*następnego dnia na lotnisku**Lou*
Ciężko mi ją było tu zostawiać. Nie przyjechała z nami na
lotnisko, była zbyt wykończona tym wszystkim. W mojej kieszeni zaczął wibrować
telefon. Wyciągnąłem leniwie urządzenie i zerknąłem na wyświetlacz. Paul. A
miałem taką szaloną ochotę z nim gadać.. Przesunąłem palcem po ekranie i
przyłożyłem telefon do ucha.
- Halo? – Powiedziałem zmęczonym głosem.
- Czy to prawda? – Zapytał zdenerwowany mężczyzna.
- Ale co? O co chodzi Paul?
- Chodzi o to, że dzisiaj ujawnisz swój związek.
- Ale jak to? Katie przecież nie chciała..
- No to musiało jej się zachcieć. Niezłą manianę
odwaliłeś w Los Angeles. Mam jedno pytanie. Czy to prawda? Czy ona naprawdę
jest w ciąży?
- Tak. To jest prawda Paul.
- Sprawa musi ucichnąć. To źle wpływa na twoją, waszą
karierę.
- Okej.
Kilka godzin później lądowaliśmy w Londynie. Byłem
wściekły całą sprawą, bo po raz kolejny ktoś ustawiał mi życie. Bez zgody Paula
nie mogłem nic zrobić. Zaczął mnie tak kontrolować po tym jak Cam ze mną
zerwała. Był wściekły, bo twierdził, że ona dawała mi bardzo pozytywną opinię w
mediach. Ale nie zauważył, że liczą się też uczucia. Cały lot byłem jakiś
przygaszony, nie chciałem gadać z chłopakami. Szliśmy do wyjścia. Miał na nas
ktoś tu czekać. W oddali zauważyłem fioletowe włosy. Nie, on tego nie zrobił.
Mam się z nią ujawnić tutaj? Zauważyła nas. Sztucznie się uśmiechnęła i zaczęła
zmierzać w naszą stronę. Wiedziałem, że muszę odegrać szopkę. Przytuliłem ją
mocno do siebie i złożyłem na jej ustach pocałunek. Nie był on jednak
przepełniony miłością. Nie był już taki jak kiedyś. Ona chyba to wyczuła, bo
posłała mi tylko blady uśmiech. Wychodziłem z hangaru obejmując ją w pasie.
Niedawno tak obejmowałem Cam.. Wyrzuć ją sobie z głowy! Niech ona wyjdzie z
mojej głowy! Wsiedliśmy do busa. Kat usiadła obok mnie. Splotłem jej palce ze
swoimi. Harry spojrzał się na nasze ręce i blado się uśmiechnął. Wlepiłem swój
wzrok w widok za szybą. Nawet nie zauważyłem kiedy dojechaliśmy. Od razu
skierowałem się do swojego pokoju. Zaraz za mną szła Kat. Usiadłem na parapecie
i tępo patrzałem się w ścianę. Ona usiadła na łóżku naprzeciw mnie. Wyglądała
na smutną. Zapytała się mnie cicho.
- Powiesz mi co się stało w Los Angeles? – Spuściłem
głowę do dołu. – Louis, należą mi się wyjaśnienia. Co mają znaczyć te zdjęcia?
I nie udawaj, że nie wiesz jakie. Musiałam dzisiaj się ujawnić, bo coś
odwaliłeś. Wytłumacz mi dlaczego przez najbliższy czas nie będę miała spokoju
na ulicy.
- Chcesz wiedzieć? Jesteś tego pewna? – Mój głos brzmiał
jakbym przeżywał czyjąś śmierć.
- Wolę bolesną prawdę niż życie w kłamstwie.
- Skoro wolisz prawdę, to prawda jest taka, że cię
zdradziłem.
- To dlatego.. Paul się dowiedział i..
- To nie było teraz. Zdradziłem cię na urodzinach
Harrego. – W jej oczach pojawiły się łzy.
- To ona? Byłeś w Los Angeles i stwierdziłeś, że ją
kochasz bardziej i chcesz do niej wrócić?! – Wydarła się.
