środa, 20 marca 2013

Rozdział 45.


Zamarłam, wszystko zaczęło spadać na moją głowę. Niczym cegły. Byłam przerażona. Momentalnie odsunęłam się od Jake’a. Nie wiedziałam co mu powiedzieć. No co? Nie chciałam go zranić, bo był moim przyjacielem, ale nie chciałam też ranić innych. Prawie poszłam z nim do łóżka. Masakra. Mogłam popełnić taki błąd! Zaczęłam szukać swojej bluzki. Założyłam ją pospiesznie. Stanęłam w przepraszającej pozie przed Jake’em. Nie wiedział co mu powiedzieć. Stanął w pytającym geście. Jedyne co udało mi się wydusić to.
- Przepraszam ja nie mogę.
Wybiegłam na korytarz. Stanęłam pod ścianą. Ukryłam twarz w dłoniach i zaczęłam płakać. Wszystko znowu czułam. Ból, strach, tęsknotę. Bez tych uczuć było dużo lepiej. Nic nie czując. Co teraz miałam robić ja się tu pytam? Prawie przespałam się z chłopakiem, którego nie kocham. Prawie popełniłam największy błąd w swoim życiu! Mogłam za chwilę wszystko stracić, o ile to jeszcze się nie stało. Ciągle miałam nadzieję, że uda mi się wszystko naprawić. Zacznę od jutra. Jutro zacznę o tym myśleć.  Postanowiłam wrócić do moich przyjaciół na dół i się z nimi pobawić. Po drodze wstąpiłam jednak do łazienki i poprawiłam makijaż, bo cała się rozmazałam. Powoli zeszłam po schodach. Założyłam na twarz sztuczny uśmiech i byłam gotowa na spotkanie z rzeczywistością. Z Jake’em często się kłóciłam, nie mogłam z nim być.

Siedziałam wygodnie na sofie w salonie u Jake’a. Byliśmy sami w domu. Jego rodzice i siostra pojechali gdzieś na weekend, chyba w góry do dziadka. Chłopak właśnie do mnie przyszedł i dosiadł się do mnie. Za chwilę złożył na moich ustach mały pocałunek. Zamienił się on w coraz namiętniejsze. Zaczynał całować nie po całym ciele. Wlaśnie zabierał się do rozpinania mojej koszuli gdy go odepchnęłam. Zrobił zdziwioną minę i zapytał.
- Dlaczego nie?
- Jake, ja nie chcę, nie teraz, jeszcze za wcześnie.
- No bo jak może być odpowiednia pora jak ty ciągle o nim myślisz! Ciągle tylko Louis!
- Jake, przesadzasz.
- Taka prawda, po co się ze mną wiązałaś skoro ona nadal jest dla ciebie taki ważny? Ja się tu po coś pytam!
- Nie jest już dla mnie ważny.- Skłamałam.
- Jak to nie?! Widać po tobie, że go dalej kochasz!
- A nawet jeśli to co?
- Camila! Ja ciebie kocham! Ale związek polega na odwzajemnianiu tego uczucia, miłości. Wsparcia. Kocham cię. – Powiedział i złapał moją twarz w dłonie. Nie wiedziałam co odpowiedzieć, nie mogłam skłamać w tej kwestii, nie kochałam go przecież. – Widzę, że temat jest prosty.
Odsunął się i poszedł do kuchni. Ruszyłam za nim. Usiadłam na blacie i patrzyłam się na to co robi. Stał i tępo wpatrywał się w jakiś punkt na dworze. Powiedziałam do niego.
- Musisz mi dać trochę czasu. To nie jest takie proste jak ci się wydaje. To jest bardzo skomplikowana sprawa. Ja muszę mieć trochę czasu.
- A ja idiota mam czekać?
- Jeśli chcesz. Jak nie to możesz mnie tu i teraz spławić.
- Nie mógłbym. – Powiedział i przytulił mnie mocno.

Dołączyłam do wszystkich siedzących w salonie. Jake już chyba nie miał zamiaru dzisiaj do nas przychodzić. Zaczęłam z nimi pic, oczywiście z umiarem. Liam i aby się do siebie kleili. Niesamowite. Abby go kocha, na pewno. Ciekawe jak z nim. Poszłam do kuchni. Wyciągnęłam z lodówki marchewkę i zaczęłam ja chrupać. Moje zamiłowanie do marchewek. Byłam zmęczona, ale nie chciałam się kłaść. Miałam niby do dyspozycji tyle pokoi, istniało jednak ryzyko, że któryś z tych idioto zaraz zechce spać i co wtedy? Przez przypadek przyjdzie do mnie. A tego chciałam uniknąć. Czyli została opcja przesiedzieć całą noc w kuchni na dumaniu o samej sobie. Zawsze mogłam się przejechać nowym autem. Ale nie mogłam, napiłam się trochę. Alkohol podczas jazdy to nie za dobry pomysł, wiem coś o tym. Wróciłam do salonu. Został już tylko Nialler. Zapytałam się go.
- Chce ci się spać?
- Taak. – Powiedział.
- To chodź, kładę się z tobą.
- Serio?
- Tak, jak za starych dobrych czasów.
Poszliśmy na górę, wyciągnęłam od Niallera z szafy jakąś koszulkę i się w nią ubrałam. Położyłam się z blondynkiem w jednym łóżku i się do niego przytuliłam. Lubiłam spać z tym wariatem. Nie chrapał, ani nic z tych rzeczy. Jutro miałam dwie misje do spełnienia. A w zasadzie jedną, którą się cholernie przejmowałam. Zawsze mogło coś pójść nie tak.

