Obudziłam się. Nie było koło mnie Louisa. Gdzie wywiało
tego wariata? Powoli zwlekłam się z łóżka. Zaczęłam zmierzać krok za krokiem po
schodach. Z kuchni słyszałam śmiechy. Stanęłam w drzwiach. Louis przygotowywał
swoją legendarną jajecznicę z marchewką, a moja mama siedziała i z nim
rozmawiała. Tak, mogłam się tego spodziewać. Lou zwykle wstaje przede mną.
Zauważył mnie i posłał mi promienny uśmiech. Mama zauważyła mnie chwilę
później. Powiedziała do mnie.
- Louis właśnie przygotowuje mi jajecznicę z marchewką,
dlaczego ty nie masz takich pomysłów?
- Bo jest to sekretny przepis Lou, którego nikomu nie
chce zdradzić. – Odpowiedziałam uśmiechnięta.
- Sekret tkwi w tym, że tylko sam mistrz marchewek
potrafi ją przyrządzić. – Powiedział Lou przegryzając marchewkę.
- A kakao gdzie panie mistrzu marchewek? – Zapytałam
złośliwie.
- Stoi na małym gazie. – Louis posłał mi szeroki uśmiech.
Zjedliśmy śniadanie, jajecznica jak zwykle była pyszna.
Mama poszła się położyć, a ja z Lou mieliśmy cały dzień dla siebie. Zebrałam
naczynia i poszłam zmywać. Czułam na swoich plecach wzrok chłopaka. Po całym
zmywaniu odwróciłam się do niego i powiedziałam.
- To co dzisiaj robimy?
- Myślałem, że ty cos wymyśliłaś.
- Ehh, czyli to ja zawsze mam wymyślać nam atrakcje? –
Louis tylko pokiwał głową z głupkowatym uśmiechem.
- Ale najpierw chodź! Mam coś dla ciebie.
Poszliśmy na górę do pokoju gościnnego. Louis usiadł
przed swoją walizką i zaczął wyrzucać z niej wszystkie swoje rzeczy. W wyniku
całej tej akcji cały pokój był zasypany jego ubraniami. W końcu znalazł jakieś
czerwone zawiniątko. Z największą powagą podał mi je. Rozwinęłam i jak się
okazało była to bluza. Piękna czerwona bluza z napisem KEEP CALM AND LOVE LOUIS TOMLINSON. Rzuciłam się na niebieskookiego
i przytuliłam najmocniej jak tylko potrafiłam. On się śmiał i udawał, że się
dusi. Ubraliśmy się i poszliśmy na spacer. Spacerowaliśmy po moim ulubionym
parku. Nie baliśmy się już chodzić trzymając się za ręce. Spletliśmy swoje
palce i machaliśmy rękoma jak przedszkolaki. Nagle Lou wpadł na pewien pomysł.
Zaczął mnie łaskotać. Tarzałam się ze śmiechu po trawie, w wyniku czego cała
byłam zielona. Ludzie chodzili i jedni się z nas śmiali inni uśmiechali się
przyjaźnie. W końcu Lou przestał mnie łaskotać i usiadł na trawie. Położyłam mu
głowę na nogi. Siedzieliśmy tak w milczeniu gdy nagle zauważyłam Jake’a.
Wzięłam Louisa za rękę i pociągnęłam go w stronę chłopaka.
- O co chodzi? – Zapytał zdezorientowany.
- Musisz kogoś poznać.
- Kogo?
- Mojego przyjaciela. Może nareszcie przestaniesz być
zazdrosny. – Lou tylko westchnął, ale nie opierał się. Podeszliśmy do Jake’a.
Nie zauważył nas na początku. Wystraszyłam go. – Hej. – Powiedziałam.
Podskoczył ze strachu. Odwrócił się i zmierzył Louisa wzrokiem. Louis również
zmierzył Jake’a wzrokiem. Swoje spojrzenie zatrzymał na nadgarstku chłopaka, na
tatuażu. W jego oczach widziałam złość, ale szturchnęłam go i powiedziałam do
Jake’a. – To jest właśnie mój Louis.
- Twój Louis.. – Chłopak powiedział te dwa słowa powoli.
- Lou. Milo mi. – Powiedział mój chłopak bardzo
przyjaźnie. Był niezłym aktorem.
- Jake.
- Camila mi dużo o tobie mówiła. – Louis najwidoczniej
chciał podkreślić, że jestem jego i tylko jego. Przyciągnął mnie do siebie
obejmując w pasie. Przy czym ciągle szeroko się uśmiechał.
- Mi o tobie nie za dużo. – Ten chociaż był szczery.
- Lou, mieliśmy iść do kina, pamiętasz? – Zapytałam
mojego chłopaka.
- Ach, tak. Może zabierzemy Jake’a ze sobą?
- Nie dzięki, nie trzeba.
- Będzie miło, zabierzemy Miles, chodź Jake. –
Powiedziałam. Wiedziałam, że kogo jak kogo, ale mnie to posłucha.
No i jak pomyślałam tak się stało. Zadzwoniliśmy po
Miles, która z chęcią się z nami wybrała. Szczerze wam powiem, że nie kumałam
Louisa. Ale skoro chciał, to będzie miał. Na Miles czekaliśmy tylko kilka
minut. Bardzo się polubiła z Lou. Spoko. Chociaż ona. Nie widziałam tego po
Jake’u. Ale skoro buli moimi przyjaciółmi musieli to chyba zaakceptować. No i
wybraliśmy, Louis wybrał jakieś romansidło. Achh, on fan płakania na filmach.
Weszliśmy na salę.
*Jake*
Ten genialny chłoptaś wybrał jakiś denny film. Siedziałem
i się nudziłem. Nie mogłem odmówić Cam wyjścia do kina. Tak, ale jedno mogłem
stwierdzić. Przy Louisie nie miałem u Cam żadnych szans. To był chłopak ideał.
Zabawny, przystojny. I jeszcze ta jej bluza. Nie no normalnie piękna. Ehh, nie
no ona nie była moja! Nie mogłem być o nią zazdrosny. Spojrzałem na nich
odruchowo. Camila właśnie pocieszała Louisa. Wzruszył się chłopaczek.
Biedaczek. Nie no ale mi go szkoda.. Zaraz sam się popłaczę. Fakt, to fakt, nie
lubiłem go. Ale którego z facetów Cam lubiłem? Żadnego.
*Cam*
Film się skończył. My z Louisem poszliśmy do mnie do domu
a Jake i Miles gdzieś w swoją stronę. Szliśmy śmiejąc się z samych siebie.
Weszliśmy do domu, położyliśmy się na łóżku w pokoju gościnnym i zaczęliśmy
rozprawiać o tygodniach bez siebie.
- Nie chcę żebyś jutro jechał.
- Ja też nie chcę jechać, ale muszę.
- Wiem, to twoja praca.
- Chciałbym żebyś wróciła.
- Też bym chciała, ale nie mogę. Czas szybko zleci, ja
pójdę do szkoły, ty będziesz miał próby i niebawem znów się zobaczymy.
- Wiem. Ale fakt, że zostawię cię na tak długo nie jest
mi do śmiechu.
- Są jeszcze telefony, skype. Lou będziemy gadali.
Obiecuję.
Minął dzień, dzień, ostatni dzień z Louisem. Będę
tęskniła.
*następnego dnia*
Siedzieliśmy w poczekalni. Co prawda Louis miał samolot
za godzinę, ale woleliśmy się przygotować na wypadek gdyby on spotkał fanki. Ja
siedziałam zapłakana. Lou tylko mnie przytulał i próbował pocieszyć. Nie
udawało mu się. I na dodatek z tego wszystkiego miał mokrą koszulkę. Minuty
mijały nas nieubłaganie. Płynęły szybko. Zabierały każdą wspólną chwilę. Serce
mnie bolało na myśl o ponownym rozstaniu. No i nadeszła chwila odejścia Louisa.
Wstał i powiedział.
- Pamiętaj, że cię kocham i to się nigdy nie zmieni.
- Ja ciebie też. –Tylko tyle potrafiłam z siebie wydusić.
Chłopak złożył na moich ustach namiętny pocałunek i
ruszył w kierunku odprawy. Nie chciałam większego pożegnania. Wystarczyło mi
takie, wystarczyło mi, że po takim płakałam. Kuźwa! Że akurat jak zaczęłam być
szczęśliwa los zaczął komplikować moje losy. Stałam patrząc w kierunek mojego
ukochanego. Już niedługo się zobaczymy, niedługo. Pięć tygodni. Chłopaki
obiecali, że wyślą mi bilety. Obiecali. Tęskniłam za każdym z nich. Za powagą
Liama, flirtem Harrego, obżarstwem Nialla, vas
happeninem Zayna, marchewkami Louisa, wulgarnością Abby. Niedługo się
zobaczymy. Ciągle to sobie powtarzałam. A jednak nie mogłam uwierzyć, że
jeszcze kilka sekund temu dotykałam Louisa. Czułam go. Ruszyłam w stronę
swojego auta. Byłam tak zamyślona, że nie zauważałam ludzi idących przede mną.
Czy pożegnania zawsze są pełne płaczu? W moim przypadku tak. No i pojechałam do
domu rozmyślając o sensie tego co jest..
Rozdział jako taki napisany. Wiem, ten jest denny. Nie
musicie mi tego mówić. I krótki, ale nie wiedziałam co tu więcej napisać.
Wybaczcie
Zostaw po sobie ślad! CZYTASZ=KOMENTUJESZ DLA CIEBIE TO TYLKO CHWILA, DLA MNIE MOTYWACJA!
nie pisz po każdym rozdziale że jest denny albo nudny, bo to wcale nie zachęca do dalszego czytania ;)
OdpowiedzUsuń