piątek, 29 marca 2013

Rozdział 54.


*Trzy miesiące później*
Stałam na tej pieprzonej scenie i kolejny raz śpiewałam tą samą piosenkę. Look after you. Aż mi zbrzydła. Simon stał z niezadowoloną miną, choć przed chwilą powiedział, że świetnie mi idzie. Jak jest taki mądry to niech sam wbije na scenę i zacznie śpiewać. Zobaczymy kto wtedy będzie niezadowolony. Stałam z naburmuszoną mina. Jutro 24 grudnia. Genialny Simon na jutro ustalił finał. I oczywiście stwierdził, że w ciągu dnia nie mogę wyjść. Jutro były urodziny Lou i doszły mnie słuchy, że ma wolne. Więc zapewne był w domu. Zajebiście. Nie będę mogła świętować urodzin mojego chłopaka z nim. Skończyłam śpiewać. Stałam z obrażoną miną. W końcu Simon się odezwał.
- To, że Justin stwierdził, że jesteś zajebista nie oznacza, że nie musisz ćwiczyć. Nie interesuje mnie, że masz ochotę jutrzejszy dzień spędzić z Louisem, bo ma urodziny. Ja też chciałbym zjeść kolację z rodziną, ale wspólnie ustaliliśmy, że jutro przyciągniemy przed ekrany telewizorów dużo ludzi. Masz być jutro perfekcyjna. Widzimy się rano na próbie.
Wyszłam z pomieszczenia głośno trzaskając drzwiami. Nie wiem za co polubiłam tego człowieka na przesłuchaniu. Myliłam się co do jego charakteru. Wcale nie był miły. Okazał się osobą wymagającą. Oczekiwał ode mnie więcej  niż sama mogłam. Zaczesałam swoje rude włosy palcami do tyłu. Tak, rude. Simon (no bo któżby inny) wymyślił, że przyciągniemy uwagę widzów na mnie dzięki zmianie wizerunku. Na jeden odcinek, ostatni odcinek przefarbowałam moje długie pukle ponownie na marchewkowy rudy. Gdy szłam korytarzem do swojego pokoju wszyscy swe oczy zwracali na mnie. Wzięłam z biurka gumkę do włosów i zrobiłam wysokiego kucyka. Zatrzasnęłam za sobą drzwi i ruszyłam do kuchni. Z szafki chwyciłam paczkę żelków. Dołączyłam do Alexa siedzącego na kanapie w salonie. Poczęstowałam go przysmakiem. Ten się wtedy odezwał.
- Jutro święta.
- Dopiero wigilia.
- Ty jutro powinnaś obchodzić inne święto. Co na to Simon?
- Nie chce mnie wypuścić.
- Oj Marchewa, Marchewa.
- Ależ słucham ciebie ja.
- Co zrobisz jak wygrasz?
- Zapewne nagram płytę, poczekam te trzy lata i ucieknę od Simona gdzie pieprz rośnie. – Alex się zaśmiał. Oparłam głowę na jego torsie. Wdychałam zapach jego perfum. – A ty co zrobisz?
- Nie wiem. Jedyne pewne to to, że podpiszę kontrakt. – Objął mnie swoim wielkim ramieniem. – Tęsknisz za nim? Za Louisem?
- No pewnie, że tak. Nie widzieliśmy się od trzech miesięcy. On jest osobą, którą kocham. Nie zostawiłabym go samego za żadne skarby. Chyba, że by mnie zdradził. Ale i taką sytuację da się wybaczyć, uwierz mi.
- To jak było na próbie?
- Daj spokój. Simon ciągle powtarza mi, że nie mogę spoczywać na laurach. Talent jest po to aby go kształcić. I takie duperele. Wkurza mnie.
- Cam znowu dostała ochrzan! – Zaczął się ze mnie wyśmiewać mój przyjaciel. Zmrużyłam oczy. – No co? Mówię tylko prawdę, nie kłamię.
- A idź ty. – Powiedziałam i poszłam do pokoju, którego nikt ze mną już nie dzielił. Byłam sama.

