Obudziłam się o 10. Poszłam do kuchni, zrobiłam sobie
śniadanie. Jadłam bez większego entuzjazmu. Powoli przeżuwając każdy kawałek
mojego posiłku. Po zjedzeniu poszłam na górę się ogarnąć. Ubrałam czarne rurki,
biały t-shirt z nadrukiem i za dużą rozpinaną czarną bluzę. Włosy związałam w
kłosa. Siedziałam tak i się nudziłam. Nudziłam się i tak siedziałam. Nagle
usłyszałam dźwięk mojego telefonu, mianowicie Moments, z którym nie miałam siły się rozstać. Na wyświetlaczu
pojawiło się zdjęcie Niallera co oznaczało, że dzwoni do mnie. Odebrałam i
odpowiedziałam.
- Halo?
- Halo? Cam? Potrzebuję twojej pomocy.
- Okej, nie mogą ci pomóc chłopaki?
- Nie ma ich w domu, zabrali ze sobą gdzieś Louisa.
Zostawili mnie samego!
- To teraz wytłumacz mi co się stało.
- Nie mogę rozmawiać przez telefon. Nie o tym. Ściany
mają uszy.
- O czym ty gadasz Nialler?
- No proszę cię! Potrzebuję twojej pomocy!
- Okej, będę za 15 minut.
Nie chciało mi się przebierać. Włożyłam tylko czarne
conversy. Ostatnio chodziłam ubrana cała na czarno. Mój humor mi to dyktował.
Byłam ciekawa do czego jestem tak niezbędna. Nialler chce mnie wziąć na zakupy
czy co? Nie miałam pojęcia. Zbliżałam się do ich domu. I wspomnienia wracały.
Wszystkie dobrze spędzone chwile. Wysiadłam z auta i na lajcie weszłam do ich
domu. Krzyknęłam.
- Nialler gdzie jesteś?!
- Na górze u siebie. – Weszłam a on siedział u siebie na
łóżku.
- Więc o co chodzi?
- Tylko proszę nie krzycz na mnie. – Chłopak wstał i
stanął w drzwiach. – To dla waszego dobra.
Nie zdążyłam się zapytać o co chodzi bo chłopak ruszył na
dół. Biegł. Kogo jak kogo, ale Nialla nie miałam szans złapać. Chłopak wybiegł
z domu, zatrzasnął za sobą drzwi. I zamknął je na zamek. Zaczęłam w nie walić
pięściami. I drzeć się oczywiście. Moje łomotanie chyba obudziło pana
idealnego. Louis zszedł na dół, stanął przed schodami i patrzył się na mnie jak
na jakiegoś anioła. Widziałam, że Nialler był jeszcze za drzwiami. Wydarłam się
do niego.
- Nialler wypuść mnie stąd! Czy chcesz mnie zmusić do
siedzenia z nim w jednym domu?! Chyba skretyniałeś! Wypuść mnie w tej chwili!
Jak nie to wyjdę oknem!
- Nie dasz rady! Wyjąłem wszystkie klamki w domu!
- Wypuść mnie! W tej chwili!
- Dopóki nie dojdziecie do porozumienia możecie pomarzyć
o wolności! Lodówka jest pełna!
- Cholera niech cię strzeli Niall! A ty byś mi pomógł a
nie się gapisz! – Wydarłam się do Louisa. Ten podszedł do drzwi i przemówił
swoim pięknym głosem.
- Niall wypuść nas, to nie jest pora na takiego typu
rozmowy. – Uśmiechnęłam się mimo woli słysząc jego melodyjny, ale smutny głos.
- A kiedy masz zamiar z nią pogadać? Nigdy? No bo ty Lou
nie masz zamiaru się do niej odezwać boisz się! Taka jest prawda! I ja was nie
wypuszczę!
- Jeszcze tu wrócisz Niall!
Wydarłam się i poszłam do salonu. Usiadłam na sofie włączyłam telewizję, chciałam ją włączyć.
