Łzy leciały ciurkiem po moich policzkach. Poczułam miękki opuszek palca pod okiem. Żyjąc chwilą rzuciłam się w ramiona zaszokowanego Patcha. Przyulił mnie do siebie i pozwolił się wypłakać. Ciągle szeptałam imię mojego ukochanego. Riley, Riley, Riley. Znowu czułam pustkę. Dlaczego akurat mnie to spotkało?! Patch wyszeptał mi do ucha:
- Kochanie, nie możesz się ciągle zadręczać jego śmiercią.
- Zabierz mnie gdzieś ze sobą. Tam gdzie nas nikt nie znajdzie.. Proszę. - Patrzałam mu prosto w oczy.
- Cam, to nie jest takie proste.. Nie mogę tak po prostu z tobą uciec. To nie tak..
- Ale te twoje gesty, twoje słowa, ty.. Myślałam, że..
- Cam, żeby było jasne, ja kogoś mam.
- Ohh. Przepraszam. Zawieziesz mnie do domu ?
- Jasne. - Chwycił moją rękę i na bliznowatym nadgarstku nabazgrał jakiś numer. - Dzwoń jak będziesz potrzeowała się wygadać.
Wsiedliśmy na motor. Dojechaliśmy do domu, była 19. Uciekłam do środka bez pożegnania.
- Kochanie, nie możesz się ciągle zadręczać jego śmiercią.
- Zabierz mnie gdzieś ze sobą. Tam gdzie nas nikt nie znajdzie.. Proszę. - Patrzałam mu prosto w oczy.
- Cam, to nie jest takie proste.. Nie mogę tak po prostu z tobą uciec. To nie tak..
- Ale te twoje gesty, twoje słowa, ty.. Myślałam, że..
- Cam, żeby było jasne, ja kogoś mam.
- Ohh. Przepraszam. Zawieziesz mnie do domu ?
- Jasne. - Chwycił moją rękę i na bliznowatym nadgarstku nabazgrał jakiś numer. - Dzwoń jak będziesz potrzeowała się wygadać.
Wsiedliśmy na motor. Dojechaliśmy do domu, była 19. Uciekłam do środka bez pożegnania.
Dwa dni poźniej.
Nie kontaktowałam sie z Miley od soboty. Także dzisiaj będę musiała do szkoły pojechać sama i przeprosić moją przyjaciółkę w budzie. Ubrałam czerwone lekko poprzecierane rurki, czerwono-granatową koszulę w kratę i dawno nie noszone atramentowe szpilki. Wyjęłam kluczyki spod bielizny i ruszyłam w stronę garażu. Zdjęłam płachtę materiału z mojego dawano nie używanego porshe 911. Zawachałam się na chwilę. Wsiadłam i ruszyłam do szkoły.
Stała przed nią masa ludzi. Znaleźli się również ci, którzy zachwycali się moim autem. Stanęłam przy aucie i czekałam na Miley. Pięć, dziesięć, piętnaście minut.. Nareszcie. Czerwone ferrari wjechało na podjazd szkoły. Podbiegłam do niej gdy parkowała. Wysiadła z samochodu i spojrzała na mnie obrażoną miną. Zaczęłam:
- Miley przepraszam, że cię zostawiłam samą na plazy.. poczułam się źle..
- Wybaczam. - Uśmiechnęła się. - A teraz przyznaj się z kim byłaś, bo na pewno nie w domu.
- Na mo poznałam chłopaka i przejechałam sie z nim na motorze.
- Nienormalna jesteś?!
- On mnie zrozumiał. I mi pomógł.
- Jake cię szukał.
- Na plaży?
- Wyglądał na zmartwionego. Pogadaj z nim.
- Miley.. Czego chciał Jake ?!
- No chciał pogadać!
- Nie mam ochoty z nim gadać.
- To masz pecha, bo właśnie zmierza w twoją stronę. Narka - i się ulotniła.
Odwróciłam się i zaprezentowałam jedną ze swoich obrażonych min. Chłopak podszedł zmieszany i się lekko uśmiechnął. Matko, nienawidziłam go ale ten jego zawadiacki uśmieszek! No dobra, odwzajemniłam go. Gdy zauważył, że ze mną już lepiej odezwał się.
- Cam. Przepraszam..
- Spoko.
- Możemy pogadać?
- Jasne. Słucham, o co chodzi?
- Pamięta jak się nawaliliśmy?
- Nie da się zapomnieć.
- No bo ja powiedziałem mojej siostrzyczce, że no jak to mam dziewczynę.
- Jake.. Zabiję cię..
- W tym problem, że wie chyba już cała szkoła no i moi rodzice zapraszają Cię na kolację.
- Nie ma mowy !
- Oj no Cam.. Proszę cię, to tylko na jakiś czas.
- Co będę z tego miała?
- Moją niedozgonną wdzięczność.. No i za tydzień jadę na weekend na narty, zabieram cię.
- Ale tylko ten tydzień.
- Jesteś złota! - Pocałował mnie w usta. Stałam zokowana. - No to zaczynamy naszą grę. Pa kochanie.
Byłam w pod jednym względem bardzo zadowolona. Całe zajście widziała Annie. Mina mojego wroga, nie do opisania. Dwa, musiałam przed wszystkimi udawać. Ale czego nie robi się dla przyjaciół?
Nie kontaktowałam sie z Miley od soboty. Także dzisiaj będę musiała do szkoły pojechać sama i przeprosić moją przyjaciółkę w budzie. Ubrałam czerwone lekko poprzecierane rurki, czerwono-granatową koszulę w kratę i dawno nie noszone atramentowe szpilki. Wyjęłam kluczyki spod bielizny i ruszyłam w stronę garażu. Zdjęłam płachtę materiału z mojego dawano nie używanego porshe 911. Zawachałam się na chwilę. Wsiadłam i ruszyłam do szkoły.
