Obudziłam się dość późno. Alexa nie było już w łóżku. No
tak, musiał chyba iść do pracy. Nie chciało mi się wstawać. Mimo wszystko
wyszłam spod kołdry i wzięłam do ręki swój telefon. Dochodziła dziesiąta. To
mogę jeszcze zadzwonić do dziewczyn. Albo zrobię to później. Ubrałam swoje
puchate kapcie i skierowałam się na dół do kuchni. Na blacie kuchennym
siedziała Eleanor. Z białego kubka sączyła jakiś napój. Obstawiam, kawa.
Bezszelestnie podeszłam do lodówki i wzięłam sobie marchewkę. Dziewczyna się
uśmiechnęła. Usiadłam obok niej. Ona oparła głowę na moim ramieniu.
Powiedziałam do niej.
- Jak się spało w nowym domu?
- Bosko. Mamy na dzisiaj jakieś plany?
- Niestety, ale mamy. Musimy wybrać się do wytwórni. Mam
dzisiaj pierwsze nagrania.
- To dzisiaj będę cały dzień siedziała sama.
- Nie. Idziesz ze mną. Nie będziesz się nudziła. Nie
pozwolę ci na to.
- Skoro tak mówisz. O której jedziemy?
- Zaraz. Ubierzemy się i lecimy. Chcę mieć to jak
najszybciej z głowy.
- Nie będziesz nic jadła?
- Wiesz, nie jestem głodna. Ale jak ty chcesz to sobie
cos zrób.
- Już to zrobiłam, zanim wstałaś.
O jedenastej wsiadłyśmy do taksówki, którą zamówiłyśmy.
Nie znałam Los Angeles. Nie mogłam jeszcze sama tutaj się poruszać. Wystarczy,
że zapamiętam trasę do studia. El była czymś zdenerwowana. Kierowca ciągle się
do nas uśmiechał. Wyglądał na kogoś bardzo miłego. Właśnie zaczęłam nowe życie.
Bosko. Już kochałam to miasto. Palmy, słońce.. Kocham. Dojechaliśmy pod duży
szary, ale nowoczesny budynek. Zapłaciłam taksówkarzowi i wysiadłam z El z
auta. Uśmiechnęłyśmy się do siebie. Promienie słoneczne oświetlały nasze
twarze. Studio mieściło się niedaleko plaży. Weszłyśmy do środka przez duże
drzwi. W oczy dał się rzucić czerwony wystrój korytarza. Podeszłam do recepcji.
Kazano mi się skierować do studia nr 6. Znajdowało się na drugim piętrze.
Wsiadłyśmy do windy i wcisnęłyśmy odpowiedni przycisk. Chwilę później
znalazłyśmy się na odpowiednim piętrze, zaczęłyśmy szukać studia. Nie zajęło to
nam dużo czasu, bo natknęłyśmy się na Simona. Spojrzał się na nas i szeroko
uśmiechnął. Przytulił mnie jak ojciec i zaczęliśmy zmierzać w stronę studia.
- Jak tam urodziny Harrego? – Zapytał mężczyzna.
Spojrzałyśmy z El po sobie przestraszone.
- Wspaniale, huczna impreza. – Odpowiedziałam z szerokim
uśmiechem.
- Słyszałem, że wbiło kilku paparazzi. Szukali sensacji.
– Głośno przełknęłam ślinę. Bałam się, że sfotografowali mnie i Tommo.
- Ja żadnych nie widziałam. Nie wydaje mi się. –
Powiedziałam przerażona.
- Cam, nie przedstawiłaś mi swojej koleżanki.
- Ach,
Simon to jest Eleanor, Eleanor to jest Simon.
- Miło mi cię poznać. Skądś kojarzę twoją twarz. – Mój
mentorze, to ta Eleanor.
- Jestem była dziewczyną Louisa. – Powiedziała lekko
zawstydzona.
Doszliśmy do studia. Na początku nasłuchałam się co mam
robić i jak. W moim szklanym więzieniu stały butelki z wodą. Nagrywałam dzisiaj
tylko jedną piosenkę! Po co mi od razy taki zapas? Stanęłam przed mikrofonem. W
słuchawkach zaczęła lecieć muzyka. Zaczęła lecieć moja piosenka. Zaśpiewałam
pierwszy wers. I już widziałam, że Simon zatrzymał ludzi. Znaczy się zatrzymał
mnie. Zastopował. Tłumaczył mi, że za szybko weszłam. Wywinęłam oczami ku
górze. Już mi się chciało pic. Otworzyłam butelkę z wodą i pociągnęłam kilka
łyków. Gdy dałam im znak, że jestem gotowa ponownie puścili mi w słuchawkach
muzykę. Nie słyszałam sama siebie więc jedną z nich zdjęłam z ucha. Tym razem
weszłam dobrze. Mój mentor się cieszył. Eleanor miała szeroki uśmiech, więc i
ja się uśmiechnęłam. Byłam już w połowie piosenki. Kochałam to co robię.
