poniedziałek, 4 marca 2013

Rozdział 29.


Obudziłam się. Nie było koło mnie Louisa. Gdzie wywiało tego wariata? Powoli zwlekłam się z łóżka. Zaczęłam zmierzać krok za krokiem po schodach. Z kuchni słyszałam śmiechy. Stanęłam w drzwiach. Louis przygotowywał swoją legendarną jajecznicę z marchewką, a moja mama siedziała i z nim rozmawiała. Tak, mogłam się tego spodziewać. Lou zwykle wstaje przede mną. Zauważył mnie i posłał mi promienny uśmiech. Mama zauważyła mnie chwilę później. Powiedziała do mnie.
- Louis właśnie przygotowuje mi jajecznicę z marchewką, dlaczego ty nie masz takich pomysłów?
- Bo jest to sekretny przepis Lou, którego nikomu nie chce zdradzić. – Odpowiedziałam uśmiechnięta.
- Sekret tkwi w tym, że tylko sam mistrz marchewek potrafi ją przyrządzić. – Powiedział Lou przegryzając marchewkę.
- A kakao gdzie panie mistrzu marchewek? – Zapytałam złośliwie.
- Stoi na małym gazie. – Louis posłał mi szeroki uśmiech.
Zjedliśmy śniadanie, jajecznica jak zwykle była pyszna. Mama poszła się położyć, a ja z Lou mieliśmy cały dzień dla siebie. Zebrałam naczynia i poszłam zmywać. Czułam na swoich plecach wzrok chłopaka. Po całym zmywaniu odwróciłam się do niego i powiedziałam.
- To co dzisiaj robimy?
- Myślałem, że ty cos wymyśliłaś.
- Ehh, czyli to ja zawsze mam wymyślać nam atrakcje? – Louis tylko pokiwał głową z głupkowatym uśmiechem.
- Ale najpierw chodź! Mam coś dla ciebie.
Poszliśmy na górę do pokoju gościnnego. Louis usiadł przed swoją walizką i zaczął wyrzucać z niej wszystkie swoje rzeczy. W wyniku całej tej akcji cały pokój był zasypany jego ubraniami. W końcu znalazł jakieś czerwone zawiniątko. Z największą powagą podał mi je. Rozwinęłam i jak się okazało była to bluza. Piękna czerwona bluza z napisem KEEP CALM AND LOVE LOUIS TOMLINSON. Rzuciłam się na niebieskookiego i przytuliłam najmocniej jak tylko potrafiłam. On się śmiał i udawał, że się dusi. Ubraliśmy się i poszliśmy na spacer. Spacerowaliśmy po moim ulubionym parku. Nie baliśmy się już chodzić trzymając się za ręce. Spletliśmy swoje palce i machaliśmy rękoma jak przedszkolaki. Nagle Lou wpadł na pewien pomysł. Zaczął mnie łaskotać. Tarzałam się ze śmiechu po trawie, w wyniku czego cała byłam zielona. Ludzie chodzili i jedni się z nas śmiali inni uśmiechali się przyjaźnie. W końcu Lou przestał mnie łaskotać i usiadł na trawie. Położyłam mu głowę na nogi. Siedzieliśmy tak w milczeniu gdy nagle zauważyłam Jake’a. Wzięłam Louisa za rękę i pociągnęłam go w stronę chłopaka.
- O co chodzi? – Zapytał zdezorientowany.
- Musisz kogoś poznać.
- Kogo?
- Mojego przyjaciela. Może nareszcie przestaniesz być zazdrosny. – Lou tylko westchnął, ale nie opierał się. Podeszliśmy do Jake’a. Nie zauważył nas na początku. Wystraszyłam go. – Hej. – Powiedziałam. Podskoczył ze strachu. Odwrócił się i zmierzył Louisa wzrokiem. Louis również zmierzył Jake’a wzrokiem. Swoje spojrzenie zatrzymał na nadgarstku chłopaka, na tatuażu. W jego oczach widziałam złość, ale szturchnęłam go i powiedziałam do Jake’a. – To jest właśnie mój Louis.
- Twój Louis.. – Chłopak powiedział te dwa słowa powoli.
- Lou. Milo mi. – Powiedział mój chłopak bardzo przyjaźnie. Był niezłym aktorem.
- Jake.
- Camila mi dużo o tobie mówiła. – Louis najwidoczniej chciał podkreślić, że jestem jego i tylko jego. Przyciągnął mnie do siebie obejmując w pasie. Przy czym ciągle szeroko się uśmiechał.
- Mi o tobie nie za dużo. – Ten chociaż był szczery.
- Lou, mieliśmy iść do kina, pamiętasz? – Zapytałam mojego chłopaka.
- Ach, tak. Może zabierzemy Jake’a ze sobą?
- Nie dzięki, nie trzeba.
- Będzie miło, zabierzemy Miles, chodź Jake. – Powiedziałam. Wiedziałam, że kogo jak kogo, ale mnie to posłucha.
No i jak pomyślałam tak się stało. Zadzwoniliśmy po Miles, która z chęcią się z nami wybrała. Szczerze wam powiem, że nie kumałam Louisa. Ale skoro chciał, to będzie miał. Na Miles czekaliśmy tylko kilka minut. Bardzo się polubiła z Lou. Spoko. Chociaż ona. Nie widziałam tego po Jake’u. Ale skoro buli moimi przyjaciółmi musieli to chyba zaakceptować. No i wybraliśmy, Louis wybrał jakieś romansidło. Achh, on fan płakania na filmach. Weszliśmy na salę.

