sobota, 9 lutego 2013

Rozdział 7


Wróciłam do domu zmęczona całym tym dniem. Miałam jeszcze dzisiaj spotkanie z rodziną Mojego ‘chłopaka’. Byłam taka z tego powodu szczęśliwa, że aż z mostu się chce skakać. Zabawne. Nie przejmowałam się tym, że mnie nie polubią, ale tym, że im się nie spodobam. Przed tą całą kolacją postanowiłam więc pójść jeszcze do fryzjera. Chwyciłam kilka stówek i ruszyłam na podbój miasta.
Moja noga stanęła w salonie fryzjerskim nieopodal mojej szkoły. Zdecydowałam się na skrócenie i przefarbowanie włosów. Moja czupryna nie sięgała już pasa. Kończyła się teraz na połowie pleców. Zniknęla również z mojego czoła grzywka, która sięgała już podbródka. Fryzjerka wkomponowała ją w resztę włosów, które były teraz ścięte w trójkąta. Zrezygnowałam również z marchewkowej rudości na rzecz bardzo, bardzo ciemnego kasztana. O dziwo moje włosy posiadały lekki naturalny skręt także fryzura była akurat dla mnie.
Do domu wróciłam godzinę przed wyjściem, a ja tu ci nie gotowa, nie umalowana i wgl. Zrobiłam sobie dobieranego warkocza i poszłam szukać jakiejś sukienki. Postawiłam na kremową koronkową, lekko rozkloszowaną przed kolano. Do tego Czarne szpilki z czerwoną podeszwą i git majonez. Zostało mi czekać na Jake’a. Zegar wybił moją godzinę wyjścia. Wyjęłam z szafy czarną marynarkę i usiadłam na dole na kanapie. Złapała mnie mama.
- Gdzie się wybierasz kochanie?
- Do kolegi na kolację.
- Do kolegi? – Dopiero teraz spojrzała na moje włosy. – Piękny kolorek kochaniutka. A cóż to za kolega?
- Można w zasadzie powiedzieć, że chłopak.
- Chłopak? – Zapytała zdziwiona mama.
- No tak jakoś wyszło. – Z całej rozmowy uratował mnie dzwonek do drzwi. – Muszę lecieć. Pa mamo.
No i stanęłam w drzwiach. Jake patrzał na mnie zdziwionymi oczami. Zakręciłam się wokół dość teatralnie. Ukłoniłam się i czekałam na to aż on coś powie. W końcu się odezwał.
- Jedziemy?
- No wiesz miałam inne plany na wieczór ale chętnie wybiorę się na kolację z twoimi rodzicami. – Zażartowałam i zaczęłam zmierzać w kierunku jego samochodu. Zasiadłam na fotelu pasażera i się ponownie odezwałam. – A cóż twoja mina tak zdziwniała?
- Pięknie dzisiaj wyglądasz. – Powiedział lekko zawstydzony.
- Dziękuję. – nie wiedziałam co więcej powiedzieć. – Stwierdziłam, że to czas na zmianę fryzury.
- No i podjęłaś dobrą decyzję. A tak a propo, to jaką wersję utrzymujemy przy twoich rodzicach?
- Wersję czego?
- No naszej miłości.
- Nie myślałem o tym. – Strzelił buraka.
- Dobra wyciągnę nas z tego.
- Jesteś kochana Cam.
- Bo to ja. – Uśmiechnęłam się od ucha do ucha.
Całą droge jechaliśmy gadając o pierdołach. Jake nawet się troszkę rozluźnił. Nie wiem dlaczego był w takim humorze. Dojechaliśmy do dużego białego domu. Mój ‘chłopak’ się zatrzymał więc ja wysiadłam. Domyśliłam się, że to tutaj. Chłopak podszedł do mnie i złapał mnie za rękę w porozumiewawczym geście. Geście wsparcia. Przekroczyliśmy próg jego domu. Przyznam wam się szczerze, że niezbyt zwracałam uwagę na cały wystrój. Pamiętam tylko białe ściany, jak w szpitalu. Doskoczyła mnie jedna z przyjaciółek Annie. Pomyślałam ‘cholera to Andrea’. Mała, że niziutka blondwłosa dziewczynka. Właśnie przestałam ją lubić.
- Hej! – powiedziała do mnie swoim piskliwym głosikiem. – Jestem Andie.
- Miło mi, Andie. Cam. – Powiedziałam mało przekonującym głosem.
- Chodźcie na kolację. – Jake złapał mnie w pasie i pociągnął w stronę kolejnego pokoju.
Na krzesłach siedziała dwójka ludzi. Niewątpliwie byli to rodzice Jake’a. Długonoga blondynka i mężczyzna z włosami kolory zbliżonego do włosow Jake’a. Podeszli do mnie i się przywitali. Dowiedziałam się, że mama Jake’a ma na imię Christine, natomiast ojciec Michael. Byli bardzo miłą rodziną, nawet Andie. Chciała żeby tak na nią mówić bo nie cierpi swojego imienia, a w zdrobnieniu brzmi o wiele lepiej. Christine też wolała zdrobnienie, Chris. Nie brzmiało to jak imię damskie, ale ona sama twierdziła, że Christine brzmi zbyt ekstrawagancko. Ha! A Jake to nie jest imię w orginale! Mój chłopak ma na imię Jacob. Po prostu nie lubi być kojarzony z tą całą Sagą Zmierzch. No i tyle. Po całej bardzo miłej kolacji Jake odwiózł mnie do domu. Dałam mu całusa w policzek i podziękowałam za mile spędzony wieczór. Gdy tylko weszłam do domu doszedł do mnie SMS:
‘To co robimy jutro? Jake ;*’
‘Myślałam, że to ty jesteś od wymyślania dla mnie atrakcji ;p’
‘Ehh, no niech Ci będzie. Zabieram cię jutro na imprezę.’
‘Chyba chciałeś powiedzieć, że wbijamy na imprezę jako para’
‘No coś w tym stylu. To jak będziesz?’
‘Raczej taak. A u kogo jeśli można wiedzieć?’
‘U jakiejś tam przyjaciółki mojej siostry.’
‘No dobra, może być. Idę spać.’
‘Paa Kochanie;* Słodkich snów ;p Jake ;*’
‘Pa Kocurku ;* Cam;* (Jacobie ;p )’
‘Porozmawiamy o tym jutro Camilo’
‘Dobrze Jacobie. ŻEGNAM;*’
‘Pa ;*’
No i skończyliśmy pisać, a ja położyłam się spać. 

4 komentarze:

  1. to jest zajebiste nie wiem dlaczego nikt nie chce dodawać komentarzy przecież to jest nie do opisania .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięx ;) Postaram się dzisiaj coś dodać. I liczę na więcej kom bo to daje niezłego kopa do pisania ;p

      Usuń
    2. Dzięx ;) Postaram się dzisiaj coś dodać. I liczę na więcej kom bo to daje niezłego kopa do pisania ;p

      Usuń
  2. SMSy Cam i Jake'a po prostu boskie. Niech zgadnę, impreza będzie u tego arcywroga Cam, prawda? będą jakieś docinki i zrobi się niemiło? Lecę sprawdzić
    xx

    OdpowiedzUsuń