Uwielbiam śpiewać. Zaśpiewałam całą. Po moim ciele przeszła fala radości. I
wtedy Simon oświadczył, że trzeba nagrać jeszcze kilka kopii aby wybrać tę
najlepszą. Genialnie, mam jeszcze się tutaj męczyć? Nie no, gorzej być nie
może. Wypiłam resztę wody, która została w pierwszej butelce. Ta piosenka zaraz
mi zbrzydnie! Śpiewam ją drugi raz. Nie mogę tego jednak olać. Musze w to
włożyć swoje serce i duszę. Moje wykonania muszą być perfekcyjne. Nie mogę
sobie pozwolić na błędy, niedociągnięcia. Nie mogę zawieść Simona. Bo to on
pomógł mi osiągnąć to co osiągnęłam i to on najbardziej na mnie liczy. Jest dla
mnie jak ojciec, który mnie zostawił. Opiekuje się mną. Ehh. Kolejny raz to
śpiewam! To zaczyna być na serio nudne! Czy mogę już skończyć? Mam dość! Nie,
Simon prosi mnie bym zaśpiewała jeszcze raz. Masakra. Jedna rada dla was, nie
zaczynajcie śpiewać. Przy którymś tam z kolei śpiewaniu zaczęło mi się kręcić w
głowie. Mój głos stał się słabszy. Na chwilę przestałam śpiewać. Mój mentor
spojrzał się na mnie zdekoncentrowany. Chciałam coś powiedzieć, ale nie mogłam
z siebie wydobyć głosu. Teraz widziałam tylko ciemność. Czułam, że ktoś próbuje
mnie obudzić, nie chciałam jednak. Do Sali, w której się znajdowałam wbiegł
ktoś. Zaczął mnie prosić bym się obudziła. No dobra, posłucham się. Otworzyłam
oczy i zaczęłam wolno mrugać. Wszyscy stojący nade mną odetchnęli z ulgą. Simon
się mnie zapytał.
- Co się stało?
- Zrobiło mi się słabo i zemdlałam.
- Trzeba było zjeść śniadanie! – Krzyknęła do mnie El.
Poszłyśmy z Simonem do jego jak wydaje mi się gabinetu. On zamknął drzwi.
- Cam. Proszę cię. Co się stało? Dlaczego nie jesz?
Ostatnio przestałaś jeść, bo Louis. Schudłaś. Tak nie może być dalej! Wpadniesz
w anoreksję!
- Nic mi nie będzie Simon. Po prostu dzisiaj rano nie
miałam na to czasu. Chciałam jak najszybciej przyjechać do studia i mieć to z
głowy.
- Ale żeby mi to było ostatni raz! Eleanor masz zadanie.
Pilnuj żeby Cam jadła przed wyjściem! – Dziewczyna tylko pokiwała głową. – A
teraz idźcie coś zjedzcie. Na dzisiaj koniec pracy. Spotkamy się za tydzień.
Wyszłyśmy ze studia i skierowałyśmy się w stronę plaży.
Na plażach zawsze było pełno budek z jedzeniem. My znalazłyśmy taką z
hot-dogami. Nigdy nie przepadałam za gorącymi pieskami, ale El jednego z nich
we mnie wmusiła. Oczywiście przy tym i ona i ja musiałyśmy się ubrudzić. Miałyśmy
przy tym kupę śmiechu. Geniusz Camila zapomniała adresu swojego domu. Z Eleanor
krzątałyśmy się po plaży zastanawiając się co zrobić, aby się tam dostać. Alex
zapewne jest już w domu. Jest po piętnastej. Po prostu trzeba do niego
zadzwonić, a on po nas przyjedzie. Gadałam z nim przez telefon i się oczywiście
śmiałam sama z siebie czy nie wiem z czego. Powiedziałam, że jesteśmy na plaży
naprzeciwko studia nagraniowego. No, on znał LA jak ja Londyn. Wychował się
tutaj po czym przeprowadził do UK. Doskonale wiedział gdzie jesteśmy. Teraz
miałyśmy się tylko nie ruszać, pod żadnym pozorem. Siedziałyśmy na murku. Ja
sączyłam colę, którą przed chwilą kupiłam. El pisała z kimś SMS’y. Nagle
poczułam wibracje w kieszeni moich spodenek. Leniwie wyciągnęłam telefon.
