wtorek, 26 marca 2013

Rozdział 51.


Minęło kilka dni odkąd dowiedziałam się, że mam wziąć udział w X Factorze. Siedziałam po turecku na kanapie w swoim mieszkaniu. Zajadałam chipsy. Byłam skazana na siedzenie w samotności. Abby jeszcze spała, a chłopcy pomagali Daddiemu się przeprowadzić. Nasza kochana parka jeszcze się nie pogodziła. Przyjeżdżał do nas tylko Lou. Tak to siedziałyśmy same. Leciały powtórki X Factora z zeszłego roku. Bałam się występu. Może potraktują mnie ulgowo, bo jestem dziewczyną jednego z członków One Direction? Tak, ta informacja już zdążyła rozbiec się po prasie. Wszyscy wiedzieli, że znowu jesteśmy razem. Ale skąd ja się pytam?! Czy zdjęcia gdy razem jedziemy samochodem są wystarczającym dowodem? No i zdjęcia zza kulis koncertu? No może. Publika łyka wszystko jak młode pelikany. Naiwne i głupie. Wracając do X Factora. Louis próbował mnie od kilku dni przygotować. Wybrał jakąś piosenkę Adelle, a ja ciągle stawiałam na Avril Lavigne. Nie doszliśmy na razie do porozumienia. Tą jego piosenkę stale fałszuję, natomiast swoją śpiewam czysto. Powoli traci do mnie cierpliwość. Jestem z siebie dumna. I tak stanie na moim. Uśmiechnęłam się przypominając sobie nasze kłótnie. Zabawne kłótnie. Na schodach usłyszałam kroki, a chwile później za szyję obejmowała mnie Abb. Mruknęłam jakoś tak dziwnie i powiedziałam.
- Dzień doberek!
- Hej Cammie.
- Nie mówiłaś tak do mnie od kilku lat.. Cóż masz za interes?
- Zrobisz śniadanie?
- Od tego jestem. – Powiedziałam uśmiechając się szeroko. – Ale teraz?
- Nie, za jakąś godzinkę. Co dzisiaj robimy?
- Może pojedziemy do chłopaków?
- Jedź sama, ja zostanę w domu. – Powiedziała i poszła do łazienki. Zawibrował mi telefon.
- Halo? – Powiedziałam odbierając.
- Cześć Marchewko! – Nie musiałam zgadywać kto to. Tylko on zwracał się do mnie ‘Marchewko’.
- Co tam potworku?
- W zasadzie nie mam za dużo czasu na gadanie. Mamy do ciebie interes złotko.
- Zamieniam się w słuch.
- Liam wymyślił za moją namową, że zabierze Abby na randkę dzisiaj, tylko wątpię, iż ona zgodziłaby się pójść. Więc wyślę ci później SMS’a z adresem miejsca, w którym się zjawicie. Okej?
- Spoko. Dam radę.
- Muszę kończyć, bo rozniosą mi dom. Liam wariuje! A i przyjdziesz dzisiaj na noc? Nie masz sensu wracać.
- Zostanę. Kocham cię. Pa.
- Też cię kocham. Do wieczora. – Powiedział i się rozłączył. Z łazienki wyszła Abb.
- Kto dzwonił? – Zapytała.
- Louis.
- Co chciał?
- Zaprosił nas dzisiaj wieczorem na imprezę gdzieś. Idziemy?
- Nie, nie chce mi się siedzieć z chłopakami.
- Ale tylko my i Louie.
- Będę wam przeszkadzała.
- Nie gadaj głupot! Idziemy wieczorem na imprezę, nie będziemy się ciągle kisiły w tym domu.
- No dobra. Ale to ostatni raz!
