*Cam*
Musiałam o wszystkim powiedzieć dla Miley i Jake’a. Ale
jak to zrobić? Siedziałam na ławce w parku, gdzie się z nimi umówiłam. Nerwowo
kręciłam kciukami młynek. Zaczęli się zbliżać Miles z Jake’m. Usiedli na ławce,
a ja wstałam. Poważnym tonem zaczęłam.
- Więc muszę wam coś powiedzieć.
- Cam, tylko nie chrzań, że zaciążyłaś. – Powiedziała
przestraszona Miles.
- Miles, nie urywaj mi w pół zdania. Więc bardzo dobrze
wiecie, że Riley nie żyje i, że kochałam go jak wariatka. – Nerwowo chodziłam i
machałam rękoma jak wariatka. – I rozmawiałam wczoraj z Niallerem i
postanowiliśmy, że zabiera mnie ze sobą do Londynu. – Uśmiechnęłam się szeroki
i czekałam na ich reakcję.
- Wspaniale kochana! – Wykrzyknęła Miles. Tylko ona
wiedziała ile znaczył dla mnie Nialler, no i Londyn.
- Na ile jedziesz? – Zapytał zaniepokojony Jake. Miles
spojrzała na niego z politowaniem. Znała odpowiedź.
- Na stałe Jake.
- Jak to na stałe?! – Wydarł się na cały głos.
- Jake to i tak kiedyś by nastąpiło.
- Ale nie możesz nas zostawić! Dopiero zaczęło być
lepiej! Camila! – Odezwał się błagalnie Jake.
- To nie ty podejmujesz a mnie decyzje. Jadę do Londynu
czy tego chcesz czy nie.
- To chodzi o niego.. Przyjechał i myśli, że po prostu
może sobie ciebie zabrać! A ty mu wierzysz kretynko! Nie myślisz o nas! Czy
wiesz jak będzie się czuła Miles?!
- Jacob! Nie raz gadałam z Miles o tym, że kiedyś na
pewno stąd wyjadę, wrócę do Londynu. I wiem, że ona pozwoli mi wyjechać bez
względu na to z kim pojadę. I właśnie podjęłam decyzję, a jeśli jeszcze raz do
mnie krzykniesz to nawet nie próbuj się do mnie odzywać.
- Więc niech tak będzie! – Wydarł się i odszedł.
Stałam tak przez chwilę wpatrując się w niego. Poczułam,
ze po moich policzkach płyną łzy. Starłam je szybko i odwróciłam się w stronę
zszokowanej Miles. Postanowiłam chociaż z nią się nie pokłócić. Powiedziałam.
- Idę się pakować. Idziesz ze mną? – Mój głos brzmiał
bardzo przyjacielsko.
- Jasne. – Powiedziała dalej zszokowana.
Całe popołudnie spędziłam z Miles i Niallem. Pakowaliśmy
w dwie walizki całą moją szafę, co było niemożliwe. Postanowiłam, że wezmę to
co najpotrzebniejsze, a resztę dokupię. Po spakowaniu mnie i Nialla włączyliśmy
telewizję. Leciała jakaś denna komedia romantyczna. Ja i Miles oczywiście
płakałyśmy. Na szczęście miałyśmy pocieszyciela. Mój kochany Nialler. Co ja bym
bez niego zrobiła. Moja przyjaciółka poszła do domu około godziny 19. Poszłam
spać wcześnie. Jutro o piątej rano mieliśmy wylot. Nie mogłam się doczekać.
Będę jednak trochę tęskniła. Za Miles, Jake’m. Tak wiem, zraniłam go. Ale cóż
poradzę, wolałam przebywać z Niallem. Jake’a znałam zaledwie kilka tygodni. Nie
zostanę dla takiej osoby specjalnie w Port Angeles. Nie chciałam dla niego
zostać. Nie kochałam go. Kiedyś trzymał mnie tu tylko Riley, teraz nikt. Byłam
wolna. I właśnie miałam zamiar wylecieć.
*Następnego dnia*
Stałam z Niallem przy odprawie. Czekaliśmy na nasz lot.
Pół godziny. Miles napisała do mnie pożegnalnego SMS’a, a po Jake’u ani śladu.
Co ja się przejmowałam tym człowiekiem. Miałam dzisiaj spotkać moją Abb. Tak
bardzo za nią tęskniłam. Za tymi wspólnymi wieczorami. Przeszliśmy przez
odprawę. Pięć minut do startu. Siedziałam już wygodnie na fotelu w samolocie.
Za chwile mieliśmy startować. Dwie minuty, jedna, i start. Wtuliłam się w ramię
Nialla. Tak, bałam się latać samolotami, panicznie się bałam. Oderwaliśmy się
od ziemi. Ściskałam dłoń mojego przyjaciela. Puściłam ją dopiero po około
dziesięciu minutach. Dopiero wtedy gdy pozwolono nam odpiąć pasy. Na miejscu
mieliśmy być o 15. Jeszcze tyle godzin. I co tu robić? Nialler śpi, telefon
wyłączony, więc i ja idę spać.
Obudziłam się dopiero o 12. Mój towarzysz już też nie
spał. Postanowiłam sobie z nim pogadać.
- Nialler..
- Yhym?
- Cieszysz się, że z tobą lecę?
- Cam, twój powrót był moim marzeniem.
- Cieszę się. Teraz będzie tak jak kiedyś no nie? Te
nasze wieczorki, bitwy i w ogóle..
- Tak Cam, teraz będzie znowu idealnie.
- Mój przyjaciel się na mnie wkurzył. Jake. Nie akceptuje
mojej decyzji.
- Jeśli to prawdziwa przyjaźń to przetrwa każdą
odległość. Wiesz, tak jak twoja i moja. Zobacz od trzech lat mieszkałaś w Port
Angeles, a dalej się przyjaźnimy.
- Cieszę się, że mam ciebie Niall. Jesteś jak brat,
którego nigdy nie miałam.
- A ty jak moja siostrzyczka bliźniaczka. Mimo, że ją
mam.
- Ale to się nie liczy. I tak nie jesteście do siebie
podobni. Bliźnięta dwujajowe.
- Ach, no prawda. To jak następnym razem bierzemy cztery
walizki? – Zaczął się śmiać Niall.
- Nie, dziesięć. – Udawałam obrażoną i zaczęłam się z nim
przekomarzać.
O 15 wylądowaliśmy na płycie lotniska w Londynie. Byliśmy
w budynku. Zaczęłam z Niallem wypatrywać jego rodziny. Znając życie nie
zauważylibyśmy jej gdyby nie loki Abb. Machała nimi na prawo i lewo rozglądając
się. Nagle nas zauważyła. Zaczęła biec. W naszą stronę oczywiście. Ta moja
kochana wariatka. Rzuciła mi się na szyję i zaczęła dusić. Śmiałyśmy się
jednogłośnie. Niall przerwał naszą chwilę szczęścia.
- A ja kochana siostrzyczko? Kto się ze mną przywita? –
Zaczął rozkładać ramiona.
- Chrzań się! – Odpowiedziała mu Abb. – Jak podróż
kochana? – To pytanie było skierowane do mnie.
- Męcząca. – Odpowiedziałam z bananem na twarzy. – Ale
nareszcie jesteśmy razem.
- Chodź, jedziemy do domu. – Powiedziała i pociągnęłam
mnie za sobą. Horan zostawał gdzieś w tyle.
No i pojechaliśmy do domu Horan’ów. Poszliśmy spać.
Noo.! Heejka ;) Nareszcie poznaliście moją Abb. Nareszcie
;D Mam nadzieję, że ją polubicie. Zaczynamy nowy etap przygody Cam, Londyn. Mam
nadzieję, że ktoś to w ogóle czyta. No i tak .
Zostaw po sobie ślad! CZYTASZ=KOMETUJESZ
ty powinnaś pisać książke to jest wspaniałe oby tak dalej, życze dużo weny....
OdpowiedzUsuńA.S. ;P
Cudna, pisz dalej:)
OdpowiedzUsuńWciągnęłam się bardzo w czytanie :)
no to pradwamega wciągające.. tylko szkoda, że zostawiła tak jake'a ;(
OdpowiedzUsuń