*Cam*
Tourbus właśnie podjechał pod ich dom. W końcu nie
zdecydowaliśmy się na przeprowadzkę, coc i tak większość czasu spędzałam tu. W
oczach zaczęły mi się kręcić łzy. Nie mogłam się opanować. Oni wyjeżdżali na
całe pół roku. To tak dużo czasu. Czułam jak łzy spływają po moich policzkach.
Na dodatek miałam dzisiaj casting do X Factora. Był piąta rano jakbyście nie
wiedzieli i musiałam zaraz się zbierać. Odwróciłam się na pięcie aby nie
patrzeć na pojazd. Louis też nie wyglądał najlepiej. Już nie mówię o Abb i
Liamie. Mój chłopak podszedł do mnie i przytulił mocno. Wbiłam palce w jego
plecy. Nie chciałam się z nim rozstawać. Ale takie uroki bycia piosenkarzem.
Być może i mnie będzie to niedługo dotyczyło. Przytulaliśmy się jeszcze
mocniej. Wiedziałam, że musi już wychodzić. Spojrzałam w jego piękne niebieskie
oczy. Były zapełnione łzami. Pierwszy raz widziałam płaczącego Louisa.
Podniosłam rękę i przetarłam ciecz z jego policzka. Uśmiechnął się lekko.
Złączył nasze usta w pocałunek. Jego usta były miękkie. Smak słodki. Zapamiętywałam
wszystko jak tylko mogłam. Gdy się od siebie oderwaliśmy to tylko po to, aby
zaczerpnąć powietrza. Chłopcy patrzeli na nas i wywracali oczami. Louis
spojrzał na mnie i szepnął.
- Nie płacz Marchewo, niedługo się zobaczymy. Obiecuję.
Mamy zaproszenie do X Factora. Spotkamy się.
- Ale, to tak dużo czasu. Będę tęskniła.
- Ja też. Będę dzwonił, pisał. Obiecuję.
- Trzymam cię za słowo.
- Idź się pożegnaj z resztą bo nie darują ci, że
pożegnałaś się tylko z 1/5 One Direction.
- Nialler, czyść lodówkę codziennie! – Powiedziałam i
przytuliłam chłopaka.
- Liam, Opiekuj się nimi.
- Zayn, nie stłucz żadnego lusterka.
- Hazza, zadzwoń do Miles.
- Ale po co? – Zapytał się pokręcony.
- Zrób co mówię. Najlepiej jak będziecie w stanach. Ona
przyjedzie do was choćbyście mieli być setki mil dalej.
Zrobiliśmy jeszcze grupowy uścisk i chłopcy wyszli.
Uśmiechnęłam się przez łzy i poszłam na górę. Usiadłam na łóżku Louisa, a obok
mnie Abby. Oparła swoja głowę na moim ramieniu. Siedziałyśmy tak chwile, gdy
przypomniałam sobie o dzisiejszym przesłuchaniu. Pobiegłam do łazienki zrobiłam
delikatny makijaż. Ubrałam zielone rurki, bluzkę w czarne paski, miętową
marynarkę i czarne szpilki. Przygotowałam sobie te ciuch już wczoraj i tu
przywiozłam. Wiedziałam, że nie będę nocowała w domu. Uśmiechnęłam się pod
nosem wspominając wczorajszy wieczór.
Loueh siedział z
Hazzą i walczyli na spojrzenia. Wszyscy naokoło pękali ze śmiechu. W końcu
Hazza nie wytrzymał i zaczął mrugać. Przegrał zakład. Złożył na ustach Liama
namiętny pocałunek. Abby siedziała zszokowana całym zajściem. Chwilę później
zaczęła się śmiać. Nie podejrzewałam, ze nasz loczek jest do tego zdolny. Następnego
wyzwania podjął się Niall i nie kto inny jak znowu Louis. Ten to nie miał dość.
Założyli się o tydzień robienia śniadania. Ich wyzwaniem było zjedzenie jak
największej ilości marchewek. Żarłok i marchewkożerca się spotkali.
Postawiliśmy przed nimi dwie miski pełne przysmaku mojego chłopaka. Zaczęli
jeść. Trwało to dziesięć minut, nie dłużej. Wygrał nie kto inny jak Nialler.
Louis biedak musiał robić śniadania. Cały wieczór przesiedzieliśmy żartując.
Ubrana już wyszłam do mojej przyjaciółki. Była również
gotowa. Zapakowałyśmy się do mojego auta i ruszyłyśmy w drogę. Przypomniało mi
się jak kilka miesięcy temu jechałyśmy tak z Niallerem, zaśmiałam się w duszy. Już
wiedziałam jakiego stresa wtedy miał mój przyjaciel. Zacisnęłam kurczowo dłonie
na kierownicy mojego auta. Aż żałuję, że Abby nie ma prawa jazdy. Zabiję nas
jak się będę tak stresowała.. Bądź spokojna Cam, bądź spokojna. Dojechałyśmy na
miejsce przesłuchań. Kolejka była długaśna. Kilka dobrych godzin stania. Na
szczęście było w miarę ciepło. Zamknęłyśmy auto i stanęłyśmy na końcu kolejki.
