czwartek, 28 lutego 2013

Rozdział 25.


*Kilka tygodni później*
No więc jest już trochę później. Ja i Lou nadal ukrywamy swój związek. Po pierwsze nie chcemy dać chłopakom tej satysfakcji, że znowu mieli rację, a po drugie nie chcemy karmić brukowców. Co u Abb i Liama? W największym porządku. Chłopcy niedługo zaczynali trasę. Mieli wybrać jedno z miast w Stanach Zjednoczonych. Właśnie siedzieliśmy na kanapie i rozprawialiśmy o tym mieście gdy zawibrował mój telefon. Wyjęłam go z kieszeni i się zdziwiłam. Na wyświetlaczu wyślietliło się zdjęcie mojej mamy. Dzwoniła. Wyszłam z pokoju i odebrałam telefon.
- Halo mamo?
- Córeczko, jak dobrze, że odebrałaś. Możesz rozmawiać? – Jej głos był słaby, niewyraźny.
- Jasne.
- Muszę ci o czymś powiedzieć. Jestem ciężko chora.
- Ale, mamo.. Co to za choroba? – Zapytałam z łzami w oczach.
- Nowotwór. Rak płuc. – Kaszlała. – Proszę cię przyjedź. Musimy się pożegnać.
- Ale o czym ty mówisz?! Jak się pożegnać. Przecież to uleczalne. – Mój głos się łamał. Mimo tego, że nie miałam zbyt dobrych kontaktów z mamą, kochałam ją. I, że kiedyś mogłam stwierdzić, że mogłoby jej nie być.
- To przyjedziesz? Tak bardzo cię potrzebuję. – Chyba płakała.
- Jasne, będę jutro wieczorem.
- To czekam, pa córeczko.
- Pa mamo. – Rozłączyła się. Od razu wykonałam telefon do Miles.
- Halo? – Odezwał się donośny głos mojej przyjaciółki z Port Angeles.
- Miles? Przyjedziesz po mnie jutro na lotnisko?
- Nie ma sprawy. Przyjeżdżacie?
- Tylko ja. Wracam do domu.
- Co się stało? Cam? Pokłóciłaś się z kimś?
- Nie, opowiem ci jutro ok?
- Okeej. To do jutra.
- Do jutra. – Powiedziałam i się rozłączyłam.
Poszłam do pokoju. Stanęłam z grobową miną. Jak miałam powiedzieć moim przyjaciołom, że jutro wyjeżdżam, i to na stałe. Jak miałam to powiedzieć Lou. W moich oczach gromadziły się łzy. Nie chciałam ich zostawiać, ale musiałam. Taki był mój obowiązek. Nie mogłam zostawić matki samej. Musiałam jej pomoc wyjść z tej choroby. Moją minę zauważył Lou i się zapytał.
- Cam, co się stało?
- Muszę wam coś powiedzieć. – Płakałam, z moich oczu ciągle leciały łzy. Podbiegł do mnie Lo i mnie przytulił. – Muszę jutro wyjechać do Port Angeles.
- Dlaczego?! – Wydarli się równocześnie chłopacy.
- Moja mama, ona jest poważnie chora. Ma raka. Muszę jej pomóc. – Teraz podbiegli do mnie wszyscy i zrobiliśmy grupowe przytulanie.
- Ja ją zabieram na miasto, a wy przygotujcie coś niesamowitego na pożegnanie. – Powiedział Lou.
Wszyscy się zgodzili na taki układ. Poszłam z moim chłopakiem na miasto. Zmierzaliśmy w stronę dobrze znanego mi już budynku. Tutaj kilka tygodni temu Lou zrobił swój tatuaż i tutaj przerobiliśmy mój. Chłopak złapał mnie za rękę i wciągnął do pomieszczenia. Powiedział coś tatuażyście , a ten zaprosił mnie na fotel. Na wskazującym palcu prawej ręki wykonał mi tatuaż o treści Louis forever . Natomiast Lou na wskazującym palcu lewej ręki wykonał sobie tatuaż o treści Camila   forever. Powiedział do mnie.
- Teraz masz na sobie symbol naszej miłości, naszej wiecznej miłości.
- Kocham cię Lou! – Rzuciłam się chłopakowi w objęcia.
Oderwałam się od niego i zaczęliśmy się całować. Nie obyło się bez zdjęcia. Ja i Lou przybijający żółwika, pokazując przy tym nasze tatuaże. No to polecą komentarze na facebooku. Postanowiliśmy wrócić do domu i zobaczyć co wymyślili Abb i chłopaki. Weszliśmy do domu. Na stole leżało pełno płyt i albumów ze zdjęciami. Usiadłam z Louisem na kanapie i zaczęliśmy dziwnie na siebie patrzeć. Nikogo nie było w domu. Postanowiłam porozmawiać z chłopakiem o przyszłości naszego związku.
- Lou, wybacz, że to mówię ale nasz związek, związek na odległość nie ma sensu.
- Cam, nie gadaj głupot. – Chłopak złapał mnie za rękę. – Ja dam radę. Jeśli sądzisz, że ty nie to powiedz mi to. Przyjmę to spokojnie.
- Nie chcę tego kończyć, kocham cię ty mój wariacie.
- Więc po co zaczynasz temat?
- Bo się boję, boję się rozłąki.
- Cam, niedługo się zobaczymy. Mamy koncert w Stanach. Jakie jest największe miasto niedaleko twojej miejscowości?
- Seattle.
- Wiec tam będzie nasz koncert. Postanowione. Dla ciebie wszystko. I nie zapomnij, kocham cię.
Chłopak złożył na moich ustach jedwabisty pocałunek. Jednak chwilę później odskoczył bo do domu wparowali chłopcy. No i Abb oczywiście. Wnieśli ze sobą projektor i prześcieradło? Białą płachtę rozwiesili na ścianie, a przed nią ustawili projektor. Cały wieczór oglądaliśmy nasze zdjęcia i się śmialiśmy. Potem chłopcy odwieźli mnie i Abb do domu jej rodziców, musiałam się spakować.

*następnego dnia*
Siedziałam na walizkach zakładając buty. Abby stała i już płakała. Przytuliłam moją przyjaciółkę. Pocieszałam ją ciągle. Mówiłam, że niedługo się spotkamy na koncercie. Nic nie działało. Przestała płakać dopiero gdy przyjechali po nas chłopcy. Zapakowali moje walizki i pojechaliśmy na lotnisko. Byliśmy na nim akurat pół godziny przed przylotem mojego samolotu. Siedziałam na krzesełku w poczekalni. Płakałam, jeszcze się nie żegnam z tymi wariatami a już płaczę. Ale trzeba było się zbierać. Wstałam i podszedł do mnie Niall.
- Co ja bez ciebie zrobię? Dzwoń często. – Chłopak powstrzymywał łzy.
- Z kim będziemy imprezowali? – Dodał Harry.
- Z kim będziemy żartowali? – Powiedział Zayn.
- Kto będzie pilnował tego towarzystwa? – Zapytał Liam.
- Z kim będziemy gadali po nocach? – Abb też już płakała.
- Kto będzie kupował marchewki?! – Histeryzował Lou, a ja nawet się uśmiechnęłam.
- Chodźcie. Grupowe przytulanie.
I staliśmy jak banda idiotów przytulająca się na środku budynku lotniska. Pożegnałam każdego wzrokiem. W oczach Louisa zobaczyłam już tęsknotę. Odwróciłam się na pięcie i ciągnąc swoje walizki ruszyłam w stronę odprawy. Miałam wrażenie, że o czymś zapomniałam. Tak. Rzuciłam walizki i rzuciłam się na Louisa. Złożyłam na jego ustach najnamiętniejszy pocałunek, jaki tylko potrafiłam złożyć. Chłopak trzymał mnie w górze całując się ze mną. Nie musiałam patrzeć na miny pozostałej piątki. Zapewne byli zszokowani. Odkleiliśmy się od siebie. Louis mnie postawił, a ja jeszcze tylko szepnęłam.
- Kocham cię wariacie.
- Ja ciebie też.
I już nie chciałam przedłużać. Ruszyłam w stronę swoich walizek. Do odprawy, by kilka godzin później znaleźć się znowu w Port Angeles.

Hejka;) Co tam u was? Jak się podoba rozdział? Zadowoleni z rozstania z Louisem i chłopakami? Ja nie zbytnio, ale trzeba rozkręcić klimat.
Zostaw po sobie ślad! CZYTASZ=KOMENTUJESZ

środa, 27 lutego 2013

Rozdział 24.


