*dwa tygodnie później**Cam*
- Wyglądasz strasznie. – Powiedziała do mnie El.
- Wiem, nie musisz mi tego mówić. – Od tygodnia ciągle
wymiotowałam. Dopadł mnie chyba jakiś wirus.
- Musimy pójść do lekarza. – Dziewczyna pogładziła mnie
po czole. Ja ciągle leżałam w łóżku.
- Nie ma takiej potrzeby. A poza tym Alexa nie ma.
Niedługo mi przejdzie.
- Nie jestem tego taka pewna kochana. No proszę cię.
I wtedy kolejny raz zrobiło mi się niedobrze. Pobiegłam
szybko do łazienki. Klękłam przy toalecie. Alex ostatnimi dniami mnie nie
wspierał. El trzymała moje włosy w górze. To ona była moim oparciem podczas
tych ostatnich dni. To ona mnie wspierała. Wstałam, podeszłam do zlewu i po raz
kolejny dzisiaj umyłam żeby. Uśmiechnęłam się i przytuliłam do dziewczyny. Ona
uścisnęła mnie mocniej. Cieszyłam się, że jest ze mną teraz, tutaj. Miałam
ochotę przytulic Abb i Miles, ale nie mogłam. Powiedziałam do Eleanor.
- Może jednak pójdę do tego lekarza.
Stanęłam przed szafką
na palcach. Zaczęłam szperać po szafce w poszukiwaniu jakichś tabletek
na niestrawność czy coś w tym stylu. Z szafki wypadła paczka tamponów. Skąd one
się tu wzięły? Spojrzałam na nie z przerażeniem. Zaczęłam na palcach liczyć
dni. Cos mi się nie zgadzało. Zaraz, zaraz. To niemożliwe. Po raz kolejny
zaczęłam liczyć. Musiałam się pomylić. To niemożliwe. Wydaje mi się. Usiadłam
na krawędzi wanny. Byłam przerażona. Przede mną uklękła El. Spojrzała się na
moją przerażoną twarz. Dotknęła swoją ręka mojego kolana. W moich oczach stały
łzy. Dziewczyna zapytała się mnie.
- Cam, co się stało? Dlaczego płaczesz?
- Musimy iść do tego lekarza. Musimy.
- Cam co się dzieje? Dlaczego musimy?
- Spóźnia się, okres mi się spóźnia.
- Jesteś pewna? Policz jeszcze raz to wszystko. Może ci
się wydaje.
- Liczyłam już kilka razy. Nie wydaje mi się.
- To co? Do ginekologa?
- Tak. – Powiedziałam najciszej jak umiałam. Byłam
przerażona.
Eleanor zadzwoniła do lekarza i umówiła mnie na wizytę.
Obie byłyśmy przestraszone. I ja musiałam w końcu zadać sobie pytanie. Kto jest
ojcem? Jeśli w ogóle jest. Odpowiedź znałam doskonale. Z Alexem jeszcze tego
nie robiliśmy. On wyznawał świętą zasadę ‘dopiero po ślubie’. Czyli jeśli byłam
w ciąży to z Louisem. Zrujnuję i jego i swoje życie. Zaczęłam płakać.
Rozmazałam się. Zmyłam cały makijaż i pomalowałam się ponownie. Nie miałam
powodów do szczęścia.
Godzinę później byłyśmy pod kliniką, w której miałam
umówione spotkanie z lekarzem. Z podpuchniętymi oczami weszłam do gabinetu.
Lekarz pobrał mi krew, oddałam również do badania mocz. Ciągle towarzyszyła mi
Eleanor. Trzymała mnie za rękę jakbyśmy były parą. Przyznam, że lekarz kilka
razy się na nas dziwnie spojrzał. Starałam się uśmiechnąć, jednak mi nie
wychodziło. Jak ja mu to powiem? Jak powiem Alexowi, że zaszłam w ciążę na
urodzinach Harrego. Co odpowiem jak zapyta się z kim? Z Louisem? Tak na lajcie?
Kolejna fala łez. El podała mi chusteczkę. Po wyniki miałam się zgłosić po
południu. Wyszłyśmy z gabinetu. El złapała mnie pod rękę i pociągnęła w stronę
kawiarni. Mój telefon zawibrował. Ktoś dzwonił. Miło by było jakby to był Alex.
Myliłam się. Louis. Uśmiechnęłam się delikatnie, pokazałam wyświetlacz El. Ona
się uśmiechnęła i kazała odebrać.
- Halo Lou? Czego potrzebuje twa dusza? – Zapytałam lekko
zapłakanym głosem.