Nudziło się nam. Abby była przygnębiona.
- Kochanie, co się stało? – Zapytałam.
- Się jeszcze głupio pytasz, chłopaki pojechali.
Zostałyśmy same. A ja to w ogóle zaraz będę zupełnie samotna.
- Nie będzie mnie ewentualnie tylko kilka miesięcy.
- A ja będę sama.
-Będę dzwoniła, obiecuję. O ile się dzisiaj dostanę.
- Potem czeka cię jeszcze bootcamp i wizyta w domu
jurorów. No i występy na żywo..
- Weź nie strasz, bo zaraz zrezygnuję.
Zaśmiałyśmy się, kolejka się ruszyła. Skróciła się o
jednego uczestnika. Czułam się jak na koncercie chłopców. Jednakże ta kolejka
była dziesięć razy taka od tamtej. Zaśmiałam się pod nosem. Po pięciu godzinach
weszłyśmy do budynku. Byłam setna w kolejce. Genialnie. Wszyscy ćwiczyli
piosenki. Zauważyłam, że moja i Abby osoba budzą spore kontrowersje wśród tutaj
obecnych. No tak dziewczyna Louisa i dziewczyna Liama. Tak, tych z One
Direction. Chcecie autografy? Spoko. Już wyciągam długopis. Będę pisała dopóki
ręka mi nie odpadnie, a potem wejdę tam na scenę i zaśpiewam. Mijały godziny,
aż nareszcie ktoś wyczytał moje nazwisko. Zdenerwowana podniosłam się i
stanęłam przy owej osobie. Zaprowadził mnie gdzieś dalej. Stałam koło Dermota.
Zaczęli mi montować jakieś kabelki, słuchawki. Gdy ta osoba skończyła odezwał
się do mnie Dermot.
- Hej, Camila. Jak się czujesz przed występem?
- Jestem zestresowana. – Powiedziałam. Wiedziałam, że
mnie nagrywają.
- Jesteś zestresowana jakimś tam występem w telewizji?
Przecież na co dzień prowadzasz się z One Direction. Nie jest dla ciebie
stresem to, że następnego dnia pojawisz się na okładce gazety?
- Przyzwyczaiłam się do obserwowania przez paparazzi.
- Za 30 sekund wchodzisz! – Krzyknął ktoś zza kurtyny.
Moje tętno momentalnie podskoczyło.
- Camila Gier, dziewczyna, która notorycznie pojawia się
w prasie, a boi się występu przed jurorami i tysiącem osób. – Zaśmiałam się
nerwowo. – Powodzenia.
- Nie dziękuję.
Podeszłam do faceta, który przed chwilą krzyczał, że
zostało mi tylko 30 sekund. Chwilę
później pchnął mnie na scenę. Żeby nie było musiałam sprawić dobre wrażenie.
Uśmiechnęłam szeroko i spojrzałam na widownię. Potem na jurorów. Zarzuciłam
swoimi długimi włosami do tyłu. Mój krok był pewny. Mimo tego jak to wszystko
wyglądało byłam w głębi duszy przerażona. Kurczowo zaciskałam pięści. Stanęłam
na wyznaczonym miejscu i podniosłam wzrok ze swoich butów na jurorów. Louis
Walsh się odezwał.
- Przedstaw nam się.
- Nazywam się Camila Gier, mam osiemnaście lat, mieszkam
w Londynie.
- Czym się zajmujesz? – Zapytała Cheryl.
- W zasadzie nic nie robię. Można ująć, że jestem uczniem
na wcześniejszej emeryturze.
- Emerytura na osiemnastkę, też tak chcę. – Powiedział ze
śmiechem Simon.
- Powiedz nam może jeszcze cos o sobie. Od kiedy
śpiewasz? – Zapytała z zaciekawieniem Cheryl.
- Śpiewam od zawsze.
- A co cię zmotywowało żeby przyjść do programu? – Ta
kobieta była na serio ciekawska.
- Mój chłopak i jego przyjaciele.
- A któż jest twoim chłopakiem? – Zapytał z bananem na
twarzy Simon. Ja znając życie oblałam się rumieńcem.
- Louis Tomlinson! – Wydarł się ktoś z widowni.
Dziękowałam mu za to głęboko w sercu, nie musiałam odpowiadać.
- W takim razie ja nie oceniam! – Powiedział Simon
krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Dlaczego? – Zapytała się go Cheryl.
- To jasne, że będę na tak. Jest dziewczyną jednego z
moich chłopców. – Wszyscy na Sali wybuchli śmiechem.
- Więc Cam, bo mogę tak do ciebie mówić? – Pokiwałam
tylko głową jako potwierdzenie. – Co nam zaśpiewasz?
- Adelle – Make you feel my love.
- Adele.. Trudny repertuar. Proszę bardzo. – Powiedział
Louis.
Nie miałam podkładu. Louis będzie szczęśliwy, że wreszcie
postawił na swoim. Śpiewam piosenkę, którą on wybrał. Nabrałam powietrza do
płuc i zaczęłam śpiewać. Na Sali była cisza. Aby nie widzieć reakcji jurorów,
widowni zamknęłam oczy. Jednak nie mogłam się opanować i chwilę później je
otworzyłam. Simon siedział z szerokim uśmiechem na twarzy. Czy ten człowiek
kiedykolwiek siedzi poważny? Widownia cierpliwie mnie słuchała. Cheryl i Louis
wpatrywali się we mnie zaciekawieni. Śpiewałam dalej, teraz już z otwartymi
oczami. Włożyłam w to wykonanie tyle uczucia. Louis uciszył mnie ręką, a ja
palcami wolnej ręki przeczesałam sobie włosy. Zaczęła Cheryl.
- Kto cię uczył śpiewać?
- Śpiewam sama z siebie, a tak ogółem to przygotować
pomógł mi się Lou. – Powiedziałam lekko skrępowana.
- Simon! Pisz do Louisa, że pomógł się przygotować do
programu najprawdopodobniej jednej z najlepszych wokalistek jakie kiedykolwiek
słyszałam. – Teraz skierowała się do mnie. – Piosenka wykonana perfekcyjnie.
Sama Adelle poszczyciłaby się takim wykonaniem. Nie żartuję. Wokal czysty, głos
nieziemski co tu więcej mówić.. Louis?
- Jedno z najlepszych wykonań tej piosenki jakie
słyszałem. Tylko martwię się o jedno. Czy dasz radę w branży.
- Co ty Louie gadasz! Dziewczyna na co dzień daje radę z
brukowcami a nie dałaby radu u nas? – Cheryl się z nim kłóciła.
- Wy się tutaj nie sprzeczajcie tylko głosujcie. –
Wtrącił się Simon.
- Ja jestem na tak. – Odezwała się kobieta. – Louie?
- Tak. Simon?
- Powiedziałem, że nie głosuję!
- Więc moja droga, widzimy się na bootcampie. –
Powiedziała Cheryl.
- Dzięki! – Krzyknęłam i pobiegłam za kulisy. Tu stał już
Dermot.
- Ona umie śpiewać. – Powiedział z szerokim uśmiechem.
- Zdziwiłbyś się pewnie jakbym nie umiała. – Wybuchłam
gromkim śmiechem.
- Dostałaś przepustkę na bootcamp! Zobaczymy się jeszcze.
- No i prawidłowo.
- Wiedziałaś, ze się dostaniesz?
- Nie. Myślałam, że w ogóle mi nie wyjdzie. Przewidywałam
wielką klapę.
- Ale wyszło i widzimy się niedługo!
Pożegnałam się z nim, rozebrali mnie z całego sprzętu.
Zaczęłam szukać mojej przyjaciółki. Zdjęłam szpilki i wlazłam na jakiś głośnik.
Od razu zauważyłam jej pokręcone włosy. Zaczęłam się przepychać między ludźmi.
Wystraszyłam ją przytulając ją od tyłu. Spojrzała na mnie z pytającą miną. Na
jej twarzy widziałam strach. Bała się tego, że nie przeszłam? W końcu odezwałam
się do niej.
- Bootcamp kochaniutka. Mówi ci to coś?
- Tak! Że idziemy do kawiarni na wielkie lody z bitą
śmietaną.
- O tak! Ale chodź najpierw na zewnątrz, muszę zadzwonić
do Louisa.
Wyszłyśmy z budynku. Od razu chwyciłam mój telefon i
wybrałam numer ukochanego.
- Halo? – Usłyszałam głos. Ten piękny, aksamitny głos.
- Loueh! Dostałam się!
- To bosko! Zaraz zadzwonię do Simona! Właśnie jak cię
ocenili?
- Simon nie chciał mnie ocenić po tym jak się dowiedział,
że jesteśmy razem. Znaczy wydaje mi się, że wiedział to wcześniej, ale się ze
mną droczył. Cheryl była zachwycona, a Louie miał wątpliwości.
- Ale się dostałaś! Jedziesz na bootcamp! Kto cię teraz
przygotuje?! Mnie nie ma..
- Louis, dam radę. Śpiewałam jeszcze jedną piosenkę.
- Właśnie, którą piosenkę im zaśpiewałaś?
- Twoja, wygrałeś.
- Wiedziałem, że w ostateczności ją wybierzesz.
- Oj ty zawsze wszystko wiesz. Pan wszechwiedzący.
- Kevin mi to zdradził.
- Od kiedy Kevin jest jasnowidzem? Powiesz ty mi to czy
też nie?
- Niestety nie znam odpowiedzi na to pytanie. – Zaśmiałam
się.
- Wiesz, że już tęsknię?
- Ja też tęsknię.
- Rzygamy tęczą! – Usłyszałam krzyk w tle. Zaśmiałam się
tylko.
- Będę kończyła, bo idę z Abby na ciastko.
- Ja idę grać z chłopakami w Fife. Kocham cię. Pa.
- Też cię kocham. Pa.
Poszłyśmy z Abby do jakiejś kawiarenki. Usiadłyśmy przy
stoliku i zaczęłyśmy przeglądać menu. Mnie naszła ochota na ambasadora i caffe
latte. Na co miałam ochotę to zamówiłam. Moja przyjaciółka wybrała lody z bitą
śmietaną i gorącą czekoladę. Siedziałyśmy w milczeniu. Nie wiedziałam o czym z
nią gadać. Wyglądała na lekko smutną. Nie wiedziałam jak ją pocieszyć. Najpierw
w trasę wyjechali chłopcy, a teraz ja trafiłam do programu. W końcu do niej
powiedziałam.
- Nosek do góry.
- Ale ty wyjeżdżasz.. Znaczy się jak odejdziesz do X
Factora. Będę sama.
- Kochana, będę dzwoniła. Bootcamp dopiero za tydzień.
Mamy trochę czasu.
- Co mówił Loueh?
- Cieszy się. Ehh, co my bez nich będziemy robiły?
- Może dzisiaj wieczorek filmowy?
- Horror?
- Nie, bo nie będziemy miały się z kogo śmiać. Niallera
nie ma.
- To.. Hmm.. Jedziemy do centrum handlowego na zakupy?
- Niedawno byłyśmy. A może zrobimy pizzę?
- Same całej nie zjemy. Nie mamy co bez nich robić.
- Zawsze możemy zrobić coś do czego ich nigdy nie
potrzebowałyśmy.
- Oświeć mnie Abby!
- Lecimy do Port Angeles.
- Proszę cię, muszę przygotować piosenkę. Nie wiem czy to
dobry pomysł.
- Tylko trzy dni! Damy radę! Wierzę w ciebie! Twoja mama
się ucieszy. Zrobimy niespodziankę dla Miles i Jake’a.
- Poczekaj, zadzwonię do mamy czy ma wolne. – Wyjęłam
telefon i wybrałam numer.
- Halo? Co się stało Cam? – Usłyszałam zatroskany głos
rodzicielki.
- Wiesz wszystko ok. Dawno nie dzwoniłam.
- Faktycznie, trzy dni temu to dawno. O co chodzi? Już po
przesłuchaniu?
- Tak. Już po. I ja z Abby chciałybyśmy wpaść na kilka
dni.
- Ale co się stało? Nie dostałaś się?
- Dostałam się mamo! Mam tydzień do bootcampu. I my
chcemy cię odwiedzić.
- Chłopaki też? Bo nie wiem czy mam lodówkę uzupełnić.
- Chłopaki są w trasie, pojechali dzisiaj.
- I wam tak z nudów chce się tutaj przyjeżdżać?
- No mamy kilka dni. Spokojnie. Ja mamo muszę wrócić do
domu się spakować. Złapiemy wieczorny samolot i jutro rano będziemy.
- Napiszę ci później wiadomość, o której jutro będziemy.
Ok?
- Okej. To pa, kocham cię córciu.
- Pa mamo. – Rozłączyłam się i powiedziałam do mojej
przyjaciółki. – Idziemy się pakować.
Zapłaciłyśmy za zamówienie i pognałyśmy do domu. Po
drodze sprawdziłam godziny odlotów. Ten wieczorny miałyśmy o osiemnastej. Na
miejscu miałyśmy być o czwartej rano. No to sciągnę mamuśkę z wyrka. Dojechałyśmy
do naszego domu i od razu pognałyśmy do swoich pokoi. Miałyśmy zaledwie
godzinę. Wrzucałam byle jakie ciuchy. Z zapakowana walizką pobiegłam do auta
gdzie czekała na mnie już Abby.
Rozdział ot taki z nudów. Jak wam się podoba?
Zostaw po sobie ślad! CZYTASZ=KOMENTUJESZ DLA CIEBIE TO TYLKO CHWILA, DLA MNIE MOTYWACJA!
Dziewczyno jesteś niesamowita, stwierdzam zakochanie w twoim blogu . . <3
OdpowiedzUsuńA.S. ;p
Swietny! Kocham to opowiadanie :D Weny :*
OdpowiedzUsuń