*Louis*
Siedziałem z Katie na jakimś rusztowaniu za sceną. Od samego rana z chłopakami mieliśmy próby. Jutro miał odbyć się finał X Factora, na który dostaliśmy zaproszenie. Oczywiście je przyjęliśmy. Mieliśmy akurat tygodniową przerwę w trasie. Wczoraj przyjechaliśmy do Londynu, aby jutro dać występ. Fioletowo włosa machała nogami. Uśmiechała się pod nosem. Zaprzyjaźniliśmy się od czasu poznania przed naszym pierwszym koncertem trasy koncertowej. Spędzałem z nią swój wolny czas. Potrafiła mnie rozśmieszyć. Pocieszyć. Zaczęła temat.
- Nie możesz się doczekać jutrzejszego spotkania z Camilą?
- Jasne. Nie widzieliśmy się trzy miesiące. Stęskniłem się.
- Przecież gadasz z nią codziennie.
- No gadam, ale to nie to samo co spotykanie w cztery oczy. Można się dotknąć, pocałować. Czujesz tą magię. Ciepło jej dotyku. – Zacząłem się uśmiechać jak idiota.
- Weź Tomlinson ogarnij! Zachowujesz się już jak najarany nastolatek!
- Czy nie mówiłem co nigdy, że nie chcę dorosnąć?
- Ehh.. Louis i jego motto życiowe. Być wiecznym dzieckiem. – Oboje się zaśmialiśmy.

*Harry*
Stałem na dole i obserwowałem tą dwójkę. Czy Lou nie myśli o tym jak zrani Cam? Znowu? Ten człowiek był nieogarnięty. Jedziemy w trasę a on sobie panny znajduje. Wypomnę mu to. Jutro jego urodziny. Zarezerwowaliśmy stolik dla dwóch osób. Tak, dwóch. To ma być taka romantyczna niespodzianka dla Lou i Camili. Tak długo się nie widzieli! Usiadłem na głośniku. Starym niedziałającym głośniku. Co do mnie i Miles. Piszemy ze sobą i tyle. Jesteśmy przyjaciółmi.

*następnego dnia, Cam*
Ktoś ściągnął ze mnie kołdrę. Doskonale wiedziałam kto. Alex. Schowałam głowę pod poduszkę. Nie chciałam wstawać. Dzisiaj finał. Dzisiaj urodziny Louisa. Usiadłam na łóżku i zaczęłam szukać telefonu. Okazało się, że na nim siedzę. Napisałam do mojego chłopaka SMS’a. Wszystkiego najlepszego kochanie! Mam nadzieję, że niedługo się spotkamy. XX Cam. Odłożyłam urządzenie i poszłam do Alexa do kuchni. Wszyscy od rana byli na próbach. Cholera! Dziesiąta! Ja tez powinnam być na próbie. Simon mnie zabije. Wciągnęłam na siebie jakieś rozciągnięte dresy i podkoszulek. Pognałam do Sali. Stał tu już delikatnie mówiąc wkurzony Simon. Uśmiechnęłam się przepraszająco i powiedziałam.
- Zaspałam.
- Cam. Pogadam z tobą dzisiaj inaczej. Jestem twoim mentorem. –Ta, jasne. – Chcę dla ciebie jak najlepiej. I pamiętaj, że nawet jeśli nie wygrasz to będę z ciebie dumny. Doszłaś bardzo daleko. W końcu to jest finał. I nie ma sensu kłócenie się dzisiaj. Zaśpiewaj najlepiej jak potrafisz. – Stałam z rozdziawioną mordą. Ten człowiek pierwszy raz tak ze mną gadał.
Stanęłam na scenie i zaczęłam śpiewać. Dzisiaj szło mi jakoś mniej opornie. Słowa leciały z moich ust czysto i w ogóle. Simon się uśmiechał. Rozumiecie? On się cieszył. Nie podejrzewałam go o to. Nie podejrzewałam tego człowieka, że może być dzisiaj niewymagający. Stał wyluzowany, oparty o ścianę i się uśmiechał. Byłam zadowolona, że choć raz mnie docenił. Chyba. Skończyłam śpiewać. Podeszłam do mojego mentora. Podrapałam się po karku, odgarnęłam włosy i zapytałam się.
- Jak było?
- Rewelacyjnie.
- Pierwszy raz mi to mówisz. Rewelacyjnie?
- Dokładnie. Cam, nie mogłem pozwolić ci spocząć na laurach. To jest moja metoda szkolenia. Wymagam, nigdy nie chwalę. Wydaje się wam wówczas, że za mało umiecie i dajecie z siebie więcej.
- Matko, a myślałam, że mnie nie lubisz. Bo Louis. Wydawało mi się, że postrzegasz mnie jako osobę, która chce coś osiągnąć dzięki sławie swojego faceta. Myliłam się. Nie mam jednak intuicji co do ludzi. – Zaśmiałam się głośno.
- Mam nadzieję, że pójdzie ci rewelacyjnie. Wszystkie piosenki poszły ci bardzo dobrze. I mamy dla was dzisiaj niespodziankę.
- Nienawidzę niespodzianek. Simon! Zlituj się!
- Zmykaj się szykować. Stylistki już na sto procent czekają. Ubierzesz się w strój i przećwiczymy piosenkę jeszcze raz.
- Okej.
Wyszłam z Sali i pokierowałam się do swojego pokoju. Ubrałam się w coś bardziej cywilizowanego. Wybrałam rurki i zieloną bluzę. Miętowe conversy, nieogarnięty kok i byłam gotowa do wyjścia. Pokierowałam się za kulisy. Tam czekała na mnie już stylistka. Mieliśmy całe show zacząć od piosenki Last Christmas. Blondwłosa dziewczyna umyła mi włosy. Z mokrą głową usiadłam na fotelu. Kobieta zaczęła suszyć moje włosy. Lekko wilgotne nawinęła na grube wałki. Siedziałam dalej na fotelu stylistki. Zrobiła mi delikatny makijaż. Oczy podkreślone miałam kreską i tuszem do rzęs. Na powiekach srebrzyste cienie. Wstałam. Podeszłyśmy do wieszaków. Ubrałam przygotowaną dla mnie sukienkę. Była biała, bez ramiączek. Materiał to chyba jedwab. Delikatnie lała się po moim ciele. No dosłownie! Wyglądałam jakby ktoś oblał mnie mlekiem. Do tego doszły czerwone szpilki. Musiałam mieć jakiś akcent. Spowrotem zgarnęli mnie na fotel. Dla podkreślenia wszystkiego pomalowali mi jeszcze paznokcie czerwonym lakierem. Z wałkami na głowie wyszłam zza kulis. Simon już na mnie czekał. Rozmawiał z Cheryl. Gdy ta mnie zobaczyła usta jej się otworzyły. Stała z rozdziawioną buzią. Uśmiechnęłam się i wzniosłam oczy ku górze. Podeszłam do mentora. Ten uśmiechnął się dzisiaj, po raz kolejny i powiedział do Cheryl.
