sobota, 25 maja 2013

Rozdział 69.



*kilka dni później*
Siedziałam w kuchni jedząc kanapkę. Tępo wpatrywałam się w stół. Miałam na sobie niewygodną czarną sukienkę. Tak, dzisiaj pogrzeb Alexa. Wszyscy moi przyjaciele bez wyjątków starają się mnie wspierać. Tak jakby odosobniona teraz jest tylko Kat. Za każdym razem gdy Lou przychodzi ze mną posiedzieć staram się go wygonić. Zwykle na marne. Widziałam, że ta dziewczyna patrzy na mnie z jakąś nienawiścią. Nikomu jeszcze nie udało się mnie pocieszyć. Siedziałam sama. Nie chciałam nikogo dobijać swoim humorem. Na schodach usłyszałam kroki. Szybko wstałam i zaczęłam sprzątać ze stołu. Nikomu nie mogę psuć humoru.. nie pozwalam sobie na to. Ktoś przytulił mnie od tyłu. Poczułam zapach jego perfum. Louis. Mimo woli się uśmiechnęłam. Chyba to wyczuł. Pocałował mnie w skroń. Odsunęłam się. Już chciałam wychodzić z pomieszczenia. Złapał mnie za nadgarstek i pociągnął w swoją stronę. Wyszeptał mi do ucha.
- Zostań ze mną, nie chce mi się samemu siedzieć.
- Nie Lou. Nie chcę psuć ci humoru. – Powiedziałam bardzo cicho.
- Psujesz mi go gdy uciekasz. Zostań. – Głośno westchnęłam i usiadłam na krześle. – Jak się czujesz Marcheweczko?
- Chodzi ci o stan psychiczny czy fizyczny?
- O fizyczny. Kochana.. O psychikę się nie pytam bo wszystko widzę.
- Więc.. Ostatnio jeśli chodzi ci o to jak się czuję.. Jest wręcz zajebiście. Oprócz tego, że dolega mi ciągle głód.
- A jak tam nasza mała Marchewa?
- Byłeś ze mną ostatnio na badaniu, a od tamtego czasu nic się nie zmieniło. – Wstałam. – Wybacz, ale muszę się zbierać. Za dwie godziny musimy wyjechać.
- Odpowiesz mi na jedno pytanie? – Skierował do mnie nieśmiało pytanie.
- Tak?
- Kochałaś go?
- Oczywiście, że tak. Ale to i tak już nic nie znaczy. Go już nie ma.
W moich oczach stanęły łzy i pobiegłam na górę. Usiadłam na podłodze i objęłam kolana swoimi rękoma. Od kiedy go nie ma wszystko wydaje się takie puste.. Takie.. smutne. Przeraza mnie sama myśl, że więcej go nie zobaczę. Spojrzałam na zdjęcie stojące na stoliku nocnym. Nasze wspólne zdjęcie. Byliśmy tacy szczęśliwi. I to ja wszystko zniszczyłam. Gdybym go nie zdradziła on dalej by żył. Nie byłby teraz na mnie wściekły. Tak bardzo chciałam go za wszystko przeprosić. Nie mogłam jednak. Już nie mogłam. Cały świat wydawał się taki przytłaczający. Płakałam, ciągle płakałam. Nawet dzisiaj się nie malowałam. I tak wszystko by ze mnie spłynęło.
Dwie i pół godziny później stałam już na cmentarzu. Było upalnie. Lał się ze mnie pot, ale to olewałam. Po moich policzkach ciągle toczyły się łzy. Całe moje ciało trzęsło się. Ksiądz coś gadał. Nie wsłuchałam się za szczególnie w jego paplaninę. Przyglądałam się uważnie rodzicom i siostrze Alexa. Stali zapłakani. To wszystko przeze mnie. Gdyby nie ja to.. Nie działoby się to dzisiaj. Złapałam się za ramiona. Miałam ochotę klęknąć, ale mi nie wypadało. Nie teraz. Ciągle z drugiej strony przyglądał mi się Lou. Żegnałam dzisiaj tak ważną dla mnie osobę. Ceremonia się skończyła. Ludzie zaczęli składać mi kondolencje. Większości nie znałam. Na kocu stanął Boo. Otworzył w zachęcającym geście ramiona. Wtuliłam się w niego mocno. Głośno płakałam. Za mną był grób Alexa. Nie chciałam się odwracać, bałam się rzeczywistości. Mogłabym się w końcu obudzić, ten zły sen mógłby się skończyć. Chłopak objął mnie w pasie i zaczął prowadzić do samochodu. Usiadłam na miejscu pasażera w jednym z dwóch pojazdów. Tutaj prowadziła El. Uśmiechnęła się do mnie delikatnie. Nie jechaliśmy na żadną stypę, nie miałam na to siły. Z tyłu ktoś usiadł. Była to Miles i Abby. El odezwała się do mnie.
- Kochanie nie możesz już płakać. To ci go nie zwróci. Nic się nie zmieni. Przykro mi.
- Ty nigdy nie spotkałaś się ze śmiercią tak bliskiej osoby? – Pokiwała przecząco głową. – Ja właśnie straciłam drugą. I  wiesz co? Nawet jakbym nie płakało bolałoby bardziej. I znowu wszystko przeze mnie! Ja zawsze wszystko chrzanię! To przeze mnie zginął Riley! I Alex też! A wszystko przeze mnie. Gdybym się z nimi nie kłóciła.. Byliby tu dzisiaj.. – Z moich oczu popłynęła kolejna fala łez.
- Cam, nie obwiniaj się już. Czasu nie cofniesz. – Powiedziała Miles. – Los często komplikuje nam życie. Zawsze coś nam je psuje w najlepszym momencie. Nie mamy na to wpływu. Tylko sam Bóg wie co będzie jutro.
- Ale ja tak za nim tęsknię! To moja wina. Nie dość, że spieprzyłam życie Louisowi to przez to jeszcze zginął Alex.
- Jakby był mądrzejszy to by się rozejrzał. – Burknęła Abby.
- Abb! Nie powinno się tak mówić. – Upomniała ją czerwonowłosa.

*Katie*
Siedziałam. Byłam wściekła. Wściekał mnie każdy uścisk Lou i Cam. Nie mogłam na nich patrzeć. Miałam dość tego wszystkiego, ale nie mogłam odmówić przecież przylotu na czyjś pogrzeb. Przez te kilka dni Louis ciągle jest jakiś niezadowolony. Mimo, że zapewnił mnie o swoich uczuciach i w ogóle ja niczego nie jestem pewna. No bo teraz Alex nie żyje. Nie mam pewności, że tej nie odwali i znowu nie będzie chciała z nim być. I dziwcie się mi, że ledwo wytrzymuję. Muszę się jeszcze do niej uśmiechać, bo ona nie może się denerwować. Absurdalne. Dojechaliśmy. Wysiadłam trzaskając głośno drzwiami. Pobiegłam na górę do pokoju, który z Lou dzieliliśmy. Zdjęłam z siebie szybko czarną sukienkę. Nie przepadałam za chodzeniem w sukienkach. Naciągnęłam na siebie moje ulubione oliwkowe bojówki i biały podkoszulek. Do pokoju wszedł Lou. Przytulił mnie i powiedział.
- Przepraszam, że tak się zachowałem na tym pogrzebie, ale musiałem jakoś ją wesprzeć.
- Nic się nie stało. – Skłamałam.
- Zaraz z chłopakami jedziemy udzielić jakiegoś tam wywiadu. Paul nam kazał. Chcesz jechać z nami?
- Nie, zostanę. Muszę troszkę odpocząć.
- Jak chcesz jechać to nie problem.
- Niee. Spoko. Jedźcie sami.
Godzinę później już siedziałam sama. Zeszłam do kuchni aby napić się kawy. Wszystko mnie już męczyło. Za oknem takie piękne słońce, a ja taka przygnębiona. Dlaczego płacze przez faceta? Przecież kiedyś obiecywałam sobie, że nigdy żaden mnie nie skrzywdzi. I w tym momencie złamałam dane samej sobie słowo. Dałam się omotać i skrzywdzić facetowi. Nie dość, że to zrobiłam to jeszcze nie mogę spokojnie wyjść na ulicę. Przewalona sprawa. Nie próbujcie tego w praktyce. To na serio boli. I to cholernie. Niby powinnam mieć satysfakcję z tego, że udało mi się go odbić. No i co z tego? On i tak mnie nie kocha. Do kuchni weszła Eleanor. Ona też przez kilka dni grała skrzypce tej, która odbiła Louisa. I to tej samej lasce. Zauważyła, że płakałam. Usiadła obok mnie i powiedziała.
- Co się stało Katie? Dlaczego płaczesz?
- Nic.. Eleanor.. Ty wiesz jak to jest grać tą drugą. Wiesz jak się czuję.
- Wiem. O nie przestanie jej kochać. Musisz się do tego przyzwyczaić. Zawsze będzie ich łączyło dziecko.
- Wiem, ale on mnie tak zaczął olewać odkąd jesteśmy u was. Ciągle siedzi z Cam. I co ja na to mogę poradzić? Nic. Nie mogę walczyć.
- Zawsze możesz. Trzeba tylko chcieć. Ja muszę lecieć do Tay, bo obiecałam jej, że wpadnę. Jakby Cam się obudziła powiesz jej gdzie jestem?
- Jasne. Oczywiście, że przekażę.
Siedziałam w kuchni jeszcze ponad godzinę. Musiałam wyglądać strasznie więc skierowałam się do pokoju. Moim celem było poprawienie makijażu, który znając życie wyglądał strasznie. Nie byłam jego wielką fanką. Ale czego nie robi się żeby wyglądać lepiej. Czego nie robi się żeby zakryć wory pod oczami. Jednym słowem, wyglądam strasznie. Zapłakana ja. Po poprawieniu ‘tapety’ chciałam pójść znowu do kuchni. Po schodach akurat wchodziła Cam. Idealna sytuacja do rozmowy z nią. Chciała mnie wyminąć, ale zatorowałam jej drogę. Spojrzała się na mnie zdziwiona. Głośno westchnęłam.
- Chciałam z tobą pogadać. – Mój głos brzmiał płaczliwie.
- To chodź do mnie do pokoju. – Odezwała się cichutko.
- Nie. Wolę tutaj. Nie potrwa to długo.
- Więc o co chodzi Kate?
- Chodzi o to, że chcę abyś odwaliła się od Louisa. Wiem, że będziecie mieli razem dziecko, ale proszę cię, ogranicz swoje kontakty z nim do minimum. Niszczysz nas. – Starałam się być spokojna.
- Ja na serio go nie potrzebuję. Prosiłam go.. Ale on jest uparty, chce mi pomóc.
- To zrób coś żeby nie chciał! Ja nie chcę go stracić! Jest dla mnie wszystkim!
- Kat, uspokój się. Fakt, kocham go, ale on ma ciebie i w tym wypadku to nic pomiędzy nami nie zmienia. Rozeszliśmy się.
- Co ty powiedziałaś?! Kochasz go?!
- Tttaak.. – Powiedziała łamiącym się głosem.
- Pożałujesz tych słów. – Wycedziłam przez zęby. Popchnęłam ją. Trochę za mocno. Straciła równowagę. Wyciągnęłam przestraszona do niej rękę. Chciałam ją złapać. Nie zdążyłam. Dziewczyna z hukiem spadła ze schodów. Byłam zszokowana. Ona leżała na dole nieprzytomna. I co ja zrobiłam? Podbiegłam do niej. Z rany na jej głowie sączyła się krew. Co ja narobiłam.. Nie oddychała. Matko.

