poniedziałek, 6 maja 2013

Rozdział 66.


*2,5 miesiąca później**Cam*
Alex jakiś czas temu wyszedł. Jechał gdzieś na delegacje na dwa miesiące. Niedawno skończyłam prace nad płytą. Trzeba by urządzić z tej okazji imprezę. Mojej ciąży jeszcze nie widać. Siedziałam na kanapie w salonie, El jeszcze spała. Jadłam kolejny słoik ogórków kiszonych. Westchnęłam głośno. Na imprezę miałam zamiar zaprosić chłopaków i kilku innych ludzi. Wzięłam swój telefon, była dziesiąta, mogłam dzwonić. Wybrałam numer Nialla. Odebrał po kilku sygnałach. Uśmiechnęłam się na samą myśl rozmowy z nim. Usłyszałam jego głos.
- Halo Cam? Co się stało, że dzwonisz? Potrzebujesz czegoś?
- Tak, was. Jutro, tutaj. Pakujcie swoje dupska i jeszcze dzisiaj wsiadajcie w samolot.
- Dobra.. Masz szczęście, że dzwonisz teraz, Zayn nie zdążył jeszcze wyjść. Samolot mamy o dwudziestej, za dwie godziny.
- Okej, postaram się nie zasnąć do waszego przylotu. Lepiej mi powiedz ile was przyleci.
- No nas piątka, dziewczyny, to siódemka. – Teraz zdanie skierował do Louisa. – Louis! Katie leci z nami do LA? – Chłopak cos mu odpowiedział. – Siódemka.
- A Katie?
- Nie może, bo cos tam. Dobra, jak chcesz żebyśmy zdążyli to musimy kończyć. 
- Do zobaczenia Nialler. – Rozłączyłam się.
Poszłam na górę obudzić Eleanor. Teraz miałam na ogół w zwyczaju wstawać wcześniej od niej. Budził mnie głód. Zaczęłam ja szturchać. Powoli zaczęła się budzić. Uśmiechnęłam się. Przytuliłam się do niej. Ona zaczęła się śmiać. No moja wina, że jestem bardzo uczuciowa ostatnio, a Alexa ciągle nie ma? Eleanor jest dla mnie jak siostra. Wspiera mnie, rozumie. W końcu wstała. Zeszła na dół na śniadanie, ja oczywiście nie odmówiłam. Jadłam razem z nią. Przyznam się, przytyło mi się ostatnio. Poem poszłyśmy oglądać telewizję. Moja przyjaciółka nie pozwalała mi się przemęczać. Za kilka godzin miałyśmy odebrać tych baranów z lotniska. Muszę powiedzieć poza tym Louisowi o ciąży. Wstałam, szeroko się uśmiechnęłam i poszłam na gorę. Musiałam przygotować łóżka. Miałam wolne dwa pokoje gościnne. Genialnie, będę musiała z kimś dzielić łóżko. Zmieniłam pościel. Wróciłam do El na dół. Moja El też nie była jakoś niesamowicie zadowolona z faktu, iż ma dzielić z kimś łóżko. Oczywiście innego wyboru nie miała. Zaczęła sprzątać parter. Mi się nudziło. Włączyłam radio i tańczyłam. Moja ‘siostrzyczka’ kilka razy mnie opieprzyła, że za bardzo odwalam. W końcu i tak wybuchła ze mną gromkim śmiechem. Ani się obejrzałyśmy, a była już piętnasta. W radiu zaczęła lecieć piosenka ‘One Thing’. Ja nie byłabym sobą gdybym nie zaśpiewała. El dołączyła do mnie. W wyniku tego przypaliłyśmy pizzę. No trudno, będziemy jadły taką. Krzywiłyśmy się, ale dałyśmy radę.  Szesnasta. Cam i El w poszukiwaniu telefonu Cam. No oczywiście ja geniusz musiałam go gdzieś wcisnąć. Ale jak można coś znaleźć w takim porządku ja się pytam?! W końcu się znalazł. W piekarniku. I skąd on tam? Na szczęście nic mu się nie stało. Usiadłyśmy na kanapie. Ja ze słoikiem nutelli. El spojrzała na mnie przerażona. Zaczęła temat.
- Powiesz Louisowi?
- Ale o czym? – Udawałam, ze nie wiem.
- No o ciąży. Powinien wiedzieć. Powiesz mu?
- Mam taki zamiar, ale nie wiem czy nie stchórzę.
- Musisz mu powiedzieć. On ma do tego prawo. To też jego dziecko.
- El wiem, że masz rację, ale nie wiesz jakie to trudne. Spróbuj zajść w ciążę z facetem, który ma dziewczynę i wtedy pogadamy. – El się chyba trochę obraziła. – Przepraszam. – Wyszeptałam.
- Wiem, buzują w tobie hormony, nie wiesz co mówisz.
- Dziękuje, że mnie rozumiesz. Chociaż ty. Chciałabym powiedzieć Alexowi, ale nie wiem jak. On mnie zostawi.
- Kochanie, powiesz mu jak będziesz na to gotowa.
- Jasne, za dwa miesiące jak wszystko będzie widać? Ja mu to muszę powiedzieć niedługo! Jestem na to gotowa.
- Ale szkoda, że nie powiesz mu tego prosto w oczy.
- A nawet jakby był. Go ciągle nie ma w domu. Nie da rady z nim porozmawiać.
- Twoja decyzja. Patrz, już siedemnasta. Jak ten czas leci.
- Nie boisz się spotkania z Louisem?
- Nie, a dlaczego miałabym się bać? To nic strasznego, tylko mój były.
- A ja się boję. Poczekaj, idę się przebrać.
Pobiegłam na górę, ubrałam bordową bluzkę oversize, szorty, których guzika nie udało mi się zapiąć i białe conversy za kostkę. Dlaczego taka bluzka? Choć wiedziałam, że jeszcze niczego nie widać dmuchałam na zimne. Albo nie chciałam żeby Louis zaczął coś podejrzewać? Nie mam pojęcia. Zbiegłam na dół. Usiadłam znowu na kanapie. El zmierzyła mnie wzrokiem i się zaśmiała. Podniosłam koszulkę i pokazałam jej, że nie zapięłam się w spodenkach. Ta zaczęła się jeszcze bardziej śmiać. Włączyłyśmy telewizje. Same nudy. Przysnęłam dziewczynie na ramieniu. Po jakimś czasie zaczęła mnie szturchać w ramię. Leniwie podniosłam głowę. Ona patrzała się na mnie przerażonymi oczami. Zapytałam się jej.
- Co się stało?
- Za dwadzieścia minut przylot! Przysnęłyśmy!
- O w mordę! Bierz auto Alexa i jedziemy!

Chwilę później już siedziałam w swoim aucie. Nacisnęłam pedał gazu i zaczęłam jechać na lotnisko nie zwracając uwagi na ograniczenia prędkości. Starałam się nie zgubić Eleanor. Ona tez grzała. Niestety kilka razy stałyśmy na światłach. Na lotnisku zjawiłyśmy się o dziesięć minut za późno. Wbiegłam do budynku, zaraz za mną moja przyjaciółka. Zaraz dopadło mnie kilku ludzi i zaczęło prosić o autografy. Nie potrafiłam odmówić. Zrobiłam się głodna. Stanęłam na palcach i zaczęłam wzrokiem szukać chłopców. Nigdzie ich nie było. El stała przede mną. Nagle poczułam, że ktoś tyka mnie po ramieniu. Odwróciłam się na pięcie. Nialler. Rzuciłam się mu na szyję. Chwilę później objęło nas całe One Direction. Nie ukrywam, musiało to wyglądać dość dziwnie. Pojechaliśmy do domu. Od razu w progu powiedziałam.
- Słuchajcie. Mamy mały problem. Mam tylko dwa wolne pokoje. I jedno miejsce u mnie, dwa u Eleanor. Rozdzielajcie się. – Liam przyciągnął do siebie Abb, jasne chcieli pokój. Zayn przyciągnął do siebie Harrego. Okej kolejny pokój.
- Ja idę do El! – Wydarł się Nialler.
- Okej, ja przygarnę pod swoje skrzydła Lou. – Genialnie, jeszcze tego mi brakowało. – Chodźcie pokarzę wam pokoje. Doszliśmy na górę. Ja wprowadziłam Louisa do ‘naszego’ pokoju.
- Nie musiałaś tego robić. Przespałbym się na kanapie. – Powiedział do mnie gdy tylko zamknęłam drzwi.
- Daj spokój, już nie raz i nie dwa z tobą spałam. Przecież nic się nie stanie. Spokojnie, nie mogę do tego dopuścić.
- Dlaczego? – Zapytał się mnie wyraźnie zaciekawiony.
- Później ci powiem. Chodź na dół, musicie coś zjeść, ja też zgłodniałam.
Zeszłam na dół. Przy wysepce siedzieli już wszyscy. Uśmiechnęłam się do nich. Stanęłam przed lodówką i zaczęłam wyjmować produkty. Miałam zamiar zrobić kanapki. Pomogły mi dziewczyny. Jak się okazało Abb i Miles świetnie się dogadywały z El. Postawiłyśmy cztery talerze kanapek na blacie. dosiadłyśmy się do wysepki i zaczęliśmy jeść. Dopiero teraz zauważyłam, że jem tyle co Nialler. Uśmiechnęłam się w głębi duszy. Moje wewnętrzne rozbawienie zauważył Zayn. Nie wiem jakim cudem. Spojrzałam się na niego groźnym wzrokiem. W końcu się odezwał.
- Teraz to bym się zastanowił. Kto je więcej, Niall czy Cam? – Wszyscy wybuchli śmiechem, nawet El mimo, że znała sytuację.
- Zayn, nie chcesz znać odpowiedzi, bo załamie ona naszego głodomorka. – Powiedziałam do chłopaka szeptem.
- A tak w ogóle to naszej Cam ostatnio przybyło ciałka. – Mulat się uśmiechnął, nie dawał za wygraną. Posłałam mu mordercze spojrzenie.
Poszłam w przypływie nerwów na taras. Czemu się na niego wkurzyłam? Nie wiem. Na serio nie mam zielonego pojęcia. Usiadłam na huśtawce, przyciągnęłam kolana pod podbródek. Zaczęłam płakać, miałam na to ochotę. Teraz zrobiło mi się smutno. Czy on nie mógł oszczędzić mi tych komentarzy? Gdyby chociaż wiedział jak jest, ale nie wie. Niedługo i tak się dowie. Schowałam twarz pomiędzy nogami. Dalej płakałam. Nagle huśtawka zabujała się mocniej. Podniosłam twarz. Koło mnie siedział Louis. Otarłam policzki z łez. On spojrzał mi się prosto w oczy. Mimo woli delikatnie się uśmiechnęłam. Widziałam, że przez okno obserwuje nas El. Boo zapytał się.
- Co się stało Marcheweczko?
- Louis, musimy porozmawiać. – Powiedziałam ze łzami w oczach.
- Słucham cię.
- Pamiętasz jak wcześniej powiedziałam, że nie mogę dopuścić do naszego zbliżenia?
- No tak, ale co to ma z tym wspólnego?
- No bo posłuchaj mnie, ale ja niczego nie oczekuję. Lou ja jestem w ciąży.
- Ja ciebie… Co?! – Przez chwilę był uśmiechnięty, tylko przez chwile, później jego twarz wyglądała na przerażoną.
- Jestem w ciąży. – Powiedziałam ciszej.
- Ale jak to?! Jakim cudem?!
- Nie pamiętasz imprezy urodzinowej Stylesa?! – Teraz to ja się wydarłam. Ciągle płakałam.
- Może to dziecko Alexa, a nie moje. – Chłopak ukrył twarz w dłoniach.
- Niemożliwe, my nie uprawialiśmy seksu.
- Ile? Ile czasu jesteś w ciąży? – Te słowa ledwo mu przechodziły przez gardło.
- Trzy miesiące.
- Ja pierdole.. – Louis wstał i zaczął biec w stronę domu. Oczywiście ja rozmazana, zapłakana pobiegłam za nim. Wybiegł z domu.
- Louis! – Krzyczałam za nim, jednak na marne.
Moi przyjaciele patrzyli na mnie zdezorientowani. Posłałam im tylko przepraszające spojrzenie i pobiegłam do swojego pokoju. Rzuciłam się na łózko i zaczęłam płakać w kołdrę. Ubrałam piżamę i się położyłam. Ciągle płakałam. Nie mogłam się uspokoić. Raz była u mnie El, ale nie chciałam z nikim siedzieć. Chłopak, którego kochałam nie zaakceptował tego, że jestem w ciąży. Nie zaakceptował togo, że wpadliśmy, a może raczej to jeszcze do niego nie dotarło. Jak wszystko na raz się wali to teraz jest odpowiednia chwila na zrobienie tego. Dzwonię do Alexa.
- Co kochanie? Wybacz, ale nie mam czasu.
- Alex! Nie rozłączaj się bo mam ci coś ważnego do powiedzenia.
- Mogłabyś się streszczać? Na serio nie mam czasu.
- Tak. Jak chciałeś. Krótko i zwięźle. Jestem w ciąży.
- Ale my przecież.. Kto jest ojcem? – Zapytał. W jego głosie słyszałam wściekłość.
- Louis. Tak, zdradziłam cię. – Byłam dość pewna siebie. On się rozłączył.

