niedziela, 10 marca 2013

Rozdział 35.


Siedzieliśmy wszyscy w salonie. Nialler brzdąkał coś na gitarze, chłopcy coś nucili. Ja leżałam na torsie Louisa i bawiłam się jego zamkiem od bluzy. On kręcił na palec moje włosy. Ludziska siedzące z nami dziwnie się na nas patrzyli. Nie obchodził mnie to szczerze. Louis jednak nie wytrzymał.
- O co chodzi?
- No bo nas nurtuje pewne pytanie. – Zaczął Niall.
- Wal śmiało. – Odpowiedział mu Louis.
- No bo wy jesteście w końcu razem czy nie?
- Nie wiem. – Powiedział Lou i zaczął się śmiać.
- Ale jak można tego nie wiedzieć? – Zapytała oburzona Abby.
- Bo my jesteśmy kimś więcej niż przyjaciółmi, ale nie parą, przynajmniej nie formalnie. – Skwitowałam.
- Więc co ma znaczyć to? – Zapytał Liam podając nam gazetę.

Znowu razem?! Louis Tomlinson i Camila Gier.
Wczoraj nasz fotoreporter w parku przed centrum handlowym natknął się na dosyć romantyczną scenkę. Louis i Camila właśnie zamierzali się pocałować. Niestety on im przeszkodził. Pamiętacie ich rozstanie kilka miesięcy temu? Ona nie chciała z nim nawet gadać! Czyżby znowu byli „przyjaciółmi”?