*Louis*
Siedzieliśmy na wizji i odpowiadaliśmy na jakieś pytania. Kilka było o Katie, ale wcześniej z Paulem ustaliłem co mogę mówić, a co nie. Chciałem już wracać. Byłem zmęczony tym całym dniem. Chłopcy odpowiadali na coś tam, a ja zasypiałem. Zayn puknął mnie w bok i się zerwałem. Reporter spojrzał się na mnie badawczo. Uśmiechnął się chytrze. Wiedziałem, ze kolejne pytanie skieruje do mnie. Oparłem się i czekałem na ten moment. Gdy Harry skończył gadać reporter odezwał się do mnie.
- Louis. Jesteś byłym chłopakiem Camili Gier. Ostatnio widziano was razem pod kliniką. Co to wszystko znaczy? – Tego z Paulem nie zaplanowaliśmy. Głośno przełknąłem ślinę.
- Camila czuła się gorzej i pojechałem z nią do lekarza. Okazało się, że to tylko grypa. – Wymyśliłem na poczekaniu. Chłopaki spojrzeli na mnie z ulgą.
- Niedawno zmarł jej chłopak, byliście na pogrzebie. Na zdjęciach wygląda tak jakby to Camilę i ciebie coś łączyło, a nie ciebie i Katie. Co powiesz na ten temat?
- Więc jesteśmy z Cam przyjaciółmi. Potrzebowała wsparcia więc chciałem ją jakoś pocieszyć. Kat nie poznała nigdy Alexa więc nie wiedziała co Cam przechodzi. W w związku jestem z Kat, a nie z Cam.
- Dziękujemy za to wyjaśnienie. Na pewno uspokoiłeś tych, którzy się nad tym zastanawiali. Dziękujemy za wywiad One Direction i mamy nadzieję, że jeszcze was tu zobaczymy.
Weszliśmy za kulisy. Kłamałem prosto do kamery. Schowałem twarz w dłoniach. Potrząsnąłem włosami i poszedłem się przebrać. Ubrałem szare dresy i czarny podkoszulek. Na stopach ciągle miałem czarne vansy. I nie zamierzałem butów zmieniać. Wsiadłem do naszego vana. Niall oczywiście uparł się, że musimy jeszcze zajechać gdzieś do sklepu. Ja zostałem wybrany na ochotnika żeby z nim iść. Masakra. Iść z Niallem do sklepu. Weszliśmy do środka w przyciemnianych okularach. Nie no i tak nas poznali. Daliśmy kilka autografów i ruszyliśmy do półek ze słodyczami. Nasz kochany blondynek miał zamiar nas zasłodzić. Pięć rodzajów czekolady?! Nie przesadza on troszkę? Żelki, pianki, ciastka.. Czego my nie wzięliśmy. Oczywiście Nialler wszystko nosił. Po dwudziestu minutach wyszliśmy ze sklepu i ruszyliśmy do domu. Dojechaliśmy dość szybko. Od razu wysiadłem i skierowałem się w stronę drzwi. Otworzyłem je powoli. Miałem zamiar iść spać. Właśnie ściągałem buty gdy usłyszałem cichy szloch. Przestraszyłem się. Nie wiedziałem kto to. Pobiegłem w stronę dźwięku. Zamarłem. Katie płakała.
- Ja przepraszam Lou.. Ja nie chciałam.. – Klęczała. Koło niej w kałuży krwi leżała Cam. Przeraziłem się. Upadłem koło dziewczyny na kolana. Sprawdziłem puls. Był. Nie oddychała.
- Co tak płaczesz?! Dzwon po karetkę! Dlaczego jeszcze tego nie zrobiłaś?!
- Przepraszam.. – Dalej płakała.
Nie było już nic. Wszystko wokół mnie zniknęło. Słyszałem, że to Liam dzwonił po karetkę, a nie Kat. Ta ciągle płakała. Niall pytał się jej spokojnie o to co się stało. Dowiedział się. Kat zepchnęła Cam ze schodów. Kłóciła się z nią o mnie. Trzymałem delikatną dłoń dziewczyny. Bałem się o nią. Nie przeżyłbym jej śmierci. Nosiła nasze dziecko. A co jeśli.. nie, tak się nie stanie. Kilkanaście minut później do domu weszli funkcjonariusze medyczni. Zabrali ją do szpitala. Nie pozwolili mi z nią jechać. Chwyciłem kluczyli od samochodu jednak Liam mnie zatrzymał. Kazał mi porozmawiać z Katie. Siedziała na górze jakaś zdołowana. Wszedłem powoli po schodach. Nacisnąłem klamkę od drzwi. Faktycznie. Siedziała na łóżku i płakała. Spojrzała na mnie i zaczęła gadać.
- Louis.. Ja przepraszam. Nie chciałam. Po prostu..
- Powtarzasz się. – Odparłem chłodno.
- Proszę cię, wysłuchaj mnie. – Powiedziała płaczliwym głosem.
- Masz pięć minut. Choć to i tak za dużo.
- Chciałam z nią porozmawiać. Zarzuciłam jej, że niszczy nasz związek. Ona coś tam mi odpowiedziała. Zdenerwowałam się i ją pchnęłam. To miało być takie o pchnięcie, ale użyłam za dużo siły.. Chciałam ją złapać, ale nie zdążyłam.. Przepraszam. Nie skreślaj nas..
- Jakich nas? Nas już nie ma Kat. Nie ma nas od momentu, gdy zrobiłaś co zrobiłaś. Wiesz, że być może przez ciebie życie straci dwója ludzi?! Dwójka niewinnych ludzi! Dziewczyna, którą kocham i nasze dziecko! Jesteś samolubna! Nie potrafiłaś docenić moich słów! A wiesz na czym polega związek? Na zaufaniu! U nas właśnie tego zabrakło. To ty nie darzyłaś mnie zaufaniem! Nie potrafiłaś! Nie no bo lepiej być tą, która wie wszystko lepiej! To ty oceniasz ludzi po okładce! Nie wiem jak mogłem z tobą być! I wiesz czego najbardziej żałuję? Tego, że przez ciebie rozwalił się mój związek. Gdyby nie ty byłbym dzisiaj szczęśliwy z Cam! Ty wszystko niszczysz! Ty! – W oczach dziewczyny zbierały się łzy.
- Chcę ci powiedzieć coś jeszcze. – Spojrzałem na nią z pogardą. – Nasz związek był od początku ustawiony. Paul zatrudnił mnie żebym cię odbiła. Miałam cię zaraz po tym zostawić, ale wiesz co? Zakochałam się w tobie.
- Jesteś najgorszym człowiekiem jakiego w życiu spotkałem. Wyjdź stąd. Nie mam ochoty na ciebie patrzeć. Pieniędzy na pewno starczy ci na bilet do Londynu. Spakuj się. Jak wrócę nie chcę już widzieć twoich rzeczy. Jesteś najgorszym co mi się przytrafiło.
Zszedłem na dół. Liam patrzał się na mnie pocieszająco. Rzuciłem mu kluczyki od auta Cam. Zrozumiał, ze chcę tam teraz jechać. Bez słowa ruszył do wyjścia. Byliśmy na miejscu po piętnastu minutach. Wysiadłem szybko z auta. Dosłownie biegłem do budynku. Liam ledwo nade mną nadążał. Z impetem otworzyłem drzwi. Pielęgniarka zaprowadziła nas pod salę Cam. Leżała nieruchomo na łóżku. Czyli żyła. Wpatrywałem się w nią przez szybę. Koło mnie stanął mężczyzna w białym kitlu. Jakiś młody lekarz. Przyglądał mi się badawczo. W końcu się do mnie odezwał.
- Jest pan kimś bliskim?
- Ojcem dziecka tej dziewczyny.
- Przykro mi. Już nie ma dziecka. Poroniła. Tak bardzo mi przykro. – W moich oczach pojawiły się łzy.
- A co z nią? Jaki jest jej stan? – Zapytał już Liam, ja nie byłem w stanie wydobyć z siebie ani słowa.
- Jej stan jest stabilny. Podaliśmy jej kilka leków. Jutro powinna się wybudzić. Mogliby panowie przywieźć jej jakieś rzeczy? Przyjechała z niczym.
- Jasne. – Odparł mój przyjaciel i pociągnął mnie w stronę wyjścia.
Kat zabiła moje dziecko. Nigdy jej tego nie wybaczę, nigdy. Jest moim koszmarem. Liam podał mi chusteczkę. Wytarłem oczy. Wiem, ze zrobił to aby brukowce nie miały pożywki. I tak ostatnio za dużo o nas huczą. W aucie wybuchłem żywnym płaczem. Nie mogłem ukryć swoich emocji. Mojego dziecka już nie było.. I co teraz będzie?