*Louis*
Siedziałem na ławce w parku. Doskonale zapamiętałem drogę do domu Cam, nie chciałem się tu zgubić. Z moich oczu leciały łzy. Cam jest w ciąży. I jak to teraz wszystko będzie? Przecież ja mam dziewczynę. Nie mogę zranić kolejnej. Nie mogłem zerwać z Katie, ale nie mogłem też zostawić samej Cam. Przecież odpowiedzialność leżała też po mojej stronie. Musiałem jej jakoś pomóc. W końcu to też moje dziecko. Będę ojcem. Jak to poważnie brzmi. Ona ma dopiero osiemnaście lat. Taka młoda. To ja byłem nieodpowiedzialny, że do tego dopuściłem. Jestem mężczyzną i pora wydorośleć. Przecież dorastanie to mój największy wróg. I teraz siedząc tu na ławce stwierdziłem, że pora się pogodzić? Miałem dorosnąć? Boję się. Boję się, że nie będę sobą. Poczuję się staro, zbyt dojrzale. Wstałem z ławki. Włożyłem dłonie do kieszeni moich spodni. Zacząłem powoli zmierzać w kierunku domu. Poczułem wibracje mojego telefonu. Dzwoniła Kat. Musiałem odebrać. Wcisnąłem zieloną słuchawkę.
- Halo? – Powiedziałem, mój głos się delikatnie łamał.
- Cześć Lou. Dzwonię, bo już tęsknię. Wracaj.
- Było przyjechać ze mną. Na razie nie wrócę. Obiecaliśmy Cam, że trochę zostaniemy.
- Achh. Ale ja tak tęsknię.
- Wytrzymasz jeszcze te kilka dni. Muszę kończyć Kat.
- Dobrze Lou. Pa. Kocham cię.
- Pa. – Odpowiedziałem sucho i się rozłączyłem.
Nie potrafiłem jej wyznać miłości nawet przez telefon. Nie potrafiłem jej powiedzieć czegoś czego nie czułem. Nie chcę jej ranić, ale co innego mogę zrobić? Mam udawać? To jest jeszcze gorsze. Czasami siedzę i zastanawiam się co by było gdybym wtedy się z nią nie spotkał. Widzę wtedy siebie i Cam. Jesteśmy zawsze szczęśliwi mimo, że się kłócimy. Ale stop Louis! Czy jeśli zerwiesz z Kat to to coś zmieni? Cam miała Alexa. I chyba go kochała. Nie mogłem im psuć związku. Zakazuje sobie tego. Usiadłem na schodach przed jej domem. Schowałem twarz w dłoniach. Bałem się tam wejść. Nie wiedziałem co jej powiedzieć. Nie miałem zielonego pojęcia. Nagle usłyszałem, że drzwi za mną się otwierają. Obok mnie pojawiła się Eleanor. Narzuciła mi moją bluzę na ramiona. Fakt, było już trochę chłodno. Usiadła obok mnie. Powiedziała.
- A więc już wiesz? Powiedziała ci?
- Tak. – Odpowiedziałem ledwo słyszalnym głosem.
- Ona niczego od ciebie nie oczekuje. Chciała tylko żebyś wiedział, bo w końcu to też twoje dziecko.
- Ale to nie zmienia faktu, że mnie zaskoczyła. Jak długo wie?
- Dowiedziała się dwa tygodnie po przylocie tutaj. Zrozum, dla niej to też nie jest łatwe. Ona będzie musiała się zmierzyć z paparazzi, musi powiedzieć Alexowi, zostanie sama.
- Nie jestem tym typem faceta, który zostawi ją samą z dzieckiem. Oczywiście będę jej pomagał.
- Dlaczego ona płakała?
- Bo uciekłem, nie chciałem z nią rozmawiać. Bałem się odpowiedzialności, nadal się boje.
- Louis, na twoim miejscu też bym się bała. To wcale nie jest takie proste jak niektórym się wydaje. Normalni ludzie przeszliby przez to normalnie, ale wy nie możecie, jesteście sławni. Cam będzie to ukrywała tak długo jak tylko będzie mogła, ale w pewnym momencie już nie da rady. Ciąża to nie grypa, to nie choroba, z tego się nie leczy.
- Simon już wie? Powiedziała mu?
- Jeszcze nie, boi się.
- Ja mu się bałem powiedzieć, że boli mnie gardło i nie dam rady śpiewać, a ona boi mu się powiedzieć, że jest w ciąży. – Zaśmialiśmy się.
- Lou, wierzę w ciebie. Wiem, że jeśli będziesz musiał dorośniesz do bycia ojcem.

- I właśnie tego się boję, dorastania.
- Nie możesz być wiecznym nastolatkiem. Nie przeszkadza ci to jednak w byciu szalonym. Cam nie będzie spokojną matką. Ona nie umie czasami zachować powagi sytuacji, nawet teraz.
- Czyli nie muszę do końca dorastać? Mogę tylko troszkę?
- Louis, zostań sobą, wtedy będziesz najlepszym ojcem. Mój zawsze przy mnie udawał, nie byłam najszczęśliwszym dzieckiem. Wbrew wszystkiemu zostań sobą.
- Dziękuję Eleanor, pomogłaś mi.
- Cieszę się. A teraz zmykaj ją przeprosić. Na pewno jeszcze nie śpi, nie może zasnąć.
- Dobra, ale ta rozmowa zostanie pomiędzy nami?
- Nie, już lecę wygadać wszystko Stylesowi! – Zażartowała. – No jasne, że pomiędzy nami.
- Idę El, trzymaj za mnie kciuki.
Weszliśmy do domu. Na kanapie siedzieli chłopcy. Spojrzeli się na mnie. Chyba oczekiwali wyjaśnień. Uśmiechnąłem się do nich szeroko i poszedłem na górę. Stanąłem przed drzwiami ‘naszego’ pokoju. Ze środka dobiegał cichy płacz. Czyli El miała rację, Cam jeszcze nie spała. Szczerze to bałem się tam wejść, nadal nie wiedziałem co powiedzieć. Jedno było oczywiste, muszę jej jakoś pomóc. Nie zostawię jej z tym samej. To zbyt duża odpowiedzialność. Nie może sama cierpieć przez nasze błędy. Popełniliśmy je oboje i oboje za nie zapłacimy, nie ważne ile. Musimy ponieść konsekwencje dokonanego czynu. Nie ważne jak bardzo się boimy, to jest nieodwracalne. Nie zmienimy tego. Najwidoczniej tak miało być i tak będzie. Pomogę jej choćbym miał przypłacić zakończeniem swojego związku. Po prostu ją kocham. Nacisnąłem klamkę od drzwi i stanąłem przed rzeczywisością.



No jestem! rozdział starałam się dodac jak najszybciej. Mam nadzieję, że się spodoba :d Kolejny się już pisze. jak dobrze pojdzie to w środe dodam. wszystko zalezy od tego czy napisze ;p i co byście powiedzieli na twitcam? a tak na razie to zapraszam na aska .! http://ask.fm/nigdysama
Zostaw po sobie ślad! CZYTASZ=KOMENTUJESZ DLA CIEBIE TO TYLKO CHWILA, DLA MNIE MOTYWACJA!

3 komentarze:

  1. Ekstra! :d
    Mam nadzieje ze beda wreszcie razem :)
    Wenyyy :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Normalnie zakochałam się w tym blogu, n jest niesamowity i zajebisty . . Chcialabym zeby znowu byli razem . . Duzo weny ;*
    A.S. ;P

    OdpowiedzUsuń