wtorek, 30 kwietnia 2013

Rozdział 63.



Obudziłam się w dobrze znanym mi pokoju. Łeb cholernie mnie bolał. Spojrzałam na sufit. Na lampie wisiał mój stanik. Doskonale pamiętam wczorajszą noc mimo spożycia tak dużej ilości alkoholu. Obok leżał Lou. Zdradziłam Alexa. Obróciłam głowę na bok. Boo jeszcze spał. Jego włosy odstawały na każdą stronę. Na twarzy jego gościł uśmiech. Nie chciałam go budzić, jednak musiałam. Zaczęłam go szturchać w bok. Zaczął coś mruczeć. Nie dałam za wygraną. Dalej budziłam mojego ex. Żeby mnie uspokoić zarzucił na mnie swoją rękę. Zdjęłam z niego kołdrę i się nią zakryłam. Stanęłam przed łóżkiem. Na plecach miał szramy od moich paznokci. Dość duże szramy. Lou szybko się zerwał. Na początku patrzał na mnie zdezorientowany. Nie wiedział co powiedzieć. W końcu jednak się odezwał.
- Więc to mi się nie śniło?
- Jeśli to był sen to był bardzo realny i mieliśmy taki sam.
- Zdradziłem Katie. – Schował twarz w dłoniach.
- A ja Alexa. – Usiadłam obok chłopaka. Ręką dotknęłam jego ramienia. – Louis. Niech wczorajsza noc nie wyjdzie poza tą sypialnię.
- Tak będzie najlepiej. – Przytuliłam go i się uśmiechnęliśmy w tym samym momencie.
- Lou, ale wiesz masz pewien problem.
- Jaki?
- Nie możesz na razie ściągać koszulki przy Katie.
- A co ze mną nie tak?
- No, bo ja tak troszkę podrapałam twoje plecy. – Lou stanął przed lustrem i zaczął oglądać swoje plecy.
- O w mordę.. Faktycznie..
- Wiesz, bo ja mam do ciebie taką dość delikatną prośbę.
- Słucham? – Zapytał a ja wskazałam na lampę, na której wisiał mój stanik. Zaczęliśmy się oboje śmiać. Oczywiście Lou go ściągnął i mi podał.
Zaczęłam zbierać resztę swojej garderoby. Była ona porozrzucana w przeróżnych kątach pokoju. Na dodatek rajstopy nie nadawały się już do noszenia. Były całe porwane. Wyszliśmy z pokoju oddzielnie. Od razu skierowałam się do pokoju Nialla, gdzie spała Eleanor. Tak, ciągle spała. Usiadłam obok niej i zaczęłam ja szturchać. Otworzyła oczy i na mnie spojrzała. Zaczęła szybko mrugać. Położyłam się obok niej. Ona położyła głowę na moim ramieniu. Powiedziała do mnie.
- Pachniesz Louisem.
- Wydaje ci się.
- Nie. Doskonale pamiętam jak pachnie. Spędziłaś z nim noc.
- Byłam pijana. Nie wiedziałam co robię.
- Nie tłumacz się Cam. Nie jestem zła. Kiedy jedziesz do Los Angeles?
- Dzisiaj.
- Mogę lecieć z tobą?
- A studia? A reszta twojego życia tutaj?
- Studia rzuciłam, a mam ochotę na cos nowego, świeżego.
- To leć się pakuj. o 15 mamy samolot.
Zeszłam na dół. Cały salon, kuchnia, wszystkie pokoje były usyfione. Masakra. To Liam będzie miał sprzątania. El już wyszła do domu. Ja usiadłam w kuchni i zaczęłam pić kawę. Miałam delikatnego kaca. Z góry zszedł Louis. Spojrzał się na mnie i delikatnie uśmiechnął. Również zaczął pić kawę. To nie do pomyślenia. Przespaliśmy się i dalej normalnie gadamy. Jak para przyjaciół. Śmiałam się z chłopakami i wtedy do domu weszła ona. Katie. Coś mnie tknęło. Nie potrafiłam z nią dzisiaj gadać normalnie. Widziałam, że Lou też wygląda na przerażonego. Podszedł do niej i ja przytulił. Ona wędrowała palcami po jego plecach. Widziałam jego twarz. Coś go chyba bolało. Nie mogłam na to dłużej patrzeć, poszłam na górę się spakować. Chciałam jak najszybciej wyjść z tego domu. I tak czułam już winę za to co zrobiłam. Ze spakowaną torba zeszłam na dół. Stanęłam w salonie i powiedziałam.
- Słuchajcie, ja już muszę iść. Niedługo mam samolot. – Była dopiero dwunasta.
- Może cię odwieźć? – Zapytał się Zayn.
- Jakbyś mógł. – Ubraliśmy się i wyszliśmy. W samochodzie się go zapytałam. – Wiesz gdzie mieszka Eleanor?
- Tak, a co jest z nią nie tak?
- Leci ze mną.
- Zakumplowałaś  się z była dziewczyną Louisa?
- Tak. Jest całkiem miła.
- Czemu jesteś taka smutna? Coś się stało? Nawet się z nikim nie pożegnałaś.
- Zayn, kochasz dziewczynę, z którą zdradziłeś Pezz?
- Całowałem się z Miles pod wpływem alkoholu. Wydaje mi się, że zauroczyłem się.
- Wydaje ci się, że można kochać dwie osoby na raz?
- Tak. Ale wtedy trzeba wybierać.
- Ja..
- No widzę, że chcesz się wyżalić. Gadaj.
- Przespałam się z Louisem.
- Byłaś pijana mam nadzieję.
- Ale doskonale wiedziałam co robię. Rano ani ja ani on tego nie żałowaliśmy. Mnie tknęło dopiero jak do waszego domu weszła Katie.
- I dlatego się nie żegnałaś?
- Tak, bałam się, że zaraz pęknę, a nie chcę niszczyć ani ich ani swojego związku.
- A Eleanor, bo?
- Zgadałyśmy się na imprezie.
Dojechaliśmy pod blok, w którym mieszkała Eleanor. Tak mówił Zayn. Zadzwoniłam domofonem. Chłopak wszedł ze mną. Mieszkała na szczęście na parterze. Biegała po całym mieszkaniu i starała spakować się w dwie walizki. Mieliśmy trochę śmiechu przy okazji. Zawsze twierdziłam, że ona jest idiotką. Dopiero teraz wiem co ona czuła. Ktoś wysłał mi SMS’a. Jak się okazało był to Louis.

Od: Louis
Katie widziała nasze zdjęcia, nie była nawet wściekła. Rozumie, że się przyjaźnimy. I tak ogółem dlaczego się nie pożegnałaś?

Do: Louis
Bo gryzie mnie sumienie. Zadzwonię do was później. Teraz nie za bardzo mogę rozmawiać.

Od: Louis:
A co takiego robisz? Gdzie jesteś. Wiem, że masz lot o 15, widziałem bilet. Mnie nie oszukasz.

Do: Louis
Zajechałam z Zaynem po Eleanor. Leci ze mną. I proszę mi tu tego nie komentować! Polubiłyśmy się.

Od: Louis
Miles wyczaiła, że z Tobą pisze. Karze mi cię ochrzanić, że nawet z nią i Abb się nie pożegnałaś. Są złe. Mam im coś przekazać?

Do: Louis
Dwa soczyste buziaki. Tylko tak żeby Katie widziała.. Przeproś je ode mnie. Powiedz, że Alex dzwonił, że mam się spieszyć. I się spieszyłam.

Od: Louis
Okej. Przekazane. A tak w ogóle bolą mnie przez ciebie plecy!

Do: Louis
Kończę!

Do: Alex
Nie zapomnij przyjechać na lotnisko kochany.

Od: Alex
Mamy chyba sobie coś do wyjaśnienia. I nie zapomnę. Pamiętam o Tobie. Stęskniłem się już.

Odłożyłam telefon i zaczęłam rozmawiać z El i Zaynem. Z tego co pamiętam chłopaki nigdy nie przepadali za nią. A tu jakoś nagle się dogadują. Może ona się zmieniła. I Alex chyba już widział moje zdjęcia z Louisem. Nie przejmowałam się tym. Jakoś mu to wytłumaczę. Powoli dochodziła czternasta. O owej godzinie wyszliśmy z domu i pojechaliśmy na lotnisko. A tam pach paparazzi. Zajebiście. Wysiadłyśmy z auta. Zayn mimo naszych próśb aby jechał do domu uparł się żeby nas odprowadzić. Od razu poszłyśmy do odprawy uprzednio żegnając się z Malikiem. Zajęłyśmy miejsca w samolocie. Byłam szczęśliwa, że lecę do nowego domu z dala od Louisa. Zadzwonię do nich jak dolecę na miejsce. Eleanor przeglądała jakieś gazety o modzie. Ja włączyłam tableta, połączyłam się z wifi i zaczęłam przeglądać plotki. No lubiłam to robić. Jeden nagłówek był bardzo ciekawy.

Camila Gier, dziewczyna Alexa Green na lotnisku z Zaynem Malikiem.. Romans?
Wczoraj pisaliśmy o naszych podejrzeniach co do zejścia się Camili i Louisa. Dzisiaj dziewczyna była widziana na lotnisku w towarzystwie Zayna Malika i Eleanor Calder, również byłej dziewczyny Tomlinsona. Czyżby Camila jednak wolała Zayna? Ostatnio była przecież również widziana z nim i swoimi przyjaciółkami w parku. Czy Camila i Zayn mają romans?

Zaczęłam się śmiać z artykułu. Ja i Zayn? Przecież dopiero co on się rozstał z dziewczyna. Kilka godzin później wysiadałyśmy z samolotu. Alex już na nas czekał. Podbiegłam do niego i złożyłam na jego ustach namiętny pocałunek. Za nami stała nie wiedząca co robić El. Podeszłam do niej, przytuliłam ją i postawiłam przed Alexem. Spojrzał się na mnie zdezorientowany, ja się tylko uśmiechnęłam. Toć muszą się poznać. Będą razem mieszkać. I to dość długo chyba, bo nie zamierzam jej pozwolić się wyprowadzić. Muszę mieć jakiegoś przyjaciela pod ręką. Powiedziałam.
- Alex. To moja przyjaciółka z Londynu. Eleanor. Zamieszka z nami. Tak, wiem nie masz nic przeciwko.
- Alex. Miło mi cię poznać. W końcu poznałem kogoś ze znajomych mojej Cam.
- Eleanor. Mnie również miło cię poznać.
- Jak długo się znacie?
- Jeden dzień.
- I zaprzyjaźniłyście się w ciągu jednego dnia?
- Kochanie, jestem do wszystkiego zdolna. – Powiedziałam i się szeroko uśmiechnęłam.
- No dobra my tu gadu gadu a trzeba jechać. Chodźcie kobiety.
Jechaliśmy ulicami Los Angeles. Słońce świeci, muzyka leci.. bosko. Mogę tu spędzić wieczność. Uwielbiam się lenić na słoneczku. Szybko dojechaliśmy do mojego nowego domu. Był taki jak na zdjęciach, duży. Ładny. No i tyle. Co pisać o domu. Sypialnia jak sypialnia, kuchnia jak kuchnia. Zdjęłam buty i poszłam do kuchni po szklankę wody. Usiadłam na wysokim krześle. Zaczęłam wyglądać przez okno. Zdecydowałam się na mieszkanie w dzielnicy gwiazd. Mieszkała tu miedzy innymi Taylor Swift. Alex zaprowadził El do jej pokoju. Ja poszłam do naszego. Był duży, jak wszystko w tym domu. Usiadłam na łóżku i wyjęłam telefon. Obiecałam zadzwonić. Wybrałam numer Miles. Odebrała po trzech sygnałach.
- No hej kochanie. Ty już w domu? Tak szybko? Jak tam u was? My tu imprezujemy.
- Więc cię nie obudziłam? Jakie szczęście. U nas ciepło. Musze się przyzwyczaić do czasu tutaj.
- Słyszałam, ze zabrałaś ze sobą Eleanor. Czemu?
- Bo się źle czuła w Londynie, a każdy zasługuje na nowe życie. Ile dzisiaj już wypiłaś?
- A dużo.. Nie martw się o mnie. Ucałuję od ciebie Wszystkich. A tak btw.. Czemu przez ciebie Louisa bolą plecy?
- Przeczytałaś?! No bo…
- Dobra ja kończe, bo opróżnią beze mnie butelkę.
Na szczęście wymigałam się od odpowiedzi. Na szczęście. Z ulgą rzuciłam telefon na łóżko. Opadłam na plecy. Zakryłam sobie twarz dłońmi. Byłam zmęczona. Poszłam do nowej łazienki. Na pralce leżała moja piżama. Jak Alex o mnie pomyślał. Uśmiechnęłam się szeroko. Jak on dobrze wiedział co chciałam zrobić. Weszłam do wanny. Nalałam sobie ciepłej wody. Kąpiel była moim ukojeniem. Takim pocieszeniem po całym dniu podróży. Przyjemne ciepło rozchodziło się po całym moim ciele. Było niesamowicie. Przez chwilę poczułam jakbym się rozpływała. Jeszcze kilka minut, a zasnęłabym tu. Wyszłam i opatuliłam się ręcznikiem. Powieki zaczęły się robić coraz cięższe. Założyłam piżamkę i poszłam do sypialni.
Położyłam się w naszym łóżku. Będę dzieliła z Alexem jedno łóżko. Niesamowite. Kocham tego wariata. Podciągnęłam kołdrę pod samą brodę. Chciałam żeby mi było ciepło. Jakieś dziesięć minut później przyszedł Alex. Położył się koło mnie i mocno do siebie przytulił. Czułam się dobrze, ale nie tek jak ostatniej nocy. Czułam ukojenie w jego ramionach, czułam miłość, ale nie taką jak ta Lou. Nie czułam tej namiętności, która nas łączyła. Brakowało mi tego czegoś. I ja śmie twierdzić, że kocham Alexa? Zastanawiam się czy nie postradałam zmysłów. Trzy razy do tej samej rzeki nie wejdziesz Cam. Popełniłaś już kilka błędów w swoim życiu i nie warto prosić o kolejne. Nie chciałam się znowu przejechać. I tak nie miałam już takiego zaufania do ludzi jak kiedyś. Trzymałam do nich dystans. Z jednej strony nienawidziłam Lou. Skrzywdził mnie prawie tak jak Riley. Owszem, ten drugi zranił mnie swoją śmiercią, a Boo tym, że dopuścił się tego, czego się dopuścił. To tak boli! Łatwiej mi było zapomnieć o osobie, która nie żyje. Nie utrzymuję z nią kontaktu, nie widuję jej. Louisa byłam skazana spotykać w różnych miejscach. Mieliśmy wspólnych znajomych, łączyła nas ta sama branża. Owszem, spędziłam z nim ostatnia noc, ale to nie zmienia faktu, że go nienawidzę. Czuję się źle z tym co zrobiłam. Doskonale wiedziałam, że on kogoś ma, a ja mam Alexa. Poprosiłam o pomoc Eleanor, bo ona jedyna wie co ja teraz czuję. Ona wie jaki jest Lou i jak potrafi cię w sobie rozkochać. Ta dziewczyna była na serio bardzo wrażliwa na uczucia. Polubiłam w niej tą chęć do życia mimo przeciwności losu. Ona się ze swoim pogodziła. Ja ze swoim jeszcze nie. Nie byłam do końca pogodzona z tym, ze mnie i Louisa więcej nic nie połączy. Żaden związek, nie chciałam już tego. Sama siebie oszukuję. Chciałabym, ale nie mogę. Nie mogę, bo.. właściwie dlaczego? Zakochałam się w innym. Uczucie do Tomlinsona w końcu minie. Mam taką nadzieję. Kiedyś zniknie z mojego życia. Na pewno w pewnej części. Będziemy wspominali nasz związek z uśmiechem na twarzy. Nie będziemy się kłócili z tego powodu. Jesteśmy przecież cywilizowanymi ludźmi. Kocham go, ale to już i tak nie ma sensu. On kocha Katie. To przecież ona zniszczyła nasz związek. To ona była całym powodem. A ja jeszcze potrafię z nią normalnie gadać. Skoro Loueh jest z nią szczęśliwy to ja muszę się cieszyć ich szczęściem. Podstawowa zasada. Nie mogę zabraniać mu dalszych związków. To byłoby chore. I znowu leżąc z Alexem rozmyślam o Louisie. To jest chore. Mam przecież idealnego chłopaka. Zrobiłby on dla mnie wszystko. Czego mi jeszcze brakuje? Nie mam zielonego pojęcia. Mam sławę, chłopaka, przyjaciół. Muszę zacząć cieszyć się życiem takim jakie jest. Zaakceptować samą siebie. Być ze sobą do końca szczerą. Właśnie zaczynam nowy rozdział. Jestem Camila Gier, wygrałam X Factora. Czego wymagam od życia? Sama jeszcze nie wiem. 


No cześć ludzie :d Mam dla was zadanie. co sądzicie o tym rozdziale? jak wam się podoba końcówka? No czekam w komentarzach na wasze pomysły co do tego co chciałam w niej przekazać :D zapraszam poza tym na aska postaci : http://ask.fm/nigdysama
Zostaw po sobie ślad! CZYTASZ=KOMENTUJESZ DLA CIEBIE TO TYLKO CHWILA, DLA MNIE MOTYWACJA!

piątek, 26 kwietnia 2013

Rozdział 62.