Hejka ludziska! Wiem, zrobiłam taki totalnie tragiczny rozdział. Powiem wam, że do końca został jeden rozdział i epilog. Ciężko mi kończyć to opowiadanie, ale nie chcę z niego zrobić Mody na sukces. Trudno. Zapraszam was na mojego nowego bloga. Rozdział postaram się dodać jutro. http://idontwannalive-ijustwannadream.blogspot.com/  

I jeszcze jedna prośba. dajcie mi na koniec jakiś znak, ze to czytaliście. Komentujcie. 

sobota, 18 maja 2013

Rozdział 68.


*następnego dnia na lotnisku**Lou*
Ciężko mi ją było tu zostawiać. Nie przyjechała z nami na lotnisko, była zbyt wykończona tym wszystkim. W mojej kieszeni zaczął wibrować telefon. Wyciągnąłem leniwie urządzenie i zerknąłem na wyświetlacz. Paul. A miałem taką szaloną ochotę z nim gadać.. Przesunąłem palcem po ekranie i przyłożyłem telefon do ucha.
- Halo? – Powiedziałem zmęczonym głosem.
- Czy to prawda? – Zapytał zdenerwowany mężczyzna.
- Ale co? O co chodzi Paul?
- Chodzi o to, że dzisiaj ujawnisz swój związek.
- Ale jak to? Katie przecież nie chciała..
- No to musiało jej się zachcieć. Niezłą manianę odwaliłeś w Los Angeles. Mam jedno pytanie. Czy to prawda? Czy ona naprawdę jest w ciąży?
- Tak. To jest prawda Paul.
- Sprawa musi ucichnąć. To źle wpływa na twoją, waszą karierę.
- Okej.
Kilka godzin później lądowaliśmy w Londynie. Byłem wściekły całą sprawą, bo po raz kolejny ktoś ustawiał mi życie. Bez zgody Paula nie mogłem nic zrobić. Zaczął mnie tak kontrolować po tym jak Cam ze mną zerwała. Był wściekły, bo twierdził, że ona dawała mi bardzo pozytywną opinię w mediach. Ale nie zauważył, że liczą się też uczucia. Cały lot byłem jakiś przygaszony, nie chciałem gadać z chłopakami. Szliśmy do wyjścia. Miał na nas ktoś tu czekać. W oddali zauważyłem fioletowe włosy. Nie, on tego nie zrobił. Mam się z nią ujawnić tutaj? Zauważyła nas. Sztucznie się uśmiechnęła i zaczęła zmierzać w naszą stronę. Wiedziałem, że muszę odegrać szopkę. Przytuliłem ją mocno do siebie i złożyłem na jej ustach pocałunek. Nie był on jednak przepełniony miłością. Nie był już taki jak kiedyś. Ona chyba to wyczuła, bo posłała mi tylko blady uśmiech. Wychodziłem z hangaru obejmując ją w pasie. Niedawno tak obejmowałem Cam.. Wyrzuć ją sobie z głowy! Niech ona wyjdzie z mojej głowy! Wsiedliśmy do busa. Kat usiadła obok mnie. Splotłem jej palce ze swoimi. Harry spojrzał się na nasze ręce i blado się uśmiechnął. Wlepiłem swój wzrok w widok za szybą. Nawet nie zauważyłem kiedy dojechaliśmy. Od razu skierowałem się do swojego pokoju. Zaraz za mną szła Kat. Usiadłem na parapecie i tępo patrzałem się w ścianę. Ona usiadła na łóżku naprzeciw mnie. Wyglądała na smutną. Zapytała się mnie cicho.
- Powiesz mi co się stało w Los Angeles? – Spuściłem głowę do dołu. – Louis, należą mi się wyjaśnienia. Co mają znaczyć te zdjęcia? I nie udawaj, że nie wiesz jakie. Musiałam dzisiaj się ujawnić, bo coś odwaliłeś. Wytłumacz mi dlaczego przez najbliższy czas nie będę miała spokoju na ulicy.
- Chcesz wiedzieć? Jesteś tego pewna? – Mój głos brzmiał jakbym przeżywał czyjąś śmierć.
- Wolę bolesną prawdę niż życie w kłamstwie.
- Skoro wolisz prawdę, to prawda jest taka, że cię zdradziłem.
- To dlatego.. Paul się dowiedział i..
- To nie było teraz. Zdradziłem cię na urodzinach Harrego. – W jej oczach pojawiły się łzy.
- To ona? Byłeś w Los Angeles i stwierdziłeś, że ją kochasz bardziej i chcesz do niej wrócić?! – Wydarła się.
- Nie. Ona nawet by mi na to nie pozwoliła.
- Więc dostałeś kosza i w tym problem..
- Nie. Katie.. – Podszedłem do niej i ująłem jej dłonie w swoje. – Wiem, ze mnie teraz zostawisz. Ale musisz o tym wiedzieć. Całą drogę zastanawiałem się jak to ci powiedzieć. Kocham cię, ale muszę tez pomóc Cam. Moje i jej losy już zawsze będą ze sobą splecione.
- Nie Louis! Nie chcę grać tej drugiej! Wybieraj albo ona albo ja!
- Nie mogę wybrać, bo..
- Dlaczego? Kochasz nas obie? Znowu mam to usłyszeć? Zapewniałeś mnie wcześniej, że nic was nie łączy! A ty gówno!
- Dasz mi skończyć?! Chciałem tylko ci powiedzieć, że nie mogę wybrać, bo ona jest w ciąży. I dlatego do internetu wyciekły zdjęcia! Byłem z nią w klinice! Widziałem swoje dziecko! Możesz mnie zostawić! Zrozumiem cię.
- Lou, ja nie.. – Dziewczynie odebrało mowę.
- Wybacz mi.. To prawda, że ją kocham bardziej, ale ty też jesteś ważna. Ciebie też kocham.
- Jaką mam gwarancję tego, że mnie nie zostawisz?
- Camila nie widzi już ze mną przyszłości. Nie po tym co jej zrobiłem.
- A skąd mam pewność, że nie zrobisz mi tego?
- Bo to ty zawróciłaś mi w głowie gdy to wszystko się działo.
- Lou.. Kocham cię.
- Ja ciebie też. Jakoś przez to przejdziemy. Muszę się wybrać do Los Angeles. Poleć ze mną.
- No nie wiem, nie przepadam za nią..
- Proszę cię. Będziesz miała pewność, że łączy nas już tylko dziecko. To co, że darze ją uczuciem skoro ona już nie..
- Ale obiecaj mi jedno.
- Co tylko chcesz.
- Ta sytuacja nie zmieni nic pomiędzy nami. Będzie jak dawniej.
- Obiecuję kochanie.
Pocałowałem ją delikatnie w czoło. Wziąłem się w garść i zszedłem na dół. Chłopcy siedzieli z laptopem i czytali plotki. Spojrzałem przez ramię Hazzy. Internet huczał na temat Katie. No to Paul ma to czego oczekiwał. Dziewczyna, która chciała pozostać anonimowa ujawniła się. Ehh. Teraz nawet nie będzie mogła spokojnie wyjść do sklepu po bułki. Usiadłem na blacie w kuchni. Po raz kolejny dzisiaj tępo wpatrywałem się w ścianę. Ostatnio polubiłem tą czynność. Ostatnio czyli dzisiaj. Do kuchni za mną przyszedł Harry. Usiadł obok i zapytał.
- Stary o co chodzi?
- Czuję się pusty. Nie wiem co się dzieje.
- Brakuje ci jej. To widać.
- Ciszej, Kat jest na górze. Zależy mi na obydwu. Z tym, że Cam i tak już nie daje nam szans.
- Kurna, ja bym walczył, bo jest o co.
- Nie rozumiesz.. Kat też kocham i pragnę aby była szczęśliwa.
- Więc ty podjąłeś już decyzję.
- Tak Harry. Wybacz, ale już nigdy nie będzie tak jak kiedyś. – W mojej kieszeni zaczął wibrować telefon. Eleanor dzwoni. Odebrałem. - Halo?
- Cześć Lou. – Dziewczyna miała zapłakany głos. Przestraszyłem się
- Coś się stało? Coś z Cam? – Zadałem szybko pytanie.

