czwartek, 21 marca 2013

Rozdział 46.


*Niall*
Obudziłem się, nie było koło mnie Cam. Gdzie ją znowu wywiało? Pewnie poszła do Jake’a. Wczoraj ich do siebie ciągnęło. I ja i chłopaki musieliśmy niestety patrzeć na to jak bardzo cierpi Louis. Musieliśmy po prostu cierpliwie czekać aż odzyska pamięć. O kurka wodna! Nie było jej tu, a nie znała okolicy. Zerwałem się jak oparzony z łóżka. Wybiegłem na korytarz. Zbiegłem na dół. Chłopaki siedzieli w kuchni coś szykując. Nalewali szklankami wodę do wiadra? Na co im to. Zayn ciągle się śmiał. Podeszłam do nich i się zapytałem.
- Co wy kombinujecie?
- Planujemy wyciągnąć z łózka pana nieszczęśliwego. – Odpowiedział z bananem na ustach mulat.
- Louisa?
- Tak.
- Wchodzę w to.
Musieliśmy w końcu przywrócić go do życia. On też musiał być cierpliwy. Chłopaki mieli już kilka wiader z wodą. Był z nami nawet Liam. Wbiegliśmy po schodach i ruszyliśmy w stronę pokoju chłopaka. Ustaliliśmy, że otwieramy drzwi i od razu lejemy. Staliśmy przed jego pokojem i się śmialiśmy. W końcu Malik się przełamał i otworzył drzwi. Wszyscy jednocześnie wylaliśmy wodę w stronę łóżka pana nieszczęśliwego. Z przeraźliwie dziewczęcym wrzaskiem zerwała się z owego wyrka Cam. Zaraz, zaraz Cam?! Co ona tu robiła.. Wszyscy staliśmy wryci. Mój błąd, dałem jej wczoraj białą koszulkę. Prześwitywała jej teraz bielizna. Hazza w końcu coś z siebie wydusił.
- Zaraz, zaraz.. Wy razem? O co chodzi, bo jeszcze nie zaczaiłem.

