*Cam*
Obudziłam się następnego dnia. Abby jeszcze spała.
Postanowiłam pójść zrobić śniadanie. Schodziłam powoli po już nieznanych mi
schodach. Porażka. W lodówce nic nie było. Jajka, mleko, dżem. Postanowiłam
zrobić naleśniki, o ile miałam mąkę. Jak się okazało było jej akurat na jedną
porcję. Smażyłam jeden naleśnik za drugim. Z każdym kolejnym przewracanie szło
mi coraz szybciej. Moją przyjaciółkę obudziły chyba zapach dobiegające z kuchni
bo jak na fazie zmierzała w stronę stołu. Zasiadła i czekała na jedzenie.
Zjadłyśmy i zaczęłyśmy gadać.
- To co dzisiaj robimy? – Zapytała się mnie.
- Najpierw połazimy, a potem, znaczy się wieczorem
jesteśmy umówione do kina z Miles.
- A Jake? Poznam go?
- Raczej nie. Nie chcę go widzieć. Przepraszam Abb.
- Spoko. Jestem ciekawa jak poszło Niallerowi.
- Ja też. Abb na stole leży laptop. – Spojrzałam na nią
błagająco.
- Nie ma mowy! Obiecałyśmy mu! Wyjeżdżamy stąd za
tydzień! Może akurat odpadnie to nam powie.
- Nie bądź taką pesymistką Abb! Mi się wydaje, że nasz
Nialler dojdzie do finału.
- Zobaczymy.
Około godziny 13 poszłyśmy na spacer. Ja ubrałam czarne,
porwane rurki, zieloną bluzę i adidasy nike, włosy spięłam w luźnego warkocza.
Abb mniej obeznana w tutejsze klimaty ubrała dżinsowe rurki, czarny top, flanelową koszulę, czarne
vansy, włosy spięła w wysokiego kucyka. Wyśmiałam ją i rzuciłam jej jedna z
moich bluz. Padło na czarną z napisem ‘I hate live’. Nie chciałam żeby w niej
chodziła, ale ona zapierała się mówiąc, że jej bardzo się podoba. No i
poszłyśmy na miasto. Abby była przerażona pogodą tutaj. Ciągle mokro,
deszczowo, już rozumiała po co jej ta bluza. Biegałyśmy jak idiotki aż w końcu
zadzwoniła do mnie Miles.
- Halo? – Powiedziałam zdyszana.
- No haloo. Widzimy się za godzinę no nie?
- Taak. – powiedziałam przestraszona, byłam jeszcze nie
gotowa.
- Tylko ubierzcie się raczej wygodnie, w szachy raczej
grały nie będziemy.
- To nie idziemy do kina?
- Nie, wymyśliłam cos innego.
- Okeej.
- To do zobaczenia.
- Pa. –Powiedziałam i poszłam z Abb się szykować.
Ja ubrałam rurki, vansy, koszulkę i flanelową koszulę.
Włosy związałam w luźnego koka. Abb
ubrała rurki, biały t-shirt i czarną marynarkę. Włosy dalej miała upięte w
wysoką kitkę. Siedziałyśmy na kanapie i czekałyśmy na Miles. Miała po nas
przyjechać. Stopą wytupywałam rytm „Hero”. Jeden, dwa, trzy, i dzwonek do
drzwi. Wstałyśmy chwyciłyśmy kurtki i z automatu wyszłyśmy. Wiedziałyśmy, że to
Miles. Jak zwykle spóźniona.
Jechałyśmy w niewiadomym nam kierunku. Ja jednak po
chwili skapnęłam się, że jedziemy na kręgle. Nigdy nie byłam zbyt dobra w te
klocki. Co tam Miles wymyśliła?! Kilka minut później stałyśmy pod kręgielnią.
Weszłyśmy do budynku i zapłaciłyśmy za dwie godziny. Genialnie, dwie godziny
kręgli. Lepiej Miles nie mogła wybrać. Dobrze wiedziała, że nienawidzę tej gry!