Uśmiechnęłam się tylko głupkowato i spojrzałam po twarzach zebranych w pokoju. Wszyscy patrzyli się na nas pytająco. Louis walnął buraka. Powiem szczerze, nie wiedziałam co powiedzieć. Tak, prawie się przelizaliśmy? Nie, nie mogłam im tego powiedzieć! Stwierdziłam przecież, że potrzebuję jeszcze trochę czasu! Jeszcze nie teraz.. Proszę. Nie chciałam się jeszcze wiązać. Louis postanowił przełamać lody.
- Nie jesteśmy parą.
- Więc o co chodzi z tym? – Zapytał Zayn pokazując gazetę.
- Więc ja pomagałam Lou z szalonym tłumem fanek. No i tak się zdarzyło jak się zdarzyło! Ale do niczego nie doszło!
- Nie musicie nam się z niczego tłumaczyć! Nawet z tego, że spaliście dzisiaj razem. – Powiedział Liam, a ja posłałam mu tylko wrogie spojrzenie.
- Możemy nie gadać o nas? – Zapytał zdenerwowany Lou.
- Tak. -  Powiedziała Abby.
Siedzieliśmy tak dalej wykonując nadal nasze rutynowe rzeczy. Woleliśmy ogółem siedzieć w ciszy, bo każdy był dzisiaj skacowany. Wtuliłam się ponownie w Lou. Pasował mi nasz wariacki układ. Leżeliśmy tak do wieczora. Chciałam już wrócić do domu. Poprosiłam Louisa aby mnie odwiózł.
Pół godziny później podjechaliśmy pod mój dom. Siedziałam w aucie z moim najlepszym przyjacielem. Nie chciałam z niego wysiadać. Mogłam z nim siedzieć godzinami. Nie musieliśmy nawet gadać. Już otwierałam drzwi samochodu gdy zapytałam się Louisa.
- Wejdziesz na herbatę?
- Z wielką chęcią.
Weszliśmy do mnie do domu. Zapaliłam światło. Zdjęłam szpilki i rzuciłam je w kąt. Udałam się do kuchni. Zaraz za mną szedł Louis. Wiedziałam, że przygląda się temu co robię. Wstawiłam wodę na herbatę. Chłopak usiadł przy stole i śledził każdy mój ruch. Zaparzyłam herbatę i podałam ją chłopakowi. Zaczęliśmy gadać.
- Powoli przestaję żałować, że wróciłam do Londynu.
- A kiedykolwiek żałowałaś?
- Znaczy nie żałowałam, ale byłam wściekła na mamę, która kazała mi tu wrócić. No i się bałam.
- Czego mogła się bać taka osoba jak ty?
- Ciebie. – Odpowiedziałam jak najbardziej poważnie.
- Dlaczego bałaś się mnie?
- Raczej tego, że cię spotkam i znów zacznę cierpieć. Potem przyjechali chłopcy i śpiewaliśmy. Wybrali mi jakaś dołująca piosenkę i przypomniałeś mi się ty. Przypomniało mi się, że ciągle coś do ciebie czuję. Znowu zaczęło boleć. Magia Londynu.
- Już nie masz się czego bać. Jestem tu i cię nie skrzywdzę. – Powiedział patrząc mi prosto w oczy.
- Zostań na noc.
- Nie mogę chłopaki zaraz zaczną coś gadać.
- Napisz im, że idziesz ze mną na imprezę.
- Okej. – Chłopak napisał SMS’a i wrócił. – To co robimy?
- Możemy obejrzeć film, albo ewentualnie iść na spacer.
- Wybieram opcję film.
Wybraliśmy ostatnią z części American Pie. Ryliśmy się jak jakieś wariaty. Zapomniałam, my byliśmy wariatami. Film się skończył. Zaczęliśmy siedzieć znudzeni. No i Louis musiał jakoś rozluźnić atmosferę. Zaczął mnie łaskotać. Śmiałam się tak, że zabrakło mi aż tchu. On nie przestawał. Po chwili postanowiłam, że to ja zacznę go łaskotać, nie ma zmiłuj! Zwaliłam go z kanapy i siadłam na nim okrakiem. Zaczęłam go łaskotać. Louis nie wytrzymywał, śmiał się jak szalony. W końcu ja straciłam siłę, zeszłam z niego i położyłam się obok na podłodze. Przechyliłam głowę i spojrzałam się na niego. On podpierał się na łokciu patrząc w moją twarz. Zaczęliśmy się do siebie zbliżać. Momentalnie podskoczyłam i powiedziałam.
- W szafce stoi samotny Jack Daniels. Może tak sobie go wypijemy?
- Przecież jesteśmy na imprezie, czemu by nie. – Powiedział zaciesznięty Louis.
Wyjęłam dwie szklanki i polałam nam alkoholu. Nie mogłam pić go jeszcze legalnie, ale kogo to obchodziło? Chyba nikogo obecnego tutaj. Na pewno nie Louisa, chłopaka, ż którym zawsze starałam się siedzieć trzeźwa na imprezach. Wypiliśmy całego Jack’a Danielsa i stwierdziliśmy, że nam mało. W szafce stała też duża wódka przywieziona z Port Angeles. Ją też rozwaliliśmy. Świetnie bawiliśmy się w swoim towarzystwie. Byliśmy nieźle zalani. Zaczęliśmy poważnie gadać.
- Miałaś kogoś po mnie?
- Tak, ale to nie było uczucie. To było tylko odreagowanie, które nie wyszło, bo złamałam chyba chłopczykowi serce. – Ze swoich ust zrobiłam podkówkę.
- Kto był tym szczęśliwcem?
