Staliśmy jak sparaliżowani. No tak, mówili, że dzisiaj
przyjadą. Nie miałam pojęcia co robić. Wbiegłam do kuchni zaczęłam zbierać to
co walało się po podłodze. Moją i Louisa koszulkę. On mnie obserwował. Też
kurde nie miał co robić. Stanęłam przed nim i powiedziałam.
- Chcesz żeby już o wszystkim się dowiedzieli? – On tylko
pokiwał przecząco głową. – To leć na górę, schowaj się gdzieś tam.
Na szczęście od razu się mnie posłuchał. No i miał
szczęście, bo trzydzieści sekund po wypowiedzeniu przeze mnie tych słów do domu
wbili chłopcy, Jake, Abb i Miles. Ja stałam jak wariatka w jeansach i staniku.
Musiałam wyglądać na przestraszoną. Podniosłam ubrania, które trzymałam w ręku
do góry i poszłam do łazienki na dole. Wrzuciłam mokre ciuch do kosza na
pranie. Na wieszaczku wisiała na szczęście jakaś koszulka. Założyłam ją i
wróciłam do moich przyjaciół. Stali oni zastanawiający się nad czymś w kuchni,
nad stołem. Matko! Zapomniałam dwa kubki! Klasnęłam i powiedziałam.
- Już jestem!
- Po co ci dwa kubki z herbatą? – Zapytał Nialler.
- No wiesz, miałam ochotę na dużą ilość herbaty. A nie
chciało mi się robić jej dwa razy więc zrobiłam dwa na raz.
- I się oblałaś jak je niosłaś? – Dopytała się Miles.
- Dokładnie.
- Co robiłaś jak nie byłaś z nami? – Zadała mi pytanie
Abb.
- Przyjechałam, przebrałam się i zrobiłam herbatę. Poczekajcie,
muszę sprzątnąć.
Wzięłam ze stołu dwa kubki herbaty i obróciłam się na
pięcie. Wpadłam na kogoś, tym kimś okazał się Harry. Genialnie, wylałam na
niego zawartość obu kubków, a raczej to co w nich zostało. Momentalnie
odstawiłam oba naczynia i wzięłam ściereczkę. Zaczęłam wycierać, a raczej
rozmazywać plamę na białej koszulce Hazzy. Odeszłam zrezygnowana.
- Przepraszam. – Powiedziałam.
- Nic się nie stało. Pójdę do ciebie, może znajdę coś do
ubrania.
- Okej.
Hazza wchodził schodami na górę, a ja dosiadłam się do
moich przyjaciół w salonie. Rozmawiali o czymś nieistotnym. Nagle przypomniało
mi się, że na górze schował się Louis. Prawdopodobnie wybrał mój pokój.
Zamarłam. W tej samej chwili usłyszałam krzyk dochodzący z góry. Zerwałam się
jak szalona i tam pobiegłam. Stanęłam w drzwiach. Tak jak mi się wydawało. Na
moim łóżku bez koszulki siedział Lou z twarzą ukrytą w dłoniach. No i
wpadliśmy. Hazza stał wystraszony pod ścianą. Wyglądał jakby zobaczył ducha.
Zrezygnowana weszłam do pokoju i usiadłam koło Lou. Walnęłam go w ramię. Ten
się spojrzał na mnie i uśmiechnął. Objął mnie swoją wielką ręką. Hazza patrzał
na nas ze zdziwioną miną. Wzruszyłam tylko ramionami. Usłyszeliśmy tupot stóp
na schodach. Spojrzeliśmy po sobie z Louisem. Byliśmy gotowi na wyjawienie im
wszystkiego. Hazza i tak już wiedział, a była z niego niesamowita papla. Jak on
wiedział to i wszyscy. W drzwi właśnie wchodził ktoś.
- Co się stało Harr… - Nie skończyła, bo zauważyła mnie i
Lou. – Co to ma znaczyć?! W tej chwili wszyscy na dół!
Wstałam, podeszłam do szafy. Wyciągnęłam z niej dwie
koszulki w paski. Jedną z nich rzuciłam do Harrego, a drugą do Louisa. Wyszłam
posłusznie za Abb, która już schodziła na dół. Wzroki obecnych tutaj skupiły
się na mnie. Nikt jeszcze nie wiedział o co chodzi. Wściekła Abb pokazała na
fotel. Posłusznie w nim usiadłam. Wiedziałam, że z moją przyjaciółką nie ma
żartów. Szczególnie gdy była wściekła. No a teraz właśnie była. Masakra.
Zastanawiałam się co Lou wymyśli, co im powie. No dobra, co my im powiemy.
Obydwoje w tym siedzieliśmy. Masakra. Powtarzam się? Tak, wiem. Po prostu się
denerwuję. Usłyszałam kroki dochodzące z góry. Na początku zobaczyłam tylko
Harrego. Chwilę później dojrzałam również czającego się za nim Louisa. Wlepiłam
wzrok w swoje stopy. Czułam, ze właśnie teraz wzrok moich przyjaciół przenosi
się ze mnie na Lou i na odwrót. Nie chciałam teraz podnosić wzroku. Uparcie
wlepiałam go w jeden punkt. I właśnie wtedy odezwała się Abb.
- Może nam wszystko wyjaśnicie. Najlepiej po kolei.
Zaczynając od samego poranku. – W jej głosie słyszałam wściekłość.
- To skomplikowane. – Sprostowałam.
- Tak bardzo skomplikowane, że przychodzimy do ciebie a
ty biegasz po mieszkaniu w jeansach i staniku! Chwilę później słyszymy wrzask
Hazzy! Ty idziesz do niego i nie wracasz! No i co ja robię? Idę tam! No i co ja
widzę? Zszokowanego Hazzę, Louisa bez koszulki i ciebie! No i co to wszystko ma
znaczyć?!
- Odzyskałam pamięć. – Powiedziałam cicho.
- Zajebiście! I dopiero teraz nam to mówisz?! – Darła się
Abby.
- Abb, krzyki nic nie pomogą. Wszyscy dobrze wiemy, że
jesteś zirytowana, ale to nie powód żebyś ciągle się darła. Tą sprawę da się
rozwiązać w inny sposób. Możemy z nimi porozmawiać. – Próbował uspokoić Abby
Liam.
- Spokojna.. To ja jestem! I nie będziesz mi mówił co mam
robić!
- Okej. – Spłoszył się chłopak.
- Więc. – Zaczeła już spokojniej Abby. Podniosłam głowę i
spojrzałam na nią. – Jak i kiedy odzyskałaś pamięć?
- Ja.. wczoraj. Poszłam na górę i całowałam się z
Jake’em. No i zaczęło mi się wszystko przypominać.
- Całowałaś się z Jake’em?! – Wydarł się Louis. On też
był już wściekły.
- Jakby to było coś istotnego! – Ja też już krzyczałam!
- No tak. Całujesz się z jednym, a rano przychodzisz do
mnie. Co kosza ci dął? – Teraz to był już złośliwy.
- Louis! Uspokój się! To do niczego nie prowadzi! Chcę ci
przypomnieć, że ty też nie jesteś święty! – Abb próbowała mu coś uświadomić. On
tylko coś odmruczał. Miał obrażoną minę. – I co było dalej Cam?
- No i jak powiedział pan święty, przyszłam do niego
rano.
- Czyli wasz poranek, to, że zastaliśmy was razem w łóżku
to nie był przypadek? – Zapytał się Niall.
- Nie. Nie weszłam do pokoju Louisa przez przypadek.
- Więc. Dlaczego nam nie powiedzieliście wcześniej? – Abb
kontynuowała swoje przesłuchanie.
- Bo pani Cam nie lubi jak ktoś wie o jej związkach. Lubi
tajemnice.. – Lou dalej był złośliwy.
- A teraz wytłumaczcie mi sytuację tutaj w domu. – Moja
przyjaciółka była już spokojniejsza.
- Jechałem z Cam tak dla zmyłki. – Boże czy on musiał to
wszystko tłumaczyć? Ja zrobiłabym to o nieo lepiej. O ile w ogóle bym się
odezwała. – Nasza droga pani nie chciała żebyście cokolwiek wiedzieli. Bo ona
lubi trzymać ludzi w niepewności. Pojechaliśmy do niej. Że tutaj i piliśmy
herbatę. Chciałem ją pocałować. Tak, nie przesłyszeliście się. No i
nachyliliśmy się przez stół. Herbata wylała się i na mnie i na nią. Zdjęliśmy
bluzki, były całe mokre od wrzątku. No i wtedy przyjechaliście wy. Ja się schowałem
na górze. Przyszedł Harry i dalej historie znacie. Dziękuję za uwagę.
- I ja mam w to uwierzyć?! – Wydarła się Abby.
- Tak! – Krzyknęliśmy jednocześnie ja i Lou.
- Dobra, wyluzujcie. Co robimy? – Moja przyjaciółka miała
już przyjazny ton głosu.
- Obejrzyjmy film. – Miles odezwała się po raz pierwszy
podczas dzisiejszego dnia.
Miles i Abby wybrały Titanica.
Harry się niezmiernie ucieszył. Siedziałam na jednym końcu pokoju, a Lou na
drugim. Odkąd dowiedział się o moim pocałunku z Jake’em nie odzywał się do mnie. No tak, ten fakt był
obowiązkowy. Musiałam o nim powiedzieć. Czułam jak po moim policzku płyną łzy.