Siedziałam na łóżku Niallera. Dopiero co się obudziłam. Chłopaka nie było już w pokoju. Zeszłam i założyłam kapcie. Powoli zalazłam na dół. Wszyscy siedzieli przy stole i obrzucali się jedzeniem. W kuchni ktoś warczał. Słuchaj dziewczyno, znam ten ból. Piątka idiotów nawalająca się jedzeniem, a ty na garach. Zaśmiałam się w duchu. Oparłam się o ścianę i zaniosłam śmiechem. Jako pierwszy spojrzał na mnie Louis i posłał mi promienny uśmiech. Odwzajemniłam zaciesz. Chwilę później zauważyła mnie reszta chłopców. Momentalnie się uspokoili. Ja poszłam do kuchni. No dobra, nie będę taka wredna, pomogę Katie. Stanęłam za nią. Ona odwróciła się i się przestraszyła.
- Boże.. Cam. Przestraszyłaś mnie. Coś się stało?
- Nie. Po prostu przyszłam ci pomóc. Wiem jak to jest robić śniadanie bandzie dzikusów.
- Wielkie dzięki. Nie wiem co bym bez ciebie zrobiła.
Po śniadaniu Zayn wywiózł gdzieś Harrego. Katie z okazji przerwy pojechała do rodziców. Dziwne, że nie chciała zostać na imprezę urodzinową Hazzy. Przyjechały Miles i Abby. W końcu doszło do tego, że zostałyśmy same, sorry z Louisem w domu. Ze schowka wyjęliśmy serpentyny i inne takie tam rzeczy. Lou gadał ciągle z kimś przez telefon. Musieliśmy przywiesić kulę dyskotekową. Oczywiście padło na mnie. A kto musiał mnie podsadzić? Bingo! Louis. Usiadłam mu na ramionach. Ten podniósł się do góry. Mocno trzymał mnie na uda. Dekoncentrujesz mnie tu człowieku! Nie mógłbyś mnie trzymać za łydki? W końcu udało mi się zawiesić kulę na haczyku. Uśmiechnęłam się i roztrzepałam Boo włosy. Już klękał żebym mogła zejść gdy nagle runęliśmy na ziemię. Bolały mnie całe plecy. Ale mimo to śmiałam się. Z góry przyleciały dziewczyny. Gdy nas zobaczyły zaczęły się śmiać. Z kim jak z kim, ale z nimi to się dogadywałam. Louis się podniósł i pomógł mi wstać. Trzymał mnie za rękę. Poczułam dreszcze przechodzące po całym moim ciele. Momentalnie od niego odskoczyłam. Zaczęliśmy rozwieszać serpentyny no i transparent ‘Happy Birthday Harry!’ Boo ciągle nam pomagał. Około czternastej poszłam zrobić nam jakieś kanapki. Zajadaliśmy się nimi. No i wtedy do domu musiał wparować Niall. Rzucił reklamówki na blat w kuchni przybiegł do nas do salonu. Sprzątnął z talerza to co zostało i zaczął się cieszyć. I w tej chwili przypomniałam sobie, że nie mam nic w prezencie dla Hazzy. W tym samym momencie co Lou wstałam z fotela. On odezwał się pierwszy.
- Słuchajcie, nie mam prezentu dla Hazzy. Muszę jechać coś kupić.
- Lou.. – Powiedziałam trochę zawstydzona. – Mogę z tobą jechać? Też nic jeszcze nie kupiłam.
- Jasne, masz piętnaście minut. – Miles i Abby spojrzały po sobie zdziwione.
- Pamiętajcie, że imprezę zaczynamy o dziewiętnastej! Nie spóźnić mi się tu! – Powiedział Niall.
Ubrałam tylko botki, kurtkę i wyszła z Tomlinsonem. Oczywiście pół metra obok niego. Pod domem chłopaków jak zwykle czaili się paparazzi. Szybko wślizgnęłam się do czarnego porsche chłopaka i włączyłam radio. Zawsze to robiłam. Lou spojrzał się na mnie dziwnie. Co jego aktualna dziewczyna tego nie robiła? Wyłączyłam muzykę. Oparłam głowę na zagłówku. W aucie panowała cisza. Zabójcza cisza. Może powinnam poprosić Nialla żeby ze mną pojechał? Nie, ja musiałam poprosić Tomlinsona. Postanowiłam go zagadać.
- Co kupujesz Haroldowi?
- Jeszcze nie wiem. Nie mam planu. A ty?
- Po to jadę aby się dowiedzieć. Nie mam zielonego pojęcia. – Lou chyba nie był w humorze. – Co się stało Lou? Czemu masz taką niezadowoloną minę?
- Ja? Niezadowoloną? Wydaje ci się.
- Mnie nie oszukasz. Znam cię. No gadaj.
- Zdjęcia. Obiegną dzisiaj internet. Katie będzie miała wyrzuty.
- Spoko, pójdę sama do sklepów. Nie musisz ze mną łazić.
- Chcę.
- To co gadasz? Posłuchasz, posłuchasz i jej przejdzie. Słuchaj znam ten ból.
- A Alex nie będzie ci robił wyrzutów za zdjęcia ze mną w centrum handlowym?
- Pewnie będzie. Ale co ja ci na to poradzę? Nie mogę wyjść z przyjacielem na zakupy? Niall jakoś mu nie przeszkadza. A byłam z nim wczoraj w sklepie.
- Ale Niall nie był twoim byłym chłopakiem.
- Niall nie ma dziewczyny. To powinno go martwić. To, że łażę po sklepach z chłopakiem, który nie ma dziewczyny. Ty jesteś zajęty więc.. Spokojnie ja ugadam Alexa.
- Okej.
Dojechaliśmy do centrum. Jak się domyśliłam już na parkingu otoczyło nas stado wściekłych fanek. Część podbiegła do Louisa, a część do mnie. Złożyłam na skrawkach papieru kilka autografów, zrobiłam sobie kilka zdjęć i byłam wolna. Czekałam chwilę na Tomlinsona. Do niego poleciało więcej dziewczyn. Zadawały mu pytania. ‘Czy znowu jesteście razem?’ Ten się tylko zaśmiał i odpowiedział, że nie. Gdy się już uwolnił poszliśmy do budynku. Tu znowu napad kilku dziewcząt i zaskoczę was, również kilku chłopców. Weszliśmy do jubilera. Miałam zamiar kupić Harremu zegarek. Ambitne postanowienie. Wybrałam jakiś tam srebrny. Zamówiłam również grawer o treści Never Say Never. Na jego wykonanie miałam czekać dwie godziny. Masakra. Louis zaciągnął mnie do sklepu z zabawkami. Jego uwagę przyciągnęły pistolety na wodę. Wziął ich do koszyka, chyba z sześć. Poszliśmy dalej. Do naszego koszyka doleciała jeszcze kolejka, pluszowy misiek i zabawkowa gitara. Nie no ten to miał pomysły na prezent. Zapłaciliśmy i wyszliśmy ze sklepu. Nie miałam nic na imprezę. Zaciągnęłam Lou do jakiegoś sklepu z ciuchami. Od razu ujrzałam sukienkę, którą chciałam kupić. Bez ramiączek, rozkloszowana, na poł uda cała w przydymione szare cekiny. Wzięłam ją. Szpilki miałam w domu. Poszłam do przymierzalni, za mną ciągle podążał znudzony Louis. Założyłam sukienkę. Ta jednak miała zamek z tyłu. Nie dałam rady sama jej zapiąć. Wychyliłam głowę z przymierzalni i powiedziałam.
- Louis! Chodź tu na chwilę!
- Co się stało? W czym problem? Co mogę dla ciebie zrobić?
- Na razie się zamknij, a potem będę miała do ciebie prośbę. Zapniesz mi suwak sukienki, bo sama nie dam rady.
- Wydaje mi się, że to mogę dla ciebie zrobić.
Wpuściłam go do przymierzalni i zamknęłam za nami drzwi. Nie pytajcie się mnie dlaczego, bo wam nie odpowiem. Przytrzymywałam jedną ręką sukienkę na piersiach, a druga zagarnęłam włosy do przodu. Chłopak złapał suwak jakby się bał. Po całej długości mojego kręgosłupa przeszły dreszcze, te przyjemne oczywiście. Wydawało mi się, ze Boo zapina ten suwak wieczność. Zalała mnie fala ciepła. O w mordę. Jego palce delikatnie przejechały po mojej łopatce. Czułam się jakby jego dłoń tam była, nadal tam była. Słyszałam jednak trzask zasuwanego zamka. W końcu puścił. Odwróciłam się do niego przodem. Staliśmy bardzo blisko siebie. Czułam się lekko skrępowana i wiedziałam, że jeśli zaraz go nie wypuszczę to zrobię cos czego będę żałowała. Jego twarz była cała czerwona. Otwierając drzwi musieliśmy na kogoś wpaść. Jakaś blondyna wpatrywała się w nas z otwartymi ustami. Zakręciłam się wokół własnej osi. Lou przyglądał mi się. Spojrzał mi się w oczy a ja się go zapytałam.
- I jak? Może być?
- Jak zwykle pięknie. Bierz ją.
- Mógłbyś nie w miejscach publicznych?
- O matko, wybacz zapomniałem się.
- Rozepnij mi teraz ten zamek.
Odwróciłam się do niego tyłem, a on wykonał czynność. Zdjęłam sukienkę, zapłaciłam i wyszliśmy. Zerknęłam na godzinę. Już mogłam odebrać zegarek. Była osiemnasta. Osiemnasta?! Wzięliśmy mój prezent i w trybie natychmiastowym weszliśmy jeszcze do obuwniczego. Musiałam się przebrać w aucie. Kupiłam czarne szpilki. Usiadłam na siedzeniu. Zaczęłam się rozbierać. Lou jak to Lou oczywiście się ze mnie naśmiewał. Grzecznie zapiłam mi suwak sukienki. Założyłam buty i akurat dojechaliśmy pod dom. Wysiadłam, poprawiłam się i weszłam do środka. Gości jeszcze nie było. Za to stali zniecierpliwieni Liam, Niall, Miles, Abby. Posłałam im przepraszający uśmiech. Byłam chyba lekko roztrzepana. Pognałam na górę się uczesać. Słyszałam już rozmowy na dole więc zeszłam. Witałam się z gośćmi. Kilka minut po osiemnastej do domu wszedł wkurzony Hazza, a za nim Zayn. Gdy zobaczył to wszystko oniemiał. Wszyscy zgromadzeni krzyknęli: ‘Niespodzianka!’ Od razu podeszłam do niego i wręczyłam mu prezent. Był normalnie zszokowany, zaskoczony? Coś w tym stylu. Uśmiechnęłam się i poszłam tańczyć. Jak się okazało Niall załatwił również barmana. No tak urodziny Hazzy bez alkoholu? Niedorzeczne. Podeszłam do barku i poprosiłam o kieliszek. Obok mnie usiadła dziewczyna. Znałam ją skądś. Może to głupie, ale wydawało mi się, że to… Nie na pewno nie. Ona spojrzała się na mnie. W ręku również trzymała kieliszek. Odstawiła go i powiedziała.
- Pewnie zastanawiasz się skąd mnie kojarzysz. Eleanor Calder. – Matko to ona!
- Camila Gier. Cam. Nie spodziewałam się, że spotkam ciebie tutaj..
- Znam Harrego. Zaprosił mnie. Ale jazda byłe Louisa Tomlinsona spotykają się przy kielichu.
- Noo. To za co topimy dzisiaj smutki?
- Nie mam zielonego pojęcia kochana. Może zapodasz jakiś toaścik?
- Za nową dziewczynę Tomlinsona!
- On ma nową laskę?
- Jep. A ty jak się tam no trzymałaś po tym jak z tobą zerwał?
- Byłam załamana. Z losem trzeba się godzić. Stwierdziłam, że ty musisz być lepsza. – Uśmiechnęła się do mnie delikatnie. – A ty?
- Ja z nim zerwałam. – Spojrzała na mnie z pytającą miną. – Bo odkryłam zdradę. Tak mi się wydaje.
Siedziałam z El dobre kilka godzin przy barze. Poszłyśmy na parkiet. Zaczęłyśmy razem tańczyć. Ktoś kto widział nas pierwszy raz uznałby, że jesteśmy lesbijkami. Ludzie już spali na stolach, fotelach. My się z nich śmiałyśmy, mimo, że same ledwo stałyśmy. Kilka razy się wywaliłyśmy. Ciągle kręciło mi się w głowie. I po co ci było tyle alkoholu Cam? Zaśmiałam się w duchu. I znowu upadłam. Eleanor podała mi rękę i próbowała pomóc wstać. Oczywiście i ona wylądowała na podłodze. Zaczęłyśmy się śmiać. Podszedł do nas w zasadzie trzeźwy Liam i chwiejący się Lou. Blondynek wziął pod pachy El i zaczął ją prowadzić. Ja siedziałam na podłodze gdy Louis podał mi rękę. Chwyciłam ją i wstałam. Odwróciłam się na pięcie i poszłam na taras. Tu impreza też szalała w najlepsze. Wskoczyłam do basenu. Woda była no tak lekko zimna. No nie lekko. Otrzepało mnie. Zapiszczałam. Ktoś, nie wiem kto pomógł mi wyjść. Moje buty oczywiście zostały w zbiorniku. Weszłam z powrotem do domu. Pomoczyłam podłogę. Co mi odwaliło z tym skakaniem? Otrzeźwieć chciałam? No to mi się nie udało. Usiadłam na blacie w kuchni. Ktoś zostawił tu paczkę fajek. Były to cienkie papieroski. Wyciągnęłam jednego z paczki i podpaliłam. Zaciągnęłam się dymem. Był on dla mnie jak ukojenie nerwów. Znaczy się dawno nie paliłam. Do kuchni wszedł Zayn. Usiadł obok mnie i też wziął peta. Zaciągnął się i powiedział.
- Gadałaś z Eleanor?
- Tak.
- Nie pogryzłyście się?
- Nawet się polubiłyśmy. Obie dzielimy losy byłej dziewczyny Tomlinsona.
- Tomlinson to już dostał ochrzan od Katie za zdjęcia z centrum handlowego.
- A co takiego na nich było?
- No wiesz. Ty i Lou na jednym zdjęciu. Spekulacje na temat tego czy nadal jesteście razem. Przecież on i Katie jeszcze nie ujawnili swojego związku.
- Hahaha. Zabawne. Nie mogę się przyjaźnić ze swoimi byłymi?
- Najwidoczniej nie.
- A ty co taki zalany Malik?
- Topię smutki w alkoholu. A ty?
- Z Eleanor wznosiłyśmy toast za nową dziewczynę Lou. I ten toast się tak trochę przedłużył.
- El nie często tyle pije. Zwykle kończy na jednym kieliszku, góra dwóch.
- Widzisz? Ze mną się rozkręciła. Dziewczyna mimo wszystko ma mocny łeb.
- A Louis? Wiesz ile on wypił? Nie nadążaliśmy za nim z Harrym.
- Matko, jaki pijak. Dobra Malik ja idę jeszcze potańczyć. – Wyszłam z kuchni i wpadłam na Louisa.
- A ty gdzie się wybierasz? – Zapytał się mnie.
- Potańczyć Tomlinson.
- Śmierdzisz fajkami. Nie wpuszczę cię do łóżka.
- Louis! Ogarnij! Nie śpimy już razem! – Wydarłam się.
- Ach, zapomniałem. – W tle zaczęła lecieć wolna piosenka. Lou zaczął się na mnie dziwnie patrzeć.
- No co się gapisz?
- Zatańczysz? –Wyciągnął do mnie ramiona.
- A co mi szkodzi. To tylko jeden taniec.
Padłam w ramiona Louisa. Oboje się chwialiśmy. Zarzuciłam ręce na jego szyję, on objął mnie w talii. Oparłam głowę na jego torsie. Zaczęliśmy kołysać się w rytm muzyki. Louis oparł swoja głowę w moim zagłębieniu szyi. W kuchni wyszedł Zayn i aż zachłystnął się powietrzem gdy nas zobaczył. Ja się tylko szeroko uśmiechnęłam. Harry już spał na stole. Gdyby była tu Katie pocięłaby i mnie i Boo na drobniutkie części. Wdychałam niesamowity zapach perfum Lou. Aż żałowałam, że już nie jest mój. Głośno westchnęłam. Ten podniósł swoją głowę i spojrzał się na mnie. Ja oderwałam się od niego i zaczęłam wpatrywać się w jego oczy. Te piękne niebieskie oczy. Widziałam w nich obłęd. Stanęłam na palcach. Zaczęliśmy się do siebie zbliżać. Byliśmy niebezpiecznie blisko siebie. Poczułam na swoich ustach jedwabiste wargi Tomlinsona. Wplotłam swoje palce w jego włosy, przyciągnęłam go bliżej siebie. Ten mocniej mnie do siebie przytulił. Dopiero wtedy przypomniało mi się, że jesteśmy przy Sali pełnej gości. Oderwałam się od niego, posłałam przepraszające spojrzenie i pobiegłam na górę. Zaczęłam po pokojach szukać kogoś kto mnie zrozumie. Szukałam El. Spała w pokoju Nialla. Uchyliłam drzwi. Usiadłam na łóżku obok niej i zaczęłam ją szturchać. Szybko się obudziła.
- Co się stało?! Cam? Coś się stało? – Dopiero teraz poczułam, że mam łzy na policzkach.
- Tak. – Zaczęłam płakać jak dziecko.
- Oprzyj się, ciocia El cię wysłucha. – Oparłam głowę na jej ramieniu. Ona mnie przytuliła.
- No więc.. Całowałam się z Louisem na Sali pełnej gości.
- O w mordę dziewczyno.. Ty masz chłopaka.
- Właśnie wiem. Dlaczego to zrobiłam?
- Jesteś pijana, jak człowiek jest pijany robi różne głupie rzeczy. Kochana nie byłaś świadoma tego co robisz. – Wstałam i podeszłam do szafki Nialla. Wyciągnęłam Jack’a Danielsa.
- Skoro nie jestem świadoma teraz to nie będę i świadoma za tą butelkę.
- Nie gadaj, że chcesz to jeszcze wypić. Mnie już bania boli.
- No El, proszę. Zrób to dla mnie. Kto wie kiedy znowu się spotkamy.
- No dobra.
Otworzyłyśmy butelkę i zaczęłyśmy sączyć alkohol. Śpiewałyśmy I know you were trouble. Oczywiście miałyśmy przy tym masę śmiechu. Eleanor w pewnym momencie padła. Nie miałam co sama robić. Zostawiłam dziewczynie butelkę alkoholu na kaca i poszłam korytarzem. Na dole już wszyscy spali. Jeden na drugim, ale co tam. Skierowałam się w stronę drzwi mojego byłego chłopaka. Zapukałam. Usłyszałam tylko ciche mruknięcie. Otworzyłam drzwi, zamknęłam je i wskoczyłam chłopakowi na łóżko. Ten wyszedł spod kołdry i zmierzył mnie wzrokiem. Powiedział plączącym się głosem.
- Prze..prze..przepraszam.
- Ale ja nie jestem zła Louis. Tylko nie rób tego więcej. Nie jesteś sam i ja też nie.
- Ja wiem, ale tak bardzo cię pragnę. – Wyszedł spod kołdry, był w ubraniu, na szczęście.
- Lou, proszę nie dekoncentruj mnie.
- Kocham cię.
Złapał moją twarz w swoje dłonie i złożył na moich ustach delikatny pocałunek. Odwzajemniłam go, bo jestem przecież Camila Gier, ta co zawsze ulega Tomlinsonowi. Zatopiłam swoje palce w jego włosach. On włożył swoje ręce pod moją sukienkę. Zaczął kreślić na moich udach jakieś wzory. Moje dłonie również wylądowały pod jego bluzką. Zdjęłam ją szybkim ruchem. Rzuciłam gdzieś w kat. Chwilę później i moja sukienka gdzieś poleciała. Lou zaczął składać na moich łopatkach pocałunki. Po całym moim ciele zaczęły przechodzić dreszcze. Wbiłam paznokcie w jego plecy. Chyba go podrapałam. Zawył z bólu. Przeprosiłam go wzrokiem. Ten kontynuował swój rytuał. Zaczął składać delikatne pocałunki na moim dekolcie. Teraz żeby znowu go nie skrzywdzić zaczęłam palcami uciskać pościel. Zaczęłam palcami przeczesywać jego włosy. Mogłabym to robić codziennie. Chłopak przeniósł swoje dłonie na moje plecy. Jednym zwinnym ruchem rozpiął mój stanik. Poleciał on chyba na lampę. Spojrzelismy sobie głęboko w oczy. Oboje siebie pragnęliśmy, tu i teraz. 