- Mówiłem, że będzie wyglądała niesamowicie.
- Ano mówiłeś. Nie myliłeś się. – Kobieta odpowiedziała mu ze zszokowaną miną. Ja chyba oblałam się rumieńcem.
- To co mogę śpiewać?
- W zasadzie nie ma już czasu. Za piętnaście minut wchodzimy.
Dopiero zauważyłam, że naokoło wszyscy się kręcą. Nagle poczułam się słabo. Zdjęłam szpilki i chwiejnym krokiem udałam się za kulisy. Stylistki ściągały mi wałki, nie zwracałam na to uwagi. Stanęłam przed lustrem. Wyglądałam olśniewająco. Nie poznałam sama siebie. Przełknęłam głośno ślinę. Piosenkę na początku miał zaśpiewać z nami gość specjalny. Simon nie chciał nam powiedzieć kto to. Mieliśmy dowiedzieć się w swoim czasie. Dermot zaczął coś tam gadać. Ja miałam zacząć całe show. Stałam przed drzwiami. Moje nogi były jak z galarety ciągle się trzęsły. Szpilki ciągle się chwiały. Rozbrzmiały pierwsze nuty piosenki. Drzwi zaczęły się rozsuwać. Po raz pierwszy podczas tego programu nie wiedziałam co robić. A ćwiczyliśmy to tyle razy! Tak, teraz miałam ruszyć do przodu. Za chwilę zaczynała się moja solówka. Teraz. Słowa same płynęły z moich ust, choć nie wiedziałam o czym śpiewam. Nawet się chyba uśmiechałam. Skończyłam, drugą część miał śpiewać nasz tajemniczy gość. Sekundy dłużyły się nieubłagalnie. Wtedy usłyszałam znajomy mi głos. Delikatny męski głos. Stałam jak zahipnotyzowana, choć powinnam zacząć zbliżać się do krawędzi sceny. Simon patrzał się na mnie i błagał abym się ruszyła. Nie mogłam. Ten ktoś, kto właśnie skończył śpiewać swoją kwestię podszedł do mnie. Splótł swoje palce z moimi i pociągnął ku krawędzi sceny. Widziałam jak Simon wzrokiem podziękował chłopakowi. Ja nadal byłam zahipnotyzowana. Złapałam tylko moment, gdy śpiewaliśmy wspólnie ostatni refren. Dermot pogadał z chłopakami i zostaliśmy zaproszeni za kulisy. Gdyby on nie trzymał mnie za rękę pomyślałabym, że to sen. Gdy byliśmy już za sceną stanęłam naprzeciwko niego i zaczęłam się wpatrywać w jego niebieskie tęczówki. To naprawdę był on! Wyswobodziłam swoją dłoń z jego uścisku. Spojrzał na mnie zdezorientowany. W tej chwili zdążyłam tylko pisnąć i rzuciłam mu się na szyję. Chyba go dusiłam. On objął mnie mocno w talii. Wiedziałam, że wszyscy się na nas gapią. Odsunęłam się. Ujęłam jego twarz w swoje dłonie i złożyłam na jego miękkich wargach delikatny pocałunek. Znowu poczułam tysiące motyli w brzuchu. Pomiędzy kolejnymi pocałunkami uśmiechałam się. Gdy się od siebie w końcu oderwaliśmy szepnęłam.
- Tak bardzo tęskniłam Tomlinson.
- Ja też Gier. Mamy jeszcze kilka dni dla siebie. A teraz zmykaj. Finał przed tobą. A my za chwilę mamy występ.
- Oj ja też mam chwilę do swojego, a zmieniam tylko sukienkę i buty. – Odwróciłam się w stronę chłopaków, którzy stali ze zdziwionymi minami. Koło blondynka stała fioletowo włosa dziewczyna. Na moje oko dwadzieścia lat. – Hej chłopcy, może przedstawicie mnie swojej koleżance?
- Kate, dla przyjaciół Katie. – Dziewczyna ich uprzedziła.
- Lou? To jest ta Katie? Twoja przyjaciółka oświetleniowiec? – Zapytałam. Mój chłopak tylko skinął głową w potwierdzeniu. – Dużo o tobie słyszałam. – Zwróciłam się do dziewczyny. Znaczy się czytałam.
- Ja o tobie również. – Odparła z nieszczerym uśmiechem Kate. Nie powiem do przyjaciół jej zaliczyć nie mogłam.
- Idę się przebrać. Idziesz ze mną Misiu? – Zapytałam się.
- Z tobą zawsze. – Powiedział ucieszony Hazza i już ruszał w kierunku garderoby.
- Nie do ciebie mówiłam baranie, chodziło mi o Louisa.
- Idę, idę. – Powiedział szeroko uśmiechnięty chłopak i ruszył za mną.

