środa, 13 marca 2013

Rozdział 38.


Obudziłam się dość późno. Wyglądało no to, że moje wariaty jeszcze spały. I co tu robić ja się pytam. Najlepiej zejść na dół i zadzwonić do Miles żeby przyszła. Zjawiła się po piętnastu minutach i zaczęła mi pomagać przy przygotowaniu śniadania dla moich przyjaciół. Mama była już w biurze. Miles zaczęła ze mną gadać.
- Więc ty i Louis.. Wy znowu jesteście razem czy jak? Wytłumacz mi.
- Jesteśmy tylko przyjaciółmi. Bardzo dobrymi przyjaciółmi.
- Wydawało mi się jak ostatnio z tobą gadałam, że nie masz zamiaru z nim już nigdy więcej gadać. Było to kilka dni temu. Co się zmieniło Cam?
- Nialler zamknął mnie z Lou w jednym domu. Powyciągał klamki z okien, odciął od świata rzeczywistego. Jako warunek naszego wyjścia dał to, że musimy się pogodzić. No i zaczęłam z nim gadać. Jesteśmy przyjaciółmi.
- Jake nie będzie z tego zadowolony.
- A co mnie obchodzi jego zdanie. Przyjaźnię się z tym, z którym uważam za dobre.
- Okej. Kolejna kwestia. Dlaczego z tobą jest tylko czwórka, a nie piątka chłopaków?
- Liam odszedł z zespołu. Poinformował o tym chłopaków w dość dziwny sposób. Udzielił wywiadu, o którym jest teraz bardzo głośno. Nie czytałaś jeszcze?
- Nie, ostatnio nawet komputera nie włączam.
- Zostawił Abby dla Danielle, odszedł od chłopaków aby zacząć karierę solową. I przyjechaliśmy tutaj aby odreagować. Mam nadzieję, że pomożesz mi zapewnić atrakcje dla bandy tych wariatów, bo w domu, spokojnie to oni nie usiedzą. Możesz być o to pewna.
- Mam plan. Ile zostajecie?
- No tak z tydzień. Chłopcy dłużej nie mogą, muszą nagrywać płytę.
- To pojedziemy na biwak.
- Pod namioty? – Zapytałam przestraszona.
- Nie no co ty. Moja ciocia kupiła niedawno, niedaleko stąd domek w lesie. Na sto procent udostępni nam go na jakiś czas.
- Zabieramy ze sobą Jake’a?
- Myślę, że mimo obecności tych pajaców będzie chętny na krótki wyjazd.
Siedziałyśmy tak w kuchni gadając o szczegółach naszego wyjazdu gdy do kuchni wpadł trzymający się za brzuch Nialler. Rzucił tylko ciche ’cześć’ i wziął się za jedzenie kanapek. Miles przyglądała mu się zdiwiona, a ja szepnęłam jej tylko na ucho ‘normalne’. Po jakimś czasie dołączyła do nas reszta, oprócz Zayna, który jak zwykle wstawał ostatni. Musiał iść po niego Louis, który miał dar przebudzania. Zayn zszedł chwilę później i zaczęliśmy się zastanawiać co dzisiaj robimy. Nagle Miles rzuciła.
- Jedziemy na kręgle!
- Tak! – Odparli wszyscy z hukiem, tylko ja miałam skrzywioną minę.
- Zadzwonimy po Jake’a? – Zapytałam. Louis dziwnie spochmurniał.
- Jasne, zaraz to zrobię. To spotykamy się na miejscu za godzinę? – Powiedziała Miles.
- Tak. Jak znajdę jakiś samochód, w którym zmieścimy się wszyscy.
- Ford Riley’a chyba stoi w garażu. – Powiedziała Miles, ale chwilę później tego pożałowała.
Pobiegłam do siebie do pokoju, zatrzasnęłam z hukiem drzwi i schowałam twarz w dłoniach osuwając się po ścianie. Czy ona musiała mi przypominać o tym samochodzie? Czy musiała przypominać mi, że to ja spowodowałam ten wypadek? Mama na moją prośbę naprawiła forda, bo nie chciałam się z nim rozstawać. Podczas moich smutków siadałam za jego kierownicą i wygadywałam się, ale już dawno tego nie robiłam, bo nie kochałam już Riley’a. Nie czułam więzi z nim. Do pokoju ktoś wszedł. Przytulił mnie do siebie. Czyli to Niall, albo Louis. Podniosłam głowę. Mój były chłopak Lou. Zaczęłam płakać mu w koszulkę, on tylko mocniej mnie do siebie przycisnął. Powiedział.
- Już wszystko dobrze, nie płacz.
- Nie wsiądę do tego auta choćbyście mnie mieli żywcem kroić.
- Wszyscy już pojechali z Miles. Pojedziemy czymś innym. Okej?
- Chyba masz na myśli autobus, bo ja swoje auto zostawiłam w Londynie.
- Nie, tylko nie autobus. Zlituj się i zamówmy chociaż taksówkę.
- Niech ci będzie. Daj mi się tylko ogarnąć. A ty zmień koszulkę, bo trochę się na nią popłakałam. Mokra jest.
Poszłam do walizki i wybrałam sobie ciuchy. Ubrałam różowe rurki, turkusowy sweterek, bezowe botki i beżowy komin. Zeszłam na dól do Louisa i zadzwoniliśmy po taksówkę. Przyjechała piętnaście minut później. I tak się spóźniliśmy. Wszyscy grali już w najlepsze. Był też Jake. Gdy się zobaczyliśmy rzuciliśmy się sobie w objęcia. Mocno przytulałam się do chłopaka. Wiedziałam, ze za mną stoi zazdrosny już Louis wiec puściłam mojego przyjaciela. Ten spojrzał się ze złością w punkt za mną. Walnęłam go porozumiewawczo w ramię i zaczęłam gadać.
- No hej. Co tam?
- Nie było cię tylko półtora miesiąca, nic nie zdążyło się zadziać.
- Miles już mówiła ci o wyjeździe? Jedziemy na biwak!
- No nie wiem, nie chce mi się jechać.
- Nie daj się dłużej prosić tylko pojedź! Będzie fajnie! Obiecuję.
- No dobra, zgadzam się.
- Wspaniale.
No i z Lou dołączyliśmy się do gry. Podzieliliśmy się na dwa tory. Ja grałam z Miles, Jake’m i Lou. Podczas gdy oni grali świetnie, ja nie mogłam zbić ani jednego. Przy kolejnym rzucie pomagał mi Lou. Objął mnie od tyłu i poinstruował jak mam rzucać. Nakierował moją rękę. Nie mogłam się skupić.  Moje zmysły się automatycznie same wyłączyły, gdy on mnie obejmował. Ale musiałam nareszcie puścić tą kulę. No i zbiłam wszystkie kręgle. Rzuciłam się Louisowi na szyję. Po raz pierwszy byłam zadowolona na kręglach. Jake nie był za bardzo zadowolony. Powinien zaakceptować mój wybór. Przecież rozumiał, że go nie kocham.

