niedziela, 17 marca 2013

Rozdział 42.


Siedziałam już w aucie Louisa. Nie odzywałam się do niego. Nie wiedziałam co powiedzieć. Czy go przepraszać czy co? Postanowiłam milczeć. Siedziałam z niezidentyfikowaną miną.  Powoli dojeżdżaliśmy do domu. Do domu chłopaków. Zatrzymaliśmy się. Louis wysiadł bez słowa i ruszył do budynku. Czyli był obrażony. Genialnie. Wysiadłam, trzasnęłam drzwiami. Zdjęłam szpilki, wzięłam je do ręki i ruszyłam za chłopakiem. Czułam, że czeka mnie niezła afera. Zamknęłam cicho drzwi. No i zaczęło się darcie mordy.
- Co ty sobie pomyślałaś?! – Stałam ze spuszczonym wzrokiem. – Camila! Czasami mnie rozwalasz! Boże co ty sobie myślałaś?! Że z nim pogadam i będzie dobrze?!
- Wychodzę. – Powiedziałam i skierowałam się w stronę drzwi.
- Czekaj. – Powiedział błagalnym głosem. – Możemy porozmawiać?
- Nie, ty już swoje powiedziałeś, mnie nie warto słuchać.
Wyszłam i trzasnęłam drzwiami. Do klubu miałam jakiś kilometr. Założyłam buty i ruszyłam w jego stronę. Teraz to ja miałam powody do złości na Louisa. Szłam, po moich policzkach płynęły strumienie łez. I po co wyszłam.. Mogłam z nim porozmawiać. Jednak on mógł tak nie zaczynać. Postąpiłam dobrze. Doszłam do klubu. Byli przed nimi moi przyjaciele. Z Liamem. Podszedł do mnie Zayn. Zauważył jak wyglądam i mnie przytulił. Zapytał się.
- Co się stało?
- Pokłóciłam się z Louisem.
- Ale jak to.. Ostatnio było pomiędzy wami spokojnie. Myślałem, że nareszcie znowu będziecie razem.
- No to widzisz, myliłeś się. Louis nie potrafi opanować swoich emocji więc niech się pieprzy.
Powiedziałam i ruszyłam w stronę mojego auta. Byłam po jednym drinku więc nie widziałam przeciwskazań. Mogłam jechać. Nie, nie mogłam. Byłam mega wkurzona. Weszłam do budynku i kupiłam sobie butelkę wódki. Wróciłam do auta. Otworzyłam flaszkę i wzięłam łyka. Odpaliłam gaz. Ruszyłam przed siebie. Nie wiedziałam gdzie się kierować. Jak najdalej Londynu. Jak najdalej Louisa. Dawałam mu szanse na naprawienie wszystkiego, ale on ja zmarnował. Popijałam trunek prosto z butelki. Czułam się coraz bardziej odległa od problemów. Droga zaczęła się rozmazywać. Czyżby zaczął padać deszcz? Chciałam wziąć kolejny łyk z butelki, ale okazała się ona pusta. Zrezygnowana rzuciłam ją do tyłu. I wtedy poczułam uderzenie. Poduszka powietrzna wybuchła. Zaczęłam manewrować kierownicą, wpadłam na barierkę. Zarzuciło mną. Zaczęłam dachować. Jakimś cudem leżałam na dachu. Ach, tak zapomniałam zapiąć pasy. Złapałam się za głowę. Poczułam, że moje ręce są ciepłe. Spojrzałam na nie. Ostatni widok, widok krwi. I zapadłam w głęboki sen.

*Zayn*
Zdenerwowałem się reakcją Cam. Była zapłakana. Ostatni raz ją widzieliśmy gdy wchodziła do klubu. Może i dobrze, że to zrobiła. Chociaż nie martwiliśmy się o nią aż tak bardzo. Ehh, co ten Louis znowu wykombinował. Jechaliśmy właśnie do domu. Odwieźliśmy Liama. Może i dobrze, że Cam zrobiła co zrobiła. Znowu żyliśmy z nim w zgodzie. Na razie było ok. Zbliżaliśmy się do naszego domu. Nasze auto się zatrzymało. Wysiedliśmy po kolei. Otworzyliśmy drzwi naszego domu. Louisa nie byo w salonie. Tak, zawsze jak był wkurwiony zamykał się u siebie. Nie było co z nim gadać. Trzeba było poczekać do rana. Poszliśmy spać.
Następnego dnia obudziły mnie krzyki. Chłopaki wyrwali mnie z objęć Morfeusza. Genialnie. Założyłem jakiś t-shirt i dresy i zwlokłem się na dół. Louis siedział już dzisiaj na kanapie. Jego mina nie wyrażała jednak dobrych uczuć. Czyli lepiej było z nim nie gadać. Poszedłem do chłopaków do kuchni. Oni też bali się siedzieć z Lou. I pewnie o to szła kłótnia. Kto z nim pogada. Harry zaczął.
- No Zayn, jak się spało?
- Wyśmienicie, gdybyście mnie nie obudzili kretyni. O co się tak kłóciliście?
- O to kto pogada z panem nieszczęśliwym. – Odpowiedział z przekąsem Niall.
- Czyli, że ja mam iść?
- Jakbyś mógł.. – Momentalnie dopadł mnie Harry, zaczął ściskać.
- Jak mnie puścisz to pójdę.
Powiedziałem i chłopak momentalnie mnie puścił. Wziąłem kubek kawy, którą zrobił mi Niall i poszedłem do salonu. Usiadłem obok Louisa. Ten spojrzał się na mnie morderczym wzrokiem. Zacząłem z nim gadać.
- No Lou, przestań się tak denerwować.
- Jak mam przestać się denerwować jak wkurzyłem moją najlepszą przyjaciółkę.
- Przyjaciółkę?- Spojrzałem się na niego dziwnie.
- Tak.
- Więc co wczoraj takiego powiedziałeś, że zirytowałeś Cam?
- Wydarłem się na nią za Liama, za to, ze zmusiła mnie do rozmowy z nim.
- To dlatego wczoraj tak wyglądała..
- Jak wyglądała?
- Była zapłakana. Ale teraz to nieważne. Powiedz mi, czy nie powinieneś jej podziękować za rozmowę z Liamem?
- No może i powinienem. Ale teraz ona nie chce ze mną gadać.
- Nie dziwię się jej Lou. Też bym się tak zachował.
- To co mam robić?
- Jedź do niej i z nią pogadaj.
- Okej, gdzie mamy klucze?
- Nie. Musisz jechać i ona musi sama cię wpuścić do mieszkania. Wtedy będziesz wiedział, że masz szansę na wybaczenie. Kobiety są skomplikowane. – Poklepałem mojego przyjaciela po ramieniu.