*Cam*
Stałam i nie wiedziałam co powiedzieć. Tak, jesteśmy razem? Wróciła mi pamięć? Trafiłam tu przez przypadek? To było akurat możliwe, bo drzwi Louisa było obok drzwi Nialla. Spojrzałam błagalnym wzrokiem na Lou. Może on coś wymyśli. Proszę żeby on coś wymyślił, bo nie mam zamiaru się przed nimi tłumaczyć.
- Cam weszła tu prawdopodobnie przez przypadek. Nie wiem, spałem. – Wypalił w końcu.
- Myślałam, że wchodzę do Niallera. – Powiedziałam z zawstydzoną miną.
- Biedna Cam. – Nialler chciał podejść i mnie przytulic, ale przewrócił się, potykając się o jakieś ubrania.
Wszyscy wybuchliśmy śmiechem, nawet Lou. Chłopacy spojrzeli się na niego dziwnie. On przewrócił tylko oczami i schował się pod mokrą kołdrę. Żeby nie było ja poszłam do pokoju Niallera, musiałam się przebrać. Miałam tylko swoje wczorajsze ubrania. Niestety. Nie no nie mogłam ich ubrać. Wyjęłam od Niallera z szafy jedne z jego spodni, i tak miałam niedługo pojechać do domu się przebrać, oraz pasiasty sweterek, którego zapewne nigdy na sobie nie miał. Lou mu nie pozwalał go ubrać. Zeszłam na dół gdzie wszyscy już siedzieli. Spojrzeli się na mnie zdziwieni. Niebieskooki słodziak spojrzał się na mnie i puścił oczko. Jake siedział jakiś smutny, nieobecny. Podeszłam do Jake’a i pociągnęłam go na bok. Musiałam mu wszystko wyjaśnić. Usiedliśmy na tarasie. Było dzisiaj niesamowicie zimno. Spojrzałam się na jego smutną minę i powiedziałam.
- Chyba musimy sobie coś wyjaśnić, nie sądzisz?
- Ano, chyba musimy.
- Wybacz, że dałam ci tak daleko zajść, że sama cię skusiłam. Nie chciałam tego zrobić.
- To ja przepraszam, że zacząłem. Po prostu chyba chciałem wykorzystać sytuację. Wydawało mi się, że skoro nic nie pamiętasz, nie pamiętasz Louisa to mnie może pokochasz.
- I prawie ci się udało. Ale uczuć nie oszukasz.
- Zostańmy przyjaciółmi. Związek nam nie służył, tak jak było będzie lepiej.
- A jak było?
- Byliśmy przyjaciółmi, i tyle.
- A no faktycznie. Tak było lepiej.
- Więc wszystko sobie wyjaśniliśmy, a teraz wracajmy, bo jeszcze pomyślą sobie nie wiadomo co.
- Okej.
No i wróciliśmy. Usiadłam przy stole i przyglądałam się co robią chłopaki. Harry cos gotował. Będzie śniadanie! Wspaniale. Zjedliśmy jajecznicę zrobioną przez loczka. Wstałam i umyłam talerze. Podeszłam do moich przyjaciół i zapytałam się Abb.
- Pojedziesz ze mną, nie znam drogi do domu.
- Okej. – Odpowiedziała promiennie dziewczyna.
- Nie pojedziesz z nią, mamy do pogadania. – Powiedział groźnie Liam.
- Okej, to kto ze mną pojedzie? – Ponowiłam pytanie.
- Ja mogę, mam do załatwienia kilka spraw w okolicy. – Powiedział Lou, a wszyscy na niego dziwnie spojrzeli.
- To idź się zbieraj, chcę zaraz jechać. – Chłopak pobiegł na górę. No i moi przyjaciele dalej się dziwnie patrzyli. – No co?
- Jesteście dla siebie za mili. –Stwierdził Zayn.
- O rany, to takie trudne do pojęcia, że próbuję się z nim zaprzyjaźnić?
- Trochę. – Sprostował mulat, a ja tylko zrobiłam dziwną minę.
- Wpadniemy po południu. – Powiedział Nialler.
- To muszę uzupełnić lodówkę, ostatnio znając ciebie opróżniłeś ja.
- Ale ty mnie dobrze znasz. – Chłopak się wyszczerzył.
- Niall, zaprowadzisz mnie do garażu? – Zapytałam z fofmalności, doskonale znałam drogę.
- Jasne.
- To cześć wszystkim! – Krzyknęłam i wyszłam za blondynkiem.
Schodziliśmy schodami w dół. Doszliśmy do garażu. Pożegnałam się z Niallem i wsiadłam do auta. Chłopak poszedł na górę. Włączyłam radio. Leciało Live while we’re young. Zaczęłam śpiewać. Śpiewaniem to bym chyba raczej tego nie nazwała, ja wyłam. Nagle usłyszałam trzaśnięcie drzwi mojego autka. Odwróciłam głowę, tak jak myślałam, był to Lou. Wyjechałam z garażu i zapytałam się chłopaka.
- To gdzie cię wysadzić?
- U ciebie.
- Podobno miałeś coś do załatwienia w mojej okolicy.
- Tak, musiałem spędzić czas z moją.. z tobą Cam.
- Jak chciałeś mnie nazwać?
- Nieważne. Może kiedyś ci opowiem.
- No gadaj!
- Bo ja mam do ciebie takie pytanie.
- Zamieniam się w słuch.
- Czy po dzisiejszym incydencie mogę cię nazwać swoją dziewczyną?
- Wydaje mi się, że ci pozwolę.
- Tęskniłem za tobą. – Powiedział patrząc mi prosto w oczy.
- Ja też.
Szepnęłam i właśnie wtedy dojechaliśmy pod mój dom. Wysiadłam, zamknęłam auto i ruszyłam w stronę drzwi. Otworzyłam je i weszłam do mojego kochanego domu. Wstawiłam wodę na herbatę. Poszłam na gorę i przebrałam się w czarne rurki i pudrowy top. Zeszłam na dół, woda się akurat gotowała. Wyłączyłam ją i wlałam do kubków. Wrzuciłam dwie torebki z herbatą. Patrzyłam jak esencja zaczyna się rozchodzić po całym naczyniu. Wtedy poczułam ręce oplatające mnie w talii. Obróciłam się do niego tak, że staliśmy teraz patrząc sobie w oczy. Były tak zniewalająco czarujące. Odkryłam, że kocham niebieskie oczy. Oczywiście jego niebieskie oczy. Cieszyłam się ich widokiem. Złożyłam na jego ustach szybkiego całusa i wyswobodziłam się z uścisku. Odsączyłam torebki z naszego napoju. Postawiłam na stole kubki i usiedliśmy przy stole naprzeciwko siebie. Louis zagadał.
- Fajnie, ze możemy nareszcie spędzić razem, sami czas.
- Dokładnie, zero chłopaków. Zero problemów.
- Cam ja chcę..
- No gadaj co chcesz.
- Chcę cię przeprosić, że tak na ciebie naskoczyłem wtedy jak wróciliśmy z imprezy, nie powinienem był tego robić. – Mówił ze skruszoną miną.
- Wybaczam ci kochanie moje. – Odpowiedziałam z szerokim uśmiechem.
- Nie powinnaś się cieszyć. Przeze mnie miałaś ten wypadek.
- Louis, jakbym była mądra to bym tego nie zrobiła, a nie jestem mądra gdy ty jesteś daleko.
- Wytłumaczenie na wszystko.
- Bo to ty.
I w tej chwili Lou na spontana chciał mnie pocałować przez stół. Wychyliłam się do niego. Pech chciał, że herbata, herbaty, które między nami stały wylały się nam prosto na bluzki. Wydarłam się iście dziewczęcym piskiem. Louis spojrzał się na mnie i zaczął się śmiać. Zdjęłam koszulkę, którą miałam na sobie i rzuciłam nią chłopaka prosto w twarz. Teraz to ja wybuchłam śmiechem. Chłopak oddał mi swoją koszulką. Obiegłam naokoło stół i zaczęłam go łaskotać. Śmiał się jak jakiś wariat, tak mój wariat. Zastopowałam. Spojrzałam się j jego oczy. Zaczęliśmy się namiętnie całować. I wtedy usłyszeliśmy klakson samochodu.

I jak się podoba? Tak, wiem piszę coraz gorzej, ale mam dla was dobrą nowinę. Zaczynam pracować nad drugim opowiadaniem. i zapraszam do pytania postaci ! http://ask.fm/nigdysama
Zostaw po sobie ślad! CZYTASZ=KOMENTUJESZ DLA CIEBIE TO TYLKO CHWILA, DLA MNIE MOTYWACJA!

1 komentarz:

  1. boże jak ja kocham te twoje opowiadania . . <3
    A.S. ;P

    OdpowiedzUsuń