sobota, 23 lutego 2013

Rozdział 20.


*kilka, kilkanaście tygodni później*
Siedziałam z Abb na sofie oglądając MTV. Śpiewałyśmy większość piosenek lecących na kanale. Nialler się jeszcze nie odzywał. Tęskniłyśmy za nim. Tak, Abb też. Właśnie leciała piosenka Nickelbacka – How you remind me. Zaczęłyśmy śpiewać. Z Abby zaczęłyśmy skakać po stole i kanapie. Nagle w kieszeni poczułam wibracje. Wyjęłam powoli telefon. Spojrzałam na wyświetlacz i wydarłam się do Abby.
- Wyłącz dźwięk! Niell dzwoni! Szybko. – Abby wykonała moje polecenie a ja zaczęłam gadać. – Halo? – Szepnęłam, ie wiedziałam co więcej powiedzieć.
- Cam? Co tam? – Usłyszałam ten boski lekko chrypkowaty głos.
- Nialler! Nawet nie wiesz jak długo czekałam  na ten telefon! Gadaj co robiłeś i jak program.
- Więc mam dla was niespodziankę. Ubierz się z Abb. Tak wiem jest dwunasta a wy jeszcze w piżamach. – Miał rację, jak on nas znał. – I za godzinę po was przyjadę. Ok?
- Okej. Tak się cieszę, że cię zobaczę. Tęsknię.
- Ja też. Zbieraj się. Macie tylko godzinę. – I się rozłączył.
- Co on mówił? – Zapytała zniecierpliwiona Abb.
- Że mamy godzinę, ma dla nas niespodziankę.
- To na co czekamy! Idziemy! – Pociągnęła mnie za sobą Abb.
Ubierałyśmy się i malowałyśmy ponad dwadzieścia minut. Abb postawiła na spódnice bombkę, białą koszulę z ćwiekami na kołnierzyku i sandały na koturnie. Włosy zostawiła rozpuszczone. Ja ubrałam dżinsowe szorty, luźną koszulkę z motywem flagi UK i czarne szpilki. Włosy również zostawiłam rozpuszczone. Jakiś czas później przyjechał Niall. Rzuciłam mu się w objęcia. Zauważyłam za nim paparatzzi. Chłopak odsunął mnie od siebie bardzo delikatnie, czyli teraz musiałam uważać na ruchy, Nialler był najwidoczniej sławny. Uśmiechnęłam się przepraszająco, a on machnął ręką. Wsiedliśmy z nim do czarnego mercedesa. Zaczęłam.
- O co chodzi Nialler?
- Niespodzianka to niespodzianka. – Powiedział.
- Ale.. Paparatzzi wykorzystają to przeciw tobie. Te zdjęcie.
- Tym się już nie przejmuj. Ja albo Paul to jakoś załatwimy.
- Paul?
- Menadżer.
- Yhym. – Abb się w ogóle nie wtrącała w naszą rozmowę.
W ciszy i spokoju jechaliśmy aż do pewnego domu. Ten dom był duży, biały, zbudowany w nowoczesnym stylu. Wywnioskowałam, że jest to dom Niallera. Chłopak wysiadł, otworzył nam drzwi i zaczął iść w stronę drzwi. Zawołał nas gestem do siebie. Ruszyłyśmy niepewnie. Weszłyśmy do budynku. Ze środka słychać było muzykę i krzyki i śmiechy kogoś. Nialler coś krzyknął i momentalnie przede mną zjawiło się czterech chłopaków. Stałam zdziwiona. Jeden z nich był mulatem, przystojnym mulatem, drugi zwykłym brunetem, trzeci miał charakterystyczne kręcone włosy, a ostatni z nich nieogarnięta grzywkę i przeszywające niebieskie oczy. Znałam go. Wpatrywał się we mnie zszokowany. No i Nialler przerwał przytłumiającą ciszę.
- No dziewczyny to jest mój zespół. Zayn, Liam, Harry i Louis. – Powiedział wskazując każdego z nich. – Chłopaki to moja siostra Abby i przyjaciółka Camia, Cam.
- Miło mi. – Powiedziałam lekko zdezorientowana, wolałam się przed nikim nie wydać, że znam Louisa. Że sprałam Louisa. – Czyli w X Factorze byliście zespołem? – Zapytałam się.
- Tak, taki był warunek jurorów. Mieliśmy przejść tylko jeśli będziemy zespołem. – Powiedział Zayn.
- Ahha. – Skwitowałam. – Mogłeś nam powiedzieć wariacie. – Powiedziałam i walnęłam porozumiewawczo Nialla w ramię.
- Chciałem wam zrobić niespodziankę..
- Nawet nam was nie pokazał, chciał żebyśmy też mieli niespodziankę z poznania was. – Powiedział Liam.
- Nie pozwolił nam do was zadzwonić.. – Harry udawał, że płacze, rozbawił mnie.
- Byliśmy skazani na samych siebie. – Zakończył to wszystko Zayn.
- Ktoś głodny? – Zapytał Nialler, ale nikt się nie zgłosił. – To idę sam coś zjeść.
- Poczekaj, pójdę z tobą. – Powiedziałam i ruszyłam w stronę kuchni z moim przyjacielem, reszta poszła do salonu. Gdy byliśmy już sami zapytałam się. – Louis zawsze jest taki małomówny?
- Nie. Dzisiaj z nim coś nie teges. Zawsze papla najwięcej, razem z Harrym. Żebyś widziała jak inscenizują moment jak jakaś laska stłukła Louisa przed castingiem. To dopiero jazda. – Niall zaczął się śmiać.
- Louisa stłukła jakaś laska na castingu?
- Taa. Wariatka. No nie?
- Yhym. – Powiedziałam i zaczynałam myśleć jak go przeprosić. – A tak mi z głowy wypadło. Jak wy się w ogóle nazywacie?
- One Direction. Harry wymyślił nazwę.
Chłopcy właśnie włączyli na cały regulator jakąś piosenkę. Każdy z nich śpiewał. Usłyszalam nawet melodyjny głos Louisa. O matko. Mój przyjaciel jest z nim w zespole, a on jest moim największym wrogiem. Trzeba zakopać topór wojenny. Postanowiłam z nim dzisiaj pogadać. Miałam już wychodzić gdy do kuchni wpadł Harry.
- Impreza dzisiaj! – Wydarł się.
- Spokoo. – Ucieszyłam się.

*kilka godzin później*
Siedziałam na blacie kuchennym i paliłam black devila. Wszyscy oprócz mnie i Louisa byli pijani. My ich pilnowaliśmy. Abby właśnie wskoczyła na stół i zaczęła tańczyć zarzucając swoimi włosami. Była iście szalona jak troszkę wypiła. Byłam zdziwiona, że z Niallerem jeszcze się nie tłukła. Harry polewał im kieliszek za kieliszkiem. Lou siedział na fotelu, wypił tylko kilka kieliszków, tak jak ja. Woleliśmy zachować od siebie dystans. Po kilku godzinach imprezy wszyscy padli. Oczywiście oprócz mnie i Louisa. Nie wiedziałam jak do niego zagadać. Nie musiałam jednak. Lou sam spojrzał się na mnie i zapytał.
- Chyba trzeba ich położyć. Pomożesz mi?
- Jasne. – Odpowiedziałam najmilszym głosem jaki miałam.
Wnosiliśmy chłopców i Abb na górę. Każdego do swojego pokoju. A ja nadal nie wiedziałam jak przeprosić Louisa! Może tak prosto z mostu. Nie miałam szczerze powiedziawszy pojęcia. Aż do momentu gdy zostaliśmy sami na dole. Ja zaczęłam.
- Louis no bo wiesz, ja chciałam cię przeprosić.
- Camila Gier. Faktycznie zapamiętam to nazwisko do końca życia.
- No przepraszam! Przepraszam, że zniszczyłam ci wygląd na eliminacjach.
- Jak cię zobaczyłem to się przeraziłem. Pomyślałem. O w mordę to ta dziewczyna. Ta, której imienia nie zapomnę do końca życia.
- No człowieku, zlituj się nade mną! Proszę cię!
- A co będę z tego miał? – Nasze twarze dzieliły teraz dosłownie milimetry.
- Nie.. Pobiję.. Cię.. Więcej.. – Powiedziałam uwiedziona magią niebieskich tęczówek.
- To za mało. – Szeptał swoim zmysłowym głosem. – Chcę tego. – I zaczął mnie łaskotać.
Śmiałam się tak, że jakby chłopcy nie byli pijani na pewno by się obudzili. Louis śmiał się ze mnie. A ni rusz będziemy jeszcze przyjaciółmi. Tarzałam się ze śmiechu a Lou ciągle nade mną klękał i dodawał kolejnej dawki łaskotek. W końcu przez śmiech wydarłam się.
- Louis! Błagam o wybaczenie! Proszę cię! Przestań!
- Nigdy! Moja zemsta będzie słodka! Jak twoja dietetyczna cola! – Mówił i śmiał się równocześnie.
- Wygrałeś! Proszę cię przestań! – Usiadł koło mnie.
- Ale obejrzysz ze mną film? – Powiedział już z poważną miną.
- Czemu by nie. – Uśmiechnęłam się, Lou włączył jakiś film i usiedliśmy na kanapie oglądając go.

Cześć! No uległam. Wstawiłam ten rozdział jeszcze dzisiaj. Zmiękłam. Jak wam się podoba rozdział? Mi chyba najbardziej ze wszystkich ;D I proszę was, komentujcie, bo to na serio motywuje!
Zostaw po sobie ślad! CZYTASZ=KOMENTUJESZ

3 komentarze: