czwartek, 21 lutego 2013

Rozdział 17.


*dwa tygodnie później*
- Na pewno nie chcesz żebyśmy z tobą poszły? – Pytałam po raz kolejny Niallera.
- Dam rade Cam, dam radę.
- Jak sobie chcesz. Powodzenia. – Dałam mu całusa w policzek.
- Spokojnie, dam radę. Nie wierzysz we mnie?
- Wierzę. Aż za bardzo.
- Idę.
I Nialler poszedł. Poszedł sam na koleny etap X Factora. A jak nie da rady? Miałam ochotę pobiec za nim, ale zatrzymała mnie jedna myśl. Jak spotkam tam jego? Tego od coli? Nawet nie pamiętałam jego imienia. Za to on moje zapamięta, tak mu obiecałam. Zostałam sama z Abb. Postanowiłyśmy wejść na Skype z moją Miles. Jeden sygnał, dwa i na ekranie pojawila się ta kochana czerwona czupryna. Zaczęłyśmy z Abb jej machać. Te popołudniowe rozmówki były już naszą codziennością.
- Co się nie odzywacie dziewczyny? – Zapytała Miles.
- A bo nie wiemy co mówić, Niallera, tego co gada dzisiaj nie ma. – Wypowiedziała się Abb.
- A gdzie wywiało farbowanego blondynka? – Zapytała moja przyjaciółka.
- Poszedł na casting, do X Factora. – powiedziałam nieobecna.
- A no faktycznie, mówił cos wczoraj. A co tam u was?
- A nudy, po staremu. Wiesz, jak Nialler się dostanie to lecimy do ciebie na kilka dni. – Powiedziałam.
- Noo. Mama nam pozwoliła. – Uzupełniła Abb.
- Aż takie pewne Niallera? – Zapytała moja czerwona czuprynka.
- Tak. – Powiedziałyśmy jednocześnie z Abb.
- Okej. Widać, że siostry. – Zażartowała Miles.
- A co tam u Jake’a? – Zapytałam wahając się.
- No wiesz, nie gada już ze mną tyle co kiedyś, teraz jak ciebie nie ma jest inny. Taki nieobecny. – Powiedziała Miles. – Nie obwiniaj się Cam, przejdzie mu kiedyś. A to, że w Londynie będziesz szczęśliwsza było oczywiste. A Jake to po prostu kretyn, skoro nie potrafi docenić twojej decyzji.
- W ogóle faceci to kretyni. Pamiętasz tego z castingu Cam? – Zażartowała Abb.
- Proszę cię, przestań. – Uśmiechnęłam się do niej.
- Jaki z castingu? – Zapytała zaciekawiona Miles.
- Cam sprała dupę jednemu ziomkowi na castingu, bo uwalił jej bluzkę colą. – Wytłumaczyła Abb.
- Że ta Cam?! – Zapytała zdziwiona czerwono włosa.
- Tak, tak. – Przytaknęłam i zaczęłam się śmiać.
- Uuu, kochana.. Coś się zgorszyłaś w tym Londynie.
- Miles! Nie przeginaj, bo nie przyjadę. – Udawałam obrażoną.
- Nooo.. Przepraszam. Nie będę więcej drwiła z ciebie. – Przyrzekła czerwono włosa.
 Gadałyśmy tak dobre dwie godziny. To obgadując Niallera, to rozmawiając o ciuchach, o innych pierdołach. Na chwilę się zacięłam, w tle usłyszałam głos Jake’a. Tego Jake’a. Sparaliżowało mnie. To jego kilka tygodni temu zraniłam. Abb dalej gadała z Miles gdy ja się nie odzywałam. Moja przyjaciółka z Londynu zauważyła, że dziwnie się zachowuję i spojrzała znacząco na czerwono włosą. Ta wzrokiem pokazała Jake’a. Nie musiałam niczego tłumaczyć. Zaraz po naszej pogadance na skype miałam zamiar wykrzyczeć dla Abb ‘Tak to właśnie tej Jake!’. No i tyle. Nie zauważyłam nawet, że Abb rozłączyła się i mnie przytulała. Czy ja? Tak, płakałam.
Z tłumaczenia uratował mnie Nialler. Właśnie wchodził do domu i od razu dopadłam go z Abb. Wyglądał zarówno na szczęśliwego jak i lekko zawiedzonego. Na twarzy miał promienny uśmiech, ale oczy zdradzały uczucia. Zawiedzenie. Czyżby? Nie, na pewno nie. Podeszłam do niego z pytającą miną. Ona patrzył się na mnie jak na idiotkę. Abb stała z miną WTF?! Nialler powiedział.
- Szykujcie kolację dla mistrzunia, jutro już nie będę z wami.
- Naller dostałeś się! – Wydarłam się.
- Tak, tak, przeszliśmy.
- To niesamowite, mój brat będzie sławny. – Przemówiła zszokowana Abb.
- To co spaghetti czy lasagne?
- I jedno i drugie! Dzisiaj świętujemy. Dzisiaj nasz ostatni dzień. Zobaczymy siś dopiero za jakieś kilka, kilkanaście tygodni. Jak ja bez was wytrzymam wy moje wariatki. – Przytulił się do nas.
- Nialler, nie przejmuj się, będziesz dzwonił. Ok?
- Taak. Abby za tobą też będę tęsknił. – Chłopak udawał, że płacze.
- Ja za tobą też braciszku. – A Abb była szczera.
- Koniec tych czułości, idziemy gotować.
Gotowaliśmy obrzucając się jedzeniem. Bez Niallera w tym domu będzie pusto. Za kilka dni w takim razie miałyśmy lecieć do Port Angeles. Okej. Spotkamy się z Miles, Jake’m. Choć tego drugiego nie chciałam widzieć. To on zranił moje uczucia. To przez niego chodzę czasami zamyślona. Ale co mi tam. Byłam tu i teraz. Zamierzałam cieszyć się sukcesem mojego przyjaciela razem z nim. Caly wieczór postanowiliśmy spędzić śmiejąc się. I tyle. Zasnęliśmy na kanapie.

*następnego dnia*
- Nialler, na którą masz być no tam? – Zapytałam śpiącego jeszcze kumpla.
- Na 10. – Powiedział przez sen.
- Nialler, a wiesz, że jest już.. 9?! – Wydarłam się ledwo zwlekając się z łóżka.
- O fuck! – Nialler podskoczył i pobiegł do swojego pokoju, najwidoczniej chciał się spakować.
- Abb, Abb wstawaj! – Wydarłam się do mojej przyjaciółki potrząsając nią.
- Jeszcze pięć minutek. – Powiedziała przewracając się na drugi bok.
- Abb, jak za chwilkę nie wstaniesz to przyniosę tu wiadro wody.
- O co chodzi? – powiedziała ledwo żywa moja przyjaciółka.
- Musimy odwieźć Niallera! Za godzinę!
- Że co?! Tylko godzina? A on kretyn nie spakowany! – Ruszyła pędem na górę. – Nialler ty kretynie! Co ty sobie myślisz!? Że możesz wstawać kiedy chcesz?! Sprężaj tą swoją dupę bo będziesz z buta zapierdzielał do tego X Factora!
Zaczęło się dzikie zbieranie. Nialler się pakował, a Abb malowała. Ja postanowiłam się ubrać. Ubrałam poszarpane szorty, łososiową koszulę mgiełkę i łososiowe conversy. Włosy spięłam w nieogarniętego koka i przewiązałam czarną bandanką. Wyglądałam jak człowiek. Niallerowi coś nie szło to pakowanie. Poszłam do niego i pomogłam mu składać wszystkie ubrania. Po kilku minutach spędzonych ze mną nad walizką był nareszcie porządnie spakowany. Pojechaliśmy. Na miejscu byliśmy pięć minut przed czasem. Wysiedliśmy i pożegnaliśmy się. Ja się oczywiście popłakałam. No i mój kochany przyjaciel wszedł do domu X Factora. Spotkamy się dopiero za kilka, kilkanaście tygodni. Pomyślałam.

Mam nadzieję, że rozdział się podoba. Taki trochę bez ładu i składu. No i chyba trochę dłuższy, tak mi się wydaje. Wolicie jak rozdzialy są dłuższe czy krótsze? Bo nie mam pojęcia jakie pisać. Nialler niedługo do nas wróci, nie martwcie się. Jego nieobecnośc zaplanowałam na maksymalnie trzy rozdziały. I mam wrażenie, że nikt tego nie czyta, chyba skończe swoją działalność w następnym rozdziale.  No i tyle chyba.
Zostaw po sobie ślad! CZYTASZ=KOMENTUJESZ

2 komentarze:

  1. masz nie przestawać to jest świetne życze dużo weny i pisz dalej . . .
    A.S. ;P

    OdpowiedzUsuń
  2. tak, tak ja czytam i bardzooo mi się podoba!!! dobrze, że nie przestałaś pisać ;DDD

    OdpowiedzUsuń