Skakałam z radości jak małe dziecko. Klaskałam w ręce. W końcu Abb wstała i z szerokim uśmiechem złapała mnie za ramiona. Obie wybuchłyśmy śmiechem.  Postanowiłyśmy, że poćwiczymy piosenki. No tak śpiewałam dwie, bo tak. Po raz pierwszy zaśpiewałam Make you feel my love bez fałszu. Zdecydowałam, że może to jednak tą wybiorę na przesłuchania.. Adelle jest trudna do zaśpiewania, zaimponowałabym jurorom. Miałam jeszcze trochę czasu. Dochodziło południe. Zaczęłyśmy się szykować. Louis już mi wysłał SMS’a z adresem miejsca. Było to gdzieś nad Tamizą.  Pociągnełam moją przyjaciółkę na górę.

*Abby*
Cam była na serio szalona. Zabierała mnie na imprezę ze swoim chłopakiem, a ja nie chciałam być piątym kołem u wozu. Odkąd pokłóciłam się z Liamem, od kilku dni unikamy siebie wzajemnie. Co równa się z tym, że rzadziej widuję się z chłopakami. Co równa się z tym, iż moje życie stało się nudniejsze. Od kilku dni wciąż ta sama rutyna. Wstaję, jem, idę spać. Masakra. Tylko tyle mam do powiedzenia. Wyglądałam zapewne jak zombie. Podążałam za Cam. Stanęłyśmy przed szafą. Wyciągnęła ona od siebie Czerwoną, dopasowaną, koronkową sukienkę przed na pół uda. Na plecach miała dość głęboki dekolt. Sięgał prawie do kości ogonowej. Zrobiłam wielkie oczy z miną ‘Że ja mam to ubrać?!’ Nie no w końcu po piętnastu minutach nalegań zgodziłam się. Moja przyjaciółka posadziła mnie na obrotowym fotelu u siebie w pokoju. Zaczęła mi robić make up. Bałam się tego co wyjdzie. Gdy skończyła złapała za prostownicę. Rzadko jej używała, ale wyglądałam dobrze z prostymi włosami. Kręcone sięgały połowy pleców, natomiast wyprostowane prawie pasa. Dała mi jeszcze parę czarnych szpilek z odkrytym palcem. Pozwoliła mi stanąć przed lustrem. Nie poznałam sama siebie. Wyglądałam.. Rewelacyjnie? Miałam delikatny makijaż i krwiście czerwone usta. Przytuliłam przyjaciółkę dziękując jej. Zbliżała się godzina naszego wyjścia, a ona jeszcze nie gotowa! Wepchnęłam ją siłą do łazienki aby się przyszykowała. Ona miała cekinową, szarą sukienkę i czarne lity. Na boku miała zaplecionego kłosa. Wyglądała jak zwykle pięknie.
Zeszłyśmy na dół, zamknęłyśmy dom. Wsiadłyśmy do auta. No dobra, cieszyłam się, że jadę na imprezę i wyglądam jak jakieś bóstwo. Będzie zarywanie! Jupi! Nie, nie mogłam.. Liam. Zapomniałam. Kochałam tego chłopaka, ale ciągle się wzajemnie raniliśmy. Ten związek chyba nie miał sensu. Ehh.. Czym ja się zadręczam. Dopiero teraz zauważyłam, że moja przyjaciółka, zwolenniczka młych torebek ciągnęła dzisiaj ze sobą wielki pakunek. Dziwne, zmienia się. Uśmiechnęłam się pod nosem. Cam zauważyła moja reakcję i się zapytała.
- O co chodzi?
- A o nic, tak tylko zauważyłam, że polubiłaś duże torebki.
- Raz na jakiś czas zdarza mi się taką wziąć.
- To gdzie ten klub?
- Louis wysłał mi adres, jakiś nowy, nad Tamizą.
- Nie słyszałam jeszcze o nim. Dziwne.
- Ja też nie, na sto procent będziesz się świetnie bawić. Masz moje słowo.
- Więc polegam na nim. – Uśmiechnęłam się szeroko. – Smutno ci, że chłopcy jada niedługo w trasę?
