czwartek, 2 maja 2013

Rozdział 64.


Obudziłam się dość późno. Alexa nie było już w łóżku. No tak, musiał chyba iść do pracy. Nie chciało mi się wstawać. Mimo wszystko wyszłam spod kołdry i wzięłam do ręki swój telefon. Dochodziła dziesiąta. To mogę jeszcze zadzwonić do dziewczyn. Albo zrobię to później. Ubrałam swoje puchate kapcie i skierowałam się na dół do kuchni. Na blacie kuchennym siedziała Eleanor. Z białego kubka sączyła jakiś napój. Obstawiam, kawa. Bezszelestnie podeszłam do lodówki i wzięłam sobie marchewkę. Dziewczyna się uśmiechnęła. Usiadłam obok niej. Ona oparła głowę na moim ramieniu. Powiedziałam do niej.
- Jak się spało w nowym domu?
- Bosko. Mamy na dzisiaj jakieś plany?
- Niestety, ale mamy. Musimy wybrać się do wytwórni. Mam dzisiaj pierwsze nagrania.
- To dzisiaj będę cały dzień siedziała sama.
- Nie. Idziesz ze mną. Nie będziesz się nudziła. Nie pozwolę ci na to.
- Skoro tak mówisz. O której jedziemy?
- Zaraz. Ubierzemy się i lecimy. Chcę mieć to jak najszybciej z głowy.
- Nie będziesz nic jadła?
- Wiesz, nie jestem głodna. Ale jak ty chcesz to sobie cos zrób.
- Już to zrobiłam, zanim wstałaś.
O jedenastej wsiadłyśmy do taksówki, którą zamówiłyśmy. Nie znałam Los Angeles. Nie mogłam jeszcze sama tutaj się poruszać. Wystarczy, że zapamiętam trasę do studia. El była czymś zdenerwowana. Kierowca ciągle się do nas uśmiechał. Wyglądał na kogoś bardzo miłego. Właśnie zaczęłam nowe życie. Bosko. Już kochałam to miasto. Palmy, słońce.. Kocham. Dojechaliśmy pod duży szary, ale nowoczesny budynek. Zapłaciłam taksówkarzowi i wysiadłam z El z auta. Uśmiechnęłyśmy się do siebie. Promienie słoneczne oświetlały nasze twarze. Studio mieściło się niedaleko plaży. Weszłyśmy do środka przez duże drzwi. W oczy dał się rzucić czerwony wystrój korytarza. Podeszłam do recepcji. Kazano mi się skierować do studia nr 6. Znajdowało się na drugim piętrze. Wsiadłyśmy do windy i wcisnęłyśmy odpowiedni przycisk. Chwilę później znalazłyśmy się na odpowiednim piętrze, zaczęłyśmy szukać studia. Nie zajęło to nam dużo czasu, bo natknęłyśmy się na Simona. Spojrzał się na nas i szeroko uśmiechnął. Przytulił mnie jak ojciec i zaczęliśmy zmierzać w stronę studia.
- Jak tam urodziny Harrego? – Zapytał mężczyzna. Spojrzałyśmy z El po sobie przestraszone.
- Wspaniale, huczna impreza. – Odpowiedziałam z szerokim uśmiechem.
- Słyszałem, że wbiło kilku paparazzi. Szukali sensacji. – Głośno przełknęłam ślinę. Bałam się, że sfotografowali mnie i Tommo.
- Ja żadnych nie widziałam. Nie wydaje mi się. – Powiedziałam przerażona.
- Cam, nie przedstawiłaś mi swojej koleżanki.
- Ach, Simon to jest Eleanor, Eleanor to jest Simon.
- Miło mi cię poznać. Skądś kojarzę twoją twarz. – Mój mentorze, to ta Eleanor.
- Jestem była dziewczyną Louisa. – Powiedziała lekko zawstydzona.
Doszliśmy do studia. Na początku nasłuchałam się co mam robić i jak. W moim szklanym więzieniu stały butelki z wodą. Nagrywałam dzisiaj tylko jedną piosenkę! Po co mi od razy taki zapas? Stanęłam przed mikrofonem. W słuchawkach zaczęła lecieć muzyka. Zaczęła lecieć moja piosenka. Zaśpiewałam pierwszy wers. I już widziałam, że Simon zatrzymał ludzi. Znaczy się zatrzymał mnie. Zastopował. Tłumaczył mi, że za szybko weszłam. Wywinęłam oczami ku górze. Już mi się chciało pic. Otworzyłam butelkę z wodą i pociągnęłam kilka łyków. Gdy dałam im znak, że jestem gotowa ponownie puścili mi w słuchawkach muzykę. Nie słyszałam sama siebie więc jedną z nich zdjęłam z ucha. Tym razem weszłam dobrze. Mój mentor się cieszył. Eleanor miała szeroki uśmiech, więc i ja się uśmiechnęłam. Byłam już w połowie piosenki. Kochałam to co robię. Uwielbiam śpiewać. Zaśpiewałam całą. Po moim ciele przeszła fala radości. I wtedy Simon oświadczył, że trzeba nagrać jeszcze kilka kopii aby wybrać tę najlepszą. Genialnie, mam jeszcze się tutaj męczyć? Nie no, gorzej być nie może. Wypiłam resztę wody, która została w pierwszej butelce. Ta piosenka zaraz mi zbrzydnie! Śpiewam ją drugi raz. Nie mogę tego jednak olać. Musze w to włożyć swoje serce i duszę. Moje wykonania muszą być perfekcyjne. Nie mogę sobie pozwolić na błędy, niedociągnięcia. Nie mogę zawieść Simona. Bo to on pomógł mi osiągnąć to co osiągnęłam i to on najbardziej na mnie liczy. Jest dla mnie jak ojciec, który mnie zostawił. Opiekuje się mną. Ehh. Kolejny raz to śpiewam! To zaczyna być na serio nudne! Czy mogę już skończyć? Mam dość! Nie, Simon prosi mnie bym zaśpiewała jeszcze raz. Masakra. Jedna rada dla was, nie zaczynajcie śpiewać. Przy którymś tam z kolei śpiewaniu zaczęło mi się kręcić w głowie. Mój głos stał się słabszy. Na chwilę przestałam śpiewać. Mój mentor spojrzał się na mnie zdekoncentrowany. Chciałam coś powiedzieć, ale nie mogłam z siebie wydobyć głosu. Teraz widziałam tylko ciemność. Czułam, że ktoś próbuje mnie obudzić, nie chciałam jednak. Do Sali, w której się znajdowałam wbiegł ktoś. Zaczął mnie prosić bym się obudziła. No dobra, posłucham się. Otworzyłam oczy i zaczęłam wolno mrugać. Wszyscy stojący nade mną odetchnęli z ulgą. Simon się mnie zapytał.
- Co się stało?
- Zrobiło mi się słabo i zemdlałam.
- Trzeba było zjeść śniadanie! – Krzyknęła do mnie El. Poszłyśmy z Simonem do jego jak wydaje mi się gabinetu. On zamknął drzwi.
- Cam. Proszę cię. Co się stało? Dlaczego nie jesz? Ostatnio przestałaś jeść, bo Louis. Schudłaś. Tak nie może być dalej! Wpadniesz w anoreksję!
- Nic mi nie będzie Simon. Po prostu dzisiaj rano nie miałam na to czasu. Chciałam jak najszybciej przyjechać do studia i mieć to z głowy.
- Ale żeby mi to było ostatni raz! Eleanor masz zadanie. Pilnuj żeby Cam jadła przed wyjściem! – Dziewczyna tylko pokiwała głową. – A teraz idźcie coś zjedzcie. Na dzisiaj koniec pracy. Spotkamy się za tydzień.