- Niczego w zasadzie. Jest siedemnasta, a nie mam z kim
pogadać.
- Acha. Co tam u was? Wy już w trasie?
- Już długo. Ej, czy mi się wydaje czy ty płakałaś?
- Wydaje ci się, jestem chora.
- To u was w Los Angeles da się przeziębić?
- Jak wszędzie kochany. W studiu klimatyzacja się zepsuła
i pracowałam w lodowatym pomieszczeniu.
- Ach. To wracaj do zdrowia. Ja muszę kończyć. Pa.
- Pa. – I Lou się rozłączył.
Usiadłam obok El. Oparłam głowę na jej ramieniu. Czekanie
było dla mnie wiecznością. Nienawidziłam tego procesu. Szwendałyśmy się po
pobliskim parku. Byłam dzisiaj aż za bardzo spokojna. Nie miałam ochoty odwalać
jak to zwykle robiłam. Szłam niczym zombie. Wybiła godzina sądu ostatecznego.
Zaczęłyśmy zmierzać w kierunku kliniki. Ścisnęłam mocniej rękę Eleanor. Przekroczyłyśmy
próg budynku. Skierowałyśmy się w stronę gabinetu. Przed jego drzwiami
stanęłam, byłam przerażona. Za chwilę dowiem się prawdy. Nacisnęłam powoli
klamkę. Eleanor weszła za mną, zamknęła drzwi. Usiadłyśmy na fotelach. Ona
złapała mocno moją dłoń. Lekarz spojrzał na mnie swoimi wesołymi, niebieskimi
oczami. Przypominały oczy Louisa. Byłam przerażona. Chwilę później posłał mi
współczujące spojrzenie. Zaczął swój wywód.
- Ma pani osiemnaście lat? – Pokiwałam tylko głową. – To
jest pani bardzo młoda. Nie wiem czy będzie pani do końca szczęśliwa. Ale musze
pani powiedzieć, że jest pani w ciąży. – Z moich oczu zaczęły płynąć łzy. – Z
doświadczenia wiem, że w tym wieku większość ciąż jest spowodowanych wpadkami.
Jeśli tylko pani chce mogę panią umówić na aborcję. Ale tylko pytanie czy pani
chce.
- Nie mogłabym tego zrobić. Nie mogłabym zabić własnego
dziecka. – Powiedziałam łamiącym się głosem.
- Więc ja przepiszę pani trochę witamin na wzmocnienie,
bo nie wygląda pani za dobrze. Proszę się stawić u mnie za trzy tygodnie. To
będzie piaty tydzień. Będę już mógł wykonać badanie ultrasonograficzne.
Wzięłam kartkę od lekarza i wyszłam cała się trzęsąc.
Eleanor mocno mnie do siebie przytuliła. Doskonale wiedziała, że nie mam ochoty
gadać. Byłam rozłamana. Jak ja to powiem Alexowi?! Muszę jakoś. Poszłyśmy do
apteki zrealizować receptę. Potem wróciłyśmy do domu. Mojego chłopaka jeszcze
nie było. Usiadłam na parapecie w naszym pokoju podkulając nogi pod brodę.
Zaczęłam po raz kolejny dzisiaj płakać. Olewałam telefon, który ciągle dzwonił.
Teraz na głowie miałam dwójkę ludzi. Jeden mały dopiero się we mnie rozwijał.
Odruchowo dotknęłam swojego brzucha. Tam było moje dziecko. Moje maleństwo.
Jeszcze go nie widziałam, ale wiedziałam, że nie mogę pozwolić na jego śmierć.
Uspokoiłam się, nawet się uśmiechnęłam. Do pokoju wszedł Alex. Obdarowałam go
promiennym uśmiechem. Podszedł do mnie i mnie przytulił. Wiedział, że jestem
chora, zachowywał dystans. Usiadł na łóżku. Poszłam do niego i się przytuliłam.
Zaczęłam temat.
- Alex? Czy zdrada w związku jest wybaczalna?
- Jeśli się bardzo kocha to tak.
- A jeśli kobieta zachodzi w ciążę w wyniku zdrady?
- Jeśli jej partner ja naprawdę kocha to wybaczy. Ale
czasami to po prostu wymaga czasu kochanie. A skąd takie pytanie?
- Chodzi mi o Zayna.
- A co? Ta jego kochanka zaszła w ciążę?
- Nie, ale zastanawiałam się co by było gdyby tak się
stało. Ty byś mi wybaczył?
- Na pewno, ale zajęło by mi to trochę czasu. – Pocałował
mnie w czoło. – Bo cię kocham Cam.