Hejka! Jak tam u was? Co tam? No ja skończyłam rozdział. Jestem po egzaminach i wydaje mi się, że poszły dobrze. I normalnie zawładnęła mną końcówka tego rozdziału. jestem zadowolona. A wy?   i zapraszam na aska! Możecie pytać zarówno mnie jak i postacie. http://ask.fm/nigdysama
Zostaw po sobie ślad! CZYTASZ=KOMENTUJESZ DLA CIEBIE TO TYLKO CHWILA, DLA MNIE MOTYWACJA!

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Rozdział 61


*Cam* miesiąc później, 31 stycznia
Stałam z Alexem pod domem chłopaków. Jest o nas głośno od jakiegoś tygodnia i staramy się razem nie pokazywać. Tak jesteśmy parą. O ile wiem One Direction jest w domu. No muszą być. Muszę pomóc chłopakom przygotować urodzinki Harolda. Imprezka już jutro! Alex nie miał ochoty iść ze mną. Tak więc ugadałam się z Niallem, że zostanę u nich na noc. Mój chłopak w tym czasie ma lecieć do Los Angeles. Kupiłam tam dom. Na serio. Nie chciałam się jednak rozstawać z moim chłopakiem. Będę za nim tęskniła te kilka, a w zasadzie trzy, cztery dni. Łzy zaczęły napływać do moich oczu. Pocałowałam Alexa na pożegnanie i z torbą wysiadłam z auta. Stukając obcasami moich szpilek podeszłam do tak dobrze mi już znanych drzwi. Nie bałam się już spotkania z Louisem. Mogę nawet stwierdzić, że chyba się zakochałam. W Alexie rzecz jasna. Zapukałam trzy razy. Stałam i stałam. Nareszcie drzwi zaczęły się wolno otwierać. Moim oczom ukazał się Nialler. W jednym reku trzymał kanapkę. No tak pora odpowiednia na śniadanko. Ja tu stoję głodna a on się obżera! Wydał z siebie.
- Hmm? – Ten dźwięk był lekko zniekształcony przez kanapkę, którą przeżuwał.
- No heloł? Niall? To ja! Przyjechałam.
- Cam! – Chłopak wydarł się. Ja rzuciłam swoją torbę. Niall objął mnie w pasie, wypluł kanapkę na trawnik i zaczął się kręcić. Skończyło się oczywiście glebą. Leżeliśmy na panelach w przedpokoju.
- Głodna jestem Niallerku.
- Chodź, znajdziemy coś w lodówce. – Poszliśmy do kuchni. Lodówka niestety była pusta. Chłopak podarował mi litr lodów truskawkowych. Lepsze to niż nic. – Opowiadaj jak tam trasa. I gdzie masz Alexa?
- Wymęczyłam się. Ci piszczący ludzie. Masakra. A Alex pojechał do LA. Nie chciał iść ze mną na imprezę. Jest raczej człowiekiem spokojnym.
- Kiedy go poznam?
- Spokojnie, masz czas. Lepiej ty mi gadaj ile jeszcze mamy do zrobienia. Impreza Loczusia.
- Aaa.. Louis załatwił DJ’a, Liam zaproszenia, wy, że dziewczyny zajmujecie się strojeniem domu, Zayn zgarnia jutro gdzieś Harrego, a ja kombinuję litry alkoholu, przekąski i tort.
- Wow. Jestem pod wrażeniem. Choć tobie nie pozwoliłabym na tort i przekąski.
- Spokojnie, Liam powiedział, że jeśli coś tknę to idę na dietę.
- Straszne.. – Powiedziałam i parsknęłam śmiechem.
- Poczekasz? Ja pójdę obudzić chłopaków.
- Okej.
Siedziałam na parapecie okna jedząc lody. Do pojemnika zaczęły mi wpadać włosy. Zdjęłam z nadgarstka gumkę do włosów i ogarnęłam kudły w nieogarniętego koka. Machałam nogami jak małe dziecko. No tak, rzadko jadało się takie ilości lodów. Radość dziecka nad słodyczami. Przez ten miesiąc troszkę, nieznacznie schudłam. Jadłam w locie, nigdy do syta. Do tego cały ten stres, Louis, stres. Czy ja pomyślałam Louis? Tak. Nie odezwałam się do niego jeszcze. Może dzisiaj? Genialny pomysł Cam. Usłyszałam odgłos zamykanych się na górze drzwi. Chwilę później do kuchni wszedł on. Ten Louis Tomlinson. A co mi tam. Raz się żyje.
- Cześć Lou. – Powiedziałam pogodnym głosem wpierdzielając kolejna łyżkę lodów.
- Niall mógłbyś choć raz nie ściągać mnie tak wcześnie na śniadanie? Ja też chcę się czasami wyspać. – Mówił biorąc sok z lodówki. Wziął łyka.
- No wiesz ty co Lou? Żeby mnie mylić z Niallem.. – Powiedziałam. Chłopak wypluł na mnie sok marchewkowy.
- Cam?! Co ty tu robisz? – Był wyraźnie zszokowany.
- Właśnie zostałam opluta sokiem marchewkowym.
- Ale co robisz u nas w domu.
- O ile pamiętam Hazziątko ma jutro urodziny, a z Los Angeles nie przyleciałabym tak szybko.
- Ahh.. Yyy.. Jak tam? – Lou złapał się za kark. Był zakłopotany.
- Dobrze, a u ciebie? Masz kogoś? – Camila! Ty i ta twoja niewyparzona gęba.
- W zasadzie.. No.. Yyyy…
Odpowiedź sama weszła do kuchni. W mojej koszulce?! Wybacz, koszulce Louisa. Superman. Ukłucie zazdrości. Co gorsza, była to Katie, ta Katie. Nagle jakaś gula stanęła mi na gardle. Nie wiedziałam co powiedzieć. Siedzę na parapecie opluta przez Louisa Tomlinsona, mojego byłego chłopaka, a z nami w kuchni Katie, jego obecna dziewczyna. Zakłopotana podrapałam się po karku, uśmiechnęłam, chyba szczerze. Kate złożyła na ustach mojego, sory już nie, na ustach Louisa soczysty pocałunek. Ale serio? Dobra Cam, ogarnij, on ma do tego prawo, ty tez kogoś masz. W końcu udało mi się wydusić coś do dziewczyny.
- Hej Katie. – Uśmiechnęłam się.
- Ooo. Cam! Cześć. Trochę głupio chyba wyszło. My w kuchni. No wiesz.. – Fioletowo włosa była wyraźnie zakłopotana. Słuchaj kochana też o tym przed chwilą pomyślałam.
- Skąd. Nie przejmuj się. – Kurde, no.. Przy Louisie taka wygadana, a przy niej?!
- O Cam! Widzę, że już się przywitałaś z Louisem i Katie. – Do kuchni wparował Niall.
- Taa.. Wybaczcie mi, ale muszę skorzystać z łazienki. – Pokazałam na swoje ubranie.
- Okej. Możesz iść do mnie, albo do gościnnego. – Blondynek też był trochę zakłopotany.
- Pójdę do ciebie.
Wzięłam swoją torbę i skierowałam się na górę. Camila, nie boisz się ponownego spotkania tej pary, nie boisz się. Jasne, że nie. Nie żywisz do nich urazy. To przyjaciele twoich przyjaciół, musicie żyć w przyjacielskich stosunkach. Co ja kurde kucyk pony? Powoli zaczynam w to wierzyć. Weszłam do łazienki Nialla. Przebrałam się w czarne rurki, biały top i czerwono – czarną koszulę w kratę. Wiedziałam kogo mam ochotę spotkać. Dziewczyny. Były u mnie w domu. Ktoś musi mnie zawieść. Idę do Zayna, go obudzić. Mogę się założyć, że Niallowi się nie udało. Skierowałam się do pokoju mulata. Drzwi były lekko uchylone. Ze środka dochodziło ciche chrapanie. Weszłam do pokoju. Zayn spał opatulony białą kołdrą po czubek nosa. Zaśmiałam się. Usiadłam obok niego. Zaczęłam go szturchać. Nic to nie dało. Wlazłam na niego, zaczęłam skakać, śpiewać, drzeć się, wszystko w jednym. Chłopak po około pięciu minutach podniósł się. Spadłam na podłogę. Wstałam i usiadłam obok niego. Od razu zakleszczył mnie w swoich objęciach.
- Cam! Tak bardzo tęskniłem!
- Nie tylko ty chudzielcu.
- Komuś tu ciałka tez ubyło. Trzeba utuczyć prosiaczka. – Zaśmialiśmy się.
- Zayn, bo ja budzę cię z niecnymi zamiarami.
- Jakimi? Chcesz mnie zgwałcić i sprzedać moje włosy na Ebayu?
- Co? Nie, ale to niezły pomysł. Włosy Zayna Malika! Jedyne 50 dolarów!
- No, no.. Nie rozpędzaj się za bardzo. Tak tanio?
- Ach Zayn, Zayn. Ty szurnięty palancie.
- To jakie masz co do mnie plany?
- Ubieraj się, bo zabieram cię na wycieczkę.
- Gdzie?
- Do mojego domu. Muszę się zobaczyć z dziewczynami.
- Okej. Już lecę się ubierać.
- Masz piętnaście minut!
Wyszłam z jego pokoju i skierowałam się do salonu, gdzie siedzieli już wszyscy. Gdy tylko Liam i Harry mnie zauważyli zaczęli biec w moją stronę. Powalili mnie na ziemię. Nie przeszkadzało im to. Zaczęli mnie ściskać. Więc zostałam dzisiaj wyduszona przez 4/5 One Direction. Na piątego nie liczyłam. On miał dziewczynę. Jakoś nie mogłam przyjąć tego do wiadomości. No ale cóż muszę się z tym pogodzić. Każdy ma prawo sobie ułożyć życie jak tylko zapragnie. On chce je ułożyć z nią. W zasadzie była ode mnie starsza, dojrzalsza, ładniejsza. Ehh. Daj spokój. Kilkanaście minut później ze schodów zbiegł do mnie Zayn. Poinformowaliśmy chłopaków, że wrócimy wieczorem i wsiedliśmy do auta mulata. Od razu rzuciłam do niego pytanie.
- Jak długo Lou i Katie są razem?
- Dwa tygodnie, może trochę dłużej. – Zrobiłam z ust podkówkę. – Ej, Cam nie smutaj.. Ty też kogoś masz.
- Ale to nie to samo Zayn.
- Kochasz Louisa..
- Taaak. Nie! W zasadzie co ja gadam. Miałam zapomnieć o tym popaprańcu.
- Mam podobnie.
- Ale co?