- Jake.
- Serio? – Louis się śmiał.
- Tak, ale nam nie wyszło, rozeszliśmy się w przyjaźni. I wtedy wróciłam tu. A ty? Miałeś kogoś?
- Eleanor. Kilka dni. Rzuciłem ją.
- Dlaczego?
- Bo zauważyłem, że kocham tylko ciebie.
- Oh. Też cię kocham Louis, ale nie jestem jeszcze gotowa. Wybacz.
- Nie jestem na ciebie zły z tego powodu. Przecież ci powiedziałem, że będę czekał.
- A co do Abby i Liama, oddalili się ostatnio od siebie.
- Liam nie mówi o tym głośno, ale zakochał się w kimś innym. Podczas trasy mieliśmy czas i wpadliśmy na plan X Factora, na gościnny występ. Na scenie występowaliśmy z takimi tancerkami, Liamowi jedna wpadła w oko i mieli krótki romans. Bodajże Danielle. Jest od niego starsza. Abby o niczym nie wie. Kocha go jak wariatka, ale ja z chłopakami czujemy, że to koniec tego związku. Harry bardzo wspiera Abb.
- Hazza?
- Taak, podoba mu się mała siostra Nialla, bo tak ją nazywa. Malutka siostrzyczka Nialla. Z resztą to ich sprawa jak wszystko się potoczy.
- Tęskniłam za tobą Louis.
- Ja za tobą też. Nawet nie wiesz jak bardzo.
- Nawet nie sądziłam, że się z tobą pogodzę. Zapierałam się nie wybaczę mu! A teraz co? Siedzę z moim byłym chłopakiem, niedawno skończyliśmy flaszkę, w zasadzie dwie. Gadamy jak starzy, dobrzy przyjaciele. I właśnie tego mi brakowało. Ciebie.
- Jak mi miło, nie spodziewałem się, że jeszcze kiedykolwiek to powiesz. Myślałem, że już zawsze będziesz taka oschła jak wtedy gdy zwlekłaś mnie z łóżka.
- Powiedz mi, co wtedy myślałeś, bo wyglądałeś jakbyś zobaczył ducha.
- Myślałem, ze mam najpiękniejszy sen w moim życiu. Zobaczyłem w moim domu dziewczynę, którą kocham. I w głębi duszy dziękowałem Niallerowi, że to zrobił, że zamknął nas razem. Cieszyłem się. Ale później spanikowałem, nie wiedziałem jak zacząć z tobą gadać. Poszedłem na górę. No i przyszłaś ty, zaczęliśmy gadać, ale nie było to już to co kiedyś. Cieszyłem się, że mogę mieć choć część ciebie dla siebie.
- Zachowałam się wtedy jak idiotka, olałam cię na początku, od razu powinniśmy wtedy pogadać, wytłumaczyć sobie wszystko. Ale ja zawsze muszę zrobić jakieś głupie podchody.
- Pamiętasz koncert w Seattle?
- Nie da się zapomnieć.
- Do czasu tamtego koncertu gadał ze mną tylko Liam. Po występie, spotkaniach z fanami poszedłem do garderoby i się zamknąłem. Płakałem. Bolała mnie twoja obojętność. I przyszedł Niall, podniósł mnie na duchu, obiecał mi, że jeszcze kiedyś będę z tobą gadał i on mi w tym pomoże. Dotrzymał obietnicy.
- Niall to prawdziwy przyjaciel. Przekonałam się o tym kilka razy. Nigdy nie zawodzi.
- Zauważyłem. Chciałbym cofnąć czas.
- Dlaczego?
- Przeżyłbym wszystkie moje szczęśliwe chwile od nowa. Może tym razem bym niczego nie schrzanił.
- Louis. – Ujęłam jego twarz w dłonie i patrzałam mu prosto w oczy. – Masz mnie, chłopaków. Nie liczy się już to co było kiedyś, zaczęliśmy od nowa, chcemy wszystko naprawić. Pamiętasz? Keep calm and love Louis Tomlinson? Jak się dołuję to noszę tą bluzę, od razu humor mi się poprawia, jesteś najlepszą rzeczą jaka mi się przydarzyła w życiu. Nie zamieniłabym cię na nic innego. Owszem zraniłeś mnie, ale to nie znaczy, że nie może znowu być dobrze. Będzie dobrze, obiecuję.
- Obiecujesz? - Chłopakowi popłynęły po policzku łzy.
- Idę spać. Śpisz ze mną czy sam?
- Sam się boję, wolę z tobą.
Chwyciłam mojego przyjaciela za rękę i pociągnęłam go ze sobą do mojej sypialni. Bez skojarzeń proszę! Owszem zajęło nam to dobre pół godziny, ale w końcu poszliśmy spać.

Zmęczyłam ten rozdział. Pisałam go dwa dni! Nie miałam pomysłu na niego. No i nie chcę za szybko rozwijać fabuły! Taki trochę długaśny wyszedł.. Nie no ale pod koniec pisało się go już dobrze. Mam nadzieję, że się podoba. I tak na marginesie, znowu wam uległam, nie mam serca zawiesić tego bloga mając 10 rozdziałów w zapasie!
Zostaw po sobie ślad! CZYTASZ=KOMETUJESZ DLA CIEBIE TO TYLKO CHWILA, DLA MNIE MOTYWACJA!

1 komentarz:

  1. to jest takie nie do opisania (w dobrym sensie) . . . . nie ma takiego słowa które opisało by tego bloga, niesamowite to za mało . . . wszystko jest idealnie dobrze,życze dużo weny i czekam dalej . .
    A.S. ;P

    OdpowiedzUsuń