*Cam*
Leżałam jeszcze w łóżku. Spałam z Abby. Została u mnie na
noc. Wyglądała tak niewinnie. Nie chciało mi się już leżeć. Wyszłam po cichutku
z łóżka i spojrzałam jeszcze raz na moją przyjaciółkę. A jednak pozory mylą.
Zeszłam po schodach. Miałam zamiar iść do kuchni. Byłam zszokowana. Siedzieli w
niej moi przyjaciele. Niall, Miles i Jake. Weszłam do niech, a oni się na mnie
rzucili. Przeraziłam się. Byłam duszona. Gdy mnie puścili zapytałam się Nialla.
- Co tu robicie?
- Przyjechaliśmy po was.
- Jak weszliście.
- No bo wiesz, dałaś nam kiedyś klucz od mieszkania.
- Nie wiem, możliwe. A po co ja wam tam?
- No wiesz impreza na twoją cześć się nie odbędzie bez
ciebie.
- Boże, dzisiaj moje urodziny. Na śmierć zapomniałam.
- No to budź Abby i się zbierajcie, za godzinę jedziemy.
Jak mi Nialler kazał tak też uczyniłam. Obudziłam Abby i
poszłam się zbierać. Ubrałam czarną koronkową sukienkę z dekoltem na plecach i
czarne szpilki. Rzęsy pomalowałam tuszem do rzęs a włosy rozczesałam. Byłam
gotowa. Zeszłam na dół gdzie siedziała już ubrana Abb. Pojechaliśmy do domu
chłopców. Byłam tam setki razy, a nadal nie wiedziałam gdzie jadę. Dla mnie
było to nowe miejsce. Byliśmy tak po dwudziestu pięciu minutach. Budynek był
duży, willa. Cóż byłam przyzwyczajona do tego typu domów, w Port Angeles sama w
takim mieszkałam. Na dzień dobrzy wyściskali mnie wszyscy chłopcy,
przyzwyczaiłam się już do tego. Louis rzucił mi tylko krótkie ‘Cześć’ i poszedł
na górę. Zapewne do swojego pokoju. Chłopacy posadzili mnie na kanapie i
włączyli projektor. Że ja go dopiero teraz zauważyłam. Oglądaliśmy wszelkie
filmy i zdjęcia z ostatniego pół roku. Zaczęło mi się nudzić, bo nie widziałam
w nich przeszłości, siebie. Wyszłam z domu, a zaraz za mną Jake. Lubiłam z nim
spędzać czas. Był taki swój. Znałam go, w porównaniu z bandą tych idiotów
siedzących tam. Szedł koło mnie nie odzywając się. Zdecydowaliśmy się na
spacer. Wybrałam jakiś park, choć nie wiem skąd wiedziałam, ze tu jest.
Wywalone na ten park, liczy się chwila. Zaczęłam gadać z moim przyjacielem.
- Jake, jakie są nasze stosunki teraz?
- Takie jakie widzisz.
- Nie o to mi chodzi. Jakie są nasze stosunki ze mną
teraz, znaczy po tym pół roku od mojego wyjazdu.
- Raczej dobre, nawet byliśmy parą.
- Parą? – Zapytałam zaskoczona, o tym mi nikt nie
powiedział.
- Tak, przez krótki czas. Jak zerwał z tobą Louis.
- To my nie jesteśmy parą? Ja z Louisem?
- Nie, nie przepadacie za byciem z sobą.
- Dziwne. To dlaczego on chodzi taki przybity?
- Wszyscy chcą to wiedzieć. Podobno dałaś mu kosza.
- Ja kosza Louisowi? Toć ja nawet nie chciałabym z nim
być.
- Ale byłaś. Spójrz na nagłówki sprzed kilku miesięcy,
tatuaż na palcu. Wszystko wskazuje na to, ze byliście razem.
- A może prasa to sfingowała?
- Nie wiem, nic mi o tym nie mówiłaś.
- Chcę sobie wszystko przypomnieć, zacząć żyć od tamtego momentu.
Nasuwają mi się kolejne pytania, dlaczego jechałam pijana? Nie chciałabym
zaczynać niczego nowego, chcę żyć od wtedy. Skończyć to co zaczęłam.