Siedziałam sama na fotelu. Objęłam ramionami swoje kolana. Dopiero co
odzyskałam chłopaka a już się z nim pokłóciłam. Takie cudy tylko ze mną. Mój
smutek zauważyła Abby. Podeszła do mnie, usiadła na podłokietniku i przytuliła
mnie. Nie wytrzymałam. Wstałam, ubrałam kurtkę, buty i wyszłam na dwór.
Ruszyłam przed siebie. Nagle usłyszałam krzyk.
- Camila! Nie zachowuj się jak dziecko!
Odwróciłam się na pięcie. Stała za mną Abby. Odwróciłam
się w drugą stronę. Ruszyłam przed siebie. Moja przyjaciółka podbiegła do mnie
i złapała za nadgarstek. Chciałam iść przed siebie, ale ona mnie ciągnęła.
Jęknęłam i odwróciłam się do niej. Zaczęła swoje przemówienie.
- Proszę cię! Nie zachowuj się jak dziecko. Właśnie
okazujesz swoją słabość. I nie płacz już! – Otarła mi dłonią łzy z policzka. –
Widzisz jakie czarne?
- Ehh, Abb ty nie rozumiesz.
- To mi wytłumacz może?
- Dopiero co go odzyskałam, zdałam sobie sprawę, że chcę
z nim być, a już się kłócimy.
- Eh, Louis nie myśli. Jutro będzie ciebie przepraszał.
- A miał się nie dowiedzieć o tym pocałunku!
- Przepraszam, to przeze mnie.. Mogłam tak na was nie
naskakiwać, byłoby spokojniej.
- To nie twoja wina. Może nie jesteśmy sobie pisani.
- Nie pieprz głupot! Wracamy do domu!
- No dobra.
Weszłyśmy do budynku. Zrzuciłam buty, kurtkę. Rzuciłam
tylko krótkie ‘cześć’ osobom siedzącym w salonie. Wcześniej poinformowałam Abb,
że jeśli chcą mogą przenocować. Ta powiedziała, ze chyba skorzystają z okazji,
bo jest ciemno i nie chce jej się jechać do domu. Ruszyłam na górę. Weszłam do
łazienki. Zrzuciłam z siebie wszystkie ubrania. Weszłam pod prysznic. Włączyłam
wodę. Letni krople wody leciały po moim ciele. Czułam, że wszystkie smutki dnia
dzisiejszego spływają ze mnie. Wiedziałam jednak, że jest to tylko chwilowe
uczucie. Wyszłam, wytarłam się i ubrałam piżamę. Czułam się przytłoczona dniem
dzisiejszym. Nie całym, ale większością dnia. Położyłam się i poczułam, ze mi
go brak. Brak mi było koło mnie Louisa. Chciałam się do niego przytulić,
pocałować go. Musiałam o nim ciągle myśleć? Ehh.. Najwidoczniej tak. Zasnęłam
nie zastanawiając się co będzie jutro. Chciałam przestać się przejmować.
Rozdział pisany dwa dni… Wybaczcie, że taki cienki, ale
ta historia się wypala, powoli, ale wypala. Mam jednak pomysł na to jak ożywić
atmosferę! Planuje jeszcze minimum 20 rozdziałów.
Zostaw po sobie ślad! CZYTASZ=KOMENTUJESZ DLA CIEBIE TO TYLKO CHWILA, DLA MNIE MOTYWACJA!
jak to historia jest cienka to ja jestem zakonnica kurwa, a na pewno nią nie jestem, to jest niesamowite ten rodział cudowny tak jak cały ten blog, w głębi duszy wiem że dobrze się skończy i mam taką nadzieję, to jest takie zajebiście cudne że już nie wiem co mam pisać tak mi słów brakuje na ten wspaniały blog, pisz dalej nie poddawaj się, pamiętaj że najważniejszy jest koniec, bo to ty dajesz życie bohaterom, ty planujesz co będzie dalej, nikt więcej, i pomyśleć że ty wymyśliłaś taką cudową historię to aż w głowie się nie mieści . . ty się nadajesz na pisarkę z takim talentem zajdziesz daleko . . życzę dużo weny, i postaram się komentować każdy rozdział . .
OdpowiedzUsuńA.S. ;P
Nonono, dziewczyno, widzę że znalazłam już zajęcie na weekend :D Przeczytałam dwie linijki tej części i już wiem że WARTO :D Więc biore się za czytanie od początku :D Prawie 50, podziwiam, na prawde :D Oby tak dalej :)
OdpowiedzUsuńA.
Cieszę się, że w ogóle to ktoś czyta i mam nadzieję, że tak będzie dalej.
Usuń