*Jake*
Ten genialny chłoptaś wybrał jakiś denny film. Siedziałem i się nudziłem. Nie mogłem odmówić Cam wyjścia do kina. Tak, ale jedno mogłem stwierdzić. Przy Louisie nie miałem u Cam żadnych szans. To był chłopak ideał. Zabawny, przystojny. I jeszcze ta jej bluza. Nie no normalnie piękna. Ehh, nie no ona nie była moja! Nie mogłem być o nią zazdrosny. Spojrzałem na nich odruchowo. Camila właśnie pocieszała Louisa. Wzruszył się chłopaczek. Biedaczek. Nie no ale mi go szkoda.. Zaraz sam się popłaczę. Fakt, to fakt, nie lubiłem go. Ale którego z facetów Cam lubiłem? Żadnego.

*Cam*
Film się skończył. My z Louisem poszliśmy do mnie do domu a Jake i Miles gdzieś w swoją stronę. Szliśmy śmiejąc się z samych siebie. Weszliśmy do domu, położyliśmy się na łóżku w pokoju gościnnym i zaczęliśmy rozprawiać o tygodniach bez siebie.
- Nie chcę żebyś jutro jechał.
- Ja też nie chcę jechać, ale muszę.
- Wiem, to twoja praca.
- Chciałbym żebyś wróciła.
- Też bym chciała, ale nie mogę. Czas szybko zleci, ja pójdę do szkoły, ty będziesz miał próby i niebawem znów się zobaczymy.
- Wiem. Ale fakt, że zostawię cię na tak długo nie jest mi do śmiechu.
- Są jeszcze telefony, skype. Lou będziemy gadali. Obiecuję.
Minął dzień, dzień, ostatni dzień z Louisem. Będę tęskniła.

*następnego dnia*
Siedzieliśmy w poczekalni. Co prawda Louis miał samolot za godzinę, ale woleliśmy się przygotować na wypadek gdyby on spotkał fanki. Ja siedziałam zapłakana. Lou tylko mnie przytulał i próbował pocieszyć. Nie udawało mu się. I na dodatek z tego wszystkiego miał mokrą koszulkę. Minuty mijały nas nieubłaganie. Płynęły szybko. Zabierały każdą wspólną chwilę. Serce mnie bolało na myśl o ponownym rozstaniu. No i nadeszła chwila odejścia Louisa. Wstał i powiedział.
- Pamiętaj, że cię kocham i to się nigdy nie zmieni.
- Ja ciebie też. –Tylko tyle potrafiłam z siebie wydusić.
Chłopak złożył na moich ustach namiętny pocałunek i ruszył w kierunku odprawy. Nie chciałam większego pożegnania. Wystarczyło mi takie, wystarczyło mi, że po takim płakałam. Kuźwa! Że akurat jak zaczęłam być szczęśliwa los zaczął komplikować moje losy. Stałam patrząc w kierunek mojego ukochanego. Już niedługo się zobaczymy, niedługo. Pięć tygodni. Chłopaki obiecali, że wyślą mi bilety. Obiecali. Tęskniłam za każdym z nich. Za powagą Liama, flirtem Harrego, obżarstwem Nialla, vas happeninem Zayna, marchewkami Louisa, wulgarnością Abby. Niedługo się zobaczymy. Ciągle to sobie powtarzałam. A jednak nie mogłam uwierzyć, że jeszcze kilka sekund temu dotykałam Louisa. Czułam go. Ruszyłam w stronę swojego auta. Byłam tak zamyślona, że nie zauważałam ludzi idących przede mną. Czy pożegnania zawsze są pełne płaczu? W moim przypadku tak. No i pojechałam do domu rozmyślając o sensie tego co jest..

Rozdział jako taki napisany. Wiem, ten jest denny. Nie musicie mi tego mówić. I krótki, ale nie wiedziałam co tu więcej napisać. Wybaczcie
Zostaw po sobie ślad! CZYTASZ=KOMENTUJESZ DLA CIEBIE TO TYLKO CHWILA, DLA MNIE MOTYWACJA!

1 komentarz:

  1. nie pisz po każdym rozdziale że jest denny albo nudny, bo to wcale nie zachęca do dalszego czytania ;)

    OdpowiedzUsuń