Spojrzałam na wyświetlacz i od razu zaczęłam się cieszyć. Louis. El spojrzała
mi przez ramię i tylko wywinęła oczami. Zaczęłam się śmiać. Odebrałam telefon.
U nich dochodziła północ.
- Halo siostro? Dlaczego się nie odzywasz? Nie wiem co u
ciebie. Smutno tak nie wiedzieć co u siostry.
- Cześć Louis. U mnie w zasadzie okej. Dzisiaj nagrywałam
pierwszą piosenkę. Wydaje mi się, że poszło okej. I zemdlałam na koniec..
- Jak to zemdlałaś?! Wszystko w porządku? Dlaczego?
- Nie zjadłam dzisiaj śniadania. Nie zdążyłam. Z głodu.
Nie przejmuj się mną tylko gadaj co u ciebie.
- A wszyscy już śpią, a ja nie mogę. Siedzę w kuchni, Katie
śpi, chłopaki śpią. Zayn się dzisiaj zalał. Stwierdził, że to mu daje ukojenie.
Że nie myśli wtedy o tej zdradzie.
- Matko.. Aż tak źle? Jak ja byłam to jeszcze nie.. on
wtedy jeszcze nie pił.
- A dzisiaj wrócił zalany z imprezy. Ja z Hazzą ledwo go
doprowadziliśmy do pokoju. Ale nic mu nie jest. Panujemy nad sytuacją. Chyba.
- Porozmawiam z nim jutro. Zadzwonię.
- Tylko tak koło dziesiątej waszego czasu. Bo wiesz,
wtedy nas nie obudzisz.
- Dobra, będę pamiętała. A tak w ogóle to po co dzwonisz
przyjacielu? Bo to trochę podejrzane.
- Chciałem pogadać, sprawdzić co u ciebie zła kobieto.
- Dlaczego zła? Czy ty mi cos sugerujesz?
- To, że moje plecy. Nie mogłaś być bardziej delikatna?
- Nie, lubię na ostro. – Eleanor spojrzała się na mnie
przerażona.
- A może ja nie? Uwielbiam! – Gdy Lou to mówił podjechał
Alex.
- Słuchaj musze kończyć. Mój Romeo po nas przyjechał.
- Jak to po nas? Aaa.. Po ciebie i El. Spoko. Pa. –
Rozłączyłam się i wsiadłam do auta. El usiadła z tyłu.
- Z kim gadałaś? – Zapytał Alex.
- Z dziewczynami. – Skłamałam i posłałyśmy sobie z El
znaczące spojrzenie.
*Niall*
Zgłodniałem. Obudziłem się. Było koło północy. Zapewne
wszyscy już śpią. Zwlekłam się leniwie z łóżka i skierowałem się do kuchni. Na
blacie siedział zaciesznięty Louis. Gadał z kimś przez telefon. Gdyby nie było tu Katie obstawiałbym ją. Ale
ona chyba spała. Usłyszałem urywek ich rozmowy. Znaczy tylko Lou, bo tej
drugiej osoby nie.
- Chciałem pogadać, sprawdzić co u ciebie zła kobieto. –
Przerwa, ktoś gadał w słuchawce, nie rozpoznałem głosu. – To, że moje plecy.
Nie mogłaś być bardziej delikatna? – Kolejna przerwa. – A może ja nie? Uwielbiam.
– Okej, to trochę dziwne. – Jak to po nas? Aaa.. Po ciebie i El. Spoko. Pa. –
Teraz było jasne, że Louis gadał z Cam. Tylko po co? Wszedłem do kuchni, Boo
się przestraszył, chyba domyślił się, że słyszałem urywek jego rozmowy. Zrobił się
cały czerwony.
- Z kim gadałeś? – Zapytałem.
- Z eee.. yyy… nooo.
- Z Camilą.
- Skąd wiesz?
- Wiesz mam coś takiego jak uszy. I one słyszą.
- Od, którego momentu słyszałeś?