*Katie*
Ze sceny wparowali chłopacy. Louis szedł za rękę z jakąś dziewczyną. Zapewne Camila. Chwilę później stali twarzami odwróconymi do siebie i wpatrywali się sobie intensywnie w oczy. Louis miał tak piękne niebieskie oczy. Nie raz i nie dwa sama w nich zatonęłam. Ona rzuciła się na niego i zaczeli się przytulać. Potem całować. Awww.. nie no normalnie rzygam tęczą. Chłopcy stali ze zdziwionymi minami. Zakochani chwilę później coś do siebie szeptali. Usłyszałam tylko jak Lou mówi.
- … Finał przed tobą. A my za chwilę mamy występ.
- Oj ja też mam chwilę do swojego, a zmieniam tylko sukienkę i buty. –Dziewczyna zapewne chciała spędzić z nim jak najwięcej czasu. Za chwilę, za kilka dni znowu mieli się rozstać. Odwróciła się w naszą stronę. Zaczęła mi się uważnie przyglądać. W końcu zwróciła się do chłopaków. – Hej chłopcy, może przedstawicie mnie swojej koleżance?
- Kate, dla przyjaciół Katie. –Powiedziałam. Wiedziałam, że oni nie są w stanie nic z siebie wydusić. Akurat teraz.
- Lou? To jest ta Katie? Twoja przyjaciółka oświetleniowiec? –Zapytała rudowłosa. Tak, pierwsze co mi się rzuciło w oczy w jej wyglądzie to marchewkowo rude włosy. – Dużo o tobie słyszałam. – Zwróciła się do mnie ze szczerym uśmiechem.
- Ja o tobie również. – Odparłam. Nie wyglądałam chyba zbyt przyjaźnie
- Idę się przebrać. Idziesz ze mną Misiu? – Zapytała się.
- Z tobą zawsze. – Powiedział ucieszony Hazza i już ruszał w kierunku garderoby.
- Nie do ciebie mówiłam baranie, chodziło mi o Louisa. – Rudowłosa zaśmiała się.
- Idę, idę. – Powiedział szeroko uśmiechnięty chłopak i ruszył za nią.
- Oni tak zawsze? – Zapytałam gdy wystarczająco się oddalili.
- Nie, dzisiaj mają jakiś wyjątek. Zwykle się tak do siebie nie kleją. – Odparł zdziwiony jeszcze Hazza.
- Urzekła mnie ta historia.
- A jak ci się podoba nasza Cam? – Zapytał się mnie mulat.
- Wydaje się nudna. Bardzo nudna.
- Wspomnę ci twoje słowa. Gdy zamkniemy ją w jednym domu z Louisem.
Stałam i się śmiałam. Rudowłosej najwidoczniej nie przeszkadzał fakt, że przyjaźnię się z jej facetem. Nie była o niego zazdrosna? Dziwne. Ja to bym była zazdrosna o takiego faceta jak Lou.. Katie ogarnij się i przestań myśleć o Louise jak o swoim facecie! Już raz o tym rozmawialiśmy! Że ja ze swoim sumieniem. Ty i Louis to tylko przyjaciele. I niech tak zostanie. Miłość niszczy przyjaźń. Tak. I zostańmy przy tym. Chwilę później zjawiła się ubrana w czerwone rurki, bluzkę w paski i białe conversy Cam wraz z Louisem. Miała przewieszoną gitarę, chyba akustyczną. Pogadała chwilę z chłopakami i poszła na scenę. Siedziała na wysokim stołku. Zaczęła grać melodię. Do instrumentu miała przytknięty mikrofon. Louis ucieszył się na dźwięki piosenki. Krzyknął na całe kulisy ‘Look after you’. Przybiłam tylko facepalma. Chłopacy zaczęli się śmiać z mojego przyjaciela. On patrzył jak zaczarowany w ekran małego telewizora, na którym była dziewczyna. W jego oczach widziałam miłość. Chciałabym aby takim wzrokiem patrzał na mnie. Wybij go sobie z głowy. Tylko tyle byłam w stanie pomyśleć. I blado się uśmiechnęłam.



Wybaczcie mi, że nie dodałam tego rozdziału wczoraj, ale późno wróciłam do domu i nie miałam czasu go skończyć. Wybaczcie mi też, że jest on troszkę krótszy.. Jest zbyt słodko nie sądzicie? 
Zostaw po sobie ślad! CZYTASZ=KOMENTUJESZ DLA CIEBIE TO TYLKO CHWILA, DLA MNIE MOTYWACJA!

2 komentarze:

  1. Zabiłaś mnie tym rozdziałem T^T ,ale i swoim talentem do pisania. Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Jest swietny :D Kocham to opowiadanie <3 Weny :*

    OdpowiedzUsuń