*Cam*
Od rana siedziałam z El i Tay na kanapie zajadając się ogórkami, popcornem. Tak, wiem.. nie powinnam go jeść. Byłam lekko przygnębiona faktem, iż Lou i chłopcy z dziewczynami wyjechali. Było tak zabawnie gdy miałam ich przy sobie. Nagle drzwi od mojego domu głośno się otworzyły. Przestraszyłam się i wtuliłam się w ramię Taylor. Obejrzałyśmy się do tyłu na schody. Przez moment czułam się jak w jakimś horrorze. Moja mina zrzedła gdy zobaczyłam kto jest tą tajemniczą postacią z horroru. Alex stał i smutnym wzrokiem wpatrywał się w naszą trójkę. Odwróciłam twarz i wybuchłam płaczem. Zdobyłam się na odwagę i poszłam za nim na górę. Pakował walizkę. Uważnie przyglądałam się temu co robi.
- Możemy porozmawiać? – Zapytałam cicho.
- Nie mamy o czym. – Odpowiedział mi chłodno.
- Alex, proszę cię.. Nie kończmy tego w ten sposób.
- To ty wszystko skończyłaś. Właśnie wtedy gdy zrobiłaś z siebie szmatę i się puściłaś.
- Byłam pijana..
- Alkohol jest na wytłumaczeniem na wszystko.. Jasne.. I przez przypadek wymieniałaś z nim dziesiątki SMS’ów dziennie.
- Skąd wiesz?
- Sprawdzałem twój telefon. Nic dosłownie o tej zdradzie nie powiedziałaś, a ja się łudziłem, że nic pomiędzy wami nie ma. Przecież jesteście tylko przyjaciółmi.
- Bo tak jest..
- I przez przypadek zaszłaś z nim w ciążę. I przez przypadek w dzień po naszej rozmowie pojawiłaś się uhahana z nim przed kliniką. I wiesz co? On cię zrobił w chuja. Ma inną dziunię. – Trochę zabolały mnie te słowa. – Wiesz, cieszę się, że on kogoś ma. Chociaż dostaniesz po dupie za swoje błędy.
- Nie możesz porozmawiać ze mną jak normalny człowiek?!
- Nie krzycz na mnie. Nie masz do tego prawa. Przez ten cały czas mnie oszukiwałaś! Kłamałaś mi prosto w oczy! Współczuję temu dziecku, że ma taką matkę. Ja nie chcę spędzić z tobą ani chwili dłużej.
- Spakuj się i wyjdź. – Powiedziałam przez łzy.
- Już to zrobiłem. Znikam ci z oczu.
- Czekaj!
- Jaką jeszcze bajeczkę chcesz mi wcisnąć?
- Twój pierścionek. – Zdjęłam go z palca i położyłam na jego dłoni.
Uśmiechnął się kpiąco i wyszedł. Widziałam w jego oczach ból. Słyszałam jak zbiega po schodach. Drzwi się zatrzasnęły. Usiadłam na podłodze i zaczęłam płakać. Zza okna usłyszałam wielki trzask. Przestraszyłam się. Zbiegłam po schodach. Dziewczyny siedziały równie wystraszone. Z impetem otworzyłam drzwi wejściowe. Podbiegłam. Opadłam na kolana. Widziałam tylko czerwone plamy, otaczały mnie naokoło. Dzisiejszy dzień zamienił się w prawdziwy horror. Nie miałam zielonego pojęcia co się dzieje. Łzy płynęły ciurkiem po moich policzkach. Szczęka trzęsła mi się ze strachu. Co miałam robić? Klęczałam sparaliżowana całym zdarzeniem. Chwilę później zjawiły się koło mnie dziewczyny. Trzęsłam się cała. Próbowały mnie uspokoić. Wyrywałam się. Nie chciałam żeby mnie uspokajały. Chciałam cierpieć, zasługiwałam na to. Tak miało być. Byłam na to skazana. Klęczałam na asfalcie mocząc kolana w czerwonej cieczy. Czułam jej charakterystyczny zapach. Moje łzy łączyły się z nią. El chciała odciągnąć mnie siłą, mówiła: ‘Cam, chodź to nic nie da. Uspokój się.’ Ja jednak krzyczałam i się wyrywałam. Płakałam drąc się. Chciałam teraz aby i ze mną stało się to samo. Taylor przytuliła mnie mocno. Widziałam, że jej śnieżnobiałe buty mają czerwone plamki. Wszędzie czerwień. Błysk fleszy. Jutro będę w gazetach, genialnie. W oddali usłyszałam syreny. Jechało pogotowie. Dopiero teraz zauważyłam, że trzymam ciało Alexa na kolanach. Cała byłam we krwi. Nie przerażało mnie teraz to uczucie. Dwójka mężczyzn odciągnęła mnie od niego. Siedziałam w ambulansie. Jakiś funkcjonariusz starał się mnie uspokoić. Nie dawałam się. Nie mogli mi podać nic na uspokojenie, byłam przecież w ciąży. Żałowałam słów, których przed chwilą do niego użyłam. Będę miała czas go przeprosić. On będzie żył. Przyjechał kolejny pojazd. Nie wiem dlaczego wstałam. Wyszłam z pojazdu mimo, że mężczyzna siedzący w nim razem ze mną próbował mnie zatrzymać. Na miejsce przyjechał wóz policyjny. Na pewno spisują protokół. Jeden z medyków rozmawiał z policjantem. Drugi z nich niósł czarny worek. Nie, to nie może być prawda. Na asfalcie koło ciała Alexa zaczęli rozwijać czarne coś. Uklękłam i złapałam się za kolana. Zaczęłam kiwać się do przodu i do tyłu. Mężczyźni podnieśli ciało Alexa i włożyli je do worka. Jeden z nich zapiął worek. Moje serce rozłamało się na pół. Już kiedyś to przeżyłam. Słyszałam skrawki rozmowy. ‘Zgon na miejscu. Nie mieliśmy kogo ratować. Nie miał szans na przeżycie.’ Już kiedyś tak było. Riley. Pamiętam.. Teraz czułam się jak szmata. Przeze mnie on zginął. Gdyby nie ja to by się nie stało. Policjant do mnie podszedł. Uklęknął obok mnie i zapytał się.
- Pani jest dziewczyną tego mężczyzny. – Pokiwałam tylko głową. – Bardzo nam przykro, ale pan Green nie miał szans na przeżycie. Zginął jeszcze zanim przyjechało pogotowie. Obrażenia były zbyt dotkliwe. Bardzo mi przykro.
I patrzyłam jak odjeżdża karetka z ciałem mojego byłego chłopaka. Eleanor objęła mnie. Dopiero teraz zauważyłam, że całe moje ręce są we krwi. Dziewczyny zaprowadziły mnie do domu. Od razu poszłam do łazienki. Stanęłam przed lustrem. Cała moja twarz była pokryta zaschniętą krwią. Wyglądałam jakbym wyszła z jakiegoś horroru. Rozebrałam się i wzięłam zimny prysznic. Chciałam zmyć z siebie dzisiejszy dzień, ale nawet zimna woda nie była w stanie mnie uspokoić, ani pobudzić. Byłam załamana.

*Eleanor*
Stałam z Tay w kuchni. Żadna z nas nie chciała się odzywać. Byłyśmy zszokowane dniem dzisiejszym. To było straszne. Pierwszy raz widziałam Cam w takim stanie. Nie mogłam też dopuścić do myśli, że ona nigdy więcej się z nim nie pokłóci, nie zobaczę go nigdy więcej. Nie darzyłam go nigdy zbyt wielką sympatia, ale już odczuwałam tą stratę. Wystarczyło mi, że musiałam patrzeć na moją przyjaciółkę. Wyglądała jak chodzące zombie. Ruszyłam w stronę tarasu. Wyciągnęłam swój telefon i wybrałam numer do Louisa. Pytajcie się czemu akurat do niego. Tylko przy nim Cam miała szansę na uśmiech. Jeden sygnał, dwa, trzy.. I odebrał.
- Halo?
- Cześć Lou. – Mój głos był dość smutny.
- Coś się stało? Coś z Cam?
- Nie, a w zasadzie tak. Musicie tu przyjechać.
- Powiedz mi co się stało, a wsiadam w następny samolot.
- Alex on.. Zginął dzisiaj pod kołami samochodu. Z Camilą nie jest najlepiej. Nie odzywa się odkąd to się stało.
- Matko.. Zaraz idę się pakować.
- Ona go trzymała na kolanach.. – Zaczęłam płakać. – Trzymała martwego Alexa na kolanach..
- El, spokojnie. Nie płacz. Powiem chłopakom i się pakujemy. Jutro u was będziemy.
- Dziękuję Lou..
Wcisnęłam czerwoną słuchawkę i zaczęłam płakać. Tay była w kuchni, a ja tu. Nie co dzień spotykałam się ze śmiercią. Nigdy nie było dla mnie to normalne zjawisko. Zawsze się jej bałam. Dziś ją widziałam. Ludzie przychodzą i tak szybko odchodzą. Wszystko wymyka się spod naszej kontroli. Miałam ochotę iść przytulić Cam, ale wiedziałam, że teraz mnie odtrąci. Drzwi skrzypnęły. To o dziwo była ona. Miała zapłakane oczy. Usiadła obok mnie i się przytuliła. Zaczęła cicho łkać. Przytuliłam ją mocno. Było mi jej tak bardzo żal. Zapytała się nie cicho.
- Po co dzwoniłaś do Louisa? Po co mu mówiłaś?
- Bo tylko przy nim będziesz w stanie się uśmiechnąć kochanie.
- Ale jego obecność będzie mnie bolała. To, że będę musiała na niego patrzeć.
- Wolałabyś żeby dowiedział się o tej sprawie z mediów?
- Nie, wolałabym żeby w ogóle nie wiedział.
- Ale do tego i tak by doszło. – Wtrąciła Tay, która właśnie do nas przyszła. – Jesteś osobą publiczną i wszystko co z tobą związane ujrzy światło dzienne. Uwierz mi. Siedzę w tym już trochę czasu. Przypisują mnie do każdego faceta, z którym mnie zobaczą. A to już jest przybijające.
- Ale ja nie chcę żeby on przyjeżdżał. Znowu zaboli. Znowu poczuję to co ostatnio. – Z oczu Cam wydobyła się spora dawka łez.
- Pamiętasz o co go prosiłaś? – Na moje pytanie pokiwała twierdząco głową. – Żeby był szczęśliwy z Kate. Chociaż on nie musi sobie niszczyć przez wasze błędy życia.
- I właśnie to robi. Nie niszczy sobie życia. Straciłam obie osoby, które kochałam. – Moja przyjaciółka naprawdę cierpiała.
- Przeżyłaś to już kiedyś. Dasz sobie z tym radę. Poza tym masz nas. My ci zawsze pomożemy. – Odezwała się Tay i promiennie uśmiechnęła.
- Dziękuję wam dziewczyny. – Powiedziała Cam i nas przytuliła. 



Tralalalala! Coraz bliżej koniec. Ehh. Już wiecie kto jest jedną z osób które umarły! Pytanie. Był to dla was w pewnym sensie szok? Zapraszam na moje nowe opowiadanie. http://idontwannalive-ijustwannadream.blogspot.com/ Mam nadzieję, że przypadnie wam do gustu. Pierwszy rozdział postaram się dodać jak najszybciej. Komentujcie ostatnie rozdziały, proszę..

czwartek, 16 maja 2013

Hejka!

Więc, jak wspomniałam w notce pod ostatnim rozdziałem te opowiadanie niedługo się skończy. Kilka rozdziałów. Już dziś mogę was zaprosić do czytania kolejnego z nich! Coś się kończy coś zaczyna. 

wtorek, 14 maja 2013

Rozdział 67.


*Cam*
Leżałam na łóżku i ciągle przeżywałam to, że Lou nie zaakceptował mojej ciąży. Nie zasnę dzisiejszej nocy. Byłam zbyt zdenerwowana, załamana. Na dodatek Alex. Właśnie zakończyłam swój związek. Bardziej dotknęło mnie to, że Lou.. Nie chcę o tym myśleć. Kurde. Muszę iść przeprosić wszystkich za moje zachowanie. Już miałam wstawać z łóżka gdy ktoś nagle nacisnął klamkę od drzwi. Jak zaczarowana patrzałam się w owy punkt. W progu pojawił się Louis. Miał poważną minę. Otarłam wierzchem dłoni łzy z policzków. Usiadł obok mnie. Nie miałam zamiaru zaczynać tej rozmowy. Lou spojrzał się na mnie. Nie chciałam odwrócić twarzy w jego stronę. Ujął moją brodę w swoje palce. Odwrócił moją twarz tak abym się na niego spojrzała. W moich oczach pojawiły się łzy. Boo otarł je kciukiem. Mimo woli się uśmiechnęłam. On posłał mi jeden ze swoich najpiękniejszych uśmiechów. Rozłożył swoje ramiona. Wtuliłam się w jego tors. Mocno mnie do siebie przytulił. Oboje zaczęliśmy płakać. Pierwszy raz widziałam Lou w takim stanie. W końcu do mnie powiedział.
- Przepraszam kochanie.
- Louis, nie masz za co. Wpadliśmy i tyle. Dam sobie radę.
- Damy radę.
- Nie musisz mi pomagać. Rozumiem, że masz swoje życie. Rozumiem, że masz dziewczynę, nie chcę niszczyć waszego życia. Już wystarczy, że zniszczyłam swoje.
- Skarbie, o mnie się nie martw. Ja sobie radę dam. Katie na pewno zrozumie. Pomogę ci. To w końcu też moje dziecko. Nie zostawię ciebie z tym samej.
- Lou! Nie możesz sobie przeze mnie niszczyć życia! Choć ty z nas dwójki bądź szczęśliwy.
- Uszczęśliwisz mnie jeśli pozwolisz mi się sobą zaopiekować.
- Louis, masz zobowiązania wobec swojej dziewczyny.
- Siedź cicho! Idziemy spać!
- Ubierz piżamę, nie wpuszczę cię do łóżka w ubraniach.
Chłopak się zaśmiał i poszedł do łazienki. Położyłam się na łóżku i odetchnęłam z ulgą. On chciał się nami zaopiekować. Nie mogłam mu pozwolić na odejście od Katie. Nie mogłam zranić jej. Chłopak wyszedł z łazienki. Choć było ciemno widziałam, że jego włosy są mokre. Dawno nie widziałam takiego Louisa. Gdzieś głęboko się uśmiechnęłam. Wskoczył na łóżko. Usłyszałam trzask, a chwilę później się zapadliśmy. Wybuchliśmy gromkim śmiechem. Nie no, co oni sobie na dole pomyśleli.. Walnęłam chłopaka w ramię. W końcu skończyliśmy na tym, że Boo zdjął materac z wyrka i pościelił nam na podłodze. Położyłam się obok niego. Objął mnie swoim ramieniem. Wtuliłam się w niego. On bawił się moimi włosami. Wyszeptałam mu do ucha: ‘Dziękuje.’ I poszłam spać.

*następnego dnia*
Obudziłam się dość późno. Dziwne, nie jestem jeszcze głodna? Louisa nie było obok mnie. Zeszłam z materaca. Poszłam do łazienki po gumkę do włosów. Zrobiłam sobie byle jakiego koka na głowie. Zeszłam na dół. Ani widu, ani słychu. Zrezygnowana usiadłam w salonie, uprzednio oczywiście biorąc słoik ogórków kiszonych. Nagle z tarasu wyskoczył Louis. Wystraszył mnie. Podskoczyłam na kanapie. Oboje zaczęliśmy się śmiać. Przyszedł do mnie i położył swoją głowę na moich kolanach. Zaczęłam palcami przeczesywać jego włosy. On się tylko szeroko uśmiechnął. Do domu weszli moi przyjaciele. My nie zmieniliśmy naszej pozy. Stanęli i zaczęli się dziwnie patrzeć. Lou wstał ze mnie i usiadł obok. Reszta poszła do kuchni, zapewne nas obgadać. Wstałam i podeszłam do pomieszczenia. Ustałam w drzwiach. Oni mnie nie zauważyli. Zażarcie dyskutowali. Właśnie mówił Zayn.
- Mówię wam, oni są razem. Jestem przekonany. Wczoraj obstawiam, że dała mu kosza. A potem pogodzili się i są together forever.
- Jestem zdania Zayna. – Odezwał się Harry.
- A ja nie. Oni są tylko przyjaciółmi. – Powiedziała El. Mądra dziewczyna.
- Jeszcze zobaczysz El. Zobaczysz, że mam rację. – Zayn, myślisz się.
- A mi się wydaje, że El ma rację. – Wreszcie pokazałam, że wszystko słyszę. Wszyscy podskoczyli jak oparzeni.
- O, Cam. – Powiedziała El.
- Słuchajcie, ja mam dzisiaj spotkanie i muszę pojechać na zakupy. Trzeba coś kupić na imprezę. Pojadę z Louisem i po południu wracamy. Ty El pójdziesz po Tay. Ja muszę załatwić wiesz co.
- Spoko, jedź. My tu ogarniemy mieszkanko. Spoko luz.
- Eleanor, proszę cię. Nie gadaj tak, bo boję się jeszcze bardziej.
- Spokojnie, pójdę po Tay, ona nie pozwoli nam tu na odwalanie.
- Okej..
- Ty już jadłaś?
- Nie, zjem na mieście. – Poszłam do salonu. – A ty zbieraj dupę, jedziemy gdzieś. – Powiedziałam do Lou.
- Nie powiesz mi gdzie?
- Nie, dowiesz się na miejscu.
Godzinę później staliśmy pod kliniką. Lou był zszokowany. Widziałam to w jego oczach. Wyglądał jakby zobaczył ducha. Wysiadłam z auta. On nie mógł się ruszyć. Podeszłam do jego drzwi i je otworzyłam. Wystawiła rękę w jego stronę. Spojrzał się na mnie przerażonymi oczami i ścisnął mocno moją dłoń. Gdy wysiadł chciałam wyswobodzić swoją z tego uścisku jednak on mi na to nie pozwolił. Szliśmy przed kliniką trzymając się za ręce, co nas obchodzą paparazzi? No właśnie nie wiem. Czułam na sobie błyski fleszy. Znowu będziemy na okładkach gazet. Pociągnęłam mocno Louisa w stronę wejścia. Zatrzasnęłam za nami szklane drzwi. Pielęgniarki już mnie trochę znały. Jedna z nich dłonią przywołała ochroniarzy. Zastawili wejście. Robili to prawie zawsze gdy przychodziłam ja. Na dodatek dzisiaj przyszłam z Lou. Zamieszanie było jeszcze większe. Szybkim krokiem ruszyłam w stronę doskonale znanego mi gabinetu. Louis nadal nie chciał mnie puścić. Zapukałam delikatnie w drzwi i weszłam do środka. Uśmiechnęłam się delikatnie do mojego lekarza. On dokładnie swoim wzrokiem zbadał mojego byłego chłopaka. Mężczyzna siedzący za biurkiem odezwał się.
- Dzień dobry pani Gier. Ten pan to?
- Dzień dobry panie doktorze. Ojciec dziecka.
- Nie musi się pan tak bać. To tylko badanie. Zobaczy pan dzisiaj swoje dziecko. – Lekarz się zaśmiał.
- Lou, już możesz mnie puścić. I tak będziemy mieli przez to problemy. – Szepnęłam do chłopaka.
- Wolałbym nie. – Odpowiedział mi ledwo słyszalnie.
- Okej, skoro ci to pomaga. Panie doktorze, możemy zaczynać.
Położyłam się na tapczaniku. Jedną ręką podciągnęłam koszulkę do góry. Lou ciągle trzymał mnie za drugą. Splótł swoje palce z moimi. Lekarz rozprowadził jakiś żel po moim brzuchu i zaczął jeździć po nim czymś. Nie umiem nazwać tego profesjonalnie. Na monitorze pojawiło się małe coś. Louis siedział i wpatrywał się w to jak zahipnotyzowany. Uśmiechnęłam się. Chwilę później usłyszałam szybkie bicie serca. W oczach Boo stanęły łzy. Uśmiechał się i płakał. Nie no musiał mi się ty rozklejać? Zaśmiałam się głośno. Nasze maluśkie dziecko zaczęło się poruszać. Lekarz skończył badanie na zrobieniu zdjęcia. Wytarłam sobie brzuch z żelu i porozmawiałam chwilę z mężczyzną. Wszystko było okej. Wyszliśmy z gabinetu. Lou złapał mnie w talii i zakręcił wokół siebie. Zaczęłam się śmiać. Ludzie w poczekalni dziwnie się na nas patrzyli. Zaczęło nam się kręcić w głowie. Boo złapał mnie w pasie i ruszyliśmy w stronę wyjścia. Samo ledwo szłam. Chwiałam się, bo kręciło mi się w głowie. Lou wyciągnął z tylnej kieszeni moich spodenek kluczyki. A musieliśmy jeszcze jechać na zakupy. Pokierowałam Lou do najbliższego supermarketu. Weszliśmy. Ludzie nie dadzą nam nigdy spokoju. Musieliśmy rozdać kilka autografów. Ktoś z ludzi rzucił do nas pytanie czy jesteśmy razem. Oboje w jednym momencie pokręciliśmy przecząco głową. Wszyscy w koło zaczęli się śmiać. Chyba z naszej reakcji. Zrobiliśmy szybko zakupy i poszliśmy do auta. Znowu prowadził Lou. Musiałam go instruować. Stwierdził, że niedługo nauczy się tych wszystkich uliczek. Czyli zamierzał przebywać tu częściej. No tak, obiecał mi pomóc. Dojechaliśmy pod mój dom. Wysiedliśmy i wesołym krokiem ruszyliśmy do środka. Momentalnie pojawili się przed nami wszyscy z założonymi na piersiach rękoma. Zaraz za nimi z przepraszającą miną stała Tay. Posłałam im pytające spojrzenie. Nialler pociągnął mnie za nadgarstek na sofę. Opadłam na nią bezwładnie. Zaraz obok mnie usiadł Lou. Miles postawiła przed nami białego laptopa. Abb pokazała na ekran. Schyliłam się żeby zobaczyć co jest pokazane na tej genialnej stronce internetowej. Lou również zaczął czytać artykuł.

Camila Gier i Louis Tomlinson znowu razem!
Dzisiejszego dnia wokalista grupy One Direction i Camila Gier zostali zauważeni przez naszych paparazzi przed kliniką w Los Angeles. Zachowywali się jakby do siebie wrócili. Do budynku weszli trzymając się za ręce, a gdy wracali Tomlinson obejmował dziewczynę w talii. Wyglądali na bardzo szczęśliwych. Czyżby para spodziewała się potomka? Czy to było powodem ich powrotu do siebie? Dodajmy, że cała grupa One Direction właśnie przebywa w domu wokalistki, będą świętować wydanie jej płyty.

Nie miałam pojęcia co zrobić. Spojrzałam się na Lou. On również wyglądał na lekko przestraszonego. Dał mi jakiś sygnał oczami i wybuchł gromkim śmiechem. Zrobiłam to co on. Zdjęcia były faktycznie kiepskiej jakości. No, ale było widać, że to my, nie da się ukryć. Nasi przyjaciele spojrzeli się na nas zdziwieni. Pokręciłam głową i poszłam do kuchni przygotować coś do jedzenia na dzisiejszą imprezę. Zaraz za mną ruszyły dziewczyny. Tylko Tay i El wiedziały po co byłam dzisiaj u lekarza. Zaczęłam wysypywać do misek chipsy, do szklanek powkładałam paluszki. Wszystko zaniosłyśmy do salonu. Na tej wielkiej imprezie mieliśmy być tylko my. Chłopcy od razu otworzyli alkohol. Chcieli mi polewać, ale ja odmówiłam. Lou nie chciał żebym była sama i też nie pił. Po około godzinie po raz nasty ktoś, a mianowicie Zayn chciał mi polać. Powiedziałam mu.
- Nie Zayn, ja na serio nie mogę.
- No weź nie bądź taka cnotliwa. Co boisz się, że prześpisz się z Louisem?
- Nie o to chodzi, ja nie mogę i tyle informacji powinno ci starczyć.
- Cam, no proszę cię. Zabaw się z nami.
- Zayn, musze bawić się na trzeźwo.
- To wytłumacz mi o co chodzi. Nam wytłumacz, dlaczego z nami nie pijesz?
- Kurde Zayn..
- No Cam proszę cię. Wytłumacz nam. – Spojrzałam przepraszająco na Louisa.
- Jestem w ciąży. – Zdążyłam tylko zobaczyć zdziwione miny wszystkich zebranych i skierowałam się na górę.
- No i co narobiłeś Malik?! A idź się schlaj! – Usłyszałam krzyk Lou.
Wyszłam na balkon, który znajdował się koło mojego pokoju. Usiadłam na drewnianym krześle, które stało pod ścianą. Podciągnęłam kolana pod brodę. Po moich policzkach zaczęły płynąć łzy. Byłam roztrzęsiona. W głębi duszy nie chciałam aby chłopaki wiedzieli o tym. Nie no geniuszu, w życiu by się nie dowiedzieli. No coś ty.. Przecież ciąży absolutnie nie widać. Sama siebie oszukuję. Głośno odetchnęłam. No to teraz mogę czekać tylko na hejty. Drzwi od balkonu otworzyły się. Pewnie El przyszła mnie pocieszać. Twarz miałam ukrytą w dłoniach. Nie widziałam jej.
- El, możesz mnie zostawić samą. Muszę się po prostu wypłakać.
- Ale ja nie dam ci płakać. – Przede mną klęczał Lou i podniósł mój podbródek. Spojrzałam na niego i się uśmiechnęłam. – Wyglądasz jak panda.
- Ej, no proszę mnie nie komentować! No może się trochę tylko rozmazałam.
- Trochę? – Chłopak się zaśmiał. – Nie przejmuj się chłopakami, muszą przyswoić ta informację.
- Ciekawe czy równie dobrze przyswoją to, że ojcem jesteś ty. To już nie jest takie oczywiste.
- Cam. Nie zamartwiaj się, będzie dobrze. I nie przejmuj się tym głupim gadaniem.
- Dziękuję Lou.
- Za co?
- Za to, że jesteś przy mnie.
- Cam, od tego są przyjaciele. – Drzwi balkonu otworzyły się po raz kolejny. Zobaczyłam czuprynę Eleanor. Dziewczyna klęknęła koło Louisa z zatroskaną miną.
- Co się stało kochana? – Powiedziała do mnie troskliwie.
- Przejęłam się trochę tą sprawą z Zaynem. – Powiedziałam.
- Ej, nie przejmuj się. On ma teraz wyrzuty sumienia, że tak z ciebie to wyciągnął.
- Powinnam im to wcześniej powiedzieć.
- Kochanie. Wszystko zrobiłaś dobrze. Też bym się bał. No i gdyby nie ty sam bym im pewnie nie powiedział.
- Zaraz, zaraz. Czegoś nie czaję. Wy jesteście razem? – Zaciekawiła się El.
- Nie. – Odpowiedziałam jej smutnym głosem. Usiadła na poręczy krzesła i mnie przytuliła. Lou ciągle się nam przyglądał. Już weselszym głosem powiedziałam. – Co się tak przyglądasz?
- A co zabronisz mi? – Próbował żartować.
- Nie, ale zawsze mogę cię wywalić z łóżka. – Powiedziałam żartobliwym tonem.
- Jaka groźna się znalazła.. I gdzie ja mam wtedy spać? Na podłodze?
- Niall chętnie podzieli się z tobą kanapą. – Odezwała się El i wybuchliśmy śmiechem. Zza futryny wychylił się kolejny łeb. Jasne zleźcie mi się tu wszyscy. Tym łbem okazał się Malik. El i Lou zostawili mnie z nim samą.
- Chciałem cię przeprosić Cam.
- Zayn, ty o niczym nie wiedziałeś, nie masz za co przepraszać.
- Mam, bo mimo, że ty ciągle odmawiałaś ja naciskałem.
- Kurna Malik nie sraj się. Nic się nie stało. I tak bym wam powiedziała.
- Alex musi być szczęśliwy.. Będzie ojcem.. Muszę mu pogratulować.
- Nie masz czego. Wcale nie jest szczęśliwy.
- Ale jak to? Przecież to niesamowite uczucie. Będzie ojcem..
- Nie będzie.. – Wyszeptałam i moje oczy zaszły łzami.
- Jak to? To kto… - Mulat się szeroko uśmiechnął.
- Tak Louis.
- Ja pierdziele.. – Jego uśmiech stał się jeszcze szerszy. – Wiesz co? Ja muszę coś zrobić. – Powolo wstał.
- Malik nawet nie próbuj. – Powiedziałam do niego błagalnie. Chwilę później on rzucił się do ucieczki. – Malik kurwa!
Biegłam za chłopakiem. Moje bose stopy przyklejały się do paneli. Tak, ten geniusz chciał powiedzieć wszystko chłopakom. Powiedzieć coś Zaynowi. Biegłam, biegłam i czułam się coraz bardziej słaba. W ostatnim momencie złapałam się poręczy schodów i bezwładnie na nie opadłam. Byłam pełna świadomości. Siedziałam na jednym ze schodków. W głowie mi się kręciło. To, że chwilę dłużej nie przychodzę zauważył Zayn. Stanął przed schodami i zrobił przerażoną minę. Nie wiedział co robić. Zawołał Louisa. No oczywiście zlecieli się wszyscy. Boo wziął mnie na ręce i zaniósł do łóżka. Czasami miewałam zawroty głowy. Najgorsze było to, że nie mogłam niczego na to łykać. Chłopak siedział razem z El na moim łóżku. Resztę wygonił z pokoju. Złapał mnie za rękę i powiedział.
- Czemu mnie tak straszysz?
- E tam. Przejmujesz się. Po prostu za szybko wystartowałam. Zayn już wszystkim wypaplał?
- No a jak myślisz? Pewnie, że tak.
- I jak chłopcy i dziewczyny na to zareagowali?
- Się pytasz jak? Skakali ci po meblach w pokoju. Połamali stół. – Odezwała się El. Zaśmiałam się lekko.
- A ty Lou kiedy jedziesz? – Skierowałam pytanie do chłopaka.
- Jutro, ale tylko załatwię kilka rzeczy i wracam.
- Nie musisz. Dam sobie radę. Mam El i Tay.
- Wiem, że je masz, ale nie chcę Cię zostawiać samej. 


Wybaczcie mi delikatne opóźnienie, ale szykuje się z kolejnym opowiadaniem. Nie mylicie sie, to zaraz się skończy. Dosłownie, kilka rozdziałów. Mam jeszcze tyle do rozegrania a zero pomysłu. Spokojnie dam radę. Jak się uda to za kilka dni wystartuję z nowym opowiadaniem. 
Komentujcie, proszę, bo to mnie motywuje. I zapraszam na aska!

poniedziałek, 6 maja 2013

Rozdział 66.


*2,5 miesiąca później**Cam*
Alex jakiś czas temu wyszedł. Jechał gdzieś na delegacje na dwa miesiące. Niedawno skończyłam prace nad płytą. Trzeba by urządzić z tej okazji imprezę. Mojej ciąży jeszcze nie widać. Siedziałam na kanapie w salonie, El jeszcze spała. Jadłam kolejny słoik ogórków kiszonych. Westchnęłam głośno. Na imprezę miałam zamiar zaprosić chłopaków i kilku innych ludzi. Wzięłam swój telefon, była dziesiąta, mogłam dzwonić. Wybrałam numer Nialla. Odebrał po kilku sygnałach. Uśmiechnęłam się na samą myśl rozmowy z nim. Usłyszałam jego głos.
- Halo Cam? Co się stało, że dzwonisz? Potrzebujesz czegoś?
- Tak, was. Jutro, tutaj. Pakujcie swoje dupska i jeszcze dzisiaj wsiadajcie w samolot.
- Dobra.. Masz szczęście, że dzwonisz teraz, Zayn nie zdążył jeszcze wyjść. Samolot mamy o dwudziestej, za dwie godziny.
- Okej, postaram się nie zasnąć do waszego przylotu. Lepiej mi powiedz ile was przyleci.
- No nas piątka, dziewczyny, to siódemka. – Teraz zdanie skierował do Louisa. – Louis! Katie leci z nami do LA? – Chłopak cos mu odpowiedział. – Siódemka.
- A Katie?
- Nie może, bo cos tam. Dobra, jak chcesz żebyśmy zdążyli to musimy kończyć. 
- Do zobaczenia Nialler. – Rozłączyłam się.
Poszłam na górę obudzić Eleanor. Teraz miałam na ogół w zwyczaju wstawać wcześniej od niej. Budził mnie głód. Zaczęłam ja szturchać. Powoli zaczęła się budzić. Uśmiechnęłam się. Przytuliłam się do niej. Ona zaczęła się śmiać. No moja wina, że jestem bardzo uczuciowa ostatnio, a Alexa ciągle nie ma? Eleanor jest dla mnie jak siostra. Wspiera mnie, rozumie. W końcu wstała. Zeszła na dół na śniadanie, ja oczywiście nie odmówiłam. Jadłam razem z nią. Przyznam się, przytyło mi się ostatnio. Poem poszłyśmy oglądać telewizję. Moja przyjaciółka nie pozwalała mi się przemęczać. Za kilka godzin miałyśmy odebrać tych baranów z lotniska. Muszę powiedzieć poza tym Louisowi o ciąży. Wstałam, szeroko się uśmiechnęłam i poszłam na gorę. Musiałam przygotować łóżka. Miałam wolne dwa pokoje gościnne. Genialnie, będę musiała z kimś dzielić łóżko. Zmieniłam pościel. Wróciłam do El na dół. Moja El też nie była jakoś niesamowicie zadowolona z faktu, iż ma dzielić z kimś łóżko. Oczywiście innego wyboru nie miała. Zaczęła sprzątać parter. Mi się nudziło. Włączyłam radio i tańczyłam. Moja ‘siostrzyczka’ kilka razy mnie opieprzyła, że za bardzo odwalam. W końcu i tak wybuchła ze mną gromkim śmiechem. Ani się obejrzałyśmy, a była już piętnasta. W radiu zaczęła lecieć piosenka ‘One Thing’. Ja nie byłabym sobą gdybym nie zaśpiewała. El dołączyła do mnie. W wyniku tego przypaliłyśmy pizzę. No trudno, będziemy jadły taką. Krzywiłyśmy się, ale dałyśmy radę.  Szesnasta. Cam i El w poszukiwaniu telefonu Cam. No oczywiście ja geniusz musiałam go gdzieś wcisnąć. Ale jak można coś znaleźć w takim porządku ja się pytam?! W końcu się znalazł. W piekarniku. I skąd on tam? Na szczęście nic mu się nie stało. Usiadłyśmy na kanapie. Ja ze słoikiem nutelli. El spojrzała na mnie przerażona. Zaczęła temat.
- Powiesz Louisowi?
- Ale o czym? – Udawałam, ze nie wiem.
- No o ciąży. Powinien wiedzieć. Powiesz mu?
- Mam taki zamiar, ale nie wiem czy nie stchórzę.
- Musisz mu powiedzieć. On ma do tego prawo. To też jego dziecko.
- El wiem, że masz rację, ale nie wiesz jakie to trudne. Spróbuj zajść w ciążę z facetem, który ma dziewczynę i wtedy pogadamy. – El się chyba trochę obraziła. – Przepraszam. – Wyszeptałam.
- Wiem, buzują w tobie hormony, nie wiesz co mówisz.
- Dziękuje, że mnie rozumiesz. Chociaż ty. Chciałabym powiedzieć Alexowi, ale nie wiem jak. On mnie zostawi.
- Kochanie, powiesz mu jak będziesz na to gotowa.
- Jasne, za dwa miesiące jak wszystko będzie widać? Ja mu to muszę powiedzieć niedługo! Jestem na to gotowa.
- Ale szkoda, że nie powiesz mu tego prosto w oczy.
- A nawet jakby był. Go ciągle nie ma w domu. Nie da rady z nim porozmawiać.
- Twoja decyzja. Patrz, już siedemnasta. Jak ten czas leci.
- Nie boisz się spotkania z Louisem?
- Nie, a dlaczego miałabym się bać? To nic strasznego, tylko mój były.
- A ja się boję. Poczekaj, idę się przebrać.
Pobiegłam na górę, ubrałam bordową bluzkę oversize, szorty, których guzika nie udało mi się zapiąć i białe conversy za kostkę. Dlaczego taka bluzka? Choć wiedziałam, że jeszcze niczego nie widać dmuchałam na zimne. Albo nie chciałam żeby Louis zaczął coś podejrzewać? Nie mam pojęcia. Zbiegłam na dół. Usiadłam znowu na kanapie. El zmierzyła mnie wzrokiem i się zaśmiała. Podniosłam koszulkę i pokazałam jej, że nie zapięłam się w spodenkach. Ta zaczęła się jeszcze bardziej śmiać. Włączyłyśmy telewizje. Same nudy. Przysnęłam dziewczynie na ramieniu. Po jakimś czasie zaczęła mnie szturchać w ramię. Leniwie podniosłam głowę. Ona patrzała się na mnie przerażonymi oczami. Zapytałam się jej.
- Co się stało?
- Za dwadzieścia minut przylot! Przysnęłyśmy!
- O w mordę! Bierz auto Alexa i jedziemy!

Chwilę później już siedziałam w swoim aucie. Nacisnęłam pedał gazu i zaczęłam jechać na lotnisko nie zwracając uwagi na ograniczenia prędkości. Starałam się nie zgubić Eleanor. Ona tez grzała. Niestety kilka razy stałyśmy na światłach. Na lotnisku zjawiłyśmy się o dziesięć minut za późno. Wbiegłam do budynku, zaraz za mną moja przyjaciółka. Zaraz dopadło mnie kilku ludzi i zaczęło prosić o autografy. Nie potrafiłam odmówić. Zrobiłam się głodna. Stanęłam na palcach i zaczęłam wzrokiem szukać chłopców. Nigdzie ich nie było. El stała przede mną. Nagle poczułam, że ktoś tyka mnie po ramieniu. Odwróciłam się na pięcie. Nialler. Rzuciłam się mu na szyję. Chwilę później objęło nas całe One Direction. Nie ukrywam, musiało to wyglądać dość dziwnie. Pojechaliśmy do domu. Od razu w progu powiedziałam.
- Słuchajcie. Mamy mały problem. Mam tylko dwa wolne pokoje. I jedno miejsce u mnie, dwa u Eleanor. Rozdzielajcie się. – Liam przyciągnął do siebie Abb, jasne chcieli pokój. Zayn przyciągnął do siebie Harrego. Okej kolejny pokój.
- Ja idę do El! – Wydarł się Nialler.
- Okej, ja przygarnę pod swoje skrzydła Lou. – Genialnie, jeszcze tego mi brakowało. – Chodźcie pokarzę wam pokoje. Doszliśmy na górę. Ja wprowadziłam Louisa do ‘naszego’ pokoju.
- Nie musiałaś tego robić. Przespałbym się na kanapie. – Powiedział do mnie gdy tylko zamknęłam drzwi.
- Daj spokój, już nie raz i nie dwa z tobą spałam. Przecież nic się nie stanie. Spokojnie, nie mogę do tego dopuścić.
- Dlaczego? – Zapytał się mnie wyraźnie zaciekawiony.
- Później ci powiem. Chodź na dół, musicie coś zjeść, ja też zgłodniałam.
Zeszłam na dół. Przy wysepce siedzieli już wszyscy. Uśmiechnęłam się do nich. Stanęłam przed lodówką i zaczęłam wyjmować produkty. Miałam zamiar zrobić kanapki. Pomogły mi dziewczyny. Jak się okazało Abb i Miles świetnie się dogadywały z El. Postawiłyśmy cztery talerze kanapek na blacie. dosiadłyśmy się do wysepki i zaczęliśmy jeść. Dopiero teraz zauważyłam, że jem tyle co Nialler. Uśmiechnęłam się w głębi duszy. Moje wewnętrzne rozbawienie zauważył Zayn. Nie wiem jakim cudem. Spojrzałam się na niego groźnym wzrokiem. W końcu się odezwał.
- Teraz to bym się zastanowił. Kto je więcej, Niall czy Cam? – Wszyscy wybuchli śmiechem, nawet El mimo, że znała sytuację.
- Zayn, nie chcesz znać odpowiedzi, bo załamie ona naszego głodomorka. – Powiedziałam do chłopaka szeptem.
- A tak w ogóle to naszej Cam ostatnio przybyło ciałka. – Mulat się uśmiechnął, nie dawał za wygraną. Posłałam mu mordercze spojrzenie.
Poszłam w przypływie nerwów na taras. Czemu się na niego wkurzyłam? Nie wiem. Na serio nie mam zielonego pojęcia. Usiadłam na huśtawce, przyciągnęłam kolana pod podbródek. Zaczęłam płakać, miałam na to ochotę. Teraz zrobiło mi się smutno. Czy on nie mógł oszczędzić mi tych komentarzy? Gdyby chociaż wiedział jak jest, ale nie wie. Niedługo i tak się dowie. Schowałam twarz pomiędzy nogami. Dalej płakałam. Nagle huśtawka zabujała się mocniej. Podniosłam twarz. Koło mnie siedział Louis. Otarłam policzki z łez. On spojrzał mi się prosto w oczy. Mimo woli delikatnie się uśmiechnęłam. Widziałam, że przez okno obserwuje nas El. Boo zapytał się.
- Co się stało Marcheweczko?
- Louis, musimy porozmawiać. – Powiedziałam ze łzami w oczach.
- Słucham cię.
- Pamiętasz jak wcześniej powiedziałam, że nie mogę dopuścić do naszego zbliżenia?
- No tak, ale co to ma z tym wspólnego?
- No bo posłuchaj mnie, ale ja niczego nie oczekuję. Lou ja jestem w ciąży.
- Ja ciebie… Co?! – Przez chwilę był uśmiechnięty, tylko przez chwile, później jego twarz wyglądała na przerażoną.
- Jestem w ciąży. – Powiedziałam ciszej.
- Ale jak to?! Jakim cudem?!
- Nie pamiętasz imprezy urodzinowej Stylesa?! – Teraz to ja się wydarłam. Ciągle płakałam.
- Może to dziecko Alexa, a nie moje. – Chłopak ukrył twarz w dłoniach.
- Niemożliwe, my nie uprawialiśmy seksu.
- Ile? Ile czasu jesteś w ciąży? – Te słowa ledwo mu przechodziły przez gardło.
- Trzy miesiące.
- Ja pierdole.. – Louis wstał i zaczął biec w stronę domu. Oczywiście ja rozmazana, zapłakana pobiegłam za nim. Wybiegł z domu.
- Louis! – Krzyczałam za nim, jednak na marne.
Moi przyjaciele patrzyli na mnie zdezorientowani. Posłałam im tylko przepraszające spojrzenie i pobiegłam do swojego pokoju. Rzuciłam się na łózko i zaczęłam płakać w kołdrę. Ubrałam piżamę i się położyłam. Ciągle płakałam. Nie mogłam się uspokoić. Raz była u mnie El, ale nie chciałam z nikim siedzieć. Chłopak, którego kochałam nie zaakceptował tego, że jestem w ciąży. Nie zaakceptował togo, że wpadliśmy, a może raczej to jeszcze do niego nie dotarło. Jak wszystko na raz się wali to teraz jest odpowiednia chwila na zrobienie tego. Dzwonię do Alexa.
- Co kochanie? Wybacz, ale nie mam czasu.
- Alex! Nie rozłączaj się bo mam ci coś ważnego do powiedzenia.
- Mogłabyś się streszczać? Na serio nie mam czasu.
- Tak. Jak chciałeś. Krótko i zwięźle. Jestem w ciąży.
- Ale my przecież.. Kto jest ojcem? – Zapytał. W jego głosie słyszałam wściekłość.
- Louis. Tak, zdradziłam cię. – Byłam dość pewna siebie. On się rozłączył.