Wyszłyśmy ze studia i skierowałyśmy się w stronę plaży. Na plażach zawsze było pełno budek z jedzeniem. My znalazłyśmy taką z hot-dogami. Nigdy nie przepadałam za gorącymi pieskami, ale El jednego z nich we mnie wmusiła. Oczywiście przy tym i ona i ja musiałyśmy się ubrudzić. Miałyśmy przy tym kupę śmiechu. Geniusz Camila zapomniała adresu swojego domu. Z Eleanor krzątałyśmy się po plaży zastanawiając się co zrobić, aby się tam dostać. Alex zapewne jest już w domu. Jest po piętnastej. Po prostu trzeba do niego zadzwonić, a on po nas przyjedzie. Gadałam z nim przez telefon i się oczywiście śmiałam sama z siebie czy nie wiem z czego. Powiedziałam, że jesteśmy na plaży naprzeciwko studia nagraniowego. No, on znał LA jak ja Londyn. Wychował się tutaj po czym przeprowadził do UK. Doskonale wiedział gdzie jesteśmy. Teraz miałyśmy się tylko nie ruszać, pod żadnym pozorem. Siedziałyśmy na murku. Ja sączyłam colę, którą przed chwilą kupiłam. El pisała z kimś SMS’y. Nagle poczułam wibracje w kieszeni moich spodenek. Leniwie wyciągnęłam telefon. Spojrzałam na wyświetlacz i od razu zaczęłam się cieszyć. Louis. El spojrzała mi przez ramię i tylko wywinęła oczami. Zaczęłam się śmiać. Odebrałam telefon. U nich dochodziła północ.
- Halo siostro? Dlaczego się nie odzywasz? Nie wiem co u ciebie. Smutno tak nie wiedzieć co u siostry.
- Cześć Louis. U mnie w zasadzie okej. Dzisiaj nagrywałam pierwszą piosenkę. Wydaje mi się, że poszło okej. I zemdlałam na koniec..
- Jak to zemdlałaś?! Wszystko w porządku? Dlaczego?
- Nie zjadłam dzisiaj śniadania. Nie zdążyłam. Z głodu. Nie przejmuj się mną tylko gadaj co u ciebie.
- A wszyscy już śpią, a ja nie mogę. Siedzę w kuchni, Katie śpi, chłopaki śpią. Zayn się dzisiaj zalał. Stwierdził, że to mu daje ukojenie. Że nie myśli wtedy o tej zdradzie.
- Matko.. Aż tak źle? Jak ja byłam to jeszcze nie.. on wtedy jeszcze nie pił.
- A dzisiaj wrócił zalany z imprezy. Ja z Hazzą ledwo go doprowadziliśmy do pokoju. Ale nic mu nie jest. Panujemy nad sytuacją. Chyba.
- Porozmawiam z nim jutro. Zadzwonię.
- Tylko tak koło dziesiątej waszego czasu. Bo wiesz, wtedy nas nie obudzisz.
- Dobra, będę pamiętała. A tak w ogóle to po co dzwonisz przyjacielu? Bo to trochę podejrzane.
- Chciałem pogadać, sprawdzić co u ciebie zła kobieto.
- Dlaczego zła? Czy ty mi cos sugerujesz?
- To, że moje plecy. Nie mogłaś być bardziej delikatna?
- Nie, lubię na ostro. – Eleanor spojrzała się na mnie przerażona.
- A może ja nie? Uwielbiam! – Gdy Lou to mówił podjechał Alex.
- Słuchaj musze kończyć. Mój Romeo po nas przyjechał.
- Jak to po nas? Aaa.. Po ciebie i El. Spoko. Pa. – Rozłączyłam się i wsiadłam do auta. El usiadła z tyłu.
- Z kim gadałaś? – Zapytał Alex.
- Z dziewczynami. – Skłamałam i posłałyśmy sobie z El znaczące spojrzenie.

*Niall*
Zgłodniałem. Obudziłem się. Było koło północy. Zapewne wszyscy już śpią. Zwlekłam się leniwie z łóżka i skierowałem się do kuchni. Na blacie siedział zaciesznięty Louis. Gadał z kimś przez telefon.  Gdyby nie było tu Katie obstawiałbym ją. Ale ona chyba spała. Usłyszałem urywek ich rozmowy. Znaczy tylko Lou, bo tej drugiej osoby nie.
- Chciałem pogadać, sprawdzić co u ciebie zła kobieto. – Przerwa, ktoś gadał w słuchawce, nie rozpoznałem głosu. – To, że moje plecy. Nie mogłaś być bardziej delikatna? – Kolejna przerwa. – A może ja nie? Uwielbiam. – Okej, to trochę dziwne. – Jak to po nas? Aaa.. Po ciebie i El. Spoko. Pa. – Teraz było jasne, że Louis gadał z Cam. Tylko po co? Wszedłem do kuchni, Boo się przestraszył, chyba domyślił się, że słyszałem urywek jego rozmowy. Zrobił się cały czerwony.
- Z kim gadałeś? – Zapytałem.
- Z eee.. yyy… nooo.
- Z Camilą.
- Skąd wiesz?
- Wiesz mam coś takiego jak uszy. I one słyszą.
- Od, którego momentu słyszałeś?
- Od tego co tam u tej złej kobiety. Lou? Co jest z twoimi plecami?
- Ja? Yy.. Nic. Na serio.
- No dobra, nie wierze. Pokaż no mi je. – Chłopak się odwrócił, a ja podniosłem do góry jego koszulkę. Na plecach miał kilka dużych szram. – Teraz rozumiem czemu jest złą kobietą. Co ona ci zrobiła?
- No ona mnie podrapała. – Chłopak jeszcze bardziej się zawstydził.
- A dlaczego cię podrapała? Louis dlaczego ona ci to zrobiła?
- No wiesz.. To nic nie znaczy. Ona no.. Nie zrozumiesz..
- Czy wy? – Lou spuścił w dół twarz. Zaczął obserwować czubki swoich stóp. – Tak! Wy się przespaliście!
- Ale nie mów o tym nikomu! Błagam cię! Nawet Csm o tym nie może wiedzieć, nie może wiedzieć, że ty wiesz.
- Bądź spokojny, będę miał mordę na kłódkę. A co tam u niej?
- Nagrywała dzisiaj piosenkę. Zemdlała, bo nic rano nie zjadła. A tak to nic ciekawego.
- Ale nic jej się nie stało? Nie dzwoniła ze szpitala?
- Nie. Tak mi się wydaje.
- Pogadam z nią sobie jutro. nie będzie miała spokoju.
I przerażony wyszedłem z kuchni. A jak jej się cos stało? Mojej Cam? Nie, to niemożliwe. Ona na sto procent jest zdrowa. Zemdlała z głodu. Tak. I dowiedziałem się. Louis przespał się z Cam. To dlatego są dla siebie aż tacy mili. Ale dziwię się im, że mimo tego, że nie są razem i się jeszcze przespali dalej utrzymują dobre kontakty. Fascynujące. To się nazywa przyjaźń! Moja siostra jak się dowie.. Nie, ona nie może się dowiedzieć. Zapomniałem. Mam to zachować dla siebie. Głodny położyłem się do łóżka. Z taką myślą nie mogłem nic jeść. Szybko odpłynąłem. Nawet nie śniłem.

*następnego dnia*
Obudziłem się późno. Wszyscy już szaleli w salonie. Wziąłem z lodówki tosty, które dla mnie zostawiliśmy. Widziałem, że Lou się nie uśmiecha. Nie miał na to siły. Na jego kolanach siedziała Katie. Wyglądało to tak jakby ona była dla niego ciężarem. Przytulał ją jednak do siebie. Nie lubił odtrącać dziewczyn, a ja akurat chyba kochał. Ja za nią nie przepadałem, ale tego nie okazywałem. Zauważmy, że Zayna nie było już w domu. Znowu poszedł chlać. Biedny chłopak. Załamał się po tej całej Perrie. Wszyscy doskonale wiedzieliśmy dlaczego z nią zerwał. Wydaje mi się, że ja postąpiłbym tak samo. Nie chciał powtarzać błędów Louisa. Wszyscy uczyliśmy się na nim. Taka prawda. Widzieliśmy jak Lou krzywdzi dziewczyny i nie robiliśmy tego.
Około czternastej nasza słodka, niesłodka parka wyszła na spacer. Zostałem w domu z Harrym i Liamem. Loczek oglądał nasz album fotograficzny i się do niego cieszył, a Daddy pisał SMS’y. Co Nialler ma do roboty? No nic, w tym problem. Siedziałem tak w milczeniu, siedziałem. Nadle odezwał się Liam.
- Dziewczyny nas do siebie zapraszają. Jedziemy?
- Ale, które? – Zapytałem.
- Abby i Miles.
- Ja jestem za! Nudzi mi się! – Odezwał się Harry. – Musimy się pożegnać.
- Ale dlaczego? – Zapytałem. Na serio nie wiedziałem.
- No za dwa dni znowu trasa.
- Na śmierć zapomniałem. To się zbieram.
Około pół godziny później byliśmy już u dziewczyn. Ucieszyły się na nasz widok. One w porównaniu do mnie chyba pamiętały o tym, że wracamy w trasę. Na szczęście jeszcze tylko dwa miesiące. Tylko albo aż. Wszyscy usiedliśmy na kanapie w salonie. Było tu jakoś pusto. Cam zawsze narzekała na brak miejsca tutaj. Teraz było go aż za dużo. Doskonale pamiętam wszystkie spędzone tutaj chwile. Tęskniłem za nimi. Chciałbym ażebyśmy znowu siedzieli tutaj razem. Ale wszystko się posypało. Cam jest teraz w LA. A my ty, w Londynie. Miles się odezwała.
- Mieliście jakiś kontakt z Cam? Ja gadałam z nią po pijaku i nic nie pamiętam. – Nie wiedziałem co powiedzieć.
- Tak, Louis z nią gadał. – Wypalił Harry, czyli on wiedział o ich nocnej rozmowie.
- Nie wiesz co u niej Hazzy? – Zapytała Abby. – Tak szybko wyszła. Martwię się, że cos jest nie tak.
- Nagrywała wczoraj piosenkę. Wszystko okej. – Powiedział Loczek i spojrzał mi w oczy. Nie chciał im chyba zdradzać szczegółów, bo od razu pakowałyby się w samolot, a chyba nie ma sensu.
- To dobrze. Odwiedzimy ją przy najbliższej okazji. – Miles się uśmiechnęła.
Spędziliśmy z dziewczynami resztę popołudnia. Pośmialiśmy się z nimi, powspominaliśmy. Harry próbował tańczyć jak Lou. ‘Stop the traffic and let tchem through.’ Oczywiście mu to trochę nie wychodziło. W pewnym momencie dziewczyny podjęły temat Zayna. Martwiły się o niego. Nie dziwię się, przecież to tez ich przyjaciel. W oczach Miles coś widziałem. Nie wiedziałem co mówić. To wyglądało troszkę dziwnie. Przecież ona kręciła z Harrym. Nie rozumiem tej sytuacji. Niby się przelizali po imprezie, ale mówili, że to nic dla nich nie znaczyło. Wierzyłem im. Liam opierał swoja głowę na ramieniu Abb. Pasowali do siebie, no i wszystko sobie wyjaśnili, tzw. Para z długim stażem, po wielu przejściach. W mojej kieszeni zawibrował telefon. Louis. Odebrałem.
- Niall? Gdzie jesteście?
- U Abb i Miles, a co?
- A nic, jadę do was.
- A co się stało?
- Pokłóciłem się z Katie.
- O co znowu?
- O to, że chcę spędzić trochę czasu z wami, nie pasuje jej to.
- Spoko, wpadaj.
Loueh przyszedł około godziny później. Jak się okazało nie chciał mu odpalić samochód i musiał przyjść z buta. Usiadł na fotelu, na którym zawsze siadał z Cam. Ktoś tu jest sentymentalny. Śmiał się z nami. Uczył tańczyć Harrego. Ale ten nieuk dalej nie umiał tego zrobić. Życie loczku, życie. Nie zawsze będziesz wszystko umiał. Włączyliśmy radio i zaczęliśmy śpiewać. Oczywiście kto ożywił atmosferę? Lou. Zaczął skakać, drzeć się. Skończyło się standardowo na tym, że robiliśmy to wszyscy. Hazza z Boo tańczyli jakiś dziwny taniec. Złapali się za ręce i zaczęli nimi machać. Potem wykonali obkręt. Wyglądali przezabawnie i da się pomyśleć, że Lou niedawno wszedł tu wściekły jak osa. 



Więc, rozdział byłby już wczoraj, ale mama zabrała mi laptopa. co sie równa z tym, że nie miałam dostepu do rozdziału. piszę na wordzie i wklejam później na bloggera. dziś naszła mnie wena i powklejałam gify. Chcecie żebym to robiła do każdego rozdziału? Mam nadzieję, że ten rozdział się podoba. 
Zostaw po sobie slad! CZYTASZ=KOMENTUJESZ DLA CIEBIE TO TYLKO CHWILA, DLA MNIE MOTYWACJA!

3 komentarze:

  1. Super rozdział, kurde tak brakuje mi cam i louisa za czasów bycia razem . .
    A.S. ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brak ci Cam i Louisa? Seriously? No to, że to ... jeszcze chwilę potrwa, choć ich los się niedługo połączy. Zauważyłaś już te sms'y? On zacznie do niej dzwonić, czesciej. a co do ich losu, jak chcecie więcej wiedzieć wchodźcie na aska!

      Usuń
  2. tez mi braknie tej dwojki

    ale ciesze sie ze piszesz, ze sie znowu zejda ;DD
    nie moge sie tego doczekac ;**

    rozdzial super
    czekam na nexta i zycze weny kochana <33

    OdpowiedzUsuń