Stałyśmy wśród tłumów. Szukałyśmy Liama. Mieliśmy się tu
spotkać, a go jeszcze nie było.. Ten to też ma poczucie czasu.. Nie no nie było
sensu go szukać.. Było tu kilkaset osób. Mówię o strefie VIP. Na scenę weszli
chłopcy. Hazza zaczął swoją solówkę. Czyli jako pierwszą z piosenek wybrali Rock me z najnowszego albumu. Piosenka
ta trafiła do internetu niestety przed wydaniem płyty. Było także pewne, że
każda osoba tu będąca ją zna. Tłumy faktycznie falowały śpiewając. A co mam być
gorsza, też zaczęłam się drzeć. Zaczęła się solówka Louisa. Dziewczyny naokoło
zaczęły piszczeć. Tak, wiem mój chłopak miał zniewalający głos, ale żeby aż
piszczeć? Od tego struny głosowe pękają. Nialler zaczął refren. Zaraz po
refrenie wejdzie Zayn. Ale jak na razie śpiewał jeszcze farbowany blondynek.
Gardło już mnie bolało od tego darcia. I usłyszałam doskonale znany mi głos..
Kolejna solówka. Wszyscy na koncercie w tym momencie stanęli zszokowani.
Należałam do tej grupy, Abb, Miles i Jake też. Już wiem czemu nie mogliśmy go
znaleźć! Liam stał sobie na scenie i w najlepsze śpiewał z One Direction! Szok,
czyli wrócił do zespołu. Pieprzyć moje zastanawianie się! Zaczęłam z nim
śpiewać, zaraz dołączyła do mnie reszta tłumu. Widziałam na jego twarzy ulgę. Nie
dziwię się, też bałabym się wrócić do zespołu od którego jakiś czas temu
odeszłam. Chłopcy zaśpiewali wszystkie piosenki z nowego albumu. Oczywiście
wpletli solówki Liama, trochę się pozamieniali.
Po koncercie poszliśmy za kulisy. Musiałam opieprzyć chłopaków,
że mi nic nie powiedzieli! Że nam nic nie powiedzieli! Stanęliśmy na końcu
kolejki. Chciałam się ukryć przed wścibskimi ludźmi. Niestety, nie udało mi
się. Musiałam z Abb rozdać kilka autografów. Niby tylko przyjaciółki zespołu a
jakie sławne no nie? Męczyło nas już to, że jesteśmy rozpoznawalne na ulicy.
Nie mogłyśmy praktycznie nigdzie wyjść nie będąc niezauważonymi. Powoli
zbliżaliśmy się do stolika przy, którym siedzieli chłopcy. Matko, jak ten czas
wolno leciał?! Nikt nawet nie był skłonny do nawet krótkiej rozmowy. Jednym
słowem masakra. Wyjęłam mój telefon i dodałam tweeta. ‘Czekam na spotkanie z
One Direction! Masakra, tyle wam powiem.’ Wiedziałam, że zaraz posypią się
hejty. Przyznam się tylko do jednego. Nienawidzę czekać. Byliśmy coraz bliżej.
Dzisiaj chłopcy byli wyjątkowo rozgadani. Przed nami stała podekscytowana
blondynka. Podskakiwała i piszczała. Miała koszulkę z napisem ‘I love Harry
Styles.’ Nie czaiłam dlaczego wszystkie dziewczyny leciały na loczka. Owszem
był dobrym przyjacielem i miał opinię flirciarza. Kolejka skróciła się o jedną
osobę, która właśnie zmierzała w stronę wyjścia. Wiedziałam, ze na rozmowę z
nimi mogę czekać dobrą godzinę. Chłopcy zasypiali już na blacie stolika.
Byliśmy zaraz za osobami z nimi aktualnie rozmawiającymi. Nareszcie do nich
dotarliśmy. Od razu rzuciłam się na kolana Louisa. Byłam wykończona. Abb stała
przed stolikiem i z wściekłą miną się zapytała.
- Dlaczego nam nie powiedzieliście, że Liam wraca do
zespołu?!
- Siostrzyczko, to miała być dla was niespodzianka.
- Abb, nie marudź tylko ciesz się, że zaraz pojedziemy
się wyspać. – Powiedziałam do mojej przyjaciółki.
- Widzę, że się z nami zgadzacie co do tego, że nie
jedziemy na żadną imprezę, nie dzisiaj. – Odezwał się Zayn.
- W stu procentach. – Odpowiedziałam ziewając.
Chłopcy poszli po jakieś rzeczy do garderoby. Zasypiałam
na krzesełku Louisa. Wrócili dość szybko. Z Abby stwierdziłyśmy, że nie ma
sensu abyśmy wracały do siebie. Tak! Przypomniałam sobie, że Abby ze mną
mieszka. No, zauważyłam kilka dni temu, że mam w domu jakiegoś intruza. Jedna z
szaf była zapełniona ubraniami na mnie za małymi. Postanowiłyśmy pojechać do
chłopców na noc. Liam też nie wracał do siebie. Ciekawe czy będzie się
spowrotem wprowadzał do tych wariatów? Mam nadzieję, że tak, bo nie żeby coś,
ale moja psychika też siadała pod wpływem spędzania z nimi całych dni.
Potrzebowali kogoś odpowiedzialnego. Wsiedliśmy do limuzyny. Loueh objął mnie
ramieniem. Wtuliłam się w niego. Pachniał tak pięknie.. Czekolada? Guma do
żucia? Dopiero teraz zaczęłam się tym zastanawiać. Nigdy nie zwróciłam uwagi na
to jak pachnie mój facet. Gratulacje dla mnie. Muszę sprawdzić jego perfumy
przy najbliższej okazji. Jutro. Znaczy się dzisiaj. Było grubo po północy. Zasypiałam
w ramionach mojego ukochanego. Jego uścisk był taki kojący, czułam się
bezpiecznie. Dawno nie zaznałam tego uczucia. Uśmiechnęłam się. Lou pocałował
mnie w czoło. Spojrzałam się w jego piękne niebieskie oczy. Patrzył na mnie z
taką pasją. Wolałam nie widzieć swoich oczu. Oczy zakochanej wariatki. Wtuliłam
się w niego mocniej. Zasnęłam.
Chłopcy raczyli mnie obudzić dopiero pod domem.
Oczywiście musieli zacząć się drzeć. Niechętnie wyswobodziłam się z objęć
ukochanego. Leniwym krokiem ruszyłam w kierunku drzwi wejściowych. Od razu bez
słowa ruszyłam na górę do pokoju Louisa. Zrzuciłam z siebie uwierające mnie już
buty. Pech chciał, że nie zostawiłam to żadnych trampków. Byłam szybsza od
mojego chłopaka i weszłam do łazienki. Jednakże wyszłam z niej po chwili. Stanęłam
przed szafą pasiastego. Wybrałam jedną z koszulek. A jaką się zapytacie? W
paski oczywiście. Nareszcie weszłam pod prysznic. Dzisiaj miałam ochotę na
zimny, taki aby mnie lekko pobudził. Woda spływała po moim ciele zmywając cały
dzisiejszy dzień, całe zmęczenie. Uśmiechnęłam się mimo woli. Ubrałam koszulkę.
Zmyłam makijaż. Wyszłam z łazienki. Na łóżku siedział zasypiający już Tommo.
Westchnęłam na jego widok. Teraz to on poszedł się ogarnąć. Walnęłam się na
wielkie miękkie poduchy. Zaczęłam podskakiwać. Nagle przestało mi się chcieć
spać? Siedziałam na łóżku jak małe dziecko i czekałam na Louisa. Dopiero teraz
zauważyłam, że coś za bardzo mu się nie spieszy w tej łazience. Znudzona tym
całym dzisiejszym czekaniem walnęłam się na swoją stronę łóżka. Wgramoliłam się
pod kołdrę. Nie będę nie niego czekała! Co to to nie ja! Obróciłam się na bok.
Ja jak to ja naciągnęłam sobie kołdrę na głowę. Zawsze tak zasypiałam. Wtedy
usłyszałam zamykające się drzwi od łazienki. Pan i władca nareszcie wyszedł.
Dosłownie rzucił się na łóżko. Nie widziałam tego, ale to poczułam. Wsunął się
pod kołdrę. Swoim ramieniem zaczął szukać mnie. Podsunęłam się bliżej niego. Opatulił
mnie swoim silnym ramieniem. Czułam, ze jego ciało jest jeszcze lekko wilgotne.
Szepnął mi do ucha. ‘Kocham cię’. W odpowiedzi przytuliłam go tylko mocniej.
Zasnęliśmy przytuleni do siebie.
*następnego dnia, rano*
Leżałam w żelaznym uścisku Louisa. Nie mogłam się
wygramolić. Że on musiał tak długo spać?! Musiałam go nauczyć wcześniej
wstawać. Leżeliśmy oboje przykryci po same czubki nosa. Wiedziałam, że żadna z
naszych części ciała nie wystaje spod przykrycia. Zaczęłam się wiercić mając
nadzieję, że nareszcie się uwolnię. Byłam głodna! Tylko ciężko westchnęłam.
Odkryłam głowę. Światło niemiłosiernie waliło mi po gałach. Straszne.. Nagle do
pokoju wpadła zgraja rozwrzeszczanych facetów. Nie było wśród nich tylko
Jake’a. Louis od razu się zerwał. Już wiem chociaż kogo musze zatrudnić aby
budzili mojego chłopaka. Choć o ile dobrze pamiętam to Zayna nigdy nie mogliśmy
ściągnąć z łóżka. Zaśmiałam się na głos. Nikt nie wiedział o co mi chodziło
patrzyli się na mnie jak na idiotkę. Pokręciłam w odpowiedzi tylko głową. W
końcu powiedziałam do nich.
- Wiecie każdy z was zapewne posiada coś takiego jak
ręka. Znaczy się dłoń. Zwijasz ją w pięść i możesz zapukać. A teraz mniej
łagodnie! Tu się do cholery jasnej puka!
- Zrozumieliśmy. – Powiedział zszokowany Niall i wygonił
chłopaków z pokoju. Spojrzeliśmy po sobie zdziwieni z Lou. Chwilę później
usłyszeliśmy pukanie.
- Proszę. – Powiedziałam i zaczęłam się śmiać.
- Przyszliśmy was odwiedzić z samego rana. I przyszliśmy
również z prośbą do Em. – Zaczął blondynek.
- Słucham was? – Odpowiedziałam poważnie.
- Zrobisz nam śniadanie? Bo Hazza próbował, ale przepalił
dno garnka. Zrobił gumowe coś czego nawet Niall nie chce zjeść. – Wytłumaczył
Zayn.
- Dajcie mi dwadzieścia minut. Muszę się ogarnąć. –
Powiedziałam i wygoniłam ich jednym gestem z pokoju. Wyszli nie protestując.
Przytuliłam Louisa i zaczęłam go całować. Na początku muskaliśmy się delikatnie
ustami. Potem nasze języki zaczęły tańczyć jakiś niesamowity, egzotyczny
taniec. Uśmiechnęłam się w duszy. Gdy byliśmy tak do siebie przyssani ktoś z
impetem wpadł do pokoju. – Czego?! Mówiłam, że się puka! – Wydarłam się. W
drzwiach zobaczyłam jednak zdziwioną Abb.
- Przepraszam, że wam przerywam, ale Miles pytała się czy
nie chcesz nic do ubrania.
- Szorty. – Powiedziałam lekko zawstydzona. Nie musiałam
tak na nią naskakiwać.
- Okej. – Powiedziała i wyszła z pokoju.
- Nie musiałaś tak na nią krzyczeć. – Powiedział Lou.
- Myślałam, ze to któryś z chłopców. Widocznie nie tylko
ich muszę nauczyć pukania do drzwi.
- Nigdy tego nie próbowałem, bo wiem, ze to jest
niemożliwe. Musisz się przyzwyczaić, że będą nam przerywali najpiękniejsze
chwile.
- Spokojnie, ja ich tu jeszcze wytresuję.
- Twierdzisz, że ci się uda?
- Nie zaznałeś jeszcze mojego daru przekonywania? –
Zapytałam i zaczęłam go delikatnie całować. Znowu ktoś otworzył drzwi.
Odwróciłam nerwowo głowę. Była to Abb. Zrobiła przepraszający uśmiech, położyła
szorty na krześle i szybko wycofała się z pokoju. Szepnęłam do Lou. – To na
czym skończyliśmy?
- Na tym, że jeśli za chwilę nie zejdziesz na dół i nie
przygotujesz tym kretynom jedzenia to rozniosą ten dom w drobny mak.
- Ty to potrafisz przerwać nawet najromantyczniejszą
chwilę.
Wstałam chwyciłam spodenki i ruszyłam do łazienki. Nie
miałam nic do makijażu. Zaraz, zaraz. Miałam w torebce, która leżała w pokoju.
Byłam już w samej bieliźnie. Na lajcie wyszłam z łazienki i skierowałam się do
biurka, na którym leżał mój bagaż. Wyjęłam korektor i tusz do rzęs, bo tyle
miałam. Masakra. Lou siedział z oczami wywalonymi na wierzch. Były one
wielkości gigantycznych monet. Nie widziałam go jeszcze w takim stanie. Był W
szoku. Podeszłam do niego i pomachałam mu przed oczyma drąc się ‘Tomlinson! Weź
się tak nie podniecaj, bo dojdziesz’. Zauważając, że to nic nie daje ruszyłam
do łazienki. Nie no musiałam wyjść jeszcze tam, nie miałam żadnej koszulki.
Stanęłam przed szafą i zaczęłam wybierać sobie koszulkę. Jaki wielki wybór!
Powinnam się przyzwyczaić. Louis dalej siedział w poprzedniej pozie. Wróciłam
do łazienki. Nareszcie się ubrałam i umalowałam. Wróciłam do mojego chłopaka.
Jeszcze się nie otrząsnął. Walnęłam go w łeb.
- Ała! Co ty robisz? W poprzednim wdzianku było ci dużo
ładniej. – Powiedział, przy tym śmiesznie ruszając brwiami.
- Wiesz, wolałam uniknąć na dole widoku sześciu omal nie
dochodzących facetów. A teraz wybacz kotku, ale muszę iść przygotować śniadanie
dla bandy wariatów.
Wybiegłam z pokoju pokazując chłopakowi język. W mgnieniu
oka znalazłam się na dole. Wszyscy siedzieli już w salonie i cierpliwie na mnie
czekali. Czy ja wiem czy wszyscy byli aż tak cierpliwi? Niall siedział gryząc
paznokcie.. Ale tylko on. Uśmiechnęłam się do nich przepraszająco. Machnęłam
ręką do farbowanego i pognałam do kuchni. Zaczęłam przeszukiwać szafki. Nie
było niczego do przekąszenia. W lodówce były tylko jajka, mleko, maślanka? No i
marchewki. Louis mnie zabije. Wyciągnęłam jedną z nich i ją obrałam. Podałam ją
blondynkowi. Spojrzał się na mnie wzrokiem ‘Czy jesteś pewna, że mogę ją
zjeść?’ Kiwnęłam tylko głową. Chłopak rzucił się na warzywo. Wyjęłam wszystko
co miałam w lodówce. Okazało się, że mam tez mąkę, proszek do pieczenia, oliwę,
sodę, kakao, cukier, sól. Reszta była w misce. Nie wiem czym mogłam określić to
coś.. Miał to być chyba budyń, ale wyglądało to jak gumowe psie gówno. Jak
można zepsuć coś z paczko zapytałam się sama siebie i walnęłam w głowę. Wygoniłam
Niallera z kuchni i zaczęłam przygotowywać kolację z tego co miałam. Wyszły
znowu.. pancakesy. Genialnie, musze zacząć ich karmić czymś innym. W garnku
obok wstawiłam mleko. No tak jak nie ma co pić do śniadania to i kakao dobre.
Uśmiechnęłam się sama do siebie. Śniadanie było gotowe. Zaniosłam wszystko do
salonu gdzie byli wszyscy. Zajadali się. Musiali być na serio głodni.
Zobaczyłam walizki w przedpokoju. Przypomniałam sobie, że Miles dzisiaj jedzie,
a nawet jej nigdzie nie zabrałam. Rzuciłam do niej pytanie.
- O której macie samolot?
- Wieczorem. A co?
- A nic zabieram cię gdzieś. Zbieraj się. – Wstałam i
zaczęłam ogarniać wszystko. Loueh stanął przede mną smutny. Szepnęłam mu tylko
na ucho. – To moja przyjaciółka, muszę z nią spędzić jakiś czas. A wy
zaopiekujcie się Jake’m.
Widziałam, że on wykrzywił minę, ale nie obchodziło mnie
to. Ruszyłam w podskokach na gorę, po szpilki, bo innych butów oczywiście nie
miałam. Zeszłam na dół. Miles czekała już przy drzwiach. Pociągnęłam ją za
rękę. Wyszłyśmy z domu. Zaczęłam iść przed siebie. Nie wiedziałam właściwie
gdzie chciałam ją zabrać.. Szłyśmy przed siebie. W końcu ona się mnie zapytała.
- To powiesz mi gdzie tak właściwie idziemy?
- Tak właściwie to nie wiem.. Może mi pomożesz i powiesz
na co masz ochotę?
- Na kawę.
- Więc idziemy do Starbucksa..
Szłyśmy do mojej ulubionej kawiarni. W zasadzie to miałam
ochotę na moją ulubiona mrożoną kawę. Weszłyśmy do budynku. Kazałam dziewczynie
zająć miejsce prze którymś ze stolików. Było cholernie gorąco co było dziwne tą
pora. Zamówiłam dwie mrożone i dwa ambasadory. Nie ma to jak bomba kaloryczna.
Podeszłam do mojej przyjaciółki z zamówieniem. Widziałam, ze oczy jej się
zaświeciły na widok ciasta. Uśmiechnęłam się chytrze. Jej wzrok mówił sam za
siebie. Wydawało jej się, że chce ją utuczyć. Co to to nie! W końcu się
odezwała.
- Chcesz mnie utuczyć!
- Nie, chcę spędzić miło czas z moją przyjaciółką. –
Uśmiechnęłam się głupkowato.
- To prawda, ja też. Nawet nie pogadałyśmy od mojego
przyjazdu.
- No tak. I właśnie po to cię tu zabrałam. Mam zamiar
zagadać cię na śmierć!
- Ależ ty groźnie brzmisz! Widzę, że moje spodenki się
przydały. – Uśmiechnęła się szeroko. – Mogłaś powiedzieć, pożyczyłabym ci też
jakąś koszulkę.
- Nie potrzebuję twoich koszulek. Uwielbiam koszulki
mojego chłopaka. Mam ich całą kolekcję w szafie. – Powiedziałam uśmiechając się
przy tym jak idiotka.
- Zauważyłam. Miałam okazję spojrzeć na zawartość twojej
szafy.
- Ehh. No tak. Zadawaj pytania, opowiadaj co chcesz.
- Ty i Lou.. To coś poważnego?
- Jeżeli masz na myśli mnie i tego Lou to szczerze
wątpię, że możemy być poważni w naszym związku.
- Czyli to kolejny facet ot tak dla odstresowania?
- Nie powiedziałam, ze to nie jest coś poważnego.
Powiedziałam, ze ja i Lou nie potrafimy być poważni.
- Nie zaczęłam cię jeszcze rozumieć. – Powiedziała na co
obie wybuchłyśmy śmiechem. – Zmieniłaś się. Jesteś taka odważniejsza,
zabawniejsza. Nie zgrywasz już takiej divy..
- A byłam jak diva?
- No wiesz, bawiłaś się Jake’m. Ale szczerze ci powiem,
że jestem dumna, iż wytłumaczyliście sobie już wszystko. Opowiedział mi, że
prawie poszłaś z nim do łóżka.
- Zajebię go jak tylko wejdę do domu!
- Nie! Uspokój się Cam. On się poczuł nie w porządku
wobec ciebie. Miałam ci nie mówić, że on mi powiedział o tym wiesz sama czym.
- No okej.. Wybaczę mu.
- Cam.. mam do ciebie takie dość delikatne pytanie.. –
Mruknęłam tylko i zaczęłam pić swoją kawę. – Czy Harry kogoś ma. – Pokręciłam przecząco głową. – Bo
wiesz, po twoich urodzinach zdarzyło się nam spędzić razem noc. – Gdy to usłyszałam
wyplułam zawartość swoich ust na siedzącą naprzeciwko mnie przyjaciółkę.
- Ten Hazz spędził z tobą noc?! Hazz bzykał moją
przyjaciółkę?
- Możesz nie krzyczeć?
- Ależ nie mogę! To trzeba opić! Zamawiamy wódkę! –
Krzyknęłam w stronę lady za, którą stała zdezorientowana brunetka.
- Cam, nie teraz.
- Zapewniam cię, że ten Harry, który bzykał cię po moich
urodzinach zjawi się u ciebie w ciągu tygodnia.
- Ehh, okej..
- Ktoś mi się tutaj zadurzył. – Powiedziałam zacierając
ręce.
Boże pisałam i pisałam! Cztery strony ludzie! Jestem
zadowolona z tego rozdziału! I jak się podoba ja się tu pytam?
Zostaw po sobie ślad! CZYTASZ=KOMENTUJESZ DLA CIEBIE TO TYLKO CHWILA, DLA MNIE MOTYWACJA!
końcówka była najlepsza xD . . . wogóle ten blog jest zajebisty, bardzo mi się podoba i czekam na dalej . .
OdpowiedzUsuńA.S. ;P
piękny wpis! *.* Serdecznie zapraszam do mnie na: http://carrotsx3.blogspot.com/ ;) Zachęcam do wyrażania opinii w komentarzach i obserwowana. ^^ Pozdrawiam. ;3
OdpowiedzUsuń