*Cam*
Była trzecia rano. Razem z Lou stwierdziliśmy, że lepiej będzie jak nikt się o nas na razie nie dowie. Wolałam nie wychodzić z sypialni chłopaka w tym co na sobie miałam. On chyba wolał również zostawić moją pidżamkę w tajemnicy. Więc pożyczył mi jedną ze swoich koszulek w paski. Na pożegnanie dałam chłopakowi soczystego całusa i ruszyłam na paluszkach w stronę swojego pokoju. Walnęłam się na łóżko i zaczęłam się śmiać. W takim boskim humorze zasnęłam.
Obudziłam się. Nikt wcześniej mnie nie ruszył. Wciąż miałam na sobie koszulkę Louisa. Czułam jego niesamowity zapach. Byłam wniebowzięta. Ubrałam się w szorty z ćwiekami, białą bokserkę i dżinsową koszulę. Rozczesałam się i zeszłam na dół. Siedzieli tam wszyscy włącznie z moim Lou. Gdy mnie zauważył uśmiechnął się zalotnie w moją stronę. Wysłałam mu całusa, wiedząc że nikt na mnie nie patrzy. Skoczyłam na kanapę siadając obok Nialla, a przy tym wszystkich wystraszyłam. Śmiał się tylko Lou siedzący na fotelu, wiedzący co planuję. Sorki, wcześniej się myliłam. Siedzieli wszyscy oprócz Liama i Abby. Zapewne jeszcze spali. Ja teraz siedziałam pomiędzy Malikiem, a Stylesem. Oparłam głowę na nadgarstkach i powiedziałam.
- Jakieś plany na dziś?
- Koncert, próby. – Powiedział niepocieszony Nialler.
- O której zaczynacie te próby? – Zapytałam zaciekawiona.
- Za godzinę. – Powiedział Lou ze smutną miną.
- Do której?
- No do samego koncertu. Do samego koncertu, Cam. – Powiedział Zayn.
- No to będzie nudno cały dzień. – Powiedziałam i zrobiłam smutną minkę w stronę Louisa.
- Ano będzie. Ale widzimy się wieczorem. – Powiedział mój słodziak już weselej. – Na szafce zostawiliśmy wam dwa bilety do strefy VIP. Spokojnie wejdziecie.
- To dobrze. – Odparłam.
- Chyba pora obudzić nasze zakochańce. Nie sądzisz Lou? – Zapytał Zayn.
- Jestem za.
Chłopcy wzięli wiaderko i napełnili je wodą. Uśmiani ruszyli na górę. Bez zastanowienia otworzyli drzwi pokoju Liama. Westchnęli widząc scenkę. Abby spała przytulona przez Liama, który również spał. Chłopacy przestali się zachwycać i wydarli się: ‘Wstawać śpiochy!’. Lou wylał na nich całe wiadro wody. Abb zerwała się i wydarła jak to dziewczyna, Liam wstał wściekły i zaczął gonić Louisa.
- Zabiję cię Lou!
Jeżeli tak ma wyglądać każdy mój poranek, to jestem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. I najwcześniej wyląduję w psychiatryku, ale to szczegół. Chłopcy wyszli, a ja z Abb postanowiłyśmy sobie zrobić spacerek do domu. Zabrałyśmy oczywiście wejściówki na koncert. Obydie szłyśmy uśmiechnięte nie odzywając się do siebie. Postanowiłam zapodać temat.
- Więc co jest pomiędzy tobą a Liamem?
- To jest właśnie to czego nie potrafię zdefiniować, uczucie, miłość to przy tym okruszek. W końcu znalazłam kogoś kto mnie dopełnia. Kogoś zupełnie innego niż ja. Spokojnego. – Pomyślałam o Louisie, my byliśmy jak ogień i ogień. Tacy sami.
- To fajnie. Cieszę się z twojego szczęścia.
- A ty i Lou?
- To tylko przyjaciel. – Zawahałam się przy odpowiedzi.
- Przyjaciel, jak to niewinnie brzmi. Skąd masz jego drugą koszulkę?
- Pożyczyłam ją wczoraj od niego bo zaciągnęłam moją satynową koszulkę. – Skłamałam.
- Yhym. To czemu nie poszłaś do Nialla?
- Bo już spał. – Odpowiedziałam bez wahania.
Resztę drogi przemilczałyśmy. Byłyśmy w domu. Postanowiłam wybrać coś na koncert. Padło na czarne leginsy, fioletową długą bokserkę i ramoneskę z ćwiekami. Włosy zostawiłam rozpuszczone. W ciszy z Abb czekałyśmy na koncert. Mijały minuty, godziny. Nie wiem dlaczego tak nagle przestałyśmy rozmawiać. Może dlatego, ze każda z nas znalazła kogoś z kim jest szczęśliwa? Abby miała Liama. I w takich chwilach przypominał mi się Jake. Musiałam się z nim nareszcie pogodzić. To co, że on był tym złym, ale był moim przyjacielem.

*kilka godzin później, koncert*
Stałyśmy z Abby pod samą sceną. Miałyśmy najlepszy widok na chłopców. Właśnie śpiewali What makes you beautiful. Lou za każdą piosenką spoglądał na mnie. Właśnie tego mi brakowało. Kogoś opiekuńczego, kogoś kto będzie patrzał na mnie z taką miłością z jaką patrzy na mnie ten właśnie wariat. Wysłałam mu całusa, a on uśmiechnął się promiennie. Zaśmiałam się i zaczęłam kołysać się razem z tłumem.
Po całym tym koncercie poszłyśmy za kulisy pogadać z chłopakami. Umówiliśmy się, że my na nich poczekamy i pójdziemy na imprezę. No nie miałam zbytniej ochoty, ale czego nie robi się dla chłopców. Czekałyśmy w zasadzie niedługo. Podjechaliśmy ich limuzyną pod jakiś klub. Wszyscy oczywiście się zalali z wyjątkiem mnie i Louisa. Tańczyłam z wariatem Lou. Chwilę później złapaliśmy się za ręce i zaczęliśmy całować. Prawda to prawda staliśmy na środku parkietu i nikt z naszych kumpli nie był w stanie nas zobaczyć. Lou musiał się schylać. Przy moim wzroście, 1,60 to nie dziwne. Dlatego lubiłam nosić szpilki. Byłam wyższa. Przerwaliśmy nasz pocałunek. Lou się spytał.
- Więc teraz mogę nazwać cię moją dziewczyną?
- Taak. – Odpowiedziałam z wielkim bananem na twarzy.
I zaczęliśmy dalej tańczyć. Przyznam się dokuczał mi ból nóg, ale w momencie gdy tańczyłam z nim miałam to głęboko w dupie. Z imprezy zwinęliśmy dopiero po drugiej. Postanowiłyśmy, że zostaniemy u chłopaków. Poprosiłam Lou o jakąś koszulę do spania. Nie no niedługo będę mogła założyć kolekcję koszulek Louisa Tomlinsona. Na noc znowu niepostrzeżenie udałam się do pokoju mojego ukochanego. Zasnęłam w jego ramionach.

*następny dzień*
Jeszcze spałam. A zaraz już nie. Podparłam się na ramieniu. Mój przystojniak jeszcze spał. Promienie słońca eksponowały jego idealną twarz. Grzywka, roztrzepana, wyglądała tak słodka z samego rana. Chłopak zaczął się uśmiechać przez sen. Wyglądał tak niesamowicie. Przyznam się, zakochałam się w tym wariacie. Był niesamowity. Przejechałam opuszkiem palca po jego twarzy. No i genialnie. Obudziłam Idealnego Louisa Tomlinsona. Chłopak spojrzał na mnie swoimi niebieskimi oczętami i powiedział.
- Hej słonce. – Jego melodyjny głos plus chrypka to coś niesamowitego.
- Hej, tęskniłam, a ty spałeś. – Powiedziałam.
- Która godzina? – Spojrzałam na zegarek.
- Dziesiąta! – Powiedziałam przestraszona. – I jak ja się teraz dostanę do swojego pokoju?
- Spokojnie, zaraz coś wymyślimy. Wiem! Ja zejdę do nich na dół, a ty przyjdziesz za jakieś poł godziny ubrana w swoje ciuchy ok?
- Spoko.
Ubrałam się we wczorajsze ciuch i zaczęłam chodzić po pokoju. Mijały sekundy, minuty. No i pół godziny. Zeszłam na lajcie nie przejmując się niczym. Usiadłam na moim stałym już miejscu na kanapie i uśmiechając się do Louisa zaczęłam gadać z chłopakami.

Tak, wiem. Rozdział dno. Miał wyjść trochę inny, ale wyszedł taki jaki jest. Niedługo zacznie się dziać. Ostatnio znowu mniej osob to czyta.. ;c 
Zostaw po sobie ślad! CZYTASZ=KOMENTUJESZ

wtorek, 26 lutego 2013

Rozdział 23.


