piątek, 22 marca 2013

Rozdział 47.


Staliśmy jak sparaliżowani. No tak, mówili, że dzisiaj przyjadą. Nie miałam pojęcia co robić. Wbiegłam do kuchni zaczęłam zbierać to co walało się po podłodze. Moją i Louisa koszulkę. On mnie obserwował. Też kurde nie miał co robić. Stanęłam przed nim i powiedziałam.
- Chcesz żeby już o wszystkim się dowiedzieli? – On tylko pokiwał przecząco głową. – To leć na górę, schowaj się gdzieś tam.
Na szczęście od razu się mnie posłuchał. No i miał szczęście, bo trzydzieści sekund po wypowiedzeniu przeze mnie tych słów do domu wbili chłopcy, Jake, Abb i Miles. Ja stałam jak wariatka w jeansach i staniku. Musiałam wyglądać na przestraszoną. Podniosłam ubrania, które trzymałam w ręku do góry i poszłam do łazienki na dole. Wrzuciłam mokre ciuch do kosza na pranie. Na wieszaczku wisiała na szczęście jakaś koszulka. Założyłam ją i wróciłam do moich przyjaciół. Stali oni zastanawiający się nad czymś w kuchni, nad stołem. Matko! Zapomniałam dwa kubki! Klasnęłam i powiedziałam.
- Już jestem!
- Po co ci dwa kubki z herbatą? – Zapytał Nialler.
- No wiesz, miałam ochotę na dużą ilość herbaty. A nie chciało mi się robić jej dwa razy więc zrobiłam dwa na raz.
- I się oblałaś jak je niosłaś? – Dopytała się Miles.
- Dokładnie.
- Co robiłaś jak nie byłaś z nami? – Zadała mi pytanie Abb.
- Przyjechałam, przebrałam się i zrobiłam herbatę. Poczekajcie, muszę sprzątnąć.
Wzięłam ze stołu dwa kubki herbaty i obróciłam się na pięcie. Wpadłam na kogoś, tym kimś okazał się Harry. Genialnie, wylałam na niego zawartość obu kubków, a raczej to co w nich zostało. Momentalnie odstawiłam oba naczynia i wzięłam ściereczkę. Zaczęłam wycierać, a raczej rozmazywać plamę na białej koszulce Hazzy. Odeszłam zrezygnowana.
- Przepraszam. – Powiedziałam.
- Nic się nie stało. Pójdę do ciebie, może znajdę coś do ubrania.
- Okej.
Hazza wchodził schodami na górę, a ja dosiadłam się do moich przyjaciół w salonie. Rozmawiali o czymś nieistotnym. Nagle przypomniało mi się, że na górze schował się Louis. Prawdopodobnie wybrał mój pokój. Zamarłam. W tej samej chwili usłyszałam krzyk dochodzący z góry. Zerwałam się jak szalona i tam pobiegłam. Stanęłam w drzwiach. Tak jak mi się wydawało. Na moim łóżku bez koszulki siedział Lou z twarzą ukrytą w dłoniach. No i wpadliśmy. Hazza stał wystraszony pod ścianą. Wyglądał jakby zobaczył ducha. Zrezygnowana weszłam do pokoju i usiadłam koło Lou. Walnęłam go w ramię. Ten się spojrzał na mnie i uśmiechnął. Objął mnie swoją wielką ręką. Hazza patrzał na nas ze zdziwioną miną. Wzruszyłam tylko ramionami. Usłyszeliśmy tupot stóp na schodach. Spojrzeliśmy po sobie z Louisem. Byliśmy gotowi na wyjawienie im wszystkiego. Hazza i tak już wiedział, a była z niego niesamowita papla. Jak on wiedział to i wszyscy. W drzwi właśnie wchodził ktoś.
- Co się stało Harr… - Nie skończyła, bo zauważyła mnie i Lou. – Co to ma znaczyć?! W tej chwili wszyscy na dół!
Wstałam, podeszłam do szafy. Wyciągnęłam z niej dwie koszulki w paski. Jedną z nich rzuciłam do Harrego, a drugą do Louisa. Wyszłam posłusznie za Abb, która już schodziła na dół. Wzroki obecnych tutaj skupiły się na mnie. Nikt jeszcze nie wiedział o co chodzi. Wściekła Abb pokazała na fotel. Posłusznie w nim usiadłam. Wiedziałam, że z moją przyjaciółką nie ma żartów. Szczególnie gdy była wściekła. No a teraz właśnie była. Masakra. Zastanawiałam się co Lou wymyśli, co im powie. No dobra, co my im powiemy. Obydwoje w tym siedzieliśmy. Masakra. Powtarzam się? Tak, wiem. Po prostu się denerwuję. Usłyszałam kroki dochodzące z góry. Na początku zobaczyłam tylko Harrego. Chwilę później dojrzałam również czającego się za nim Louisa. Wlepiłam wzrok w swoje stopy. Czułam, ze właśnie teraz wzrok moich przyjaciół przenosi się ze mnie na Lou i na odwrót. Nie chciałam teraz podnosić wzroku. Uparcie wlepiałam go w jeden punkt. I właśnie wtedy odezwała się Abb.
- Może nam wszystko wyjaśnicie. Najlepiej po kolei. Zaczynając od samego poranku. – W jej głosie słyszałam wściekłość.
- To skomplikowane. – Sprostowałam.
- Tak bardzo skomplikowane, że przychodzimy do ciebie a ty biegasz po mieszkaniu w jeansach i staniku! Chwilę później słyszymy wrzask Hazzy! Ty idziesz do niego i nie wracasz! No i co ja robię? Idę tam! No i co ja widzę? Zszokowanego Hazzę, Louisa bez koszulki i ciebie! No i co to wszystko ma znaczyć?!
- Odzyskałam pamięć. – Powiedziałam cicho.
- Zajebiście! I dopiero teraz nam to mówisz?! – Darła się Abby.
- Abb, krzyki nic nie pomogą. Wszyscy dobrze wiemy, że jesteś zirytowana, ale to nie powód żebyś ciągle się darła. Tą sprawę da się rozwiązać w inny sposób. Możemy z nimi porozmawiać. – Próbował uspokoić Abby Liam.