Stała przed nią masa ludzi. Znaleźli się również ci, którzy zachwycali się moim autem. Stanęłam przy aucie i czekałam na Miley. Pięć, dziesięć, piętnaście minut.. Nareszcie. Czerwone ferrari wjechało na podjazd szkoły. Podbiegłam do niej gdy parkowała. Wysiadła z samochodu i spojrzała na mnie obrażoną miną. Zaczęłam:
- Miley przepraszam, że cię zostawiłam samą na plazy.. poczułam się źle..
- Wybaczam. - Uśmiechnęła się. - A teraz przyznaj się z kim byłaś, bo na pewno nie w domu.
- Na mo poznałam chłopaka i przejechałam sie z nim na motorze.
- Nienormalna jesteś?!
- On mnie zrozumiał. I mi pomógł.
- Jake cię szukał.
- Na plaży?
- Wyglądał na zmartwionego. Pogadaj z nim.
- Miley.. Czego chciał Jake ?!
- No chciał pogadać!
- Nie mam ochoty z nim gadać.
- To masz pecha, bo właśnie zmierza w twoją stronę. Narka - i się ulotniła.
Odwróciłam się i zaprezentowałam jedną ze swoich obrażonych min. Chłopak podszedł zmieszany i się lekko uśmiechnął. Matko, nienawidziłam go ale ten jego zawadiacki uśmieszek! No dobra, odwzajemniłam go. Gdy zauważył, że ze mną już lepiej odezwał się.
- Cam. Przepraszam..
- Spoko.
- Możemy pogadać?
- Jasne. Słucham, o co chodzi?
- Pamięta jak się nawaliliśmy?
- Nie da się zapomnieć.
- No bo ja powiedziałem mojej siostrzyczce, że no jak to mam dziewczynę.
- Jake.. Zabiję cię..
- W tym problem, że wie chyba już cała szkoła no i moi rodzice zapraszają Cię na kolację.
- Nie ma mowy !
- Oj no Cam.. Proszę cię, to tylko na jakiś czas.
- Co będę z tego miała?
- Moją niedozgonną wdzięczność.. No i za tydzień jadę na weekend na narty, zabieram cię.
- Ale tylko ten tydzień.
- Jesteś złota! - Pocałował mnie w usta. Stałam zokowana. - No to zaczynamy naszą grę. Pa kochanie.
Byłam w pod jednym względem bardzo zadowolona. Całe zajście widziała Annie. Mina mojego wroga, nie do opisania. Dwa, musiałam przed wszystkimi udawać. Ale czego nie robi się dla przyjaciół?
Na przerwie. Lunch.
Wyszłam zmęczona z lekcji francuskiego. Stanęłam przy swojej szafce i znudzonym ruchem wrzuciłam książki na jedną z półek. Ktoś nagle od tyłu złapał mnie w tali. Pomyślałam-Miley. Obróciłam się na pięcie i ktoś złożył na moich ustach namiętny pocałunek. Otworzyłam rozmarzona oczy, Jake. No tak powinnam się była spodziewać. Powiedziałam do niego milutkim, jednym z moich najmilszych głosików.
- Czy my aby na pewno troszkę nie przeginamy?
- Nie wydaje mi się. Jest idealnie. - Odparł z zawadiackim uśmiechem.
- To idziemy coś zjeść czy nke?
- Z tobą zawsze. - Złapał mnie za rękę i pokazał język w znaku żartu.
Ruszyłam z nim na stołówkę jak to kiedyś robiłam z Rileyem. Jakimś dziwnym trafem wszystcy się na nas patrzyli. I teraz otwarcie mogłam stwierdzić, że zakopałam za sobą daleko przeszłość.
Wyszłam zmęczona z lekcji francuskiego. Stanęłam przy swojej szafce i znudzonym ruchem wrzuciłam książki na jedną z półek. Ktoś nagle od tyłu złapał mnie w tali. Pomyślałam-Miley. Obróciłam się na pięcie i ktoś złożył na moich ustach namiętny pocałunek. Otworzyłam rozmarzona oczy, Jake. No tak powinnam się była spodziewać. Powiedziałam do niego milutkim, jednym z moich najmilszych głosików.
- Czy my aby na pewno troszkę nie przeginamy?
- Nie wydaje mi się. Jest idealnie. - Odparł z zawadiackim uśmiechem.
- To idziemy coś zjeść czy nke?
- Z tobą zawsze. - Złapał mnie za rękę i pokazał język w znaku żartu.
Ruszyłam z nim na stołówkę jak to kiedyś robiłam z Rileyem. Jakimś dziwnym trafem wszystcy się na nas patrzyli. I teraz otwarcie mogłam stwierdzić, że zakopałam za sobą daleko przeszłość.
Boooooskie <3
OdpowiedzUsuńciekawie piszesz. historia może taka niezbyt prawdopodobna, ale za to wciągająca.. jak widzisz niedawno odkryłam Twój blog, ale czytam od początku, na szczęście jeszcze dużo mi zostało ;)))
OdpowiedzUsuńCiekawe. Fajnie piszesz, ale zgadzam się z komentarzem wyżej, że trochę nieprawdopodobna jest ta historia. Jednak ja lubię takie, więc mi to nie przeszkadza ;)
OdpowiedzUsuńInteresuje mnie postać Jake'a i jak na razie myślę, że ta siostrzyczka to była tylko wymówka albo przez to naprawdę się w niej zakocha. Czytam dalej, więc niedługo się przekonam ;)