- Tak, nawet bardzo. Dopiero co wróciłam, a oni już uciekają. Chciałabym spędzić więcej czasu z Lou, z chłopcami. Ostatnio nie mamy do tego sposobności. Zauważyłaś?
- Tak. Też chciałabym spędzić z Liamaem więcej czasu, ale nasze spotkania zawsze kończą się kłótnią.
- Będzie jeszcze dobrze kochana. Masz moje słowo.
- Już drugie. – Powiedziałam i ponownie się uśmiechnęłam.
- Niedługo nie będziesz ich w stanie policzyć, tyle ci ich nadaję. Jesteśmy na miejscu. – Powiedziała, a ja wysiadłam z auta.
Nie było to jakieś niesamowite miejsce. Śmiało mogę stwierdzić, ze jest to jedna z najbrzydszych części Londynu. Stała tu jakaś stara szopa, no i była trawa, w sumie tyle. Sorki, zapomniałam o drzewach otaczających mnie. Cam stanęła koło mnie i pociągnęła kawałek za rękę. Znalazłyśmy się w ładniejszym już miejscu. Była tu wysypana płatkami róż ścieżka, którą wyznaczały również świeczki. Wszystko tworzyło magiczną atmosferę, ponieważ było już ciemnawo. Cam spojrzała na mnie z uśmiechem. Ma się rozumieć mam iść tą ścieżka? Pożegnałam przyjaciółkę dłonią i ruszyłam dróżką. Wiodła ona wzdłuż rzeki. Woda o tej godzinie była czarna.. Doszłam do miejsca, do którego prowadziła mnie ścieżka. Była ty stara, porośnięta bluszczem altana, którą oświetlały dziś świeczki. Na trawie rozłożony był niewielki koc. Stał nad nim on. Tak myślałam, że jest za to wszystko odpowiedzialny. Podszedł do mnie, złapał w objęcia i złożył delikatny pocałunek na moich ustach. Na chwilę straciłam dech w piersiach. W moim brzuchu wariowało stado motyli. Uwielbiałam to uczucie. Teraz to ja musnęłam delikatnie jego wargi. Uwielbiałam ich smak. Chwilę droczyliśmy się takimi pocałunkami, aż w końcu połączyliśmy je w jeden przepełniony namiętnością. Nasze języki współgrały ze sobą. Cieszyłam się. Oderwaliśmy się od siebie. Chłopak spojrzał na mnie swoimi cudnymi czekoladowymi oczami. Zagłębiłam się w nich. Chwilę później powiedział.
- Przepraszam, czasami za dużo mówię. Nie chciałem żeby tak wyszło. Jestem nieodpowiedzialny, wiem o tym. Wybaczysz mi po raz kolejny?
- Jasne głuptasie! Nie mogę bez ciebie wytrzymać!
- Miałem podobnie. – Uśmiechnęliśmy się do siebie. – Chodź, kolacja stygnie.
Jak się okazało ta bardzo romantyczna kolacja to moja ulubiona pizza. Ucieszyłam się na myśl, że nie będę musiała jeść nic niskokalorycznego. Siedzieliśmy na kocyku na trawie zażerając się przysmakiem. Gdy skończyliśmy położyliśmy się na trawie i zaczęliśmy obserwować niebo. Gwiazdy były takie piękne. Chciałabym kiedyś być blisko jednej z nich. W zasadzie moja ukochana gwiazda leży koło mnie. Wtuliłam się w niego. Kochałam czuć ciepło jego ciała. Przytulił mnie do siebie. Zaczęłam gadać.
- Liam, jak to będzie jak wy pojedziecie? Nie będzie was aż pół roku.
- Damy radę kochanie. Paul nie pozwolił nam was ze sobą zabrać. Przykro mi. Idź z Cam do X Factora.
- Ja nie umiem śpiewać. Ona jest do tego stworzona.