*Cam*
Obudziłam się rano w pokoju Nialla. Tak zajmowałam jego pokój odkąd ten był w X Factorze. A obudził mnie rano SMS o treści ‘Zbierajcie dupy, zaraz jedziemy, czas operacyjny 15 minut! xxN.’ Wyskoczyłam z łóżka i pognałam do pokoju Abb. Ta też już nie spała. Najwidoczniej również dostała SMS’a. Poszłam się ubrać. Znowuż poszarpane szorty, sweterek z sercem i czarne conversy. Nie chciałam ryzykować utraty kolejnych szpilek. Włosy dziś zostawiłam rozpuszczone.
Chłopcy podjechali po nas czarnym vanem. Nie miałyśmy innej opcji. Wsiadłyśmy uprzednio informując mamę Abb i Nialla, że jedziemy w niewiadomym kierunku z chłopcami. Jak się później okazało tym niewiadomym miejscem było wesołe miasteczko. Niesamowicie. Tak dawno w nim nie byłam. Podzieliliśmy się na małe grupki. Harry i Liam zabrali Abb, Nialler poszedł z Zaynem, a mnie i Louisa zostawili bez prawa głosu. W sumie nie przeszkadzała mi ta opcja. Dogadywałam się bowiem z moim towarzyszem.
- To co robimy najpierw? – Zpytał z szerokim uśmiechem mój towarzysz.
- Pójdźmy cos zjeść. Nie jadłam jeszcze dzisiaj. –Odpowiedziałam nie zastanawiając ani chwili.
- Hot dogi, albo hot dogi? Co wybierasz? – Lou jak zwykle nie opuszczało poczucie humoru.
- Wybieram drugą opcję. – Zaczęłam się śmiać i ruszyliśmy w stronę budki.
- Jak się spało?
- Pytasz mnie o sen? Dziwne. Ale dobrze, nie wyspałam się. Niall za wcześnie mnie ściągnął z łóżka.
- Mówiłem mu żebyśmy pojechali później to ten nie, uparł się.
- Taki Niall. A tobie jak się spało? –Zadałam mu równie idiotyczne pytanie co on mi.
- Nie wyspałem się. Chłopacy próbowali ze mnie coś wyciągnąć.
- Pewnie to co wczoraj robiliśmy? Zgadłam?
- Skąd ty? Abby? Ona ciebie też chciała prześwietlić?
- I Niall po drodze.
- O to wredni ludzie.. Policzę się z nimi. Nie znajda dzisiaj telefonów. – Zaczęłam się śmiać.
- Przyniosę ci jutro twoje ubrania. – Nie wiedziałam o czym z nim gadać.
- A ja ci muszę odkupić szpilki. – Zaśmiał się chłopak.
- Nie musisz, mam jeszcze kilka par. Ta nie należała do moich ulubionych.
Doszliśmy do budki z hot dogami. Lou kupił nam po jednym przysmaku i ruszyliśmy szukać jakichś ciekawych atrakcji. Nie obyło się bez kilku zdjęć. Ja i Lou, sam Lou, sama ja. Obeszliśmy już chyba cały park rozrywki gdy natrafiliśmy nareszcie na kolejkę górską. Wymieniliśmy z Tomlinsonem porozumiewawcze spojrzenie i ruszyliśmy w stronę atrakcji. Jakieś 15 minut później siedzieliśmy już w jednym z wagoników. Cieszyliśmy się jak małe dzieci. Nie żartuję. No i ruszyliśmy. Kolejka jechała masakrycznie wolno. Na początku. W pewnym momencie przyspieszyła tak, że ja darłam się w niebogłosy. Lou się tylko ze mnie śmiał. Udawałam przez chwilę obrażoną. Jednak po wyjściu z wagonika nie byłam gotowa na samodzielne poruszanie się.

*Niall*
Jeździłem z Zaynem już którąś z kolei rundę na kolejce górskiej. Było to cholernie nudzące. Wszystkie dziewczyny, włącznie z Zaynem darły się na całe gardło. Natomiast ja siedziałem znudzony.
A mogłem iść z Harrym, albo Liamem. No i powiem wam tyle, że wygląda na to, że moja Cam nareszcie się zakochała. I to w kimś odpowiedniejszym niż Jake. Nie lubiłem faceta. Był taki drętwy. Wiem, że ich związek był fikcją, ale nie mogę przyjąć do wiadomości, że ona  z nim.. Po prostu Cam nie powinna tyle chlać.
Rundka kolejką się skończyła, a Zayn się zlitował i poszliśmy na samochodziki.

*Cam*
Szłam tuląc się do Lou. Nogi miałam jak z waty. Zapytałam się chłopaka.
- Może stonujemy, pójdziemy do tunelu zakochanych?
- Cam? Czyś ty zgłupiała? Tunel zakochanych?
- No chcę popływać łódką! Proszę..
- No dobra. Ale tylko ten jeden raz.
- Jesteś kochany Lou! – Dałam przyjacielowi całusa w policzek.
Poszliśmy do tego tunelu. Usiedliśmy w łódce w kształcie łabędzia. Płynęła bardzo wolno przez różowy tunel wypełniony serduszkami. Nie wiem czemu zawsze taki widok wprawia mnie w romantyczny nastrój. Achh jakby był teraz przy mnie ktoś kogo mogłabym pocałować. Riley.. Nie.. W sumie już o nim zapomniałam. Teraz płynęłam łódką miłości z moim nowym przyjacielem Lou nadal trzymając się kurczowo jego ramienia. Czułam na sobie jego wzrok. Spojrzałam w jego przeszywające niebieskie oczy. Widziałam w nich jakąś pasję. Wpatrywaliśmy się w siebie tak przez dłuższą chwilę gdy nasze usta same złączyły się w aksamitny pocałunek. Przez chwilę czułam, że latam, że się unoszę. Gdy zorientowałam się co robimy odsunęłam się gwałtownie tak somo zrobił Louis.
- Przepraszam. – Powiedziałam ze skruszoną miną.
- To ja przepraszam Cam, nie powinienem.
- Nic się nie stało. Lepiej żeby nikt się o tym nie dowiedział.
- Dokładnie. Przyjaciele? – Zapytał w zapraszającym geście ramion.
- Przyjaciele. – Przytaknęłam i wtuliłam się ponownie w mojego przyjaciela.
Poł godziny później spotkaliśmy się wszyscy pod vanem. Chłopaki mieli nas odwieźć do domu, a raczej podjechać z nami do domu po nasze rzeczy. Chcieli nas zabrać do siebie na noc. Znowu. Bałam się zostawać z Lou w jednym domu na noc. Może to dziwne ale zauważyłam, że Abb trzyma za rękę Liama. Czyżby oni byli parą? A co ja się zastanawiam. Powinnam martwić się swoją sytuacją. Całowałam się z Lou. Może Abb miała rację? Może byliśmy sobie przeznaczeni? Nie miałam zielonego pojęci. Pomiędzy mną a Lou zrobił się taki dziwny dystans. Staraliśmy trzymać się jak najdalej siebie. Bałam się kontaktu dotykowego z nim. A nie daj rusz coś jeszcze wykombinujemy. Cam nie myśl o tym!
Dojechaliśmy do domu. Niall poszedł gadać z mamą, a ja i Abb poszłyśmy się spakować. Wiedziałyśmy, że Niall namówi swoją mamę. Wybierałam piżamę. Dlaczego wzięłam najseksowniejszą jaką tylko miałam? Nie mam pojęcia. Zabrałam ze sobą jeszcze kilka ubrań ażeby mieć co ubrać jutro. Jak sądziłyśmy tak się stało Nialler namówił mamę.
Przyjechaliśmy do chłopców. Jak sądziłam tak tez było. Miałam spać sama bo Abb poszła do Liama. Znaczy jeszcze nie poszła, ale pójdzie. Mieliśmy jeszcze zamiar obejrzeć jakiś film. Padło na jakiś horror. Usiadłam na jednym końcu kanapy, a Lou na drugim. Trzymaliśmy dystans. Chyba wszyscy to zauważyli. A może chłopakom o to chodziło puszczając nas razem w parku rozrywki. Jak widać film mnie w ogóle nie wkręcił, bo całe dwie godziny myślałam o Lou i naszym pocałunku.
Przyszła pora na to aby wszyscy poszli spać. Położyłam się sama w wielkim łóżku i zaczęłam rozmyślać. Dlaczego my się pocałowaliśmy? Musi coś między nami być. Bałam się to powiedzieć na głos, ale chyba zakochałam się w tym wariacie. Wstałam i postanowiłam do niego pójść z nim pogadać. Na palcach przeszłam do jego pokoju. Doskonale wiedziałam, który to. Zapukałam cicho i uchyliłam drzwi. Szepnęłam.
- Mogę?
- Właź szybko, jeszcze cię ktoś zobaczy. – Podbiegłam po cichu do łóżka Lou.
- Lou, nie mogę zasnąć. – Powiedziałam do niego już normalnym głosem.
- Ja też. – Powiedział chłopak. Jego oczy były szkliste.
- Lou? Płakałeś?
- No coś ty, chłopaki nie płaczą.
- Przecież widzę. Gadaj o co chodzi.
- No bo wiesz. Ale obiecaj, że to nie zmieni relacji pomiędzy nami. – Klęczałam przy łóżku chłopaka i trzymałam go za rękę.
- Obiecuję.
- Więc już wtedy na castingu mi się spodobałaś. Byłaś taka żywiołowa, nieokiełznana. I gdy cię poznałem, dzisiaj jak się pocałowaliśmy ja się chyba w tobie zakochałem Cam. I wiesz..
- Zamknij się!
Wlazłam na Lou i zaczęłam go całować. Chłopak jeździł swoimi rękoma po moich plecach. Wbił mi palce w plecy. No i porwaliśmy satynową koszulkę. Zaczęliśmy się oboje śmiać uważając aby nie za głośno. Spojrzałam na te piękne niebieskie tęczówki, które z pasją patrzały na moją twarz. Znowu zaczęliśmy się całować. Reszty szczegółów nocy wolałabym wam nie wyjawiać. Ale stwierdzam, że była to najpiękniejsza noc w moim życiu. Ucierpiała na tym tylko moja koszulka nocna, która została rozerwana przez Lou dzikusa. Pieprzyć koszulkę! Nareszcie byłam szczęśliwa.


I jak ? Mam nadzieję, że git ! I pytanie. Co byście powiedziały na kolejnego bloga? Mam ochote założyć 2 !
Zostaw po sobie ślad! CZYTASZ=KOMENTUJESZ

poniedziałek, 25 lutego 2013

Rozdział 22.


*Cam*
Wróciłam z Lou do domu. Przyznam się szczerze, polubiłam tego wariata. Miałam zgarniać właśnie Abb do domu jej rodziców, bo na pewno się bardzo martwili. Wszyscy siedzieli na kanapie i oglądali MTV. Nialler się czymś ekscytował. Darł się ciągle ‘koncert!’. Czyli chłopcy dostali koncert. Nie no nie mogłam się doczekać. Zayn nas zauważył i od razu powiedział.
- A kogóż moje oczy widzą? Zakochańce wrócili! – Zrobiłam groźną minę, chyba wszyscy to zauważyli.
- Zayn, nie radzę. – Powiedział Lou, a ja tylko pokiwałam głową.
- Cam i Lou wrócili.. – Poprawił się mulat. Moja mina od razu się poprawiła.
- Abb, chyba musimy wrócić do domu, twoi rodzice się na sto procent martwią. – Powiedziałam milutkim już głosikiem.
- To wy się gdzieś wybieracie?! – Zapytał oburzony Lou, a ja tylko pokiwałam głową. – Po moim trupie.
Chłopak zarzucił mnie sobie na ramię i zaczął biec w stronę tarasu. Darłam się i waliłam pięściami w jego plecy, ale tego wariata nic nie ruszało. Chłopcy wystraszeni wybiegli za nami. Jednak po jakiejś chwili zorientowali się o co chodzi Louisowi. Zaczęli się śmiać przed faktem dokonanym. Nagle poczułam, że lecę, no i wpadłam do basenu. W całym moim wczorajszym ubraniu. No i szpilki się połamały. Cała byłam mokra, nie było to dziwne. Byłam właśnie w basenie. Louis zaczął się śmiać.
- Louis kretynie pożałujesz kiedyś tego. – Wywarczałam.
- Jak sobie jaśnie pani życzy. Słyszeliście? Zapamiętajcie, bo jej zemsty są słodkie! – Mówił chłopak śmiejąc się.
- Pomógłbyś mi chociaż wyjść! – Wydarłam się na niego.
- Ależ proszę bardzo.
 Podał mi rękę a ja go za nią pociągnęłam. Teraz byliśmy już oboje w basenie. Chłopacy właśnie wyśmiewali Louisa. Znowu dał się wykiwać dziewczynie. Patrzał na mnie swoimi przeszywającymi niebieskimi oczętami a ja śmiałam mu się w twarz. Chwilę później śmialiśmy się oboje, ochlapując się przy tym wodą. Całą tą dziwną scenę obserwowali chłopcy z Abb. Po jakichś 10 minutach wyszłam z basenu, a zaraz za mną Lou. Nie no najlepiej to ja nie wyglądałam. Chłopak zaproponował, że pożyczy mi cos swojego. Niestety buty przepadły. Musiałam spędzić resztę dnia na boso.
Byłam w pokoju Louisa. Był on biały. Efekt bieli przełamywały czarne meble i pościel. Jednym słowem styl nowoczesny. Podobał mi się ten pokój, ale był typowo męski.
- Wybierz sobie coś z szafy! – Krzyknął chłopak ze swojej łazienki.
Ale wybór! Paski, paski, paski. Zajebiście. Zgadnijcie co wybrałam? Białą bluzkę w czarne paski i jakieś jeansy. Koszulka była przydługa, a spodnie za duże. Ściągnęłam je jak tylko najmocniej się dało paskiem. Nogawki podwinęłam na pół łydki. Nie wyglądałam niczym gwiazda, ale dało się znieść. No dobra wyglądałam komicznie. Kwestią zostały moje mokre włosy. Wydarłam się.
- Louis! Masz suszarkę?!
- Nie? – Chłopak wyszedł z łazienki w suchym ubraniu.
- Szlag..
- A co potrzebujesz? Harry na sto procent ma.
- Dobra poradzę sobie. – I złapałam włosy w byle jakiego koka.
Zeszliśmy na dół. Teraz już nie zamierzałam odpuścić Abb. Zabiorę ją za wszelką cenę do domu. Gdy ukazałam się siedzącym w salonie nastąpił wielki śmiech. Tak, wiedziałam, że moim pięknym ubraniem. Żeby nie było, miałam zamiar je zwrócić Louisowi przy najbliższej okazji. Powiedziałam.
- Nialler? Zawieziesz nas do domu?
- No zostańcie jeszcze chwilę. – Protestował farbowany.
- Nialler, braciszku. Nie mogę chodzić ciągle w tych samych ciuchach. – Powiedziała Abb i skierowała się w stronę wyjścia, a zaraz za nią jej brat.
- Wpadniecie jutro? – Zapytał Lou.
- Sądzę, że tak. – Odparłam.
Siedzieliśmy w aucie. Ja, Niall i Abby. Nialler podejrzliwie się mi przyglądał. Najwidoczniej bał się zagadać. Żeby nie siedział już tak cicho powiedziałam.
- No wyduś to z siebie Horan!
- Do czego doszło pomiędzy tobą a Lou?
- Sugerujesz, że do czegoś pomiędzy nami doszło? To się mylisz mój drogi.
- No ale tak fajnie spaliście, tacy przytuleni. – Blondynek dziwnie się uśmiechał.
- Film oglądaliśmy! No i zasnęliśmy!
- Tak się tylko mówi. Nie martw się. Chłopacy wyduszą wszystko z Lou.
- No to się zdziwisz. – Uśmiechnęłam się złośliwie.
No i dotarliśmy do domu. Mama Nialla i Abb oczywiście urządziła nam pogadankę o tym, ze jesteśmy nieodpowiedzialni i wgl. Była na nas zła, że jej nie poinformowałyśmy o tym, że nocujemy u chłopców. Niall z nami chwilę posiedział i wrócił do domu. Zostałam sam na sam z Abby. Dziewczyna usiadła naprzeciw mnie po turecku i powiedziała.
- Opowiadaj.
- Opowiadaj co?
- No ja było z Lou!
- Miło.
- Co robiliście?
- Tatuaże. – Pokazałam jej nadgarstek. – A potem poszliśmy do kawiarni i gadaliśmy.
- Ale mi randka..
- Abby! To nie była randka!
- A niby co?
- Poszliśmy tylko razem na miasto. I pogadaliśmy. Jak przyjaciele.
- Że wy, że przyjaciółmi? Nierealne. Dwa wybuchowe charaktery. Tak czy owak będziecie razem, mówię ci to. Jestem pewna.
- A ja nie. Lou to dobry przyjaciel.
- I przystojny..
- I ma piękne oczy.. – Rozmarzyłam się.
- A jednak! – Wydarła się podekscytowana moja przyjaciółka.
- Co? Powiedziałam coś nie tak?
- ‘I ma piękne oczy…’ – Abb próbowała mnie naśladować.
- Nie mogę stwierdzić, że mój przyjaciel ma piękne oczy?
- Nie. – Powiedziała Abb i zaczęłyśmy się śmiać.

*Louis*
Siedziałem osaczony na kanapie w salonie. Chłopacy patrzyli się na mnie dziwnie. Zayn, Harry i Liam. Niall jeszcze nie zdążył wrócić. Wiedziałem czego lub raczej kogo będzie dotyczyła rozmowa. Cam. Siedziałem i czekałem na pierwsze ciosy z ich strony. Zaczął Harry.
- Widzieliśmy was.
- Przytulałeś ją! – Wykrzyknął Liam i próbował udawać obrażonego. Ja się tylko głupkowato uśmiechnąłem.
- A kto wie co robili jak my poszliśmy.. – Dodał Zayn.
- Poszliśmy na miasto. – Powiedziałem zadowolony z siebie.
- Wiesz, że nie możesz jej zranić. – Powiedział Hazza.
- Nie mam zamiaru jej ranić! Jesteśmy tylko przyjaciółmi! – Wydarłem się.
- Ona jest przyjaciółką twojego przyjaciela! Rozumiesz?! – Dodał Zayn.
- Nie jesteśmy parą. – Broniłem się.
- Na razie. A co później? Odpowiedz nam, ale szczerze. Podoba ci się? – Wtrącił Liam.
- Nnnn… Znaczy tak.
- Wiedziałem! I nasz Lou wpadł jak śliwka w kompot! Co my teraz zrobimy? – Panikował Harry.
- Hazza, nic nie możemy zrobić! Lou jest dorosły? Zapomniałeś? – Próbował mu uświadomić Liam.
- A jak ona go skrzywdzi? Jak Eleanor? – Harry prawie płakał.
- Harry, nie martw się będzie dobrze. – Pocieszałem go ja sam.
Facet przytulił się do mnie i płakał. Harry był taki uczuciowy.

Noo! I jak się wam podoba rozdział ? No i wybaczcie, że taki krótki..
Zostaw po sobie ślad! CZYTASZ=KOMENTUJESZ

niedziela, 24 lutego 2013

Rozdział 21.


*Abby*
Łeb mi pękał. Musiałam iść się napić wody. Ale jazda. Nialler jest w zespole z tym ziomkiem, którego stłukła Cam. Nie no nieźle, ale boję się kłótni tej dwójki. Byłam w pokoju, nie wiem gdzie, na którym piętrze czy coś. Szlam dość długim korytarzem. Przy poręczy stali chłopacy. Wpatrywali się w coś znajdującego się zapewne w salonie. Tak obstawiałam. Podeszłam do nich i zapytałam.
- O co chodzi?
- Ciii. – Powiedział Liam i dalej patrzył się w owy punkt.
Sama dopchałam się do barierki i zobaczyłam na co tak zawzięcie patrzą moi nowi koledzy. Na kanapie spała Cam wtulona w Louisa. Na dodatek ten obejmował ją swoim ramieniem. A bałam się, że będzie z nimi problem. No i miałam złe przeczucia. Postanowiłam odizolować chłopaków od słitaśnej parki. Powiedziałam.
- Kto idzie do Nados ma być gotowy za 10 minut. – I ruszyłam w stronę swojego pokoju.

*Louis*
Obudziłem się. Obok mnie leżała ta wariatka. W zasadzie to ja obejmowałem ją ramieniem. Zabrałem delikatnie rękę. Polubiłem tą dziewczynę już w momencie gdy mnie stłukła. Teraz wyglądała na taką malutką, milutką dziewczynkę. A jednak, pozory mylą. Ta mała milutka dziewczynka kiedyś faktycznie mnie stłukła. A jednak, wszystko poszło w niepamięć. Poszedłem do kuchni. Wyglądało na to, że nikogo w domu nie ma. Chwilę później usłyszałem krzyk dziewczyny z pokoju.
- Lou! Dupku! Zostawiłeś mnie tu samą! A jak przylecą tutaj zaraz te wariaty i mnie rozniosą?! – Miała zachrypnięty głos, ale brzmiała słodko.
- Nie przylecą, nie ma ich w domu. Wyszli gdzieś. – Usiadłem koło niej i dałem kubek gorącej czekolady, który przed chwilą zrobiłem. Sam popijałem swój.
- Zostawili nas? A to dupki. Spiorę Niallerowi tą jego farbowana dupę jak tylko wróci.
- Niall farbuje włosy? – Zapytałem zdziwiony. Na serio o tym nie wiedziałem.
- Taa, od dwunastego roku życia.
- Co masz na nadgarstku? – Właśnie zauważyłem jej tatuaż.
- Tatuaż. Jake.
- Twój chłopak? – Zapytałem zaciekawiony.
- Były. Można tak w zasadzie powiedzieć. A tatuaż to efekt jednej pechowo spędzonej nocy.
- Yhym. Czyli Jake był niewypałem?
- A co ty taki ciekawski?
- Zawsze taki byłem. – Uśmiechnąłem się szeroko i się zarumieniłem.
- Można powiedzieć, że nawet nie byliśmy parą. Udawaliśmy przed kilkoma ludźmi.
- Nie spodziewałbym się tego po tobie. – Udawałem zszokowanego.
- Louis! Przestań się tak patrzeć! – Walnęła mnie znacząco w ramię.
- Jak? – Zapytałem zdziwiony.
- Tym swoim niebieskim, przeszywającym wzrokiem. – Zaczęła się śmiać.
- Ja i przeszywający wzrok? Chyba sobie żartujesz.. Nawet nie mogę ciebie przejrzeć. Jesteś taka spokojna, ale dupę komuś potrafisz sprać. – Zacząłem się śmiać.
- Louis, skończ. – Spojrzała się na mnie groźnie a ja skinąłem głową.
- To jak. Ich nie ma to może my też gdzieś wyskoczymy? Co ty na to? – Posłałem jej jeden ze swoich najpiękniejszych uśmiechów.
- Ale gdzie? – Zapytała wyraźnie zaciekawiona.
- To niespodzianka, zaplanowałem to niecałe 30 sekund temu.
- Powiedzmy, że się zgodzę i co dalej?
- I wtedy powiem zbieraj dupsko! Za 15 minut wychodzimy.
I jak powiedziałem tak też uczyniliśmy. Skoro tak nie lubiła owej osoby, osoby z tatuażu to pewnie nie chciała go już mieć. Zabrałem ją do mojego znajomego tatuażysty. Ucieszyła się niezmiernie. Rzuciła mi się wręcz na szyję. Była mi najwidoczniej wdzięczna. Mój przyjaciel przerobił jej go na piękne piórko. Ja również skorzystałem z okazji i zrobiłem sobie tatuaż na samym dole brzucha, a mianowicie mały pistolet. Nie byłem odważniejszy na nic więcej. Cam dla jaj poprosiła tatuażystę, aby zrobił nam zdjęcie. Z twarzami. Pokazywała palcem mój tatuaż równocześnie pokazując swój nowy-stary. Robiła bardzo zabawną minkę. Ja się oczywiście uśmiechałem. Dopiero później zostałem poinformowany, że to zdjęcie wyląduje na facebooku. Genialnie. Byłem z tego powodu mega szczęśliwy. Prosiłem ją oczywiście aby go nie wstawiała, ale weź przekonaj Cam. Graniczy z cudem. Potem poszliśmy do kawiarni na ciastko i kawę. Usiedliśmy w jednym z najbardziej oddalonych stolików. Cam zamówiła szarlotkę i latte, a ja mufina i cappuccino.
- Opowiedz mi coś o sobie. - Poprosiłem ją.
- Na pewno nie chcesz tego słuchać. – Powiedziała zasmucona.
- Chcę. – Odpowiedziałem poważnie.
- Urodziłam się w Londynie i mieszkałam tu do czternastego roku życia. To tu zaczęła się moja przyjaźń z Niallem i Abb. Potem przeprowadziłam się do Port Angeles w Stanach Zjednoczonych. Tata dostał tam pracę. Niedługo po tym jak się tam wyprowadziliśmy znalazł kochankę i odszedł do niej. Ja poznałam Miles, moją przyjaciółkę i Rileya, mojego chłopaka. – Miała łzy w oczach.
- Ty masz chłopaka? – Zapytałem zdziwiony.
- Dasz mi skończyć? – Ja tylko odpowiedziałem jej kiwnięciem głowy. – Kilka miesięcy temu Riley zginął w wypadku samochodowym. – Zaczęła płakać. Otarłem jej łzy opuszkiem swojego palca. – Niecałe pół roku po tym zdarzeniu założyłam się z koleżanką, że wyrwę Jake’a. Tego od tatuażu. No i wyrwałam. Jednak następnego dnia chłopak ze mną zerwał. Nic do siebie nie czuliśmy. Potem się okazało, że cała szkoła sądzi, że jesteśmy parą i musieliśmy udawać. Pojechaliśmy któregoś razu razem na weekend w góry. Tam za dużo wypiliśmy i zrobiliśmy sobie tatuaże. Po tym wypadzie ogłosiliśmy oficjalnie koniec naszego związku. Przyjaźniliśmy się jednak dalej. Potem przyjechał Nialler i jak Jake się dowiedział, że wyjeżdżam zerwał ze mną kontakt. No i wróciełam na miejsce, które kocham. Londyn. Tu czuję się jak ryba w  wodzie. – Uśmiechała się.
- Czemu postanowiłaś tu wrócić?
- Tam wszystko przypominało mi Rileya. Uciekłam od niego. Teraz ty mi opowiedz o sobie.
- Nie mam nic ciekawego w swoim życiu. Zająłem z chłopakami trzecie miejsce w X Factorze, niedawno zerwała ze mną dziewczyna, Eleanor. Ale trudno, nasze uczucie najwidoczniej się wypaliło.
- Słuchaj, zdarza się. Będzie na pewno jeszcze ktoś kogo pokochasz.
- Też mi się tak wydaje. Dochodzi 17 wracamy? Na pewno się martwią.
- Poczekaj tylko skończę aktualizować swój status na fejsie.
- Okeej.

