poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Rozdział 55


*Cam*
Dostałam się do ścisłego finału. Simon pękał z dumy. Niedawno zaśpiewałam na scenie piosenkę, a teraz stałam koło mojego mentora i czekałam na wyniki. Cała się trzęsłam ze strachu. Mężczyzna to zauważył. Mężczyzna objął mnie ramieniem chcąc udzielić mi pocieszenia. Nie pomogło. Nadal czułam to przerażenie. Widziałam tylko jak woła kogoś zza sceny. Chwilę później zjawił się koło mnie Louis i objął ramieniem. Oparłam głowę na jego torsie. Wdychałam zapach jego nieziemskich perfum. To faktycznie mnie uspokajało. Sekundy znowu niemiłosiernie się dłużyły. Mimo, że nie chwaliłam sobie nigdy pracy z Simonem, chciałam wygrać. To byłby mój sukces. Taki pierwszy duży sukces. Nie chciałam całe życie żywić się na sławie mojego chłopaka. A że już byłam osobą rozpoznawalną to inna bajka. Dermot wszedł na scenę z kopertą. Moje serce zaczęło bić szybciej. Lou chyba to poczuł, bo przycisnął mnie mocniej do siebie. Zaczęłam wbijać swoje paznokcie w jego plecy. Rozrywanie papieru. Zamknęłam oczy. To co usłyszałam zszokowało mnie totalnie. Po moich policzkach zaczęły płynąć łzy. Mój chłopak przytulił mnie jeszcze mocniej. Nie mogłam w to uwierzyć. To nie mogła być prawda. Prowadzący przed chwilą wyczytał moje nazwisko. Wygrałam. Ukryłam twarz w dłoniach i uklękłam. Nikt nie wiedział zapewne o co mi chodzi. Płakałam, płakałam ze szczęścia. Simon cieszył się. Wygłaszał właśnie jakąś mowę, ja potrzebowałam chwili na ochłonięcie. Louis klęknął przede mną i objął mnie. Zaczęłam się śmiać. Wstałam i zaczęłam się po prostu śmiać. Dołączyła do nas reszta chłopaków. Wyściskali mnie. Kurde nie podejrzewałam siebie o to, że mogę wygrać. Dermot podszedł do mnie i zapytał się.
- Co teraz planujesz Cam? Wygrałaś X Factora!
- Nie wiem. Naprawdę nie mam zielonego pojęcia. Mam zamiar być szczęśliwa, cieszyć się wygraną, nagrać płytę, jechać w trasę. I co tam jeszcze sobie wymyślę. Jestem za młoda na planowanie przyszłości. Przynajmniej w pewnym stopniu. Nie wiem jak potoczy się moja kariera. Mogę skończyć za rok, mogę być wykonawcą jednej piosenki. Wszystko zależy od publiki. To jak będę śpiewała, jakim będę artystą. Bo nie śmie nazywać siebie gwiazdą. – Zaśmiałam się. – Na to jeszcze za wcześnie. Jestem wschodzącym artystą, który dostał szansę od losu. A to wszystko dzięki moim przyjaciołom. – Wskazałam na chłopaków. – Gdyby nie oni nie byłoby mnie tu dzisiaj. To oni wysłali moje zgłoszenie. Nie odważyłabym się tego zrobić. Dziękuję wam One Direction! Chciałabym również podziękować Simonowi, bo gdyby nie jego przygotowania – i ja i mój mentor uśmiechnęliśmy się szeroko – byłabym cienka. Fałszowałabym jak cholera. Ups, wybaczcie mi. I dziękuje również wszystkim uczestnikom tegorocznego X Factora, bo gdyby nie oni byłoby po prostu nudno.
- Ależ dziękujemy ci za tą jakże przekonującą mowę. – Dermot puścił do mnie oczko. – A co zamierzasz zrobić z wygranymi pieniędzmi?
- Nie wiem! Będę żyła chwilą, tak jakby nie było jutra. O tym co się stanie z moją kasa zapewne niedługo dowiecie się z brukowców. – Zaśmiałam się, ponownie.
- Dziękujemy wam za ten sezon. Był on przepełniony emocjami, napięciem, zabawnymi sytuacjami. Mam nadzieje, że i kolejny będzie równie niesamowity. – Prowadzący wygłosił mowę końcową i kamera zaczęła się oddalać.
Chwilę później poinformowano nas, że możemy iść za kulisy. To już koniec? To tak to wygląda? Louis obejmował mnie w tali. Gdyby nie on zapewne leżałabym już na glebie. Musiałam być rozmazana. Od razu porwały mnie stylistki. Zmyły ze mnie cały makijaż. Nie widzę do cholery jasnej Louisa! Gdzie one mi go porwały? Zerwały ze mnie, dosłownie, ubranie i nałożyły czarne rurki, czerwony top i czarną ramoneskę. Na stopy wcisnęły mi czerwone lity. Włosy upięły w jakiegoś koka. Wiem, że brzmi to dość skomplikowanie, ale przysięgam, że nie siedziałam tu dłużej niż pięć minut. Kobiety popchnęły mnie w stronę Simona, który stał z jakimś facetem. Podeszłam do nich, a mój mentor powiedział.
- Cam teraz udzielisz wywiadu tym panom. – Wskazał na kamerzystę i reportera. Stwierdzam to po tym, że miał mikrofon.
- Okej. – Powiedziałam niepewnym głosikiem. Wtedy podszedł do mnie facet z mikrofonem, a Simon wycofał się za kamerę.
- Stoję tutaj ze świeżo upieczoną finalistką tegorocznej edycji X Factora, Camilą Gier. – Pomachałam do kamery. – Powiedz nam, jak to się stało, że trafiłaś do programu.
- Zostałam postawiona przed faktem dokonanym. Przyjaciele wysłali za mnie zgłoszenie.
- Mówiąc o przyjaciołach mówisz o?
- O chłopakach z One Direction.
- Acha. Jaka była twoja reakcja gdy się o tym dowiedziałaś?
- Byłam w szoku. Miałam ochotę ich zabić. Później jednak Louis pomógł mi się przygotować do castingu i stwierdziłam, że to ma szansę wypalić.
- Okej. Dzisiaj stoisz tu już nie jako dziewczyna Louisa Tomlinsona, ale jako zwycięzca programu. Jak się z tym czujesz?
- Do tej pory nie mogę uwierzyć, że to jest prawda. Wydaje mi się, iż zaraz ktoś mnie zrzuci z łóżka i krzyknie ‘Nie drzyj się tak!’ No bo znając mnie wpadnę do domu i zacznę skakać, machać rękoma i piszczeć.
- Zaczyna się twoja kariera. Zaczynasz być piosenkarką. Boisz się?
- Wydaje mi się, że każdy boi się początków kariery. Boi się odrzucenia przez publiczność. Tego, że nie zostanie zaakceptowany. Więc, tak boję się.
- Dzięki wielkie za wywiad, powodzenia w karierze.
- Proszę bardzo i nie dziękuję.
Odeszłam od faceta. Znalazłam tylko Simona. Coś dziwnie się uśmiechał. Umówiłam się z nim na jutro na dziesiątą. Miałam się stawić u niego w biurze aby podpisać kontrakt. Miałam również poznać mojego menagera. Odeszłam od mentora i zaczęłam szukać chłopaków. Nigdzie ich nie widziałam. Uciekli gdzieś czy co? Nagle poczułam jakieś szarpnięcie do tyłu. Ktoś zakrył mi usta abym nie krzyczała, oczy abym nie widziała. Ta osoba robiła to jedną ręką. Inny człowiek złapał mnie za nogi. Owa dwójka zaczęła mnie gdzieś nieść. Chciałam się drzeć, przecież to porwanie, ale miałam zatkane usta. Stłumiłam więc krzyk w sobie. Usłyszałam otwierające się drzwi, drzwi samochodu. Zostałam położona, a w zasadzie rzucona na podłużną kanapę znajdującą się w limuzynie. Nie no porywacz miał chociaż klasę, woził mnie limuzynami. Na razie widziałam tylko jej dach. Porwali mnie, a nawet nie zostałam związana. Usiadłam na siedzeniu. To co zobaczyłam rozbawiło mnie do łez. Niall, Harry i Zayn siedzieli w czarnych garniturach i przyciemnianych okularach. Wyglądali jak gangsta. Zrobili jeszcze pozy typu ‘jestem bad boyem, powinnaś się mnie bać’. Ponownie wybuchłam śmiechem. Oni spojrzeli się na mnie z obrażonymi minami. W końcu się ich zapytałam.
 - Powiecie mi gdzie jadę?
- Nie. – Odparł krótko Harry.
- Louisa też uprowadziliście?
- Nie. – Jak ten lokers mnie wkurzał!
- To chociaż pogadajcie ze mną! Nudzi mi się.
- Nudziło ci się bez nas? – Usłyszałam głos blondynka.
- Nie, cieszyłam się, że się was pozbyłam. – Odpowiedziałam z sarkazmem. – Oczywiście głuptasie, że się nudziłam. A jeszcze te próby z Simonem. Masakra.
- Tego to ci nie zazdrościmy, a w zasadzie współczujemy. – Odezwał się mulat.
- Ale teraz doceniamy, że był taki wymagający. Dzięki niemu osiągnęliśmy sukces. – Lokers przestał być taki zimny.
- Dojeżdżamy na miejsce. – Odezwał się głos z szoferki.
- Nareszcie. – Powiedziałam.
Zatrzymaliśmy się. Chłopcy założyli okulary. Pierwszy wysiadł Harry, zaraz za nim Niall i Zayn. Odeszli gdzieś na bok. Chciałam już wysiadać gdy do auta swój łeb włożył Liam. Uśmiechnął się szeroko. Wyciągnął do mnie rękę. Złapałam go za nią i wysiadłam. Zaprowadził mnie do restauracji. Już nic przede mą nie ukryjecie. Coś kombinowali. Przy jednym z podwójnych stolików stał zdenerwowany Louis. No tak, mogłam się domyślić. Liam pchnął mnie w stronę mojego chłopaka. Byłam zdenerwowana? Ja byłam zdenerwowana randką z Louisem? Podeszłam niepewnie. Uśmiechnęłam się nieśmiało. Za mną stał ciągle Liam. Odwróciłam się aby przegonić go wzrokiem. Wyszedł z budynku. Dopiero wtedy uśmiechnęłam się do mojego chłopaka najszczerszym uśmiechem jakim mogłam obdarować człowieka. Nie wytrzymałam. Rzuciłam mu się na szuję i po raz kolejny dzisiaj zaczęłam go dusić. On się tylko śmiał. Złożyłam na jego ustach pocałunek. Namiętny. Nasze języki toczyły wojnę. Zapomniałam przez te kilka miesięcy jak smakują wargi Louisa! Oparłam głowę o jego tors. Znów wdychałam jego perfumy, cieszyłam się jego obecnością. Zaśmiał się gdy się od niego oderwałam. Spojrzałam w jego niesamowite, niebieskie oczy i zapytałam się.
- O co chodzi Tomlinson? Jak chcesz mogę wyjść.
- Po prostu, stęskniłem się. Długo cię nie widziałem.
- Dzisiaj już mieliśmy spotkanie.
- Ale to nie o to chodzi. Nie o takie publiczne. Teraz jesteśmy sami. – Widziałam błysk w jego oku.
- Siadamy? – Zapytałam.
- Jasne. – Lou podszedł i odsunął moje krzesło. Usiadłam.
- Jak tam trasa? Poznałam dzisiaj Kate.
- Trasa.. Niedługo sama zobaczysz jak to jest jechać gdzieś bez ukochanej osoby. – Zarumieniłam się. – I uwierz mi, nie będziesz chciała więcej wybierać się w taką podróż. Choć ciebie czeka zapewne tylko trasa po UK. Niecały miesiąc i wrócisz.
- Na szczęście. Nie wytrzymałabym dłużej bez ciebie.
- A teraz to co? Półroczna trasa. Jesteśmy tylko na tydzień. No trochę ponad. Pierwszy koncert gramy drugiego stycznia.
- Sylwestra spędzimy razem?
- Tak. A tak poza tym to pierwszy koncert po przerwie gramy w Londynie.
- A potem jedziecie znowu w świat. Na kolejne trzy miesiące.
- A ty jedziesz na miesiąc. Wpadną jeszcze urodziny Hazzy. Też je spędzamy w Londynie.
- Na szczęście wypadają takie dni. A potem wrócicie. I znowu będzie jak dawniej. Tylko, że i ja już będę tropiona przez brukowce. – Zaśmiałam się.
- Może coś zamówimy?
- Jasne.
Ja wybrałam klasyczne spaghetti, a Louis ravioli z grzybami. W pewnym momencie zauważyłam, że chłopak zaczyna być niespokojny. Notorycznie spogląda pod stół gdzie znajduje się jego lewa ręka. Do owego miejsca nagle zaczął się cieszyć. Byłam zainteresowana co go tak rozbawiło. Włożyłam głowę pod stół. Ten baran miał czelność na randce pisać SMS’y. Delikatnie mówiąc wkurzona wstałam energicznie zasunęłam krzesło i ruszyłam w stronę drzwi. Otworzyłam je i zatrzasnęłam z impetem. Genialnie! Nie stoi żadna taksówka. A ten idiota chyba nawet nie zauważył mojego wyjścia. Zrezygnowana - dodam, że nie wiedziałam gdzie jestem – ruszyłam chodnikiem. Oj byłam wkurzona. No sorry, nie widzieliśmy się od trzech miesięcy, a on na naszej pierwszej od dłuższego czasu randce pisze sobie w najlepsze SMS’y. Tępić takich baranów. Nagle usłyszałam czyjeś kroki za sobą. On biegł. Ciekawe czy fryzurka mu się nie rozwali. Złapał mnie za ramię. Zrzuciłam energicznie jego dłoń i przyspieszyłam krok. Wtedy stanął przede mną i z zdezorientowaną miną zapytał się.
- Co się stało?
- Się jeszcze pytasz?! – Wydarłam się i go wyminęłam.
- Ale! Cam! Co cię wkurzyło?
- Zadzwoń jak skończysz pisać SMS’y! – Krzyknęłam i ruszyłam przed siebie. Widocznie go troszkę wkurzyłam.
Ale jeśli porównać tu skalę wkurzenia to tą bardziej wkurzoną osoba byłam ja. Nie znałam ulic w tej części Londynu. Niedługo doszłam jednak do ulicy, którą znałam aż za dobrze. Nie miałam innego wyboru, musiałam tu zajść. W oknach paliło się światło, słyszałam głośną muzykę. Wiedziałam, że pukanie nie ma sensu więc weszłam. Stanęłam w przejściu, oparłam się o ścianę. Patrzyłam co robią ci idioci. Mam oczywiście na myśli Hazzę, Zayna, Liama, Nialla, Abby i Miles. Tak, przeprowadziła się do Londynu. Pomieszkiwała sobie w moim domu. A wracając do tych wariatów. Odwalało im, totalnie. Urządzili sobie bitwę na poduszki. Nie zauważyli mojego przyjścia. Wybuchłam śmiechem. Usłyszeli mnie. Dziewczyny rzuciły się na mnie i zaczęły mnie dusić, gratulować, wszystko na raz. Ja się tylko śmiałam. Natomiast chłopacy patrzeli się na mnie zdezorientowanym wzrokiem. W końcu Liam się odezwał.
- Wróciliście wcześniej?
- Ja wróciłam wcześniej.
- Dlaczego? – Zapytała zszokowana Abby.
- Louisa się zapytajcie. – Byłam wkurzona. Idę spać. – Macie wolny pokój?
- Miles śpi w gościnnym, ale możesz iść do Louisa. – Odezwał się loczek. Spiorunowałam go wzrokiem.
- Nie, dzięki. Pójdę do Nialla. Mogę?
- Jasne. – Wiedziałam, że blondynek się zgodzi.
Poszłam na górę. Pożyczyłam od Niallera jedną z jego koszulek. Weszłam do łazienki. Ogarnęłam się i położyłam się w ciepłym łóżku przyjaciela. Byłam wykończona. Zasnęłam w ciągu kilku minut.

*Abby*
Już mogę otwarcie stwierdzić, że spiorę Louisowi dupę. Odkąd Cam przyszła wszyscy się uspokoili. Toć plany były takie, że mieli skończyć w domu Cam. O nie. I BooBear zapomniał chyba o kilku szczegółach dzisiejszej randki. Mieli jutro razem wyjechać! Rrrr.. Chłopacy też byli wkurzeni. Widziałam to po ich minach. I wtedy usłyszeliśmy otwierające się drzwi. Od razu wstałam i zbulwersowana ruszyłam w stronę Louisa. Zanim jednak doszłam doskoczył do mnie Liam i złapał za ramiona. Louis był nieźle wkurzony. Smutny? Nie wiem jak go określić. Chciałam go zabić. Stałam przed nim. Zacisnęłam ręce w pięści. Już miał oberwać prawy sierpowy.. gdyby nie Liam. Złapał moją rękę dwa centymetry od twarzy pasiaka. Wszystko się we mnie gotowało.