- Pokłóciłaś się z Louisem.
- Słucham?
- Jechałaś pijana, bo pokłóciłaś się z Louisem. Ale na co
ci ten alkohol to nie skumałem do tej chwili.
- Czemu nikt mi nie powiedział, ze kłóciłam się z
Louisem?
- Może chcieli cię uchronić od faktów.
- Możliwe. Ale dobijające. Skoro nic mnie z nim nie
wiąże, a sugeruje to ta kłótnia to mogę go olać?
- Chyba tak. Ale nie wiem w jakim sensie.
- No nie muszę uważać żeby go nie zranić. O to mi chodzi.
Bo jakby coś nas łączyło, a zrobiłabym coś głupiego to zapewne później bym tego
żałowała.
- Zapewne tak. Miejmy nadzieję, że nic takiego nie
zrobisz. Że nikogo nie zranisz.
- Wracamy? Dochodzi osiemnasta, a ci kretyni coś dla mnie
szykowali.
- No to trzeba wrócić.
Powolnym spacerkiem wracaliśmy do domu chłopaków.
Odruchowo złapałam Jake’a za rękę. Potrzebowałam czyjejś bliskości. Cieszyłam
się, że go mam. Chociaż on nie próbował przede mną niczego ukrywać. I to się
nazywa prawdziwy przyjaciel. Osoba, która cię nie okłamuje nawet jeśli od tego
zależy wasz dalszy byt. Nawet Miles nie chciała mi wszystkiego mówić. Ani Abb.
Nie mogłam na nie liczyć. I to było denne. Wracaliśmy do domu, w którym czekało
na mnie kilka osób. Części z nich nie znałam. Znaczy znałam, ale przed amnezją.
Teraz nie wiedziałam jak się do nich odezwać, czy co z nimi robić. Po prostu
nie wiedziałam co lubią. Znałam tylko ich imiona. No i Nialla i Abby. Oni mi
pomagali wtoczyć się w to towarzystwo. Dzisiaj nawet usiłowali mi coś
przypomnieć. Oglądałam masę zdjęć i nic.. A może po prostu tak ma być, a ja mam
zacząć od nowa? Nie byłam tego pewna. Lekarz kazał być cierpliwym, a ja
myślałam, że skoro pierwsze pół roku tak szybko mi się przypomniało to drugie
też będzie takim pstryknięciem palcami. Myliłam się. Weszliśmy do domu. Wszyscy
nas doskoczyli (z wyjątkiem Louisa). Martwili się, zaczęli się przekrzykiwać
jeden przez drugiego. Nie rozumiałam ich. Puściłam dłoń Jake’a i powiedziałam.
- Byliśmy na spacerze, lubię spacery. Coś jeszcze?
- Następnym razem mów gdzie idziesz. – Powiedział Liam.
- Jakbyś nie zauważył nie znam tej części miasta!
Zapomniałam jak wygląda! – Wydarłam się sfrustrowana.
- Przepraszam. – Odpowiedział.
- Więc co robimy? Miała być impreza i ja czekam. Może pod
wpływem alkoholu coś mi się przypomni. – Zaśmiałam się.
- Może. – Powiedział Niall i zaczął się śmiać, reszta też
zaczęła.
- To co zaczynamy? – Zapytałam.
- Chodźcie. – Zabrał nas do salonu. Na stole stały
przekąski i alkohol. Nie no zajebista osiemnastka.
- Louis z nami nie pije? – Skierowałam pytanie do Nialla.
- Nie, powiedział, ze nie ma ochoty.
- Okej, jego wybór.
Zaczęliśmy pić i tańczyć. Przyznam, że mimo tak cienkiego
wystroju i ogólnie cienkiego wszystkiego nieźle się bawiłam. A może oni jednak
byli moimi przyjaciółmi? Czułam się w ich gronie jak swoja. Nie mam ochoty się
teraz tym zadręczać. Chłopaki geniusze, zapomnieli mi chyba kupić prezent, bo
nic nie dostałam. Jake dał mi zwykłą złotą bransoletkę, Abby również
bransoletkę, z serduszkiem i wygrawerowanym na nim napisie Friends Forever, Miles oprawiła nasze zdjęcie, duże zdjęcie w ramę
do powieszenia na ścianę. Mówiąc nasze miałam na myśli zdjęcie skądś gdzie
byliśmy w ósemkę. Ja, Niall, Abb, Zayn, Hazza, Louis, Jake i Miles.