- Ja ciebie też Alex.
*Lou*
Niedawno skończyłem gadać z Cam. Chłopaki wnieśli ledwo
żyjącego Zayna do domu. Ten chłopak ma problemy. Musimy mu pomóc je rozwiązać.
Na kanapie w naszym salonie siedziała Pezz. Była mocno wkurzona, bo Zayn po
pijaku do niej dzwonił i wygadywał jakieś głupoty. Ona go jeszcze kochała.
Przejmowała się nim. Widziałem to w jej oczach. Ehh. Ale z niego idiota.
Usiadłem obok niej. Ona oparła swoja głowę na moim ramieniu. Zasnęła.
Delikatnie ją podniosłem i zaniosłem do swojego łóżka. Byliśmy w trasie. To było
z jej strony wielkie poświęcenie, że az tyle przejechała tylko po to by z nim
porozmawiać. Byłem jej pełen podziwu. Na serio. Szacuneczek dla pani w różowych
włosach. Siedzieliśmy w hotelu. Mógłbym teraz pójść do Katie, ale nie miałem na
to ochoty. Ostatnio za dużo się kłócimy, a nie jesteśmy przecież parą z długim
stażem! Chłopaki się położyli, został ze mną tylko Hazzy. Roztrzepałem włosy mojemu
przyjacielowi. Ten spojrzał się na mnie morderczym wzrokiem. Uśmiechnąłem się promiennie.
Poczułem się trochę jak kiedyś. Jak wtedy gdy zaczynaliśmy być zespołem. Trzeba
zrobić wszystko, żeby Louis nie dojrzał! A przy Katie to będzie ciężkie. Ta
dziewczyna nie należy do tych najzabawniejszych. I ja już miałem plan.
*następnego dnia*
Była dziesiąta. Mieliśmy dzisiaj dzień wolny. Cieszyłem się
z tego niesamowicie. Wstałem jako pierwszy. Wyczłapałem z autobusu. Poszedłem za
kulisy. Za kulisy sceny poinformować Paula o moich, naszych dzisiejszych
planach. Nie był zbyt zadowolony, ale w końcu się zgodził. Zacząłem skakać jak
małe dziecko. Odtańczyłem swój taniec radości. Gdy wychodziłem z budynku
poczułem, że ktoś od tyłu obejmuje mnie w talii. Obróciłem się. Stała przede
mną Katie. Uśmiechnąłem się do niej i ją przytuliłem. Wspięła się na palce i
skradła mi jednego buziaka. Potem zapytała.
- To co dla nas dzisiaj zaplanowałeś?
- Katie, nie obraź się, ale ten dzień chcę spędzić tylko
z chłopakami.
- Ale jak to Lou? Masz ich na co dzień! Cały czas
odwalacie na scenie! Ciągle jesteście razem, a ja? Ja się nie liczę? – Zrobiła smutne
oczka.
- Przykro mi, ale już zaplanowałem na dzisiaj dzień.
- Skoro tak to się wypchaj!
Obrażona poszła do budynku. Jak ja nienawidzę tych jej
fochów! A co ja się przejmuję? Poszedłem do hotelu. Niall już nie spał.
Uśmiechnąłem się do niego. Powiedziałem mu, że dzisiaj ich gdzieś zabieram. Przecież
byliśmy w Paryżu. Nie można się tu nudzić. Miasto zakochanych, a ja akurat tu
olałem moją dziewczynę. Świetnie. Czekałem aż reszta gamoni się obudzi. No i
poczekałem. No taką dłuższą chwilkę. Zayn chciał już wychodzić, ale go
zatrzymałem. Poinformowałem go, że zabieram ich gdzieś dzisiaj. Wywrócił
oczami, ale się zgodził.
Godzinę później wszyscy siedzieliśmy w vanie. Ja się
cieszyłem podczas gdy reszta zastanawiała się gdzie ich ciągnę. No nie
powiedziałem im, to niespodzianka. Dawno nigdzie razem nie byliśmy. Wywalone na
to, że Zayn ma podkrążone oczy, Niall jest głodny, Liam jak zwykle poważny, a
Harry zdenerwowany. Ja się cieszę. Chyba jako jedyny z naszej paczki. O ile
możemy się nazwać jeszcze paczką. Coraz mniej czasu spędzamy razem, oddaliliśmy
się od siebie. Kazałem kierowcy się na chwilę zatrzymać. Chłopcy spojrzeli na
mnie. Przybrałem poważny wyraz twarzy. Zacząłem swoją mowę.
- Jak wiecie jesteśmy w Paryżu. Mieście zakochanych.
Powinienem teraz go zwiedzać z Katie, ale tego nie robię. Wolałem spędzić ten
czas z wami, bo chcę żeby było jak dawniej. Nie doceniacie tego! Chcę odzyskać
przyjaciół ale najwidoczniej tylko ja tego pragnę! Moglibyście okazać choć
trochę entuzjazmu!
Wydarłem się. Wszyscy spojrzeli po mnie zdziwieni.
Kazałem kierowcy jechać. Byłem już na nich wkurzony. Skrzyżowałem ręce na
brzuchu i obrażony wpatrywałem się w okno. Chłopcy cos pomiędzy sobą szeptali.
Jakie to wkurzające! Nie dziwię się, że Liam wtedy odszedł, też nie chce mi się
śpiewać w takiej atmosferze. A może tak wziąć z niego przykład? Van zatrzymał
się. Otworzyłem drzwi i wysiadłem. Zaraz za mną chłopcy. Przed nami był
Disneyland. Z niechęcią dałem im bilety. Ruszyliśmy w stronę wejścia. Skasowali
nam bilety. Szliśmy Main Street. Niall od razu dopadł się do budek z żarciem. Chłopcy
go pociągnęli i stanęli przede mną. Nadal udawałem obrażonego. Zaczęli szturchać
Liama. Ten w końcu się odezwał.
- Więc Lou. My no jak to.. Chcielibyśmy cię przeprosić. Zachowaliśmy
się jak dupki. Przepraszamy. A teraz sprężamy dupy i idziemy się zabawić.
- No jasne chłopaki! Lecimy!
Zaczęliśmy biec przez park jak jacyś idioci. Ludzie patrzyli
się na nas dziwnie. Niektóre dziewczyny piszczały na nasz widok. Nie przejmowaliśmy
się tym, spędzaliśmy czas ze sobą. Wariowaliśmy tak jak kiedyś. Ja z Niallem
udawaliśmy, że nurkujemy. Harry z Zanem zwijali się ze śmiechu. Chodziliśmy
chodnikami parku. Zrobiliśmy sobie kilka zdjęć z fanami. Byliśmy dzisiaj jacyś
inni. Około osiemnastej wyszliśmy z parku. Teraz była pora na zaliczenie
kolejnego punktu. Wysiedliśmy zachwyceni. Wieża Eiffla. Na stoisku z pamiątkami
w oczy rzucił mi się pewien naszyjnik. Bez zastanowienia go kupiłem. Schowałem
do kieszeni i dołączyłem do chłopaków. Mieliśmy zamiar wejść na samą górę. O własnych
siłach. Zaczęliśmy się już męczyć w połowie drogi. Chłopacy zaczęli się czołgać
po schodach. Ja zanosiłem się śmiechem. Po około dwóch godzinach stanęliśmy na
szczycie. Paryż wieczorem był taki piękny. Naokoło światła.. cudnie. Zrobiłem
zdjęcie i wstawiłem na instagrama. Usiedliśmy na jednej z ławeczek. Czas
mieliśmy do dwudziestej pierwszej. Hazza zaczął gadać.
- Dzięki Lou za super dzień. Jesteś niesamowity, to
wszystko zaplanowałeś.
- E tam, to był impuls. Cieszę się, że was mam. Prawdziwych
przyjaciół.
- A my się cieszymy, że mamy ciebie. – Dodał Niall.
- Wybaczcie, muszę gdzieś zadzwonić. – Odszedłem kawałek
od chłopców. Wybrałem numer Cam. Nie odbierała. Może spała, albo coś. Wróciłem
do chłopaków. Zażarcie o czymś rozmawiali. – No to jaki temat?
- Chodzi o to, że Cam niedługo, bo za dwa miesiące kończy
nagrywać płytę i trzeba będzie ją odwiedzić. – Wytłumaczył mi Hazza.
- Jestem jak najbardziej za. Zrobimy imprezę! –
Krzyknąłem.
- Tylko błagam, nie taką jak ta Hazzy, totalnie nic nie
pamiętam. – Powiedział Liam.
- A się dziwisz? Ja ostatnią rzecz, którą pamiętam to
palenie fajek z Cam w kuchni. – Zaczął się śmiać Zayn.
- Ja jako ostatnie pamiętam to jak.. – Tu Niall urwał.
Spojrzał się na mnie. – Pamiętam wolną piosenkę. – Czyli pamięta nasz
pocałunek, mój i Cam. Przełknąłem głośno ślinę.
- Ja pamiętam jak poszedłem do piwnicy szukać nożyczek. Nie
znalazłem ich tam. – Hazza i te jego genialne przygody.
- A ja pamiętam jak zasnąłem z Abby w moim aucie. –
Rozmarzył się Liam.
- A ty Lou? – Zapytał Zayn.
- Ja pamiętam jak pomagałem Cam wstawać z podłogi. Dalej
film mi się urwał. – Skłamałem. Nie chciałem im mówić, że spędziłem z nią noc. Zayn
spojrzał się na mnie dziwnie, jakby wszystko wiedział. Nie wiem co miałem o tym
myśleć. Uśmiechnąłem się delikatnie. – No chyba pora wracać. Koniec pięknego
dnia. Jutro znowu koncert.
Z wieży zjechaliśmy windą. Nie zdążylibyśmy zejść po
schodach. Czekał na nas już nasz van. Wsiedliśmy i dosłownie na sobie zasypialiśmy.
Hazzy przytulił się do ramienia Zayna. Uśmiechnąłem się delikatnie. Ja oparłem
swoją głowę zagłówku i również postanowiłem się zdrzemnąć. Nasz kierowca obudził
nas dopiero gdy dojechaliśmy do hotelu. Tu rozbudziły nas piski fanek. Szybko
poszliśmy do swojego pokoju. Tak, mieliśmy jeden pokój pięcioosobowy. Na moim
łóżku nadal spała Pezz. Ach ta dziewczyna to ma sen. Zayn spojrzał się na nas
błagalnie. Chyba nie chciał z nią teraz rozmawiać. Miałem na to wywalone. Miał to
zrobić jak najszybciej. Nie może jej już dłużej tak odtrącać. Obudziliśmy różowo
włosą. Uśmiechnęła się na nasz widok. Jej wzrok spoczął na Zaynie. Wpatrywała
się w niego dłużej. Po chwili spuściła wzrok. Otarła policzki z łez.
Zostawiliśmy tą dwójkę samą w pokoju. Usiedliśmy pod ścianą. Hazzy zaczął
gadać.
- Louis, wytłumacz nam może co się stało pomiędzy tobą i
Cam.
- Nic, a co się miało stać? – Odpowiedziałem bez wahania.
- No wiesz, ostatnio do siebie często dzwonicie i w
ogóle, gadacie.
- No nie mogę pogadać ze swoja przyjaciółką przez
telefon?
- Ale częściej niż ze swoją dziewczyną? To dziwne stary. –
Podsumował Liam.
Już miałem cos odpowiedzieć gdy z pokoju wyszła zapłakana
Pezz. Stanęła pod ścianą i osunęła się na dół. Ukląkłem przy niej i ja
przytuliłem. Zaczęła płakać w moją koszulkę. Szeptała tylko słowa: ‘On mnie nie
kocha, on mnie nie kocha.’ Wysłałem chłopaków do Zayna żeby z nim pogadali. Pezz
spojrzała na mnie swoimi zapłakanymi oczami. Palcami uniosłem kąciki jej ust do
góry. Mimo swojego złego humoru posłała mi uśmiech. Usiadłem obok niej i
powiedziałem.
- Wiesz, czasami tak jest, że to czego pragniemy mimo, że
jest tak blisko jest tak daleko. Nie możemy tego dotknąć, nie mamy prawa. Tak
jest z miłością. Jeśli już jej tylko zasmakujemy, po jakimś czasie się nią nudzimy.
Zostawiamy gdzieś za sobą. Ale przychodzi taki moment w życiu, że przypominasz
sobie o niej i mimo, że chcesz aby wróciła to niemożliwe, bo ta druga osoba już
sobie ułożyła życie inaczej, bez ciebie.
Hejka! Mówiłam, że ich jakoś połączę :D Mam nadzieję, że pasuje wam takie rozwiązanie. Rozdział 66 już się pisze. Ostatnio mam natchnienie. Znając życie byłby jutro, ale mnie chyba nie będzie. Jadę prawdopodobnie do koleżanki na noc. No i na ognisko. I szykuję sie do pisania drugiego opowiadania. Przy okazji wchodźcie na aska!
Zostaw po sobie ślad! CZYTASZ=KOMENTUJESZ DLA CIEBIE TO TYLKO CHWILA, DLA MNIE MOTYWACJA!

Ten blog to cud, jest niesamowicie zajebisty . . Cxzekam jak to się się skończy . .
OdpowiedzUsuńA.S. ;P
Swietny <3
OdpowiedzUsuńTroche szkoda mi Pezz :/ Ale reszta zajebista! :D
Dobrej zabawy! ;)