*Jake*
Siedziałem bezradnie na kompie. Przeglądałem fejsa. No i pojawiło się coś co mnie załamało. Cam dodała nowe zdjęcie. Opis brzmiał: ‘Z Lou;* Takie tam dwa wariaty, z nowymi tatuażami ;D’. I to co widziałem załamało mnie jeszcze bardziej. Na zdjęciu Cam świetnie się bawiła z jakimś ziomkiem. To nie był Niall. Lou. Louis? Chyba tak. Taa on miał zupełnie nowy tatuaż, Cam zasłoniła stary jakimś piórkiem?! Nie no tego to już miałem dość. Miles miała rację. Cam nie interesuje nic oprócz tych jej zasranych przyjaciół z Londynu. Tylko oni się liczyli. Dla niej już nie istniałem, nawet mój symbol z siebie ‘zdjęła’. Już nie widziałem żadnej szansy na nasze pojednanie.

Noo witam! Jak wam się podoba? Mnie bardzo! Staram się pisać dłuższe rozdziały. To chyba dobrze no nie? Zaraz akcja się rozkręci. Mam taką nadzieję. I się was pytam ile rozdziałów jeszcze chcecie? Mam dużo pomysłów. I co wy na taką umowę? Jeśli pod tym rozdziałem znajdą się choć 2 komentarze, jeszcze dnia dzisiejszego wstawię kolejny, który kisi się u mnie na kompie ;D
Zostaw po sobie ślad! CZYTASZ=KOMETUJESZ DLA CIEBIE TO CHWILA! DLA MNIE MOTYWACJA!

sobota, 23 lutego 2013

Rozdział 20.


*kilka, kilkanaście tygodni później*
Siedziałam z Abb na sofie oglądając MTV. Śpiewałyśmy większość piosenek lecących na kanale. Nialler się jeszcze nie odzywał. Tęskniłyśmy za nim. Tak, Abb też. Właśnie leciała piosenka Nickelbacka – How you remind me. Zaczęłyśmy śpiewać. Z Abby zaczęłyśmy skakać po stole i kanapie. Nagle w kieszeni poczułam wibracje. Wyjęłam powoli telefon. Spojrzałam na wyświetlacz i wydarłam się do Abby.
- Wyłącz dźwięk! Niell dzwoni! Szybko. – Abby wykonała moje polecenie a ja zaczęłam gadać. – Halo? – Szepnęłam, ie wiedziałam co więcej powiedzieć.
- Cam? Co tam? – Usłyszałam ten boski lekko chrypkowaty głos.
- Nialler! Nawet nie wiesz jak długo czekałam  na ten telefon! Gadaj co robiłeś i jak program.
- Więc mam dla was niespodziankę. Ubierz się z Abb. Tak wiem jest dwunasta a wy jeszcze w piżamach. – Miał rację, jak on nas znał. – I za godzinę po was przyjadę. Ok?
- Okej. Tak się cieszę, że cię zobaczę. Tęsknię.
- Ja też. Zbieraj się. Macie tylko godzinę. – I się rozłączył.
- Co on mówił? – Zapytała zniecierpliwiona Abb.
- Że mamy godzinę, ma dla nas niespodziankę.
- To na co czekamy! Idziemy! – Pociągnęła mnie za sobą Abb.
Ubierałyśmy się i malowałyśmy ponad dwadzieścia minut. Abb postawiła na spódnice bombkę, białą koszulę z ćwiekami na kołnierzyku i sandały na koturnie. Włosy zostawiła rozpuszczone. Ja ubrałam dżinsowe szorty, luźną koszulkę z motywem flagi UK i czarne szpilki. Włosy również zostawiłam rozpuszczone. Jakiś czas później przyjechał Niall. Rzuciłam mu się w objęcia. Zauważyłam za nim paparatzzi. Chłopak odsunął mnie od siebie bardzo delikatnie, czyli teraz musiałam uważać na ruchy, Nialler był najwidoczniej sławny. Uśmiechnęłam się przepraszająco, a on machnął ręką. Wsiedliśmy z nim do czarnego mercedesa. Zaczęłam.
- O co chodzi Nialler?
- Niespodzianka to niespodzianka. – Powiedział.
- Ale.. Paparatzzi wykorzystają to przeciw tobie. Te zdjęcie.
- Tym się już nie przejmuj. Ja albo Paul to jakoś załatwimy.
- Paul?
- Menadżer.
- Yhym. – Abb się w ogóle nie wtrącała w naszą rozmowę.
W ciszy i spokoju jechaliśmy aż do pewnego domu. Ten dom był duży, biały, zbudowany w nowoczesnym stylu. Wywnioskowałam, że jest to dom Niallera. Chłopak wysiadł, otworzył nam drzwi i zaczął iść w stronę drzwi. Zawołał nas gestem do siebie. Ruszyłyśmy niepewnie. Weszłyśmy do budynku. Ze środka słychać było muzykę i krzyki i śmiechy kogoś. Nialler coś krzyknął i momentalnie przede mną zjawiło się czterech chłopaków. Stałam zdziwiona. Jeden z nich był mulatem, przystojnym mulatem, drugi zwykłym brunetem, trzeci miał charakterystyczne kręcone włosy, a ostatni z nich nieogarnięta grzywkę i przeszywające niebieskie oczy. Znałam go. Wpatrywał się we mnie zszokowany. No i Nialler przerwał przytłumiającą ciszę.
- No dziewczyny to jest mój zespół. Zayn, Liam, Harry i Louis. – Powiedział wskazując każdego z nich. – Chłopaki to moja siostra Abby i przyjaciółka Camia, Cam.
- Miło mi. – Powiedziałam lekko zdezorientowana, wolałam się przed nikim nie wydać, że znam Louisa. Że sprałam Louisa. – Czyli w X Factorze byliście zespołem? – Zapytałam się.
- Tak, taki był warunek jurorów. Mieliśmy przejść tylko jeśli będziemy zespołem. – Powiedział Zayn.
- Ahha. – Skwitowałam. – Mogłeś nam powiedzieć wariacie. – Powiedziałam i walnęłam porozumiewawczo Nialla w ramię.
- Chciałem wam zrobić niespodziankę..
- Nawet nam was nie pokazał, chciał żebyśmy też mieli niespodziankę z poznania was. – Powiedział Liam.
- Nie pozwolił nam do was zadzwonić.. – Harry udawał, że płacze, rozbawił mnie.
- Byliśmy skazani na samych siebie. – Zakończył to wszystko Zayn.
- Ktoś głodny? – Zapytał Nialler, ale nikt się nie zgłosił. – To idę sam coś zjeść.
- Poczekaj, pójdę z tobą. – Powiedziałam i ruszyłam w stronę kuchni z moim przyjacielem, reszta poszła do salonu. Gdy byliśmy już sami zapytałam się. – Louis zawsze jest taki małomówny?
- Nie. Dzisiaj z nim coś nie teges. Zawsze papla najwięcej, razem z Harrym. Żebyś widziała jak inscenizują moment jak jakaś laska stłukła Louisa przed castingiem. To dopiero jazda. – Niall zaczął się śmiać.
- Louisa stłukła jakaś laska na castingu?
- Taa. Wariatka. No nie?
- Yhym. – Powiedziałam i zaczynałam myśleć jak go przeprosić. – A tak mi z głowy wypadło. Jak wy się w ogóle nazywacie?
- One Direction. Harry wymyślił nazwę.
Chłopcy właśnie włączyli na cały regulator jakąś piosenkę. Każdy z nich śpiewał. Usłyszalam nawet melodyjny głos Louisa. O matko. Mój przyjaciel jest z nim w zespole, a on jest moim największym wrogiem. Trzeba zakopać topór wojenny. Postanowiłam z nim dzisiaj pogadać. Miałam już wychodzić gdy do kuchni wpadł Harry.
- Impreza dzisiaj! – Wydarł się.
- Spokoo. – Ucieszyłam się.

*kilka godzin później*
Siedziałam na blacie kuchennym i paliłam black devila. Wszyscy oprócz mnie i Louisa byli pijani. My ich pilnowaliśmy. Abby właśnie wskoczyła na stół i zaczęła tańczyć zarzucając swoimi włosami. Była iście szalona jak troszkę wypiła. Byłam zdziwiona, że z Niallerem jeszcze się nie tłukła. Harry polewał im kieliszek za kieliszkiem. Lou siedział na fotelu, wypił tylko kilka kieliszków, tak jak ja. Woleliśmy zachować od siebie dystans. Po kilku godzinach imprezy wszyscy padli. Oczywiście oprócz mnie i Louisa. Nie wiedziałam jak do niego zagadać. Nie musiałam jednak. Lou sam spojrzał się na mnie i zapytał.
- Chyba trzeba ich położyć. Pomożesz mi?
- Jasne. – Odpowiedziałam najmilszym głosem jaki miałam.
Wnosiliśmy chłopców i Abb na górę. Każdego do swojego pokoju. A ja nadal nie wiedziałam jak przeprosić Louisa! Może tak prosto z mostu. Nie miałam szczerze powiedziawszy pojęcia. Aż do momentu gdy zostaliśmy sami na dole. Ja zaczęłam.
- Louis no bo wiesz, ja chciałam cię przeprosić.
- Camila Gier. Faktycznie zapamiętam to nazwisko do końca życia.
- No przepraszam! Przepraszam, że zniszczyłam ci wygląd na eliminacjach.
- Jak cię zobaczyłem to się przeraziłem. Pomyślałem. O w mordę to ta dziewczyna. Ta, której imienia nie zapomnę do końca życia.
- No człowieku, zlituj się nade mną! Proszę cię!
- A co będę z tego miał? – Nasze twarze dzieliły teraz dosłownie milimetry.
- Nie.. Pobiję.. Cię.. Więcej.. – Powiedziałam uwiedziona magią niebieskich tęczówek.
- To za mało. – Szeptał swoim zmysłowym głosem. – Chcę tego. – I zaczął mnie łaskotać.
Śmiałam się tak, że jakby chłopcy nie byli pijani na pewno by się obudzili. Louis śmiał się ze mnie. A ni rusz będziemy jeszcze przyjaciółmi. Tarzałam się ze śmiechu a Lou ciągle nade mną klękał i dodawał kolejnej dawki łaskotek. W końcu przez śmiech wydarłam się.
- Louis! Błagam o wybaczenie! Proszę cię! Przestań!
- Nigdy! Moja zemsta będzie słodka! Jak twoja dietetyczna cola! – Mówił i śmiał się równocześnie.
- Wygrałeś! Proszę cię przestań! – Usiadł koło mnie.
- Ale obejrzysz ze mną film? – Powiedział już z poważną miną.
- Czemu by nie. – Uśmiechnęłam się, Lou włączył jakiś film i usiedliśmy na kanapie oglądając go.

Cześć! No uległam. Wstawiłam ten rozdział jeszcze dzisiaj. Zmiękłam. Jak wam się podoba rozdział? Mi chyba najbardziej ze wszystkich ;D I proszę was, komentujcie, bo to na serio motywuje!
Zostaw po sobie ślad! CZYTASZ=KOMENTUJESZ

INFORMACJA!

Więc, stwierdzając, że mojego bloga czyta mało osób. Postanowiłam, że daję już ostatnią szansę temu zlepkowi moich przemyśleń. 
Od dziś komentować mogą wszyscy. Uwierzcie, dla was to chwila, a dla mnie motywacja do dalszego pisania. Więc, jeśli jest was choć kilka osób proszę! Komentujcie. 
Mam nadzieję na poprawę. 
To jak chcecie ten kolejny rozdział jeszcze dzisiaj? 

Rozdział 19.


*Cam*
Obudziłam się następnego dnia. Abby jeszcze spała. Postanowiłam pójść zrobić śniadanie. Schodziłam powoli po już nieznanych mi schodach. Porażka. W lodówce nic nie było. Jajka, mleko, dżem. Postanowiłam zrobić naleśniki, o ile miałam mąkę. Jak się okazało było jej akurat na jedną porcję. Smażyłam jeden naleśnik za drugim. Z każdym kolejnym przewracanie szło mi coraz szybciej. Moją przyjaciółkę obudziły chyba zapach dobiegające z kuchni bo jak na fazie zmierzała w stronę stołu. Zasiadła i czekała na jedzenie. Zjadłyśmy i zaczęłyśmy gadać.
- To co dzisiaj robimy? – Zapytała się mnie.
- Najpierw połazimy, a potem, znaczy się wieczorem jesteśmy umówione do kina z Miles.
- A Jake? Poznam go?
- Raczej nie. Nie chcę go widzieć. Przepraszam Abb.
- Spoko. Jestem ciekawa jak poszło Niallerowi.
- Ja też. Abb na stole leży laptop. – Spojrzałam na nią błagająco.
- Nie ma mowy! Obiecałyśmy mu! Wyjeżdżamy stąd za tydzień! Może akurat odpadnie to nam powie.
- Nie bądź taką pesymistką Abb! Mi się wydaje, że nasz Nialler dojdzie do finału.
- Zobaczymy.
Około godziny 13 poszłyśmy na spacer. Ja ubrałam czarne, porwane rurki, zieloną bluzę i adidasy nike, włosy spięłam w luźnego warkocza. Abb mniej obeznana w tutejsze klimaty ubrała dżinsowe  rurki, czarny top, flanelową koszulę, czarne vansy, włosy spięła w wysokiego kucyka. Wyśmiałam ją i rzuciłam jej jedna z moich bluz. Padło na czarną z napisem ‘I hate live’. Nie chciałam żeby w niej chodziła, ale ona zapierała się mówiąc, że jej bardzo się podoba. No i poszłyśmy na miasto. Abby była przerażona pogodą tutaj. Ciągle mokro, deszczowo, już rozumiała po co jej ta bluza. Biegałyśmy jak idiotki aż w końcu zadzwoniła do mnie Miles.
- Halo? – Powiedziałam zdyszana.
- No haloo. Widzimy się za godzinę no nie?
- Taak. – powiedziałam przestraszona, byłam jeszcze nie gotowa.
- Tylko ubierzcie się raczej wygodnie, w szachy raczej grały nie będziemy.
- To nie idziemy do kina?
- Nie, wymyśliłam cos innego.
- Okeej.
- To do zobaczenia.
- Pa. –Powiedziałam i poszłam z Abb się szykować.
Ja ubrałam rurki, vansy, koszulkę i flanelową koszulę. Włosy związałam w luźnego koka.  Abb ubrała rurki, biały t-shirt i czarną marynarkę. Włosy dalej miała upięte w wysoką kitkę. Siedziałyśmy na kanapie i czekałyśmy na Miles. Miała po nas przyjechać. Stopą wytupywałam rytm „Hero”. Jeden, dwa, trzy, i dzwonek do drzwi. Wstałyśmy chwyciłyśmy kurtki i z automatu wyszłyśmy. Wiedziałyśmy, że to Miles. Jak zwykle spóźniona.
Jechałyśmy w niewiadomym nam kierunku. Ja jednak po chwili skapnęłam się, że jedziemy na kręgle. Nigdy nie byłam zbyt dobra w te klocki. Co tam Miles wymyśliła?! Kilka minut później stałyśmy pod kręgielnią. Weszłyśmy do budynku i zapłaciłyśmy za dwie godziny. Genialnie, dwie godziny kręgli. Lepiej Miles nie mogła wybrać. Dobrze wiedziała, że nienawidzę tej gry! Szłam z naburmuszoną miną. Abb to zauważyła i w pocieszającym geście szturchnęła mnie w ramię. Uśmiechnęłam się na chwilę. Udawałam przez chwilę, że jestem zadowolona z tego całego wypadu. Zaczęłyśmy grać. Miles zaczęła gadać.
- Wiecie wybrałam kręgle, bo przy kręglach się dobrze gada. – Uśmiechnęła się.
- Taa, jasne. Ale jak się kręgli nie zbija to się nie gada. – Odparłam obrażona.
- Cam, nie denerwuj się. – Powiedziała genialna Miles.
- Będziemy się dobrze bawić. – Dodała Abb. Spojrzałam na nią tylko groźnie.
- Więc, jak pogadanka, to pogadanka. Wytłumacz nam kochana jak jest z tobą i Niallem. – Powiedziała Miles.
- Z nami?! My jesteśmy tylko i wyłącznie przyjaciółmi.
- Tak się tylko mówi Cam. – Dodała Abb.
- Czy ty sugerujesz, że mnie i twojego brata coś łączy? – Zapytałam.
- Nie, skądże. To, że często razem śpicie, razem oglądacie filmy się przytulając, chodzicie pod rękę jest zupełnie normalne.
- A nie? – Odparłam zdziwiona, skąd ona tyle wiedziała. Ta mała jędza Abb.
- Wygląda na to, że nasza Cam się zakochała. – Powiedziała Miles.
- Wcale, że nie! - Wydarłam się.
- Oj no przyznaj się! – Powiedziała Abb.
- Wiecie co?! Wypchajcie się, ja idę odpocząć.
Poszłam do baru z przekąskami. Usiadłam obrażona i zamówiłam małą colę light. Sączyłam ją powoli przez słomkę gdy moim oczom ukazał się on. Tak właśnie on! Jake. A dokładnie jego blond czupryna. Najwidoczniej mnie zauważył. Podszedł i usiadł koło mnie. Udawałam, ze go nie zauważyłam. Siedziałam ze wzrokiem wbitym w szklankę coli. On, czułam to obserwował mnie i uśmiechał się pod nosem. I wtedy coś powiedział.
- Kogo moje oczy widzą, Cam. Jak ja za tobą kochana tęskniłem.
- W porównaniu do ciebie nawet nie pomyślałam o twojej osobie. – Odparłam wyluzowana. Już wyluzowana.
- Mogłabyś przestać się na mnie złościć. – Powiedział swoim uwodzicielskim głosem.
- A może jednak nie?
- Camila, no proszę cię. – Powiedział już normalnie.
- Prosisz mnie?! Ja też ci coś powiedziałam. Miałeś do mnie nie krzyczeć! Jesteś dla mnie nikim Jake! Nikim! Nic dla mnie nie znaczysz! Nie rozumiesz?! Straciłeś swoją szansę na przyjaźń ze mną już dawno. I jej nie odzyskasz, nie odzyskasz szansy na przyjaźń ze mną.
- Camila, przepraszam, to nie tak miało być. Ja naprawdę żałuję. Wybacz mi.
- Jesteś nikim Jake. Dla mnie już jesteś nikim. Mam nowych przyjaciół i brak miejsca dla ciebie. – Miałam w oczach łzy.
- Proszę.
Ale ja wybiegłam i postanowiłam wylecieć już jutro.

Hej. I jak tam? Rozdział nudny, wiem. Ale postaram się rozkręcić. Obiecuję. Chcecie powrotu Nialla? Ja owszem.. A Louisa chcecie? Ja tak! No to, do zobaczenia w następnym rozdziale! No i taki bonus, jak dzisiaj dobijecie 2 komentarze jeszcze dziś wstawię nowy rozdział.
Zostaw po sobie ślad! CZYTASZ=KOMENTUJESZ

piątek, 22 lutego 2013

Rozdział 18.


*kilka dni później*
Siedziałam po turecku na lotnisku czekając na zawsze spóźnioną Miles. Abb rozglądała się dookoła poznając nowe otoczenie. Ja nie musiałam, znałam to lotnisko na wylot. Przylot był dobrze pół godziny temu, a jej jeszcze nie ma. Już miałam wyciągać telefon żeby po nią dzwonić, gdy zza zakrętu wybiegła jakaś idiotka z czerwonymi włosami. Sorki, nie idiotka tylko moja Miles. Gdy nas zobaczyła zaczęła biec i piszczeć. Skoczyłyśmy sobie  w objęcia. Skakałyśmy tak chwilę gdy Miles zauważyła Abb. Skoczyła jej w objęcia i powiedziała.
- Miles jestem.
- Miło mi Abby, ale już się chyba znamy?
- Tak, przez internet, ale w realu dopiero cię poznałam.
- Achh, spoko.
- Co tak późno Miles?! – Wydarłam się.
- Wybacz, ale zaspałam. – Tłumaczyła się dziewczyna.
- No, bo wczoraj byłam na imprezie. – Uśmiechnęła się głupkowato.
- Możemy jechać do domu? – Zapytałam się nareszcie.
- Tak, jasne. Do ciebie czy do mnie?
- Wolałabym do mnie, jesteśmy z Abb zmęczone. Prawda Abby?
- Taa, bardzo. – Właśnie ziewała.
Jakiś czas później byłyśmy w mojej willi. Z Abb pożegnałyśmy się z moją przyjaciółką i poszłyśmy się ogarnąć. Byłyśmy umówione na jutro. Do kina oczywiście. My aktualnie jadłyśmy kolację. No i potem poszłyśmy się wykąpać. Miałam w moim domu w Port Angeles trzy łazienki. No gdy już byłyśmy w miarę ogarnięte postanowiłyśmy obejrzeć jakiś film. Padło na „Trzy metry nad niebem”. Płakałyśmy jak najęte na końcu, ale od tego są takie wyciskacze łez. Chciałyśmy z Abb obejrzeć X Factora, ale obiecałyśmy Niallerowi, ze nie ruszymy tego programu, chłopak miał dla nas jakąś niespodziankę. Około północy poszłyśmy położyć się w sypialni mojej mamy, we dwie zawsze raźniej.

*Miley*
Siedziałam znudzona przed kompem i opracowywałam kolejny plan. Plan jak pogodzić Cam i Jake’a. Pamiętam jednak te kilka dni gdy mój przyjaciel cierpiał przez nią. Ona była sobie tam szczęśliwa z tym Niallem i Abb, a on siedział tu. Już teraz wiedziałam dlaczego tak się uniósł gdy ona poinformowała nas o swoim wyjeździe. On ją kochał.
‘- Jake, to nie jest powód do płaczu! Ona będzie z nami jeszcze gadała. – pocieszałam mojego przyjaciela.
- Ty nic nie wiesz! – Wydarł się.
- Czuję to samo! Ona jest też i moją przyjaciółką!
- Ty nic nie wiesz! – Powtórzył się.
- To mi wytłumacz może łaskawie!
- No bo ja ją kocham.
- O żesz w mordę.. – Byłam zszokowana.
- Pamiętam każdą chwilę z nią spędzoną. Nasz pierwszy i ostatni raz, kolację u moich rodziców, raniące SMS’y z Niallem, tak wiedziałem o nim wcześniej, przeczytałem przez przypadek SMS’a. Pamiętam jak się uśmiecha, jakie wielkie oczy robi gdy się zdziwi, jak całuje. Może to jest chore, ale zakochałem się w niej gdy pojechaliśmy do mojego dziadka. Tylko ona zna tajemnicę Amandy, i ona nikomu o niej nie powie. Tylko ona ma moje, i tylko moje imię wytatuowane na nadgarstku. I wydawało mi się po tym naszym kinie, że ona też mnie kocha. Myślałem, że może wszystko się nareszcie ułoży, że będę szczęśliwy jak kiedyś. Ale to ja. Ja zawsze muszę wszystko spieprzyć, ja wszystkich ranię, ja wszystkich tracę. – Chłopak płakał mówiąc te słowa.
- Jake, nie ona pierwsza i nie ostatnia, wiem jaka jest Cam. I przykro mi, że ci to mówię, ale ona cię nie kocha i nie pokocha. Camila widzi tylko czubek swojego nosa i swoich przyjaciół z Londynu. To oni zawsze, odkąd pamiętam liczyli się najbardziej. Ze mną ma jedno zdjęcie na facebooku, a z samym Niallem, z ostatniego tygodnia dziesięć. Zauważ, ona kocha ich nad życie, są oni w pewnym sensie jej rodziną. Jest tak odkąd pamiętam. Nigdy nie będziesz ważniejszy od Nialla. – Moje słowa najprawdopodobniej załamały Jake’a, ale on pierwszy poznał prawdę o mojej przyjaciółce, o tym jaka była naprawdę. Kocha tylko siebie i tych Londyńczyków. Kiedyś do tego grona zaliczał się też Riley, ale on już nie żył. Jedyna osoba, która ją tu trzymała.
- Słowa, które wypowiadasz ranią.
- Wiem Jake, ale pogódź się z prawdą. Jeśli ją kochasz postaraj mieć ją chociaż jako przyjaciela, bo na więcej liczyć nie możesz, nie zaliczysz się do jej pięknego stadka, nigdy.
- A ty jak to przetrwałaś?
- Zanim to zauważyłam minął dobry rok. Z czasem się do tego przyzwyczaiłam, do tego, ze nigdy nie będę najważniejsza. Myślisz, że ile razy sam Riley zarzucał jej zdradę. Ciągle pisała SMS’y z Niallem. To nie było według niego normalne, on chciał mieć ją na wyłączność. Opowiadała mi co się działo wtedy w aucie. Jechała ona i on. Cam pisała SMS’y z Niallem, ostatni był o treści ‘Też cię kocham głuptasie. xxC.’ Cam i Niall zawsze, odkąd pamiętam tak do siebie pisali. Riley o tym nie wiedział. Zaczął się na nią drzeć. Ona wymyślała jakieś durne wymówki, on nie wierzył. Fakt, Cam coś kręciła. Z tego co mi się wydaje kochała i kocha Nialla nadal. Może nawet są parą. I właśnie wtedy Riley tylko na chwilę puścił kierownicę. To był zakręt. Przywalili w drzewo. Ona przeżyła, on nie.
- Nie mówiła mi nigdy tego.
- Dziwne by było jakby ci powiedziała. Tylko ja o tym wiem. Tylko ja znam prawdziwą wersję. Policja dostała fałszywą śpiewkę o tym, że Riley stracił panowanie nad kierownicą. I policja nie dowie się prawdy, bo Cam im nic nie powie. Mimo to i tak ją kocham, jak siostrę.
- A ona?
- Ona tak mówi, ale ze słowami Cam przestałam się liczyć już dawno. I chłopie mówię ci, pogódź się z nią, ale odpuść sobie, ona cię nie pokocha.’
A ja głupia ciągle chciałam temu chłopakowi pomóc. Wiedziałam, że jego szanse są nikłe, zerowe. Ona go nie pokocha, jest zimną suką, która zawsze ma to co chce. Ma kogo chce. Osiąga to co chce. Nie potrafiłam jej jednak znienawidzić. I w głębi duszy żałowałam, że wyjawiłam Jake’owi tyle jej tajemnic. Nie wiedziałam jaki jest ten chłopak. Ale w zasadzie on tez mi wyjawił swój wielki sekret. Kocha się w Cam. No dobra 1:1. Przemyślę to wszystko w śnie.

Pierwszy rozdział z perspektywą  Miley. I jak wam się podoba? Ja jej osobiście nie lubię. Ale jak mogę pisać o postaci, której nie lubie? No zdarza się. A co tam u was? No, postawiłam jednak na dłuższe rozdziały. Zadowoleni? Niedługo podejmę decyzję co do dalszego bytu tego bloga.
Zostaw po sobie ślad! CZYTASZ=KOMENTUJESZ