Wyglądaliśmy na zadowolonych. Miałam zamiar jutro zapytać się mojej
przyjaciółki gdzie byliśmy. I wtedy zadzwonił mój telefon. Odebrałam.
- Halo?
- Cześć córciu! Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin.
- Dzięki mamo. Miło, że dzwonisz.
- Tak mi przykro z powodu tej amnezji.
- Kiedyś z tego wyjdę mamo, nie martw się.
- Wracając do twoich urodzin, idź do Nialla, on cię
zaprowadzi do mojego prezentu.
- Okej, z góry dziękuję.
- Baw się dobrze córciu. Całuski.
- Pa mamo. – I się rozłączyłam.
Podeszłam do Nialla, on już najwidoczniej wiedział o co
chodzi. Zawiązał mi na oczach czarną chustkę, nie wiem do tej pory skąd ją
wytrzasnął. Prowadził mnie nie wiem gdzie. Widziałam tylko czarną opaskę. Byłam
cholernie ciekawa co kupiła mi mama. Skoro mi zawiązał oczy to musi być to coś
dużego. Odwiązał mi oczy i powiedział ‘Niespodzianka od mamusi’. A ja stałam
jak wryta. Przede mną stał nowy czarny Land Rover. Owszem nie było to moje
kochane porsche, ale ono nadawało się tylko do kasacji. Bosko, mama kupiła mi
nowe auto. Gdy nacieszyłam się swoim cudeńkiem wróciliśmy na górę, jak się
okazało garaż był w piwnicy.
Było grubo po północy. Wszyscy, nadal z wyjątkiem Louisa
siedzieli w salonie i śpiewali. Śmiałam się z nich. Namówili mnie na
zaśpiewanie jednej piosenki. No zgodziłam się. Kazali mi zaśpiewać When you’re gone. No dobra co mi wadzi.
Ale czułam, ze już kiedyś to robiłam. Zlewam na to. Siedzieliśmy tak nudząc
się. Jake pociągnął mnie ze sobą gdzieś na górę. Poszłam za nim bez wahania.
Weszliśmy do jakiegoś pokoju. Było w nim ciemno, bardzo ciemno. W świetle
księżyca wpadającym przez okno wpatrywałam się w brązowe oczy chłopaka. No
dobra powiem to inaczej, jaraliśmy się swoim widokiem. Byliśmy sami. Zagłębiałam
się coraz bardziej w jego oczy. Zaczęliśmy się do siebie zbliżać. Dzieliły nas
już tylko milimetry. Nie mogłam wytrzymać tego napięcia między nami, wplotłam
swoje palce w jego włosy i zaczęłam go namiętnie całować. Nie obchodziło mnie,
że ktoś zaraz może wejść. Jake przyparł mnie do ściany i zaczął składać
pocałunki na szyi, biuście. Delektowałam się tym. Zaczęłam rozpinać jego
koszulę. Ściągałam swoją bluzkę. Znowu wpoiłam się w jego usta. I wtedy
poczułam potężne uderzenie w głowę.
No, przepraszam za coraz gorsze rozdziały, a z reszta sami oceńcie jakie są ;D
Zostaw po sobie ślad! CZYTASZ=KOMENTUJESZ DLA CIEBIE TO TYLKO CHWILA, DLA MNIE MOTYWACJA!
Boskie!! Zresztą jak zawsze. Pisz dalej, jestem strasznie ciekawa co się stało. Mam pytanie: Czy Cam będzie z Lou?
OdpowiedzUsuńCałuski!
Kate XXX
Powiem ci, że to czy z nim będzie czy nie rozstrzygnie się w ciągu najbliższych rozdziałów, a w zasadzie dwóch? I mam dla was niespodziankę normalnie! 49 rozdział rozpisałam się i normalnie ma 4 strony w wordzie! I jestem z niego bardzo dumna ;D
UsuńP.S. Niedługo, jakieś kilka, może dziesięć może mniej rozdziałów planuję takie rozdzielenie wszystkich. Wiecie obowiązki wzywają ;D