wtorek, 14 maja 2013

Rozdział 67.


*Cam*
Leżałam na łóżku i ciągle przeżywałam to, że Lou nie zaakceptował mojej ciąży. Nie zasnę dzisiejszej nocy. Byłam zbyt zdenerwowana, załamana. Na dodatek Alex. Właśnie zakończyłam swój związek. Bardziej dotknęło mnie to, że Lou.. Nie chcę o tym myśleć. Kurde. Muszę iść przeprosić wszystkich za moje zachowanie. Już miałam wstawać z łóżka gdy ktoś nagle nacisnął klamkę od drzwi. Jak zaczarowana patrzałam się w owy punkt. W progu pojawił się Louis. Miał poważną minę. Otarłam wierzchem dłoni łzy z policzków. Usiadł obok mnie. Nie miałam zamiaru zaczynać tej rozmowy. Lou spojrzał się na mnie. Nie chciałam odwrócić twarzy w jego stronę. Ujął moją brodę w swoje palce. Odwrócił moją twarz tak abym się na niego spojrzała. W moich oczach pojawiły się łzy. Boo otarł je kciukiem. Mimo woli się uśmiechnęłam. On posłał mi jeden ze swoich najpiękniejszych uśmiechów. Rozłożył swoje ramiona. Wtuliłam się w jego tors. Mocno mnie do siebie przytulił. Oboje zaczęliśmy płakać. Pierwszy raz widziałam Lou w takim stanie. W końcu do mnie powiedział.
- Przepraszam kochanie.
- Louis, nie masz za co. Wpadliśmy i tyle. Dam sobie radę.
- Damy radę.
- Nie musisz mi pomagać. Rozumiem, że masz swoje życie. Rozumiem, że masz dziewczynę, nie chcę niszczyć waszego życia. Już wystarczy, że zniszczyłam swoje.
- Skarbie, o mnie się nie martw. Ja sobie radę dam. Katie na pewno zrozumie. Pomogę ci. To w końcu też moje dziecko. Nie zostawię ciebie z tym samej.
- Lou! Nie możesz sobie przeze mnie niszczyć życia! Choć ty z nas dwójki bądź szczęśliwy.
- Uszczęśliwisz mnie jeśli pozwolisz mi się sobą zaopiekować.
- Louis, masz zobowiązania wobec swojej dziewczyny.
- Siedź cicho! Idziemy spać!
- Ubierz piżamę, nie wpuszczę cię do łóżka w ubraniach.
Chłopak się zaśmiał i poszedł do łazienki. Położyłam się na łóżku i odetchnęłam z ulgą. On chciał się nami zaopiekować. Nie mogłam mu pozwolić na odejście od Katie. Nie mogłam zranić jej. Chłopak wyszedł z łazienki. Choć było ciemno widziałam, że jego włosy są mokre. Dawno nie widziałam takiego Louisa. Gdzieś głęboko się uśmiechnęłam. Wskoczył na łóżko. Usłyszałam trzask, a chwilę później się zapadliśmy. Wybuchliśmy gromkim śmiechem. Nie no, co oni sobie na dole pomyśleli.. Walnęłam chłopaka w ramię. W końcu skończyliśmy na tym, że Boo zdjął materac z wyrka i pościelił nam na podłodze. Położyłam się obok niego. Objął mnie swoim ramieniem. Wtuliłam się w niego. On bawił się moimi włosami. Wyszeptałam mu do ucha: ‘Dziękuje.’ I poszłam spać.

*następnego dnia*
Obudziłam się dość późno. Dziwne, nie jestem jeszcze głodna? Louisa nie było obok mnie. Zeszłam z materaca. Poszłam do łazienki po gumkę do włosów. Zrobiłam sobie byle jakiego koka na głowie. Zeszłam na dół. Ani widu, ani słychu. Zrezygnowana usiadłam w salonie, uprzednio oczywiście biorąc słoik ogórków kiszonych. Nagle z tarasu wyskoczył Louis. Wystraszył mnie. Podskoczyłam na kanapie. Oboje zaczęliśmy się śmiać. Przyszedł do mnie i położył swoją głowę na moich kolanach. Zaczęłam palcami przeczesywać jego włosy. On się tylko szeroko uśmiechnął. Do domu weszli moi przyjaciele. My nie zmieniliśmy naszej pozy. Stanęli i zaczęli się dziwnie patrzeć. Lou wstał ze mnie i usiadł obok. Reszta poszła do kuchni, zapewne nas obgadać. Wstałam i podeszłam do pomieszczenia. Ustałam w drzwiach. Oni mnie nie zauważyli. Zażarcie dyskutowali. Właśnie mówił Zayn.
- Mówię wam, oni są razem. Jestem przekonany. Wczoraj obstawiam, że dała mu kosza. A potem pogodzili się i są together forever.
- Jestem zdania Zayna. – Odezwał się Harry.
- A ja nie. Oni są tylko przyjaciółmi. – Powiedziała El. Mądra dziewczyna.
- Jeszcze zobaczysz El. Zobaczysz, że mam rację. – Zayn, myślisz się.
- A mi się wydaje, że El ma rację. – Wreszcie pokazałam, że wszystko słyszę. Wszyscy podskoczyli jak oparzeni.
- O, Cam. – Powiedziała El.
- Słuchajcie, ja mam dzisiaj spotkanie i muszę pojechać na zakupy. Trzeba coś kupić na imprezę. Pojadę z Louisem i po południu wracamy. Ty El pójdziesz po Tay. Ja muszę załatwić wiesz co.
- Spoko, jedź. My tu ogarniemy mieszkanko. Spoko luz.
- Eleanor, proszę cię. Nie gadaj tak, bo boję się jeszcze bardziej.
- Spokojnie, pójdę po Tay, ona nie pozwoli nam tu na odwalanie.
- Okej..
- Ty już jadłaś?
- Nie, zjem na mieście. – Poszłam do salonu. – A ty zbieraj dupę, jedziemy gdzieś. – Powiedziałam do Lou.
- Nie powiesz mi gdzie?
- Nie, dowiesz się na miejscu.
Godzinę później staliśmy pod kliniką. Lou był zszokowany. Widziałam to w jego oczach. Wyglądał jakby zobaczył ducha. Wysiadłam z auta. On nie mógł się ruszyć. Podeszłam do jego drzwi i je otworzyłam. Wystawiła rękę w jego stronę. Spojrzał się na mnie przerażonymi oczami i ścisnął mocno moją dłoń. Gdy wysiadł chciałam wyswobodzić swoją z tego uścisku jednak on mi na to nie pozwolił. Szliśmy przed kliniką trzymając się za ręce, co nas obchodzą paparazzi? No właśnie nie wiem. Czułam na sobie błyski fleszy. Znowu będziemy na okładkach gazet. Pociągnęłam mocno Louisa w stronę wejścia. Zatrzasnęłam za nami szklane drzwi. Pielęgniarki już mnie trochę znały. Jedna z nich dłonią przywołała ochroniarzy. Zastawili wejście. Robili to prawie zawsze gdy przychodziłam ja. Na dodatek dzisiaj przyszłam z Lou. Zamieszanie było jeszcze większe. Szybkim krokiem ruszyłam w stronę doskonale znanego mi gabinetu. Louis nadal nie chciał mnie puścić. Zapukałam delikatnie w drzwi i weszłam do środka. Uśmiechnęłam się delikatnie do mojego lekarza. On dokładnie swoim wzrokiem zbadał mojego byłego chłopaka. Mężczyzna siedzący za biurkiem odezwał się.
- Dzień dobry pani Gier. Ten pan to?
- Dzień dobry panie doktorze. Ojciec dziecka.
- Nie musi się pan tak bać. To tylko badanie. Zobaczy pan dzisiaj swoje dziecko. – Lekarz się zaśmiał.
- Lou, już możesz mnie puścić. I tak będziemy mieli przez to problemy. – Szepnęłam do chłopaka.
- Wolałbym nie. – Odpowiedział mi ledwo słyszalnie.
- Okej, skoro ci to pomaga. Panie doktorze, możemy zaczynać.
Położyłam się na tapczaniku. Jedną ręką podciągnęłam koszulkę do góry. Lou ciągle trzymał mnie za drugą. Splótł swoje palce z moimi. Lekarz rozprowadził jakiś żel po moim brzuchu i zaczął jeździć po nim czymś. Nie umiem nazwać tego profesjonalnie. Na monitorze pojawiło się małe coś. Louis siedział i wpatrywał się w to jak zahipnotyzowany. Uśmiechnęłam się. Chwilę później usłyszałam szybkie bicie serca. W oczach Boo stanęły łzy. Uśmiechał się i płakał. Nie no musiał mi się ty rozklejać? Zaśmiałam się głośno. Nasze maluśkie dziecko zaczęło się poruszać. Lekarz skończył badanie na zrobieniu zdjęcia. Wytarłam sobie brzuch z żelu i porozmawiałam chwilę z mężczyzną. Wszystko było okej. Wyszliśmy z gabinetu. Lou złapał mnie w talii i zakręcił wokół siebie. Zaczęłam się śmiać. Ludzie w poczekalni dziwnie się na nas patrzyli. Zaczęło nam się kręcić w głowie. Boo złapał mnie w pasie i ruszyliśmy w stronę wyjścia. Samo ledwo szłam. Chwiałam się, bo kręciło mi się w głowie. Lou wyciągnął z tylnej kieszeni moich spodenek kluczyki. A musieliśmy jeszcze jechać na zakupy. Pokierowałam Lou do najbliższego supermarketu. Weszliśmy. Ludzie nie dadzą nam nigdy spokoju. Musieliśmy rozdać kilka autografów. Ktoś z ludzi rzucił do nas pytanie czy jesteśmy razem. Oboje w jednym momencie pokręciliśmy przecząco głową. Wszyscy w koło zaczęli się śmiać. Chyba z naszej reakcji. Zrobiliśmy szybko zakupy i poszliśmy do auta. Znowu prowadził Lou. Musiałam go instruować. Stwierdził, że niedługo nauczy się tych wszystkich uliczek. Czyli zamierzał przebywać tu częściej. No tak, obiecał mi pomóc. Dojechaliśmy pod mój dom. Wysiedliśmy i wesołym krokiem ruszyliśmy do środka. Momentalnie pojawili się przed nami wszyscy z założonymi na piersiach rękoma. Zaraz za nimi z przepraszającą miną stała Tay. Posłałam im pytające spojrzenie. Nialler pociągnął mnie za nadgarstek na sofę. Opadłam na nią bezwładnie. Zaraz obok mnie usiadł Lou. Miles postawiła przed nami białego laptopa. Abb pokazała na ekran. Schyliłam się żeby zobaczyć co jest pokazane na tej genialnej stronce internetowej. Lou również zaczął czytać artykuł.

Camila Gier i Louis Tomlinson znowu razem!
Dzisiejszego dnia wokalista grupy One Direction i Camila Gier zostali zauważeni przez naszych paparazzi przed kliniką w Los Angeles. Zachowywali się jakby do siebie wrócili. Do budynku weszli trzymając się za ręce, a gdy wracali Tomlinson obejmował dziewczynę w talii. Wyglądali na bardzo szczęśliwych. Czyżby para spodziewała się potomka? Czy to było powodem ich powrotu do siebie? Dodajmy, że cała grupa One Direction właśnie przebywa w domu wokalistki, będą świętować wydanie jej płyty.

Nie miałam pojęcia co zrobić. Spojrzałam się na Lou. On również wyglądał na lekko przestraszonego. Dał mi jakiś sygnał oczami i wybuchł gromkim śmiechem. Zrobiłam to co on. Zdjęcia były faktycznie kiepskiej jakości. No, ale było widać, że to my, nie da się ukryć. Nasi przyjaciele spojrzeli się na nas zdziwieni. Pokręciłam głową i poszłam do kuchni przygotować coś do jedzenia na dzisiejszą imprezę. Zaraz za mną ruszyły dziewczyny. Tylko Tay i El wiedziały po co byłam dzisiaj u lekarza. Zaczęłam wysypywać do misek chipsy, do szklanek powkładałam paluszki. Wszystko zaniosłyśmy do salonu. Na tej wielkiej imprezie mieliśmy być tylko my. Chłopcy od razu otworzyli alkohol. Chcieli mi polewać, ale ja odmówiłam. Lou nie chciał żebym była sama i też nie pił. Po około godzinie po raz nasty ktoś, a mianowicie Zayn chciał mi polać. Powiedziałam mu.
- Nie Zayn, ja na serio nie mogę.
- No weź nie bądź taka cnotliwa. Co boisz się, że prześpisz się z Louisem?
- Nie o to chodzi, ja nie mogę i tyle informacji powinno ci starczyć.
- Cam, no proszę cię. Zabaw się z nami.
- Zayn, musze bawić się na trzeźwo.
- To wytłumacz mi o co chodzi. Nam wytłumacz, dlaczego z nami nie pijesz?
- Kurde Zayn..
- No Cam proszę cię. Wytłumacz nam. – Spojrzałam przepraszająco na Louisa.
- Jestem w ciąży. – Zdążyłam tylko zobaczyć zdziwione miny wszystkich zebranych i skierowałam się na górę.
- No i co narobiłeś Malik?! A idź się schlaj! – Usłyszałam krzyk Lou.
Wyszłam na balkon, który znajdował się koło mojego pokoju. Usiadłam na drewnianym krześle, które stało pod ścianą. Podciągnęłam kolana pod brodę. Po moich policzkach zaczęły płynąć łzy. Byłam roztrzęsiona. W głębi duszy nie chciałam aby chłopaki wiedzieli o tym. Nie no geniuszu, w życiu by się nie dowiedzieli. No coś ty.. Przecież ciąży absolutnie nie widać. Sama siebie oszukuję. Głośno odetchnęłam. No to teraz mogę czekać tylko na hejty. Drzwi od balkonu otworzyły się. Pewnie El przyszła mnie pocieszać. Twarz miałam ukrytą w dłoniach. Nie widziałam jej.
- El, możesz mnie zostawić samą. Muszę się po prostu wypłakać.
- Ale ja nie dam ci płakać. – Przede mną klęczał Lou i podniósł mój podbródek. Spojrzałam na niego i się uśmiechnęłam. – Wyglądasz jak panda.
- Ej, no proszę mnie nie komentować! No może się trochę tylko rozmazałam.
- Trochę? – Chłopak się zaśmiał. – Nie przejmuj się chłopakami, muszą przyswoić ta informację.
- Ciekawe czy równie dobrze przyswoją to, że ojcem jesteś ty. To już nie jest takie oczywiste.
- Cam. Nie zamartwiaj się, będzie dobrze. I nie przejmuj się tym głupim gadaniem.
- Dziękuję Lou.
- Za co?
- Za to, że jesteś przy mnie.
- Cam, od tego są przyjaciele. – Drzwi balkonu otworzyły się po raz kolejny. Zobaczyłam czuprynę Eleanor. Dziewczyna klęknęła koło Louisa z zatroskaną miną.
- Co się stało kochana? – Powiedziała do mnie troskliwie.
- Przejęłam się trochę tą sprawą z Zaynem. – Powiedziałam.
- Ej, nie przejmuj się. On ma teraz wyrzuty sumienia, że tak z ciebie to wyciągnął.
- Powinnam im to wcześniej powiedzieć.
- Kochanie. Wszystko zrobiłaś dobrze. Też bym się bał. No i gdyby nie ty sam bym im pewnie nie powiedział.
- Zaraz, zaraz. Czegoś nie czaję. Wy jesteście razem? – Zaciekawiła się El.
- Nie. – Odpowiedziałam jej smutnym głosem. Usiadła na poręczy krzesła i mnie przytuliła. Lou ciągle się nam przyglądał. Już weselszym głosem powiedziałam. – Co się tak przyglądasz?
- A co zabronisz mi? – Próbował żartować.
- Nie, ale zawsze mogę cię wywalić z łóżka. – Powiedziałam żartobliwym tonem.
- Jaka groźna się znalazła.. I gdzie ja mam wtedy spać? Na podłodze?
- Niall chętnie podzieli się z tobą kanapą. – Odezwała się El i wybuchliśmy śmiechem. Zza futryny wychylił się kolejny łeb. Jasne zleźcie mi się tu wszyscy. Tym łbem okazał się Malik. El i Lou zostawili mnie z nim samą.
- Chciałem cię przeprosić Cam.
- Zayn, ty o niczym nie wiedziałeś, nie masz za co przepraszać.
- Mam, bo mimo, że ty ciągle odmawiałaś ja naciskałem.
- Kurna Malik nie sraj się. Nic się nie stało. I tak bym wam powiedziała.
- Alex musi być szczęśliwy.. Będzie ojcem.. Muszę mu pogratulować.
- Nie masz czego. Wcale nie jest szczęśliwy.
- Ale jak to? Przecież to niesamowite uczucie. Będzie ojcem..
- Nie będzie.. – Wyszeptałam i moje oczy zaszły łzami.
- Jak to? To kto… - Mulat się szeroko uśmiechnął.
- Tak Louis.
- Ja pierdziele.. – Jego uśmiech stał się jeszcze szerszy. – Wiesz co? Ja muszę coś zrobić. – Powolo wstał.
- Malik nawet nie próbuj. – Powiedziałam do niego błagalnie. Chwilę później on rzucił się do ucieczki. – Malik kurwa!
Biegłam za chłopakiem. Moje bose stopy przyklejały się do paneli. Tak, ten geniusz chciał powiedzieć wszystko chłopakom. Powiedzieć coś Zaynowi. Biegłam, biegłam i czułam się coraz bardziej słaba. W ostatnim momencie złapałam się poręczy schodów i bezwładnie na nie opadłam. Byłam pełna świadomości. Siedziałam na jednym ze schodków. W głowie mi się kręciło. To, że chwilę dłużej nie przychodzę zauważył Zayn. Stanął przed schodami i zrobił przerażoną minę. Nie wiedział co robić. Zawołał Louisa. No oczywiście zlecieli się wszyscy. Boo wziął mnie na ręce i zaniósł do łóżka. Czasami miewałam zawroty głowy. Najgorsze było to, że nie mogłam niczego na to łykać. Chłopak siedział razem z El na moim łóżku. Resztę wygonił z pokoju. Złapał mnie za rękę i powiedział.
- Czemu mnie tak straszysz?
- E tam. Przejmujesz się. Po prostu za szybko wystartowałam. Zayn już wszystkim wypaplał?
- No a jak myślisz? Pewnie, że tak.
- I jak chłopcy i dziewczyny na to zareagowali?
- Się pytasz jak? Skakali ci po meblach w pokoju. Połamali stół. – Odezwała się El. Zaśmiałam się lekko.
- A ty Lou kiedy jedziesz? – Skierowałam pytanie do chłopaka.
- Jutro, ale tylko załatwię kilka rzeczy i wracam.
- Nie musisz. Dam sobie radę. Mam El i Tay.
- Wiem, że je masz, ale nie chcę Cię zostawiać samej. 


Wybaczcie mi delikatne opóźnienie, ale szykuje się z kolejnym opowiadaniem. Nie mylicie sie, to zaraz się skończy. Dosłownie, kilka rozdziałów. Mam jeszcze tyle do rozegrania a zero pomysłu. Spokojnie dam radę. Jak się uda to za kilka dni wystartuję z nowym opowiadaniem. 
Komentujcie, proszę, bo to mnie motywuje. I zapraszam na aska!

2 komentarze:

  1. Swietny rozdzial :D Ciesze sie ze wszystko jest ok :)

    OdpowiedzUsuń
  2. kurde brakuje mi ich, niewiem co by się stało jakby ten blog się źle skończył . . to świetna historia i powinna mieć świetne zakończenie . . i mam nadzieję że tak będzie . .
    A.S. ;P

    OdpowiedzUsuń