- Wymyślimy coś. Będę przylatywał jak tylko dostaniemy wolne. A poza tym po dwóch miesiącach mamy tygodniową przerwę. Już zostaliśmy zaproszeni do X Factora. Zobaczymy się. Jest jeszcze skype, SMS’y. Będziemy w kontakcie.
- Boję się, że będzie z nami jak z Lou i Cam. Rozstali się wtedy, bo się nie widywali.
- Ta miłość jest silniejsza od wszystkiego. Zobacz. Wybaczyłaś mi moją zdradę.
- I zaczęliśmy się kłócić. Tak jak kiedyś.
- Związek dzięki kłótniom się umacnia. Poznajemy nawzajem siebie. Wiemy co nam nie leży na sercu. Jesteśmy sobie bliżsi. Znamy się lepiej.
- Damy radę. Będziemy silni. Masz rację Liam. Szkoda poświęcać naszą miłość na straty.
- Tak bardzo cię kocham Abby. Byłem taki głupi gdy odszedłem do Danielle. Ciągle nie mogę sobie tego wybaczyć. Wydaje mi się, że na ciebie nie zasługuję.
- Gadasz głupoty. Nikt inny nie zasługuje na mnie bardziej niż ty. A wiesz dlaczego? Bo jesteś wyjątkowy. Jedyny w swoim rodzaju. Nikt mi ciebie nie zastąpi. Powinniśmy wracać.
- Dlaczego?
- Bo te wariaty zaraz zdemolują ci dom!
- Na śmierć zapomniałem, że znowu z nimi mieszkam!
Chłopak objął mnie w pasie i zaczęliśmy zmierzać różaną ścieżką na miejsce, w którym zostawiła mnie moja przyjaciółka. Jak się okazało jeszcze kawałek dalej Auto zostawił Liam. Wsiedliśmy a ja od razu zrzuciłam ze stóp szpilki. Rzuciłam buty na tylnie siedzenie. Moje stopy nareszcie odpoczywały. Nienawidziłam chodzić w szpilkach. Wiem, że wyglądałam w nich dobrze, ale są to najbardziej niewygodnie buty jakie kiedykolwiek nosiłam. E tam buty. Spędziłam boski dzień. Najpiękniejszy wieczór mojego życia. Nie spodziewałam się tego, ze Liam zorganizuje dla mnie coś takiego. Jechaliśmy właśnie do domu. Nie chciałam wracać, ale mus to mus. I tak zostanę dzisiaj na noc u chłopaków. Cam na sto procent siedzi z Lou. Dojechaliśmy pod dom. Światła były pogaszone. Paliło się tylko to w salonie. Wysiadłam z auta. Poczekałam na Liama. Złapał mnie za rękę i ruszyliśmy i stronę domu. Gdy tylko przekroczyliśmy próg usłyszeliśmy krzyki. Przestraszyłam się.
- Louis! Mocniej! Co cię ojciec nie nauczył?!
- Cam! Staram się!
- No pchaj! Pchaj!
- Camila! Nie ucz ojca dzieci robić!
- Jak na razie to my dzieci nie mamy! Chyba, że ja o czymś nie wiem!
- Wiesz o wszystkim kochanie.
- No szybciej Lou! Chcesz żebym tu się na śmierć zanudziła?!
- Camila to jest najszybciej jak potrafię!
- To słabo cię nauczyli!
Spojrzałam z Liamem po sobie zdziwieni. Nasze miny przedstawiały to samo uczucie. Szok. Nie wiem czy chciałam tam wchodzić. Przytuliłam się do niego przestraszona. Nie podejrzewałam mojej przyjaciółki, że może być aż tak głośna podczas gdy jej koledzy śpią na górze. Przecież mogła ich obudzić. Nie miałam pojęcia co robić. Stałam sparaliżowana. Z Liamem usłyszeliśmy szuranie dochodzące z salonu. Wtuliłam się w chłopaka jeszcze mocniej. Wtem naszym oczom ukazała się Cam jadąca na fotelu. Pchał go zdyszany Louis. Gdy zobaczyli nasze miny zaczęli się głośno śmiać. My nadal staliśmy sparaliżowani. Czułam się w jakimś kiepskim reality show. Byłam wkręcona. Camila zeskoczyła z siedzenia, podeszła do nas i się zapytała.
- A wy co macie miny jakbyście ducha zobaczyli?
- Nieważne. A co wy tak w ogóle robiliście? – Zapytałam się.
- Cam chciała pojeździć. Na fotelu. A on stawiał opory. – Odpowiedział zdyszany Lou.
- Zostawić was samych w domu. – Liam pokręcił głową i wybuchł gromkim śmiechem.
- No co? Każdy ma ochotę zaszaleć. – Powiedziała moja przyjaciółka. – A ty moja droga chodź i mi opowiedz jak było na randce.
- Wybacz Cam, ale porywam moją księżniczkę na górę.
- Ej! Ja chciałam poznać szczegóły! Pikantne!
Zdążyła krzyknąć za nami moja przyjaciółka. Chciałam z nią zostać, ale Liam mi nie pozwolił.

*Cam*
- Widzisz jakie chamstwo! Organizujemy im randkę, a oni nawet pikantnych szczegółów nie chcą zdradzić!
- Marchewo nie denerwuj się, jutro nam opowiedzą.
- A odkąd ty mówisz na mnie Marchewo?
- Od dziś. Bo jesteś moją kochaną marcheweczką.
- Jakbym jeszcze miała rude włosy.
- Nie masz, ale jesteś. Chyba musimy odstawić fotel.
- Czyli, że idziemy też spać?
- A chce ci się?
- Nie?
- To odstawiamy fotel i idziemy oglądać film.
Popchnęliśmy fotel na jego miejsce i usiedliśmy przed szafką z filmami. Zaczęliśmy szukać tego odpowiedniego. Nie musiałam się przebierać, bo zrobiłam to kilka godzin temu, aby nam się wygodniej wariowało. Wybraliśmy w końcu film Wpadka. Mieliśmy ochotę na komedię. Rozsiedliśmy się wygodnie na kanapie zakładając nogi na stół. Louis objął mnie swoim ramieniem, a ja się w niego wtuliłam. Zaczęliśmy oglądać. Oczywiście śmialiśmy się do rozpuku. Choć nie wiem z czego. Nawet nie pamiętam kiedy zasnęłam.

*Niall*
Było grubo po północy. Zgłodniałem. Zwlekłam się z łóżka no i miałem deja vu. Wszyscy sterczeli przy schodach i gapili się na coś w salonie. Podszedłem do nich aby zobaczyć o co chodzi. Na kanapie słodko spała nasza kochana parka. Nie chcecie zostać z nimi sami w domu. Bo nie będziecie mogli złapać oddechu. Dziś najpierw smażyliśmy placki w wyniku czego cała kuchnia jest w cieście, potem kąpaliśmy się w basenie, następnie graliśmy w rozbieranego pokera (oczywiście Cam z Louisem nas ograli, na pewno mieli lewe karty), do tego dochodzi jeszcze wojna na spojrzenia, czesanie Harrego, malowanie paznokci. My, czyli ja, Hazza i Zayn zrezygnowaliśmy z siedzenia ze słodką parką gdy padło hasło ‘rajdy na fotelach’. Zszedłem do kuchni. Wziąłem paczkę żelków. Liam się załamie jak tu wejdzie. Przykryłem naszych słodzików kocem i wróciłem do łóżka.

Zbliżamy się nieubłagalnie do wielkiego rozstania! Ciągle zastanawiam się jak to rozegrać. A i jak wam się podoba rozdział?
Zostaw po sobie ślad! CZYTASZ=KOMENTUJESZ DLA CIEBIE TO TYLKO CHWILA, DLA MNIE MOTYWACJA!

1 komentarz: