czwartek, 14 lutego 2013

Rozdział 10.


*następnego dnia*
Obudziłam się i poszłam na dół coś zjeść. Zawsze o tej porze byłam już po co najmniej dwóch posiłkach. Na dole spotkałam dziadka Charliego. Postanowiłam poczekać jednak na mojego towarzysza ze śniadaniem. Dziadek smażył tosty, a ja czekałam aż mój towarzysz się obudzi. Właśnie miałam iść go budzić gdy Charlie mnie zagadał.
- Cieszę się, że Jake sobie kogoś znalazł. Bardzo przeżył śmierć Amandy.
- Dlaczego ona zmarła?
-  Jake ci nie opowiadał? To długa historia. – Usiadłam na krześle i czekałam aż dziadek zacznie opowiadać. – Jake kiedyś miał dziewczynę, Amandę. Bardzo się kochali, planowali dalsze życie. Mieli dużo planów. Mój wnuk lubił nadużywać narkotyków i takich tam. Zabrał raz Am na imprezę. To było na szczycie jakiegoś wieżowca. On palił nie po raz pierwszy, ona tak. Paliła marihuanę pierwszy raz. – Dziadkowi zakręciła się łza w oku. – Zawsze chciała skakać ze spadochronu. Podeszła do krawędzi budynku i szepnęła Jake’owi  ‘Ty skaczesz drugi.’ Myślała, że ma spadochron. Według świadków ciągała z sznurki swojej bluzy. Myślała, że ma spadochron. – Charliemu łamał się głos. – Zgon na miejscu. Funkcjonariusze nie mieli kogo ratować. Am zginęła na miejscu. Od tamtej pory mój wnuk obwinia się o tą całą śmierć. Gdyby wtedy nie zapaliła. Może i by żyła. Lubiłem tą dziewczynę.
Dziadek skończył historię śmierci Amandy. Do kuchni wparował obudzony zapachem tostów Jake. Jedliśmy w milczeniu śniadanie. Teraz już wiedziałam co miał na myśli Jake, mówiąc o tym, że zabił swoją dziewczynę. Przygnębiająca historia. Amanda znaczyła dla niego tyle co Riley dla mnie. Miałam już go nie rozpamiętywać. Zupełnie zapomniałam. Bez dalszego wnikania w miłość Jake’a zapytałam się go.
-To co dzisiaj robimy?
- Nie wiem, może pójdziemy na imprezę?
- A jest tu gdzie pójść na imprezę? – Zapytałam zdziwiona.
- Niedaleko, jakies dziesięć kilometrów stad jest stara remiza strażacka. Codziennie odbywają się tam jakieś tańce. Wiesz gdzie to jest Jacob? – Powiedział staruszek.
- Jasne. – Odpowiedział bez przekonania chłopak.
Koło godziny 19 szykowaliśmy się do wyjścia. Ubrałam proste, czarne rurki, niebieski top i kozaki, niestety bez obcasa. Remiza faktycznie nie znajdowała się daleko. Była w jakimś małym miasteczku. Jadąc mijaliśmy kilka sklepów, ale mnie najbardziej w oczy rzuciło się studio tatuaży Billiego Benksa. Budynek był cały biały z masą graffiti na ścianach. Przyznam, że wyglądał intrygująco. Powoli dojeżdżaliśmy do remizy. Ulice ciemne, zero atrakcyjności. No i stanęliśmy przed jakimś starym, białym, niedorobionym budynkiem. I to miała być dyskoteka?! Może chociaż bar jakiś porządny mieli. Weszliśmy do środka, rozbrzmiewała naokoło muzyka disco. Nie no masakra.. Bar był, ale serwowali tylko wódkę i tanie piwo. Bosko. Potańczyłam chwilę z Jake’m no i się znudziłam. Poszłam do baru. Jeden kieliszek, dwa, trzy. I poczułam rękę na swoim ramieniu.
- Dziewczyno czy ty masz zamiar się zapić na tej imprezie? – Zapytał się Jake.
- Jake, to nie jest impreza tylko jakaś stypa, gorzej być nie może.
- No wiesz ty co.. Żeby tak oceniać ulubioną dyskotekę mojego dziadka?
- Jakie, przecież wiesz, że mówię prawdę.
- No to chociaż poudawaj, że się dobrze bawisz. Ta jedna noc. Proszę.
- Nie widzisz, że właśnie to robię?
- Cam, alkohol nie jest rozwiązaniem..
- No dołącz do mnie to już będzie. No chodź! – Zawahał się chwilę ale usiadł. – To pijemy za udany weekend.
- Nie wierzę, że się dobrze skończy. Po prostu to wiem.
- Przeginasz Jakie. Za udany weekend. – Powtórzyłam.
- A niech ci będzie. – Powiedział. I tak był trzy kieliszki za mną. Więc ja upijam się szybciej.
Załatwilismy już dwie flaszki. Zaczęłam śpiewać piosenki Rihanny. Love the way you lie. Jake robił mi za Eminema. Szło nam mizernie. Nigdy nie śpiewałam genialnie, zawsze zostawiałam tą fuchę Niallerowi. Ale tu i dzisiaj byłam z Jake’m i bawiłam się jak na razie świetnie. Mój humor był wybitny. Ostatnie rzeczy jakie pamiętam z tej nocy to czwarta flaszka i zamówiona taksówka. Ból w nadgarstku. Nie mogliśmy trafić kluczem do dziurki. Właśnie śpiewałam Justina Biebera, gdy Jake dokonał tego wspaniałego czynu. Wchodzenie po schodach zajęło nam wieczność. Chyba ze dwie godziny. Dziadek miał twardy sen, nie obudził się. Mocny ten dziadzio. Doszłam do mojego pokoju. Porozrzucane ubrania, łóżko pięknie zasłane no i ja. No i w tym momencie urwał mi się film, obudziłam się dnia następnego..

To znowu ja.! Tak, tak. Rozdział inny niż planowałam, taki troszkę krótki, ale postaram się poprawić. Domyślacie się co się stało po urwaniu filmu? Jak myślicie co łączy (jak na razie) Cam i Niallera? Wiem mieszam wam troszkę w główkac, ale plany na kolejne rozdzialy stale się zmieniają. Zdradzę wam tylko tyle, że przyjazd Niallera zmieni wszystko. Dosłownie! I Mam taką delikatną prośbę
CZYTASZ=KOMETUJESZ

2 komentarze:

  1. ponieważ aż tak dobitnie prosisz o komenty, a żadnych nie ma, to pomimo że jestem jakieś milion rozdziałów do tyłu, to napiszę, że: fajne opowiadanie, nie wiem co szykuje się z Niallem, ale mam nadzieję, że jednak wyjdzie jej z Jake'm, bo pasują do siebie... czytam dalej... :DD

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie no końówka hahahahhhahhaha nie moge! Pozdro z podłogi! Hahahahhah brzuch mnie boli!!!!!
    Pozdrawiam Caroline <3

    OdpowiedzUsuń