Niall odciął nas od rzeczywistości. Louis stał jak skała ciągle pod drzwiami.
Nie wiedział jak się zachować. W końcu poszedł do kuchni. Poszedł coś zjeść.
Poczułam zapach kakao. Poranne kakao, pamiętam. Podał mi jeden kubek i poszedł
na górę. Zostawił mnie samą, na szczęście. Siedziałam i myślałam czy z nim
pogadać czy tez nie. Wiedziałam jak mógł się teraz czuć. Musiał być przybity?
Mijały godziny, a on nie schodził. Poszłam do kuchni zrobić coś na obiad.
Postanowiłam przygotować spaghetti. Tylko to umiałam robić bez przepisu. Gdy
przygotowałam posiłek poszłam na górę, uchyliłam drzwi od pokoju Louisa i się
już wtedy przeraziłam. Na podłodze, wszędzie leżały ubrania. Weszłam i oparłam
dłonie na boczkach. Louis mnie nie usłyszał. Leżał ze słuchawkami w uszach z
zamkniętymi oczami. Na sobie miał szare dresy i biały podkoszulek. Podeszłam do
niego wyrwałam mu słuchawki z uszu i skopałam go z łóżka. Wstał, spojrzał się
na mnie dziwnie a ja tylko powiedziałam.
- Co to ma być? W takim syfie w ogóle można żyć? –
Śmiałam się sama ze swoich słów.
- Myślałem, ze ty.. – Powiedział smutny chłopak.
- Louis, zbieraj tą swoją dupę w troki i musimy tu
posprzątać. Nie można się całe życie załamywać. – Patrzałam mu prosto w oczy.
Były zapłakane. I widziałam tą iskierkę co kiedyś.
- Myślałem, ze nie masz zamiaru ze mną gadać. – Uśmiechał
się lekko, no nareszcie.
- No bo nie miałam, ale chcę stąd wyjść, a przy okazji może
się z tobą pogodzę.
- Cam ja naprawdę chciałbym..
- Bądź cicho, nie psuj tego. – Patrzałam mu w oczy i
zakryłam mu usta ręką. Miał dość długi zarost. – Ale najpierw się ogol.
- Jak sobie życzysz. – Powiedział z szerokim uśmiechem.
- No, i takiego Louisa mam zamiar widzieć cały dzień.
- Chcesz ze mną spędzić cały dzień?
- Jak będziesz grzeczny to tak. Nialler i tak nie wróci
przed 19. Znam go.
Louis poszedł się ogarnąć, a ja zaczęłam sprzątać jego
pokój. Razem z ubraniami walały się nasze wspólne zdjęcia. Westchnęłam tylko na
ich widok. Nie mogłam okazać słabości przed Louisem. Segregowałam jego
wszystkie koszulki w paski. Było tego na serio bardzo dużo. Kolorowe spodnie,
skarpetki. Spod ubrań wykopałam gitarę. Po jakichś 15 minutach dołączył do mnie
Louis. Zaczął mi pomagać. Na początku było drętwo. Składaliśmy tylko ubrania. W
pewnym momencie dla rozluźnienia sytuacji rzuciłam w chłopaka jednym z jego
ubrań. No i zaczęła się wojna, ja rzucałam w niego on we mnie. Śmialiśmy się.
Louis przypominał już bardziej Louisa niż rano. Nareszcie odkopaliśmy pokój
chłopaka z ubrań. Zabrałam go na dół na obiad. Nałożyłam mu i sobie i
zaczęliśmy jeść. Lou nawet się uśmiechał. Moim zadanie dzisiaj było
doprowadzenie tego osobnika do stanu użyteczności. Gdy skończyliśmy jeść
poszliśmy do salonu. Usiadłam po turecku na kanapie, a Louis na fotelu.
Zapytałam się go w końcu.
- Jak się trzymasz?
- Jak widać. – Odpowiedział. Nic mi to nie mówiło. – A
ty?
- Chyba dobrze.
- Cam, chciałem cię przeprosić, przeprosić za to, że cię
zostawiłem. Wiem, ze cię zraniłem, nie chciałem. Po prostu pomyślałem, ze ty
już nie wrócisz, a to nie ma sensu. – W jego oczach zbierały się łzy.
- Louis, nie płacz. – Złapałam go za rękę. – To nie była
tylko twoja wina. Ja też się od ciebie oddaliłam. Zapomnijmy o tym. Proszę cię.
Zacznijmy od nowa.
- Od nowa.. Kocham cię ciągle, i nigdy nie przestanę. –
Pokazał swój palec i się uśmiechnął.
- Lou, wiem, ja tez czuję, że jesteś kimś bardzo ważnym,
ale daj mi czas, nie jestem gotowa tu i teraz.
- Rozumiem. Będę czekał. Widziałem twoje ręce na
koncercie.
- Zagoiły się już. Blizny też kiedyś znikną.
- Ale nie mogłem sobie darować, ze to przeze mnie.
Rozumiesz? Harry ze mną nie chciał w ogóle gadać. Gdyby nie Niall już dawno by
mnie na tym świecie nie było. Harry wsparł mnie dopiero później..
- Chłopaki mi mówili, ze napisałeś z Harrym piosenkę.
- E tam, takie bazgroły.
- Nie gadaj, Niall mówi, ze jedna z najlepszych.
- Niall to tu się nie zna.
- Jak wpadłeś na jej słowa?
- Serce mi powiedziało.
- Zaśpiewaj. Proszę. – Patrzeliśmy sobie prosto w oczy.
- Okej. – Lou poszedł po gitarę. I zaczął śpiewać.
I won't let these little things slip out of my
mouth.
But if I
do it's you, oh it's you they add up to.
I'm in
love with you and all these little things.
You can't go to bed without a cup of tea..
And
maybe that's the reason that you talk in your sleep.
And all
those conversations are the secrets that I keep
Though
it makes no sense to me.
- To tylko fragment.
– Powiedział zawstydzony Lou.
- Piękna. – Powiedziałam.
Nasze twarze dzieliły już milimetry, byłam gotowa na ten
pocałunek. Lou patrzał mi się w oczy jakby pytał czy może. Już miał mnie
pocałować gdy do domu wparował Niall. Momentalnie od siebie odskoczyliśmy. Mina
mojego przyjaciela się poprawiła od rana. Spojrzał on na minę Louisa. No i zaczął
się śmiać. Lou znowu się uśmiechał. Wyszedł na dwór. Ja z Lou spojrzeliśmy
sobie w oczy z tęsknotą. Te jego niebieskie tęczówki przepełniało właśnie to jedno
uczucie. I wtedy wrócił Niall z resztą chłopaków i Abby. Wariaci rzucili się na
Louisa jakby mieli go zaraz udusić. Ten zaczął się śmiać. Nialler spojrzał
jeszcze raz na mnie i na Louisa i wszyscy przyłączyli się do nas. Zaczęliśmy
gadać jak kiedyś, zaczęliśmy się znowu śmiać.
Rozdział 33. Tak wiem, że piszę coraz nudniej. Wolicie
Louisa i Cam jako przyjaciół czy parę? Jak ja ich wolę przekonacie się
niedługo. Muszę jakoś skomplikować fabułę. Bo przynudzam ostatnio.
Zostaw po sobie ślad! CZYTASZ=KOMENTUJESZ DLA CIEBIE TO TYLKO CHWILA, DLA MNIE MOTYWACJA!
ja ich wolę jako postać lou na tym blogu- debil, który zrani Cam , a Camile będzie pocieszać Jay !
OdpowiedzUsuńBrawo dla mnie !
Ale pisz jak uważasz, ja po prostu od początku zakochałam się w Jay'u *.*
Czekam na next
TO MA BYC PARA :*
OdpowiedzUsuńświetne.
Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.
OdpowiedzUsuńpara
OdpowiedzUsuń