czwartek, 28 marca 2013

Rozdział 53.



Siedziałam już w samolocie. Dochodziła północ. Padałam na twarz, a jednak nie mogłam zasnąć. Czuwałam. Czemu port Angeles było aż tak daleko ja się pytam. Oparłam głowę na zagłówku. Abby spała praktycznie od początku lotu. No tak, to mi się musiało nudzić. Włączyłam sobie wi-fi w telefonie i zaczęłam przeglądać neta. Na początku twitter. Od razu rzuciło mi się w oczy zdjęcie Louisa, które kilka minut temu wrzucił Zayn. Marchewkożerca siedział ze swoim przysmakiem w zębach i z laptopem na kolanach. Wstawiłam na tablicę twitta:.
J (Ja):‘One Direction! A wy co jeszcze nie spicie? Do łóżek! Jutro pierwszy koncert!’
Od razu odpowiedział mi Loueh.
Lo (Louis): ‘A ty co tak późno siedzisz? My tu ćwiczymy. Wzmacniamy głosy.’
J: ‘Ta, już ja widzę te wasze wzmacnianie. To kto przegrywa w Fifę?’
N (Niall): ‘Zayn!’
Lo: ‘Nialler siedź cicho bo się wyda! A ty mi jeszcze nie odpowiedziałaś co robisz tak późną pora.’
J: ‘Lecę.’
Z (Zayn): ‘Gdzie? Do nas?’
J: ‘Do mamy. Odwiedzam ją.’
Lo: ‘To życzę miłego pobytu. Może i nas odwiedzisz..’
J: ‘Jak się nie dostanę wsiadam w pierwszy lepszy samolot i lecę do was!’
Z: ‘O jaka napalona! Lou nie zadowoliłeś jej tej ostatniej nocy chyba..’
N: ‘Hahaha.. Zayn.. Szczere. Louis się obraził.’
J: ‘Loueh, odezwij się! Tak tu pusto bez ciebie.’
Lo: ‘Odzywam się. ‘
J: ‘Loueh.. Nie zostawiaj mnie na ich pastwę!’
Li (Liam): ‘Dołączam!’
J: ‘O matko.. To gdzie Hazza?’
Li: ‘Śpi. Miał dzisiaj bliskie spotkanie z fanką.’
J: ‘Co się stało?’
Lo: ‘Nasza fanka pobiła Hazzę! Rzuciła się na niego krzycząc: On jest mój!’
J: ‘Loueh wrócił!’
Li: ‘Ale bardzo nam przykro. Musimy zwijać. Dzisiaj pierwszy koncert.’
J: ‘No to dobranoc chłopaki. XOXO.’
Lo: ‘Pa kochanie. XOXO.’
N: ‘Dobranoc Cam.’
Z: ‘Dobranoc.’
Li: ‘Pa. Ucałuj ode mnie Abby.’
Skończyliśmy pisać. Oni zapewne poszli spać. Znowu zaczęłam się nudzić. Pisałam z nimi godzinę. Jeszcze trzy do końca lotu. Byłam zmęczona, ale nie mogłam zasnąć. Włączyłam sobie muzykę. Ze słuchawek leciało The Fray – Look after you. Nawet nie wiem kiedy zaczęłam śpiewać. Uśmiechnęłam się pod nosem. Może ją spróbuję zaśpiewać. W zasadzie umiałam grać na gitarze. Jednak leżała ona już bardzo długo w domu mojej mamy. Musiałabym sobie przypomnieć chwyty. No trudno, trzeba to zrobić. Siedziałam i nudziłam się kolejne godziny. Nareszcie stewardessa poinformowała nas, że zaraz lądujemy. Zapięłam pasy. Kilkanaście minut później czekałyśmy już na swoje bagaże. Byłam padnięta. Zasnę w samochodzie. Walizki do nas dojechały. Poszłyśmy szukać mojej mamy. Nie mogłam jednak spokojnie przejść przez lotnisko. Podbiegło do mnie kilka dziewczynek w wieku 12-15 lat. Poprosiły o autograf. Resztką sił coś tam im nabazgrałam na kawałku kartki. Widziałam, że to samo uczyniła moja przyjaciółka. O tej godzinie nie było za dużo ludzi na lotnisku. Moja mama zaczęła nam machać jak wariatka. Podbiegła do nas i mocno uścisnęła. Oczy wyskoczyły mi na wierzch. Pobiegłyśmy, dosłownie, do auta mojej mamy. Ja walnęłam się na tylnie siedzenie, a Abb usiadła z przodu. Ona chociaż trochę spała! No tak, nie moja wina, że nie mogłam zasnąć. Podciągnęłam kolana pod brodę i zasnęłam.
- Cammie! Wstawaj! – Obudziło mnie szturchanie mojej przyjaciółki.
- Co? Gdzie? Jak?
- Już dojechałyśmy. Chodź, wyśpisz się w łóżku.
- Okej.. Nie wyspałam się.
Poszłyśmy do domu. Od razu, bez sciągania butów skierowałam się do swojego pokoju. Położyłam się chyba nawet w nich. Masakra. Zasnęłam jednak momentalnie. Śnił mi się bootcamp. Nie umiałam tańczyć.. Nie umiałam śpiewać. Tak nagle straciłam głos. Masakra. Simon się na mnie dziwnie patrzył, jakby czegoś oczekiwał. Wróciłam do domu. Nie chciałam z nikim rozmawiać. Miałam depresję. Nikt nie mógł do mnie dotrzeć. Ciągle płakałam. Czy to mnie czekało jeśli się nie dostanę? Przecież jestem świetna. Za wysoka samoocena Cam. Chyba jestem świetna. Zerwałam się przerażona. Byłam w ubraniach. Zrzuciłam je z siebie i poszłam do łazienki. Wzięłam zimny prysznic. Skutecznie mnie obudził. W łazience nadal wisiał mój ulubiony satynowy szlafroczek. Wróciłam do pokoju. Stanęłam przed oknem. Pogoda dzisiaj była straszna. Jak zwykle pochmurno. Dobrze, że nie padał deszcz. Wysuszyłam włosy i zaczęłam szukać czegoś do ubrania. Granatowe rurki i jedyna bluza, którą wzięłam w pośpiechu. Czerwona bluza z napisem KEEP CALM AND LOVE LOUIS TOMLINSON. No spoko, naciągnęłam ją na siebie i zeszłam na dół. Wstawiłam wodę na kawę i usiadłam na blacie. Była godzina dziesiąta. Mama w pracy, a Abby jeszcze śpi. Faktycznie na stole leżała kartka, na której napisane było: Cam, ja jestem w pracy. Jedzenie macie w lodówce, pieniądze na komodzie. Chata wolna do 19! Całuski. Mama. Genialnie. Czyli wbijamy dzisiaj na do Miles. Na pewno się ucieszy. Woda się zagotowała. Zalałam kawę. Zrobiłam od razu dwie, bo wiedziałam, że i Abb za chwilę do mnie dołączy. Machałam nogami, które nie sięgały podłogi. Chwile później usłyszałam kroki mojej przyjaciółki. Uśmiechnięta podałam jej kubek kawy. Wzięła go i wypiła jednym duszkiem. Oparła się o blat i zapytała się mnie.
- To co dziś robimy? Jakieś plany? Kino? Kręgle? Teatr?
- Nic z tych rzeczy, mam ciekawszą propozycję.
- Mianowicie?
- Wbijamy do Miles.
- Ona o tym wie?
- Nie, ale się dowie. Spokojnie ma czas.
Godzinę później wyszłyśmy z domu. Musiałyśmy całą drogę przemierzyć spacerkiem. No bo nie będę ciągała za każdym razem swojego samochodu tutaj. A nie było dzisiaj znowu aż tak zimno. Delikatny wiaterek rozwiewał moje włosy. Założyłam kaptur. To samo uczyniła Abby. Kilka minut później byłyśmy pod domem mojej przyjaciółki. Stanęłyśmy przed drzwiami i głośno zapukałyśmy. Chwilę później zjawiła się Miles. Była zaspana. Gdy nas zobaczyła zrobiła wielkie oczy i zaczęła piszczeć. Rzuciła nam się w objęcia i zaczęłyśmy skakać. Zaprosiła nas do domu.

*Miles*
Nie mogłam uwierzyć, że to Cam i Abby. Przecież one powinny być w Londynie i przygotowywać moją przyjaciółkę do X Factora. Mimo wszystko cieszyłam się, że są tutaj. Skakałam jak jakaś wariatka. Nie widziałyśmy się zaledwie miesiąc. Właśnie dostałam SMS’a od Hazziego. ‘Już wstałaś? Jakie plany na dzisiaj? XOXO. H.’ Odpisałam mu. ‘Na razie siedzą u mnie dziewczyny, a potem nie mam pojęcia co będę robiła. XOXO. M.’ Siedziałyśmy u mnie w pokoju, na moim łóżku. No w końcu się odezwałam.
- Co wy mi taką nagłą niespodziankę zrobiłyście? – One tylko wzruszyły ramionami. – Co was sprowadza do Port Angeles?
- Nuda. – Powiedziała krótko Abby.
- A no zapomniałam, że chłopaki są w trasie. – Doskonale o tym wiedziałam.
- Jestem na pół roku skazana na samotność. – Powiedziała pokręcona.
- Miles, bo ja miałabym dla ciebie propozycję, ale nie wiem czy ty chcesz. – Zaczęła Cam.
- Zamieniam się w słuch.
- Wiesz, Abb zostałaby sama te pół roku. Mama nie pozwoli jej się tu przeprowadzić.
- Ale po co miałaby się tu przeprowadzać?
- Aby spędzić więcej czasu z tobą. – Nie ogarniam. – Dobra walnę prosto z mostu. Nie chciałabyś zamieszkać w Londynie?
- Ja.. Nie wiem. Daj mi to przemyśleć. – Powiedziałam zszokowana.
- Okej. – Moja przyjaciółka wyglądała na rozczarowaną.

*Lou*
Siedziałem z chłopakami w Tourbusie. Nudziło mi się. Próby mieliśmy zacząć dopiero za kilka godzin. Do Cam nie zadzwonię, bo znając życie jest czymś akurat zajęta. Postanowiłem się przejść po Sali, na której dziś mamy zagrać nasz pierwszy koncert. Telebimy i wszystko jechało w ciężarówkach wraz z monterami, oświetleniowcami i w ogóle. Budynek był wielki. Wszędzie kręcili się jacyś ludzie. Scena już dawno była rozstawiona. Reflektory zawieszone. Telebimy postawione. Więc dlaczego nie mogliśmy zacząć próby? Na schodach, części naszej scenografii dostrzegłem młodą dziewczynę. Wyróżniała się spośród tłumu. Miała fioletowe włosy, które lekko zakrywała niebieska smerfetka. Ubrana była w oliwkowe bojówki, biały obcisły t-shirt. Na stopach miała czarne vansy. Wyglądała dziwnie. Nagle schowała twarz w dłoniach jakby zaraz miała się popłakać. Widziałem ją pierwszy raz. Podszedłem do niej i usiadłem obok. Słyszałem jej szlochanie. Czyli się czymś smuciła. Dotknąłem ręką jej ramienia i zapytałem się.
- Co się stało?
- No bo do cholery jasnej nic nie działa! Żadna lampka nie chce się zapalić! A dlaczego? Bo te barany porwały kable na ostatnim koncercie. Zapasowych nie mamy.. – Twarz wciąż miała ukrytą.
- Jakie barany? Widzę tylko ludzi.
- No poprzedni oświetleniowcy! Nie dość, że pierwszy raz jestem w trasie z jakimś zespołem to jeszcze wszystko się jebie! Zwolnią mnie jak nic! Powinnam sprawdzić to okablowanie przed wyjazdem.
- Nie zwolnią cię, oni tacy nie są. To też ludzie.
- Tak! Pójdę do sławnego na cały świat One Direction i powiem: No wiecie co tak przez przypadek nie sprawdziłam kabli przed trasą. I teraz koncert nie może się odbyć!
- Trzeba zadzwonić do kogoś. Mamy do koncertu jeszcze kilka godzin.
- Łatwo ci mówić. Ty nie jesteś za to wszystko odpowiedzialny. – Podniosła głowę i spojrzała na mnie. Miała zszokowaną minę. – O kurwa..
- Miło mi, Louis jestem.
- K-k-k-k-k-katie. – Powiedziała łamiącym się głosem.
- Jak to się stało, że taka młoda osoba jak ty dostała taką pracę. Bo ile ty masz lat?
- Dwadzieścia. Skończyłam szkołę energetyczną. Mam doświadczenie. Robiłam za oświetleniowca w teatrze.
- Teatr, jak to staro brzmi. Teraz wszyscy chodzą do kina. Magia wystawania spektaklu na scenie zniknęła. Nie czujesz tego, bo nie widzisz tych emocji, dynamiki. Filmy są coraz sztuczniejsze. – Wyjąłem z portfela wizytówkę znajomego z okolicy. – Zadzwoń do niego. Pomoże ci.
- Ale jak?
- No normalnie. Załatwi ci te kable. Nie ma za co!
- Dzięki!
Wróciłem do Tourbusa. Chłopacy siedzieli jak wcześniej. Nic nie robili, ale to u nich standard.  Wszyscy byliśmy zmęczeni. Dzisiaj pierwszy koncert. Nienawidziłem tras koncertowych, ale decydując się na tę karierę musiałem być o tym świadomy. Lubiłem gdy fanki piszczały na mój widok.  Nie ukrywam, że wówczas ledwo słyszałem, ale miałem satysfakcję z tego, że komuś podoba się to co robię. Trasy koncertowe miały być zwieńczeniem tego wszystkiego, ale również czas rozstania z rodziną, bliskimi. Niby miałem przy sobie chłopaków, ale tam została Camila. Moja piękna. Nagle Hazza przerwał moje głębokie rozmyślania.
- To wreszcie się stanie! Nie będą nas dzieliły tysiące mil. – Chłopak wykonał taniec szczęścia i dopiero zauważył, że gapimy się na niego jak na idiotę. Usiadł i się zapytał. – No co?
- Kto jest pechową wybranką? – Zapytał się go Zayn wystawiając przy tym język.
- Nie muszę wam o niczym mówić! Dowiecie się w swoim czasie.
- No Hazzie nie bądź taki wredny! Zdradź nam te pikantne szczegóły twojego nowego romansu! – Mówiłem do niego błagalnym głosem.
- Nie!
- Haroldzie. No prosimy ciebie bardzo. Zdradź nam chociaż kiedy się poznaliście! – Do akcji wkroczył Liam.
- Jak byliśmy z dziewczynami w Port Angeles.
- Miles?! – Krzyknąłem zdziwiony.
- Nie no! A miałem nikomu nie mówić!
- Lokers! Zacznij myśleć! Ile razy byliśmy w Port Angeles? Ile dziewczyn tam poznałeś? No tak, jedną. To co jesteście razem? – Dopytywał się Zayn.
- Nie, jesteśmy przyjaciółmi. – Odpowiedział smutny Harry.
- Na razie. A teraz zejdźcie z Hazzy. Louis tłumacz się gdzie byłeś.
- Odwiedziłem naszych pracowników na Sali. Mieli małe usterki, ale im pomogłem.
- Jest w tym roku ktoś ciekawy wśród tego towarzystwa? – Zapytał znudzony Niall.
- Tak. Wiecie, że nasz oświetleniowiec ma fioletowe włosy?
- Jaki kretyn.. Ja bym swoich nigdy tak nie pomalował. – Zaczął się śmiać Zayn.
- To ona. Ona ma fioletowe włosy.
- Babka oświetleniowiec, ostro.
Pokręciłem tylko głową i walnąłem się na łóżko. Chłopcy zaczęli spekulować na temat tego jaka ona jest. Czy ostra, czy słodka, czy też zabawna. Wszyscy ciągle gadali, oprócz Nialla, który non stop coś jadł. Katie wydawała się być miła. Uśmiechnąłem się na wspomnienie spotkania z nią. Pierwszego spotkania z naszym nowym oświetleniowcem. Musiała być też szalona. Te jej włosy. Fiolet. Nie każdy odważyłby się na taką zmianę wizerunku. Ona najwyraźniej lubiła się wyróżniać z tłumu. Była na swój sposób piękna. Inna. Louis o czym ty myślisz! Ty masz dziewczynę! Kobietę, z którą jesteś szczęśliwy! Camilę, która jest od ciebie tysiące kilometrów. Tak daleko. A dlaczego by nie spróbować? Mały romans jeszcze nikomu nie zaszkodził, chyba. Ogarnij się Louis! Masz być wierny. Nie ma szansy na skok w bok. Już cię Liam przypilnuje. Chyba. Albo lepiej poprosić o przypilnowanie Hazzę? Liam jest już też osobą wątpliwą. On zdradził Abby. Tak. Hazza to lepszy wybór.

*Camila*
Wracałyśmy do domu. Chciałam napisać do Lou, ale dziewczyny nie dały mi na to ani chwili. Ciągle mnie ciągały, zagadywały. Kilka razy nawet dostrzegłam błysk fleszy. Jeszcze nie dostałam się do X Factora, a już o mnie głośno. Nie z powodu programu, a statusu związku. Dziewczyna Louisa Tomlinsona. Już widzę jutrzejsze nagłówki. Daleko od siebie, a jednak blisko. Camila Gier w bluzie od Louisa. Tak, nawet o tym brukowce skądś wiedzą. Doszłyśmy do mojego domu. Byłam zmęczona. Rzuciłam się na kanapę, nawet nie ściągając butów. Wzięłam do ręki pilota i zaczęłam szukać czegoś ciekawego. Standard. Mimo dziewięciuset programów, nawet na tych muzycznych nic nie było. Odchyliłam głowę do tyłu. Zaczęłam wpatrywać się w sufit. Był niesamowicie biały. Śnieżno biały. Zaśmiałam się zauważając o czym myślę. W telewizji zaczęła lecieć na żywo audycja z koncertu chłopaków. Poszłam do kuchni po kilka marchewek i wróciłam do dziewczyn. Zaczęłam z zainteresowaniem patrzyć się w ekran telewizora. Nie tylko ja. Chłopcy zaczęli od piosenki Live while we’re young. Ja żałowałam, że nie mogę tam być.

Wybaczcie mi, że rozdział taki krótki, ale nie miałam pomysłu jak to opisać. Powiem wam jedynie tyle, że pomiędzy tym a następnym będzie dość spory przeskok czasu. Jak wam się podoba Katie? W zakładce 'Bohaterowie' pojawiła się nowa, a w zasadzie dwie nowe postacie.
Zostaw po sobie ślad! CZYTASZ=KOMENTUJESZ DLA CIEBIE TO TYLKO CHWILA, DLA MNIE MOTYWACJA!

2 komentarze:

  1. Super! Mam nadzieje ze tym razem Lou nie zdradzi Cam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. właśnie żeby louis nie zdradził cam oni do siebie pasują, albo zrób tak żeby po x-factor ona pojechała do niego bo będzie miała 2 tygodnie przerwy i znów będą razem a on ma jej nie zdradzić . !
    A.S. ;P

    OdpowiedzUsuń