- Nie. Ona nawet by mi na to nie pozwoliła.
- Więc dostałeś kosza i w tym problem..
- Nie. Katie.. – Podszedłem do niej i ująłem jej dłonie w
swoje. – Wiem, ze mnie teraz zostawisz. Ale musisz o tym wiedzieć. Całą drogę
zastanawiałem się jak to ci powiedzieć. Kocham cię, ale muszę tez pomóc Cam.
Moje i jej losy już zawsze będą ze sobą splecione.
- Nie Louis! Nie chcę grać tej drugiej! Wybieraj albo ona
albo ja!
- Nie mogę wybrać, bo..
- Dlaczego? Kochasz nas obie? Znowu mam to usłyszeć?
Zapewniałeś mnie wcześniej, że nic was nie łączy! A ty gówno!
- Dasz mi skończyć?! Chciałem tylko ci powiedzieć, że nie
mogę wybrać, bo ona jest w ciąży. I dlatego do internetu wyciekły zdjęcia! Byłem
z nią w klinice! Widziałem swoje dziecko! Możesz mnie zostawić! Zrozumiem cię.
- Lou, ja nie.. – Dziewczynie odebrało mowę.
- Wybacz mi.. To prawda, że ją kocham bardziej, ale ty
też jesteś ważna. Ciebie też kocham.
- Jaką mam gwarancję tego, że mnie nie zostawisz?
- Camila nie widzi już ze mną przyszłości. Nie po tym co
jej zrobiłem.
- A skąd mam pewność, że nie zrobisz mi tego?
- Bo to ty zawróciłaś mi w głowie gdy to wszystko się
działo.
- Lou.. Kocham cię.
- Ja ciebie też. Jakoś przez to przejdziemy. Muszę się
wybrać do Los Angeles. Poleć ze mną.
- No nie wiem, nie przepadam za nią..
- Proszę cię. Będziesz miała pewność, że łączy nas już
tylko dziecko. To co, że darze ją uczuciem skoro ona już nie..
- Ale obiecaj mi jedno.
- Co tylko chcesz.
- Ta sytuacja nie zmieni nic pomiędzy nami. Będzie jak
dawniej.
- Obiecuję kochanie.
Pocałowałem ją delikatnie w czoło. Wziąłem się w garść i
zszedłem na dół. Chłopcy siedzieli z laptopem i czytali plotki. Spojrzałem
przez ramię Hazzy. Internet huczał na temat Katie. No to Paul ma to czego
oczekiwał. Dziewczyna, która chciała pozostać anonimowa ujawniła się. Ehh. Teraz
nawet nie będzie mogła spokojnie wyjść do sklepu po bułki. Usiadłem na blacie w
kuchni. Po raz kolejny dzisiaj tępo wpatrywałem się w ścianę. Ostatnio polubiłem
tą czynność. Ostatnio czyli dzisiaj. Do kuchni za mną przyszedł Harry. Usiadł
obok i zapytał.
- Stary o co chodzi?
- Czuję się pusty. Nie wiem co się dzieje.
- Brakuje ci jej. To widać.
- Ciszej, Kat jest na górze. Zależy mi na obydwu. Z tym,
że Cam i tak już nie daje nam szans.
- Kurna, ja bym walczył, bo jest o co.
- Nie rozumiesz.. Kat też kocham i pragnę aby była
szczęśliwa.
- Więc ty podjąłeś już decyzję.
- Tak Harry. Wybacz, ale już nigdy nie będzie tak jak
kiedyś. – W mojej kieszeni zaczął wibrować telefon. Eleanor dzwoni. Odebrałem. -
Halo?
- Cześć Lou. – Dziewczyna miała zapłakany głos.
Przestraszyłem się
- Coś się stało? Coś z Cam? – Zadałem szybko pytanie.
