zawieź mnie tam.
- Lou? Jest jakiś sens? Przecież to nic nie da.
- El. Kontrakt. Cam obowiązuje kontrakt. Musiała powiedzieć Simonowi gdzie jedzie. Nie może sobie ot tak nagle zniknąć. Może stracić kontrakt.
- Rozumiem. – Dziewczyna odpaliła silnik. Ruszyła. – Kochasz ją.
- To było stwierdzenie.
- Widzę jak wyglądasz. Jesteś na granicy załamania nerwowego.
- Zrozumiesz jak się w kimś zakochasz do tego stopnia, że gdy odejdzie stracisz chęć do życia.
- Byłam już tak zakochana. – Zrobiła smutną minę. W jej oczach zakręciły się oczy.
- W kim? – Byłem tego ciekawy.
- W tobie Lou. – Odpowiedziała mi ledwo słyszalnie.
- Więc czemu się rozstaliśmy?
- Bo ty przestałeś kochać. – Samochód się zatrzymał. – Dojechaliśmy. Leć do Simona. Ja tu poczekam.
Wysiadłem z auta i pobiegłem w stronę wejścia. Poprosiłem recepcjonistkę aby zaprowadziła mnie do Simona. Szła bardzo wolno. Ja tu się spieszę! Szukam miłości swojego życia! Jeden schodek, dwa, trzy. Wielkie drzwi. Mała brunetka uchyliła je i zapowiedziała moją wizytę. Wszedłem za nią do pomieszczenia. Stała szeroko uśmiechnięta obok mnie. Zmroziłem ją wzrokiem. Uśmiechnęła się blado i wyszła. Usiadłem na krześle przed Simonem. Przybrałem poważny wyraz twarzy. Mężczyzna się odezwał.
- Co cię do mnie sprowadza Lou? – Na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
- Camila. Co z nią?
- Mogę ci powiedzieć jedynie tyle, ze przyszła do mnie dzisiaj i poprosiła o przerwę.
- Proszę powiedz mi gdzie ona jest. – Prawie płakałem.
- Louis. Chciałbym ci powiedzieć, ale nie wiem. I daj jej trochę czasu. Ona wróci. Musi wrócić. Obiecał mi to.
- Ile czasu? Ile czasu jej nie będzie?
- Niedługo. Zanim się obejrzysz, a ona wróci.
- Dzięki.

Wyszedłem z pokoju. Czułem się bezradny. Nie mogłem już nic zrobić. Mogłem. Mogłem zrobić to o co mnie prosiła. Nie szukać jej. Ona kiedyś wróci. Skoro Simon mówi, ze niedługo. Dam radę. Ale jej nie ma. Ja cierpię. Louis, wszystko zaczyna się od nowa. Zostaw wszystko co jest za tobą. Zacznij od nowa. 



Hej. Ciężko mi pisać te słowa, ale to ostatni rozdzial. jeszcze nie płaczę. Został mi epilog. Epilog, którego postaram się nie spaprać. Aż ciężko mi się pożegnać z tymi bohaterami. Co sadzicie o tym rozdziale? Dobra, jednak zaczynam plakać. To koniec tej historii. wolałam skończyć tutaj niż zrobić z niej Modę na sukces. Nie sądzicie? Dzięki wam za wsparcie, którego mi udzieliliście. No i zapraszam na nowe opowiadanie : http://idontwannalive-ijustwannadream.blogspot.com/