- Niedługo się dowiesz. Może nawet dzisiaj.
- Jesteś okropny Zayn. Żeby mi nie powiedzieć.
Dojechaliśmy pod mój, a w zasadzie już nie mój dom. Podeszliśmy do drzwi. Schowałam się tak, aby dziewczyny mnie nie zobaczyły. Zayn zapukał. Otworzyła mu Abby. Powiedziała tylko: ‘Co znowu Malik?’ W tym momencie wyskoczyłam ja. Moja przyjaciółka zaczęła skakać, piszczeć. Padłyśmy sobie w ramiona. Chwilę później z góry zbiegła jeszcze w piżamie Miles. Rzuciła się na mnie. Boże jak ja uwielbiam te wszystkie powitania. Dziewczyny zaparzyły nam herbaty. Zayn wykłócał się o kawę, ale w końcu my postawiłyśmy na swoim. Malik nie możesz całe życie chodzić o kubku kawy. Dziewczyny oczywiście pytały o trasę, Alexa. Opowiadałam im jaki to on jest spokojny i w ogóle.. Ach. No i stały w uczuciach, tak mi się wydaje. Moje kobietki szerokim łukiem omijały temat naszej drogiej Katie.. Może i dobrze? Nie chciało mi się o niej gadać. Nie żebym była zazdrosna czy coś. Co to to nie ja. Przecież my, że ja i Lou już nie byliśmy razem. Ach. A może jednak ja nadal tego chciałam. Nie wchodzi się trzy razy do tej samej rzeki Cam. Nie daje się trzeciej szansy. Nie w tym wypadku. Przestań o nim myśleć Cam! Musiałam robić dziwne miny, bo dziewczyny dziwnie się na mnie patrzały. Uśmiechnęłam się głupkowato. W końcu poszły się ubrać, bo postanowiliśmy pójść do parku. Zayn cały czas siedział jakiś taki przygaszony. Podsunęłam się do niego, złapałam za ramię i zapytałam się.
- Co się stało?
- A czemu miałoby się coś dziać? Wszystko okej.
- Mnie nie oszukasz. Gadaj.
- Ehh.. Noo.. Zerwałem z Perrie. No bo ją tak w zasadzie zdradziłem.
- Kiedy z nią zerwałeś?
- Miesiąc temu? No, ale zrozum mnie. Jak widziałem jak ty cierpisz, nie chciałem aby ona przez to przechodziła. Przez to, że przez przypadek odkryłaby ten fakt.
- Rozumiem cię chłopie. Idziemy do parku. Masz się wyluzować.
Kilkanaście minut później wyszliśmy z domu. Skierowaliśmy się do parku. Paparazzi wróciłam! No tak, nie da się zapomnieć, już nas śledzili. Ciągle na nas były jakieś błyski. Zauważyłam, że Zayn stara się być jak najdalej od Miles, a pilnuje tego wszystkiego Abb. Chore. Czy ta dwójka wdała się w jakąś bójkę jak mnie nie było? No co jak co, ale ta dwójka była porywcza. Plus Zayn zdradził z kimś Perrie. Miles i Abby musiały się nieźle wkurzyć, bo lubiły różowo włosą. Ruszyliśmy w kierunku Starbucksa. Miałam ochotę na kawę. No i tez ją zamówiłam. Między nami istniała cisza. Dawno się z nimi nie widziałam no i tez nie wiedziałam o czym z nimi gadać. Potem poszliśmy do parku. Śniegu już nie było. Otaczało nas dużo kałuż. Wskoczyłam w jedną z nich omal nie łamiąc obcasów w moich szpilkach. Dziewczyny pisknęły z przerażenia, a Zayna zaczął ze mną wskakiwać do kolejnych kałuż. Znalazłam jakiegoś kija i zaczęłam udawać, że jestem królową ziemi. Wszyscy zwijali się ze śmiechu. Ja wymachiwałam swoim ‘berłem’ na prawo i lewo wydając rozkazy. Przechodnie patrzyli się na nas jak na idiotów. Miles znalazła drugiego patyka i zaczęła udawać, że to miecz. Miała zamiar odebrać mi władzę. Zaczęłyśmy toczyć walkę na miecze. Ze śmiechu z moich oczu leciały łzy. W końcu moja przyjaciółka dźgnęła mnie w brzuch. Zaczęłam teatralnie jęczeć. Uklękłam przed Miles i złożyłam na jej ręce moje ‘berło’. Teraz to ona nami rządziła. Atmosfera się delikatnie rozluźniła. Szliśmy przez park. Byliśmy cali mokrzy. Złapałam Abby za rękę i zaczęłyśmy machać naszymi splecionymi dłońmi jak dzieci w przedszkolu. Jutro kompromitujące mnie zdjęcia obiegną cały świat. Mam to w dupie. Przypomniało mi się jak tarzałam się z Tomlinsonem w liściach. Uśmiechnęłam się szeroko. Wspomnienia z nim związane potrafiły wywołać uśmiech na mojej twarzy.
Doszliśmy do mojego domu. Skierowałam się na górę. Zabrałam ze sobą Zayna. Miałam tu trochę ciuchów Louisa. Dałam mu jakąś koszulkę i dresy. Sama ubrałam zieloną bluzę kangurka i beżowe rurki. Wzięłam również czarne vansy. Ja i Malik musieliśmy się już zbierać. Pożegnaliśmy się z dziewczynami i poszliśmy do auta. Szybko dojechaliśmy do domu. Z impetem otworzyłam drzwi. Śmiałam się z mulata. Ubrania Louisa na nim wisiały. Niebieskooki wpatrywał się w ubiór Zayna. Spojrzałam na jego minę, posłałam mu jeden z moich genialnych uśmiechów i powiedziałam.
- Tomlinson, nie obrazisz się, że pożyczyłam Zaynowi kilka twoich ubrań? Bo jego niestety przez przypadek zostały wrzucone do mojej wanny i nie zdążyły wyschnąć. Z resztą ja jeszcze też nie.. – I po co ja to mówiłam? Chciałam wzbudzić jego zazdrość? Cały był czerwony. Miałam ochotę wybuchnąć śmiechem, wszystko nagrać i wstawić na twittera. Nie będę jednak taka chamska. Miałam z nim żyć w zgodzie i dotrzymam tego warunku.
- Ależ oczywiście, że nie Gier. Wszystko gra.
Wszyscy w pokoju wybuchli śmiechem, łącznie ze mną, odejmując Louisa. Uwielbiałam się z nim kłócić, a teraz mogłam to robić zupełnie na legalu, nie bojąc się, że ze mną zerwie. Usiadłam obok Niallera i włączyłam telewizor. Leciały powtórki X Factora. Zaczęłam się z  siebie śmiać. Chłopaki patrzyli na mnie jak na idiotkę. Przejechałam wzrokiem po ich twarzach. Dalej się śmiałam. Nie umiałam dzisiaj powstrzymać głupawki. No co ja na to poradzę? Śmiejąc się poszłam do kuchni. Te geniusze nawet nie uzupełniły lodówki. Zawołałam Nialla i szarpnęłam go za rękaw biorąc jego kluczyki od samochodu. No przecież ktoś musiał uzupełnić zapasy. Mówiąc zapasy mam na myśli przekąski dla Nialla na noc. Lodówka mu chyba starczy. Do sklepu dojechaliśmy po piętnastu minutach. Zabrać dzikusa do sklepu. Ukrył się pod przyciemnianymi okularami. Wrzucałam do koszyka co popadnie. I tak blondynek wszystko zje. Zaczął tańczyć przy stoisku z nutellą. O ile się nie mylę był to taniec radości. Wziął jeden słoik, pocałował go i wrzucił do koszyka. Poszliśmy na mięsa. Niall przykleił się do szyby mówiąc: ‘Kabanosiki..’ Tego człowieka opętało czy co? Gdy w końcu doszliśmy do kasy chłopak dorzucił jeszcze kilka paczek żelków. Koszyk był pełen. Kasjerka patrzała się na nas jak na wariatów. Uśmiechnęła się jednak widząc Nialla. Pokiwała głowa i zaczęła się śmiać. Widocznie mój przyjaciel był częstym gościem tego sklepu. Jego miłością było jedzenie. Ulubioną restauracją Nados. Chłopcy powinni mu zrobić spiżarnię w piwnicy. No bo weź codziennie jeździj na zakupy. Zwariować idzie. Za zakupy zapłacił Niall. Wyszliśmy ze sklepu i wróciliśmy do domu.
Od razu wzięłam się za szykowanie kolacji. Miałam tyle składników, że nie wiedziałam co zrobić. W końcu zdecydowałam się na jajecznicę, a na deser marchewkowe muffiny. Przygotowywałam wszystko w spokoju. Nagle poczułam, że ktoś za mną stoi. Odwróciłam się na pięcie. To był Louis. Wróciłam do przygotowywania kolacji. Wbijałam kolejne jajka na patelnię, a w zasadzie na dwie. Weź zrób tyle jajecznicy dla takiej bandy. Uśmiechnęłam się blado. Nagle Lou się odezwał.
- Możesz mnie nie ignorować? Przyszedłem porozmawiać.
- No to mów Lou. Ja nie kamień, odpowiem.
- Rozmawiasz ze mną jakby się nic nie stało. Jak ty to robisz.
- Powiedzmy. Odpoczęłam od ciebie, pogodziłam się z tym wszystkim. Zostańmy przyjaciółmi.
- Podobno to najgorsze słowa jakie można usłyszeć po zerwaniu.
- Podobno. Sprawdzałeś w praktyce?
- Tak. Raz z tobą. I tak się skończyło związkiem.
- Louis. Mamy kogoś. Ja mam Alexa – Louis skrzywił lekko minę – ty masz Katie. – Teraz to ja przybrałam smutniejszy wyraz twarzy. – Więc bądźmy szczęśliwi skoro los dał nam szansę. Bądźmy przyjaciółmi choćby ze względu na tą czwórkę. Nie chcę się kłócić.
- Ja też nie. Zależy mi na tobie.
- Mi na tobie też Lou. Ale jak na przyjacielu. Przejechałam się już na tobie.
- Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki.
- Ja weszłam. Nie słucham się przysłów. Mam nadzieję, że choć raz się zgadzamy. Chcemy zostać przyjaciółmi.
- Tak, ale kocham cię Camila.
- Ja ciebie też, ale to i taki nic nie zmienia. Kocham cię Lou, ale trzeci raz do tej samej rzeki nie wejdę.