*następnego dnia*
Obudziłam się koło 6.00. Masakra, nigdy nie wstawałam tak wcześnie. Podniosłam się z wyra. Aniołek Niall jeszcze spał, na szczęście. Poszłam do łazienki lekko się ogarnąć, to znaczy rozczesać włosy. I tak wyglądałam jak zmora. No i poszłam tam gdzie planowałam pójść. Otworzyłam drzwi od jego pokoju. Taki bałagan widziałam tylko raz w życiu. Podeszłam do chłopaka po cichu, tak aby go nie obudzić za wcześnie. Wyglądał tak słodko jak spał. Matko, kolejny.. Wlazłam po cichu na łóżko. Usiadłam przed nim. Nie chciałam go budzić, ale coś mi kazało. Wskoczyłam na niego i się wydarłam.
- Co to ma być?! W takim syfie da się żyć?
Zerwał się jak oparzony. Miałam szczęście, że naokoło mnie leżały ubrania, bo zamortyzowały mój upadek. Złapałam się za brzuch i zaczęłam się śmiać. Bawiłam się jak małe dziecko. Ciągle się śmiałam z jego miny. Była zniewalająca. Coś na pograniczu zaskoczenia i strachu. Nigdy jeszcze jej nie widziałam. Ukryłam się pod kilkoma ubraniami, zaczy one mnie ukryły, bo ciągle się w nich wierciłam. Szukał mnie. Zauważył mnie tarzająca się ze śmiechu w stercie ubrań, doskoczył do mnie i powiedział.
- Boże Cam, nic ci nie jest?
- Lou, kretynie co ty sobie myślisz, że jakiś tam upadek z wystraszonego na śmierć Louisa Tomlinsona jest groźny? To ci powiem, że nie, absolutnie.
- A już się zaczynałem martwić, że coś sobie zrobiłaś. – Powiedział z zatroskaną miną.
- To co dzisiaj robimy? – Zapytałam siadając po turecku na jego łóżku.
- Chłopacy znając życie mają dla ciebie już kolejną sesję zdjęć.
- Lou, musisz zejść na dół! Co ty myślisz, że ja sama pobudzę tych wszystkich kretynów? Naskakiwanie na każdego z nich po kolei byłoby dość męczące.
- A właśnie, po co mnie obudziłaś?
- Bo nie chciało mi się samej siedzieć.
- To czemu nie obudziłaś Nialla, albo Miles i Abby.
- Matko, jaki ty masz wolny tok myślenia. A poza tym wydaje mi się, że Abby może być zajęta.
- Nie rozumiem.
- Wczoraj wyglądali z Liamem jakby nic się między nimi nie zmieniło.
- Ahh, wybacz, ale ja idę dalej spać obudź sobie Nialla.
- Nie chcę Nialla!
- To idź po Jake’a! – Chłopak już chował głowę pod kołdrę.
- Tylko ciebie chcę! Wstawaj Lou! Chcę spędzić z tobą resztę dnia! Tak jak przed moim wyjazdem do mamy, jak w Port Angeles! Wstawaj.
Lou powoli się podniósł i spojrzał się w moje oczy. No nareszcie zakumał. Spojrzałam się w jego piękne niebieskie oczy. Były szczęśliwe. On też zaczął się uśmiechać. Posłałam mu promienny uśmiech. Walnął się ręką w czoło i zaczął kręcić głową. Śmiał się ciągle. Chyba nie mógł uwierzyć w to co się właśnie działo. No tak, ja siedziałam przed nim. I chwilę temu uświadomiłam mu, że wróciła mi pamięć. Wyrwałam go z jego mega głębokiego zafascynowania. Palcem podniosłam jego podbródek tak, że znowu patrzyliśmy sobie w oczy. Kurde tak długo z tym zwlekałam! Teraz był na to moment. Poleciałam na żywioł. Rzuciłam się na Louisa i zaczęłam składać na jego ustach namiętne pocałunki. Chłopak je odwzajemnił. Boże byłam taka szczęśliwa! Oderwaliśmy się od siebie. Z promiennym uśmiechem powiedziałam.
- Kocham cię.
- Tak długo czekałem aż to powiesz. Też cię kocham.
- Idziemy obudzić resztę. – Powiedziałam.
- Daj im jeszcze trochę pospać, dopiero 6.30.
- Okej, pod jednym warunkiem.
- Słucham ciebie ja.
- Spędzisz ze mną dzisiaj dzień. I zabierzesz na romantyczną randkę, skończymy to wszystko nowym tatuażem.
- Jak ty mnie dobrze znasz. – Uśmiechnął się szeroko.  – Ale poleżmy jeszcze. Nie karz mi wstawać.
- No dobra.
Położyłam się z Lou w jego łóżku. Chłopak objął mnie swoim ramieniem. Wtuliłam się w jego ciało. Był taki cieplutki. Mój misiek. Musiałam mu jeszcze powiedzieć o incydencie związanym z Jake’em. Ale to jak wstanę, wstaniemy. No bo zasnęliśmy. Spałam nareszcie z tym facetem, z którym powinnam. Czułam jego zniewalający zapach, o którym wcześniej tylko śniłam. Było wręcz perfekcyjnie.

Ten rozdział męczyłam trzy dni. Jest ze mną coraz gorzej i chyba pora zakończyć tego bloga. Nie sądzicie? I zapraszam do pytania bohaterów! ----->
Zostaw po sobie ślad! CZYTASZ=KOMENTUJESZ DLA CIEBIE TO TYLKO CHWILA, DLA MNIE MOTYWACJA!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz