Siedziałam już w samolocie. Dochodziła północ. Padałam na
twarz, a jednak nie mogłam zasnąć. Czuwałam. Czemu port Angeles było aż tak
daleko ja się pytam. Oparłam głowę na zagłówku. Abby spała praktycznie od
początku lotu. No tak, to mi się musiało nudzić. Włączyłam sobie wi-fi w
telefonie i zaczęłam przeglądać neta. Na początku twitter. Od razu rzuciło mi
się w oczy zdjęcie Louisa, które kilka minut temu wrzucił Zayn. Marchewkożerca
siedział ze swoim przysmakiem w zębach i z laptopem na kolanach. Wstawiłam na
tablicę twitta:.
J (Ja):‘One Direction! A wy co jeszcze nie spicie? Do
łóżek! Jutro pierwszy koncert!’
Od razu odpowiedział mi Loueh.
Lo (Louis): ‘A ty co tak późno siedzisz? My tu ćwiczymy.
Wzmacniamy głosy.’
J: ‘Ta, już ja widzę te wasze wzmacnianie. To kto
przegrywa w Fifę?’
N (Niall): ‘Zayn!’
Lo: ‘Nialler siedź cicho bo się wyda! A ty mi jeszcze nie
odpowiedziałaś co robisz tak późną pora.’
J: ‘Lecę.’
Z (Zayn): ‘Gdzie? Do nas?’
J: ‘Do mamy. Odwiedzam ją.’
Lo: ‘To życzę miłego pobytu. Może i nas odwiedzisz..’
J: ‘Jak się nie dostanę wsiadam w pierwszy lepszy samolot
i lecę do was!’
Z: ‘O jaka napalona! Lou nie zadowoliłeś jej tej
ostatniej nocy chyba..’
N: ‘Hahaha.. Zayn.. Szczere. Louis się obraził.’
J: ‘Loueh, odezwij się! Tak tu pusto bez ciebie.’
Lo: ‘Odzywam się. ‘
J: ‘Loueh.. Nie zostawiaj mnie na ich pastwę!’
Li (Liam): ‘Dołączam!’
J: ‘O matko.. To gdzie Hazza?’
Li: ‘Śpi. Miał dzisiaj bliskie spotkanie z fanką.’
J: ‘Co się stało?’
Lo: ‘Nasza fanka pobiła Hazzę! Rzuciła się na niego
krzycząc: On jest mój!’
J: ‘Loueh wrócił!’
Li: ‘Ale bardzo nam przykro. Musimy zwijać. Dzisiaj
pierwszy koncert.’
J: ‘No to dobranoc chłopaki. XOXO.’
Lo: ‘Pa kochanie. XOXO.’
N: ‘Dobranoc Cam.’
Z: ‘Dobranoc.’
Li: ‘Pa. Ucałuj ode mnie Abby.’
Skończyliśmy pisać. Oni zapewne poszli spać. Znowu
zaczęłam się nudzić. Pisałam z nimi godzinę. Jeszcze trzy do końca lotu. Byłam
zmęczona, ale nie mogłam zasnąć. Włączyłam sobie muzykę. Ze słuchawek leciało The Fray – Look after you. Nawet nie
wiem kiedy zaczęłam śpiewać. Uśmiechnęłam się pod nosem. Może ją spróbuję
zaśpiewać. W zasadzie umiałam grać na gitarze. Jednak leżała ona już bardzo
długo w domu mojej mamy. Musiałabym sobie przypomnieć chwyty. No trudno, trzeba
to zrobić. Siedziałam i nudziłam się kolejne godziny. Nareszcie stewardessa
poinformowała nas, że zaraz lądujemy. Zapięłam pasy. Kilkanaście minut później
czekałyśmy już na swoje bagaże. Byłam padnięta. Zasnę w samochodzie. Walizki do
nas dojechały. Poszłyśmy szukać mojej mamy. Nie mogłam jednak spokojnie przejść
przez lotnisko. Podbiegło do mnie kilka dziewczynek w wieku 12-15 lat.