*Louis*
Wsiadłem do mojego auta i skierowałem się w stronę domu mojej najlepszej przyjaciółki. I co teraz miałem jej powiedzieć? A już było tak dobrze. Byłem coraz bliżej niej i musiałem wszystko spieprzyć. Dojeżdżałem. Wysiadłem z auta, stanąłem pod jej drzwiami. Zapukałem. Nikt nie odpowiadał, ponowiłem czynność. Dalej nic. Szarpnąłem za klamkę. Drzwi były zamknięte. Jej auta nie było na podjeździe. Postanowiłem sprawdzić czy nie ma jej w klubie, w którym wczoraj byliśmy. Niestety, nie było jej tam. Nie wiedziałem gdzie jej szukać. Nie zostało mi nic innego do roboty, tylko wracać do domu. Szukanie jednej Cam w całym Londynie było jak szukanie igły w stogu siana. Wszedłem zrezygnowany do domu i rzuciłem się na kanapę. Zaraz dopadł mnie Zayn.
- I co?
- Nie było jej w domu.
- Achh.
Sięgnąłem po pilota. Włączyłem telewizor. Leciały akurat informacje. Jedna z nich wbiła mnie w fotel, nie tylko mnie.

Redaktorka: Dzisiejszej nocy doszło do wypadku. Niecałe trzydzieści kilometrów od Londynu dziewczyna jadąca porsche zaczęła dachować. Dodamy, ze cały samochód jest zmasakrowany. Tapicerka w środku zakrwawiona. Nieznane jest nam nazwisko ani stan  kobiety, która siedziała za kółkiem. Możemy tylko dodać, że w najbliższych godzinach spróbujemy dowiedzieć się kim jest. Jeśli żyje znajduje się prawdopodobnie w londyńskim szpitalu.

Moja pierwsza myśl, Cam. Dlaczego? Bo porsche. I wtedy wiedziałem co robić. Wziąłem kurtkę i ruszyłem do auta. Zaraz za mną wylecieli chłopaki. Abby u nas nie było. Napisałem do Liama żeby ją przywiózł do szpitala. Nie będzie ona z tego za szczęśliwa, ale nie ma innego wyboru. Jechałem szybko, nie przejmowałem się tym, ze mogę dostać mandat. Nie rozmawialiśmy. Atmosfera była między nami napięta. Dojechaliśmy na miejsce. Wysiadłem szybko i dosłownie biegłem do budynku szpitala. Podszedłem do recepcji.
- Proszę panią, szukam kogoś.
- Słucham kim pan jest dla tej osoby.
- Chłopak, dziewczyna z wypadku, dzisiaj w nocy, Camila Gier.
- Ach, tak. Mamy ją.
- Jaki jest jej stan?
- Stabilny, odzyskała już przytomność.
- Możemy do niej pójść?
- Tak, ciągle o panu mówi. Tylko nie wystraszcie jej za bardzo.
- Okej, zaraz zapomniałbym, numer sali?
- 75.
Machnąłem ręka do chłopaków i biegiem ruszyliśmy w stronę wskazanej Sali. Przez szybę faktycznie widziałem ją. Wyglądała praktycznie normalnie, podpięli do niej dużo kroplówek i krew. Pewnie dużo jej straciła. W moich oczach zaczęły tańczyć łzy. Wbiegliśmy do jej Sali i grupowo ją przytuliliśmy. Wyglądała na zaskoczoną. Gdy ją puściliśmy spojrzała na każdego nas po kolei.

Wybaczcie, ze taki krótki, ale niedługo chyba czas skończyć tą historię nie sądzicie? A tak to jak się podoba rozdział?
Zostaw po sobie ślad! CZYTASZ=KOMENTUJESZ DLA CIEBIE TO TYLKOCHWILA, DLA MNIE MOTYWACJA!

1 komentarz:

  1. weź przestań nawet nie mów że to jest zwalone, bo to jest świetne, nie mogę się doczekać kiedy następny i prosze cię nie kończ tego . .
    A.S. ;P

    OdpowiedzUsuń