Hejka ludzie! No na początku pytam sie jak wam sie podoba? No i od razu was informuję, ze do czwartku na 100% nie dodam rozdziału. Egzaminy kochani. Boję się tylko historii. 
Zostaw po sobie ślad! CZYTASZ=KOMENTUJESZ DLA CIEBIE TO TYLKO CHWILA, DLA MNIE MOTYWACJA! 

niedziela, 21 kwietnia 2013

Rozdział 60.



*Cam*
Siedziałam w domu i czekałam na Simona. Nie byłam wczoraj na próbie, a powinnam. Nie byłam w stanie. Ciągle płakałam. Na noc zostały ze mną Abby i Miles, ale musiały się zwijać. Zostałam sama z tym całym problemem. Problem ma na imię Louis. Czy można kochać i nienawidzić jednocześnie? Najwidoczniej się da. Ja wam tu przykładem! Do drzwi ktoś zapukał. Zwlekłam się z kanapy i ruszyłam do drzwi. Byłam pewna, że ta to nie chłopaki. Wczoraj pojechali w trasę. I bardzo dobrze. Nie chciało mi się patrzeć na Louisa. No nie musiałam. Nie przychodził do mnie. Mógł chociaż sprzątnąć szczątki swojego telefonu sprzed mojego domu. Pociągnęłam za klamkę. Moim oczom ukazał się szeroki uśmiech Simona. I weź go nie odwzajemnij. Zaśmiałam się. Zaprosiłam go do środka. Zlustrował mnie wzrokiem. No tak, miałam na sobie rozciągnięte dresy i koszulkę Louisa. Tak, nie potrafiłam się jeszcze z nią rozstać. W końcu się odezwał.
- Ty, Camilo Gier masz piętnaście minut na ogarnięcie się. Jedziemy dzisiaj w trasę. W zasadzie zaczynamy w Londynie.
- Simon. Proszę cię nie mam siły na trasę.
- A ja cię proszę. Podpisałaś kontrakt.
- No dobra. Idę się zebrać. Nie jestem spakowana.
- Ubrań u nas pod dostatkiem. A co ty taka mizerna.
- Zerwałam z Louisem.
- Tak mi przykro Cam. – Mentor mnie przytulił. – Pojedziesz, odpoczniesz. Na serio będzie okej.
- Dobra nie gadaj tylko daj mi piętnaście minut.
Po około godzinie podjechaliśmy pod halę, na której miał się odbyć koncert. Po drodze Simon wytłumaczył mi jego przebieg. Nie było to nic skomplikowanego. Prawie jak w X Factorze. Poinformowana zostałam również, że znowu czeka mnie zmiana koloru. Weszliśmy do budynku. Moje myśli zakłócało stukanie moich obcasów. W oddali stała Kaya i ćwiczyła piosenki. Obok mnie przeszli Zack i Julia, duet. Wzrokiem szukałam Alexa. Nagle ktoś mi zasłonił oczy. Zaśmiałam się. Po raz pierwszy od dwóch dni. Zaczęłam macać osobę po rękach, choć nie musiałam zgadywać kto to. W końcu się odezwałam.
- No nie wiem! Alex możesz mnie puścić. – Odwróciłam się i wybuchliśmy śmiechem.
- Jak ja się za tobą stęskniłem Cam. Opowiadaj jak wakacje.
- Do wakacji nie mam zastrzeżeń. Na temat reszty wybacz, ale się nie wypowiem.
- No gadaj! Wiem, że nie umiesz trzymać języka za zębami. Ja kochana wyrwałem na imprezie laskę, ale okazało się, że ona ma męża. Czaisz?! No właśnie ja też nie.
- Ach Alex, ty i te twoje niesamowite przygody.
- A jak tam z Louisem? – Mój przyjaciel śmiesznie poruszył brwiami.
- Nie jesteśmy już razem. Zerwałam z nim. – Spuściłam wzrok. Zaczęłam się wpatrywać w czubki swoich butów. Alex złapał mnie za ramiona.
- Camilo Gier. Twarda dziewczyno. Nie pozwolę żebyś mi się tu załamywała. Cały miesiąc będziesz miała co robić.
- Mam nadzieję.
- Camila. Szukałem cię. Na fotel stylistki! – Krzyknął do mnie Simon.
Ruszyłam takim no dziwnym krokiem. Podeszłam do fotela stylistki i na nim usiadłam. Wyjęła ona z szafki dwie farby. Jedną brązową, a drugi to był rozjaśniacz. Nie wyrobię w tym zawodzie jak co dwa tygodnie mam zmieniać kolor włosów. Pierwsza farba wylądowała na mojej głowie. Siedziałam tak godzinę. Stylistka umyła mi głowę i na końcówki moich włosów nałożyła rozjaśniacz. Siedziałam grzecznie. Nawet lustra mi tu nie dali. Po pół godzinie moja męka z farbą na włosach skończyła się. Kobieta założyła mi grube loki. Wyszłam z pomieszczenia. Usiadłam z Alexem na głośniku. Gadaliśmy o jakichkolwiek pierdołach. Zaczynając od dzisiejszej pogody kończąc na szczegółach mojego zerwania z Louisem. Kilka razy w oku zakręciła mi się łza. Alex starał się unikać tego drażliwego tematu. No i nie powiem, udawało mu się. Mimo tego jak się zachowywałam w środku byłam załamana. Czułam tysiące sztyletów wbijające się w moje serce i otwierające ponownie moją starą ranę. Przeprosiłam na chwilę Alexa i odeszłam na bok. Musiałam porozmawiać z Louisem. Nie mogłam zostawić naszych stosunków w takim stanie. Wykręciłam numer do Nialla.
- Halo? – Odezwał się zdziwiony głos chłopaka.
- No halo. Nialler. Już za tobą tęsknię głuptasie.
- Nie martw się, niedługo będziemy świętować razem urodziny Harolda.
- Co moje urodziny?! Co planujecie?! – Usłyszałam krzyk w słuchawce. Zaśmiałam się.
- No, a jak tam Cam? Jak się czujesz? – Pytał zatroskany Nialler.
- W zasadzie dobrze. Ale jak mogę się czuć. Muszę chwilę pocierpieć. A jak on się czuje?
- Jak? Jest załamany. Tak, słyszy to. I nie chce z tobą pogadać. Boi się.
- Wcale się nie boję! – Usłyszałam zbulwersowany głos Louisa. Tak mi go brakowało.
- To ty powinnaś do niego zadzwonić.
- Nawet nie mam na co. Szczątki jego telefonu leżą na drodze przed moim domem.
- A no fakt. Już zdążył kupić nowy. Ale zadzwoń, Cam!
- Nie Niall. Nie jestem jeszcze na to gotowa. Jestem na niego wściekła! I nigdy już nie będzie tak jak kiedyś. Przekaż mu proszę, że odezwę się w najbliższym czasie. Tylko tyle.
- Ok. Czyli twoja dzika furia już zniknęła? Nie jesteś już tak zbulwersowana?
- Już nie. Jednak mógł mi w inny sposób przekazać, że zakochał się w innej. Zaakceptowałabym to. Też jestem człowiekiem. A tak odchodząc od tematu. Kiedy wracacie?
- Za trzy miesiące, no i na urodziny Harrego.
- To na urodzinach zobaczymy się po raz ostatni.
- Jak to? Wracasz do Port Angeles?
- Nie. Wyprowadzam się do Los Angeles. Simon ma tam studio nagraniowe.
- W Londynie tez ma.
- W Londynie ja mam za dużo wspomnień Niall. A teraz wybacz, ale muszę spadać, bo za pół godziny wchodzę.
- Powodzenia rudzielcu! Będę cię oglądał.
- Ciekawe jak.. Nie ma audycji na żywo.
- Spokojnie, ja mam swoje sposoby.
- Pa Niall!
- Pa.
Rozłączył się, a ja poszłam do stylistki, aby ściągnęła mi wałki. Już teraz widziałam, że zrobiła mi ombre. Lepsze to niż marchewkowy rudy. Poszłam do garderoby. Kobieta podała mi zestaw. Zestaw, który kilkanaście dni temu sama skomponowałam. Czerwone rurki, koszulka w paski, szelki i białe conversy. Napłynęły wspomnienia. Początkowo odmawiałam ubrania się w te ciuchy, jednak później spasowałam i zrobiłam to o co mnie proszono. Simon przeraził się widząc moje nadgarstki. Założył mi masę bransoletek. Ukryły moje rany. Zaczynałam cały występ piosenką Make you feel my love. Kurde no znowu wspomnienia związane z nim! Zabrzmiały pierwsze nuty mojej piosenki. Stałam przed rozsuwającymi się drzwiami. Powoli wyszłam na scenę. Tłumy zaczęły piszczeć. Ja się zaczęłam cieszyć. Czułam się w swoim żywiole. Choć przez chwilę odetchnęłam od natłoku wszystkich uczuć. Ta piosenka bądź co bądź kojarzyła mi się z nim.. To on pomógł mi się przygotować. Nie mogłam się rozpłakać na scenie. Spojrzałam na tłumy. Uśmiechnęłam się.
Cały koncert się skończył. Nareszcie mogłam dać upust moim łzom. Wtuliłam się w Alexa. Nie musiałam nic mówić. Poszłam do garderoby. Usiadłam na krześle i z blatu wzięłam swój telefon. Zaczęłam obracać go w palcach. Nie mogłam tak tego wszystkiego zostawić. Postanowiłam napisać SMS’a. ‘Nie chcę tak tego zostawić. Nie chcę mieć z Tobą złych kontaktów. Nie dzwoń na razie, nie jestem gotowa na tą rozmowę. Wkrótce sama się odezwę. – Cam.’ Siedziałam chwilę i zastanawiałam się. Wysłać czy nie wysłać. Nacisnęłam przycisk ‘wyślij’ i od razu było mi lżej. Wyszłam z pokoju i od razu złapał mnie Simon.
- Cam, szukałem cię. Masz wywiad. Przyjechała telewizja.
- O matko. Muszę?
- Wiem, że jesteś w nie najlepszym humorze, ale proszę przeprowadź ten wywiad.
- Okej, okej już idę.