Poprosiły o autograf. Resztką sił coś tam im nabazgrałam na kawałku kartki.
Widziałam, że to samo uczyniła moja przyjaciółka. O tej godzinie nie było za
dużo ludzi na lotnisku. Moja mama zaczęła nam machać jak wariatka. Podbiegła do
nas i mocno uścisnęła. Oczy wyskoczyły mi na wierzch. Pobiegłyśmy, dosłownie,
do auta mojej mamy. Ja walnęłam się na tylnie siedzenie, a Abb usiadła z
przodu. Ona chociaż trochę spała! No tak, nie moja wina, że nie mogłam zasnąć.
Podciągnęłam kolana pod brodę i zasnęłam.
- Cammie! Wstawaj! – Obudziło mnie szturchanie mojej
przyjaciółki.
- Co? Gdzie? Jak?
- Już dojechałyśmy. Chodź, wyśpisz się w łóżku.
- Okej.. Nie wyspałam się.
Poszłyśmy do domu. Od razu, bez sciągania butów
skierowałam się do swojego pokoju. Położyłam się chyba nawet w nich. Masakra.
Zasnęłam jednak momentalnie. Śnił mi się bootcamp. Nie umiałam tańczyć.. Nie
umiałam śpiewać. Tak nagle straciłam głos. Masakra. Simon się na mnie dziwnie
patrzył, jakby czegoś oczekiwał. Wróciłam do domu. Nie chciałam z nikim
rozmawiać. Miałam depresję. Nikt nie mógł do mnie dotrzeć. Ciągle płakałam. Czy
to mnie czekało jeśli się nie dostanę? Przecież jestem świetna. Za wysoka
samoocena Cam. Chyba jestem świetna. Zerwałam się przerażona. Byłam w
ubraniach. Zrzuciłam je z siebie i poszłam do łazienki. Wzięłam zimny prysznic.
Skutecznie mnie obudził. W łazience nadal wisiał mój ulubiony satynowy szlafroczek.
Wróciłam do pokoju. Stanęłam przed oknem. Pogoda dzisiaj była straszna. Jak
zwykle pochmurno. Dobrze, że nie padał deszcz. Wysuszyłam włosy i zaczęłam
szukać czegoś do ubrania. Granatowe rurki i jedyna bluza, którą wzięłam w
pośpiechu. Czerwona bluza z napisem KEEP
CALM AND LOVE LOUIS TOMLINSON. No spoko, naciągnęłam ją na siebie i zeszłam
na dół. Wstawiłam wodę na kawę i usiadłam na blacie. Była godzina dziesiąta.
Mama w pracy, a Abby jeszcze śpi. Faktycznie na stole leżała kartka, na której
napisane było: Cam, ja jestem w pracy.
Jedzenie macie w lodówce, pieniądze na komodzie. Chata wolna do 19! Całuski.
Mama. Genialnie. Czyli wbijamy dzisiaj na do Miles. Na pewno się ucieszy.
Woda się zagotowała. Zalałam kawę. Zrobiłam od razu dwie, bo wiedziałam, że i
Abb za chwilę do mnie dołączy. Machałam nogami, które nie sięgały podłogi. Chwile
później usłyszałam kroki mojej przyjaciółki. Uśmiechnięta podałam jej kubek
kawy. Wzięła go i wypiła jednym duszkiem. Oparła się o blat i zapytała się
mnie.
- To co dziś robimy? Jakieś plany? Kino? Kręgle? Teatr?
- Nic z tych rzeczy, mam ciekawszą propozycję.
- Mianowicie?
- Wbijamy do Miles.
- Ona o tym wie?
- Nie, ale się dowie. Spokojnie ma czas.
Godzinę później wyszłyśmy z domu. Musiałyśmy całą drogę
przemierzyć spacerkiem. No bo nie będę ciągała za każdym razem swojego
samochodu tutaj. A nie było dzisiaj znowu aż tak zimno. Delikatny wiaterek
rozwiewał moje włosy. Założyłam kaptur. To samo uczyniła Abby. Kilka minut
później byłyśmy pod domem mojej przyjaciółki. Stanęłyśmy przed drzwiami i
głośno zapukałyśmy. Chwilę później zjawiła się Miles. Była zaspana. Gdy nas
zobaczyła zrobiła wielkie oczy i zaczęła piszczeć. Rzuciła nam się w objęcia i
zaczęłyśmy skakać. Zaprosiła nas do domu.
*Miles*
Nie mogłam uwierzyć, że to Cam i Abby. Przecież one
powinny być w Londynie i przygotowywać moją przyjaciółkę do X Factora. Mimo
wszystko cieszyłam się, że są tutaj. Skakałam jak jakaś wariatka. Nie
widziałyśmy się zaledwie miesiąc. Właśnie dostałam SMS’a od Hazziego. ‘Już wstałaś?
Jakie plany na dzisiaj? XOXO. H.’ Odpisałam mu. ‘Na razie siedzą u mnie
dziewczyny, a potem nie mam pojęcia co będę robiła. XOXO. M.’ Siedziałyśmy u
mnie w pokoju, na moim łóżku. No w końcu się odezwałam.
- Co wy mi taką nagłą niespodziankę zrobiłyście? – One
tylko wzruszyły ramionami. – Co was sprowadza do Port Angeles?
- Nuda. – Powiedziała krótko Abby.
- A no zapomniałam, że chłopaki są w trasie. – Doskonale
o tym wiedziałam.
- Jestem na pół roku skazana na samotność. – Powiedziała
pokręcona.
- Miles, bo ja miałabym dla ciebie propozycję, ale nie
wiem czy ty chcesz. – Zaczęła Cam.
- Zamieniam się w słuch.
- Wiesz, Abb zostałaby sama te pół roku. Mama nie pozwoli
jej się tu przeprowadzić.
- Ale po co miałaby się tu przeprowadzać?
- Aby spędzić więcej czasu z tobą. – Nie ogarniam. –
Dobra walnę prosto z mostu. Nie chciałabyś zamieszkać w Londynie?
- Ja.. Nie wiem. Daj mi to przemyśleć. – Powiedziałam
zszokowana.
- Okej. – Moja przyjaciółka wyglądała na rozczarowaną.
*Lou*
Siedziałem z chłopakami w Tourbusie. Nudziło mi się.
Próby mieliśmy zacząć dopiero za kilka godzin. Do Cam nie zadzwonię, bo znając
życie jest czymś akurat zajęta. Postanowiłem się przejść po Sali, na której
dziś mamy zagrać nasz pierwszy koncert. Telebimy i wszystko jechało w
ciężarówkach wraz z monterami, oświetleniowcami i w ogóle. Budynek był wielki.
Wszędzie kręcili się jacyś ludzie. Scena już dawno była rozstawiona. Reflektory
zawieszone. Telebimy postawione. Więc dlaczego nie mogliśmy zacząć próby? Na
schodach, części naszej scenografii dostrzegłem młodą dziewczynę. Wyróżniała
się spośród tłumu. Miała fioletowe włosy, które lekko zakrywała niebieska
smerfetka. Ubrana była w oliwkowe bojówki, biały obcisły t-shirt. Na stopach
miała czarne vansy. Wyglądała dziwnie. Nagle schowała twarz w dłoniach jakby
zaraz miała się popłakać. Widziałem ją pierwszy raz. Podszedłem do niej i
usiadłem obok. Słyszałem jej szlochanie. Czyli się czymś smuciła. Dotknąłem
ręką jej ramienia i zapytałem się.
- Co się stało?
- No bo do cholery jasnej nic nie działa! Żadna lampka
nie chce się zapalić! A dlaczego? Bo te barany porwały kable na ostatnim
koncercie. Zapasowych nie mamy.. – Twarz wciąż miała ukrytą.
- Jakie barany? Widzę tylko ludzi.
- No poprzedni oświetleniowcy! Nie dość, że pierwszy raz
jestem w trasie z jakimś zespołem to jeszcze wszystko się jebie! Zwolnią mnie
jak nic! Powinnam sprawdzić to okablowanie przed wyjazdem.
- Nie zwolnią cię, oni tacy nie są. To też ludzie.
- Tak! Pójdę do sławnego na cały świat One Direction i
powiem: No wiecie co tak przez przypadek nie sprawdziłam kabli przed trasą. I
teraz koncert nie może się odbyć!
- Trzeba zadzwonić do kogoś. Mamy do koncertu jeszcze
kilka godzin.
- Łatwo ci mówić. Ty nie jesteś za to wszystko
odpowiedzialny. – Podniosła głowę i spojrzała na mnie. Miała zszokowaną minę. –
O kurwa..
- Miło mi, Louis jestem.
- K-k-k-k-k-katie. – Powiedziała łamiącym się głosem.
- Jak to się stało, że taka młoda osoba jak ty dostała
taką pracę. Bo ile ty masz lat?
- Dwadzieścia. Skończyłam szkołę energetyczną. Mam
doświadczenie. Robiłam za oświetleniowca w teatrze.
- Teatr, jak to staro brzmi. Teraz wszyscy chodzą do
kina. Magia wystawania spektaklu na scenie zniknęła. Nie czujesz tego, bo nie
widzisz tych emocji, dynamiki. Filmy są coraz sztuczniejsze. – Wyjąłem z
portfela wizytówkę znajomego z okolicy. – Zadzwoń do niego. Pomoże ci.
- Ale jak?
- No normalnie. Załatwi ci te kable. Nie ma za co!
- Dzięki!
Wróciłem do Tourbusa. Chłopacy siedzieli jak wcześniej.
Nic nie robili, ale to u nich standard. Wszyscy
byliśmy zmęczeni. Dzisiaj pierwszy koncert. Nienawidziłem tras koncertowych,
ale decydując się na tę karierę musiałem być o tym świadomy. Lubiłem gdy fanki
piszczały na mój widok. Nie ukrywam, że
wówczas ledwo słyszałem, ale miałem satysfakcję z tego, że komuś podoba się to
co robię. Trasy koncertowe miały być zwieńczeniem tego wszystkiego, ale również
czas rozstania z rodziną, bliskimi. Niby miałem przy sobie chłopaków, ale tam
została Camila. Moja piękna. Nagle Hazza przerwał moje głębokie rozmyślania.
- To wreszcie się stanie! Nie będą nas dzieliły tysiące
mil. – Chłopak wykonał taniec szczęścia i dopiero zauważył, że gapimy się na
niego jak na idiotę. Usiadł i się zapytał. – No co?
- Kto jest pechową wybranką? – Zapytał się go Zayn
wystawiając przy tym język.
- Nie muszę wam o niczym mówić! Dowiecie się w swoim
czasie.
- No Hazzie nie bądź taki wredny! Zdradź nam te pikantne
szczegóły twojego nowego romansu! – Mówiłem do niego błagalnym głosem.
- Nie!
- Haroldzie. No prosimy ciebie bardzo. Zdradź nam chociaż
kiedy się poznaliście! – Do akcji wkroczył Liam.
- Jak byliśmy z dziewczynami w Port Angeles.
- Miles?! – Krzyknąłem zdziwiony.
- Nie no! A miałem nikomu nie mówić!
- Lokers! Zacznij myśleć! Ile razy byliśmy w Port
Angeles? Ile dziewczyn tam poznałeś? No tak, jedną. To co jesteście razem? –
Dopytywał się Zayn.
- Nie, jesteśmy przyjaciółmi. – Odpowiedział smutny
Harry.
- Na razie. A teraz zejdźcie z Hazzy. Louis tłumacz się
gdzie byłeś.
- Odwiedziłem naszych pracowników na Sali. Mieli małe
usterki, ale im pomogłem.
- Jest w tym roku ktoś ciekawy wśród tego towarzystwa? –
Zapytał znudzony Niall.
- Tak. Wiecie, że nasz oświetleniowiec ma fioletowe
włosy?
- Jaki kretyn.. Ja bym swoich nigdy tak nie pomalował. –
Zaczął się śmiać Zayn.
- To ona. Ona ma fioletowe włosy.
- Babka oświetleniowiec, ostro.
Pokręciłem tylko głową i walnąłem się na łóżko. Chłopcy zaczęli
spekulować na temat tego jaka ona jest. Czy ostra, czy słodka, czy też zabawna.
Wszyscy ciągle gadali, oprócz Nialla, który non stop coś jadł. Katie wydawała
się być miła. Uśmiechnąłem się na wspomnienie spotkania z nią. Pierwszego
spotkania z naszym nowym oświetleniowcem. Musiała być też szalona. Te jej
włosy. Fiolet. Nie każdy odważyłby się na taką zmianę wizerunku. Ona
najwyraźniej lubiła się wyróżniać z tłumu. Była na swój sposób piękna. Inna.
Louis o czym ty myślisz! Ty masz dziewczynę! Kobietę, z którą jesteś szczęśliwy!
Camilę, która jest od ciebie tysiące kilometrów. Tak daleko. A dlaczego by nie
spróbować? Mały romans jeszcze nikomu nie zaszkodził, chyba. Ogarnij się Louis!
Masz być wierny. Nie ma szansy na skok w bok. Już cię Liam przypilnuje. Chyba.
Albo lepiej poprosić o przypilnowanie Hazzę? Liam jest już też osobą wątpliwą.
On zdradził Abby. Tak. Hazza to lepszy wybór.
*Camila*
Wracałyśmy do domu. Chciałam napisać do Lou, ale
dziewczyny nie dały mi na to ani chwili. Ciągle mnie ciągały, zagadywały. Kilka
razy nawet dostrzegłam błysk fleszy. Jeszcze nie dostałam się do X Factora, a
już o mnie głośno. Nie z powodu programu, a statusu związku. Dziewczyna Louisa
Tomlinsona. Już widzę jutrzejsze nagłówki. Daleko
od siebie, a jednak blisko. Camila Gier w bluzie od Louisa. Tak, nawet o
tym brukowce skądś wiedzą. Doszłyśmy do mojego domu. Byłam zmęczona. Rzuciłam
się na kanapę, nawet nie ściągając butów. Wzięłam do ręki pilota i zaczęłam
szukać czegoś ciekawego. Standard. Mimo dziewięciuset programów, nawet na tych
muzycznych nic nie było. Odchyliłam głowę do tyłu. Zaczęłam wpatrywać się w
sufit. Był niesamowicie biały. Śnieżno biały. Zaśmiałam się zauważając o czym
myślę. W telewizji zaczęła lecieć na żywo audycja z koncertu chłopaków. Poszłam
do kuchni po kilka marchewek i wróciłam do dziewczyn. Zaczęłam z
zainteresowaniem patrzyć się w ekran telewizora. Nie tylko ja. Chłopcy zaczęli
od piosenki Live while we’re young. Ja
żałowałam, że nie mogę tam być.
Wybaczcie mi, że rozdział taki krótki, ale nie miałam
pomysłu jak to opisać. Powiem wam jedynie tyle, że pomiędzy tym a następnym
będzie dość spory przeskok czasu. Jak wam się podoba Katie? W zakładce 'Bohaterowie' pojawiła się nowa, a w zasadzie dwie nowe postacie.
Zostaw po sobie ślad! CZYTASZ=KOMENTUJESZ DLA CIEBIE TO TYLKO CHWILA, DLA MNIE MOTYWACJA!
Super! Mam nadzieje ze tym razem Lou nie zdradzi Cam ;)
OdpowiedzUsuńwłaśnie żeby louis nie zdradził cam oni do siebie pasują, albo zrób tak żeby po x-factor ona pojechała do niego bo będzie miała 2 tygodnie przerwy i znów będą razem a on ma jej nie zdradzić . !
OdpowiedzUsuńA.S. ;P