- Abby nie warto. – Wyszeptał mi do ucha mój chłopak. Kolejne zdanie skierował do Louisa. – A pana zapraszam na rozmowę. – Usiedliśmy w salonie. – Czekam na wyjaśnienia.
- Ale czego? Wszystko okej. – BooBear próbował się bronić. Taa, jasne.
- Louis, przyszła to Cam. – Powiedział spokojnie Daddy. Pasiak schował twarz w dłoniach. – Nie chciała nam powiedzieć co się stało. Odesłała nas z tym do ciebie. Więc czekam na wyjaśnienia. My tu na głowie stawaliśmy, żeby wasza dzisiejsza randka była idealna. Co się stało.
- Jak zwykle wszystko spieprzyłem.
- Ale co zrobiłeś? – Dopytywał się Liam. Jedyna spokojna osoba z towarzystwa.
- Pisałem SMS’y.
- Louis kurwa zajebię cię! – Wydarłam się. Nie mogłam już usiedzieć na miejscu.
- Abb, spokojnie. Cam jeszcze obudzisz. – Mój chłopak mnie uspokajał.
- No i co mam zrobić? – Louis ty kretynie.
- Przeprosić ją! Błagać na kolanach o wybaczenie! Kretyn. – To ostatnie słowo mruknęłam pod nosem.
- Przesuniemy wasz wyjazd o jeden dzień. Tyle masz czasu żeby się z nią pogodzić. – Nazywam się rozsądny pan Liam Payne.
- Inaczej będziesz miał ode mnie i Miles wpierdol. – Le agresywna ja.
- Co?! Ja się w to nie mieszam. – Miles protestowała. Spojrzałam na nią moim groźnym wzrokiem. – Tak. Wpierdol.
Louis odrzucił głowę do tyłu i zaczął gapić się w sufit. Miałam teraz ochotę wstać i spuścić mu wpierdol. Nosiło mnie. Gdyby nie Liam już rzuciłabym mu się do gardła. Kretyn! Tyle mogę powiedzieć. A te SMS’y zapewne pisał z Katie. Tak, miałam okazję ją dzisiaj poznać. Nie polubiłyśmy się. Gdy przyjechaliśmy do chłopaków zrobiłam mały wywiad na jej temat. Nikt poza Hazzą i Louisem za nią nie przepadał. Stwierdzili, że ona leci na pasiastego. Z moich przemyśleń wyrwał mnie dźwięk. Ktoś schodził po schodach. Nie mógł być to nikt inny jak tylko Camila. Przecierała zmęczone oczy. Nie zauważyła Louisa, bo stanęła koło mnie i zaczęła.
- Co wy się tak drzecie. Spać w tym domu nie można? Nawet Bo… - W tej chwili urwała bo zobaczyła Louisa. – Bo ja pójdę spać. – Powiedziała i ruszyła na górę. Zaraz za nią poszedł Lou. 



Wybaczcie mi, że przez kilka dni nie dodawałam rozdziałów. Wiecie, święta. Poza tym nie mam nic w zapasie. To dzisiaj posiedzę i popiszę. Niestety kontynuacja moze was nie zachwycić. Powiem jedyne tyle. Możecie być rozgoryczone przy kolejnych rozdziałach. Katie to suka. Uparcie dąży do swojego, choć tego nie okazuje. No i nasz Lou ją niestety polubił! Namiesza nam jeszcze w związku Lou i Camili. I tak, Boo pisał SMS'y własnie z nią! O czym to dowiecie się. No a wracając, namiesza. Ale i Alex jest od namieszania. Oj, chyba za dużo powiedziałam. A jak wam się podoba rozdział?
Zostaw po sobie ślad! CZYTASZ=KOMENTUJESZ DLA CIEBIE TO TYLKO CHWILA, DLA MNIE MOTYWACJA!

1 komentarz:

  1. Ja mam nadzieje ze wszystko sie ułoży że będą razem szczęśliwi, mówie o louisie i cam, oni są dla siebie stworzeni, niech beda razem, prosze . .
    A.S. ;P

    OdpowiedzUsuń