*Louis*
Siedziałem i tępo wpatrywałem się w okno. Byliśmy w tourbusie. Liverpool. Kolejny koncert jutro. Poczułem wibracje w kieszeni. Leniwie wyciągnąłem telefon i otworzyłem wiadomość. Byłem zaskoczony. to mało powiedziane. nagle zacząłem się cieszyć do wyświetlacza. Chłopaki spojrzeli się na mnie dziwnie. Niall się w końcu zapytał.
- O co chodzi Lou?
- Nie mam prawa się uśmiechnąć? – Odpowiedziałem pytaniem na pytanie.
- Nie. Ostatnio chodziłeś podłamany. – Czy ten Niall musiał mnie dręczyć?
- Camila do mnie napisała.
- Wow. – Teraz odezwał się Harry. – Ona do ciebie nie wróci. Stary znam ten przypadek.
- Nie krakaj Styles!
- Chodźcie pooglądamy telewizję.
Usiedliśmy na kanapie. Włączyliśmy telewizję. Właśnie leciały wywiady z gwiazdami. Lubiliśmy oglądać ten program. Byłem ciekawy kto dziś odwiedzi Anne. Z chłopakami obserwowaliśmy ekran telewizora. Na kanapie siedziała ze spuszczoną głową dziewczyna. Włosy miała rozjaśnione na końcówkach. Mimo to wiedziałem ki ona jest. Gdy Anne wyczytała jej nazwisko podniosła głowę do góry. Chłopaki zakryli usta dłońmi. Widziałem jej smutne oczy. Czyli nie do końca się jeszcze pozbierała, nie tylko ona. Harry chciał wyłączyć telewizor, ale nie pozwoliłem mu na to. Zaczął się wywiad.
- Gościmy dzisiaj w studiu Camilę Gier, zwyciężczynię 8 edycji X Factora. Może powiesz nam jak to jest wygrać.
- Boże.. Za każdym razem to samo. Nie mogę w to jeszcze uwierzyć. Gdyby nie trasa koncertowa nadal prowadziłabym normalne życie. Chodziła na spacery z przyjaciółmi, wylegiwała się do dwunastej. Spędzałabym czas z najbliższymi.
- Okej. Właśnie najbliżsi. W kilku innych wywiadach powiedziałaś, że wsparciem dla ciebie byli przyjaciele i chłopak, Louis Tomlinson.
- Były. – W oczach dziewczyny mimo uśmiechu zakręciły się łzy.
- Słucham?
- Były chłopak.
- Ach. Czyli nie jesteście już razem. Co było powodem waszego rozstania?
- Wybacz, ale nie chcę o tym mówić. Zapytaj Louisa, może ci powie.
- Okej. Więc jak wspierali cię przyjaciele?
- Dzwonili, pisali. Gadałam z nimi o byle czym. To bardzo uspokaja. Takie nie gadanie o tym co się dzieje w programie.
- Niedawno byłaś na wakacjach. Odpoczęłaś od sławy?
- W zasadzie nie. Paparazzi ciągle za nami łazili. Nie mieliśmy chwili wytchnienia. Wybraliśmy się kilka razy na imprezę. Może wtedy troszkę odpoczęłam.
- Na imprezach? Tam gdzie głośno?
- Na serio. Tam nie było paparazzi.
- A po tym waszym zerwaniu, jak wyglądają twoje relacje z resztą chłopaków?
- Nadaj się przyjaźnimy. I nie mówiłam nic o tym, że moje relacje z Tomlinsonem są teraz złe. Na razie go unikam, ale nie chcę się z nim kłócić. Mamy wspólnych przyjaciół.
- Jesteś teraz z ekipą X Factora w trasie koncertowej. Kiedy przerwa?
- W zasadzie zaczęliśmy dopiero dzisiaj, ale przerwę mam już wyznaczoną. W zasadzie ta trasa jest krótka. Niecały miesiąc. Jeździmy tylko po Wielkiej Brytanii. Więc początek lutego. Zaczynam przerwę, a potem..
- A potem co?
- Wyprowadzam się.
- Gdzie? I co jest powodem?
- Los Angeles. Tam Simon ma studio i zawsze chciałam mieszkać w miejscu gdzie nie będę narzekała na deszcze.
- A więc dziękujemy ci za wywiad. Życzymy powodzenia.
Chłopaki wyłączyli telewizor, a ja dalej się w niego tępo wpatrywałem. Media już wiedzą, że nie jesteśmy razem. No tak, prędzej czy później by się o tym dowiedzieli. Wczoraj Cam usunęła nasze wspólne zdjęcia. Wczoraj gadałem o tym wszystkim z Katie. Wzięła całą winę na siebie. Nie zaprzeczyłem. No nie mogłem zaprzeczyć. Nie w tej sprawie. I dzisiaj dowiaduję się, że Cam się wyprowadza. Znowu chce uciec przede mną. Ale ta jej dzisiejsza wiadomość. Dała mi nadzieję. A potem ten wywiad je zgasił. Chce być ze mną w przyjacielskich stosunkach, bo mamy wspólnych przyjaciół. Nierealne. Tylko, że ja nie chciałem być jej przyjacielem. Zawsze pragnąłem być kimś więcej. Ehh. Zabolało. Znowu. Louis ale to ty wszystko spieprzyłeś nie masz już u niej szans. Ciesz się życiem takim jakie jest tu i teraz. Czy zabolały mnie jej słowa? Nie. Miała prawo tak sądzić, a ja musiałem w mediach wytłumaczyć przyczyny naszego rozstania. Co powiem? Zamierzałem ją zdradzić? Chyba nie miałem innego wyjścia. Wysiadłem z autobusu. Musiałem wszystko przemyśleć na spokojnie. Musiałem przyjąć do wiadomości, że Cam już nie jest moja. Na ławce w parku nieopodal siedziała Katie. Paliła papierosa. Powoli do niej podszedłem i usiadłem obok. Spojrzała na mnie zdezorientowana. Od momentu naszej ostatniej rozmowy unikałem jej. Spojrzałem w jej oczy. Ona się odezwała.
- Louie ja ciebie przepraszam.
- Katie skończ już. Najwidoczniej tak miało być.
- Ale ty ją kochasz, ona ciebie. Przeze mnie jesteś nieszczęśliwy.
- Nie gadaj głupot. Już jest lepiej.
- Dwa dni po rozstaniu? Wątpię. Ona nawet nie chce cię widzieć.
- I tu się mylisz. – Otworzyłem wiadomość od Cam i pokazałem ją Katie.
- Zostaniecie przyjaciółmi. – Odparła z uśmiechem. – Ale na sto procent ma do mnie jakiś żal. No bo w końcu to przeze mnie. Gdybym nie wysłała tej wiadomości.
- Skąd mogłaś wiedzieć, że zostawiłem u niej telefon. No skąd?
- Ale to moja wina.
- No dobra z tym masz rację, ale już się nie zadręczaj. Camila jest silna, pozbiera się. Ja też.
- Skoro tak mówisz.
- Dawała dzisiaj wywiad w telewizji.
- I jak?
- Wyglądała na szczęśliwą. No i cały świat już wie, że nie jesteśmy razem. Jestem singlem. Oficjalnie jestem singlem. Ale to nie zmienia faktu, że nadal jest piękna. – Oboje się zaśmialiśmy.
- Dziękuję Louis. – Katie spojrzała mi głęboko w oczy.
- Za co znowu?
- Za to, że nie przestałeś ze mną gadać. A ja sprawiłam, że cierpisz.
- No dobra, dobra. To prawda, że zerwanie z osobą, która nadal kochasz boli, ale na duchu podnosi cię fakt, iż ona nie zrywa z tobą kontaktu. Zawsze tli się w tobie jakaś nadzieja. Nie smutaj już Katie. Ze mną prawie ok.
- Prawie?
- No nie zaprzeczę, że jeszcze boli. Przyjaciele pomagają mi zapomnieć. Nie dam rady do końca. Zawsze będę pamiętał wspaniale spędzone z nią chwile. Tą magię. Wszystko. Miłość, która nas połączyła.
- Ty ją kochasz.
- Nie, żartuję tylko sobie. – Powiedziałem z sarkazmem.
- Dopiero teraz zauważyłam jakie uczucie was łączyło. Te wasze wszystkie pocałunki.
- Nigdy nie okazywaliśmy sobie aż tak bardzo uczuć. Nie przy chłopakach. Jejku to już było i nie wróci. – Louie. Nie załamuj się. Będzie dobrze.



Czołem ludzie! Miałam się szykować do egzaminów, ale coś mi nie idzie. Wolę się lenić przed kompem ;d Genialna ja. Oczywiście nie byłabym sobą gdybym się nie wpakowała na przypał. Wczoraj się minutę spóźniłam i czekałam 40 minut pod drzwiami. Masakra. Laptopa dzisiaj jakimś cudem przechwyciłam. Także cieszcie się rozdziałem, bo nie wiem kiedy dodam kolejny. 
Zostaw po sobie ślad! CZYTASZ=KOMENTUJESZ DLA CIEBIE TO TYLKO CHWILA, DLA MNIE MOTYWACJA!