środa, 27 lutego 2013

Rozdział 24.


*Cam*
Była trzecia rano. Razem z Lou stwierdziliśmy, że lepiej będzie jak nikt się o nas na razie nie dowie. Wolałam nie wychodzić z sypialni chłopaka w tym co na sobie miałam. On chyba wolał również zostawić moją pidżamkę w tajemnicy. Więc pożyczył mi jedną ze swoich koszulek w paski. Na pożegnanie dałam chłopakowi soczystego całusa i ruszyłam na paluszkach w stronę swojego pokoju. Walnęłam się na łóżko i zaczęłam się śmiać. W takim boskim humorze zasnęłam.
Obudziłam się. Nikt wcześniej mnie nie ruszył. Wciąż miałam na sobie koszulkę Louisa. Czułam jego niesamowity zapach. Byłam wniebowzięta. Ubrałam się w szorty z ćwiekami, białą bokserkę i dżinsową koszulę. Rozczesałam się i zeszłam na dół. Siedzieli tam wszyscy włącznie z moim Lou. Gdy mnie zauważył uśmiechnął się zalotnie w moją stronę. Wysłałam mu całusa, wiedząc że nikt na mnie nie patrzy. Skoczyłam na kanapę siadając obok Nialla, a przy tym wszystkich wystraszyłam. Śmiał się tylko Lou siedzący na fotelu, wiedzący co planuję. Sorki, wcześniej się myliłam. Siedzieli wszyscy oprócz Liama i Abby. Zapewne jeszcze spali. Ja teraz siedziałam pomiędzy Malikiem, a Stylesem. Oparłam głowę na nadgarstkach i powiedziałam.
- Jakieś plany na dziś?
- Koncert, próby. – Powiedział niepocieszony Nialler.
- O której zaczynacie te próby? – Zapytałam zaciekawiona.
- Za godzinę. – Powiedział Lou ze smutną miną.
- Do której?
- No do samego koncertu. Do samego koncertu, Cam. – Powiedział Zayn.
- No to będzie nudno cały dzień. – Powiedziałam i zrobiłam smutną minkę w stronę Louisa.
- Ano będzie. Ale widzimy się wieczorem. – Powiedział mój słodziak już weselej. – Na szafce zostawiliśmy wam dwa bilety do strefy VIP. Spokojnie wejdziecie.
- To dobrze. – Odparłam.
- Chyba pora obudzić nasze zakochańce. Nie sądzisz Lou? – Zapytał Zayn.
- Jestem za.
Chłopcy wzięli wiaderko i napełnili je wodą. Uśmiani ruszyli na górę. Bez zastanowienia otworzyli drzwi pokoju Liama. Westchnęli widząc scenkę. Abby spała przytulona przez Liama, który również spał. Chłopacy przestali się zachwycać i wydarli się: ‘Wstawać śpiochy!’. Lou wylał na nich całe wiadro wody. Abb zerwała się i wydarła jak to dziewczyna, Liam wstał wściekły i zaczął gonić Louisa.
- Zabiję cię Lou!
Jeżeli tak ma wyglądać każdy mój poranek, to jestem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. I najwcześniej wyląduję w psychiatryku, ale to szczegół. Chłopcy wyszli, a ja z Abb postanowiłyśmy sobie zrobić spacerek do domu. Zabrałyśmy oczywiście wejściówki na koncert. Obydie szłyśmy uśmiechnięte nie odzywając się do siebie. Postanowiłam zapodać temat.
- Więc co jest pomiędzy tobą a Liamem?
- To jest właśnie to czego nie potrafię zdefiniować, uczucie, miłość to przy tym okruszek. W końcu znalazłam kogoś kto mnie dopełnia. Kogoś zupełnie innego niż ja. Spokojnego. – Pomyślałam o Louisie, my byliśmy jak ogień i ogień. Tacy sami.
- To fajnie. Cieszę się z twojego szczęścia.
- A ty i Lou?
- To tylko przyjaciel. – Zawahałam się przy odpowiedzi.
- Przyjaciel, jak to niewinnie brzmi. Skąd masz jego drugą koszulkę?
- Pożyczyłam ją wczoraj od niego bo zaciągnęłam moją satynową koszulkę. – Skłamałam.
- Yhym. To czemu nie poszłaś do Nialla?
- Bo już spał. – Odpowiedziałam bez wahania.
Resztę drogi przemilczałyśmy. Byłyśmy w domu. Postanowiłam wybrać coś na koncert. Padło na czarne leginsy, fioletową długą bokserkę i ramoneskę z ćwiekami. Włosy zostawiłam rozpuszczone. W ciszy z Abb czekałyśmy na koncert. Mijały minuty, godziny. Nie wiem dlaczego tak nagle przestałyśmy rozmawiać. Może dlatego, ze każda z nas znalazła kogoś z kim jest szczęśliwa? Abby miała Liama. I w takich chwilach przypominał mi się Jake. Musiałam się z nim nareszcie pogodzić. To co, że on był tym złym, ale był moim przyjacielem.