*Louis*
Siedziałem na ławce w parku. Doskonale zapamiętałem drogę do domu Cam, nie chciałem się tu zgubić. Z moich oczu leciały łzy. Cam jest w ciąży. I jak to teraz wszystko będzie? Przecież ja mam dziewczynę. Nie mogę zranić kolejnej. Nie mogłem zerwać z Katie, ale nie mogłem też zostawić samej Cam. Przecież odpowiedzialność leżała też po mojej stronie. Musiałem jej jakoś pomóc. W końcu to też moje dziecko. Będę ojcem. Jak to poważnie brzmi. Ona ma dopiero osiemnaście lat. Taka młoda. To ja byłem nieodpowiedzialny, że do tego dopuściłem. Jestem mężczyzną i pora wydorośleć. Przecież dorastanie to mój największy wróg. I teraz siedząc tu na ławce stwierdziłem, że pora się pogodzić? Miałem dorosnąć? Boję się. Boję się, że nie będę sobą. Poczuję się staro, zbyt dojrzale. Wstałem z ławki. Włożyłem dłonie do kieszeni moich spodni. Zacząłem powoli zmierzać w kierunku domu. Poczułem wibracje mojego telefonu. Dzwoniła Kat. Musiałem odebrać. Wcisnąłem zieloną słuchawkę.
- Halo? – Powiedziałem, mój głos się delikatnie łamał.
- Cześć Lou. Dzwonię, bo już tęsknię. Wracaj.
- Było przyjechać ze mną. Na razie nie wrócę. Obiecaliśmy Cam, że trochę zostaniemy.
- Achh. Ale ja tak tęsknię.
- Wytrzymasz jeszcze te kilka dni. Muszę kończyć Kat.
- Dobrze Lou. Pa. Kocham cię.
- Pa. – Odpowiedziałem sucho i się rozłączyłem.
Nie potrafiłem jej wyznać miłości nawet przez telefon. Nie potrafiłem jej powiedzieć czegoś czego nie czułem. Nie chcę jej ranić, ale co innego mogę zrobić? Mam udawać? To jest jeszcze gorsze. Czasami siedzę i zastanawiam się co by było gdybym wtedy się z nią nie spotkał. Widzę wtedy siebie i Cam. Jesteśmy zawsze szczęśliwi mimo, że się kłócimy. Ale stop Louis! Czy jeśli zerwiesz z Kat to to coś zmieni? Cam miała Alexa. I chyba go kochała. Nie mogłem im psuć związku. Zakazuje sobie tego. Usiadłem na schodach przed jej domem. Schowałem twarz w dłoniach. Bałem się tam wejść. Nie wiedziałem co jej powiedzieć. Nie miałem zielonego pojęcia. Nagle usłyszałem, że drzwi za mną się otwierają. Obok mnie pojawiła się Eleanor. Narzuciła mi moją bluzę na ramiona. Fakt, było już trochę chłodno. Usiadła obok mnie. Powiedziała.
- A więc już wiesz? Powiedziała ci?
- Tak. – Odpowiedziałem ledwo słyszalnym głosem.
- Ona niczego od ciebie nie oczekuje. Chciała tylko żebyś wiedział, bo w końcu to też twoje dziecko.
- Ale to nie zmienia faktu, że mnie zaskoczyła. Jak długo wie?
- Dowiedziała się dwa tygodnie po przylocie tutaj. Zrozum, dla niej to też nie jest łatwe. Ona będzie musiała się zmierzyć z paparazzi, musi powiedzieć Alexowi, zostanie sama.
- Nie jestem tym typem faceta, który zostawi ją samą z dzieckiem. Oczywiście będę jej pomagał.
- Dlaczego ona płakała?
- Bo uciekłem, nie chciałem z nią rozmawiać. Bałem się odpowiedzialności, nadal się boje.
- Louis, na twoim miejscu też bym się bała. To wcale nie jest takie proste jak niektórym się wydaje. Normalni ludzie przeszliby przez to normalnie, ale wy nie możecie, jesteście sławni. Cam będzie to ukrywała tak długo jak tylko będzie mogła, ale w pewnym momencie już nie da rady. Ciąża to nie grypa, to nie choroba, z tego się nie leczy.
- Simon już wie? Powiedziała mu?
- Jeszcze nie, boi się.
- Ja mu się bałem powiedzieć, że boli mnie gardło i nie dam rady śpiewać, a ona boi mu się powiedzieć, że jest w ciąży. – Zaśmialiśmy się.
- Lou, wierzę w ciebie. Wiem, że jeśli będziesz musiał dorośniesz do bycia ojcem.

- I właśnie tego się boję, dorastania.
- Nie możesz być wiecznym nastolatkiem. Nie przeszkadza ci to jednak w byciu szalonym. Cam nie będzie spokojną matką. Ona nie umie czasami zachować powagi sytuacji, nawet teraz.
- Czyli nie muszę do końca dorastać? Mogę tylko troszkę?
- Louis, zostań sobą, wtedy będziesz najlepszym ojcem. Mój zawsze przy mnie udawał, nie byłam najszczęśliwszym dzieckiem. Wbrew wszystkiemu zostań sobą.
- Dziękuję Eleanor, pomogłaś mi.
- Cieszę się. A teraz zmykaj ją przeprosić. Na pewno jeszcze nie śpi, nie może zasnąć.
- Dobra, ale ta rozmowa zostanie pomiędzy nami?
- Nie, już lecę wygadać wszystko Stylesowi! – Zażartowała. – No jasne, że pomiędzy nami.
- Idę El, trzymaj za mnie kciuki.
Weszliśmy do domu. Na kanapie siedzieli chłopcy. Spojrzeli się na mnie. Chyba oczekiwali wyjaśnień. Uśmiechnąłem się do nich szeroko i poszedłem na górę. Stanąłem przed drzwiami ‘naszego’ pokoju. Ze środka dobiegał cichy płacz. Czyli El miała rację, Cam jeszcze nie spała. Szczerze to bałem się tam wejść, nadal nie wiedziałem co powiedzieć. Jedno było oczywiste, muszę jej jakoś pomóc. Nie zostawię jej z tym samej. To zbyt duża odpowiedzialność. Nie może sama cierpieć przez nasze błędy. Popełniliśmy je oboje i oboje za nie zapłacimy, nie ważne ile. Musimy ponieść konsekwencje dokonanego czynu. Nie ważne jak bardzo się boimy, to jest nieodwracalne. Nie zmienimy tego. Najwidoczniej tak miało być i tak będzie. Pomogę jej choćbym miał przypłacić zakończeniem swojego związku. Po prostu ją kocham. Nacisnąłem klamkę od drzwi i stanąłem przed rzeczywisością.



No jestem! rozdział starałam się dodac jak najszybciej. Mam nadzieję, że się spodoba :d Kolejny się już pisze. jak dobrze pojdzie to w środe dodam. wszystko zalezy od tego czy napisze ;p i co byście powiedzieli na twitcam? a tak na razie to zapraszam na aska .! http://ask.fm/nigdysama
Zostaw po sobie ślad! CZYTASZ=KOMENTUJESZ DLA CIEBIE TO TYLKO CHWILA, DLA MNIE MOTYWACJA!