Szłam z naburmuszoną miną. Abb to zauważyła i w pocieszającym geście
szturchnęła mnie w ramię. Uśmiechnęłam się na chwilę. Udawałam przez chwilę, że
jestem zadowolona z tego całego wypadu. Zaczęłyśmy grać. Miles zaczęła gadać.
- Wiecie wybrałam kręgle, bo przy kręglach się dobrze
gada. – Uśmiechnęła się.
- Taa, jasne. Ale jak się kręgli nie zbija to się nie
gada. – Odparłam obrażona.
- Cam, nie denerwuj się. – Powiedziała genialna Miles.
- Będziemy się dobrze bawić. – Dodała Abb. Spojrzałam na
nią tylko groźnie.
- Więc, jak pogadanka, to pogadanka. Wytłumacz nam
kochana jak jest z tobą i Niallem. – Powiedziała Miles.
- Z nami?! My jesteśmy tylko i wyłącznie przyjaciółmi.
- Tak się tylko mówi Cam. – Dodała Abb.
- Czy ty sugerujesz, że mnie i twojego brata coś łączy? –
Zapytałam.
- Nie, skądże. To, że często razem śpicie, razem
oglądacie filmy się przytulając, chodzicie pod rękę jest zupełnie normalne.
- A nie? – Odparłam zdziwiona, skąd ona tyle wiedziała.
Ta mała jędza Abb.
- Wygląda na to, że nasza Cam się zakochała. –
Powiedziała Miles.
- Wcale, że nie! - Wydarłam się.
- Oj no przyznaj się! – Powiedziała Abb.
- Wiecie co?! Wypchajcie się, ja idę odpocząć.
Poszłam do baru z przekąskami. Usiadłam obrażona i
zamówiłam małą colę light. Sączyłam ją powoli przez słomkę gdy moim oczom
ukazał się on. Tak właśnie on! Jake. A dokładnie jego blond czupryna.
Najwidoczniej mnie zauważył. Podszedł i usiadł koło mnie. Udawałam, ze go nie
zauważyłam. Siedziałam ze wzrokiem wbitym w szklankę coli. On, czułam to
obserwował mnie i uśmiechał się pod nosem. I wtedy coś powiedział.
- Kogo moje oczy widzą, Cam. Jak ja za tobą kochana
tęskniłem.
- W porównaniu do ciebie nawet nie pomyślałam o twojej
osobie. – Odparłam wyluzowana. Już wyluzowana.
- Mogłabyś przestać się na mnie złościć. – Powiedział
swoim uwodzicielskim głosem.
- A może jednak nie?
- Camila, no proszę cię. – Powiedział już normalnie.
- Prosisz mnie?! Ja też ci coś powiedziałam. Miałeś do
mnie nie krzyczeć! Jesteś dla mnie nikim Jake! Nikim! Nic dla mnie nie
znaczysz! Nie rozumiesz?! Straciłeś swoją szansę na przyjaźń ze mną już dawno.
I jej nie odzyskasz, nie odzyskasz szansy na przyjaźń ze mną.
- Camila, przepraszam, to nie tak miało być. Ja naprawdę
żałuję. Wybacz mi.
- Jesteś nikim Jake. Dla mnie już jesteś nikim. Mam
nowych przyjaciół i brak miejsca dla ciebie. – Miałam w oczach łzy.
- Proszę.
Ale ja wybiegłam i postanowiłam wylecieć już jutro.
Hej. I jak tam? Rozdział nudny, wiem. Ale postaram się
rozkręcić. Obiecuję. Chcecie powrotu Nialla? Ja owszem.. A Louisa chcecie? Ja
tak! No to, do zobaczenia w następnym rozdziale! No i taki bonus, jak dzisiaj dobijecie 2 komentarze jeszcze dziś wstawię nowy rozdział.
Zostaw po sobie ślad! CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Booooooooooooooskie <3 w poprzednim rozdziale powiedziałaś ,że nie lubisz Miley , a ja nie lubię Camili! Ale i tak będę czytać i mogę się założyć ,że rozwój wydarzeń potoczy się całkiem inaczej niż ja sobie to wyobrażam . Kochana pisz szybko next <3 !
OdpowiedzUsuń