*kilka godzin później, koncert*
Stałyśmy z Abby pod samą sceną. Miałyśmy najlepszy widok na chłopców. Właśnie śpiewali What makes you beautiful. Lou za każdą piosenką spoglądał na mnie. Właśnie tego mi brakowało. Kogoś opiekuńczego, kogoś kto będzie patrzał na mnie z taką miłością z jaką patrzy na mnie ten właśnie wariat. Wysłałam mu całusa, a on uśmiechnął się promiennie. Zaśmiałam się i zaczęłam kołysać się razem z tłumem.
Po całym tym koncercie poszłyśmy za kulisy pogadać z chłopakami. Umówiliśmy się, że my na nich poczekamy i pójdziemy na imprezę. No nie miałam zbytniej ochoty, ale czego nie robi się dla chłopców. Czekałyśmy w zasadzie niedługo. Podjechaliśmy ich limuzyną pod jakiś klub. Wszyscy oczywiście się zalali z wyjątkiem mnie i Louisa. Tańczyłam z wariatem Lou. Chwilę później złapaliśmy się za ręce i zaczęliśmy całować. Prawda to prawda staliśmy na środku parkietu i nikt z naszych kumpli nie był w stanie nas zobaczyć. Lou musiał się schylać. Przy moim wzroście, 1,60 to nie dziwne. Dlatego lubiłam nosić szpilki. Byłam wyższa. Przerwaliśmy nasz pocałunek. Lou się spytał.
- Więc teraz mogę nazwać cię moją dziewczyną?
- Taak. – Odpowiedziałam z wielkim bananem na twarzy.
I zaczęliśmy dalej tańczyć. Przyznam się dokuczał mi ból nóg, ale w momencie gdy tańczyłam z nim miałam to głęboko w dupie. Z imprezy zwinęliśmy dopiero po drugiej. Postanowiłyśmy, że zostaniemy u chłopaków. Poprosiłam Lou o jakąś koszulę do spania. Nie no niedługo będę mogła założyć kolekcję koszulek Louisa Tomlinsona. Na noc znowu niepostrzeżenie udałam się do pokoju mojego ukochanego. Zasnęłam w jego ramionach.

*następny dzień*
Jeszcze spałam. A zaraz już nie. Podparłam się na ramieniu. Mój przystojniak jeszcze spał. Promienie słońca eksponowały jego idealną twarz. Grzywka, roztrzepana, wyglądała tak słodka z samego rana. Chłopak zaczął się uśmiechać przez sen. Wyglądał tak niesamowicie. Przyznam się, zakochałam się w tym wariacie. Był niesamowity. Przejechałam opuszkiem palca po jego twarzy. No i genialnie. Obudziłam Idealnego Louisa Tomlinsona. Chłopak spojrzał na mnie swoimi niebieskimi oczętami i powiedział.
- Hej słonce. – Jego melodyjny głos plus chrypka to coś niesamowitego.
- Hej, tęskniłam, a ty spałeś. – Powiedziałam.
- Która godzina? – Spojrzałam na zegarek.
- Dziesiąta! – Powiedziałam przestraszona. – I jak ja się teraz dostanę do swojego pokoju?
- Spokojnie, zaraz coś wymyślimy. Wiem! Ja zejdę do nich na dół, a ty przyjdziesz za jakieś poł godziny ubrana w swoje ciuchy ok?
- Spoko.
Ubrałam się we wczorajsze ciuch i zaczęłam chodzić po pokoju. Mijały sekundy, minuty. No i pół godziny. Zeszłam na lajcie nie przejmując się niczym. Usiadłam na moim stałym już miejscu na kanapie i uśmiechając się do Louisa zaczęłam gadać z chłopakami.

Tak, wiem. Rozdział dno. Miał wyjść trochę inny, ale wyszedł taki jaki jest. Niedługo zacznie się dziać. Ostatnio znowu mniej osob to czyta.. ;c 
Zostaw po sobie ślad! CZYTASZ=KOMENTUJESZ

2 komentarze:

  1. dno? świetny jest ! jak zawsze ! jeśli byłabyś tak miła to (koniecznie) informuj mnie o nowych może być na tym blogu :
    http://you-will-summer-love.blogspot.com/
    A teraz troszkę z innej beczki .
    Napisałaś ,,Rozczesałam się ... " tak się raczej nie piszę , można napisać - rozczesałam włosy , rozczesałam kucyka ... ale nie rozczesałam się .
    I masz trochę powtórzeń, ale według mnie to nie ważne , miałam kilka ci zaprezentować ,ale już je zapomniałam XD ja robię tych powtórzeń trzy razy więcej ,więc się nie czepiam , mówiłam ci już ,że boski ? :) Pozdrawiam i zapraszam :

    http://you-will-summer-love.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuję ;) Postaram się poprawić, będę przeglądała posty przed dodanie. I powiem wam w sekrecie, że rozpisane mam już 35 rozdziałów ;D

      Usuń