- Spokojna.. To ja jestem! I nie będziesz mi mówił co mam robić!
- Okej. – Spłoszył się chłopak.
- Więc. – Zaczeła już spokojniej Abby. Podniosłam głowę i spojrzałam na nią. – Jak i kiedy odzyskałaś pamięć?
- Ja.. wczoraj. Poszłam na górę i całowałam się z Jake’em. No i zaczęło mi się wszystko przypominać.
- Całowałaś się z Jake’em?! – Wydarł się Louis. On też był już wściekły.
- Jakby to było coś istotnego! – Ja też już krzyczałam!
- No tak. Całujesz się z jednym, a rano przychodzisz do mnie. Co kosza ci dął? – Teraz to był już złośliwy.
- Louis! Uspokój się! To do niczego nie prowadzi! Chcę ci przypomnieć, że ty też nie jesteś święty! – Abb próbowała mu coś uświadomić. On tylko coś odmruczał. Miał obrażoną minę. – I co było dalej Cam?
- No i jak powiedział pan święty, przyszłam do niego rano.
- Czyli wasz poranek, to, że zastaliśmy was razem w łóżku to nie był przypadek? – Zapytał się Niall.
- Nie. Nie weszłam do pokoju Louisa przez przypadek.
- Więc. Dlaczego nam nie powiedzieliście wcześniej? – Abb kontynuowała swoje przesłuchanie.
- Bo pani Cam nie lubi jak ktoś wie o jej związkach. Lubi tajemnice.. – Lou dalej był złośliwy.
- A teraz wytłumaczcie mi sytuację tutaj w domu. – Moja przyjaciółka była już spokojniejsza.
- Jechałem z Cam tak dla zmyłki. – Boże czy on musiał to wszystko tłumaczyć? Ja zrobiłabym to o nieo lepiej. O ile w ogóle bym się odezwała. – Nasza droga pani nie chciała żebyście cokolwiek wiedzieli. Bo ona lubi trzymać ludzi w niepewności. Pojechaliśmy do niej. Że tutaj i piliśmy herbatę. Chciałem ją pocałować. Tak, nie przesłyszeliście się. No i nachyliliśmy się przez stół. Herbata wylała się i na mnie i na nią. Zdjęliśmy bluzki, były całe mokre od wrzątku. No i wtedy przyjechaliście wy. Ja się schowałem na górze. Przyszedł Harry i dalej historie znacie. Dziękuję za uwagę.
- I ja mam w to uwierzyć?! – Wydarła się Abby.
- Tak! – Krzyknęliśmy jednocześnie ja i Lou.
- Dobra, wyluzujcie. Co robimy? – Moja przyjaciółka miała już przyjazny ton głosu.
- Obejrzyjmy film. – Miles odezwała się po raz pierwszy podczas dzisiejszego dnia.
Miles i Abby wybrały Titanica. Harry się niezmiernie ucieszył. Siedziałam na jednym końcu pokoju, a Lou na drugim. Odkąd dowiedział się o moim pocałunku z Jake’em  nie odzywał się do mnie. No tak, ten fakt był obowiązkowy. Musiałam o nim powiedzieć. Czułam jak po moim policzku płyną łzy. Siedziałam sama na fotelu. Objęłam ramionami swoje kolana. Dopiero co odzyskałam chłopaka a już się z nim pokłóciłam. Takie cudy tylko ze mną. Mój smutek zauważyła Abby. Podeszła do mnie, usiadła na podłokietniku i przytuliła mnie. Nie wytrzymałam. Wstałam, ubrałam kurtkę, buty i wyszłam na dwór. Ruszyłam przed siebie. Nagle usłyszałam krzyk.
- Camila! Nie zachowuj się jak dziecko!
Odwróciłam się na pięcie. Stała za mną Abby. Odwróciłam się w drugą stronę. Ruszyłam przed siebie. Moja przyjaciółka podbiegła do mnie i złapała za nadgarstek. Chciałam iść przed siebie, ale ona mnie ciągnęła. Jęknęłam i odwróciłam się do niej. Zaczęła swoje przemówienie.
- Proszę cię! Nie zachowuj się jak dziecko. Właśnie okazujesz swoją słabość. I nie płacz już! – Otarła mi dłonią łzy z policzka. – Widzisz jakie czarne?
- Ehh, Abb ty nie rozumiesz.
- To mi wytłumacz może?
- Dopiero co go odzyskałam, zdałam sobie sprawę, że chcę z nim być, a już się kłócimy.
- Eh, Louis nie myśli. Jutro będzie ciebie przepraszał.
- A miał się nie dowiedzieć o tym pocałunku!
- Przepraszam, to przeze mnie.. Mogłam tak na was nie naskakiwać, byłoby spokojniej.
- To nie twoja wina. Może nie jesteśmy sobie pisani.
- Nie pieprz głupot! Wracamy do domu!
- No dobra.
Weszłyśmy do budynku. Zrzuciłam buty, kurtkę. Rzuciłam tylko krótkie ‘cześć’ osobom siedzącym w salonie. Wcześniej poinformowałam Abb, że jeśli chcą mogą przenocować. Ta powiedziała, ze chyba skorzystają z okazji, bo jest ciemno i nie chce jej się jechać do domu. Ruszyłam na górę. Weszłam do łazienki. Zrzuciłam z siebie wszystkie ubrania. Weszłam pod prysznic. Włączyłam wodę. Letni krople wody leciały po moim ciele. Czułam, że wszystkie smutki dnia dzisiejszego spływają ze mnie. Wiedziałam jednak, że jest to tylko chwilowe uczucie. Wyszłam, wytarłam się i ubrałam piżamę. Czułam się przytłoczona dniem dzisiejszym. Nie całym, ale większością dnia. Położyłam się i poczułam, ze mi go brak. Brak mi było koło mnie Louisa. Chciałam się do niego przytulić, pocałować go. Musiałam o nim ciągle myśleć? Ehh.. Najwidoczniej tak. Zasnęłam nie zastanawiając się co będzie jutro. Chciałam przestać się przejmować.

Rozdział pisany dwa dni… Wybaczcie, że taki cienki, ale ta historia się wypala, powoli, ale wypala. Mam jednak pomysł na to jak ożywić atmosferę! Planuje jeszcze minimum 20 rozdziałów.
Zostaw po sobie ślad! CZYTASZ=KOMENTUJESZ DLA CIEBIE TO TYLKO CHWILA, DLA MNIE MOTYWACJA!

3 komentarze:

  1. jak to historia jest cienka to ja jestem zakonnica kurwa, a na pewno nią nie jestem, to jest niesamowite ten rodział cudowny tak jak cały ten blog, w głębi duszy wiem że dobrze się skończy i mam taką nadzieję, to jest takie zajebiście cudne że już nie wiem co mam pisać tak mi słów brakuje na ten wspaniały blog, pisz dalej nie poddawaj się, pamiętaj że najważniejszy jest koniec, bo to ty dajesz życie bohaterom, ty planujesz co będzie dalej, nikt więcej, i pomyśleć że ty wymyśliłaś taką cudową historię to aż w głowie się nie mieści . . ty się nadajesz na pisarkę z takim talentem zajdziesz daleko . . życzę dużo weny, i postaram się komentować każdy rozdział . .
    A.S. ;P

    OdpowiedzUsuń
  2. Nonono, dziewczyno, widzę że znalazłam już zajęcie na weekend :D Przeczytałam dwie linijki tej części i już wiem że WARTO :D Więc biore się za czytanie od początku :D Prawie 50, podziwiam, na prawde :D Oby tak dalej :)
    A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że w ogóle to ktoś czyta i mam nadzieję, że tak będzie dalej.

      Usuń