- Od tego co tam u tej złej kobiety. Lou? Co jest z
twoimi plecami?
- Ja? Yy.. Nic. Na serio.
- No dobra, nie wierze. Pokaż no mi je. – Chłopak się
odwrócił, a ja podniosłem do góry jego koszulkę. Na plecach miał kilka dużych
szram. – Teraz rozumiem czemu jest złą kobietą. Co ona ci zrobiła?
- A dlaczego cię podrapała? Louis dlaczego ona ci to
zrobiła?
- No wiesz.. To nic nie znaczy. Ona no.. Nie zrozumiesz..
- Czy wy? – Lou spuścił w dół twarz. Zaczął obserwować
czubki swoich stóp. – Tak! Wy się przespaliście!
- Ale nie mów o tym nikomu! Błagam cię! Nawet Csm o tym
nie może wiedzieć, nie może wiedzieć, że ty wiesz.
- Bądź spokojny, będę miał mordę na kłódkę. A co tam u
niej?
- Nagrywała dzisiaj piosenkę. Zemdlała, bo nic rano nie
zjadła. A tak to nic ciekawego.
- Ale nic jej się nie stało? Nie dzwoniła ze szpitala?
- Nie. Tak mi się wydaje.
- Pogadam z nią sobie jutro. nie będzie miała spokoju.
I przerażony wyszedłem z kuchni. A jak jej się cos stało?
Mojej Cam? Nie, to niemożliwe. Ona na sto procent jest zdrowa. Zemdlała z
głodu. Tak. I dowiedziałem się. Louis przespał się z Cam. To dlatego są dla
siebie aż tacy mili. Ale dziwię się im, że mimo tego, że nie są razem i się
jeszcze przespali dalej utrzymują dobre kontakty. Fascynujące. To się nazywa
przyjaźń! Moja siostra jak się dowie.. Nie, ona nie może się dowiedzieć. Zapomniałem.
Mam to zachować dla siebie. Głodny położyłem się do łóżka. Z taką myślą nie
mogłem nic jeść. Szybko odpłynąłem. Nawet nie śniłem.
*następnego dnia*
Obudziłem się późno. Wszyscy już szaleli w salonie.
Wziąłem z lodówki tosty, które dla mnie zostawiliśmy. Widziałem, że Lou się nie
uśmiecha. Nie miał na to siły. Na jego kolanach siedziała Katie. Wyglądało to
tak jakby ona była dla niego ciężarem. Przytulał ją jednak do siebie. Nie lubił
odtrącać dziewczyn, a ja akurat chyba kochał. Ja za nią nie przepadałem, ale
tego nie okazywałem. Zauważmy, że Zayna nie było już w domu. Znowu poszedł
chlać. Biedny chłopak. Załamał się po tej całej Perrie. Wszyscy doskonale
wiedzieliśmy dlaczego z nią zerwał. Wydaje mi się, że ja postąpiłbym tak samo. Nie
chciał powtarzać błędów Louisa. Wszyscy uczyliśmy się na nim. Taka prawda.
Widzieliśmy jak Lou krzywdzi dziewczyny i nie robiliśmy tego.
Około czternastej nasza słodka, niesłodka parka wyszła na
spacer. Zostałem w domu z Harrym i Liamem. Loczek oglądał nasz album
fotograficzny i się do niego cieszył, a Daddy pisał SMS’y. Co Nialler ma do
roboty? No nic, w tym problem. Siedziałem tak w milczeniu, siedziałem. Nadle
odezwał się Liam.
- Dziewczyny nas do siebie zapraszają. Jedziemy?
- Ale, które? – Zapytałem.
- Abby i Miles.
- Ja jestem za! Nudzi mi się! – Odezwał się Harry. –
Musimy się pożegnać.
- Ale dlaczego? – Zapytałem. Na serio nie wiedziałem.
- No za dwa dni znowu trasa.
- Na śmierć zapomniałem. To się zbieram.
Około pół godziny później byliśmy już u dziewczyn. Ucieszyły
się na nasz widok. One w porównaniu do mnie chyba pamiętały o tym, że wracamy w
trasę. Na szczęście jeszcze tylko dwa miesiące. Tylko albo aż. Wszyscy usiedliśmy
na kanapie w salonie. Było tu jakoś pusto. Cam zawsze narzekała na brak miejsca
tutaj. Teraz było go aż za dużo. Doskonale pamiętam wszystkie spędzone tutaj
chwile. Tęskniłem za nimi. Chciałbym ażebyśmy znowu siedzieli tutaj razem. Ale
wszystko się posypało. Cam jest teraz w LA. A my ty, w Londynie. Miles się
odezwała.
- Mieliście jakiś kontakt z Cam? Ja gadałam z nią po
pijaku i nic nie pamiętam. – Nie wiedziałem co powiedzieć.
- Tak, Louis z nią gadał. – Wypalił Harry, czyli on
wiedział o ich nocnej rozmowie.
- Nie wiesz co u niej Hazzy? – Zapytała Abby. – Tak szybko
wyszła. Martwię się, że cos jest nie tak.
- Nagrywała wczoraj piosenkę. Wszystko okej. – Powiedział
Loczek i spojrzał mi w oczy. Nie chciał im chyba zdradzać szczegółów, bo od
razu pakowałyby się w samolot, a chyba nie ma sensu.
- To dobrze. Odwiedzimy ją przy najbliższej okazji. –
Miles się uśmiechnęła.
Spędziliśmy z dziewczynami resztę popołudnia. Pośmialiśmy
się z nimi, powspominaliśmy. Harry próbował tańczyć jak Lou. ‘Stop the traffic
and let tchem through.’ Oczywiście mu to trochę nie wychodziło. W pewnym
momencie dziewczyny podjęły temat Zayna. Martwiły się o niego. Nie dziwię się,
przecież to tez ich przyjaciel. W oczach Miles coś widziałem. Nie wiedziałem co
mówić. To wyglądało troszkę dziwnie. Przecież ona kręciła z Harrym. Nie rozumiem
tej sytuacji. Niby się przelizali po imprezie, ale mówili, że to nic dla nich
nie znaczyło. Wierzyłem im. Liam opierał swoja głowę na ramieniu Abb. Pasowali
do siebie, no i wszystko sobie wyjaśnili, tzw. Para z długim stażem, po wielu
przejściach. W mojej kieszeni zawibrował telefon. Louis. Odebrałem.
- Niall? Gdzie jesteście?
- U Abb i Miles, a co?
- A nic, jadę do was.
- A co się stało?
- Pokłóciłem się z Katie.
- O co znowu?
- O to, że chcę spędzić trochę czasu z wami, nie pasuje
jej to.
- Spoko, wpadaj.
Loueh przyszedł około godziny później. Jak się okazało
nie chciał mu odpalić samochód i musiał przyjść z buta. Usiadł na fotelu, na
którym zawsze siadał z Cam. Ktoś tu jest sentymentalny. Śmiał się z nami. Uczył
tańczyć Harrego. Ale ten nieuk dalej nie umiał tego zrobić. Życie loczku,
życie. Nie zawsze będziesz wszystko umiał. Włączyliśmy radio i zaczęliśmy
śpiewać. Oczywiście kto ożywił atmosferę? Lou. Zaczął skakać, drzeć się.
Skończyło się standardowo na tym, że robiliśmy to wszyscy. Hazza z Boo tańczyli
jakiś dziwny taniec. Złapali się za ręce i zaczęli nimi machać. Potem wykonali
obkręt. Wyglądali przezabawnie i da się pomyśleć, że Lou niedawno wszedł tu
wściekły jak osa. Więc, rozdział byłby już wczoraj, ale mama zabrała mi laptopa. co sie równa z tym, że nie miałam dostepu do rozdziału. piszę na wordzie i wklejam później na bloggera. dziś naszła mnie wena i powklejałam gify. Chcecie żebym to robiła do każdego rozdziału? Mam nadzieję, że ten rozdział się podoba.
Zostaw po sobie slad! CZYTASZ=KOMENTUJESZ DLA CIEBIE TO TYLKO CHWILA, DLA MNIE MOTYWACJA!

Super rozdział, kurde tak brakuje mi cam i louisa za czasów bycia razem . .
OdpowiedzUsuńA.S. ;P
Brak ci Cam i Louisa? Seriously? No to, że to ... jeszcze chwilę potrwa, choć ich los się niedługo połączy. Zauważyłaś już te sms'y? On zacznie do niej dzwonić, czesciej. a co do ich losu, jak chcecie więcej wiedzieć wchodźcie na aska!
Usuńtez mi braknie tej dwojki
OdpowiedzUsuńale ciesze sie ze piszesz, ze sie znowu zejda ;DD
nie moge sie tego doczekac ;**
rozdzial super
czekam na nexta i zycze weny kochana <33