czwartek, 28 lutego 2013

Rozdział 25.


*Kilka tygodni później*
No więc jest już trochę później. Ja i Lou nadal ukrywamy swój związek. Po pierwsze nie chcemy dać chłopakom tej satysfakcji, że znowu mieli rację, a po drugie nie chcemy karmić brukowców. Co u Abb i Liama? W największym porządku. Chłopcy niedługo zaczynali trasę. Mieli wybrać jedno z miast w Stanach Zjednoczonych. Właśnie siedzieliśmy na kanapie i rozprawialiśmy o tym mieście gdy zawibrował mój telefon. Wyjęłam go z kieszeni i się zdziwiłam. Na wyświetlaczu wyślietliło się zdjęcie mojej mamy. Dzwoniła. Wyszłam z pokoju i odebrałam telefon.
- Halo mamo?
- Córeczko, jak dobrze, że odebrałaś. Możesz rozmawiać? – Jej głos był słaby, niewyraźny.
- Jasne.
- Muszę ci o czymś powiedzieć. Jestem ciężko chora.
- Ale, mamo.. Co to za choroba? – Zapytałam z łzami w oczach.
- Nowotwór. Rak płuc. – Kaszlała. – Proszę cię przyjedź. Musimy się pożegnać.
- Ale o czym ty mówisz?! Jak się pożegnać. Przecież to uleczalne. – Mój głos się łamał. Mimo tego, że nie miałam zbyt dobrych kontaktów z mamą, kochałam ją. I, że kiedyś mogłam stwierdzić, że mogłoby jej nie być.
- To przyjedziesz? Tak bardzo cię potrzebuję. – Chyba płakała.
- Jasne, będę jutro wieczorem.
- To czekam, pa córeczko.
- Pa mamo. – Rozłączyła się. Od razu wykonałam telefon do Miles.
- Halo? – Odezwał się donośny głos mojej przyjaciółki z Port Angeles.
- Miles? Przyjedziesz po mnie jutro na lotnisko?
- Nie ma sprawy. Przyjeżdżacie?
- Tylko ja. Wracam do domu.
- Co się stało? Cam? Pokłóciłaś się z kimś?
- Nie, opowiem ci jutro ok?
- Okeej. To do jutra.
- Do jutra. – Powiedziałam i się rozłączyłam.
Poszłam do pokoju. Stanęłam z grobową miną. Jak miałam powiedzieć moim przyjaciołom, że jutro wyjeżdżam, i to na stałe. Jak miałam to powiedzieć Lou. W moich oczach gromadziły się łzy. Nie chciałam ich zostawiać, ale musiałam. Taki był mój obowiązek. Nie mogłam zostawić matki samej. Musiałam jej pomoc wyjść z tej choroby. Moją minę zauważył Lou i się zapytał.
- Cam, co się stało?
- Muszę wam coś powiedzieć. – Płakałam, z moich oczu ciągle leciały łzy. Podbiegł do mnie Lo i mnie przytulił. – Muszę jutro wyjechać do Port Angeles.
- Dlaczego?! – Wydarli się równocześnie chłopacy.
- Moja mama, ona jest poważnie chora. Ma raka. Muszę jej pomóc. – Teraz podbiegli do mnie wszyscy i zrobiliśmy grupowe przytulanie.
- Ja ją zabieram na miasto, a wy przygotujcie coś niesamowitego na pożegnanie. – Powiedział Lou.
Wszyscy się zgodzili na taki układ. Poszłam z moim chłopakiem na miasto. Zmierzaliśmy w stronę dobrze znanego mi już budynku. Tutaj kilka tygodni temu Lou zrobił swój tatuaż i tutaj przerobiliśmy mój. Chłopak złapał mnie za rękę i wciągnął do pomieszczenia. Powiedział coś tatuażyście , a ten zaprosił mnie na fotel. Na wskazującym palcu prawej ręki wykonał mi tatuaż o treści Louis forever . Natomiast Lou na wskazującym palcu lewej ręki wykonał sobie tatuaż o treści Camila   forever. Powiedział do mnie.
- Teraz masz na sobie symbol naszej miłości, naszej wiecznej miłości.
- Kocham cię Lou! – Rzuciłam się chłopakowi w objęcia.
Oderwałam się od niego i zaczęliśmy się całować. Nie obyło się bez zdjęcia. Ja i Lou przybijający żółwika, pokazując przy tym nasze tatuaże. No to polecą komentarze na facebooku. Postanowiliśmy wrócić do domu i zobaczyć co wymyślili Abb i chłopaki. Weszliśmy do domu. Na stole leżało pełno płyt i albumów ze zdjęciami. Usiadłam z Louisem na kanapie i zaczęliśmy dziwnie na siebie patrzeć. Nikogo nie było w domu. Postanowiłam porozmawiać z chłopakiem o przyszłości naszego związku.
- Lou, wybacz, że to mówię ale nasz związek, związek na odległość nie ma sensu.
- Cam, nie gadaj głupot. – Chłopak złapał mnie za rękę. – Ja dam radę. Jeśli sądzisz, że ty nie to powiedz mi to. Przyjmę to spokojnie.
- Nie chcę tego kończyć, kocham cię ty mój wariacie.
- Więc po co zaczynasz temat?
- Bo się boję, boję się rozłąki.
- Cam, niedługo się zobaczymy. Mamy koncert w Stanach. Jakie jest największe miasto niedaleko twojej miejscowości?
- Seattle.
- Wiec tam będzie nasz koncert. Postanowione. Dla ciebie wszystko. I nie zapomnij, kocham cię.
Chłopak złożył na moich ustach jedwabisty pocałunek. Jednak chwilę później odskoczył bo do domu wparowali chłopcy. No i Abb oczywiście. Wnieśli ze sobą projektor i prześcieradło? Białą płachtę rozwiesili na ścianie, a przed nią ustawili projektor. Cały wieczór oglądaliśmy nasze zdjęcia i się śmialiśmy. Potem chłopcy odwieźli mnie i Abb do domu jej rodziców, musiałam się spakować.

*następnego dnia*
Siedziałam na walizkach zakładając buty. Abby stała i już płakała. Przytuliłam moją przyjaciółkę. Pocieszałam ją ciągle. Mówiłam, że niedługo się spotkamy na koncercie. Nic nie działało. Przestała płakać dopiero gdy przyjechali po nas chłopcy. Zapakowali moje walizki i pojechaliśmy na lotnisko. Byliśmy na nim akurat pół godziny przed przylotem mojego samolotu. Siedziałam na krzesełku w poczekalni. Płakałam, jeszcze się nie żegnam z tymi wariatami a już płaczę. Ale trzeba było się zbierać. Wstałam i podszedł do mnie Niall.
- Co ja bez ciebie zrobię? Dzwoń często. – Chłopak powstrzymywał łzy.
- Z kim będziemy imprezowali? – Dodał Harry.
- Z kim będziemy żartowali? – Powiedział Zayn.
- Kto będzie pilnował tego towarzystwa? – Zapytał Liam.
- Z kim będziemy gadali po nocach? – Abb też już płakała.
- Kto będzie kupował marchewki?! – Histeryzował Lou, a ja nawet się uśmiechnęłam.
- Chodźcie. Grupowe przytulanie.
I staliśmy jak banda idiotów przytulająca się na środku budynku lotniska. Pożegnałam każdego wzrokiem. W oczach Louisa zobaczyłam już tęsknotę. Odwróciłam się na pięcie i ciągnąc swoje walizki ruszyłam w stronę odprawy. Miałam wrażenie, że o czymś zapomniałam. Tak. Rzuciłam walizki i rzuciłam się na Louisa. Złożyłam na jego ustach najnamiętniejszy pocałunek, jaki tylko potrafiłam złożyć. Chłopak trzymał mnie w górze całując się ze mną. Nie musiałam patrzeć na miny pozostałej piątki. Zapewne byli zszokowani. Odkleiliśmy się od siebie. Louis mnie postawił, a ja jeszcze tylko szepnęłam.
- Kocham cię wariacie.
- Ja ciebie też.
I już nie chciałam przedłużać. Ruszyłam w stronę swoich walizek. Do odprawy, by kilka godzin później znaleźć się znowu w Port Angeles.

Hejka;) Co tam u was? Jak się podoba rozdział? Zadowoleni z rozstania z Louisem i chłopakami? Ja nie zbytnio, ale trzeba rozkręcić klimat.
Zostaw po sobie ślad! CZYTASZ=KOMENTUJESZ

4 komentarze:

  1. jest lodzio miodzio i nawet nie warz się że jest okropnie bo jest świetnie *.*
    A.S. ;P

    OdpowiedzUsuń
  2. NAJZAJEBISTSZY Z BLOGOW KTORE CZYTAM JEST TWOJ ! *.*

    OdpowiedzUsuń
  3. jest mega czekam na nexta

    OdpowiedzUsuń
  4. ;( niech zdradzi louisa , i sie okaze zolaza :D
    Taki tam zarcik ;) bosko jest <3 czekam na next
    zapraszam do mnie you-will-summer-love.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń