sobota, 23 lutego 2013

Rozdział 19.


*Cam*
Obudziłam się następnego dnia. Abby jeszcze spała. Postanowiłam pójść zrobić śniadanie. Schodziłam powoli po już nieznanych mi schodach. Porażka. W lodówce nic nie było. Jajka, mleko, dżem. Postanowiłam zrobić naleśniki, o ile miałam mąkę. Jak się okazało było jej akurat na jedną porcję. Smażyłam jeden naleśnik za drugim. Z każdym kolejnym przewracanie szło mi coraz szybciej. Moją przyjaciółkę obudziły chyba zapach dobiegające z kuchni bo jak na fazie zmierzała w stronę stołu. Zasiadła i czekała na jedzenie. Zjadłyśmy i zaczęłyśmy gadać.
- To co dzisiaj robimy? – Zapytała się mnie.
- Najpierw połazimy, a potem, znaczy się wieczorem jesteśmy umówione do kina z Miles.
- A Jake? Poznam go?
- Raczej nie. Nie chcę go widzieć. Przepraszam Abb.
- Spoko. Jestem ciekawa jak poszło Niallerowi.
- Ja też. Abb na stole leży laptop. – Spojrzałam na nią błagająco.
- Nie ma mowy! Obiecałyśmy mu! Wyjeżdżamy stąd za tydzień! Może akurat odpadnie to nam powie.
- Nie bądź taką pesymistką Abb! Mi się wydaje, że nasz Nialler dojdzie do finału.
- Zobaczymy.
Około godziny 13 poszłyśmy na spacer. Ja ubrałam czarne, porwane rurki, zieloną bluzę i adidasy nike, włosy spięłam w luźnego warkocza. Abb mniej obeznana w tutejsze klimaty ubrała dżinsowe  rurki, czarny top, flanelową koszulę, czarne vansy, włosy spięła w wysokiego kucyka. Wyśmiałam ją i rzuciłam jej jedna z moich bluz. Padło na czarną z napisem ‘I hate live’. Nie chciałam żeby w niej chodziła, ale ona zapierała się mówiąc, że jej bardzo się podoba. No i poszłyśmy na miasto. Abby była przerażona pogodą tutaj. Ciągle mokro, deszczowo, już rozumiała po co jej ta bluza. Biegałyśmy jak idiotki aż w końcu zadzwoniła do mnie Miles.
- Halo? – Powiedziałam zdyszana.
- No haloo. Widzimy się za godzinę no nie?
- Taak. – powiedziałam przestraszona, byłam jeszcze nie gotowa.
- Tylko ubierzcie się raczej wygodnie, w szachy raczej grały nie będziemy.
- To nie idziemy do kina?
- Nie, wymyśliłam cos innego.
- Okeej.
- To do zobaczenia.
- Pa. –Powiedziałam i poszłam z Abb się szykować.
Ja ubrałam rurki, vansy, koszulkę i flanelową koszulę. Włosy związałam w luźnego koka.  Abb ubrała rurki, biały t-shirt i czarną marynarkę. Włosy dalej miała upięte w wysoką kitkę. Siedziałyśmy na kanapie i czekałyśmy na Miles. Miała po nas przyjechać. Stopą wytupywałam rytm „Hero”. Jeden, dwa, trzy, i dzwonek do drzwi. Wstałyśmy chwyciłyśmy kurtki i z automatu wyszłyśmy. Wiedziałyśmy, że to Miles. Jak zwykle spóźniona.
Jechałyśmy w niewiadomym nam kierunku. Ja jednak po chwili skapnęłam się, że jedziemy na kręgle. Nigdy nie byłam zbyt dobra w te klocki. Co tam Miles wymyśliła?! Kilka minut później stałyśmy pod kręgielnią. Weszłyśmy do budynku i zapłaciłyśmy za dwie godziny. Genialnie, dwie godziny kręgli. Lepiej Miles nie mogła wybrać. Dobrze wiedziała, że nienawidzę tej gry! Szłam z naburmuszoną miną. Abb to zauważyła i w pocieszającym geście szturchnęła mnie w ramię. Uśmiechnęłam się na chwilę. Udawałam przez chwilę, że jestem zadowolona z tego całego wypadu. Zaczęłyśmy grać. Miles zaczęła gadać.
- Wiecie wybrałam kręgle, bo przy kręglach się dobrze gada. – Uśmiechnęła się.
- Taa, jasne. Ale jak się kręgli nie zbija to się nie gada. – Odparłam obrażona.
- Cam, nie denerwuj się. – Powiedziała genialna Miles.
- Będziemy się dobrze bawić. – Dodała Abb. Spojrzałam na nią tylko groźnie.
- Więc, jak pogadanka, to pogadanka. Wytłumacz nam kochana jak jest z tobą i Niallem. – Powiedziała Miles.
- Z nami?! My jesteśmy tylko i wyłącznie przyjaciółmi.
- Tak się tylko mówi Cam. – Dodała Abb.
- Czy ty sugerujesz, że mnie i twojego brata coś łączy? – Zapytałam.
- Nie, skądże. To, że często razem śpicie, razem oglądacie filmy się przytulając, chodzicie pod rękę jest zupełnie normalne.
- A nie? – Odparłam zdziwiona, skąd ona tyle wiedziała. Ta mała jędza Abb.
- Wygląda na to, że nasza Cam się zakochała. – Powiedziała Miles.
- Wcale, że nie! - Wydarłam się.
- Oj no przyznaj się! – Powiedziała Abb.
- Wiecie co?! Wypchajcie się, ja idę odpocząć.
Poszłam do baru z przekąskami. Usiadłam obrażona i zamówiłam małą colę light. Sączyłam ją powoli przez słomkę gdy moim oczom ukazał się on. Tak właśnie on! Jake. A dokładnie jego blond czupryna. Najwidoczniej mnie zauważył. Podszedł i usiadł koło mnie. Udawałam, ze go nie zauważyłam. Siedziałam ze wzrokiem wbitym w szklankę coli. On, czułam to obserwował mnie i uśmiechał się pod nosem. I wtedy coś powiedział.
- Kogo moje oczy widzą, Cam. Jak ja za tobą kochana tęskniłem.
- W porównaniu do ciebie nawet nie pomyślałam o twojej osobie. – Odparłam wyluzowana. Już wyluzowana.
- Mogłabyś przestać się na mnie złościć. – Powiedział swoim uwodzicielskim głosem.
- A może jednak nie?
- Camila, no proszę cię. – Powiedział już normalnie.
- Prosisz mnie?! Ja też ci coś powiedziałam. Miałeś do mnie nie krzyczeć! Jesteś dla mnie nikim Jake! Nikim! Nic dla mnie nie znaczysz! Nie rozumiesz?! Straciłeś swoją szansę na przyjaźń ze mną już dawno. I jej nie odzyskasz, nie odzyskasz szansy na przyjaźń ze mną.
- Camila, przepraszam, to nie tak miało być. Ja naprawdę żałuję. Wybacz mi.
- Jesteś nikim Jake. Dla mnie już jesteś nikim. Mam nowych przyjaciół i brak miejsca dla ciebie. – Miałam w oczach łzy.
- Proszę.
Ale ja wybiegłam i postanowiłam wylecieć już jutro.

Hej. I jak tam? Rozdział nudny, wiem. Ale postaram się rozkręcić. Obiecuję. Chcecie powrotu Nialla? Ja owszem.. A Louisa chcecie? Ja tak! No to, do zobaczenia w następnym rozdziale! No i taki bonus, jak dzisiaj dobijecie 2 komentarze jeszcze dziś wstawię nowy rozdział.
Zostaw po sobie ślad! CZYTASZ=KOMENTUJESZ

1 komentarz:

  1. Booooooooooooooskie <3 w poprzednim rozdziale powiedziałaś ,że nie lubisz Miley , a ja nie lubię Camili! Ale i tak będę czytać i mogę się założyć ,że rozwój wydarzeń potoczy się całkiem inaczej niż ja sobie to wyobrażam . Kochana pisz szybko next <3 !

    OdpowiedzUsuń