*Cam*
Od rana siedziałam z El i Tay na kanapie zajadając się
ogórkami, popcornem. Tak, wiem.. nie powinnam go jeść. Byłam lekko przygnębiona
faktem, iż Lou i chłopcy z dziewczynami wyjechali. Było tak zabawnie gdy miałam
ich przy sobie. Nagle drzwi od mojego domu głośno się otworzyły. Przestraszyłam
się i wtuliłam się w ramię Taylor. Obejrzałyśmy się do tyłu na schody. Przez
moment czułam się jak w jakimś horrorze. Moja mina zrzedła gdy zobaczyłam kto
jest tą tajemniczą postacią z horroru. Alex stał i smutnym wzrokiem wpatrywał
się w naszą trójkę. Odwróciłam twarz i wybuchłam płaczem. Zdobyłam się na
odwagę i poszłam za nim na górę. Pakował walizkę. Uważnie przyglądałam się temu
co robi.
- Możemy porozmawiać? – Zapytałam cicho.
- Nie mamy o czym. – Odpowiedział mi chłodno.
- Alex, proszę cię.. Nie kończmy tego w ten sposób.
- To ty wszystko skończyłaś. Właśnie wtedy gdy zrobiłaś z
siebie szmatę i się puściłaś.
- Byłam pijana..
- Alkohol jest na wytłumaczeniem na wszystko.. Jasne.. I
przez przypadek wymieniałaś z nim dziesiątki SMS’ów dziennie.
- Skąd wiesz?
- Sprawdzałem twój telefon. Nic dosłownie o tej zdradzie
nie powiedziałaś, a ja się łudziłem, że nic pomiędzy wami nie ma. Przecież
jesteście tylko przyjaciółmi.
- Bo tak jest..
- I przez przypadek zaszłaś z nim w ciążę. I przez
przypadek w dzień po naszej rozmowie pojawiłaś się uhahana z nim przed kliniką.
I wiesz co? On cię zrobił w chuja. Ma inną dziunię. – Trochę zabolały mnie te
słowa. – Wiesz, cieszę się, że on kogoś ma. Chociaż dostaniesz po dupie za
swoje błędy.
- Nie możesz porozmawiać ze mną jak normalny człowiek?!
- Nie krzycz na mnie. Nie masz do tego prawa. Przez ten
cały czas mnie oszukiwałaś! Kłamałaś mi prosto w oczy! Współczuję temu dziecku,
że ma taką matkę. Ja nie chcę spędzić z tobą ani chwili dłużej.
- Spakuj się i wyjdź. – Powiedziałam przez łzy.
- Już to zrobiłem. Znikam ci z oczu.
- Czekaj!
- Jaką jeszcze bajeczkę chcesz mi wcisnąć?
- Twój pierścionek. – Zdjęłam go z palca i położyłam na
jego dłoni.
Uśmiechnął się kpiąco i wyszedł. Widziałam w jego oczach
ból. Słyszałam jak zbiega po schodach. Drzwi się zatrzasnęły. Usiadłam na
podłodze i zaczęłam płakać. Zza okna usłyszałam wielki trzask. Przestraszyłam
się. Zbiegłam po schodach. Dziewczyny siedziały równie wystraszone. Z impetem
otworzyłam drzwi wejściowe. Podbiegłam. Opadłam na kolana. Widziałam tylko
czerwone plamy, otaczały mnie naokoło. Dzisiejszy dzień zamienił się w
prawdziwy horror. Nie miałam zielonego pojęcia co się dzieje. Łzy płynęły
ciurkiem po moich policzkach. Szczęka trzęsła mi się ze strachu. Co miałam
robić? Klęczałam sparaliżowana całym zdarzeniem. Chwilę później zjawiły się
koło mnie dziewczyny. Trzęsłam się cała. Próbowały mnie uspokoić. Wyrywałam
się. Nie chciałam żeby mnie uspokajały. Chciałam cierpieć, zasługiwałam na to. Tak
miało być. Byłam na to skazana. Klęczałam na asfalcie mocząc kolana w czerwonej
cieczy. Czułam jej charakterystyczny zapach. Moje łzy łączyły się z nią. El
chciała odciągnąć mnie siłą, mówiła: ‘Cam, chodź to nic nie da. Uspokój się.’
Ja jednak krzyczałam i się wyrywałam. Płakałam drąc się. Chciałam teraz aby i
ze mną stało się to samo. Taylor przytuliła mnie mocno. Widziałam, że jej
śnieżnobiałe buty mają czerwone plamki. Wszędzie czerwień. Błysk fleszy. Jutro
będę w gazetach, genialnie. W oddali usłyszałam syreny. Jechało pogotowie.
Dopiero teraz zauważyłam, że trzymam ciało Alexa na kolanach. Cała byłam we
krwi. Nie przerażało mnie teraz to uczucie. Dwójka mężczyzn odciągnęła mnie od
niego. Siedziałam w ambulansie. Jakiś funkcjonariusz starał się mnie uspokoić.
Nie dawałam się. Nie mogli mi podać nic na uspokojenie, byłam przecież w ciąży.
Żałowałam słów, których przed chwilą do niego użyłam. Będę miała czas go
przeprosić. On będzie żył. Przyjechał kolejny pojazd. Nie wiem dlaczego
wstałam. Wyszłam z pojazdu mimo, że mężczyzna siedzący w nim razem ze mną
próbował mnie zatrzymać. Na miejsce przyjechał wóz policyjny. Na pewno spisują
protokół. Jeden z medyków rozmawiał z policjantem. Drugi z nich niósł czarny
worek. Nie, to nie może być prawda. Na asfalcie koło ciała Alexa zaczęli
rozwijać czarne coś. Uklękłam i złapałam się za kolana. Zaczęłam kiwać się do
przodu i do tyłu. Mężczyźni podnieśli ciało Alexa i włożyli je do worka. Jeden
z nich zapiął worek. Moje serce rozłamało się na pół. Już kiedyś to przeżyłam.
Słyszałam skrawki rozmowy. ‘Zgon na miejscu. Nie mieliśmy kogo ratować. Nie
miał szans na przeżycie.’ Już kiedyś tak było. Riley. Pamiętam.. Teraz czułam
się jak szmata. Przeze mnie on zginął. Gdyby nie ja to by się nie stało.
Policjant do mnie podszedł. Uklęknął obok mnie i zapytał się.
- Pani jest dziewczyną tego mężczyzny. – Pokiwałam tylko
głową. – Bardzo nam przykro, ale pan Green nie miał szans na przeżycie. Zginął
jeszcze zanim przyjechało pogotowie. Obrażenia były zbyt dotkliwe. Bardzo mi
przykro.
I patrzyłam jak odjeżdża karetka z ciałem mojego byłego
chłopaka. Eleanor objęła mnie. Dopiero teraz zauważyłam, że całe moje ręce są
we krwi. Dziewczyny zaprowadziły mnie do domu. Od razu poszłam do łazienki.
Stanęłam przed lustrem. Cała moja twarz była pokryta zaschniętą krwią.
Wyglądałam jakbym wyszła z jakiegoś horroru. Rozebrałam się i wzięłam zimny
prysznic. Chciałam zmyć z siebie dzisiejszy dzień, ale nawet zimna woda nie
była w stanie mnie uspokoić, ani pobudzić. Byłam załamana.
*Eleanor*
Stałam z Tay w kuchni. Żadna z nas nie chciała się
odzywać. Byłyśmy zszokowane dniem dzisiejszym. To było straszne. Pierwszy raz
widziałam Cam w takim stanie. Nie mogłam też dopuścić do myśli, że ona nigdy
więcej się z nim nie pokłóci, nie zobaczę go nigdy więcej. Nie darzyłam go
nigdy zbyt wielką sympatia, ale już odczuwałam tą stratę. Wystarczyło mi, że
musiałam patrzeć na moją przyjaciółkę. Wyglądała jak chodzące zombie. Ruszyłam
w stronę tarasu. Wyciągnęłam swój telefon i wybrałam numer do Louisa. Pytajcie
się czemu akurat do niego. Tylko przy nim Cam miała szansę na uśmiech. Jeden
sygnał, dwa, trzy.. I odebrał.
- Halo?
- Cześć Lou. – Mój głos był dość smutny.
- Coś się stało? Coś z Cam?
- Nie, a w zasadzie tak. Musicie tu przyjechać.
- Powiedz mi co się stało, a wsiadam w następny samolot.
- Alex on.. Zginął dzisiaj pod kołami samochodu. Z Camilą
nie jest najlepiej. Nie odzywa się odkąd to się stało.
- Matko.. Zaraz idę się pakować.
- Ona go trzymała na kolanach.. – Zaczęłam płakać. –
Trzymała martwego Alexa na kolanach..
- El, spokojnie. Nie płacz. Powiem chłopakom i się
pakujemy. Jutro u was będziemy.
- Dziękuję Lou..
Wcisnęłam czerwoną słuchawkę i zaczęłam płakać. Tay była
w kuchni, a ja tu. Nie co dzień spotykałam się ze śmiercią. Nigdy nie było dla
mnie to normalne zjawisko. Zawsze się jej bałam. Dziś ją widziałam. Ludzie
przychodzą i tak szybko odchodzą. Wszystko wymyka się spod naszej kontroli. Miałam
ochotę iść przytulić Cam, ale wiedziałam, że teraz mnie odtrąci. Drzwi
skrzypnęły. To o dziwo była ona. Miała zapłakane oczy. Usiadła obok mnie i się
przytuliła. Zaczęła cicho łkać. Przytuliłam ją mocno. Było mi jej tak bardzo
żal. Zapytała się nie cicho.
- Po co dzwoniłaś do Louisa? Po co mu mówiłaś?
- Bo tylko przy nim będziesz w stanie się uśmiechnąć
kochanie.
- Ale jego obecność będzie mnie bolała. To, że będę
musiała na niego patrzeć.
- Wolałabyś żeby dowiedział się o tej sprawie z mediów?
- Nie, wolałabym żeby w ogóle nie wiedział.
- Ale do tego i tak by doszło. – Wtrąciła Tay, która właśnie
do nas przyszła. – Jesteś osobą publiczną i wszystko co z tobą związane ujrzy
światło dzienne. Uwierz mi. Siedzę w tym już trochę czasu. Przypisują mnie do
każdego faceta, z którym mnie zobaczą. A to już jest przybijające.
- Ale ja nie chcę żeby on przyjeżdżał. Znowu zaboli.
Znowu poczuję to co ostatnio. – Z oczu Cam wydobyła się spora dawka łez.
- Pamiętasz o co go prosiłaś? – Na moje pytanie pokiwała
twierdząco głową. – Żeby był szczęśliwy z Kate. Chociaż on nie musi sobie
niszczyć przez wasze błędy życia.
- I właśnie to robi. Nie niszczy sobie życia. Straciłam obie
osoby, które kochałam. – Moja przyjaciółka naprawdę cierpiała.
- Przeżyłaś to już kiedyś. Dasz sobie z tym radę. Poza tym
masz nas. My ci zawsze pomożemy. – Odezwała się Tay i promiennie uśmiechnęła.
- Dziękuję wam dziewczyny. – Powiedziała Cam i nas
przytuliła.
Tralalalala! Coraz bliżej koniec. Ehh. Już wiecie kto jest jedną z osób które umarły! Pytanie. Był to dla was w pewnym sensie szok? Zapraszam na moje nowe opowiadanie. http://idontwannalive-ijustwannadream.blogspot.com/ Mam nadzieję, że przypadnie wam do gustu. Pierwszy rozdział postaram się dodać jak najszybciej. Komentujcie ostatnie rozdziały, proszę..
Rozdział cudowny, zresztą jak zwykle. Ale powiedz czy Louis kocha Kat naprawdę? Czy tylko oszukuje i siebie i ją?
OdpowiedzUsuńRadzę się o to zapytać Louisa. Zapraszam na aska .
Usuńjuż tak blisko do końca . . :( . . tylko teraz pozostało czekać na zakończenie . . niesamowity . .
OdpowiedzUsuńA.S. ;P
Oj nie smutajcie.. startuje z nowym opowiadaniem. Mialam to zrobic w ten weekend ale mi sie nie udalo.
OdpowiedzUsuńO wow. Niezly obrot sprawy :) Czekam na wiecej :*
OdpowiedzUsuń