*Kilka tygodni później*
No więc jest już trochę później. Ja i Lou nadal ukrywamy
swój związek. Po pierwsze nie chcemy dać chłopakom tej satysfakcji, że znowu
mieli rację, a po drugie nie chcemy karmić brukowców. Co u Abb i Liama? W
największym porządku. Chłopcy niedługo zaczynali trasę. Mieli wybrać jedno z
miast w Stanach Zjednoczonych. Właśnie siedzieliśmy na kanapie i rozprawialiśmy
o tym mieście gdy zawibrował mój telefon. Wyjęłam go z kieszeni i się
zdziwiłam. Na wyświetlaczu wyślietliło się zdjęcie mojej mamy. Dzwoniła.
Wyszłam z pokoju i odebrałam telefon.
- Halo mamo?
- Córeczko, jak dobrze, że odebrałaś. Możesz rozmawiać? –
Jej głos był słaby, niewyraźny.
- Jasne.
- Muszę ci o czymś powiedzieć. Jestem ciężko chora.
- Ale, mamo.. Co to za choroba? – Zapytałam z łzami w
oczach.
- Nowotwór. Rak płuc. – Kaszlała. – Proszę cię przyjedź.
Musimy się pożegnać.
- Ale o czym ty mówisz?! Jak się pożegnać. Przecież to
uleczalne. – Mój głos się łamał. Mimo tego, że nie miałam zbyt dobrych
kontaktów z mamą, kochałam ją. I, że kiedyś mogłam stwierdzić, że mogłoby jej
nie być.
- To przyjedziesz? Tak bardzo cię potrzebuję. – Chyba
płakała.
- Jasne, będę jutro wieczorem.
- To czekam, pa córeczko.
- Pa mamo. – Rozłączyła się. Od razu wykonałam telefon do
Miles.
- Halo? – Odezwał się donośny głos mojej przyjaciółki z
Port Angeles.
- Miles? Przyjedziesz po mnie jutro na lotnisko?
- Nie ma sprawy. Przyjeżdżacie?
- Tylko ja. Wracam do domu.
- Co się stało? Cam? Pokłóciłaś się z kimś?
- Nie, opowiem ci jutro ok?
- Okeej. To do jutra.
- Do jutra. – Powiedziałam i się rozłączyłam.
Poszłam do pokoju. Stanęłam z grobową miną. Jak miałam
powiedzieć moim przyjaciołom, że jutro wyjeżdżam, i to na stałe. Jak miałam to
powiedzieć Lou. W moich oczach gromadziły się łzy. Nie chciałam ich zostawiać,
ale musiałam. Taki był mój obowiązek. Nie mogłam zostawić matki samej. Musiałam
jej pomoc wyjść z tej choroby. Moją minę zauważył Lou i się zapytał.
- Cam, co się stało?
- Muszę wam coś powiedzieć. – Płakałam, z moich oczu
ciągle leciały łzy. Podbiegł do mnie Lo i mnie przytulił. – Muszę jutro
wyjechać do Port Angeles.
- Dlaczego?! – Wydarli się równocześnie chłopacy.
- Moja mama, ona jest poważnie chora. Ma raka. Muszę jej
pomóc. – Teraz podbiegli do mnie wszyscy i zrobiliśmy grupowe przytulanie.
- Ja ją zabieram na miasto, a wy przygotujcie coś
niesamowitego na pożegnanie. – Powiedział Lou.
Wszyscy się zgodzili na taki układ. Poszłam z moim
chłopakiem na miasto. Zmierzaliśmy w stronę dobrze znanego mi już budynku.
Tutaj kilka tygodni temu Lou zrobił swój tatuaż i tutaj przerobiliśmy mój.
Chłopak złapał mnie za rękę i wciągnął do pomieszczenia. Powiedział coś
tatuażyście , a ten zaprosił mnie na fotel. Na wskazującym palcu prawej ręki
wykonał mi tatuaż o treści Louis ♥forever . Natomiast Lou na
wskazującym palcu lewej ręki wykonał sobie tatuaż o treści Camila ♥ forever. Powiedział do mnie.
- Teraz masz na sobie symbol naszej miłości, naszej wiecznej
miłości.
- Kocham cię Lou! – Rzuciłam się chłopakowi w objęcia.
Oderwałam się od niego i zaczęliśmy się całować. Nie obyło się bez
zdjęcia. Ja i Lou przybijający żółwika, pokazując przy tym nasze tatuaże. No to
polecą komentarze na facebooku. Postanowiliśmy wrócić do domu i zobaczyć co
wymyślili Abb i chłopaki. Weszliśmy do domu. Na stole leżało pełno płyt i
albumów ze zdjęciami. Usiadłam z Louisem na kanapie i zaczęliśmy dziwnie na
siebie patrzeć. Nikogo nie było w domu. Postanowiłam porozmawiać z chłopakiem o
przyszłości naszego związku.
- Lou, wybacz, że to mówię ale nasz związek, związek na odległość
nie ma sensu.
- Cam, nie gadaj głupot. – Chłopak złapał mnie za rękę. – Ja dam
radę. Jeśli sądzisz, że ty nie to powiedz mi to. Przyjmę to spokojnie.
- Nie chcę tego kończyć, kocham cię ty mój wariacie.
- Więc po co zaczynasz temat?
- Bo się boję, boję się rozłąki.
- Cam, niedługo się zobaczymy. Mamy koncert w Stanach. Jakie jest
największe miasto niedaleko twojej miejscowości?
- Seattle.
- Wiec tam będzie nasz koncert. Postanowione. Dla ciebie wszystko.
I nie zapomnij, kocham cię.
Chłopak złożył na moich ustach jedwabisty pocałunek. Jednak chwilę
później odskoczył bo do domu wparowali chłopcy. No i Abb oczywiście. Wnieśli ze
sobą projektor i prześcieradło? Białą płachtę rozwiesili na ścianie, a przed
nią ustawili projektor. Cały wieczór oglądaliśmy nasze zdjęcia i się śmialiśmy.
Potem chłopcy odwieźli mnie i Abb do domu jej rodziców, musiałam się spakować.
*następnego dnia*
Siedziałam na walizkach zakładając buty. Abby stała i już płakała.
Przytuliłam moją przyjaciółkę. Pocieszałam ją ciągle. Mówiłam, że niedługo się
spotkamy na koncercie. Nic nie działało. Przestała płakać dopiero gdy
przyjechali po nas chłopcy. Zapakowali moje walizki i pojechaliśmy na lotnisko.
Byliśmy na nim akurat pół godziny przed przylotem mojego samolotu. Siedziałam
na krzesełku w poczekalni. Płakałam, jeszcze się nie żegnam z tymi wariatami a
już płaczę. Ale trzeba było się zbierać. Wstałam i podszedł do mnie Niall.
- Co ja bez ciebie zrobię? Dzwoń często. – Chłopak powstrzymywał
łzy.
- Z kim będziemy imprezowali? – Dodał Harry.
- Z kim będziemy żartowali? – Powiedział Zayn.
- Kto będzie pilnował tego towarzystwa? – Zapytał Liam.
- Z kim będziemy gadali po nocach? – Abb też już płakała.
- Kto będzie kupował marchewki?! – Histeryzował Lou, a ja nawet
się uśmiechnęłam.
- Chodźcie. Grupowe przytulanie.
I staliśmy jak banda idiotów przytulająca się na środku budynku
lotniska. Pożegnałam każdego wzrokiem. W oczach Louisa zobaczyłam już tęsknotę.
Odwróciłam się na pięcie i ciągnąc swoje walizki ruszyłam w stronę odprawy.
Miałam wrażenie, że o czymś zapomniałam. Tak. Rzuciłam walizki i rzuciłam się
na Louisa. Złożyłam na jego ustach najnamiętniejszy pocałunek, jaki tylko
potrafiłam złożyć. Chłopak trzymał mnie w górze całując się ze mną. Nie
musiałam patrzeć na miny pozostałej piątki. Zapewne byli zszokowani.
Odkleiliśmy się od siebie. Louis mnie postawił, a ja jeszcze tylko szepnęłam.
- Kocham cię wariacie.
- Ja ciebie też.
I już nie chciałam przedłużać. Ruszyłam w stronę swoich walizek.
Do odprawy, by kilka godzin później znaleźć się znowu w Port Angeles.
Hejka;) Co tam u was? Jak się podoba rozdział? Zadowoleni z
rozstania z Louisem i chłopakami? Ja nie zbytnio, ale trzeba rozkręcić klimat.
Zostaw po sobie ślad! CZYTASZ=KOMENTUJESZ