Stałam przed jeszcze moim chłopakiem. Nie wiedziałam co mu powiedzieć. Nie układało nam się od samego początku, stale kłóciliśmy się o Louisa. To o to, że ciągle porównuję Jake’a do niego, to o to, że nie chce usunąć tatuażu lub, że ciągle się tnę. Nie wytrzymywałam już z tym blondynem po zaledwie tygodniu. Nerwowo kręciłam młynek kciukami. W końcu się odezwałam.
- Jake, musimy poważnie pogadać.
- Słucham cię kochana.
- Tak myślałam o nas, ciągle się kłócimy.
- Każda para ma jakieś kłótnie, my dopiero zaczynamy, kiedyś przestaniemy się kłócić. Będzie okej.
- Nie Jake, nie będzie okej. I ja i ty o tym wiemy. Nie wciskaj mi kitu, ze wszystko się ułoży bo tak nie będzie.
- Proszę cię, nie mów tak, nie kłóćmy się znów o to samo. 
- Jake! Wybacz, że powiem to tak dosłownie, ale inaczej do ciebie nie dociera. Nie kocham cię.
- Camila, mówisz to w przypływie emocji.
- Jake! Czy ty mnie słuchasz? Miałeś być odskocznią od cierpienia po Louisie! Ale ja nie potrafię o nim zapomnieć. Rozumiesz?
- Tak, w stu procentach. Nie musisz się tłumaczyć.
- Między nami wszystko okej? Chciałabym żebyśmy zostali przyjaciółmi.
- Więc niech tak będzie. Nie pasujemy do siebie. Odpowiesz mi tylko na jedno pytanie?
- Yhym.
- Ty go ciągle kochasz?
- Tak.
- Wiesz, nie rozumiem cię. Jak można nadal kochać kogoś kto zranił cię aż tak dotkliwie.
- Nie zraniłby mnie gdybym nie wyjechała, ale ja musiałam.
- Ale wyjechałaś, i cię zranił. Nie zmienisz tego.
- No niestety nie, ale chciałabym cofnąć czas.
- Więc mnie nigdy nie kochałaś?
- Nie. Zawsze był tylko Louis, a wcześniej Riley. Przykro mi. No dobra, zauroczyłam się w tobie przed moim wyjazdem do Londynu, ale to tyle.

Obudziło mnie machanie mi przed twarzą Louisa. Pora na mój rzut. Mój nauczyciel chyba mnie czegoś nauczył, bo drugi raz zbiłam wszystkie kręgle. Byłam w szoku. Totalnym szoku. Nareszcie coś mi się udało. Skończyliśmy grać wieczorem i pojechaliśmy do domu. Mama już wróciła z pracy. My jednak nie mieliśmy na nic siły i poszliśmy spać.
Śniłam o nim. O Louisie, czyli jeszcze cos dla mnie znaczył. Nie wiedziałam w tej chwili czy mam ochotę wyznać mu swoje uczucie, czy też nie. On doskonale o tym wiedział to co ja się zastanawiałam. Kiedyś miało być jeszcze dobrze. Wiedziałam kiedy będę gotowa na ten związek, kiedyś to nastąpi. I tyle mogłam mu tylko obiecać.

Mam normalnie brak weny twórczej, ale spokojnie damy radę. No pomysł na dalsze rozdziały jest i wybaczcie, że zranię dotkliwie jednego z bohaterów, nie chciałam tego robić, ale fabuła tego żąda!
Zostaw po sobie ślad! CZYTASZ=KOMENTUJESZ DLA CIEBIE TO TYLKOCHWILA, DLA MNIE MOTYWACJA!

1 komentarz: